Zrobiłam dziś test, ale okazał się felerny i nic nie pokazał :/ Pierwszy raz zawiodłam się na Check&Go z Rossmanna. Nie spodziewam się co prawda, że udało nam się w pierwszym w miarę normalnym cyklu, ale gdzieś tam jednak siedzi cichutko odrobina nadziei...

s1985 walcząc 11 maja 2018, 13:39

Ciąża zakończona 11 maja 2018

Dooti Czekając na cud... 11 maja 2018, 15:24

27t 0d
Meldujemy się ze szpitalnego łóżka, trzymamy się dzielnie.
Szyjka ma 24mm ale nie jest twarda, leciutko się rozjeżdża, dlatego lepiej dmuchać na zimne. Dostaję dwa razy dziennie magnez w kroplówce, 3×1 nospa i 2×2 luteina, do tego dochodzi żelazo rano i wieczorem. Dużo leżę, wstaję tylko do łazienki i ogarnąć się troszkę, mąż przyniósł mi mojego rogala i jakoś dajemy radę.
W dzień przyjęcia miałam robione usg, z Antosiem jest wszystko dobrze, waży 1017 gram, dwa razy dziennie przychodzi położna i słucha tętna małego. Damy radę, mam nadzieję że sytuacja się szybko unormuje i wrócimy do domu.

Marti... Goniąc czas 11 maja 2018, 15:51

Nie śmiejecie sie tylko.

Termin wg usg na jutro. Według kalendarza na 16tego. A ja dzis czuje jakies dziwne uklucia w macicy, malutka wierci sie raczkami chyba w okolicach ujscia (tak czuje) i do tego jestem jakas taka szczesliwa na granicy z podnieceniem. Czyzby siw zblizalo i hormony wydzielaja oksytocyne? Alez jestem ciekawa kiedy urodze!!!!! Ponoc przeszlo ponad polowa pierwszych porodow kobiet zaczyna sie w nocy. Tak wiec zeby zwiekszyc szanse idziemy dzis na ostre tajskie a potem skakanie na pilce :)

10 DC

Ten cykl jest na totalnym luzie, bo naprawdę tak myślę i czuję. Nie testuje owulacji, bo cieszymy się sobą prawie codziennie :) 30 maja mam dostać miesiączkę i tym razem wszystko mi jedno czy będzie czy nie. 1 czerwca (przewidywana data porodu) przylatują do mnie przyjaciółki, żebym nie była sama. Jeśli okres przyjdzie to będziemy pić nad morzem, a jak nie to będę pić wodę i też będę szczęśliwa. Także pełen luz! Naprawdę, aż sama siebie nie poznaję że tak bezstresowo do tego podchodzę.

A w lodówce czekają już hormony na następny cykl, bo zaczynamy z insyminacja w następnym rozdaniu.

Wszyskim staraczką życzę cyklu z luzem ! Fajna sprawa :)

pigula_91 W oczekiwaniu na mały cud 11 maja 2018, 21:53

W tym tygodniu zaczęliśmy ostatni trymestr. Zostały trzy miesiące do spotkania synku, tak bardzo już nie mogę się doczekać.
Ostatnie usg pokazało że maluch rośnie zdrowy i silny. No i nie mały. Mała klucha powinna już dobić do 1kg. Żeby jednak nie było za kolorowo to stawiający się brzuch nie daje spokoju. Magnez mym najlepszym przyjacielem. I niestety trafiło się nam leniwe dziecko. Maluchu zacznij porządnie kopać!

A ty matka bierz się w końcu porządnie za wyprawkę bo cię porodówka zastanie jak zima drogowców w tym kraju.

-5 dc-
Już się nie boję operacji. Wręcz nie mogę się jej doczekać! Pragnę zmian i one i tak nadejdą. Albo zajdę w ciążę, albo odejdę z pracy. Postanowione. Daję sobie kilka miesięcy. W ogóle złapałam się na tym, że co prawda wierzę w to, że zostanę mamą, ale NA GŁOS ciągle powtarzam: "Nie no, jak coś to na pewno po operacji, bo ja to takiego szczęścia nie mam, żeby udało się jej uniknąć". BŁĄD! Jakie przesłanie wysyłam do wszechświata? Mało się nagadałam o samospełniających się przepowiedniach? Głupia baba. Postanowiłam powtarzać, że w ciągu kilku najbliższych miesięcy zajdę w ciążę. Staram się nie myśleć o tym, że "jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach na przyszłość" Po prostu całym sercem zaczynam wierzyć. Bez asekuracji, że "fajnie by było", że "może się uda". Uda się i tyle. Razem z mężem się w to bawimy. Może będzie boleć jak się nie uda, a się nastawimy, ale trudno. Mam zamiar się uśmiechać na widok innych brzuszków, bo za niedługo też taki będę miała! Nie chcę już ich zazdrościć! I na prawdę zaczynam w to wierzyć. JEŚLI się nie uda to kolejnym etapem będzie odpuszczenie, nie mierzenie i zdanie się na los. Ale na chwilę obecną mam masę energii, żeby wierzyć! <3 To dziewczyny, które nie rozkminiają najłatwiej zachodzą, bo nie roztrząsają się nad tym co może pójść nie tak. Moja znajoma oznajmiła mi, że jest w 9 tygodniu ciąży. Jej TSH wynosi 40! Nie 4. 40! Da się? Da się! Dlatego uczę się, żeby odpuścić analizę. Całe życie sobie tym utrudniałam. A prawda jest taka, że 3 razy udało mi się uniknąć zabiegów (2x) i operacji (1x) w ostatniej chwili. Może jednak wcale nie jest ze mnie taki Pechowiec Brajan ;) Tak czy siak, nawet jeśli operacja będzie miała miejsce, to będzie znaczyć, że tak miało być. Nieważne. Ważne, że czas leci, a każdy dzień przybliża nas do naszego maleństwa <3

Z dodatkowych ogłoszeń duszpasterskich:
* piję dziennie 7 szklanek wody (8 nie ogarniam)
* przerzuciłam się na olej lniany (naparu nie wytrzymam, bo ja nawet po kiślu wymiotuję)
* kupuję L-argininę dla nas obojga
* kupuję macę dla małża
* luzuję z treningami bo chyba za ostro daję sobie w kość
* olewam stresy w pracy bo niedługo i tak nie będę do niej chodzić :)
* chyba kupię castagnusa, robitussin, conceive+.. cały czas się waham
* duuuużo mniej piję %.. (no dobra, oprócz jednej wpadki) ;)

A jeszcze przy okazji chciałam zauważyć jak niesamowicie różne są cykle i objawy im towarzyszące. Za każdym razem coś przebiega inaczej i daje nadzieję, że cykl był szczęśliwy. Takie sobie spostrzeżenie ;)

Buziaki dla wszystkich staraczek i zafasolkowanych! Żeby tak wszystkie dzieci były tak bardzo chciane i wymarzone jak nasze przyszłe pociechy.. :)

Dawno nic tutaj nie pisałam. Jakoś tak wyszło. 8 maja udałam się w końcu na wymarzoną wizyte kontrolną USG. Niestety musiałam jechać do Niemiec bo tutaj w Danii wykonują dopiero pierwsze USG na przełomie 11-13tc. Stresowałam sie strasznie. {Poprzednia ciąża rok temu nie zakończyła się dobrze. Wiec stres był ale na szczęście wszystko zakończyło się dobrze. zobaczyłam naszego małego okruszka. Z usg wychodziło ze ciąża starsza 9t+3d. Serduszko biło dzidziusiowi. Wyszłam prze szczęśliwa. Na 4 czerwca mam wyznaczone badania prenatalne. Już się nie mogę doczekać tej wizyt i odliczam czas.

8dc (6 cykl starań)

Okres był i sobie poszedł. Zaczynamy kolejny cykl starań, bez stresu i ciśnienia. Heh.. zawsze tak mówię zanim się płodne nie zaczną:D A potem czekam na owulacje jak poparzona:D
W każdym razie tak czuje się lekko, naprawdę zmuszam się do mierzenia tej temp. Zaczynam nienawidzić tych pobudek o 6 rano. Dziś to wypadł mi termometr z buzi w trakcie mierzenia :D ja nawet nie wiem kiedy zanotowała temperature:D A potem jak wstawiłam już do pracy to miałam termometr pod dupą haha, spałam na nim :D nienawidzę wstawać rano :P Jutro czeka mnie kontrolą tsh i prolaktyny bo w środę idę do endo. A więc jutro rano wstać i na czczo pobiec do medicoveru:P wolę jutro niż wstać wcześniej przed pracą:p rety jak ja będę wstawać to dziecka :O tego się zawsze obawiałam jak ja będę funkcjonować:p
No a poza tym to w poniedziałek wieczorem nawpierdzielalam się winogron a potem zrobiłam sobie "cudowna mieszankę ciepłego mleka z korzeniem maca (No bo wyczytałam , że Korzen maca taki oh ah i eh na plodnosc) i ... To była najgorsza mieszanka z możliwych:D bełtałam pół nocy i aż we wtorek musiałam wziąć wolne bo miałam mdlosci. Dobrze, że to było w okresie bo nie wkrecalam sobie ciąży:p

I to tyle z moich przygód:p


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 maja 2018, 23:09

8dc 8cs
Padam na twarz. Tak intensywnego dnia w pracy jak dziś nie miałam nigdy. Nawet nie miałam czasu iść do toalety :-(
W ogóle jestem już lekko wypalona. Z mężem się mijam, widzimy się na weekendy albo w nocy. Jutro też niewiele czasu spędzimy razem. Tęsknię za czasem gdy oboje pracowaliśmy na te same zmiany.
Wiem jednak że nie powinnam marudzić, bo pieniądze mamy całkiem dobre i lepszej pracy nie znajdę na ten moment. No ale postanowiłam jednak trochę ponażekać. Dla równowagi w kosmosie i takie tam :-P
Kilka miesięcy przed ślubem snulismy plany o remoncie, że jak się pojawi dzidziuś to musimy mu zagwarantować godne warunki życia. Obecnie mieszkamy w kamienicy i mamy piece kaflowe. Planowaliśmy pociągnąć ogrzewanie, piece zburzyć i założyliśmy sobie plan że zanim zacznie się zima 2018 to już to musi być. By maluchowi i nam było cieplo. Maluch najwidoczniej nie wierzy w nasze plany i woli zaczekać aż przejdziemy do czynów. Tak więc kochany maluchu, możesz już zamieszkać w mamy brzuszku bo chociaż w mieszkaniu wciąż straszą piece to obiecuję że już nie długo ;-)

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 12 maja 2018, 05:44

32tyg+1dzień

Nie śpię od 4, ale to dlatego, że mam zmartwienie. Zwierzaka uznaję za stworzenie okrutnie aktywne, na ogół. Ale wczoraj miał jakiś leniwy dzień. Zero wybrzuszania się, zero przeciągania się, tylko jakieś lekkie drgania. Pukałam w ten brzuch, a on prawie nic. Pod wieczór zaczęłam się już poważnie denerwować. I poważnie rozważałam wizytę na IP. Hmmm być może wpływ na tą sytuacje miało okrutnie niskie ciśnienie wczoraj; najpierw skwar, potem burze. Ja też cały dzień chodziłam śnięta i pół dnia przespałam. Mąż utrzymuje, że to jest powód… Dziś w nocy co chwilę sprawdzałam, czy się rusza ta moja dzidzia, no i przy okazji cały internet przekopałam. Oczywiście wszędzie piszą, że może tak być, iż jednego dnia jest więcej, a drugiego mniej ruchów ALE zawsze warto takie niepokoje rozwiać na IP… Ale wiecie co? Jak myślę, że miałabym tam jechać, czekać 3h w kolejce (bo przecież niski priorytet) i zostać potraktowana jak g**** przez położną w rejestracji to mi się odechciewa… A niestety tak jest. Z jednej strony wszyscy mówią ‘jedź żeby się nie denerwować’ a z drugiej na izbie traktują cię jak panikującą gówniarę… eh… Idę dziś na szkołę rodzenia, może tam poproszę położną o zbadanie tętna.

kamila123 Nadzieja umiera ostatnia 12 maja 2018, 08:57

17 dc. jak na razie po teście hycosy pełna optymizmu bo może w końcu coś się uda. Wyczytałam ze po sprawdzeniu drożności jajowodów dużo kobitek zachodzi w ciąże w ciągu kilku cykli, zobaczymy może i nam się uda

Część dziewczyny;)dawno mnie tu nie było ale chciałam dac znać co u mnie wrazie jakby ktoś jeszcze o mnie pamiętał a więc u mnie wszystko super;)od paru miesięcy czuję się bardzo dobrze a Domis przynosi wiele radości i szczęścia spędzamy z nim aktywnie czas jeździmy na basen chodzimy po górach w końcu mogę powiedzieć ze jestem dawna sobą i życie mnie cieszy;) jestem jeszcze na lekach ale myślę ze powoli będziemy je odstawiac z moim lekarzem bo w głowie i sercu kielkuje już myśl o kolejnym dziecku;) Domis skończył 8 miesięcy jest mega ruchliwym dzieckiem szybko sam siedział raczkowal wstawal a teraz bardzo już by chciał chodzić ale szczerze mam nadzieję ze nie nastąpi to zbyt szybko bo wiem ze za nim nie nadaze hehe. Kochane mam nadzieję ze u was wszystko dobrze ze dzieciaczki rosną zdrowo a u tych które się starały wkoncu się udało;)proszę napiszcie w komentarzu kilka słów co u was aktualnie bo wiecie przy moim dziecku którego nie moge spuścić z oka ciężko by mi było nadrobić zaległości na belly. pozdrawiam was serdecznie;)

101015 no pewnie ze pamietam;) oj kochana to cudowna wiadomość szkoda tylko ze twoje samopoczucie do bani jak chcesz pogadać albo popisać to pisz na priv przeszłam silną depresję i więc co to odrzucenie dziecka ale na szczęście to mija z każdym miesiącem rozwijającego się szkraba;) życzę ci żebyś pokochala to maleństwo od pierwszego wejrzenia.A co do drugiego dziecka to parę miesięcy temu mówiła ze nigdy w życiu więc na szczęście to też się zmienia kochana;) trzymaj się;*

Dziękuję jeszcze raz za kciuki :):)
czekam teraz do usg..przyznam sie że mega sie stresuje czy mały dziudziutek tam jeszcze jest..nie robię kolejnych bet bo nie chce sie nakręcać..co ma być to będzie..ale strach jest wielki.

No to jak to ze mną było..od początku..

Wiecie, ze starałam się o adopcje dziecka..i dostaliśmy wymarzoną..wyczekana kwalifikacje na dziecko. Byliśmy/jesteśmy mega szczęśliwi.
W miedzy czasie jak zapisaliśmy sie do ośrodka adopcyjnego(w końcu adopcja dziecka jeszcze długo potrwa), stwierdziliśmy, ze chcemy spróbować jeszcze raz AZ. Poszliśmy do kliniki, w której tez czekało sie na zarodki,a Pan dr mowi ze ma dla nas zarodki od 2 par, zgodne fenotypowo i grupa krwi..wybraliśmy zarodki(były 2 zarodki) i powiedzieliśmy, ze bierzemy je od razu..ale oczywiście nie mogło byc kolorowo..miałam kiepskie wyniki tsh- nie chciało mi nic spadać, do tego insulina w kosmos poszła. Wiec nasze przygotowanie do AZ trwało pół roku prawie. W miedzy czasie fuksem dostaliśmy sie na szkolenia, które rozpoczęliśmy..Nie chciałam juz podchodzić do AZ, ja juz wiedziałam że dostane swoje adopcyjne dzieci. I czekałam na nie, juz oczyma wyobraźni widziałam jak maszerujemy razem..Powiedziałam mężowi, że ja już nie chce AZ, bo będziemy mieć adoptowane dzieci. Po wielu rozmowach z mężem uzgodniliśmy, że podchodzimy ostatni raz( w zasadzie mój mąż chciał tego bardziej niz ja więc zgodziłam sie dla męża), a z drugiego zarodka rezygnujemy. Stwierdziliśmy ze to AZ i tak się nie uda, bo niby czemu miało by sie udać i tym razem..
Przygotowania do transferu szły gładko. Kazda wizyta ok, endometrium ok, z tabletkami nie było szału..oprócz estrfemu i lutinusa nic nie brałam. Dodam ze ten lekarz nie wierzy w immunologie i nic dodatkowo nie brałam..ustaliliśmy dzień transferu..okazało sie ze mąż nie może ze mna jechać (mamy 1,5 godziny jazdy samochodem do kliniki)..także stresowałam sie jazda samochodem..w klinice okazało sie ze jest opóźnienie i nie ma sali..panie na recepcji jak zawsze niemiłe...mój pęcherz pełny..za pełny..lekarz kazał odsikac co najmniej pół- może faceci wiedza ile to jest pół pęcherza ale ja nie mam zielonego pojęcia..przyjechałam do domu..zaczekam sprzątać bo mamy remont w domu, a nazajutrz miała do nas przyjechać rodzina męża z małym dzieckiem. Więc w czwartek i piątek sprzątanie a później nadskakiwanie gościom i noszenie 15miesiecznej niuni na rekach..to nie miało sie udać..Nie miałam czasu na myślenie, rozczulanie sie..byłam na pełnych obrotach. W 9 dniu od transferze mieliśmy zrobić ognisko dla rodziny i znajomych..i stwierdziłam ze pojadę na betę bo przynajmniej napije sie piwa..bo przecież na pewno sie nie udało..no i resztę juz wiecie..

Także to moja Historia..

małaU..idziemy ta sama scieżka :) na kiedy masz termin??


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 maja 2018, 13:29

aaaaaaa..jeszcze jeden news..

Byłam teraz na L4..wiec spokojnie siedziałam w domu..oczywiście rodzicom powiedzieliśmy o ciąży..i w poniedziałek(7.05) po 2 becie moja mama mnie pyta..a co byś zrobiła gdyby zadzwonili teraz z ośrodka..ja jej mowie..no gdzie zadzwonią tak wcześnie..poza tym teraz nie wiem co bym zrobiła..przecież jestem w ciąży........

Nie uwierzycie, ale na następny dzień we wtorek zadzwonili z OA z propozycja dzieci..ehh..życie jest przewrotne..najpierw nie masz nic..a później rozwiązuje sie cały wór...i nie wiadomo co zrobić.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 maja 2018, 13:33

anemic Wielkie chcenie ... 12 maja 2018, 21:30

A zapomniałam powiedzieć, łożysko się nie cofa. Jak mówi dr P. "jeszcze ma czas", ale od ostatniej wizyty nie ruszyło nawet, wprowadziła zakaz współżycia i oszczędny tryb życia. Czyli z tym cofaniem to chyba nie jest aż takie pewne :D

Dzisiaj dzwoniła znajoma, czy chcę przejrzeć ciuszki. Chciałam. Dwa wielkie wory przytachał mi D.do domu. Ciuszków począwszy od body, śpioszków, przez kożuch (naturalny), po sukienki, buty, czapki, śpiwory, koszulki od 58-104 cm. Oszalałam z miłości do tych ciuszków. D.oszalał. Jego praktyczne odejście do życia zgubi go :D Mówi mi, że Hanka będzie miała 2 pary butów i 2 pary spodni i kilka koszulek bo jest "jego córką" ;) Na szczęście jest też moją :D

Byłam z Mamą na kilka dni we Wrocławiu. Zachwycił mnie, wypoczęłam, fajny czas z Mamą spędziłyśmy.
W poniedziałek dowiem się kiedy zaczynamy szkołę rodzenia.

13 dzień cyklu.
Piękny słoneczny ciepły dzień.
Miałam dzisiaj wizytę u lekarza, pierwszy raz się spóźniłam. Było mi głupio, nie lubię się spóźniać i staram się zawsze być kilka kilkanaście minut przed czasem, ale przynajmniej nie czekałam w kolejce :)
I nikt nie miał do mnie pretensji.
Lekarz myślał że już się ze mną wcześniej widział. Nieee :) Ja testuję wszystkich lekarzy hehe u tego Pana jeszcze nie byłam. Nie ma to jak wizyty w luxmedzie... nikłe szanse na zrobienie całego monitoringu z jednym lekarzem.
Więc, nie ma tragedii, szału też nie ma... trochę jest smutku i zawiedzenia, ale czułam to....
Ten cykl przewiduje będzie dłuższy. 35 dni obstawiam.
Torbiel krwotoczna na lewym jajniku wym 32mm
Pozostałości po poprzednim cyklu, pytanie tylko dlaczego się nie wchłonęła.
Staram się narazie nie przejmować tym, muszę jeszcze odwołać wizytę z wtorku bo bez sensu sprawdzać czy była owulacja. Pęcherzyki na obu jajnikach są, ale co z tego jak po 6 mm
Szok w porównaniu do poprzedniego cyklu ( 10dc pęcherzyk dominujący 20mm) a teraz... to już 13 dzień. Tak myślę może ovu będzie 20 maja za tydzień. Smutno mi :( Ale dalej mam pozytywne podejście. 11 czerwca docelowa wizyta.
Tylko co z tą torbielką :( jest mniejsza tylko kiedy zniknie, czy będę musiała brać leki, czy będzie mnie czekał zabieg.
Moje cykle wahały się tak 28-35 dni, może te 35 dni powodowała torbielka. Hmm dopiero poznaje swój organizm.
Też tak sobie czasami myślę czy to, że dostałam swój pierwszy okres w wieku 9 lat miało wpływ na moją płodność ?
Mam wiele pytań bez odpowiedzi, może niedługo to się zmieni.
Cały czas pamiętam te 2 kreski....
Dzień ogólnie zakończony pozytywnie. Szkoda tylko że po 4 muszę wstać i jechać do pracy. Myśl z kim jutro pracuję nie napawa mnie wcale optymizmem.
To już chyba wszystko co chciałam z siebie wrzucić... Liczę na lepsze chwile :)
Dobranoc.

Pinka. Piąty transfer 13 maja 2018, 09:02

Dziewczyny kiedy mija zazdrosc odnosnie innych kobiet w ciazy? Mam juz tego dosc:(. Patrze na nie i sie zastanawiam kiedy ja bede taka szczesliwa?

Dzisiaj dodatkowo mam mocny okres, ktory przyszedl szybciej o dwa dni..


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 maja 2018, 09:02

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 13 maja 2018, 10:01

32tyg+2dni

A więc stało się! Poczyniłam PIERWSZE zakupy w interecie! Wczoraj mąż złożył komodę Hemnes, więc mam już gdzie przechowywać ewentualne zakupy.

No i kupiłam z motherhood.com co następuje:

*2 bambusowe otulacze (chyba 100x120cm)
*9 pieluszek (bambus, flanela)
*oddychającą ‘podkładkę’ na materacyk (w razie zalania ;o))

Dziewczyny z forum o lipcówkach mają np. po 15 pieluch wielorazowych (do wycierania, osłonięcia etc), ale wydaje mi się, że 9 starczy na początek.

Byliśmy wczoraj na szkole rodzenia. Było miło, ale niczego ciekawego się nie dowiedziałam. Za dużo się naczytałam interetów, żeby coś mnie mogło zaskoczyć teraz hehe. Położna prowadząca przekazywała nam bardzo ogólną widzę, a nie mówiła o najbardziej interesujących mnie ‘drobiazgach’ (np. jak to jest z tą lewatywą w poszczególnych szpitalach w naszym mieście etc). Pytałam męża o wrażenia, a on na to ‘było ok’. Cały on… Ale co mnie jeszcze troszkę ‘wkurzyło’ w całym wykładzie położnej, to jej opowieść vs rzeczywistość. Mówiła np. o znieczuleniu (zzo), które możemy dostać i brzmiało to jak oczywistość. A dobrze wiadomo, że cudem jest faktyczne uzyskanie znieczulenia (bo nie ma anestezjologa, bo nikomu się nie chciało podejść i już za duże rozwarcie itp. itd.). Albo jak mówiła o tym, jak położne i lekarze ‘dopingują’ kobietę do rodzenia. A ja i tak wiem swoje, że na porodówce (jak i wszędzie w państwowej służbie zdrowia) personel ma pacjenta w d**** i ja osobiście nastawiam się na jak najgorsze traktowanie… Na nic nie liczę, chcę urodzić jak najszybciej i wyjść do domu. I tyle.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)