Mam wrażenie, że Haneczka mniej kopie. Już wczoraj wieczorem nie kopała tak jak zwykle, rano dała o sobie znać, ale też nie tak mocno jak zwykle. Teraz też jest spokojna. Zastanawiam się czy powinnam się martwić tym. Powinna być regularność ruchów? Wyczytałam tylko, że ilość ruchów powinno się liczyć dopiero od 28 tc, my mamy 23. Czy jest opcja, że po prostu się odwróciła dlatego nie czuję ruchów?
Dzis oddalam material do badania histopatologicznego. Wynik pod koniec miesiaca. Moze wreszcie bedziemy cos wiedziec. Leki odstawilam w srode,okres mam bardzo skapy i wlasciwie sa to brazowe lub czarne plamienia. Moze po pregnylu i luteinie. Mam nadzieje, ze nastepny okres bedzie juz normalny.
28 dc
Na teście jedna kreska... Nie mam już sił 


:
To 7 stracony cykl, mam dość
5 tydzień + 5 dni
Byłam na kontroli u znajomego. Nie liczyłam na więcej niż tylko, że będzie ten zarodek, potwierdzenie, że tam jest... A tu proszę, na ekranie widać wyraźne pulsowanie. Szok i niedowierzanie, a jednak! Tętno pukało jak szalone
Czyste szczęście
Ciąża rozpoczęta 16 grudnia 2021
21dc 5dpo
Jak ja bym chciała tego dzidziusia...
Niby się nie mieliśmy starac w tym miesiącu ale 2 dni przed owulacja próbowaliśmy. Chciałam mieć maleńka iskierke nadziei czekając na okres. Niby niewiele, szanse mniejsze ale mieć tą durną nadzieję.
Cóż ja zawsze jestem optymistką. Poza jakimiś hormonalnymi spadkami nastroju :p
Śniło mi się, że robiłam badania LH i FSH i obie wartości wyszły ok 4
taki idealny wynik:p nie wiem skąd u mnie takie sny nic nie znaczące:p
Od dziś zaczynamy majowkowy urlop
tydzień wolnego! Nareszcie ! Już mnie tak strasznie wkurza moja praca, umieram tam z rutyny i wkurzaja mnie korpo zasady... z dnia na dzień coraz bardziej. Aczkolwiek jedyny pozytyw to taki, że dziś matki boskiej pieniężnej i dostałam premie uznaniowa:)
A tak poza tym, to zwolnilabym się, ale teraz chce dzidziusia i to nie miałoby sensu :p Może jednak powinnam się cieszyć tym, że chodzę do tej pracy, bo jak urodze to nie wiem czy wogole wrócę do pracy przez najbliższe 4 lata po porodzie. Mąż już zapowiedział, że chce bym jak najdłużej wychowywała dziecko, zanim poslemy je do przedszkola. Z resztą innej możliwości mieć nie będziemy, bo nie mamy teściów blisko, ani moich rodziców. A maz pracuje calymi dniami i czesto wraca dopiero na weekendy. No ale to odległe plany....
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 kwietnia 2018, 22:36
Czas na podsumowanie drugiego podejścia do transferu. Stwierdziłam, że spiszę sobie wszystko, żeby pamiętać co i jak na przyszłość. 16.04 podeszliśmy do crio dwóch 3-dniowych zarodków. Zaczęło się fatalnie, bo po pierwsze za chiny ludowe nie mogłam sobie wypełnić pęcherza, po drugie tego dnia czymś się strułam i przez kolejne dwa dni wymiotowałam jak kot. Ale nic to, lekarz stwierdził, że nie powinno to niczemu zagrażać. Potem 3 dpt zrobiłam proga i wyszedł wynik nieco ponad 10, więc kiepsko. Włączyłam zastrzyki z prolutexu. Brzuch jeszcze dzisiaj cały w siniakach. Progesteron trochę podskoczył. 7 dpt znowu wymioty. Raczej za wcześnie na objawy ciążowe. Poza tym jakichkolwiek innych oznak implantacji brak. Stoicki spokój. W pierwszym tygodniu zdarzało mi się nawet momentami zapomnieć, że jestem po transferze. Tym razem betę zrobiłam 11 dpt jak grzeczna dziewczynka. Wynik 16,24. W pierwszej chwili zdziwienie i cień radości, ale za chwilę refleksja, że to jednak zbyt mało. Powtórzyłam w sobotę, wynik 9,1, także dupa. Coś się zadziało, ale zarodki nie przetrwały. W niedzielę znowu dziwne rewelacje żołądkowe, mimo że nic podejrzanego nie zjadłam. W poniedziałek już masakra. Wymioty jak ta lala. W pewnym momencie zwracałam własną ślinę i powietrze. Małż poszedł do apteki po coś przeciwwymiotnego, a kobieta zaproponowała mu test ciążowy... W sumie gdybym nie wiedziała, że beta już spadła do zera, to też bym pewnie pomyślała, że w ciąży jestem. Nie wiem, czy to nie reakcja na burzę hormonów, leki itp. Masakra.
Nie mamy już mrozaków, jedynie 5 oocytów na zimowisku i po nie chcemy jeszcze wrócić. Myślę, że to będzie nasza ostatnia próba i raczej się nie łudzę, że owocna. Jak patrzę na wpisy dziewczyn z endometriozą tu na forum, to serce mi się kraje. Laski miały po 4, 5, nawet 8 transferów i nic. Udaje się pojedynczym przypadkom. No nic, jak się nie uda, startujemy z adopcją. Latka lecą i nie ma się co oszukiwać, że kiedyś zdarzy się cud.
Po lekarzu...
Ja mam wrażenie, że siedząc tutaj na ovu, mam większą wiedzę niż ten mój nieszczęsny ginekolog na nfz. Kazał mi zrobić progesteron i betę w dniu miesiączki. Mam torbiel, ale nie wiem ani co ani jak, bo się zbyt zafiksował na tym progesteronie. Mam też pogrubione endometrium. Ile i co. Też nie wiem.
Mam to gdzieś. To była moja ostatnia wizyta na fundusz. Podziękuję.
Ja tak bardzo che dobrze dla tych moich dzieci w pracy tak sie staram przynajmniej tak mi sie wydaje...a tu ciagle cos nie tak...caly czas pretensjr mniejsze wieksze...jak tu ogarnac 25dzieciakow...jak dla nich przygotowac super zajecia jak one sie ciagle bija gryza szczypia uciekaja bija krzycza...oczywiscie nie wszystkie ale jest tych sprawdzajacych ptoblemow kilkoro i codziebnie trzeba poswiecac im tyle uwagi tyle czasu ze dla innych nie starcza ani sil ani pomyslow...a rozmowy z rodzicami to ciagle tlumaczenie sie z czegos nana co tak naprawde nie mialas wplywu...a jak juz zaczynam skarzyc to wielkir oczy i na drugi dzien ze rozmawiali z dieckiem i inna wersje podalo i wierza im...zastanawiam.sie nad zmiaba zawodu...
Wszyscy mysla ze to przyjemna praca...lekka latwa..a tu ciagle cos od nas ktos oczekuje i wymaga...a to naucz dziecko czystac pisac liczyc wychowaj dziecko za rodzica...spraw zeby bylo inteligentne piekne i grzeczne...gdzie niema wspolpracy z rodzicami...bo w domu po 10godzinach w przedszkolu dziecko siada przed tv lub tabletem...nie dziwie sie ze spokoj...a chyba sie wypalilam...nie.mam sily...gdyby nie to ze musze miec stala prace zmienilabym ja...i gdyby nie dziewczyny w pracy...ahhhh
Co do karmienia probowalam laktatorem ale malo szło i sama woda i zrezygnowałam. Może powinnam po walczyć ale nie chciałam męczyć dziecka bo ciągle był głodny ja mu mm dorabiałam a on potem wymiotowal nie jadł 4 godz i znowu więc odpuscilam. Teraz jest na mm rosbie. Śpi spokojnie a ja cieszę sie macierzynstwem
Hanka znowu w żywiole
Już wczoraj wieczorem dała popis swoich wygibasów, dzisiaj od rana też. Więc niepotrzebnie się martwiłam.
Wybraliśmy łóżeczko https://zapodaj.net/4c65a2dd5ad91.jpg.html
Znalazłam też stronkę, w której się zakochałam, Darko mówi, ze nas zrujnuję... https://www.patpat.com/
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2018, 16:14
39 tydzień (38t1d)
Wyniki dobre. Takze czekam az młody bedzie chciał sam wyjsc. Chciałabym, aby to bylo jak najszybciej, bo malo i niewygodnie mi sie spi juz. I w nic juz sie nie mieszcze.
23DC 9dpo
Testowałam z samego rana i zobaczyłam tylko biel. Muszę powiedzieć, że się trochę załamałam. Było smutno, więc położyłam się spać. Jednak sen ma leczące właściwości. Obudziłam się i już lepiej. Słońce świeci, wrzucam uśmiech na usta i idę na lody. Przecież nikt nie mówił, że uda się za pierwszym razem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2018, 15:58
Jakiś dziwny czas dla mnie nastał, smutny, dużo negatywnych przeżyć. Dziś umarł mój dziadek po ciężkiej chorobie. Mąż w szpitalu z zapaleniem jelita. Ciotka też w szpitalu. Co się dzieje? Wczoraj się już przy mężu rozpłakałam, bo nie wytrzymałam napięcia. Niby wydaje mi się, że sie trzymam, że daję radę, że jestem twarda, a wystarczyło, że mąż krzywo na mnie spojrzał i nie wytrzymałam nerwowo, ehh. Naprawdę dziwne rzeczy mi już przychodziły do głowy, np że lepiej by było jakby mnie nie było. Coś nie tak z tą moją głową sie robi. Straciłam pewność siebie i radość z życia. a coraz to nowe smutne wydarzenia tylko mnie dobijają. Czekam na szczęśliwy czas, na pewno nadejdzie. No kiedyś musi.
30tyg+2dni
Skończył się abonament Premium i nie widzę już, ile % za mną, buuu.
Ale póki co za mną ciężka noc; wczoraj byliśmy na weselu. Impreza jak impreza (ogólnie było miło), ale dziś jestem zrujnowana (i to nie przez alko hehe). Otóż jedzonko było pyszne, ciasta też, popijałam sobie sokiem pomarańczowym to wszystko… ALE zapomniałam, że 1) nie mogę dużo jeść (nie żebym zjadła jakoś mega dużo, w sumie normalnie, ot obiad i jakąś zakąskę spróbowałam) 2) po jedzeniu muszę pochodzić lub poleżeć (nie mogę siedzieć! Gniecie mi się żołądek wtedy) 3) nie mogę aż tak dużo kwasu spożywać (sok!). Wróciliśmy około północy (byłam już zmęczona hałasem i tym wszystkim) i dramat… Zgaga, mega wzdęcie, ból żołądka, ból brzucha ogólny. Prawie do rana siedziałam na łóżku, w końcu wypiłam wodę z sodą (na zgagę) i to przyniosło CHWILOWĄ ulgę. Poza tym odwiedzałam łazienkę, bo nie wiedziałam, czy dołem czy górą, czy co mam z tym zrobić. Gorzej niż kac? Hm… Mam nadzieję, że dzieciowi moje marne samopoczucie nie poszkodziło. Ah, on na dodatek wiercił się i wibrował w brzuchu, co nie pomagało na dolegliwości gastryczne! A mój mąż spał w najlepsze po kilku głębszych i tyle z niego pożytku :o)
Jeszcze apropo listy ciuszkowej; jest ona ‘skopiowana’ z minimalistycznego bloga i w sumie wychodzi z tego 10 outfitów dla dziecia. I tak kminie, czy to faktycznie mało? Czytałam, że niemowlaki się nie brudzą raczej, bo tylko leżą i buraczków nie jedzą :o) ale jasne, że liczę, że w tej paczce będzie więcej szmatek i tyle.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2018, 08:57
Beta z 20.04 - 23,1 mlU/ml. Beta z 24.04 - 127,8 mlU/ml. Według kalkulatora i lekarza, przyrost po takim czasie jest prawidłowy. Na razie tylko tyle mogę powiedzieć. Progesteron w 7-8 dpo wyniósł 30,54. Biorę Duphaston 2x dziennie, czekam na pierwszą wizytę u lekarza, którą umówiłam na 9 maja
Już nie mogę się doczekać.
Chciałabym, żeby to wszystko nie okazało się tylko pięknym snem, a rzeczywistością. Staraliśmy się o dziecko bezskutecznie od stycznia 2017. Udało się w drugim cyklu z CLO i Duphastonem. Mamy teraz nadzieję, że na USG wszystko będzie prawidłowe i może uda się zobaczyć już serduszko.
Z objawów mam jedynie ból piersi i sutków, a do tego wzdęcia i zaparcia. Jeszcze nie jestem w stanie ogarnąć tego, że jestem w ciąży. To wszystko jest takie nowe i nieobecne. Czuję się dziwnie, jakby to ktoś obok mnie był w ciąży, a nie ja
Uwierzę w pełni, jak zobaczę serduszko na USG. Wtedy odetchnę 
Dzisiaj zadnych bóli,zadnych oznak czegokolwiek. Nic. Czasami odrobine boli podbrzusze. Ciekawe ile jeszcze do tego okresu.
28 marca, 17:05
24dc 6dpo
Doszukuję się objawów. W pierwszej ciąży cykle były 28 dniowe, wiedziałam co i jak. Teraz po ciąży i ciąży biochemicznej, cykle wariują trwają 28-31 dni.
W marcu już były testy ciążowe pozytywne. 5 marca jednak przyszedł okres. Ciąża biochemiczna.
Robie testy owulacyjne, bo muszę na coś sikać 
Objawów ciążwych brak. W przciwieństwie do poprzednego cyklu, gdzie już przed miesiączką przyszło super zmęczenie i wielkie piersi.
3c(bez)s, 15dc, 2dpo
Podsumowanie testów owulacyjnych nr 2.
W tym cyklu postanowiłam zainwestować w Clearblue fioletowy, Horien z poprzedniego cyklu i na Amazon kupiłam easy@home.
Mam bardzo mieszane uczucia.
1) Clearblue
Nauczona pozytywnymi emocjami w poprzednim cyklu, testy jak dla mnie wygrały, zdecydowałam się je kupić ponownie. Natomiast wybrałam fioletową opcję. Miały badać LH i ponoć estradiol (estrogeny). Pomyślałam że nie będzie wątpliwości co do odczytów pewnie, skoro są podwójne hormony do wyłapania. Testy zaczęłam robić trochę później niż poprzednio. Liczyłam że zużyję 5 i pozostałe 15 będzie na kolejne 3 cykle.
I się przeliczyłam...
Pierwszy test zrobiłam 8dc. Był blady. Porównując z kreską kontrolną na różowych, to wynik na fioletowym był mega zaskoczeniem. Pomyślałam że pewnie za dużo wypiłam. Jutro zrobię kolejny i się przekonam.
Po prostu nie wierzyłam przez kolejne dni w to co widzę.
11dc byłam na USG. Był piękny pęcherzyk 22mm. LH prawie 12, E2= 333. Wizytę miałam na 9:40,
test robiłam przed 8, a wyniki koło 11. Czyli bardzo wąski zakres czasowy. 12dc teoretycznie powinnam mieć owulację. Test rano dalej biały. Stwierdziłam że coś jest nie tak. Pewnie jakaś wadliwa partia. Na dodatek, 11dc była migająca buźka (test biały) a oznacza że jest przed szczytem - przypominam test blady.
12dc przy tym pomiarze rano, była już buźka bez mrugania. Więc szczyt, owulacja... Obie kreski były blade, ale testowa lekko się wybiła. Stwierdziłam że lipa. Lepiej się u mnie wybarwiają różowe jednak. Żałuję że te kupiłam, bo jeżeli tak to się wybarwia, to słabo. Czekasz i nie wiesz czy się doczekasz. A mając już pogląd na to jak mocne kreski były na różowych, to te na fioletowych testach wypadały dennie.
W południe zrobiłam drugi test. Wzięłam do ręki bazę a tam buźka. Nie zniknęła od rana 🤔 Wsadzając patyk też nic to nie dało. Popsute... Akurat na owulację. Może jak już jest buźka która nie miga, to ta baza kończy pokazywać 🤷🏼♀️ oczywiście nie czytałam instrukcji tylko robiłam tak jak przy różowych. Ale się wkurzyłam, bo przecież miało być na kolejne cykle a można wyrzucić i korzystać z samych patyków... Nooo dramat.
Ale przeszłam do testowania i był progress. W końcu było widać niebieski kolor. Wieczorem jeszcze bardziej. Pomyślałam że idealnie - 12dc tak jak było 'planowane'.
Przez ten 12dc nie czułam nic specjalnego tak jak zwykle. Zauważyłam że odkąd piję Fertisim to zmniejszył mi się ból owulacyjny.
Rano 13dc zrobiłam kontrolnie jeszcze jeden test bo chciałam zobaczyć czy już blednie. Niestety było bardzo niebiesko 🙈 Po południu z tego co widać, przypuszczam że wyłapało dopiero pik, natomiast chyba czułam owulację ok. 9 godziny.
Zgłupiałam po tych testach, bo myślałam że owu była dzień wcześniej... W sumie mogłam polecieć na lh, ale już sobie darowałam.
Czekałam na skok temperatury. Który nie nadszedł 14dc tylko dopiero dzisiaj, 15dc.
Nie jestem zadowolona z tych testów. Mimo że pokazały pik, to jednak różowe w moim przypadku są lepsze. Serio ta blada kreska kontrolna nie pomaga 🤣 w różowym była wyraźna od początku a tutaj zonk. Przypuszczam że chodzi o czułość, ale namieszało mi to w głowie zanim się pojawiła druga mocna.

Tak więc czy polecam? Niekoniecznie. Wrócę na pewno do różowych. Te jeszcze zostały. Wykończę je przy okazji następnym razem.
2) easy@home
Również w nich kładłam duże nadzieje ale... No właśnie.
Na początku były poprawne. Ciężko jednak u mnie było wyłapać typowy pik. Wybarwiły się prawidłowo, ale testowa nie była bardziej czerwona od kontrolnej. Trzy testy wyglądały bardzo podobnie.
Z plusów to mają fajną szerokość i czytelne 'okienko'.
Z minusów, bardzo długo schną... Trzeba czekać ok. 15-20min zanim zniknie czerwone nasiąknięcie między kreskami. I przez ten czas kreska też nabiera mocy.
Miałam ich 100szt. w paczce, więc też będzie jeszcze testowane w kilku zapewne cyklach.

Czy polecam? Mam mieszane uczucia za ten długi czas czekania na wynik.
3) Horieny
Nie zmieniłam zdania od zeszłego cyklu 😂 Totalnie nie dla mnie. Ostatni test to pik- praktycznie go nie widać... Ogólnie wybarwienie tych kresek, nawet kontrolnej, przy niskim lh jest mało jednoznaczne...

Jestem zmęczona.
Fizycznie i psychicznie...
Dziś zamiast odpoczywać i zadbać o siebie kolejny raz (bez pytania czy tego chcę czy nie) dbam o innych.
Muszę.
Wczoraj było tak samo, założyłam że jak się poświęcę i pół dnia z długiego weekendu pozasuwam, to potem będę mogła być sobą z sobą... Nie minęło nawet 10min...
Dziś powtórka z historii...
Ciężko mi jest odnaleźć siebie..
Tak - mam doła
Tak - mam czasami dość wszystkiego
Tak - są dni, w których bardzo siebie nie lubię
Dziś jest kumulacja wszystkiego
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.