Chyba będę musiała pomału pogodzić się ze nie będę miała drugiego dziecka
Jedziemy co prawda do kliniki w czwartek piątek no ale co nam mogą zaoferować
Na inseminację przy wynikach męża nie ma szans jedynie invitro
Natomiast invitro strasznie się boje nie ze względów religijnych tylko boje się bólu punkcji stymulacji no i porażki na koniec jak się nie uda:(

kamila123 Nadzieja umiera ostatnia 13 maja 2018, 12:35

18dc. Kurczę co za dziennnn. Nie dość co mam zwątpienie po tym zabiegu bo nie wzięłam do końca antybiotyków i boje się ze dostanę jakaś infekcje to jeszcze w pracy mnie wkur..... zły dzień niech już będzie 18 i będę mogła wrócić do domu i się wyczilowac bo już mam wszystkiego dość a tu jeszcze połowa dnia nie minela

walbi Ostateczna decyzja 13 maja 2018, 16:16

23 dc. 7do.

Czasami miewam takie zaćmienia umysłu,że aż szok ;)
Dzisiaj robiłam test. Wyszedł negatywny. Dopiero później zauważyłam że miał czułość 25. No i robiłam go około 14 ;)

Mąż dzisiaj na uczelni.

Dawno nie pisałam, bo nie pojawiły się żadne istotne zwroty akcji w procesie staraniowym, a poza tym mam wrażenie, że jak piszę mniej to mniej się nakręcam w temacie ciąży. Jednak wbrew sugestiom dr z kliniki nadal wypełniam wykres z OF. Po 2 latach robię to automatycznie, czuję, że mam kontrolę nad swoim cyklem, dzięki czemu @ mnie nie zaskakuje, a <3 <3 trafiamy w czas okołoowolacyjny. Czytam też całą masę ulubionych pamiętników i na prawdę cieszę się, że co jakiś czas pojawia się przeskok na fiolet - to budujące.

Ze zwykłego życia - bez Valustetu, bez nerwów przetrwałam pierwsze chrzciny w rodzinie. Ba! nawet wspięłam się na szczyty swojego heroizmu i kilka dni po chrzcinach odwiedziliśmy młodych rodziców w ich mieszkaniu. To taki masochizm z mojej strony, ale stwierdziłam, że może dzięki temu oswajaniu się z nowym członkiem rodziny nabiorę dystansu do małych dzieci, uwierzę, że też takie będę miała - zdrowie, śliczne i przesypiające całą noc - ideał. Ale tak się nie stało, wewnętrzny żal do życia czuję nadal, a nadziei mam za mało by nawet wziąć takie maleństwo na ręce, czy zrobić sobie z nim zdjęcie, by przypadkiem nikt mi nie powiedział, że "pasuje mi dzidziuś" albo bym sobie nie wizualizowała siebie samej z dzieckiem. Nie cierpię robić sobie nadziei.

Na razie mam spokój z rodzinnymi spotkaniami. Nawet parcie na ciąże mniejsze, bo to dopiero czerwiec. Ale wiem, że Boże Narodzenie zbliża się małymi krokami i że przy braku ciąży w grudniu będę miała depresję sięgającą jądra ziemi :|

Zatem, na razie działamy.
Byliśmy z m. w klinice. Dr zalecił m. serię badań nasienia (HBA, fragmentacja, morfologia) a mi tylko hormony tarczycowe i ANDRO bo miałam zawyżony wynik. Na początku czerwca kolejna wizyta i wtedy mam dostać coś na wzmocnienie owulacji. Dr nie powiedział nadal jaki ma dla nas plan, ale chyba trochę się boję, bo jak powie, że może nam tylko zaproponować in vitro, to nie wiem jak to zniosę i czy się zdecydujemy... z drugiej strony co rusz czytam w pamiętnikach, że inseminacja nie wychodzi...

Kude, napisanie tego postu wcale nie przyniosło ulgi i tak rozważania czynione w tym pamiętniku doprowadzają mnie kolejny raz do punktu zero - boję się że nie wyjdzie.
Nie, nie piszę tego by ktoś mnie jakoś szczególnie pocieszał, po prostu chyba jestem beznadziejną pesymistką :(


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 maja 2018, 16:34

Dziękuje za tyle pozytywnych komentarzy :)...NIESTETY Nie zdecydowaliśmy sie na adopcje..dla Dzieci adopcyjnych trzeba się poświecić w 100% a jeśli jestem w ciąży wiem ze tego nie zrobię..TO 8 miesięcy które nam zostało to tak naprawdę niewiele czasu żeby sie do siebie przyzwyczaić..NIE Chce tym skrzywdzić tych dzieciaczków..A wiem że jeśli pojawi się dziecko to chcąc nie chcąc będę mu poświęcać więcej uwagi z uwagi na to że dzieciątko jest małe..Tyle na to czekaliśmy, ale niestety musieliśmy zrezygnować..:( za jakiś czas powiemy, że jestem w ciąży. Poza tym skoro my będziemy mieli dziecko, to nie chcemy tez odbierać innemu małżeństwu możliwości posiadania dzieci...może ktoś czeka na te dzieciątka i je zabierze do domku..modle się za to każdego dnia od kiedy się dowiedziałam ..ehh..to była bardzo ciężka decyzja dla nas :(

Anuśla Musisz dać życiu szansę 13 maja 2018, 21:09

Dziś gorszy dzień. Poszliśmy na spacer , wszędzie widzę kobiety z brzuszkami lub wózkami. Tak chciałabym być jedną z nich. Luteinę mam brać chyba do 18 dni po IUI, ale skoro już beta wyszła negatywna, to odstawiam dzisiaj. Miałam jeszcze nadzieję, bo nie dostałam @, a beta 1,20 to jednak nie 0,1, ale dziś przeczytałam, że @ dostaje się po odstawieniu luteiny. Haha, nawina:)

Gorzej, że moja bolerioza znów o sobie dała znać. Igm 64,8, gruuubo ponad normę, jak poświeżym zakażeniu. Raczej moje stare zakażenie sprzed 4 lat się odzywa. Tak że muszę z tym zrobić porządek, pewnie dostanę antybiotyk, więc 2 IUI się odroczy.

Wiem, że to co się dzieje jest moją winą, On jest zdrowy, problem leży po mojej stronie.
Pomimo wizyt w klinice niepłodności tak naprawdę nadal nie wiem co mi jest. Niby wszystkie wyniki mam dobre, owulacja również jest co miesiąc - potwierdzana monitoringiem. Ale ciąży nie ma... Od marca przygotowywaliśmy się do inseminacji, w kwietniu pojechałam na wizytę pełna nadziei, że zabieg się odbędzie - ale doktor rozwiała moje nadzieje stwierdzając, że owulacja była dwa dni wcześniej - badania hormonów tylko to potwierdziły. Nie ukrywam, że bardzo się zdenerwowałam - zawsze owulację miałam w okolicach 17 dnia, a jak chcieliśmy zrobić zabieg to nagle się pospieszyło i była w 13 dniu. Nosz ręce opadają...

Na szczęśnie w tym miesiącu pojechałam na monitoring o wiele wcześniej, 11 dnia już byłam w gabinecie - 13,3mm po prawej. Trochę mało, więc musiałam obserwować się dalej. W piątek kolejna wizyta - urosło do 17,5mm. Dostałam zastrzyk na pęknięcie i wczoraj mieliśmy pierwszą inseminację z którą wiążę tak duże nadzieje, że aż boję się mojej reakcji jak jednak przyjdzie miesiączka. Sam zabieg nie był bolesny, doktor fachowo się mną zajął, mówił po kolei co robi. Ale dzisiaj dziwnie się czuję, pobolewa mnie brzuch po lewej i prawej stronie - taki kłujący. Może schodzi ze mnie stres z ostatnich kilku tygodni.

Tak bardzo nie chcę znów zawieść Męża... Początkowo podchodził do tego na luzie, mówił że w następnym miesiącu się uda. I tak pierwszy miesiąc, trzeci, szósty, dziesiąty... Nadzieja zamieniła się we frustrację, zwłaszcza, że w naszym najbliższym otoczeniu jest teraz bum na ciąże, wszyscy już mają, tylko my zostaliśmy... Nikt nie pyta czy planujemy dziecko, bo wszyscy wiedzą przez co przeszliśmy w 2016r.
Widzę u siebie postęp, bo już nie reaguję płaczem na informację o ciąży koleżanki czy kogoś z rodziny, za to zauważyłam, że Mąż zaczął bardzo to przeżywać. Tak bardzo chciałabym dać mu to o czym tak marzy, ale nie potrafię...

24 tc (23+4)
W piątek mieliśmy wizytę u ginekologa. Wszystko z Fikotką dobrze :) Gin jeszcze sam dla siebie wszystko pomierzył i był zadowolony. Zosia go skopała,jak tylko przystapił do badania i przyłożył głowicę usg do brzucha.
Spada mi niestety hemoglobina, gin chce,zebym zaczęła brać żelazo. A ja się boję, bo moje jelita i tak kiepsko pracują. Muszę skonsultować to z lekarką. Do tego sugerował,żeby odstawić Duphaston,a ja się boję, zatem dał mi receptę dla świętego spokoju ciężarnej ;)
W czerwcu chcemy przywieźć wszystko dla Małej,uzupełnic czego brakuje. W lipcu chcę być gotowa,chcę mieć wyprane i przygotowane ciuszki i wszystko inne.
Trochę mnie dopadają schizy jak damy radę? Wątpliwiści...

gozik "Miłość na szkle" po stracie 14 maja 2018, 09:00

Mamy już tydzień! :)

Co do wspomnień szpitalnych.

Po pierwsze bardzo się cieszę, że Synek chciał się wstrzymać do Komunii Córci :)w ndz wieczorem Mąż zawiózł mnie do szpitala,tam dowiedzieliśmy się, że CC ma odbyć się w pon o 10.30. Powiedzialam więc Mężowi by na zas przyjechał ta godzinkę wcześniej. W pon dzwoni do mnie biedny już o 9.00,ze jest pod szpitalem.odwiedziny były możliwe od 11.00,więc czekał na mój znak by zjawić się pod blokiem operacyjnym. Ledwo skończyliśmy rozmawiać a tu przyjeżdża pielęgniarka i mówi, że jest zmiana i teraz moja kolej... Dzwonie na gwałt do Męża by ten zmierzał na blok operacyjny :) Wystraszona byłam strasznie,ale Panie były wspaniałe i wszystko cierpliwie tłumaczyły.Jak już wszystko było gotowe,ja znieczulona, na bloku zjawił się mój Maz,usiadl przy mojej głowie i wspierał mnie.Ta CC przebiegła bez komplikacji,szybciutko.Maz mógł od razu zobaczyć Małego.
Pani anestezjolog zrobiła serię zdjęć moim telefonem Maluszkowi. Jakież było nasze zdziwienie,ze waży on 4220g...Duzy i silny Chlopaczek :)
Z początku miał problemy ze ssanien,ale podcieto mu wedzidelko i problem sam się rozwiązał.
Synek jest cudowny, wręcz do schrupania :) musimy tylko w jakiś sposób przestawić go na dłuższe spanie w nocy niż w ciągu dnia,ale to z czasem :) dziś idziemy ściągać szwy i ważyć Synka,bo delikatnie spadł z wagi,ale nie drastycznie.

Bartuś ma miesiąc! :)
Hej, no więc mój synek dziś kończy miesiąc :)
Kiedy to zleciało? Nie wiem :) ale jestem szczęśliwa że jest z nami, je ładnie, rośnie i jest zdrowy.
Zwiększyłam mu porcje jedzenia, teraz robię mu 120 mln. Raz wypije 100, raz 110 a ostatnio 120 mln, pewnie będzie miał dłuższe przerwy, bo ostatnie dwa dni co 2 godz się budził i głodny, więc już mu było mało.
Wczoraj zauważyłam że skórka z głowy na czole zaczyna się łuszczyć, myślałam że to ciemieniucha ale to wygląda jakby po prostu skóra schodziła, taka sucha i dziwnie zrobiła się biała. wyczesałam dziś szczotką umyłam wodą i nakremowałam zobaczymy co będzie dalej się działo.
Mały już fajnie się uśmiecha, ciekawią go zabawki :)
Ja przeszłam na dietę, dziś waga 81 kg, do wagi z przed ciąży zostało 9 kg. a chcę więcej zgubić, no ale powoli. póki co jem dietetycznie, ćwiczyć zacznę jak minie 6 tyg po porodzie.

walbi Ostateczna decyzja 16 maja 2018, 10:14

26 dc.

Wczoraj byłam przerażona. Koło 12 śluz minimalnie zabarwił się na różowo. Ale już o 15 był brunatny. Na szczęście był tylko w środku, nie znalazłam go na bieliźnie.

Dzisiaj mam śluz rozciągliwy. Z serduszkowania nici, mam tak ciasną pochwę.

Błagam Boże, oby to była fasolka!

Wakacje ;)

Jesteśmy w Kudowie - moja mama, Witek i ja. Wyruszyliśmy przedwczoraj, odwiedzając jeszcze po drodze (pra)babcię Misię. Pierwszy nocleg na lotnisku i wczoraj taki dzień niby bez atrakcji, a równocześnie pełen wrażeń. Witek siedział za sterami samolotu, zaliczył kąpiel w basenie, bawił się na wózku do ćwiczenia skoków spadochronowych... a we wszystkim asystował mu wujek Marcin ;) I jeszcze rosół pomógł zjeść ;) Do Kudowy ruszyliśmy po południu, dotarliśmy pod wieczór. Witek trochę drzemnął po drodze, a potem się obudził i podziwiał widoki - kombajny na polach, ciężarówy, górkę, chmurkę. I most. Z tym mostem to się nawet przekomarzał z babcią, czy on 'czinny' czy 'nieczinny' jest ;)

U drugiej babci znalazła się w sobotę skoda - miniaturowy model naszego auta. No i Wit już jej nie wypuszcza z rąk. Gdzie Witek tam skoda. Wczoraj nakarmił ją nawet frytkami i poczęstował lodem.

Ja... odświeżam mój optymizm i pozytywne podejście. Uczę się przekuwać doświadczenie życiowe na lekkość, a nie ciężar. Odkrywam, że dojrzałość nie musi być ciężarem, blokerem optymizmu. Może nie jest to już hura-optymizm, ale może to coś lepszego? Jedna mała sytuacja wczoraj rano pokazała mi jak dużo zależy ode mnie. Nie mam (często) wpływu na fakty, ale mam wpływ na siebie! Wczoraj rano Wit wstał i poprosił o serek. Serek był jednak w lodówce, do której - jak się okazało - nie mogliśmy się dostać bo klucz nie pasował. Przez moment pomyślałam - no tak, zawsze coś... a potem ten przebłysk - to od ciebie zależy co teraz będzie! I to - jak do sprawy podejdzie Witek ;) Zrobiłam więc jeszcze 'wielką wyprawę po serek' - obeszłam budynek z drugiej strony, żeby sprawdzić czy może drugie drzwi już otwarte (Wit został z babcią przy okienku). A kiedy okazało się, że nic z tego - wróciłam i wytłumaczyłam Witowi, że na razie nic z tego. Że wiem, że miał ochotę na serek, ale na razie nic z tego. Ale tak czasem bywa, więc się nie przejmujemy. Zjemy coś innego, a serek będzie później. I tak to z 'problemu' zrobiła się przygoda ;) I nauka dla mnie.

Jeszcze jedna nauka - że słowo 'trudno' też może mieć pozytywny wymiar. Nie trudno mówione przez zęby z żalem. Tylko trudno - przyjmujące do wiadomości fakty, nie negujące uczuć, lekkie - pozwalające pójść dalej bez balastu. Brzmi to wszystko może zbyt poważnie jak na jeden mały serek ;) ale, że tak to ujmę, to co do mnie dotarło is just much bigger than cheese ;))

Muszę też wspomnieć o czymś co mnie bardzo poruszyło. Mając małego brzdąca w nodze, a drugiego w drodze łatwo byłoby 'polecać' dzieci innym. Wystrzegam się tego jak mogę. Wszelkich rad i porad życiowych, podpytywań, komentarzy. Nie mają dzieci... nigdy nie wiadomo jaka historia jest w tle... Ewe tak ciepło podpytywała mnie o Witka i o malucha, mówiła jak to z dzieciakami przyjaciółki jest... Nigdy bym się nie domyśliła, że też była kiedyś matką... ale, że nie było to macierzyństwo usłane różami. Kolcami od tych róż raczej... A ona po tym wszystkim potrafi być taka jaka jest. I jeszcze mała scenka - połączenie pewności siebie i asertywności z ciepłem i życzliwością. Dotychczas obawiałam się, że tego nie da się pogodzić. Że jestem 'miła' kosztem tracenia własnego pola... świetna lekcja dla mnie, że tak nie musi być. Nie wiem czy to kwestia drugiej ciąży czy wieku czy czego jeszcze, ale czuję że teraz dopiero otworzyło się dla mnie takie okno by z dziewczynki stać się (wreszcie) kobietą. I że to dobre jest. Że być może dla innych kobietą, nie dziewczynką jestem, ale to ja tego nie widzę, to ja siebie tak nie postrzegam. Nie wiem czy chcę to zmieniać. Ale tak czy siak - to kwestia tego co we mnie. I to dobry punkt wyjścia ;)

No... tak tak mi się na filozoficzne rozkminki wczesnym porankiem zebrało. Mama jeszcze śpi, Witek jeszcze śpi. Lubię takie chwile, gdy budzę się pierwsza wokół cisza i spokój, spokojne oddechy spania. A ja mam ten piękny czas tylko dla siebie!

Ahoj przygodo, dziś ruszamy na podbój Kudowy.

Zeszły tydzień był chyba najgorszym w moim życiu..

Cień.. był cień.. no przecież ślepa nie jestem. Ba nawet na zdjęciu wysłanym do Małża go widać..

Po pierwszym nieudanym miesiącu zrobiłam rachunek sumienia i miałam odpuścić... Ba test owulacyjnyy nawet nie wykrył owulacji! Miesiąc spisany na straty, ja bez większych jeszcze irytacji odpuściłam marzenia... no i masz... nie wiadomo skąd.. Mdłości pierwsza klasa, nadwrażliwość na zapachy że takiego węchu niejeden pies mógłby pewnie pozazdrościć. I nawet mogłam machnąć na wzdęcia i ogólne poczucie bycia napęczniałym balonem... no bo przecież jest! Musi być! I to nie tak że ja sobie wymyślam.. no bo przecież odpuściłam... spisałam na straty! nawet nie myślałam i nie liczyłam który to dzień.. samo przyszło.. gdyby nie uwaga koleżanki nawet bym nie pomyślała o teście... no i zrobiłam.. głupia ja zrobiłam.. jeszcze bardziej głupia że przed terminem @.

Zniosę wszystko...

Wszystko tylko nie krwawienie w dniu wizyty na potwierdzenie..

Ot głupia... zrobiłam test przed spodziewaną @... Lekarz mówi, że być może było, ale źle zagnieżdżone.. i że to częste...że się nie przejmować... jak k***a nie przejmować??!!! W dupie mam czy częste... Przecież było! nie da się tego wymazać z pamięci..

Jak ktoś tam na górze może dawać i tak brutalnie zabierać..


wie ktoś może jak posklejać serce i zniszczoną nadzieję?

Jak mi się cholernie nie chce dzisiaj siedzieć w pracy! Masakra. Zazwyczaj lubię bardzo swoją pracę i sprawia mi ona sporo satysfakcji, ale dzisiaj po prostu nie mam weny i już. Nie mam też żadnego deadline’u, który zmusiłby mnie do wzięcia się w garść (tzn. mam deadline’y, ale żadnego jeszcze w tym tygodniu).
Dziś 4dc. Nie mam zbytnich nadziei, że to będzie szczęśliwy cykl – myślę, że jeszcze nie wszystko wróciło do normy, choć poprzedni cykl wreszcie wyglądał na owulacyjny, więc sprawy idą chyba w dobrym kierunku ;) Ale mam wrażenie, że wykres nie wygląda jeszcze dokładnie tak jak powinien, cykl jest trochę za długi, a okres zbyt skąpy – chyba endometrium za cienkie. No ale to dopiero trzy cykle od powrotu okresu po porodzie, a Adaś pozostaje małym cycoholikiem, więc licho jedno wie, jak wygląda mój poziom prolaktyny i jak wpływa na moje cykle. W kolejnym cyklu planuję zbadać poziom hormonów, ale najpierw muszę doczytać których i w jakich dniach cyklu – tak dużo z tej całej wiedzy dotyczącej zachodzenia w ciążę zapomniałam!
Moje emocje to straszna huśtawka. Z jednej strony mówię sobie, że nie ma pośpiechu z kolejną ciążą, jak się uda w tym cyklu to super, ale jak za parę miesięcy to nawet z kilku praktycznych względów jeszcze lepiej i że nie ma potrzeby się nakręcać, ale chwilę później szlag mnie trafia z niecierpliwości i chcę być w ciąży teraz, zaraz, już! Zwariuję sama ze sobą jeżeli to się nie uspokoi :D
Dłuższe starania byłyby lepsze ze względu na specyfikę mojej pracy i fakt, że jestem w niej z powrotem dopiero od listopada – chyba wyglądałoby to lepiej gdybym w niej chociaż pełen rok przepracowała... Zaczęłam też dojeżdżać do pracy rowerem (co sprawia mi mnóstwo frajdy!) i powoli wprowadzam zdrowe zmiany w mojej diecie, więc za parę miesięcy będę pewnie w lepszej kondycji na ciążę. No i po babsku cieszę się, że fajnie teraz wyglądam ;) Ale mój organizm cały już krzyczy o nowe dziecko i wszystkie te mniej lub bardziej praktyczne rozważania spadają na drugi plan.
Boję się trochę jak to będzie z dwójką dzieci – czy damy radę, czy Adaś na tym nie ucierpi. On jest takim kochanym dzieckiem, za nic nie chcę, żeby był smutny! Z drugiej strony bardzo doceniam, że sama mam fajnego brata i chciałabym, żeby Adaś miał rodzeństwo. Mam nadzieję, że długofalowo na tym zyska, a nie straci. Po cichu marzy mi się trójka dzieci... Zobaczymy, czy nie zmienię zdania po drugim. No i oczywiście najpierw muszę to drugie mieć!
Staram się nie dopuszczać do siebie myśli, że znowu może coś pójść nie tak – chociaż zawsze ta myśl gdzieś z tyłu głowy siedzi, skłamałabym mówiąć, że nie. Ale nie chcę teraz myśleć o czarnych scenariuszach. Chcę cieszyć się staraniami o kolejne maleństwo i czuć tą ekscytację, która przepełnia mnie teraz. No i mam nadzieję, że w ciągu następnego pół roku nam się uda :)

Marti... Goniąc czas 14 maja 2018, 15:09

No kurde cisza.... niestety piątkowa ekscytacja byla przedwczesna...

W srode jedziemy na IP i decyzja:
- poloza mnie na przenoszenie
- indukcja
- Cc

Podswiadomie marze o rozpoczęciu akcji porodowej dzis w nocy lub jutro w nocy.

Nie wiem co bedzie. Zawsze lubie miec plan, nawet na najgorsza sytuacje. A tutaj same niewiadome .... ehhh

Szarusia Cierpliwości Kobieto!!! 14 maja 2018, 15:40

Dawno mnie tu nie było, musiałam trochę nabrać dystansu i wyluzować w temacie wiadomym wszystkim :)
Z nowości to 7 czerwca zapisałam się na hsg- akurat wypada w okolicy albo dzień owulacji w związku z tym mam mieszane uczucia, nawet chciałam przesunąć termin ale miesiąc w tą czy w tamtą już nie robi różnicy.
U mnie 14 dc, starania w toku. Wyluzowałam z wiesiołkiem bo chyba przyprawiał mnie o mdłości, a według mojej pani doktor w ciążę zachodzą te bez śluzu też. Myślałam,że nie mam z tym problemu ale jak zaczęłam obserwować to oczywiście śluzu płodnego brak...

Dzisiaj zobaczyłam serduszko mojego maluszka! <3 Mimo ostatnich stresów, słabego przyrostu bety, wszystko jest dobrze :) Ciąża jest o tydzień młodsza, pewnie ze względu na późniejszą owulację i późne zagnieżdżenie. Na razie staram się umówić wizytę na początku czerwca, żeby wziąć L4, założyć kartę ciąży... Wstępnie wolny termin mam dopiero na 20.06, a to stanowczo za późno. Muszę się przejść do placówki, pomarudzić i się zapisać w pierwszym tygodniu czerwca, po powrocie z wakacji.
Dzisiejszy widok wynagrodził mi te długie miesiące starań, stresu, nerwów... Naprawdę jest cudownie <3

Dzisiaj pierwszy dzień z Duphastonem, widzę po sobie skok progesteronu bo pojawiły się krosty na buzi i biust ciut większy i pełniejszy. Normalne objawy u mnie po owulacji.

Zapowiada mi się dość intensywny czas w pracy, teraz pracuję nad platformą firmową, a w piątek jadę na targi biurowe. Może nie będę miała czasu myśleć nad tym czy inseminacja się udała.

Przyznam, że momentami chciałabym skończyć starania. Po półtora roku i każdorazowym rozczarowaniu jestem już zmęczona... Bieganie do lekarza kilka razy w miesiącu, "przytulanie" w określone dni, nerwowe oczekiwanie i nadzieja, że a nóż widelec miesiączka się nie pojawi. Ale pojawia się, zawsze, w terminie.
Fakt, nie płaczę już, gdy dowiem się o ciąży jakiejś znajomej, ale nie potrafię się z nią cieszyć. Niby gratuluję, niby ściskam mocno i mówię, że wszystko będzie dobrze, ale w środku serce mi się rozrywa. Boję się, że przez to stanę się złym człowiekiem...


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 maja 2018, 20:58

Magic Niemożliwe 15 maja 2018, 11:26

31+6,koniec 32 tygodnia do porodu zostało...57 dni. O matko. Im częściej zdsje sobie sprawę jak to blisko to mnie to przeraża,ale i bardzo ekscytuje :) dla Kordianka mam nowy wózek-używany,ale inny niz ten to co kupiłam w styczniu-odziwdział mi się. Ten nowyma piękny chabrowy kolor i szare elementy ❤ także ten ponaranczowo-czarny sprzedaję. Zrobiłam juz pierwsze dwa prania dla Kordianka-ubrankana 50 i 56,pieluchy,czapeczki i masa kocycków :) mam jeszcze do uprania rzeczy na 56,62 i dalej :) i zorientowałam się,że moja koszula do spzitala z rozcięciami gdzieś albo ją oddałam albo sie zagubiła i muszę zakupić nowe :/ z dwie na pewno. szlafrok do szpitala musze wyprać i zamowoć wkładkę do fotelika dla noworodkow :) musze na kartce spisać co mi jeszcze potrzebne jest bo zapomnę. Zamawiamy tez komode dla Lilci-chlopaki bedą mieć wspólną a Lilka osobną.
Jesli chodzi o dzieciaki to jest nawet ok. Ja mam okropnego nerwa ostatnio i lepiej ze mną nie podejmować dyskuji bo zjadan żywcem. Lilka znowu ma faze na spanie z nami :( ale mam misterny plan. Niebaeem rezygbuję z pracy i wezmę się za porządki w garderobie i zrobię miejsce na rzeczy z pojemnika na pościel, rozmontuje nasze łoże, zafoliuje i poczeka sobie na lepsze czasy a Oni bedą mieć pokój z naszej sypialni a my w salonie na narożniku będziemy spać z najmłodszym. tzn Kordi bedzie spał w kołysce. taki mam plan zobaczyny co z niego wyjdzie. A wracają do dzieci to chodzą do żłobka dają mi się zregenerować, gorzej na wieczór,bo ich usypianie mnie czasami drażni. Trwa to za długo. Ale nic. dzisiaj ubieram ich ciepło bo mamy 20 stopni i buszują do 19 na dworzu. Mają sie wyszaleć. Oliś dalej ledwo mówi,najlepiej idzie mu słowo koło i pi(śpi),papa, i ciuciu(ciuchciuch) :) ale pokaże,gdzir jest mama,tata,Lilka,babcia,dziadek,tv ;)widać,żr jest z nim kontakt,ale nie mówi... zaczynam sie stresować i znowu muszę przysiąść przy nim. Lilka ma okropną fazę i wszystkiego się boi. Masakra :( gdyby mój mąż byl w pełni sprawny to byn się nie denerwowała,ale za dużo jest na mojej głowie :(
Staram się nie zagłębiać w temat jego powrotu do sprawności,bo wiem,że jak ja bede na wylocie to on bedzie juz sprawny....oby.
Buziaki

Tsh 2.65
Prolaktyna 397,3
Glukoza 5.4 mmol/l

Jak widać tsh spadlo:) prolaktyna w normie, glukoza niby też ale ostatnio gin mi mówił że jeśli ciąży będę mieć taki cukier to od razu kieruje do diabetologia, bo normy w ciąży są dużo bardziej restrykcyjne i że jestem w grupie ryzyka. Tylko nikt mi nie chce jakoś zlecić w dalszym ciągu testu obciąża ia glukoza... eh. Jutro wizyta u Endo, zobaczymy co powie.
Dni płodne bardzo blisko, nie wiem czy nie już bo miałam dziś taki wodnisto mleczny sluz ale nie wiem czy to sluz plodny. Raczej czekam na ten rozciagliwy. Szyjka zamknięta i jeszcze chyba twarda. Jeszcze nie robię testów owu. Zdarzyłam już siebie poobserwowac i mniej więcej wiem żeby zaczynać jak pojawi się rozciagliwy sluz. Wcześniej nie ma sensu. Owulacje u mnie są dość nieregularne raz 14dc raz 17 raz 20... :p biorę inofem, w zeszłym miesiącu po nim po raz pierwszy czułam że naprawdę mam owulke. Ból jajnika czułam bardzo mocno.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)