Marudaruda Największe pragnienie. 24 maja 2018, 17:19

Test owulacyjny z dzisiaj z 16:30.

https://zapodaj.net/f5449bf7bc741.jpg.html


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 maja 2018, 17:20

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 24 maja 2018, 18:23

Kopnęłam sama siebie w d*** i zabrałam się za prasowanie :o) Będę sobie dzielić na raty to niewdzięczne zajęcie, bo za ciepło, ale ślęczeć nad żelazkiem. Przy okazji policzyłam ciuszki, które dostałam w spadku. Ciuszków najmniejszych (bo te większe schowałam i póki co się nimi nie zajmuję) mam jak poniżej:

14x pajac bawełniany
2x pajac welur/polar (ciepłe)
9x body z długim rękawem
9x body z krótkim rękawem
2x rampers z krótkim rękawem/krótkimi nogawkami
6x spodenki
7x koszulka/kaftanik
2x rajstopki
1x niedrapki
1x cienka czapeczka

Poprasowałam pieluszki tetrowe/flanelowe/bambusowe i bodziaki. Kolejna transza jutro :o)

20dc 8cs
Zaczynam się wahać. Czy to czas na dziecko. Wiem że nigdy nie będzie tego odpowiedniego, ale ten na chłopski rozum jest zły. W czym problem? A no we mnie.
Umowę mam do końca marca przyszłego roku, pewnie dostanę kolejna, no ale muszę chodzić do pracy. A co jeśli zajdę? Nie wyobrażam sobie życia za kilka stów wydarych siła z MOPS-u. Jak sobie poradzimy? Przeraża mnie to. Zdaje sobie z tego sprawę, że najpierw musi zdążyć się cud poczęcia, ale tak już mam że martwię się na zapas. Dodatkowym aspektem na to, ze powinniśmy zaczekać jest to że chcemy wziąć kredyt. Na 10 lat. Z niemałą rata miesięczna. I co my zrobimy z małym dzieckiem i jedna wypłata? Chcę być w ciąży, chce tego szczęścia dla nas, ale strach przed jutrem mnie paraliżuje.
9 i pół miesiąca do końca umowy. Kierować się rozsądkiem czy sercem? Nie żebym nagle odkryła że umowę mam na czas określony. Po prostu teraz gdy zaczęliśmy rozmowy z bankiem dopadł mnie strach. Mąż rozkłada ręce. Chcę być odpowiedzialny i chce być ojcem. Nie chcę słyszeć o tym, że odpuszczamy. Ja sama nie wiem co chce. Zmieniam zdanie jak rękawiczki zima.
Gdyby to wszystko było prostsze.

Myślę że i tak z tego cyklu nici. Temperatura szaleje, no ale mam nocki i mierze dopiero koło 13. Śluzu nie chciało mi się sprawdzać. Testów owu też nie robiłam. Temperaturę mierze bo się od tego uzależnilam. Pierwszy cykl bez wielkiej spiny. Zobaczymy co będzie w dniu godziny zero (czyt. Gdy już przyjdzie @).

Teoretycznie w przyszłą środę powinnam dostać @. A praktycznie to się zobaczy. Obawiam się, że jednak przyjdzie. To byłoby za proste, żeby 1 IUI się udała. Boję się swojej reakcji i reakcji Męża. On tak pragnie dziecka, ja również... Może za bardzo chcemy? Może dlatego się nie udaje? Nie wiem co o tym myśleć, tak bardzo bym chciała poznać jakąkolwiek diagnozę. Na początku myślałam, że to hormony, wyniki dobre, tsh 1,5 - idealne na ciążę. Potem, że może zrosty w macicy po łyżeczkowaniu - pięknie, wszystko drożne, macica gładka bez zrostów. Później, że niedomoga lutealna - brałam duphaston i luteinę, a i tak dupson...
W pracy, gdy zaczyna się gadka o dzieciach to biorę kartkę z zamówieniem i wychodzę z biura, że niby idę sprawdzić towar na magazynie. Nie chcę słuchać o dolegliwościach ciążowych, pierwszych kąpielach, ząbkowaniu, rozrabianiu. Bo wszyscy już mają lub zaraz będą mieli. Niedawno mój kierownik ogłosił, że będzie trzeci raz tatą. Też kiedyś chciałam mieć przynajmniej troje dzieci, a nie wiadomo czy w ogóle będę miała chociaż jedno. Mój Mąż nie chce słyszeć o in vitro, a adopcji mówi stanowcze nie.
Czemu ja zawsze muszę być ostatnia? Czemu zawsze muszę przegrać?
Wiem, że jeszcze nic nie jet przesądzone, dopóki nie dostanę @ mogę mieć nadzieję. Ale mam wrażenie, że i tym razem będzie miesiąc do tyłu...

kamila123 Nadzieja umiera ostatnia 25 maja 2018, 02:35

30dc. Ostatnia nocka i weekend :-) kurcze dawno mi tak szybko czas w pracy nie leciał jak dzisiaj. Cała noc mysle czy się udało czy nie. Boże zwariować można. Ale postanowiłam sobie ze cierpliwie czekam na małpę i wcale nie będę się martwiła ze jest bo następny miesiąc może być lepszy hihi nie wiem kogo chce tym oszukać ale trzeba sobie coś wmawiać. Pomyślałam żeby zrobić test na dzień mamy . Fajny by był prezent , chociaż przez te 7 lat było już tyle okazji ze czemu ta by miała być inna od tamtych. Ahhhhhhhh szkoda gadać. Chyba niedługo w wariatkowie wyląduje. Jak mam dużo przerw w pracy czytam pełno pamiętników , sporo nas tu jest ale duzoooo jest już zakończonych ciąża wiec wielu dziewczynom się udaje . Tylko ja taki ewenement 7 lat za co to???


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2018, 02:36

Szarusia Cierpliwości Kobieto!!! 26 maja 2018, 21:33

26 dc pojawiło się plamienie... :( pewnie jutro rozkręci się na krwawienie i regularny okres, no nic... kolejny cykl będzie z badaniem hsg, może wtedy się coś wyjaśni. A tym czasem wszystkim Mamom, tym obecnym i tym przyszłym, pociechy z dzieci i duuuużo miłości.

28 tc

Na wadze jakieś 8 kg na plusie. Teraz już przybieram regularnie, widzę jak brzuch rośne. Mała na poniedziałkowej wizycie ważyła 1100 g.

Lekarz mnie trochę zaskoczył, bo zastanawia się czy przy mojej kombinacji schorzeń nie zalecić cc. Mam jeszcze skonsultować się z okulistą i lekarką na badaniach prenatalnych na początku czerwca. Jeśli będą wskazania do cc - i to dla małej będzie lepsze - ok. Boję się tylko dochodzenia do siebie, z tego względu że planowałam częściowy powrót do pracy (działalność gospodarcza) i tam od czasu do czasu muszę coś przenieść (sprzęt). Z drugiej strony od wielu kobiet słyszałam, że cc nie takie straszne, niektóre szybciej doszły do siebie niż po sn. Jak wszędzie nie ma reguły.

Piorę ostatnią partię ubranek i postanowiłam, że biorę się za prasowanie. Za chwilę mogą pojawić się upały i coraz więcej dolegliwości III trymestru. II trymestr, pomijając żyganko, to była bajka. A teraz czuję ból w okolicach pachwin, czasem w okolicy spojenia łonowego, a jak się przeforsuję to ból w odcinku lędźwiowym kręgosłupa. Ale nie ma co narzekać- chciałam, to mam. A gdzie tam do sierpnia.

Czasem dopada mnie podły nastrój. Pewnie to komplikacja hormonów, zmiany miejsca zamieszkania ("docieramy się" z mężem, wcześniej przy mieszkaniu z rodzicami chyba nie było ku temu odpowiednio wiele okazji - jak pracowaliśmy całymi dniami). Generalne męża bardzo często całymi dniami nie ma w domu.
I miałam kilka testów na asertywność. M.in. dotyczyły one notorycznego podrzucania dzieci, często zasmarkanych, zakatarzonych, zakaszlanych (a wiedzą, że biorę sterydy...), dzień w dzień, bez uprzedzenia, na co najmniej pół dnia (dodam, ze od osób, gdzie jedne z rodziców nie pracuje, ale ma dosyć własnych nadmiernie pobudzonych dzieci). Wszystko rozumiem, ALE potrzebowałam trochę spokoju, a nie latania, robienia kanapeczek, podawania picia i doglądania. Już pomijając kwestie prywatności.
Chyba udało się pokojowo to załatwić, bo od jakiegoś czasu mam spokój. Bo już zaczęłam się martwić jak to będzie. Po porodzie, z noworodkiem, też bez prywatności we własnym domu?


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2018, 09:53

14 tc (13t+4)


27239d5317f10675med.jpg

Hmm, rośniemy. Na szczęście jeszcze widzę swoje stopy :D Ale w tej ciąży brzuchol wyskoczył zdecydowanie szybciej niż ostatnio. Mam jednak nadzieję, że tempo wzrostu trochę zwolni, bo już jest naprawdę duuuuży :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2018, 13:14

25+0
Dawno nie pisałam. Syn pozostanie synem. Mój lekarz potwierdził płeć. Wszystko u nas dobrze. Na plusie 5kg. Za dwa tygodnie lecimy na upragnione wakacje. Boję się lecieć samolotem w ciąży. Naczytałam się głupot. Lekarz nie chce mi wypisać zaświadczenia dla linii lotniczych. Uważa że to absurd, bo to ja za siebie w razie czego odpowiadam, a nie on za mnie. Ten lekarz ciągle robi problemy z czymś. Już mam czasem dość. Ciągle coś wymyśla.
Za tydzień zrobię glukozę. Nienawidzę tego badania. Jak byłam w ciąży z Mikołajem to prawie zemdlałam po wypiciu tego.
Czasem dopadają mnie czarne myśli i podły humor. Nic mnie wtedy nie cieszy. Chyba potrzebuję odpoczynku.

Magic Niemożliwe 25 maja 2018, 15:50

Musze wyrzucić z siebie złe emocje...Wiem
,że powinno być tak,że siadamy do stołu i prowadzimy rozmowe mającą na celu oczyśzczenie atmosfery...ale ani ja ani On nie chcemy wyjść z inicjatywą. Efekt? Mało przyjemnie jest. Ale do rzeczy.
Ja wiadomo od stycznia miało być lepiej z jego kolanem a było coraz gorzej. Do momentu 3 operacji..jest ciut lepiej,ma powiększone zgęcie,ale reha jest okrutnie szczery"Pan nigdy nie usiądzie w kucki"....jakbym dostała w twarz, pptem znowu"bardzo długa droga przed Wami"....mam łzy w oczach i narasta we mnie złość...czemu my? Czemu akurat teraz? Kiedy ja ledwo wykonuję podstawowe czynności, jestem w trzeciej ciąży za okolo 1.5 miesiąca przyjdzie na świat nasz drugi syn...a my dalej w czarnej dupie :) uśmiecham się...przez łzy. Wczoraj dostrzegłam coś co mnie dobiło i sprawiłp,że utwierdzilam sie w przekonaniu,że jestem sama na tym statku ze wszystkimi obowiązkami na głowie. Jak co wieczór On wraca do domu,torba zakupowa z Żabki...browarki,chipsy,czasami cos dla mnie sie trafi. Siada Pan na ogródku z moim bratem,wujkiem,czasami jest tez większe towarzystwo i se pije... a ja umordowana,z bolacym brzuchem z mamą,która nigdy nie narzeka latam za dzieciakami. Patrze na ten obrazek i....podjęłam decyzję. Albo postawię Jaśnie Panu kawę na ławę albo zadusze w sobie to co we mnie wzrasta i narasta z takim impetem,żr nawer jadąć autem czy w domu to jestem zalana łzami. Czy na prawdę On jest taki ślepy i nie widzi? Nie chce? Czy co? Bo nie rozumiem ja. Widzi jak zapierdalam od tylu miesięcy...narzekałam,ze sil nie mam ale i tak zapieprzam. Jak ja go kiedyś zostawię samego z dziećmi to sie zdziwi...dziś po odstawieniu dzieci do żłobka i wpisaniu ich na listę na 1ego czerwca uswiadomiłam sobie,że on jest głupi...niedowierzam ile ja mogłam być zwodzona. Tlumiona. Zdziwiony pyta czemy ich wpisuję... dobrze,że byliśmy w miejscu publicznym bo byn mu pocisneła...Żal mi samej siebie jak tak mogłam skończyć. z facetem bez wyrozumiałości. Ja już nie chce mu tłumaczyć, prosić, płakać krzyczeć. Ja bedę cicho. Odsuwam się od Niego. Nie chce widzieć ja też. Juz dawno hyło chłodno miedzy nami. Teraz to tylko kwestia czasu. Strasznego mam doła. I zauważyłam ogromne skoki nastrojów. Dziś dzwonie odmówić nasza obecność na komunii. Nie protestował. Szczerze? to ja jako jedyna sprawna w tym związku podejmuje decyzję o wszelkich wyjsciach. Bo to JA zapieprzsm za dziećmi, On siedzi głównie.
Wyć mi sie chce.
Bardzo.
Chciałabym cofnąć czas....gdybym mogła.

Mąż zrobił badanie nasienia. Piereszy raz od naszej przygody z kliniką, po dawce Profertila (2x dziennie) Fertimana (2x dziennie) Agapurinu wit. D3 i dwumiesięcznej kuracji Clostilem....

I DUPA morfologia 0% :'(

Czekam na niego właśnie w Arkadii, bo odebrał wyniki i miał do mnie dolaczyc w celu zakupu koszuli na wesele... teraz nie wiem co mu powiedziec, nie mam ochoty na shopping :'(

9dc

Wczoraj chyba zbyt wcześnie ogłosiłam radość z braku syndromu odstawienia. Od 13 płakałam z bólu. Muszę to przetrwać. Widocznie mój organizm był już naprawdę mocno przyzwyczajony do kofeiny. Mam nadzieję, że odstawienie pomoże nam w stworzeniu drugiej małej miłości.

Plamienia w 9dc? WTF?


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 maja 2018, 19:03

anemic Wielkie chcenie ... 25 maja 2018, 20:09

Mieszanie ogarnięte, teraz najważniejsze- pakowanie i rozpakowywanie o.O
Robiłam dzisiaj krzywą cukrową i wyszło tak: 98,3 -> 140,13 -> 107,86 Niby norma, ale podwyższona?

Dzisiaj przywieźliśmy kosz Mojżesza <3 Jak tylko się przeprowadzimy to zacznę zamawiać rzeczy, typu kokon, ręczniki itd. Mam wrażenie, że jakoś ucieka mi czas przez palce. Belly dzisiaj podpowiedziało, że poród mam za 98 dni :D

10dc

Tkwimy sobie w oczekiwaniu na owulację. Najnudniejszy etap cyklu. Nudniejsza jest chyba tylko sama miesiączka. Nadal delikatnie plamię na jasnoróżowo. Nie wiem skąd te plamienia. Po weekendzie umawiam sie do mojego ginekologa na NFZ, bo się martwię. Może wyśle mnie na badania hormonów.

Dzisiaj Dzień Mamy, marcowa ciąża biochemiczna robila mnóstwo nadziei, że będę już podwójna mamą. Wkrótce. Tak będzie.

Odstawiam wiesiołka na dwa dni. Może to on jest winowajcą.


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 maja 2018, 11:10

m3 Z pamiętnika Control Freak'a 25 października 2018, 13:40

https://www.youtube.com/watch?v=OE6QSh-G2O0

EVERYTHING WILL BE ALL RIGHT AT THE END SO IF IT IS NOT ALL RIGHT IT IS NOT YET THE END..


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października 2018, 13:26

Siedzę i ryczę... Łzy płyną mi strumieniami. Dzisiaj dostałam plamienie, czyli znowu się nie udało... Nie mam już sił. Myślałam, że ta inseminacja coś da, że w końcu będziemy rodzicami. A jak zwykle dostałam po twarzy od życia. Przestaję wierzyć, że kiedykolwiek się uda, że kiedykolwiek zobaczę na teście dwie kreski i że usłyszę słowo "mama".
W pracy ostatkiem sił powstrzymywałam łzy, gdy kolega pokazywał film z jego niedawno narodzonym synkiem. Nie umiem cieszyć się z cudzego szczęścia... Wzięłam dokumenty i wyszłam z biura.
Mąż też to mocno przeżył, czasem żałuję że pracujemy razem, w firmie teraz jest bum na dzieci. Każda informacja jest jak nóż wbijany w serce. Do tego koledzy chyba nie widzą (lub nie chcą widzieć), że każda rozmowa na temat dzieci bardzo nas dotyka.
Wszyscy myślą, że jestem taka silna, taka mocna. To fałszywe twierdzenie. Tak naprawdę jestem krucha jak figurka z porcelany. Tylko mój Mąż wie jak jest naprawdę, to przy nim płaczę, to on widzi jak bardzo to wszystko przeżywam i jakie mam wyrzuty sumienia, że to przeze mnie nie może teraz być na miejscu naszych kolegów i cieszyć się z dzieci.
Dzwoniłam do mojej Pani Doktor, poleciła odstawić Duphaston i czekać na @. Mam zadzwonić do niej jutro, żeby ustalić dalszą drogę. Jedyne z czego się cieszę, to to że zawsze mogę do niej zadzwonić, poradzić się...

Czuję się źle, bardzo źle... Jak nic nie warty, niepotrzebny przedmiot...

Patt1002 Czekamy na Aniołka 25 maja 2018, 20:45

Dziś przyszła nieproszona @... Nie lubię tego momentu, jak każda z nas tutaj na tym forum. Boleśnie mnie powitała... Jutro już wizyta u androloga. Czas się odprężyć, wyluzować i zacząć walkę od nowa...

emi2016 Nasze marzenie 25 maja 2018, 20:46

Łucja ma już 4,5 miesiąca :) Jest pogodna, uśmiechnięta, ruchliwa, przeurocza - do schrupania na surowo ! Rozwija się jak rówieśnicy, jedyne co ma z wcześniactwa to niską masę. Niestety nie przybiera tak dużo jak byśmy chcieli. Po za tym dużo gaworzy, zaczepia nas, wyciąga rączki do zabawek, wkłada wszystko do buzi, obraca się na boki i próbuje na brzuszek, obraca się z brzuchka na plecki, wszystko obserwuje.

Większość czarnych włosków, z którymi się urodziła wytarła się. Odrastają jej jasne, do tego ma niebieskie oczy - urodziła się, z ciemno szarymi, prawie czarnymi tęczówkami. Włosy na pewno jej zciemnieją, ja mam czarne, mąż jasnobrązowe. Imie pasuje do niej idealnie ! Na początku się zastanawialiśmy, ale podjęliśmy dobrą decyzję.

Moja mała, śliczna, wymarzona córeczka :)
Trzymanie takiego maleństwa w ramionach to najwspanielsze uczucie na Ziemi !

Bartus ma 17 mc.
Kacperek ma 2 tyg.
U nas ok. Powoli mamy swoj rytm dnia. O dziwo ogarniam to towarzystwo. Jem 3 razy na dzien. Sciagam pokarm 3/4 razy na dobe. W nocy maly je dwa razy. Kolo polnocy i nad ranem. Jak go nakarmie kolo 6/7 to juz nie spia chlopaki :)
Kacperek to aniolek. Je i spi. Albo sie rozglada. Nie placze. Ciesze sie ze taki spokojny.
Marti podzialalo z Bartusiem. Siedze z nim na podlodze wyglupiamy sie bawimy i juz jest lepiej. Tlumacze mu ze go kocham itp i jakby rozumial. Uff.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)