Hojanka 9 pierwszych miesięcy 12 września 2013, 13:00

Dzisiaj mija tydzień odkąd Cię straciłam, jestem w totalnej rozsypce.
Maciej we wtorek pojechał do Warszawy, dzisiaj wraca i jutro ma wolne. Mieliśmy iść na ślub Weroniki i Bartka ale niestety się nie uda... Odwołałam naszą obecność, nie jestem w stanie pokazać się ludziom. We wtorek pojechałam do mamy na obiad i spacer po lesie. Zrobiło mi się lepiej na chwilę. Poza tym siedzę zamknięta w 4 ścianach, nie mam ochoty nikogo widzieć.
Najgorzej z kimś rozmawiać, tłumaczyć tym którzy wiedzieli, że spodziewam się dziecka co się stało, słuchać, że wszystko będzie dobrze, patrzeć na zasmucone miny... Ale od początku...

W czwartek po rozmowie z d-rem Tomkiem położyłam się spać na godzinkę. Kiedy się obudziłam plamienie nie było już plamieniem tylko krwawieniem. Przeraziłam się. W internecie pisało, że w ciąży takie plamienia mogą się zdarzyć w te dni kiedy normalnie występowała by miesiączka. Pojechałam na Polną nie było na co czekać. Jestem pod wrażeniem tego jak bardzo się ten szpital zmienił, pod względem podejścia i wyglądu, do tej pory słyszałam w większości złe opinie oprócz tego, że czekałam na korytarzu 2h podejście lekarki i pielęgniarek na prawdę miłe. W tym czasie Maciej zdążył przyjechać, dzięki czemu załapałam taką dolinę, że przez godzinę przed badaniem płakałam na korytarzu. Widok tych dziewczyn z noworodkami, chwilę przed porodem albo z brzuszkami coś czego ja siedząc w poczekalni już wiedzialam, że nie doświadczę.
Bez owijania w bawełnę na badaniu nie było słychać bicia serca... Najbardziej przejmująca cisza jaką w życiu "słyszałam". Patrzyłam tępo w monitor ale chociaż nie wiem jak bym się starała nie było tam widać ani słychać niczego co mogłoby mnie pocieszyć. W piętek rano kazali mi przyjechać na usunięcie jaja płodowego (bardzo pięknie to brzmi :|)jeśli wszystko poszłoby dobrze tego samego dnia powinnam była wrócić do domu jeśli nie max. na drugi dzień.
Na miejscu okazało się, że zabieg jest nie potrzebny ponieważ poronienie samo się dokonało, zbadały mnie 3 lekarki żeby to potwierdzić, były bardzo delikatne i miłe co na pewno mi jakoś psychicznie pomogło, chciały mnie pocieszyć i dać nadzieję, że jeszcze wszystko przede mną i, że to nie koniec świata. Dla mnie to jednak jest koniec świata. Przez pierwsze trzy dni płakałam praktycznie cały czas, jeśli w tv jest jakaś reklama z dziećmi od razu przełączam kanał. W niedzielę pojechaliśmy z Maciejem do Parku Sołackiego (uznałam, że muszę się zmusić, żeby wyjść z domu) to nie był dobry pomysł, same matki z brzuszkami lub małymi dziećmi... Cały czas płacz, jeszcze bardziej się przygnębiłam.
Czasem wydaje mi się, że czuję się już lepiej i nagle dzieje się coś co mnie tak potwornie przygnębia jakaś błaha rzecz kompletnie nie związana z dzieckiem.
Dzisiaj oglądałam po raz kolejny "Life is but a dream" dokument o Beyonce.
Ale odbiór tym razem był zupełnie inny, w tym filmie ona mówi, że dwa lata wcześniej była w ciąży. Słuchała bicia serca dziecka a za tydzień okazało się, że poroniła. Strasznie mnie to dotknęło bo wiem dokładnie co ona czuła, dwa dni temu w programie Mai Sablewskiej była dziewczyna która ma 2 letnią córkę - wcześniej dwa razy poroniła. Nie wiem czy to są dla mnie jakieś znaki, ale mało pocieszające. Jednocześnie widziałam w tv kobietę, która ma 40 lat. Kilka razy poroniła, lekarze ją pocieszali, że jeszcze wszystko się ułoży, czas mijał aż okazało się, że jest już na dziecko za późno. Od 5 lat starają się z mężem o adopcję ale są za starzy na noworodka więc jeśli już będą mogli dostać starsze lub chore dziecko. Strasznie mnie to przeraża, że podzielę jej los...
Mama cały czas mówi, że jeszcze wszystko się ułoży, że będę w ciąży i będziemy mieli dużo dzieci. Co ma powiedzieć? Że nie będziemy rodziną? Że będę ronić raz za razem? Że moje życie będzie puste jak sucha studnia?

Dziewczyny, czy któraś z Was ma 30 dniowe cykle? Kiedy mniej więcej wypada Wam owulacja?
Ta statystyka, którą wyznacza ovu sprawdza się? -przewidywany termin wystąpienia owulacji- czy kompletnie się tym nie sugerować?

Mam dziś fatalny dzień. Znów. Mam wrażenie że to już stan permanentny. Czemu mnie to wszystko spotyka? Serio, nie jestem taka silna, nie udźwignę już więcej.
Zaczęło się chyba od pierwszego przytulania❤️ od dawna. było cudownie, ale po naszły mnie wyrzuty sumienia, jakbym zdradzała córeczkę. Jednak jeszcze za wczesnie. Zaczęłam cichutko płakać. Mąż objął mnie, powiedzial: nie płacz i zasnął. I tyle by było z jego wsparcia. Potem Młody obudził się w nocy z płaczem, próbowałam go uspokoić i przytulic tonie uderzyl. Przeniosłam się na jego łóżko, bo już nie daje rady. Kolejna noc zarwana. A miałam takie plany. Mialam wstać z samego rana, pójść na zakupy. Później miałam robic pizze. A od rana znów płaczę, bo Dawid jest zadowolony. Głupie, prawda? Ale przykro mi, że jak Mąż się nim zajmuje to jest wesoły, wyluzowany i w ogóle nie płacze, a ja codziennie od samego rana, tylko otworzy oczy słucham krzyków i płaczów i każda czynność to walka. Czuje się beznadziejną matką. Nie potrafię zapewnić bezpieczeństwa dzieciom nawet jak są jeszcze w brzuchu. A to, które jakimś cudem przerwało i wyszło na świat nie jest ze mną szczęśliwe. Wiem, że to głupie i nie powinnam tak myśleć, ale niestety tak jest.
Więc zalewam się łzami a Mąż jeszcze mi dowala powtarzając tylko: nie płacz i nie wymyślaj, i jak zwykle, ostatecznie to on jest obrażony i pokrzywdzony... Super wsparcie, co? Teraz poszedł z Młodym do teściowej. Wrócił po chwili sam, myślałam że będzie chciał na spokojnie pogadać, a jak tylko zaczęły lecieć mi łzy to znów się zdenerwował i poszedł sobie. No po prostu rewelacja. I znów muszę sobie radzić sama.

Chciałam pójść do psychologa, nawet się zapisałam. Po czym dostałam telefon, że termin nieaktualny i na razie nie ma innego. Nawet to mi nie wychodzi.

Zapetlam się, wiem że to bez sensu, że powinnam wziąć się w garść, uśmiechnąć i zrobić to co zaplanowałam, ale już tak bardzo brakuje mi sił.

magnolia86 Starania o nasze malenstwo 12 września 2013, 14:10

Czekam.... Nie robie testu! Do jutra dam rade.
Czemu temp idzie w dol? Niech wraca na gore!!!

W niedziele lecimy na urlop, nareszcie ;)) ciesze sie na odpoczynek i troche odskoczni od starania.
I przez tydzien nie bede myslec, taki mam plan ;) ponoc jak sie nie mysli to jest latwiej!
Gorzej jak pojade okresowa :/ yhhh! Jednak musi byc ciaza! Prosze!!
Nie przestaje myslec, to juz nie jest normalne- wez sie dziewczyno za siebie!!

I nerwy mam straszne dzis! Yhh chce do domu! W pracy i tak nie jestem wydajna ;/

Witajcie Muszę opowiedzieć Wam coś co ścisnęło mnie za serce pewnie jak każda matkę
Stoję przed poczekalnią w Laboratorium a dokładniej na korytarzu. Z zaciekawieniem spojrzałam na zegarek dokładnie była 7:20 I po chwili słyszę ( łe łe łe )
Szybko wyszłam na dwór :):):) bo nie mogłam sobie odpuścić skąd taki intensywny piękny płacz. Spojrzałam na okno porodówki było światło okno uchylone jakieś rozmowy.... i to właśnie z tego okna leciała ta piękna melodia płaczu świeżo narodzonego dziecka :):) oczywiście nie odbyło się bez łez w oczach nie lubię moich ( buzujących hormonów ) jak ja się nie mogę doczekać mojego malusieńkiego Skarbka

Witajcie Muszę opowiedzieć Wam coś co ścisnęło mnie za serce pewnie jak każda matkę
Stoję przed poczekalnią w Laboratorium a dokładniej na korytarzu. Z zaciekawieniem spojrzałam na zegarek dokładnie była 7:20 I po chwili słyszę ( łe łe łe )
Szybko wyszłam na dwór :):):) bo nie mogłam sobie odpuścić skąd taki intensywny piękny płacz. Spojrzałam na okno porodówki było światło okno uchylone jakieś rozmowy.... i to właśnie z tego okna leciała ta piękna melodia płaczu świeżo narodzonego dziecka :):) oczywiście nie odbyło się bez łez w oczach nie lubię moich ( buzujących hormonów ) jak ja się nie mogę doczekać mojego malusieńkiego Skarbka

Bajka jak na karuzeli... : ) 12 września 2013, 14:39

zaczyna mnie łapać jakieś przeziębienie bo gardło daje się we znaki i ogólne osłabienie, niestety jesień wisi w powietrzu i powoli się przyzwyczajam.

Marzy mi się jesienna wyprawa w góry, akurat jesień w górach to ja uwielbiam najbardziej, malownicze krajobrazy, skały, wysokość, przestrzeń,zapach powietrza, adrenalina i kojące zmęczenie :D ach rozmarzyłam się... a, że razem z m. kochamy góry - bo to nas połączyło (zdobylismy mnóstwo szczytów w kraju i nie tylko)to może uda mi sie go namówić na taki weekendowy wypad... choć narazie masa spraw w tym kolejna obrona mgr, mnóstwo szkoleń i obowiązków w pracy i odczuwam w kościach takie małe zmęczenie materiału no ale jak już zaczęłam to skończę :)

Zrobię sobie herbatkę z sokiem z malin - taką mieszankę rozgrzewającą bo dziś od samego rana mi zimno i zamierzam cały wieczór spędzić pod kocem z m. i poświęcić czas ulubionym serialom w tym momencie jestem na etapie el. barco, (statek) polecam :)
Życzę Wam dużo dużo zdrowia... łapmy wiruski ale tylko te kropkowe :)

madzik55 Moje nowe dziecko 12 września 2013, 14:43

Porada dnia
W swojej diecie nie żałuj sobie takich produktów jak: cebula, czosnek, szalotka, szczypiorek i por. Zawierają one antyoksydanty, które pomagają w walce z wolnymi rodnikami. W tradycyjnej medycynie chińskiej są to również produkty, które uważane są za pokarmy „ciepłe”, zwiększające płodność.

No to chyba nie u mnie.U mnie w/w stanowią skuteczny w 100% środek antykoncepcyjny. Mój chłop otóż wykrywa niczym chromatograf najdrobniejsze próby zjedzenia "ciepłych" warzyw.Ba! Choćbym nawet o świcie smażyła cebule lub rozdrabiała czosnek - po powrocie z pracy oświadczy płaczliwym tonem z miną zbitego psa.."aaa..smażyłaś cebulę znowu..?" Mała szklarnia z cebulką też wyemigrowała na balkon..no "bo przecież nie można żyć w takim smrodzie!"
I nie przejdzie żadna wersja - nawet z porem. Mój miły częstuje mnie wtedy nawet w łóżku, jak podkreśla z czystej miłości i troski - miętuskiem. Sam solidarnie też bierze dla siebie.

Z tego co sobie przypominam - nawet moja babcia mówiła mi "Po cebuli to się kuli"..więc tę poradę dnia traktuję jako niewinny żarcik o świcie :)

a więc dzisiaj ostatni dzień @ i mam nadzieję że przez następne miesiące jej nie będzie :) Zaczynamy starania o bejbuuuusia :) Uda się :*

nie było mnie bo ten ból przerażający. W końcu dostałam się do gina badanie wykluczyło że ten ból jest na podłożu ginekologicznym ale ja nie o tym. Po kilku pytaniach gin dowiedział się, że staramy się o dzidziusia. Po badaniu stwierdził, że mam za dużo hormonów męskich. Dziewczyny wyczytałam gdzieś na necie że mogę mieć problemy z zajściem w ciąże a nawet w ogóle nie mieć dzieci. Czy któraś z Was ma coś takiego?? Jestem załamana bo jeśli to prawda to ja nigdy mamą nie zostanę :(

Siedze w pracy nad ksiegowoscia... i skrecam sie z bolu brzucha, okropna @ ;(
dopiero o 19 koncze prace... marze o cieplej zupce, prysznicu i swoim lozku... ale dzien jeszcze dluuugii ;(

Leze sobie w lozku bo jest mi zimno,mam katar i boli gardlo. Zazylam już oscilococinum aby mnie nie rozlozylo bo weekend mam pracować. Od wesela czyli weekendu mam problemy z zoladkiem od czasu do czasu mnie dziwnie pobolewa i mam biegunke!!! Niewiem czy cos mi zaszkodzilo czy sama nie wiem..?Mialam 2 dni wolne i się byczylam. Jestem zafascynowana ta praca ale boje się bo od października mam być na samodzielnym stanowisku. Będę musiala dac sobie rade. Jakby mi się trafila inna lepsza praca to bym z tej zrezygnowala bo zarobki nie najlepsze. Ale co zrobić jak innej na horyzoncie nie widać..
Wczoraj mój ogladal jakiś tam fascynujący dla niego film a mnie się zachciało rozmawiać na temat macierzyństwa. Jak to mnie piersi będą bolały, jak nie będę mogla sobie paznokci pod koniec obcinac, Jak będę się bala na początku cokolwiek robic z dzieckiem. A bron Boze obcinan noworodkowi paznokcie-mój tez się na to nie pisze.. Zauwazylam ze mój się bardziej zna ode mnie. W końcu był przy wychowywaniu swojej siostrzenicy. Już mi zaznaczyl ze będzie mi masowal bolace piersi..Hahaha! Przeciez ja wiem ze ona jest TROSKLIWY I OPIEKUNCZY A DLA NASZEGO DZIECKA TO JUZ NAPEWNO.

dziś w nocy o 2 moja kuzynka urodziła córeczkę .... chodziłyśmy razem w ciąży a dokładniej to Ona zaszła po mnie 3 miesiące.... nie umie się cieszyć jej szczęściem , wiem że to nie sprawiedliwe :( bo Ona niczym nie jest winna mojej tragedii .... no ale nie umie.... jeszcze 1 koleżanka została termin na koniec września i będzie komplet...muszę to przeżyć .....

mychowe W oczekiwaniu:) 12 września 2013, 20:44

6tc1dc
Drugie mdlosci trwajace 2 godziny, moze dlatego, ze wracalam glodna z kursu 120 mil od domu..
Po obiedzie przeszlo..

Tak bym chciala wiedziec czy serduszkojuz bije..

Dziś miałam piekny sen :) Na usg były 2 fasoleczki:) rozmarzyłam się ahhh....;)

dunia1287 Będzie co ma być. 12 września 2013, 21:37

Dziś byłam ponownie u lekarza gdyż ból się strasznie nasilił.Okazało się że jest stan zapalny na nerwie.Wina ucisku przez kręgosłup (dwa lata temu stwierdzono początki zwyrodnienie).Dostałam silne leki przeciwzapalne i przeciwbólowe jednocześnie. Przy okazji znieczula mi rosnący ząb :D A jak to nie pomoże,to wtedy dostane skierowanie do specjalisty.Jestem już pewna że te leki pomogą.

coliberek Działania..działania... 12 września 2013, 22:05

Haa..no i już zaczyna się sieczka w głowie. Niech na @ już przyjdzie a nie mydli mi oczy falszywa nadzieja. No albo niech test jutro będzie POPRAWNY ;) Taaaaaak mnie bolą piersi że szok. Cieeekawe. 7 dni po odstawieniu luteiny. Zwykle, od kilku cykli wstecz dostawalam po max 4 dniach a tu taki ZONK. Pewnie przez to, ze tak się cieszyłam iż przechytrze ciotkę przed wyjazdem a tu jak zwykle ona przechytrza mnie.
Oczywiście już w Google poleciało
" 7 dni po odstawieniu luteiny, brak okresu, test negatywny" hah aaach, już ja lepiej pójdę spać a nie będę nabijać sobie głowę fantazjami. :D

Aaach...tak by było cudownie i milutko...Przewieźć fasoleczkę na wczasy. Mały podróżnik by wyrósł, tak jak tatuś i mamusia.

Chiang Mai Starania i ciąża w Tajlandii... 13 września 2013, 06:30

Zaczęłam 12tc wow!

Wygląda to chyba nieźle - brzuch widoczny :P, mdłości jeszcze są, piesi duże też i latanie do kibelka na siusiu częste. Zero skurczy brzucha i plamień...

Waga 52kg - już za nic nie chce być mniej :P

Optymistycznie myśląc zaczęłam szukać imienia - nadal nic dla chłopca :/ no nic mi się nie podoba zbytnio...

Czytając na forum o imionach poczytałam też o różnych drogach kobiet... Nie każda ma szczęśliwą ciąże - nie chodzi nawet o medyczne aspekty a o brak wsparcia, czy porzucenie przez partnera...

Mam mega szczęście :) Za ile rzeczy jestem codziennie wdzięczna :) Za was też :)

Wysyłam miliony wirusków :) i pozytywnych fluidów tym zafasolkowanym :)
WSZYSTKIE DAMY RADĘ!!!!

No dobra :) Po całym dniu zmagań mamy już wstępne imiona dla chłopca i dziewczynki :)
Aaa z tego wszystkiego zapomniałam wpisać:

dziewczynka: Gaja - będzie jak bogini Ziemi
chłopiec: Olaf - jak dorośnie zostanie Wikingiem :P


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2013, 16:42

Karen Stwarzam Swój Mały Cud 13 września 2013, 07:56

Jak Karen wraca do życia:
Wczoraj na-re-szcie zobaczyłam, jak prezentuje się mój potomek. Pokazał się mamusi (po długich oczekiwaniach w ciasnym i zatłoczonym korytarzu)...Ale od początku:
wymiotowałam wczoraj od 2:00 w nocy do 13:30 popołudniu. Wizytę u ginekologa miałam na 17:00. Ledwo się zwlekłam z łóżka, żeby wyszorować zęby i pozbyć się z ust smaku kwasów żołądkowych i żytniego chleba. Potem wybór stroju: padło na leginsy, które nomen-omen jako jedyne mnie nie cisną pod pępkiem, mimo, że jestem szczuplejsza niż przed ciążą. Przygotowana, wsiadłam z mężem do samochodu i tuż za pierwszym skrętem poczułam, że te 10 km do przychodni będzie jak Rajd Dakar. Na szczęście- dojechałam w jednym kawałku, ale zwalił mnie z nóg ruch na klatce schodowej w przychodni. Dwoje staruszków zatorowało schody, bo mieli problem z wdrapaniem się na nie. Poczułam, że to próba mojej determinacji, więc posłusznie dreptałam za nimi i chociaż pan chciał mnie przepuścić, to pani nie miała najmniejszego zamiaru. Żółwim tempem dotarłam pod gabinet, gdzie już tłoczył się tłum pacjentów, między innymi do kardiologa, dermatologa i neurologa. Potulnie usiadłam pod drzwiami z tabliczką: ginekolog. Położna uprzedziła, że jest lekki poślizg, a mnie zrobiło się niedobrze. Szybko przekalkulowalam, że wymiotowanie przy świadkach nie wyjdzie mi na dobre, więc wyciągnęłam z torby sucharka i pospiesznie go zakąsiłam.
Po godzinie weszłam! Poinformowałam panią doktor, że po ostatnim monitorowaniu owulacji udało się. Ucieszyła się i zaczęła badać. A potem zaprosiła na usg. I gdy tylko na monitorze pokazała się bańka mydlana z małym bąbelkiem w środku od razu wiedziałam, że to moje pierworodne! Doktor potwierdziła istnienie potomka, wskazując na główkę, rączki, brzuszek i nóżki i powiększając dla mojej lepszej świadomości bijące serduszko.
Z miejsca uznałam, że to najpiękniejsze serduszko, jakie kiedykolwiek w życiu widziałam i zakochałam się w jego posiadaczu jeszcze bardziej...
Potem formalności, karta ciąży, zwolnienie lekarskie, zalecenia i masa moich obaw, które w mig zostały rozwiane. Mogę na ten przykład pić jedną kawę dziennie i na bóle głowy brać paracetamol. Na mdłości doraźnie Torecan w czopkach.

Teraz już mogę poinformować cały świat, że jestem w ciąży i wszystko jest w porządku. Jestem najszczęśliwszą osoba pod słońcem!


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2013, 07:59

Chang Mai mi wystarczy, że jesteście, że nie krytykujecie, że zawsze można liczyć na dobre słowo. I to wystarczy :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)