Pierwsza tak wyczekana wizyta u ginekologa za nami. Jednak chyba byla przyczyna dlaczego nasza córeczka nie żyje. Nie była to infekcja ani zadne wady genetyczne. Powiedzial nam lekarz ze w czasie badania lozyska wyszlo, ze te zyly ktore doprowadzaja pokarm i tlen byly zapchane ?! I to mogło być przyczyną. Nie za bardzo póki co to rozumiem... Do następnej wizyty nasz lekarz ma skonsultować to ze specjalistą od tego i zobaczyć co da się zrobić, jakie badania mi zrobić, żeby zapobiec temu w przyszłości.
A teraz siedzę i próbuje znaleźć jakiekolwiek informacje więcej bo póki co nic nie rozumiem... wiem że w Polsce robi się usg dopplera na przepływy po 26 tygodniu, tutaj chyba też ale dla nas to było za wcześnie... Po tej wizycie mam więcej pytań niż odpowiedzi !!!
Moze można było temu zapobiec dzięki tabletkom rozrzedzajacym krew?
Jesli cos bylo nie tak czemu ta lekarka dwa tygodnie wczesniej nic nie widziala?
I czy moja corka umierala powoli z glodu?
Jestem wkurwiona na siebie, że zamiast pytać o wszystko to ryczałam !!! Muszę wszystko spisać na kartce i zapytać 12 kwietnia.
11t 2d wg pierwszego usg
12t 1d wg badań prenatalnych.
Dziś były badania, dzieć grzecznie leżał , pokazał wszystko, jak na rozkaz. Lekarz zadowolony, badanie było expres wszystkie pomiary wyszły idealnie.
No i będzie DZIEWCZYNKA 
Jutro 8:20 punkcja....ahhhh
Zapomniałam napisać, że dostaliśmy zielone światło na staranie się od pierwszego cyklu. To znaczy możemy zacząć od razu brać hormony i próbować z ta inseminacja. W Holandii wszystko inaczej...
My z Lubym postanowiliśmy, że chcemy przynajmniej dwa cykle spróbować normanie. A póki co badania!
CZEŚĆ!
Przyszłam dać znać co u Nas..
A więc zacznę od tego że 11.02 miałam zabieg. Miała to być laparoskopia ale zrobili punkcje torbieli jajnika.. na prawym torbieli prosta , na lewym endometrialna.
Diagniza -Endometrioza na 90%.
Byłam zła że tak olali i wykonali zabieg co prawdą mniej inwazyjny ale i mniej pomocny jak okazało się to w tym tygodniu ..
11.03 miałam wizytę u Mojej gin. Odebrałam wynik histopatologiczny z którego wynikało że został pobrany płyn , ze w badanym materialne znaleziono komórki zapalne.
Moja gin wykonała mi usg i poczytałam się jakbym dostała w ryj - patrzę w tam na lewym jajniku dalej jest torbiel.. wyobraźcie sobie mój wkurw na lekarzy którzy wykonali tą jebaną punkcje. I znowu krok w tył. A już myślałam że jesteśmy blisko zrealizowaniu naszego celu . Ale nie,nie ma tak łatwo...
15.03 mam wizytę u lekarza zajmującego się endometrioza. Zobaczymy jaką decyzję podejmie. Chociaż w dzisiejszych czasach gdzie są wstrzymane zabiegi myślę że na laparoskopie mnie nawet nie skieruje..
Szczerze?
Mam ochotę to jebnąć ..
Tak bardzo mam dość... 😩
37 tc (36tc3d)
Hej, wczoraj byliśmy na wizycie i lekarz robił usg. Mały waży 2938 gr także sporo, no ale to nic, wszystko dobrze i na poród póki co się nie zanosi, wszystko szczelnie zamknięte. Pobrał wymaz ma GBS.
Ja mam dziś gorszy dzień, ciche dni z mężem...
W takich chwilach nic mnie nie cieszy.
Dziś jeszcze prasowałam ubranka które dostaliśmy, jutro jeszcze jedna pralka i gotowe.
Ciekawa jestem kiedy mały się urodzi.
Termin z OM 14.04, wizytę mam 9.04 a l4 lekarz wystawił mi do 18.04 tak z bezpiecznym zapasem.
Chciałabym po świętach już urodzić.
Szpital dzien 7
Dzis mnie nie wypuscili. Moze jutro. Dr zbadal szyjke, 3cm, ale maly mocno napiera. Musze lezec. Poza tym wczorajsze ktg doprowadziło mnie prawie do zawalu. Maly przez.pierwsze 15 min mial tetno pod 200, nie spadalo ponizej 180. Akurat w tym czasie byl.aktywny, czułam jego ruchy. Ktg ciagle piszczalo. Az przysZedł Dr i mówil ze to rzeczywiście nie jest normalne. Potem mlody sie uspokoil i tetno było ok 160/150. Pozniej sie poryczalam, bo.czulam sie bezradna. Dr powiedzial ze.potem.juz bylo ok wiec.mam.sie.nie.martwic i jak cos.to.gadac ze.swoim lekarzem. Potem byla inna Pani dr na.dyzurze i powiedZiała ze to normalne jak.mlody sie rusza, tak.samo.jak.dorosly czlowiek. Ja rozumiem ze.moze.sie.podnieść i opadac, ale mlody zaKAZDYM razem.jak sie rusza to ma.tak wysokie tetno, czy to.naprawdę jest normalne zeby takie ruchy powodowaly taki wzrost? Innym dziewczynom tylko.troche sie podnosi,.czasem do 190 ale.sporadycznie a u mnie w 80% przypadkow jak.młody tylko.sie rusza. Moze ktoras.miala podobny przypadek? Bo mnie to.bardzo.niepokoi a lekarze mnie zbywaja.
Ciąża spokojna i radosna - tak napisałam ok. 6m ciąży z Witkiem. I taka była - do samego końca.
Jesienią 2017 znów zaszłam w ciążę. Ale nie była ani spokojna, ani radosna. Czułam się kiepsko, i fizycznie i psychicznie. W listopadzie pojawiło się serduszko, w grudniu zniknęło. Miał być prezent pod choinkę, ale zamiast tego w tygodniu przedświątecznym zaliczyłam pobyt w szpitalu. Poronienie zatrzymane 8tc, mówiąc językiem 'fachowym' lub niekorzystne zakończenie ciąży, mówiąc słowami z broszury otrzymanej w szpitalu.
Nie jest to łatwe doświadczenie, ale z pewnością dużo łatwiejsze, gdy ma się za sobą 'korzystnie zakończoną' ciążę i małego szkraba czekającego w domu. Było smutno i przykro, ale równocześnie był we mnie szacunek/wiara w to, że matka natura wie co robi. Albo po prostu się zagapiła bo jak się ma miliardy komórek i do skopiowania to czasem po prostu coś się rypsnie. Taka też jest statystyka - a patrząc dookoła, na tyle szczęśliwych porodów wśród znajomych - na kogoś ta statystyka trafić musiała. C'est la vie.
W szpitalu położono mnie na sali z panią Marią (aktualne procedury nakazują, żeby te kobiety, których ciąża korzystnie się już nie skończy nie przebywały obok tych, które jeszcze na pozytywne zakończenie szanse mają). Leżałam więc koło Pani Marii, będącej pewnie w wieku mojej babci. Widać było, że nie jest okazem zdrowia. Ale gdy ja szykowałam się do wyjścia, lekarz przyszedł przekazać mojej sąsiadce wyniki badań. Nowotwór, przerzuty rozsiane, możemy poprawiać komfort życia w tym końcowym okresie, nie - nie operuje się, przykro mi - ktoś musiał Pani powiedzieć.
Spośród wielu ścieżek życiowych, których nie wybrałam, najbardziej cieszę się chyba, że nie zostałam lekarzem. Straszny to zawód. Piękny i straszny zarazem.
22 stycznia pojawiła się miesiączka. Jak w zegarku, 28dni i nowy cykl. Kontrola usg - jest ok. Przy okazji zmieniłam lekarza wykonującego usg. Sympatyczny owszem, kompetentny owszem. Ale badanie podczas którego dowiedziałam się, że serduszka już nie ma wykonał niemal z telefonem przy uchu. Ok - na czas badania telefon odłożył... ale dla mnie to było zbyt wiele. Czy też zbyt mało - będąc precyzyjną. Ale dobrze się stało, trafiłam na inną lekarkę i zmiany nie żałuję. Zwłaszcza po dzisiejszym usg. Pani doktor nie jest może wylewna, ale jest rzeczowa, dokładna i skupiona na pacjencie.
A dziś, kiedy w czasie badania przyznałam, że chyba przed żadnym z wcześniejszych usg tak się nie denerwowałam, stwierdziła że tak to niestety jest, że po niepowodzeniu pozostają obawy. I to prawda. Dziś pani doktor miała dla mnie dobre wiadomości. 7 tydzień, mamy serduszko. Taka wiosna. Taki dzień kobiet (7 marca beta 1800). I mam nadzieję - taka Wielkanoc jak ta 3 lata temu ( wtedy przekazaliśmy rodzinie newsy o Witku). Może po prostu nasze dzieci wolą Wielkanoc?
Ale... choć historia się powtarza, doświadczenie inne. Właśnie - przeklęte doświadczenie. Jak się człowiek sparzy, to boi się ponownego spotkania z gorącą wodą. Dzieli włos na 4, wychwytuje szczegóły i niuanse. Gin po badaniu dowcipnym nie powiedziała 'tak, jest! Piękna ciąża!' (Tak to z Witkiem było) tylko 'tak - może to i ciąża jest'. A dziś, choć opis usg 'prawidłowy' - nie daje mi spokoju rozbieżność wieku ciąży usg vs om. 2 tygodnie różnicy. Wg gin - tak może być, późniejsza owulacja, badanie ok. Ale... tak właśnie było poprzednim razem - ciąża od początku rozwijała się wolniej niż powinna. Tym razem specjalnie nie spieszyłam się z usg. Wg om to już 8-9 tc. Chciałam chyba 'przeskoczyć' ten moment, kiedy poprzednim razem wszystko się skończyło (7-8tc). A tu los spłatał mi psikusa - wg usg 6-7tc. I tak tkwię w lekkim zawieszeniu - chciałabym się cieszyć, tak jak tą pierwszą ciążą ( i wieloma innymi pierwszymi doświadczeniami). A tu niestety zza pleców wyglada 'doświadczenie życiowe' i mówi - wiesz, wiesz, że różnie może być. Niestety - wiem. Takie ziarenko niepokoju gdzieś tkwi. W piątek mam wizytę u mojej gin.
A potem znów historia się powtórzy. W weekend jadę na Bonawenturę, do Starego magicznego Sącza
Gen podróżniczy najmłodszej latorośli zaszczepiać.
Starsza latorośl ma się natomiast bardzo dobrze, ale to na osobny wpis temat.
Ciąża rozpoczęta 22 stycznia 2018
Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2018, 22:28
Po laparo zdecydowałam się na ten cholerny danazol, bo miałam nadzieję, że tak mocny i przestarzały lek w skutkach ubocznych mi pomoże. Zniosłam wypadanie włosów, tycie, wilczy apetyt, złe wyniki wątroby, zanik piersi czy zmianę głosu.... A wczoraj na usg w pierwszym cyklu po laparo co? Nawrót endometriozy. Na lewym jajniku się już odnowiło. Serio. Mam poważnie dość. Boję się, że to mnie zje od środka. Powiedział, że prawy przestymulowany, pęcherzyk dominujący 18mm, endometrium 7mm, brak śluzu w szyjce. Kazał przyjść w piątek i poniedziałek...
Lekarz patrzał na mnie jak na wariatkę jak powiedziałam, że brałam danazol, a jak powiedziałam, że aromek do stymulacji to, że pierwsze słyszy... I naprawdę pierwsze słyszał, bo jeszcze szukał w bazie leków. A potem na usg jak oglądał lewy jajnik to się pyta "bo lewego jajnika to nie wycinali? no właśnie, bo nie da się wyciąć całkiem endoemetriozy, więc albo nie wycieli wszystkiego, albo zdążyło urosnąć" - przypominam, że 10.02 byłam na usg, ale gdzie indziej i było czysto.
Wysiadłam psychicznie. Byłabym zdrowsza, gdybym nie wiedziała, że się nie nawraca.
Przeprosiłam się z pamiętnikiem. Wracam stare śmieci, bo chyba łatwiej to wszystko z siebie zrzucać.
W lutym myślałam, że zdecydujemy się na inseminację, nie miałam już sił nadal walczyć naturalnie. Niestety, po dwóch cyklach na CLO, stwierdziłam, że już koniec, miarka się przebrała. Podeszliśmy do IUI 27.04. Beta 13 dpIUI <1.2
Walczymy dalej.
Ojej dawno mnie tu nie było. Obijam się jeśli chodzi o pamiętnik, ale tak poza tym to żyje mi się całkiem nieźle ! Tak "żyje" to dobre określenie. Nie jest jeszcze tak jakbym tego chciała, no ale, z czasem może coś ruszy 😁
My już ponad miesiąc na diecie, z małymi wyjątkami, ale wyjątków wydaje mi się,że jest coraz więcej ostatnio. Muszę to wyeliminować... Wczoraj np. koleżanka z pracy na pożegnanie przyniosła ciasto, no i oczywiście się poczestowalam. Jakże by inaczej. Dzisiaj grill u rodziciw, znowu jadłam jasne pieczywo i kiełbase, o cieście drożdżowym nie wspomnę. Zła jestem na siebie strasznie... Nie tak to miało wyglądać. Muszę doprowadzić się do porządku. Takie wyskoki należą nam się raz w tygodniu, a nie 3-5 razy. Przesadzam! Mąż dzielnie trzyma się diety, ale też czasem się wykruszy. Piwko bezalkoholowe albo takie tam... Dzisiaj pił drinka na grillu, a miał nie pić wcale! Wkurza mnie mój tato. Mówię że Em nie pije, to ten jakieś głupie komentarze kieruje pod moim adresem, że mój mąż ma ze mną przerąbane i że marnie skończy. Bo co? Bo się nie napije? Zawsze mnie to denerwowało. Poza tym jak pochwaliłam się przed wszystkimi że zdałam egzamin i jestem już tytułowana krawcowa.
Dobra koniec tych wywodów politycznych bo tylko się niepotrzebnie wkurzam.
Z ciekawych rzeczy, to zaczęłam szyć swoje projekty i zagadalam do znajomego fotografa, który akurat ma sesję w moim temacie i możemy współpracować! To jest coś naprawdę mega dla mnie😁 w końcu jakiś ruch. Zacznę tworzyć swoje portfolio. Może poszukam też innych chętnych osób do współpracy. Mam kilka pomysłów i będziemy działać, ale jestem szczęśliwa:) od dłuższego czasu to jest w końcu jakaś dobra nowina. Do tej pory strasznie się bałam, ale po rozmowach z mężem stwierdziliśmy że trzeba ruszyć do przodu. Czekanie na ciążę strasznie nas meczy, oboje... Ostatnio sporo rozmawiamy o tym... Tylko normalne życie może nas uratować.... Myślałam też o terapii, albo dla siebie albo dla nas obojga to jest dobry pomysł... Muszę zacząć myśleć tak, jakbym miała nie mieć dzieci. W sumie... To teraz kiedy chce się rozwijać to nie jest mi na ręke.
Poza tym zapisaliśmy się na siłownię! Namówiła mnie przyjaciółka. Oczywiście standardowo myśląc siłownia od razu mózg wysyłał znaki: nie idź na siłownię, bo nie zajdziesz w ciążę! Żadnych ciężkich ćwiczeń, absolutnie nie angażuj mięśni brzucha, tylko lekkie ćwiczenia! A druga strona mózgu odpowiada : od 3 lat nie chodzisz na siłownię i od 3 lat nie jesteś w ciąży, więc w czym problem? To i tak nic nie zmieni, jak ciąża będzie zdrowa to i przeżyje siłownię do pozytywnego testu. Tak więc kupiłam karnet o chodzę. Namówiłam przy okazji meza, a mąż dwóch kolegów i takim sposobem chodzimy sobie w 5 na siłownię. Ciężko się zgrać czasowo, ale czasem samotny trening też się przydaje, tylko ja i muzyka i mysli. Podoba się i mi i emkowi, więc jest dobrze
Zupełnie inaczej się człowiek czuje po takim rozruszaniu. Męczyło mnie już to ciągle siedzenie w robocie. A propos roboty jest chora atmosfera.kierowniczka poszła na urlop dlugi i są konkretne cyrki..... Żałuję że odeszłam z kancelarii. Może niedługo wrócę. Umowę mam do końca maja, więc nie wiem co ze mną będzie. Tak cholernie żałuję, że nie zażądałam umowy na czas nieokreślony. Jaka ja byłam głupia!!!!! Człowiek uczy się na błędach. Mam nadzieję że w maju nie będę musiała tam pracować.
W poniedziałek 9 dpo i idę na badania m.in. cytokiny, komórki nk, przeciwciała przeciwplemnikowe i coś tam jeszcze, więc wypłata w tym miesiącu pójdzie na życie, materiały i badania.... Mam już tego dość. Jeszcze badania do histero i badania emka nas czekają i moje amh.
Dzisiaj 7 dpo a ja jak kretynka nasikalam na patyk. No nie wiem, testy allegraki. Jakiś bladioch tam się pojawił, ale cholera wie. To jest allegraki, tam często coś wychodziło. Oczywiście się nakręciłam. Poza tym wykres góry doliny, więc się nakręcam. Poza tym tak już od razu po miesiącu diety zaszłam w ciążę. Moja naiwność serio nie zna granic.
Aaa 21 października mamy wizytę u Paśnika, czyli ostatnia nadzieja.no i wizyta w Łodzi nie obędzie się bez wizyt w różnych sklepach z materiałami! Mam nadzieję że znajdę dla siebie hurtownie do współpracy 😍 ojj już muszę robić plan zwiedzania. Chyba pojedziemy na cały weekend. Będę w raju! Tyle pomysłów w głowie !
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 września 2019, 16:41
No i nowy cykl trwa. Jak co miesiac nowe nadzieje. Badania porobione, prolaktyna idealna, hormony prima a jednak cos jest nie tak, tylko co...wrogi sluz. W tym cyklu byl wyjatkowo dobry, az niedowierzalam. Jeszcze za wczesnie na testowanie ale nadzieja jest
24tyg+5dni
Z rana miałam wizytę u gina i przez to nie cyknęłam mojej cotygodniowej fotki brzuszyska w lustrze. No nic, nadrobię.
Widziałam w wiadomościach, że dziś dzień osób z zespołem Downa. Mówili, że są to ludzie szczerzy, pozytywni, radośni... Ahh dziewczyny, żeby tylko nasze dzieciaki były zdrowe :o( W końcu żadne badanie nie daje 100% pewności, a mówili w tv, że jedno na 1000 dzieci rodzi się z tą trisomią. To wcale nie tak mało…
Pierwszy dzień wiosny… Uczciłam lodami :o) Oj oj, powinnam troszkę ograniczyć słodkości. Fajnie byłoby w ogóle zrezygnować z cukru (tak już na zawsze, oprócz owoców rzecz jasna), podobno to możliwe :oP Najgorszy pierwszy miesiąc, a potem organizm się przyzwyczaja i już ‘nie pragnie’ cukru. Przyznaję, że teraz rozgrzeszam się ciążą, ale fajnie byłoby to zmienić. Chciałabym, żeby dzieć słodkości nie jadł/nie dostawał tak długo, jak to będzie możliwe. Może uczynię nasz dom domem sugar-free? :o) to by było piękne...
Dawno mnie tu nie było, aktualnie jestem w 4 dniu 2 cyklu starań. W poprzednim cyklu @ przyszła dzień wcześniej i była totalnie dziwna. W niedzielę (1dc) brzuch bolał mnie dość mocno, ale nie tak jak zwykle, @ nie była jakaś super obfita, bez skrzepów, a na dodatek było mi ciągle niedobrze, ale może to być efekt moich wrzodów. Temperatura spadła, @ przyszła, nie ma o czym mówić, prawda? No ja mam problem, bo mój mózg wie doskonale że @=brak ciąży, niska temperatura=brak ciąży, a gdzieś się tam mimo wszystko tli nadzieja, bo przecież zdarzały się takie przypadki... Pomęczę się z tym pewnie jeszcze ze 2-3 dni i jak przyjdzie owulacja to zapomnę o całej sprawie. Chyba to jest już jakiś taki "circle of life"
.
9 marca na USG tarczycy lekarz stwierdził Hashimoto, krew potwierdziła. Nie powiem, że nie był to dla mnie cios, początek starań a tu taki klops... Jestem na diecie bezglutenowej, staram się unikać laktozy i cukru, może w końcu schudnę, bo do tej pory tylko tyję, mimo ciągłego bycia na diecie - lekarz powiedział mi że to może być efekt niedoczynności tarczycy. Dzisiaj rano wzięłam pierwszą tabletkę Euthyroxu 25, zobaczymy za kilka dni, pokładam w tym leku i diecie duże nadzieje.
11 dc.
Chłonę po wczorajszej wizycie i myślę. Nic nie zmieniam. Zaufam profesorowi na te trzy miesiące. Po za tym mam w kwietniu konsultację u ginekologa- naprotechnologa, zobaczymy co ona zaproponuje.
Teraz zostało modlić się, żeby ten pęcherzyk na prawym jajniku pękł, śluz płodny się pojawił, endometrium urosło i żeby znalazł się plemnik, który da rade dotrzeć do jajeczka... Trochę niepokoi mnie, że pęcherzyk jest już tak duży, endometrium tak małe i śluzu nie ma... Czy to się razem zgra?
O matko
ehh
Mam przeeeeeokropne przeczucia. Wczoraj rozmyślałam o pozamacicznej, dzisiaj robiłam kolejny test pink i wcale nie są kreski identyczne a juz 19dpo ... znowu aż ciary mnie przeszły. Chyba nie bedzie dobrze. Objawów jakoś nie czuje, w poprzednich ciążach byłam strasznie zmeczona- teraz nie aż tak. Ćmi mnie jedynie podbrzusze i falami bolą piersi. No nie wiem... widzę i tą ciaże w czarnych barwach ;(
Jedyne co jest ok to te zastrzyki już mi lepiej idą.
PS> Mając w piątek tsh 2,5 dostałam u endo 37,5 euthyroxu- nie jest to za duża dawka?
7 dzień cyklu.
Czysto już po małpie. Cisza, spokój. Szkoda, że nie wewnętrznie... Temperatura dzisiaj znacząco wyższa od wczorajszej, ale to jakiś jednorazowy skok. Czekam na oznaki cyklu bezowulacyjnego i widzę, że się zaczynają, liczę na jutrzejszy spadek. Wiem, że to będzie ciężki miesiąc, pełen złudnych nadziei i wyczekiwań na powtórkę ostatniego cudu. Na razie chyba jakoś nic nie zapowiada. Chciałabym, żeby chociaż szansa była, znów.
A może za dużo chcę? Może życie pisze mi coś innego? Może moją jedyną miłością będzie kochany psiak?
Dlaczego nie można pewnych rzeczy wyrzucić z głowy?...
13dc
Obstawiam, że owulacja była dzisiaj:
-temp. wczorajsza to 36,54, dzisiaj rano 36,12, a przed chwilą ponad 37 
-około 9 poczułam ogromny ból jajników, taki przeszywający i po chwili już ok
-śluzu mam ogrom, do tego piękny, rozciągliwy. Myślałam, że wczoraj tonęłam w śluzie, dzisiaj to jest dopiero masakra.
Zobaczę czy kalkulator owulacji potwierdzi moje przypuszczenia.
Ale nawet jeżeli owu była to co z tego skoro endometrium najprawdopodobniej i tak nie da rady 
Szpital dzien 8
Jutro bede miec badanie szyjki i usg. Moj dr powiedział, ze nie powinno sie tak dlugo utrzymywac tak wysokie tetno. Moze.jutro bedzie wiadomo cos wiecej. Czekam do jutra. Dzis popoludniu kolejne ktg, osiwieje. Juz sie nie ludze ze wyjde. Moze.sie mile rozczaruje jutro.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.