Kika1994r Staranie o 2 dziecko 8 marca 2022, 12:28

Czekam na miesiączkę nadal brak nie wiem czy robić sobię nadzieję na dziecko bo temperatury skaczk może to tylko zaburzenie po laparoskopii nie wiem co już o tym myśleć

Kaśka28 Wszystko sie jakos ulozy 23 kwietnia 2018, 22:54

Wczoraj byl fajny dzien...bylam z mezem w zoo...nameczyl sie...troche przykre ze osoby niepelnosprawne nie moga w pelni cieszyc sie spacerem po zoo...ale nie o tym...bylo super tak miedzy nami...tak bez pretensji bezproblemow...a dzisiaj...wszysto wrocilo...mam przeczucie ze cos znowu nas czeka...i to nic dobrego...w pracy mlyn...ciagla spina...ciagle sie martwie o inne dzieciaki i o to czy jestem dobra nauczycielka... to jest strasznie wykanczajaca praca fizyczna i psychiczna...a jednak lubie prace z dziecmi...tylko mam zalamanie wiary we wszystko co robie i jaka jestem....daje mi to zycie popalic...

20cs / 24 dc
No to pierwszy test za mną i oczywiście uwaga uwaga tamtararam.... NEGATYWNY :D a czego ja się spodziewałam 9 dni po owu? Nawet gdyby się udało w tym cyklu to trochę za wcześnie na test no ale nie którym już wychodzi wtedy pozytywny wiec się skusiłam ;). Dziś trochę będzie się lało % ale ja będę się oszczędzać bo jutro kolejna imprezka ;). Więc nawet jeśli okruszek się przede mną ukrywa to mu chyba nie zaszkodzę :). Sutki dziś bolą zdecydowanie mniej ale za to temperatura wysoka jak na mnie :o moja podstawowa to 35,8 - 36,0 a w fazie lutealnej sięga max 36,5-36,6 i to już jest wysoka temperatura jak na mnie niskotemperaturowca hehe a dziś mam 36,78 ... Zmierzona nie dawno więc wiem że średnio mogę brać ją pod uwagę no ale nie mogłam uwierzyć więc po chwili sprawdziłam jeszcze raz i 36,82 :o szok. Zawsze z ciekawości sprawdzam przed @ temperaturę tak właśnie w południe i nigdy takiej nie było ... Wysiłku zero bo jak wstałam tak usiadłam z książką i tylko czytałam hehe lenistwo ostatnich podrygów urlopu.

Kurcze dziewczyny już dawno mnie tak nikt nie potraktował. Na ostatniej wizycie lekarz zrobił mi 3 minutowe USG tak z łaski bo go poprosiłam. Powiedział wtedy że płci nie powie bo na kolejnej wizycie USG połówkowe. Całą noc dziś nie spałam i rano z nerwami na wizytę. Zabrałam męża no i wchodzimy. Najpierw zbadał normalnie dopochwowo i mówi, że szyjka jest ok i macica też już wysoko. No i dziękuję do widzenia. Żadnych badań bo następnym razem zrobimy USG. Wgielo mnie w fotel i siedzę jak wryta. Mówię że mamy pełne 20 tygodni i byliśmy na USG połówkowe na dziś umówieni. A ten że coś mi się pomyliło, bo jest 19 pełnych tygodni a nie 20. Łzy mi w oczach stanęły i tyle. Próbowałam coś tłumaczyć ale to nic nie dało. Termin nagle z 8 września na 15 września. Ja się pytam skąd??? Na pierwszym USG tak wyszło a potem dziecko nadrobilo i już było cały czas na 8.09. w karcie ciąży byl wpisany 20 tydzień pełny to zrobił łamane na 19. Powiedział, że nie będzie się ze mną przepychał i widzimy się za 3 tygodnie. Brak mi słów. Wyszłam na dwór i poryczalam się. Nie mogłam dojść do siebie. Dopiero po pół godziny wróciłam się do położnych po zwolnienie. Potem zadzwoniłam do innego lekarza i umówiłam się prywatnie na połówkowe na wtorek. Mąż oczywiście stwierdził że nie rozumie czym się tak przejmuję i że nic się nie stało. Wszyscy dookoła pytają czy będzie chłopiec czy dziewczynka, a ja w 21 TC jeszcze nie wiem nic. Niektóre kobiety dowiadują się już w 15 TC. Wiem, że to nie jest najważniejsze, ale też już bardzo chciałabym wiedzieć. No to się wyżaliłam. Już mi lepiej


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2018, 11:50

21 tc (20+1)
I po krzyku. Łożysko nadal bardzo nisko,ale raczyło się odwalić od kanału i kamień z serca spadł.
Uffff
Wracamy do żywych. Bardzo powoli i stopniowo,ale jest progres :)
Zosia pięknie pozowała na usg,wdzięczyła się :) nawet było widac usteczka z profilu.
Nasza Niuńka kochana :)
Wczoraj ta słodka dziewczynka sprzedała tatusiowi pierwszego kopniaczka. Biedak miał łzy w oczach ze wzruszenia i tylko powtarzał " nasza córeczka" ;) a ja oczywiście beksa razem z nim,bo mnie to tak rozwaliło na łopatki.
Piwoli redukujemy dalej steryd i progesteron. Niestety tarczyca zaczęła świrować i nagle tsh skoczyło do 4,8 . Myślałam,że tarczyca nadal będzie tak ładnie współpracować,a też musiała pokazać swoje :)
Za tydzień połówkowe
O matko,już? Kiedy to zleciało ?

Pinka. Piąty transfer 23 kwietnia 2018, 23:00

Źle, dziś jest źle.
Mam malutki torbiel - 17 mm. Dodatkowo wyniki badań na markery Ca 125 pokazują że nie mieszcze się w normie.
Znów zimny kubeł wody na głowę.

Marudaruda Największe pragnienie. 24 kwietnia 2018, 07:22

Testosteron 0,697 (norma do 0,481)
Progesteron 0,062 ng/ml

ma_pi Demotywator 1 czerwca 2018, 17:25

Po raz dziesiąty napiszę to samo. Beta negatywna.
Mogę teraz trochę odpocząć od tematu starań. Mąż mi obiecał, że przez jakiś czas nie będę musiala robić żadnych ruchów w tym temacie. Wie, że jest mi to potrzebne i on to uszanuje.
Nie mam pomysłu na to, co dalej. Nie chcę też, żeby ktoś mi takie pomysły podsuwał. Potrzebuję spokoju.

stayaway W oczekiwaniu... 20 kwietnia 2018, 18:05

3dc
18cs

Nowy cykl, nowa ja. Zaczęłam go idealnie - weekendem w środku tygodnia z Mężusiem w gorach. Na spontanie najlepiej :) po dwóch dniach zwiedzania, chodzenia po gorach, spacerowania - mam dziś takie zakwasy! Ze świadczy to jedynie o moim braku kondycji :P
Kupiłam sobie ostatnio taki fajny sprzęcik.. do zwalczania moich kompleksów :) raz, ze kosztował miliony monet, a to i tak używka, dwa nie można go używać w ciąży. Także - wrzucam na luz, bo muszę doprowadzić swoje ciało do porzadku :D
Będę wcinać wiesiołek 5x1 do owu i kwas foliowy. Chyba nawet mierzenie tempki sobie odpuszczę. Oby to dobre nastawienie trwało jak najdłużej...
A! I jeszcze jedno. Mąż nie pali papierosów od ponad miesiaca. Myslalam, ze to takie jego widzimisie, ale powiedział, ze to dla naszego dzidziusia. Także ja nie mogę być gorsza - koniec z wymówkami „tylko do piwa”, „gdybys mnie nie denerwował to bym nie podpalała”. Kategorycznie rzuciłam to! :D nie mogę być gorsza :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2018, 18:05

Sheis 2 niepowodzenia 20 kwietnia 2018, 19:36

38 tydzień (37t0d)

Dzis odebralam wyniki kwasów żółciowych i sa w normie. Pokaze je dr we wtorek na wizycie, zobaczymy co powie. Wczoraj odebralam wozek, wszystko juz mamy gotowe. Lozeczko, kolyska, komoda. Zrobiliśmy jednak pokoik malego, ale i tak kolyska bedzie u nas w sypialni. Pozostaly naklejki na sciane do naklejenia, ale.czekaja az moj luby wróci.

Przytylam juz 20 kg, najbardziej to widac po drugim podbrodku, tylku i udach. Tak ogolnie to nie widac, ze az tyle waze -70kg. Jak dotrwam do terminu to strach myslec ile mi.jeszcze przybedzie. Maly mial byc Jasiem ostatecznie, ale znowu zmienilismy.zdanie i narazie jest Julianem. Zalatwilismy uznanie ojcostwa, 20 min w USC i gotowe, trZeba przyjsc razem z.partnerem, pokazac karte ciazy i dowody osobiste. Ciekawe kiedy urodze, musze wytrzymac.tydzien do powrotu taty synku.

Dolegliwości ciazowe:
-budzenie co 2 godziny na siku
-opuchniete stopy i dlonie
-bole glowy i kręgosłupa (sporadyczne)
-ciagle napiety brzuch (taka.chyba moja uroda)
-problemy ze spaniem
-wrazenie ze zgniatam.dziecko.jak.leze na.boku
-chrapanie (ale siara)
-swedzenie skory
-dziwne pieprzyki na calym ciele, takie male wystajace.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 20 kwietnia 2018, 20:56

29tyg+0dni (zaczynam 30sty tydzień, 72% za mną, do porodu 78 dni)

I tak oto 3 z przodu (jeśli chodzi o ciążę, jeśli chodzi o mnie, to już od dawna hehe). Powolutku przestaję się martwić przedwczesnym porodem, bo dzieć teraz urodzony miałby duże szanse na bycie zdrowym dzieciem. Ale oczywiście nie chcę żeby już wychodził! Martwię się natomiast nadal, że coś w tym brzuszku może mu się stać… eh…

Dziś bardzo ciepły, letni wręcz dzień. Miałam kilka spraw do załatwienia na mieście, co wiązało się z przemieszczaniem się autobusami i tramwajami. Troszkę mi to dało popalić… Wróciłam zdechła. A największym błędem było to, że wychodząc z domu nie wzięłam ze sobą wody do picia. Mąż zgubił ostatnio mój bidon i muszę kupić nowy. Pomyślałam więc, że wyjdę bez wody, bo i tak miałam zamiar jechać do pracy (zawieźć zwolnienie), a tam jest dystrybutor więc się napiję. No i już po 5 minutach od wyjścia z domu biegłam do kiosku po mineralną. Jak jest tylko odrobinę cieplej to bardzo się pocę (coś, co wcześniej mi nie dokuczało). I o ile ZAWSZE cierpiałam z powodu zimnych dłoni i stóp (nawet w upały), to teraz jest odwrotnie (muszę wystawiać nogi spod kołdry, a wcześniej zawsze, nawet latem, sypiałam w skarpetkach). Ale to do przeżycia. Hmmm ale dobrze, że takich naprawdę upalnych dni w polskie lato nie ma wiele…

Miłego weekendu!

Alice24 Za bardzo chcę 20 kwietnia 2018, 21:10

19 dpo - beta 5251,5. Dostałam plamienia :( i rozbolał mnie brzuch jakbym miała dostać okres ;( poleciałam do szpitala. Akurat kolega mojego męża jest ginekologiem. Całe szczęście bo w piątek o 18 nikt by mnie nie przyjął. Ale żenada... Najpierw na imprezie piję z nim wódkę a kilka miesięcy później muszę rozłożyć nogi na fotelu... Ehh :( mam krwiaka. Mam leżeć i odpoczywać. Martwię się i boję. Za tydzień mam iść na kontrolę zobaczyć czy coś się zmieniło. Dostałam duphaston i buscopan. Pęcherzyk ciążowy 6,5 mm


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2018, 21:13

Mam wrażenie, że od ostatniego wpisu minęły lata świetle. Tyle razy tu zaglądałam, niemal codziennie. Tyle razy otwierałam pamiętnik, pisałam pierwsze słowa, po czym je kasowałam, a w głowie kołatała się tylko jedna myśl: „to jeszcze nie czas”…
Jak to właściwie jest, że po raz pierwszy chciałam to wykrzyczeć światu od razu, a milczenie było dla mnie trudne? Dlaczego teraz tkwi we mnie taki dystans, strach, obawa, żeby czegoś przypadkiem nie zapeszyć…?
Jakub będzie miał rodzeństwo… To już 21 tydzień, czas jakby przyspieszył, chociaż w pierwszych tygodniach stał w miejscu, a ja odliczałam tylko dni… Miesiączkę miałam pod koniec listopada, starania trwały jakiś czas. Przerywały je torbiele, badania. Lekarze pospieszali, mówiąc, że przy moich skłonnościach do torbieli może to być ostatni dzwonek. Wiele cykli dobrych, a efektów brak. Ostatecznie wraz z lekarzem zadecydowaliśmy o monitoringu cyklu, by kontrolować wzrost pęcherzyków i w odpowiednim momencie podać zastrzyk (oczywiście z wiadomym celem: zajście w ciążę). Kolejne monitoringi przynosiły tylko rozczarowanie, aż w końcu, w 27 dc lekarz orzekł, że owulacja się odbyła. Zaznaczył przy tym, że to porażka i nic z tego nie będzie. Jaka ta natura potrafi być przewrotna… W międzyczasie świąteczna krzątanina i nadszedł ten dzień: Sylwester. Pomimo brania Duphastonu zaczęłam bardzo mocno plamić. Wiedziałam już, że nadchodzi okres, gdyż przedmiesiączkowe plamienie trwało u mnie ostatnio zazwyczaj 5-6 dni. Pierwszy raz w trakcie starań polały się łzy… Może dlatego, że lekarz stwierdził konieczność wykonania laparoskopii; może zadziałały hormony. Nie wiem… Przyjęłam to jednak z pokorą; zrozumiałam, że to nie nasz czas… Kilka dni później odbyła się duszpasterska wizyta księdza i poświęcenie domu. Moje wzruszenie było ogromne, głos uwiązł mi w gardle, bo było to dla nas bardzo ważne – takie zaproszenie Pana Boga do nas… dosłownie i w przenośni… Nazajutrz znów tkwiłam w oczekiwaniu na okres, plamiłam nadal, był to 13 dpo. Miałam ogromną ochotę na wino wieczorem, więc wyciągnęłam z szafki test. Jakie było moje zdziwienie, gdy niemal natychmiast pojawiła się druga kreska… Jak to jest, że człowiek się stara, a wynik mimo to budzi w nim takie zdziwienie… Drugi test potwierdził… Szybki telefon do lekarza i słowa, że plamienie nie wróży dobrze… Tego samego dnia szybka wizyta u lekarza, końskie dawki progesteronu, bo jak lekarz powiedział: „musimy to utrzymać, przecież łatwo nie było, żeby nie powiedzieć że było bardzo trudno”. Po kilku dniach powiedzieliśmy rodzicom, że najprawdopodobniej będziemy mieć drugie dziecko – głównie chyba z asekuracji, że coś może się potoczyć źle i będziemy potrzebować pomocy w opiece nad Kubą. Przeczucia nie myliły. W piątek wizyta u lekarza, potwierdzenie obecności pęcherzyka w macicy, zarys ciałka. W niedzielny późny wieczór zaczęłam bardzo krwawić – krew lała się ze mnie strumieniami do toalety; po nogach. Chociaż rozum podpowiadał, że właśnie ulatuje nasze szczęście, serce wierzyło. Szybka wizyta na IP – lekarz zrobił USG i usłyszałam słowa, które do dziś dźwięczą w uszach – „poronienie samoistne. Nie ma akcji serca. Zarodek jest za duży, serce powinno już bić, w tym dziecku serce nie zabije”. „Jak to?” – pytam. „Przecież dwa dni temu było tylko ciałko, jest przecież czas na serce…”. „Nie ma szans, może pani czekać, w razie krwotoku proszę wrócić na czyszczenie”. Miałam zadecydować czy biorę leki hormonalne. Jak mantrę powtarzałam czy to możliwe; czy tymi lekami nie zaszkodzę dziecku jeśli jest jakaś szansa, że to małe serce zabije. Lekarz patrzył na mnie jak na wariatkę; nie rozumiał. Kazał mi przyjść kolejnego dnia do mojego prowadzącego na usg. Wróciłam do samochodu i powiedziałam mężowi, że już po wszystkim, dziecka nie ma, chociaż nie umiałam w to uwierzyć. Noc przepłakałam, w poniedziałek zadzwoniłam do ginekologa, a on stwierdził, że bardziej jest w stanie uwierzyć, że serce jeszcze nie zabiło, a dyżurujący w niedzielę jest na oddziale „naczelnym straszycielem”. Kazał pojawić się kolejnego dnia. Jak wchodziłam do gabinetu, moje serce biło tak, że słyszał je chyba cały szpital… Podczas usg zamknęłam oczy i nagle usłyszałam: „proszę spojrzeć, jest serce”. Nie potrafię opisać swojej radości…
Krwawienie trwało jeszcze bardzo długo, okazało się, że w macicy powstał krwiak i potrzebował czasu na opróżnienie. Dzieciątko rozwijało się cudownie. Czekały nas badania prenatalne, pobrano mi krew do pappa i zaczął się kolejny horror: badania krwi wyszły źle. Wyczytałam, że taki zakres świadczy zwykle o zespole Downa. Przyspieszyliśmy usg… W dniu wizyty mąż zapytał czy lekarz pyta o obciążenie w rodzinie… Nie zrozumiałam pytania. „Ale o co chodzi, przecież u nas w rodzinach nie ma żadnych?”. Milczał, a ja czułam, że coś ukrywa. Okazało się, że zaledwie dzień wcześniej jego bliska kuzynka urodziła córkę z ZD. Załamałam się. Na usg jechaliśmy w stresie. NT wyszło niskie, wszystkie parametry w normie, dzidziuś zdrowy, a wyniki biochemii wskazują na wysokie ryzyko stanu przedrzucawkowego i zahamowania wzrostu płodu. Dostałam leki, użyło nam obojgu, chociaż kilka dni nie wierzyliśmy, że to my doświadczyliśmy tego szczęścia i myśleliśmy ciągle o kuzynce męża… Od tego czasu jest trochę spokojniej tzn. przeszłam przeziębienie i antybiotyk, teraz mam kolejny na e coli w drogach rodnych. Były problemy z TSH i jestem pod kontrolą endokrynologa, ale jesteśmy razem: w dwupaku. Tydzień przed świętami wielkanocnymi zaczęłam czuć już kopniaczki, wcześniej odczuwałam muskanie, ale myślałam, że to raczej perystaltyka jelit. Na dzisiejszej wizycie dzidziuś ważył 321 g i cudnie machał rączką. Rośniemy i oby tak zostało min. do 37 tc. Rośnij nasze Drugie Szczęście, czekamy!


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2018, 22:38

s1985 walcząc 20 kwietnia 2018, 23:08

5t5d
co pare dni mam plamienia nowa /stara pani doktor tydzien temu dała mi estofem bo nie podobało jej sie endometrium, podobno daja to dla kobiet po in vitro
beta z minionych dni
10dpo- 19
12dpo- 72
14dpo- 203
19dpo- 1827
21dpo - 3321
23dpo - 4547
beta zwolniła, moje czarne mysli ze na wizycie 25 zobacze zapadniety pecherzyk sie uaktywniły,
13 ciaża dwójka dzieci na ziemi i 10 w niebie,
czasem pragnę przenieść sie do mojej gromadki tam na górze.
To nie do wiary ale nawet zaczełam się modlić , tonący brzytwy sie chwyta :(

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 23 kwietnia 2018, 08:54

33tc, przygotowujemy się powoli na nowego członka rodziny. Pokój, który służył nam za biuro zostało opróżniony i przemalowany, zakupiliśmy wózek, zamówiliśmy łóżeczko, mamy większość ubranek (to chyba był największy problem, bo nic mi się nie podoba i wszystko jest zbyt dziecinne :P), część mojej torby szpitalnej i zarezerwowane kilka rzeczy od rodziny. Zostały do kupienia pomniejsze rzeczy w stylu kosmetyki, monitor oddechu i niania. Nie mogę się już doczekać naszego synka! <3

W tym tygodniu będziemy mierzyć i ważyć naszego malucha. Mam nadzieję, że wszystko jest z nim w porządku, bo przez ostatni miesiąc przytyłam tylko kilogram...

Kika1994r Staranie o 2 dziecko 8 marca 2022, 12:31

Jestem tym wszystkim już zmęczona mam już dość

Długo zwlekałam z rozpoczęciem tego pamiętnika. W międzyczasie przeczytałam mnóstwo innych, często płacząc lub ciesząc się że szczęścia innych. Pociesza mnie fakt że skoro komuś się udało a stara się dłużej to dla mnie też jest szansa. Jakby to miało jakieś powiązanie... Boję się że jestem skazana na klęskę. Bo przecież nie raz przed ślubem uprawiałam z mężem stosunek przerwany. Nigdy nie zapaliło mi się światełko ostrzegawcze. Albo może świeciło, jaśniej niz nie jedna latarnia morska, ale ja odwracałam głowę, nie chciałam przyjąć do wiadomości ze coś jest nie tak. Boję się że odebrałam mojemu mężowi szansę na posiadanie dzieci, i wiem że to jest moja wina. To nie pierwszy mężczyzna w moim życiu. Wcześniejszy kilkuletni związek również owocował w seks. Stosunek przerywany, gumki, tabletki anty, lub jazda na całość. Nic się nie wyklulo z tego. Przypadek? Nie sadze

Sterydy. Rozregulował sobie wszystko. Testosteron ma jak baba, prolaktyna wysoko, niedoczynność. Lekarz powiedział, że za miesiąc powinna być już poprawa. Ma brać clomid, dostinex i euthyrox. Po miesiącu ma być drugi etap leczenia. Niby wszystko powinno wrócić do normy...

s1985 walcząc 21 kwietnia 2018, 09:55

5t6d od OM
5T3D OD OWU
Wczoraj i dziś Plamienia jednak moja stara pani doktor na dyżurze będzie w poniedziałek, więc na IP pojadę w poniedziałek, nie chce żeby inny lekarz w tym szpitalu mnie badał


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 kwietnia 2018, 21:45

Mam już Tydzień!
Hej :)
Mam chwilę więc, mogę napisać jak było. No więc 14 kwietnia, w sobotę przyjechaliśmy z mężem na IP do szpitala, byliśmy koło 8:40. Mój lekarz miał być, ale go nie było, inny lekarz mi zrobił usg, badanie szyjki, główka wysoko, szyja zamknięta, na usg wszystko ok a waga 4200 gr! Zostałam przyjęta do szpitala, poszliśmy na trakt porodowy, tam kolejne papiery, pobranie krwi, podłączyli mi KTG i trzeba czekać bo rodziły akurat dwie kobietki. Śmiać nam się z mężem chciało bo my na luzie, ja sobie leżę pod KTG a tu słychać za parawanem, jęki, przekleństwa heh. No nic musiałam poczekać aż skończą a to już była końcówka i zanim mnie wzięli na cc urodził się chłopiec ponad 4 kg SN i dziewczynka, ale to wcześniaczek nie wiem ile ważyła. Przed 12 wzięli mnie na salę operacyjną, mąż czekał za drzwiami żeby kangurować małego. Podali mi leki znieczulenie w kręgosłup, hektolitry kroplówek itp. Cała cesarka trwała krótko 12:05 urodził się nasz syn. Jak go wyjęli i pokazali łzy napłynęły mi do oczu, nie mogłam powstrzymać, widziałam jak doktor go bada waży it. I przynieśli mi do twarzy maleństwo. Zabrali go do Męża a mnie zszywali, jakaś pani z za ściany zapytała czy rodzi się kolejne hehe. Chwila moment i wyjechałam na korytarz pod aparat do mierzenia ciśnienia i za chwilę położna przyprowadziła męża i Bartusiem na rękach. On płakał, ja płakałam uczucie nie do opisania. Potem 2 godz tam leżałam mały do cyca brzył przystawiany. I pojechaliśmy na oddział położniczy. 12 godz nie mogłam wstawać.
A od niedzieli w szpitalu zaczęła się jazda bez trzymanki. Niektóre położne miłe a inne niech je drzwi ścisnął, takie nie użyte. Ze wszystkim był problem, z karmieniem, przewijaniem itp. Mały nie chwytał brodawki bo mam płaskie i duże, ssał trochę przez kapturki ale się nie najadał bo większość zostawała na cycku albo leciała obok. Chodziłam na dokarmianie, bo nie było wyjścia, mały spadał z wagi, najmniej ważył 3820 gr. po nocy gdy prawie nie spałam, on nie mógł ssać a jak chodziłam dokarmić był taki zmęczony że nie doił nawet butelki tylko zasypiał. Miałam załamanie już płakałam nad nim i było mi szkoda, chciałam do domu. Wyszłam w środę bo mały zdrowy i ładnie przybrał na wadze, ja zaczęłam ściągać laktatorem pokarm, i dawałam mu z butelki, a resztę mm i udało się.
Teraz jesteśmy w domu, uczymy się siebie. Ale mały jest grzeczniutki. Słodko śpi. W domu ściągam pokarm ok 3-4 razy na dobę a resztę daję mm i dziecko spokojne. Krzyczy aby jak się pieluchę zmienia bo nie lubi :)
Brzuch też już boli coraz mniej, rana ładnie się goi. W pon zdejmuję szwy. Teraz cieszymy się sobą, a ja jestem zakochana w tym małym kawalerze na zabój.
Na wadze póki co mam -9kg ale jem lekkostrawne żeby małemu nie szkodziło więc nadmiar kg szybko zleci :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2018, 12:07

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)