16.01.18 crio transfer, testowanie 27.01.18- pozytywn
30.12.17 start fet antagonist
01.10.17 mamy 4 śnieżynki
30.09.17 transfer jednego 5-cio dniowego zarodka testowanie 11.10.17- negatywny :..... (
26.09.17 14 jajek zaplodnionych ICSI
25.09.17 punkcja 16 jajek pobranych
09.09.17 start stymulacja
kilka w sumie intensywnych dni za mna, ale spokojnych.
moj P wyjechal z chlopakami na Mazury (dzis wracaja).
a ja przyjelam odbior mebli (cale szczescie, ze wzielismy usluge z montazem). poukladalam caly pokoik Oli i dotychczasowe zakupy.
wysprzatalam sobie mieszkanie,zrobilam rozpieszczajace zakupy spozywcze na okres nieobecnosci meza i delektowalam sie rybami
uwielbiam Halibuta!!! wczoraj bylam na likwidacji hurtowni z ksiazkami. upolowalam 18 ksiazeczek dzieciecych (od ok 3 miesiaica zycia do ok 2-3 latek) za jedyne 50 zeta calosc!!! (w zaleznosci od rozmiaru ksiazeczki kosztowaly 1, 3 lub 5 zl). Baaaardzo jestem zadowolona. musialam tez kupic dysk zewnetrzny. w koncu trzeba poukladac zdjecia naszego zycia!!!! jestesmy razem 17 lat, zdjecia mamy pozgrywane na jakies plyty, laptopa, stacjonarny (co go nie uzywamy juz dawno).... wiec ewidentnie zaczelam ukladac niedociagniecia naszego zycia. wraz z narodzinami corki, zacznie sie nowy okres dla naszej rodziny i nie chce myslec, ze jakis balagan zostawilam za soba w przeszlosci.
takze ewidentnie syndrom wicia gniazda mi sie udzielil w sferze mieszkaniowej i elektronicznej.
do kupienia zostalo mi kilka drobiazhow, ale dokupie je raczej na koniec kwietnia. poscieli itp nie kupuje. niemowlaki i tak nie powinny w niej spac, zeby nie zwiekszac ryzyka smierci lozeczkowej.
brzuchol juz mocno widoczne
ale calkiem zgrabny, powiedzialabym nieskromnie. od poczatku ciazy +5.5 kg , mysle ze jak na 33 tydzien ciazy to calkiem niezle. no ale to wynika z wysokiej masy sprzed. organizm po prostu mial niezle zapasy chyba
powoli zaczynam odczuwac takie ciagniecie w dol macicy jak jestem zmeczona, czasem pojawia sie twardnienie brzucha (szczegolnie wieczorem, jak rpzesadzilam z aktywnoscia w ciagu dnia), no i oczywiscie ten bol ledzwiowy - czasem nie do zniesienia. odnosze tez wrazenie, ze wszystko przesunelo mi sie w gore. jak robie sklon (do psa) albo zakladam skarpetki, to czuje w okolicy zoladka, ze wszsytsko idzie mi pod cycki 
takze tyle u nas
rosniemy dalej! milej niedzieli. u nas dzis przepiekne slonce
takze ide zaraz z moim siersciuchem kochanym na spacer
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 marca 2018, 13:40
Dzisiaj przyszła wiosna , piękna pogoda,słoneczko i taki radosny czas. Byliśmy na morzem, wypiłam grzane piwko i jakoś tak zleciał czas na przyjemnościach.Staram się nie myśleć, to już trzeci dzień z rzędu kiedy nie płakałam.
Jutro chce jechać na cmentarz, pierwszy raz. Nie zdecydowaliśmy się z mężem na pogrzeb więc maleństwo jest pochowane w zbiorowym grobowcu. Wybieram się tam już bardzo długo i cały czas boję się iść bo nie wiem jak zareaguje.Ale muszę, obiecałam sobie, że jutro jadę i już.
Od dawna zabieram się do napisania kilku słów, ale coś brakuję czasu ostatnio. Jak już jest chwila to patrzę się tylko położyć, zrelaksować.
U mnie ok. Czas zapierdziela niesamowicie. Już wiosna. Trzeba myśleć o porządkach, myciu okien, ogródku. O dziwo chcę mi się tego wszystkiego. Jest ochota tylko czasu brak. Ciekawe czy pracując uda mi się to wszystko ogarnąć.
Plan z panią Martą ustalony. Choć istnieje ryzyko, że nie wyleczę boreliozy do lipca, wtedy będę chciała wrócić po maluszka. W lipcu bowiem mija rok od wpłaty na przechowanie naszego bałwanka. Szczerze to strasznie nie chce mi się chodzić już do tej kliniki. Mimo, że dzięki niej zaszłam w ciążę mam jakiś niesmak i czuję taki wewnętrzy żal, że historia zakończyła się smutno. Teraz kiedy mam owulację istnieje szansa na naturalne poczęcie. Jednak nie mogę zostawić zarodka w zamrażarce. Pierwsze co zrobię po zakończeniu terapii to podejście do transferu. Zanim to zrobię muszę jeszcze porobić kilka badań (cytologię już zrobiłam). Jakoś to muszę ładnie zgrać w czasie.
Niedługo kończę 6-tygodniowy program na boreliozę. Następnie dwa dni przerwy i zaczynam COLO-VADE (program silnie oczyszczający z 4 dniami głodówki). Po 14 dniach tego programu następuje miesiąc odbudowy. Pani Marta radziła odczekać 6 tygodni i dopiero wtedy zrobić badania kontrolne, ale to wypadałoby już w lipcu, dlatego ja zrobię je wcześniej. Zobaczymy co wyjdzie. Myślę pozytywnie. Tak bardzo chciałabym, aby pech mnie w końcu opuścił. Chciałabym już w wakacje być w ciąży, znów poczuć tą radość, że ktoś zamieszkał pod moim sercem...
A ósmy kwiecień zbliża się nieubłaganie. Boję się tego dnia. Ciągle wyobrażam sobie jak wyglądałaby moja Michalinka, do kogo byłaby podobna, jaki miałaby uśmiech... Aż żal serce ściska.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 marca 2018, 17:54
wczoraj w 21dc progesteron 0,62
dziś mam wrażenie, że LH pozytywny
zakończyłam pierwszą mieszankę ziół z przepisu:
Liść melisy 100
Ziele lebiodki 50
Kwiat rumianku 50
Ziele macierzanki 50
Liść pokrzywy 50
Ziele dziurawca 50
Ziele rdestu ptasiego 50
Owoc niepokalanka 50
moje opinie sa bardzo pozytywne: szybka regulacja cyklu, ciąża już w drugim cyklu z ziołami
receptę więłam wtedy z jakiegoś forum na ovu. Piłam ją od 16.11. wiec wystarczyła na ok 4 miesiące codziennego zaparzania ok 3 łyżeczek
obecnie mieszam kolejną z poradnika o. Sroki:
Ziele lebiodki 50
Koszyczek rumianku 50
Ziele macierzanki 50
Liść pokrzywy 50
Ziele dziurawca 50
Ziele rdestu ptasiego 50
Ziele ruty 20
Kwiat nagietka 20
Ziele nostrzyka 20
nie ma malisy i niepokalanka, jest za to nagietek, nostrzyk, ruta. Ewidentnie bardziej gorzkie. Za pierwszym podejściem szybko by mnie zniechęciły. Jest ich nieco mniej.
Trzeba pić 1 łyżkę na filiżanke wody wiec po prostu są mocniejsze. Nie wystarcza na tyle co poprzednie.
Kolejna będzie z poradnika o. Klimuszko:
Po 50 g.
1. Szyszka chmielu (Strobili Lupuli)
2. Ziele przywrotnika (Herba Alchemillae)
3. Ziele krwawnika (Herba Millefolii)
4. Liść ruty (Folia Rutae)
5. Ziele nostrzyka (Herba Meliloti)
6. Kwiat lawendy (Flos Lavandulae)
7. Kłącze tataraku (Rhizoma Calami)
8. Kwiat nagietka (Flos Calendulae)
9. Owoc róży (Fructus Rosae)
i tutaj tez widzę, ze składy różnią się. Jest lawenda, krwawnik, szyszki chmielu, przywrotnik (bardzo mi się podoba ta mieszanka). Ma duże predyspozycje, żeby wspierać cerę.
Co do cery.. no walczę. Odstawiłam już wszystkie specyfiki i próbuję naturalnie tj. olejki, oleje, zmiana wody, własne toniki, parówki, maseczki. Wszystko robie sama ponieważ gliceryna wszechobecna we wszystkich niemal kosmetykach mi nie służy.
Do tego od wczoraj nawilżamy i jonizujemy powietrze w sypialni.
Zmienilam tez dietę - na zgodną z grupą krwi - (bo wreszcie doczekałam się wyników)
ARh + (przeciwciała Lewisa)
Nie jest łatwo z tą dietą, ale mam motywację. Widzę jak na mnie działa i jak się czuje jak jej nie przestrzegam. Przy okazji straciłam na wadze - nie zamierzałam. Jak wczoraj zjadłam jeden kawałek pizzy to myślałam że pęknę.
Edit 26.03 LH bardzo pozytywny
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 marca 2018, 10:02
I jak tam rodzisz? To Ty jeszcze w całości? - to w ostatnim czasie moje ulubione pytania od rodziny i znajomych... I jeszcze sztandarowe - Na kiedy Ty właściwie masz termin? Otóż niestety jeszcze nie urodziłam, choć już powoli wszystko mnie boli, jestem zmęczona i marzę, aby mieć poród za sobą.... Jak się czuję? Jak orka wyrzucona na plażę - ciężka, niezgrabna, z trudem się poruszająca i potrzebująca nieustającej pomocy
Jeśli chodzi o termin to miałam ich cztery - z USG 21.03, 25.03 - niestety minęły bezpowrotnie... według okresu obliczali mi na 27.03 (bo miesiączkę mam średnio co 26 dni - tak wiem niezwykle często) i 29.03. Tej ostatniej daty trzyma się lekarz, więc tego dnia idę jeszcze do jego gabinetu. Coraz bardziej realny jest dla mnie poród w święta, co lekko mnie dobija. Pewnie dlatego dzisiejszej nocy budziłam się cztery razy licząc, że mi wody odchodzą... Ale jaki mam wpływ na tego mojego małego uparciucha? Może czeka na fotelik i wózek? Bo ja wciąż tego nie załatwiłam...
Jutro lecimy na nasze wakacje, więc walizki spakowane czekają w salonie. Normalnie pewnie skakałabym pod niebo, że lecimy do raju. A teraz... no nie to nie tak, że się nie cieszę. Cieszę się, tylko tak umiarkowanie. Najbardziej z tego, że to hotel tylko dla dorosłych, jest tam ciepło i 15 dni będziemy razem. Dużo czasu, żeby w innych realiach naładować serca i dusze do kolejnej walki, żeby nasze marzenia się spełniły. Mam zamiar przez ten czas tu nie zaglądać, odciąć się na chwilkę od tego wszystkiego. Zapomnieć nie, bo nigdy nie zapomnę. Tylko na chwilę ustawić reset. Zobaczymy jak się uda.
Juz ponad miesiąc minął od porodu. Są chwile lepsze i gorsze. Ale na pewno banał, że czas leczy rany jest prawdziwy. Dwa dni temu był ten gorszy dzień, na szczęście wielkie ramiona mojego Ukochanego pomagają w tych dniach. A czasami po prostu muszę się wypłakać, muszę wyrzucić te negatywne emocje. Zdjąć maskę „jest lepiej, radzę sobie” i rozsypać się totalnie, żeby następnego dnia było lepiej.
Życzę nam dziewczyny dużo siły na kolejny tydzień starań. A od jutra będę wysyłać wam w myślach słońce.
Wyniki nasienia z 09.02.2018
Objętość 2,4 ml (norma 1,5-6)
Uplynniemie: 15 min (norma <60)
PH 8,5 (7,2-8 )
zapach: specyficzny
kolor: biały, mętny
Ilość w 1 ml: 11 mln (norma >15)
Ogólna ilość: 26,4 mln (norma >39)
Ruchliwość a+b: 16% (Norma>32)
Błędna ruchliwość: 8 (norma <8 )
Żywotnośc: 39 (norma >58)
Leukocyty: 0,7 mln (norma <1)
Morfologia: 16 (norma >4)
Komórki spermatogenezy (na sto): 8:100 (norma 2-4)
Koncentracja plemników ruchliwych: 1,7 mln w ml (norma>26)
Stężenie funkcjonalnych plemników: 1,1 mln (norma >13)
Indeks ruchliwości plemników: 42 (norma >160)
W podsumowaniu napisano: asthenozoospermia, ubóstwo płodności, upośledzenie spermatogenezy...
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 marca 2018, 11:11
Wyniki nasienia z 24.03.2018 r.
Objętość 2,4 ml (norma 1,5-6)
Upłynnienie: 15 min (<60)
Ilość w 1 ml: 6,6 mln (norma >15)
Ogólna ilość: 15,84 mln (norma >39)
Ruchliwość a+b: 30% (Norma>32)
Błędna ruchliwość: 8 (norma <
Żywotność: 48 (norma >58)
Leukocyty: 0,2 mln (norma <1)
Komórki spermatogenezy (na sto): 4:100 (norma 2-4)
Koncentracja plemników ruchliwych: 1,98 mln w ml (norma>26)
Wszystkich ruchomych plemników : 4,75
W podsumowaniu napisano: oligozoospermia I stopnia
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 kwietnia 2018, 08:16
12 DC
wczoraj pojechaliśmy na Mszę Świętą za poczęcie dziecka. Przypadkowo wujek gogle naprowadził mnie na to 1,5 miesiąca temu.
Akurat msza odbywa się raz w miesiącu i niestety zawsze kiedy mój jest w weekend w pracy.
Postanowiłam i namówiłam mojego aby wziął L4 aby pojechać a przy okazji są dni płodne, więc będą same korzyści. I tak zrobił. Choć teściowa miała inne plany, jest wściekła na mnie, ale mój posłuchał mnie a nie jej. I to mi się podobało.
Do kościołka mieliśmy 200 km w obie strony. Msza była śliczna, było dużo par. Na końcu ksiądz każdą z par z osobna pobłogosławił. Do tego dostaliśmy zestawy do modlitwy (koronkę, modlitwę + figurkę matki Boskiej Skępskiej). Wpisaliśmy się do księgi i wzięliśmy to pudełeczko. A jak się okazało to w 1 pudełeczku było wszystkiego x2 czyli dla pary. To 2 pudełeczko dajemy rodzicom aby się za nas modlili.
Mój nawet zamówił msze świętą za nas. Byłam pod wrażeniem tego.
I sam mi się przyznał że bardzo chce małego brzdąca.
Kiedy byliśmy w domu mam powiedziała mi że ciocia była w tym kościele na modlitwach o uzdrowienie w lipcu. Ciocia choruje na raka i jak widać dzielnie znosi chemioterapię i jak powiedziała Matka Boska Skępska jej pomaga. Czy to nie zbieg okoliczności, że trafiłam do tego samego kościoła i proszę o dar poczęcia.
Po tym błogosławieństwie czuje spokój, taki którego nigdy nie miałam.
Wiem że moje dziecko będzie Cudem, cudem Matki Boskiej Skępskiej.
Obiecałam że wrocę kiedy będę w ciąży a potem przyjedziemy z dzieckiem by Matce Boskiej Skępskiej podziękować.
Przez weekend ząb dał mi się we znaki. Wiedziałam już wcześniej, że będzie do wyrwania, ale dentystka chciała czekać do porodu. A dziś...wolałam jak bolało. Nie spodziewałam się takiego rwania. TRAUMA. Minęła prawie godzina, a ja się trzęsę jak osika i beczę. Nie z bólu. Chyba że psychicznego. Znieczulenie słabo zadziałało...dialog:
Dentysta:Jak tam znieczulenie?
Ja: Wszystko drętwe, ale nadal boli jak zagryzam.
D:To niech Pani nie zagryza!
I jeb mi dłuto między zęba a dziąsło. Bolało. Kurwa jak diabli. Jeśli ktoś mi teraz powie, że poród to podobny ból to ja nie chce. Jeszcze po powrocie do domu zobaczyłam brunatny glutek na wkładce. Chwila zawału, ale przecież rano miałam badanie ginekologiczne. Gin dziś mówił, że to już ten etap kiedy mogą się pojawiać plamienia po badaniu. Poczekam aż mąż wróci i jeśli jeszcze coś przyplami to jedziemy na IP. Teraz muszę się położyć i odprężyć po tym rwaniu bo brzuch trochę się stawia. No-spa i do łóżka. Na szczęście mała, która w trakcie tej traumy przestała się kręcić, teraz znów się pręży pod skórą. Cudowne uczucie

Przez weekend ząb dał mi się we znaki. Wiedziałam już wcześniej, że będzie do wyrwania, ale dentystka chciała czekać do porodu. A dziś...wolałam jak bolało. Nie spodziewałam się takiego rwania. TRAUMA. Minęła prawie godzina, a ja się trzęsę jak osika i beczę. Nie z bólu. Chyba że psychicznego. Znieczulenie słabo zadziałało...dialog:
Dentysta:Jak tam znieczulenie?
Ja: Wszystko drętwe, ale nadal boli jak zagryzam.
D:To niech Pani nie zagryza!
I jeb mi dłuto między zęba a dziąsło. Bolało. Kurwa jak diabli. Jeśli ktoś mi teraz powie, że poród to podobny ból to ja nie chce. Jeszcze po powrocie do domu zobaczyłam brunatny glutek na wkładce. Chwila zawału, ale przecież rano miałam badanie ginekologiczne. Gin dziś mówił, że to już ten etap kiedy mogą się pojawiać plamienia po badaniu. Poczekam aż mąż wróci i jeśli jeszcze coś przyplami to jedziemy na IP. Teraz muszę się położyć i odprężyć po tym rwaniu bo brzuch trochę się stawia. No-spa i do łóżka. Na szczęście mała, która w trakcie tej traumy przestała się kręcić, teraz znów się pręży pod skórą. Cudowne uczucie

12 dzień cyklu.
Miałam bardzo ciężki tydzień, strasznie pokłóciłam się z Małżem i właściwie już szykowałam do wyprowadzki... Na razie rozejm, a co z tego wyjdzie to zobaczymy. Ciężki rok będzie, oj ciężki...
A tak poza tym to nic się nie dzieje. Szykuje się piękny, klasyczny, bezowulacyjny cykl. Znowu czekanie kiedy łaskawie okres raczy przyjść. Może do majówki zdąży... Ech, czemu nie może być tak, że jest trochę źle, a potem trochę dobrze? Tylko źle, źle, źle, źle, źle, sekundę dobrze i znowu źle...
Boże - zaskocz mnie...
37 dc
Krwawię. To koniec ciąży. Byłam na becie ale wynik to tylko pro forma 
Upadłaś? Podnieś się, popraw koronę i żyj...
20t 3d
Czekam na połówkowe, to już we czwartek. Denerwuje się trochę, wiem że powinnam być dobrej myśli, ale im bliżej tego dnia, tym stres jest większy. W minioną środę miałam kolejną wizytę u gina. Wszystko było dobrze, mały klusek ważył 380gram. Czuję słodkie małe ruchy, musi być dobrze 
Dziś mam kontrolną wizytę u hematologa, pokażę na pewno ostatnią morfologie, oprócz tego miałam skontrolować poziom przeciwciał ANA, z tego co widzę na wyniku to spadły o połowę więc bardzo dobrze. No ale zobaczymy co powie lekarz.
Odezwę się po połówkowych. Buziaki :*
1 dc, 19 cs.
31 lat... w duszy mniej... pytanie, jak tam w środku...
Dziś 1 dzień z Inofemem, tak się jakoś złożyło. Na razie mam zapas na miesiąc, zobaczymy co później. Wciąż się waham, czy nie zacząć wcześniej z Clo...
1 cykl po HSG powoli uznaję za stracony. Nie żebym się jakoś wyjątkowo nakręcała, że się uda. Tak zwyczajnie, jak zawsze. Nie czuję nawet zawodu (chwilowo). Lekkie brunatne plamienie (jak nigdy), od rana czuję brzuch, jajniki, plecy (oj, plecy bardzo!).
Ciekawa byłam, czy po HSG będzie coś inaczej. Na razie czuję jakby mi lędźwie płonęły żywym ogniem. No i to plamienie. Pewnie się do wieczora @ rozbuja...
Myślę, że to dobry dzień na kieliszek wina...
I masę zajęć, żeby głowa nie zdążyła zatrybić, że w tym roku już nie zostanę mamą...
edit: 27.03 - 1 dc
jest @. czuję się fatalnie, a ciężki dzień w pracy. brrr...
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2018, 09:48
25tyg+3dni
Jestem tak jakoś minimalnie przeziębiona. Od czasu do czasu kichnę, od czasu do czasu coś mnie w gardle zaswędzi, głowa TROSZKĘ boli. Niby nic, a jednak leżę dziś plackiem; zero energii, więc tak myślę, że może jakaś walka się toczy w moim ciele… Uważajcie na siebie dziewczyny, bo ja dziś rano byłam w przychodni (dentysta) i to, co tam się dzieje to istny koniec świata. Nawet moja dentystka kaszlała, a o pacjentach na korytarzu lepiej nie wspominać. Niemal czułam jak mnie zarazki obsiadają.
Od wczoraj dzieć jakiś taki leniwy; czuję ruchy, ale nie są to typowe fikołki, raczej po prostu raz na godzinę poprawia sobie pozycję. Wczoraj już zaczęłam się martwić, że taki niemrawy i oczywiście od razu do internetu i jazda wyszukiwać historie o tym, jak ruchy przestały być odczuwalne i dziecko zmarło w środku. Po co ja sobie to robię, no po co? To trzeba być nienormalnym. Zawsze jest tak, że poczytam trochę tych opowieści, to potem płaczę (nie da się nie płakać, jak się pomyśli, że kogoś spotyka taka tragedia).
Wczoraj odwiedzili nas znajomi, którzy nic nie wiedzieli o ciąży. Weszli, przywitaliśmy się, usiedli, zrobiłam kawę. Miałam na sobie legginsy i duuużą bluzę (mojego męża). Byłam pewna, że w tym stroju nic nie widać i krzątając się po kuchni starałam się jeszcze nie wypinać brzucha. W końcu usiadłam obok nich na kanapie i wtedy mój mąż powiedział im o ciąży :o) a koleżanka na to ‘toć to widać od progu, zobaczyłam w sekundę’. Ubawiło mnie to. Powiedziała, że to po prostu po twarzy widać (księżyc w półpełni). Jej facet natomiast oczywiście NIC nie zauważył; taka właśnie jest różnica między facetami a babkami :o)
W weekend był u nas na tapecie temat drugiego dziecka. Zaczęło się od głupiej gadki i żartów: powiedziałam mężowi, że czytałam ostatnio o profilaktyce raka jąder (gdzieś mi artykuł wyskoczył jakiś) i że faceci muszą się badać, macać, sprawdzać etc etc. A on na to (żarcikiem): ‘po co mu jajka, skoro dziecko już odbębnione’. No i wtedy, wykorzystując okazję powiedziałam, że chyba jednak dobrze jest mieć rodzeństwo. Od razu przetoczyłam kilka historii o znajomych, którzy są jedynakami i jakie przykre to jest zwłaszcza w trudnych sytuacjach (np. śmierć lub choroba rodzica/rodziców). Podałam też przykład wujka mojego męża, któremu tak się życie potoczyło, że nie ma ani nigdy nie miał żony/partnerki. I teraz w każde święta jest zapraszany przez siostrę lub brata. Gdyby ich nie miał, to byłby sam jak palec. Mąż też stwierdził, że słucha jak u niego w pracy rozmawiają o dzieciach i te dzieciaki, które są we dwójkę bawią się i uczą od siebie nawzajem, a jedynacy w wieku 3 lat jeszcze mało mówią. No i ja na to (z moim wrodzonym czarnowidztwem), że raczej już mi się nie uda urodzić (wiek) i może adoptujemy. Ale mąż stwierdził, że spoko i uda nam się na pewno ‘zrobić jeszcze jedno’. Potem żartowaliśmy jak fajnie by było, gdybym w ogóle nie wracała do pracy po zwierzaku, tylko od razu w drugą ciążę zaszła i po macierzyńskim znów na zwolnienie (i by były 4 lata ‘bezrobocia’). Zdaję sobie sprawę, że różnie może być i może jednak nie będziemy chcieli drugiego, albo nie będziemy mogli, ale jakoś mi tak fajnie z uczuciem, że tej bramki nie zamykamy. Ale myśl o tym, że MOŻE KIEDYŚ będę jeszcze chciała zajść w ciążę uświadomiła mi, że jednak poród siłami natury jest wskazany… Po cesarce trzeba nawet 2 lata czekać z ewentualnych zachodzeniem w drugą ciążę (tak piszą…), a po naturalnym można szybciej. Więc chyba… zrobię wszystko żeby urodzić sama…
20 i 5 dni
Mały update co u Nas:
Bólu już nie ma - i oby nie wrócił !
Jesteśmy już w Anglii od czwartku - nie ma to jak w domu przy kochanym Mężu 
Mała raz śpi całymi dniami a raz szaleje tak ze spać nie mogę 
Dziś mieliśmy połówkowe ( ogólnie w Anglii ostatnie usg ).
Mała jest śliczna! Trochę wstydzioch bo co chcieliśmy zobaczyć buzie to się zasłaniała
Wszystko jest w normie, rośnie prawidłowo i zdrowo 
Udało mi się kupić troszke ciuszków od 0-3 i 3-6 i dzis je odbieramy
)
A ja w końcu mam ciążowy brzuszek ! Ale waga niestety dalej na -.
Nareszcie wróciłam do pracy ! Uwielbiam to co robię i w szpitalu i w domu dostawałam szaleju !
Teraz muszę się pilnować i bardzo bardzo dużo pic!
Ps. Witaj Wiosno ! Od wczoraj jest pięknie ! Zostań już z nami 
Dzisiejsza beta 280. Rośnie prawidłowo, Pani doktor każe wyluzować, według niej jest dobrze
Dzisiaj dostałam receptę na luteinę, nie robiłyśmy USG, żeby nie potęgować stresu. Zapewne jeszcze nic nie byłoby widać. Jesteśmy umówione za 2 tyg. Wtedy na pewno będzie już wszystko na swoim miejscu i założymy kartę ciąży:) Nie wiem jak ja wytrzymam te 2 tygodnie!!
Co najważniejsze, czuję się dobrze, nie plamię, jestem tylko strasznie senna i mdłości trochę się nasilają.
Dzisiaj o ciąży powiedziałam moim rodzicom, wiem, że to jeszcze za szybko, ale pracuję z mamą i nie ma sensu udawać, że nic się nie dzieje. Poza tym doskonale wiedzą przez co przechodziliśmy i mocno nas wspierają na każdym kroku. Rodzice oszaleli z radości
Ciężka sprawa z tymi pracami domowymi. Zaczęłam od księgi życia, kilka pytań o szkołę co się lubiło a co sprawiało trudności. Gorsze pytania są o naszą relację, w jakich sytuacjach się wspieramy np. Ciężko to wszystko ubrać w słowa, przelać na papier. Najgorsze są pytania typu jak będzie wyglądał podział obowiązków po przyjęciu dziecka? A skąd ja mam to wiedzieć teraz? Dotrzemy się, wyjdzie w praniu. Dziwne te pytania niektóre serio.
Napisałam list do matki biologicznej dziecka, myślałam że to zadanie będzie najtrudniejsze a okazało się nie takie złe. Jak już zaczęłam pisać to poszło. Nie jest za długi ma niecałą stronę formatu A4, myślę że w sam raz. Zobaczymy co Marcin napisze, to ma być nasz wspólny list więc jeszcze będziemy musieli z dwóch zmontować jeden.
Jestem ciekawa jutrzejszej sesji. Co będziemy omawiać. Szybko leci to już 3 będzie
Coraz bliżej naszego upragnionego DZIECKA
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.