Kat_ Moja droga do Szczęścia 17 sierpnia 2018, 23:05

Z lampką biełego wina (na odwagę!) zaczynam swoją przygodę z pisaniem.

Dziś, po przeczytaniu kilku pamiętników staraczek, które przeszły na fioletową stronę mocy i urodziły zdrowe dzidziulki, natchnęło mnie na przelanie tutaj swoich myśli, emocji i przeżyć. Poczułam, że właśnie TERAZ chcę spisać wszystko, co mnie trapi. Nazwać targające mną uczucia, wyrzucić z siebie żal... Stworzyć opowieść mojej własnej walki o szczęście. A jeśli się uda je dorwać - podzielić się z innymi swoją historią, która da nadzieję na upragnione, szczęśliwe zakończenie.

Myślę, że pamiętnik jest świetną formą ‘oczyszczenia’ duszy. Pozwala na zawsze zachować ulotne chwile oraz zacierające się wspomnienia...

Także, ekhm... Witajcie :)

W tym roku, a dokładniej w październiku, kończę 30 lat. Od 3 lat żyję w szczęśliwym związku z najcudowwniejszym facetem jakiego znam. Jedyne czego nam brakuje... Znacie odpowiedź :)


Decyzję o tym, że chcemy dzidzi, podjęliśmy w zeszłym roku po wakacjach. Moim marzeniem było urodzić przed 30tką.

Niestety plany w pierwszej kolejności pokrzyżowała moja antybiotykowa terapia na problemy skórne. Dermatolog zaleciła odczekać 3 miesiące po odstawieniu leków, zanim zaczniemy starania.

Ok. Do ogarnięcia.

Jakiś miesiąc po tej decyzji, podczas mycia się pod prysznicem, wyczułam w prawej piersi twardego guzka. Fuck. Na drugi dzień ginekolog, na następny usg. Diagnoza: gruczolakowłókniak. Niewielkie szanse na to, że nowotwór będzie złośliwy, niemniej jednak dostałam skierowanie na onkologię w celu dalszych badań i ewentualnego wycięcia. Do stycznia żyłam w strachu, jeździłam do szpitala na badania, skierowali mnie na biopsję gruboigłową, ale ostatecznie, jak już leżałam przed zabiegiem na łóżku, stwierdzili, że jednak wyślą mnie na rezonans. Wyniki ok, nie ma zmian zapalnych - coś tam jest, ale nie wymaga na ten moment żadnych zabiegów.
Ufff! Możemy działać! :)


W lutym rozpoczęliśmy starania.

Udało nam się w 2 cs!!!! Dzień przed @ (3t4d) ujrzałam dwie kreski. W tym samym dniu pobiegłam na betę. Wynik: 134,5 mlU/ml!

Radość rozsadzała mnie od środka. Nie mogłam się doczekać momentu, kiedy powiem o tym mojemu M. Jak tylko dotarłam do domu, rzuciłam mu się na szyję, łzy lały mi się po twarzy strumieniami... Ogłosiłam w końcu cudowną nowinę. Cieszył się ogromnie!

Niestety nasze szczęście nie trwało długo. W 6 tyg podczas usg dowiedziałam się, że pęcherzyk jest za mały. Że na tym etapie powinno już być widać zarodek i serduszko. Puste jajo płodowe. Moja gin kazała mi się nastawić na samoistne poronienie, gdyż w tak wczesnej ciąży organizm zazwyczaj sam się oczyszcza. To była środa. Poprosiłam od razu o zwolnienie lekarskie na 2 dni, żeby to sobie poukładać w głowie. Dwa dni przepłakałam. W piątek pojechaliśmy na weekend do rodziców M, a na następny dzień do moich dziadków na wieś, gdzie zjechała się moja najbliższa rodzinka. Powiedzieliśmy im o ciąży i o tym, że raczej na dniach się ona zakończy. Nie chciałam tego w sobie tłumić, a wiem, że na tych, którzy akurat byli obecni, mogę liczyć w każdym momencie. W niedzielę, przed powrotem do domu, na bieliźnie pojawiła się strużka krwi. W domu o dziwo nie zalała mnie krew, ale za to wyleciał ze mnie pęcherzyk (!). Na drugi dzień skrzepy, a właściwie rzeka, L4 na 2 tyg. Przez cały ten czas silnie krwawiłam, leżałam w łóżku jak trup. W międzyczasie gin przepisała cyclonamine na zatrzymanie tego wodospadu. Minęło, ale rana w sercu pozostała...

Oficjalnie, po konsultacjach z dwoma ginami, wróciliśmy do starań po pierwszym cyklu.

Jeden namawiał do odczekania 3 cykli, a moja gin do pójścia na całość po pierwszym.

Jednak dopiero w trzecim coś zaskoczyło. Czułam, że coś się święci, (chociaż w sumie w każdym cyklu doszukuję się objawów, hehe, taka już nasza natura).

Z testem postanowiłam jednak poczekać co najmniej do jednego dnia (no ok - do dwóch) przed @.

Niestety na 3 dni przed planowanym @ w nocy dopadło mnie okrutne zatrucie pokarmowe. Rzygałam niemal bez przerwy przez 4 godziny. Chciałam umrzeć z wyczerpania, łeb mi pękał, nie mogłam nawet przyjąć żadnej tabletki przeciwbólowej, żadnej smecty ani nawet łyka wody. Po tej akcji udało mi się zasnąć aż na 1,5 h. Budzę się i od razu biegunka. Później gorączka. Popołudniu lekarz, zakaz jedzenia. Na drugi dzień mogłam spróbować sucharów + gotowanych ziemniaków Strasznie chciałam żebny okazało się, że jednak nie jestemn w ciąży, bo po takim zatruciu umarłabym ze stresu, że fasolce może się coś stać.

Ale los miał dla mnie inny plan. Rano zrobiłam test. Cień cienia. Pomyślałam, że kreska byłaby na pewno mocniejsza, gdyby nie to, że jestem na maxa odwodniona i pewnie hcg w moczu niebardzo się potrafi w takim przypadku skumulować (?).

Przez kolejne 2 dni test nadal z cieniem cienia. Już czułam w kościach, że coś jest nie tak. Pojechałam na betę. Wynik 4.68 mlU/ml. Na pograniczu ciąży. @ się wtedy spóźniał 2 dni, więc niemożliwe, żeby beta miała ruszyć w górę. Zapewne już spadała w dół.

Dwa dni później lekkie różowe plamienie i niespodziewany, kurewski ból, jak przy pierwszym poronieniu. Akurat byliśmy u teściów... Łykałam paracetamol jeden za drugim i dopiero po godzinie byłam w stanie zwlec się z łóżka.

Przez kolejne dni skrzepy. Dziś już końcówka. Jutro nie powinno być fizycznie śladu po tej przygodzie.

Gin potwierdziła, że to ciąża biochemiczna. Namawia, abym wstrzymała się jeszcze z badaniami hormonalnymi i genetycznymi. Powiedziała, że wie jak to brzmi po poronieniach, kiedy ktoś mówi "dajcie sobie jeszcze jedną szansę", ale w moim przypadku były to wczesne poronienia, więc uważa, że na podstawie tych badań, które do tej pory zrobiłam, mamy duzą szansę na szczęśliwe zakończenie. Zaleciła acard + kazała jeszcze zrobić badania pod kątem hashimoto, mimo, że wcześniejsze badania tsh były w normie. Dziś otrzymałam wyniki: pod tym kątem ok.
I nie wyklucza, że to moje zatrucie pokarmowe z 4 godzinnymi torsjami mogło mieć wpływ na zakończenie ciąży. Zarodek mógł się właśnie zagnieżdżać...
Za miesiac mam powtórzyć badanie na toksoplazmozę, jak tylko organizm całkiem wróci do normy.
Ufam jej, więc mam nadzieję, że obędzie się bez dodatkowych badań. Dochodzi u nas do zapłodnienia, więc nie jest tak całkiem źle :)

Psychicznie jest zdecydowanie lepiej niż po pierwszym poronieniu. Taką ciążę biochemiczną można traktować jak silniejszy okres, więc trzeba sobie to poukładać w głowie, wziąć się w garść i wracać do życia.

Kończę właśnie drugą lampkę wina. Nie powiem, zaczyna mi już szumieć w głowie :)

Od jutra wracamy do trzeciej próby staranek.
Trzymajcie mocno kciuki!
W końcu do trzech razy sztuka? :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 sierpnia 2018, 00:05

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 16 sierpnia 2018, 23:07

Dzień 7 Nowej przygody.

Wykres szaleje. 20 dc a ja wciąż nie wiem czy owu była czy nie. Brzuch boli okresowo już.
Dzisiaj zrobiłam interwały i tyle- w niedzielę o 11 startuję w biegu o zdrowie na 10.5 km.:oo później luzuję trochę ;)

Wróciłam do szycia bez spìny i to mi póki co służy.

Jutro jadę na badania tsh,morfologia,estradiol i progesteron. Zobaczymy co tam słychać.

37+0
Witam się po długiej nieobecności. Jeszcze tylko 3 tyg i zobaczymy naszego synka ❤ Pracowałam do 32 tyg ciazy, więc teraz trochę leniuchuje. Czuje się dobrze chociaż bardziej zmęczona jestem w tej ciazy, przytylam na razie 7 kg, co jest szokiem dla mnie ponieważ z Olkiem było to az 17 kg. Ale ta ciaze zaczynalam z wieksza waga startowa i to pewnie dlatego.
Od 32 tyg ciazy jeżdżę dwa razy w tyg do położnej na mierzenie ciśnienia i sprawdzanie czy nie pojawia się bialko w moczu. To że względu na historię poprzedniej ciazy, gdzie miałam pod koniec wysokie ciśnienie, bialko w moczu wiec wywoływali mi porod. Myślałam, że w tej ciazy mnie to ominie, ale niestety dziś na wizycie miałam 140/92 niby nie jakoś dużo, ale położna skierowała mnie do szpitala. W szpitalu miałam 138/98 pobrali mi krew, mocz i będą mi sprawdzać co 4 godz ciśnienie. Więc muszę na noc zostać. Dali mi tabletki na obniżenie. W Poniedziałek mam mieć scan, synek zawsze był w górnej skali jeżeli chodzi o wielkość, a teraz chyba trochę zwolnił. Chcą więc się upewnić, że wszystko u niego dobrze. Mam nadzieję, że jutro mnie wypuszcza do domu


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2018, 00:04

kamila123 Nadzieja umiera ostatnia 17 sierpnia 2018, 04:21

30dc
Po hycosy przestałam mieć bolesne miesiączki. Teraz już sama nie wiem czy idzie czy nie idzie. Cmi ale to nie ten ból ci był kiedyś. Pamietam ze cały paracetamol mi szedł w pierwszych dniach a teraz od trzech miesięcy nie wzięłam ani jednej tabletki przeciwbólowej . Jeden plus tego testu, bo ciąży po nim brak chociaż wszystko jest wyszło ze jest ok.
Małpy nadal nie ma chociaż czuje ze idzie:-( test zrobiony rano jak wróciłam z pracy i był negatywny


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2018, 16:56

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 17 sierpnia 2018, 05:12

Moje dziecko od kilku dni ma straszny tradzik. Polozna kazała "nie ruszac, samo zejdzie" ale zaczelam sie niepokoic bo wysyp wygląda naprawdę paskudnie i rozprzestrzenia sie na piersi i ramiona. Oby nie byla to alergia! Tesciowa zabrała nas do zaprzyjaznionej lekarki. Diagnoza: tradzik niemowlecy, zejdzie samo... Polecila dermokosmetyki do pielęgnacji i dala recepte na masc ze sterydami (ostatecznosc, jesli zmiany zaczna się "paprac"). Zważyla Emila i super tyje, ksiazkowo! Cycki dają rade, jestem z nuch dumna;o) Zrobila mu tez usg głowy (balam sie!) ale wszystko ok. Zalecila mini masażyku stóp i dłoni, bo ma lekkie sklonnosci do przykurczania. No i wywijajac dzieckiem zaprezentowala najnowsze trendy w trzymaniu/noszeniu niemowlat (btw w srode Emil skonczyl miesiac). Nie do powtórzenia w domu, moim zdaniem... No ja prostu nie mam takiej wprawy...

11dc, 15cs
Zapisałam nas do kliniki leczenia niepłodności Invicta, bo myślę, że nie uda nam się bez pomocy medycznej. Nie mam już siły czekać na naturalny cud. Powoli oswajam się z myślą, że czeka nas in vitro.
Za tydzień robimy podstawowy panel badań + nasienie, żeby już na wizytę pójść z najświeższymi badaniami.
Wszystkie moje badania mają już ponad pół roku więc powiedzmy straciły swą aktualność, plus wiem, że Invicta chce mieć badania ze swojego laboratorium.
Ostatnio 'dzieciata' przyjaciółka zapytała się mnie, czy zaczynam myśleć o adopcji bądź sytuacji, w której nie uda nam się mieć dzieci.. Jeszcze przed in vitro takie pytania? Boże, ktoś kto nie doświadczył niepłodności, nie wie co mówi.

Dzień ósmy. 7dpt. Od 5 dni prawdopodobnie blastki. 26/27 dc.
Najgorsze przede mną.
Pojawił się ten goopi śluz zupełnie jak w marcu:(
Cera się poprawiła, brzuch nie boli, syski też nie.
:(

Pinka. Piąty transfer 17 sierpnia 2018, 10:07

18 dc

No jest problem. Zaparcia ciag dalszy. Nie dziala juz nawet Xenna, maz pojechal do apteki po cos mocniejszego. Wzielam dopiero 2 tabletki dostinex (drugi tydzien) a tu taki problem. Brzuch mam wzdety, duzy, boje sie cokolwiek jesc.

Nie wiem co robic. Jesli po tych lekach zajde w ciaze to bede sie dalej meczyc, a jesli nie? Czytalam ze po dwoch tygodniach skutki uboczne znikaja. Mam nadzieje ze sie to sprawdzi.

Podobno wiele kobiet ma nudnosci, zawroty glowy ale nie zaparcia! Nosz ja pierdziele. Na szczescie jestem po owulacji, jak tu sie kochac w takiej sytuacji?

:(

PatuŚ Czekając na dwie kreski :) 17 sierpnia 2018, 11:04

Witajcie kochane :*

34 dc @ nadal brak A test negatywny...
Brak mi już sił...

wiosa Pragnienie drugiego dziecka 17 sierpnia 2018, 11:41

Chwilę mnie nie było...

Niestety w ciążę nadal nie zaszlam :( właśnie kończy się kolejny okres..

Tym samym zaczynamy 12 cs. Nie sądziłam że w 2 ciążę będzie trudniej zajść. Jeśli tym razem się nie uda , zaczynamy się badać z mężem..
Czy może ktoś się orientuje lub miał taką sytuację że np mężowi pogorszyło się nasienie i to była przyczyna jeśli chodzi o kolejne ciąże? Bo nie wiem od kogo zaczynać diagnostyke jeśli znów się nie uda..

Ale tak szczerze to boję się zaczynać jakiekolwiek badania, boję się że coś wyjdzie i w ogole...

Nie wiem co robić, mija przysłowiowy rok..

Marti... Goniąc czas 17 sierpnia 2018, 11:44

dzis po raz pierwszy Ola "zmusila" druga raczek do zlapania tej samej zabawki, ktroa trzyma pierwsza raczka. powtorzyla dwa razy. moze faktycznie to nie przypadek, tylko kolejny skok rozwojowy, bo wczoraj byla marudna i malo spala za dnia, dzis tez jest podobnie. a spala jak zabita w nocy. juz tak sie zdarzalo przy poprzednich skokach. .. w koncu 12 tydz nam wczoraj minal :) za 6 dni wybija nam 3 miesiace :)

ja dzis po porannym spacerze z dziewczynami (Ola i pies) poszlam za ciosem i zrobilam trening kardio. troche lepiej niz wczoraj, ale zakwasy dokuczaja, wiec nie bylo latwiej :D

odpowiadajac na pytania dlaczego Ola ma byc jedynaczka, zaznacze, ze nie chce byc tu linczowana. wiem jak cudowne jest mnozenie milosci i posiadanie kolejnyc slodziakow, ale nie w naszym przypadku. mozecie nas nazwac egoistami, ale prawda jest taka, ze musimy myslec tez o swoje wygodzie. wiedzialam, ze posiadanie dziecka wiaze sie z wyrzeczeniami. i nie mam z tym prblemu, ale z jednym dzieckiem jest po prostu docelowo mega latwiej. to powiedza wszyscy posiadacze wiecej niz jednego dziecka. bo od nich te informacje zreszta mam. jestesmy w Warszawie zupelnie sami, nasza cala rodzina jest w Lodzi. do tej pory NIKT mi nie pomogl przy dziecku, wiec zakladam ze przy drugim sytuacja sie powtorzy. mielismy tylko odwiedziny zapoznajace. i tyle. nikt nawet nie zapyta czy moze nam zdalnie pomoc. jak sie ma dwoje dzieci w wieku przedszkolno/zlobkowym nie jest latwiej, bo dochodza choroby. najpierw jedno, potem drugie. racowac trzeba, zlobek odmawia opieky, rodziny do pomocy brak.... przy jednym jest latwiej.Ola jest przekochanym, nieplaczacym i smiejacym sie dzieckiem, tylko, ze nie licze na powtorke z wygranej w totka, zaloze sie, ze nasze drugie dziecko byloby hajnidem. do tego mam psa. juz teraz widze sytuacje, w ktorcyh byloby mi latwiej gdyby psa nie bylo. to samo bedzie z drugim dzieckiem na bank.
do tego mamy zle doswiadczenia oboje z mezem i rodzenstwem. on ma brata starszego 7 lat, ja mam brata mlodszego 7 lat. w zadnym z tych ukladow nie utrzymujemy kontaktow poza skladaniem sobie zyczen na swieta. a tak non stop odczuwalna rywalizacja, ktorej nienawidzimy i udowadnianie kto jest lepszy. rodzice tez dobrego przykladu nam nie daja z rodzenstwem. moja mama z bratem sie nienawidza (to ja utrzymuje z wujkiem kontakt i traktuje go jak brata, bo starszy ode mnie o 10 lat tylko), to samo u mojego taty. brcia wbijajacy sobie noze w plecy. u mojego meza ojciec ma 5cioro rodzenstwa, z czego polowa ze soba nie gada. tylko jego mama ma siostre blizniaczke, z ktora sie trzymaja ponad swiat.
ja nie chce takiego zycia dla swoich dzieci. moze jakies spaczone nienawiscia geny mamy. lepiej, zeby bylo jedno, a szczesliwe.
logistycznie latwiej, mentalnie, obowiazkowo... moze i jestesmy egoistami, ale szczesliwi rodzice to szczesliwe dzieci. moze kazdy swoje szczescie zaspokaja i tworzy inaczej. dla nas wydaje sie taka decyzja optymalnym rozwiazaniem. i prosze mnie nie linczowac tutaj. to moj pamietnik :)

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 18 sierpnia 2018, 06:01

Diagnoza - depresja poporodowa. Od dziś zaczynam brać leki.

magda.g85 rozbawiając Boga 7 września 2018, 09:02

przyszła @. może to i lepiej, skoro i tak miało nic nie być ze starań w tym cyklu. przynajmniej w dzień wylotu na wakacje będę już miała spokój :D

Do Hematologa ledwo się dowlokłam ale z trudem.Fum był ze mną i dobrze bo nie wiem jak bym sama doszła.
Doktorka bardzo miła pani,wypytała o wszystko, zbadała,pooglądała wyniki,stertę badan zapisała.
Powiedziała,że jak się boję zastrzyków z żelaza to może mi przepisać wlewy do żyły bo to nie daje takich skutków ubocznych.Tylko taki problem,ze trzeba to podawać w szpitalu.Teraz jestem w trakcie załatwiania tego a nie jest łatwo.
Dzielnie walczę z obserwacjami,jestem na etapie przyklejania białych dzidziusiów bo widzę płodny śluz,zobaczymy co dalej.W przyszły wtorek jadę do instruktorki.

Melba, Ty chodzisz do Mirki Szymaniak czy do innej instruktorki?
Ja do Hematologa chodzę do niejakiej profesor Zawilskiej,probowałam kiedyś na nfz ale to byla porażka to teraz chodzę prywatnie.
Zobaczymy co będzie dalej.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 17 sierpnia 2018, 12:19

Usg glowy, brzuszka robia dziecku standardowo w szpitalu i ta lekarka ot tak sobie powtorzyla. Mojej koleżanki córeczka urodzila się np z cysta, ktora trzeba monitorować... Dzieki za rady o rozowym proszku, kupie, ale w gdansku, zeby tesciowej nie drażnić, ze niby "wiem lepiej" hehe. Serce mi peka jak widzę ten krosciaty ryjek. A ja... Hm. Wygladam niewiele lepiej. Musze o siebie zadbać i ogarnąć sie tak aby szybko i bez wysilku wygladac dobrze. Przez cycki i brzuszek mam problem z ciuchami i chodze, brzydko mowiac, w byle czym. Nie chce kupować nowej garderoby, licze ze szybko wskocze e stare ciuchy, ale czy na pewno? Przy tym apetycie... Hmmm

Macy Czekajac na szczescie 17 sierpnia 2018, 12:31

9tydz6dz

Nie chcialam wiecej stosowac tych kreow ze sterydami i wybralam sie na prywatna wizyte u polskiego dermatologa. Pani doktor polecila mi Bepanthen, ale powiedziala ze ciezko bedzie odstawic te sterydy ze to moze potrwac. Ale po 2-3 dniach stosowania tego kremu 90 % objawoj zniknelo, bylam w szoku , nie spodziewalam sie az takich efektow. Zostalo lekkie zaczerwienienie na policzkach, raz bardzej raz mniej, ale nadal smaruje 2 razy dziennie. Najepsze jest to ze od tamtej pory nie wrocilam do sterydow:)


2 tyg temu w niedziele (9ty tydz) przez tel poinformowalam najblizsza rodzine, bardzo sie cieszyli i byli wzruszeni, nastepnego dnia powiedzialam w pracy. Chialam zeby juz wiedzieli i rozumieli jak bede sie zle czuc czy po prostu nie przyjde do pracy.
A ogolnie to caly czas mam mdlosci, jestem caly czas glodna, mecza mnie dojazdy do pracy, nie moge wysiedziec w pracy nawet jak nie jestem bardzo busy.

We wtorek (14.08) mialam pierwsze spotkanie z polazna, glowie to papierologia, pobrala mi krew i wziela mocz do badania. Zglosila mnie do szpitala i wczoraj juz mi przyszedl list z data USG na 4.09.

Dzisiaj mam wolne, w sumie to mielismy zaczac urlop, ale wolne i tak mialam wpisane to wzielam bo stwierdzilam ze nie wysiedze.






Dzisiaj czytałam trochę o chorobie gravesa basedowa która jest przy nadczynności a raczej powinnam napisać, że nadczynność przy tej chorobie Gravesa Basedowa. Wychodzi na to, że to mam bo może być początkowo bez objawów. Ja pierdole... z takim gównem już pewnie nigdy nie zajdę. Wszędzie piszą, że to mogło mi wyjść przez stres... Czyli wychodzi na to, że wykończyli mnie lekarze. Bo to wizyty lekarskie podczas których traktowano mnie jak śmiecia powodowały u mnie depresję i płacz...

Dopiero przed 18.09 będę powtarzać badania czy mi leki pomogły a do tego czasu wciąż muszę żyć w niepewności. :( Nie dość, że jestem chora co wciąż do mnie nie dociera, to będę chora przez całe życie i jeszcze jestem niepłodna, mój mąż ma słabe wyniki i nic mi się nie układa w życiu, wręcz przeciwnie wszystko się sypie. :(

Nie ma tu nikogo na forum co by miał ta pieprzoną chorobę :( przeraża mnie to. Ponoć trzeba wyeliminować nabiał, gluten... ja nie potrafię tak żyć... uwielbiam jeść i uwielbiałam to, że zawsze mogłam jeść co mi się tylko podoba. Nigdy to nie wpływało na moją figurę ani moje samopoczucie.

Marti... Goniąc czas 17 sierpnia 2018, 19:23

bylysmy na szczepieniu rota.

Wczoraj Ola skonczyla 12 tygodni.
dzis wazy 6320
mierzy 62

wow! no idzie dziewucha w gore :)

ale ja nie o tym.
mialam dzis jeden z piekniejszych momentow macierzynstwa.
Gdy Pani doktor ja mierzyla itd, Ola sie sie stresowala i napinala. wystarczylo ze zaczelam do niej mowic, a ona w smiech. u pielegniarek na rekach po szczepieniu zaczela sie lekko denerwowac. wiec wzielam ja na swoje rece, a Ola zmiana o 180 stopni. spokoj ducha.

Ona wie, ze ja jestem jej.. ona juz wie. Ola jest moja, tylko moja, a ja jej. cale dla siebie jestesmy. i tylko dla siebie. ona nie da sie "sprzedac za cukierka" ... ona juz wie!!!!!! cos pieknego <3

18 DC

2 dni temu wróciłam do praktyki jogi, po dłuższej przerwie. Przez to wszystko nie umiałam się za nic wziąć ani do niczego zmobilizować. Dzisiaj już jestem po trzeciej praktyce i... po kazdej praktyce jestem szczesliwa. Zapomnialam jak cudowna jest joga i ile potrafi wnieść do samopoczucia. Powiem sZczerze, ze wisi mi totalnie jak wyglada moje cialo. Czy brzuch jest troche wystajacy caly czas po ciazy. Ale samopoczucie, juz dawno nie czulam sie tak szczesliwa. Joga witaj moja stara przyjaciolko i zostań na dłużej <3 <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 sierpnia 2018, 21:39

Hej ten wpis miał być wczoraj ale jakoś nie miałam weny pisać. Wczoraj miałam urodziny skończyłam 28 lat i tak siedzę i myślę że może jakieś podsumowani? widzę że z roku na rok mam coraz więcej mam pięknego ślicznego zdrowego syna który się uśmiecha jest naszym największym szczęściem mam męża który mnie kocha ponad wszystko chociaż też mnie zawsze było łatwo i lekko kolejne marzeń zaczynają być realizowana zaczynamy budowę domu. Także myślę że te lata nie poszły na marne bo jak dąrzy się do spełniania marzeń to chyba o to chodzi prawda? Przeczytałam wpis z tamtego roku też z datą 17 sierpnia poprzedni urodziny były najpiękniejsze ponieważ wiedziałam że pod serduszkiem Mam zdrowe dziecko, wtedy Jeszcze dokładnie nie było wiadomo ale ja to czułam że wszystko będzie dobrze a teraz leży koło mnie moje ponad 7 kg szczęścia na mnie zostało po tym szczęściu jeszcze 6 kg hehe i czuje się naprawdę szczęśliwa

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)