62 dzień cyklu. Brak @. Temperatura podskoczyła do 37,17. Nie mogłam coś w nocy spać.
39+3
Termin już tak blisko. Stres zjada. Po ostatniej wizycie maluszek waży już 3700g czyli klocek. Szyjka nadal wysoko, ale jest 1,5cm rozwarcia. Skurcze wieczorami silne, ale ja wiem cały czas, że to jeszcze nie to. Czekam już na ten dzień. Jak nie urodzę do przyszłego poniedziałku to do szpitala. Bardzo się tego boję, bo nie chcę indukowanego porodu, więc robię wszystko żeby urodzić. W granicach rozsądku oczywiście. Synka dziś zaprowadziłam do przedszkola, wiec cieszę się jeszcze kilkudniowym spokojem. To tyle z nowości u nas. Godzina zero zbliża się wielkimi krokami...
Wyniki z soboty, 48h po ostatnim badaniu.
Beta 53,55 u/l
Progesteron 22,42 mmol/l
Chyba dobrze co?
Beta z czwartku 22,39
Bardzo miły weekend! W sobotę Łosice, a potem leniwe popołudnie na trawniku przed chatą znajomej. Wieczorem ognisko, Wit wniebowzięty. Machnął dłuższą drzemkę, więc wieczorem ganiał ile się dało. W niedzielę pojechaliśmy całą bandą do Korczewa, przytknęliśmy łapki do kamienia mocy (wypowiadając w myślach życzenia), spacerek po parku, zwiedzanie remontowanego (od 20 lat!) dworku/pałacu i wreszcie obiadek. Wit wcinał aż miło i zmęczony zasnął w aucie. Na drodze spory ruch, ale powrót sprawny.
Dziś pierwszy dzień Witka w przedszkolu - taki oficjalny. Mąż wziął jeszcze jeden dzień urlopu ("Cieszę się, że zostałem. No już drugi raz nie pójdzie pierwszy raz do przedszkola."). Czas chorowania był trudny, ale wszystko wraca do normy. Mąż bardziej nastawiony na syna - to i syn bardziej nastawiony na tatę. Aż miło patrzeć
Dziś Wit jeszcze na drzemkę nie zostaje, odbieramy go ok. 12:30. Drzemka od jutra lub środy, na spokojnie. A tymczasem - dooo roooboty! Początek miesiąca więc rachuneczki i tysiąc innych spraw do załatwienia. No i na ćwiczenia planuję wreszcie wrócić. Hey ho, let's go!
Wczoraj bylo kiepsko. Niby niedziela, wiec mąż w domu ale... Poszlismy na spacer (tzn maz na trening biegowy, a ja na marsz z wozkiem). Niestety Zwierz rozdarl sie w polowie spaceru, ze niby glodny. Nie dal sie uspic. Musialam biec do auta go nakarmic. Potem do konca dnia mialam kiepski humor. Poplakiwalam po katach teskniac za "dawnym zyciem". Za calodziennymi wyprawami rowerowymi. Za pizza i drinkiem w knajpie, a potem seansem w kinie. Coz... Poszlam spac liczac, ze dzis będzie lepiej (wiecie, prawo "fali", raz lepiej, raz gorzej). I dzis faktycznie spoko. Rano wytlumaczylam piszczacemu Emilowi, ze ide pod prysznic. Moja mama (pewnie slusznie) twierdzi, ze nie moge 24h/dobe sie nad nim "pochylac". Ubralam sie staranniej, zalozylam dlugie kolczyki (zastępują make up). Zwierza tez "odstroilam" i uzylam nowego ślicznego otulacza jako kocyka do wózka. Poszlismy po sprawunki. Zaczal ryczec, wróciliśmy na chwile do domu na cyca i znów na dwor. Umowilan się na manicure w galerii, na przyszly tydz. Niestety terminy tylko do południa czyli musze isc z synem. Oby mi pozwolil zrobic tego manixa:o) teraz usunął a ja siadam na ławce przejrzec nowy katalog z ikea.
No to jak to było 
W piątek 31.08.2018 r. ostatni raz wstałam z brzuszkiem. Przygotowaliśmy się i na godz. 10 dojechaliśmy na wizytę do lekarki. W badaniu usg zaniepokoiło ją łożysko i małowodzie. Po badaniu sporo krwi. Wystawiła skierowanie do szpitala z nakazem dojazdu jak najszybciej. Mało tego,skierowała nas do największej fabryki dzieci w mieście,do szpitala klinicznego. Ryczałam jak bóbr całą drogę ze strachu przed porodem,przed tym szpitalem i w ogóle. Mąż zostawił mnie na izbie przyjęć i pojechał odwieźć syna do teściów.
Tak sobie siedziałam i popłakiwałam czekając na swoją kolej. Bałam się bardzo,zaczął boleć mnie brzuch. Gdy wywołano nój numerek,poszłam na badanie. Trafiłam na lekarza,którego znam z pracy. Bardzo miłego ginekologa. Uspokoił mnie,że mam się nie denerwować,że tu wiedzą jak obchodzić się z takimi pacjentkami jak ja,ze będzie dobrze. Na ktg pisały się regularne skurcze. Rozwarcie na 2 cm. Zgodziłam się na masaż szyjki, zobaczyłam gwiazdy,krwawienie mocniejsze. Trafiłam na,salę obserwacji. Z moimi wskazaniami doktor wypisał skierowanie na cięcie. Czekali tylko aż mocniej akcja się rozwinie. Po kolejnym ktg skurcze już silne,kolejny masaż szyjki,masaż brodawek sutkowych,rozwarcia brak. Po 22 decyzja o cc,szybko dzwoniłam do męża, szybko przygotowałam się do przejścia na porodówkę. Na sali porodowej połozne jak anioły przygotowały mnie do operacji,skurcze były coraz silniejsze. Na sali operacyjnej wszyscy mili,żartowaliśmy,trzęsłam się jak osika. Wszystko działo się bardzo szybko. Bach znieczulenie,dziwne uczucie, potem takie szarpanie jak Zosię wyjęli z brzuszka. Usłyszałam jej płacz,pocałowałam w główkę, potem jak nnie zszywali tez dali mi ją do przytulenia. Nazywają ją Calineczka. Jest drobniutka i śliczna jak laleczka. Na sali wybudzeniowej bylismy już razem z Zosią i mężem. Nigdy nie zapomnę tej nocy, tego magicznego nastroju. Mam córeczkę obok siebie całą i zdrową,a w domu czeka na mnie wspaniały pierwszoklasista. Nasze kochane dzieci..
Może jutro już pójdziemy do domku i będziemy wszyscy razem.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 września 2018, 12:14
31.08.2018 poczułam pierwsze ruchy robaczka..przynajmniej tak mi sie wydaje..miło jak codziennie mój syn do mnie puka..dzisiaj idę do swojego lokalnego gina..mam nadzieje ze będzie wszystko ok..
ps. na prenatalnych lekarz powiedział ze mam bardzo nisko łożysko..ciekawe czy moj gin to zauwazy..
10 dpt zrobiłam wieczorem test , negatywny, wiedziałam 😭
Już dawno nie pisała no bo w kwestii starania bez większych zmian było. Raz cykle z CLO raz naturalne taka przeplatanka.. tym razem jesteśmy w trakcie 6sc pp i jest to ostatni cykl z pomocą CLO plus w tym cyklu do łask ma wrócić duphaston. Dziś mam monitoring jest to 12dc i zobaczymy czy jakiś dominujący pęcherzyk się pojawił i mniej więcej kiedy można się spodziewać owulacji. Mam nadzieję, że jeśli do owulacji ma dojść to będzie to najwcześniej jutro bo jeśli owulacja dziś była/będzie a takie jest prawdopodobieństwo jeśli chodzi o sygnały jakie wysyła mi mój organizm to trochę lipa bo ostatnie serducho było w 10dc po południu i nie wiem czy jakiś dzielny pływak przetrwał a z tego co czytałam to najlepiej starać się na 1 dzień przed owulacją bo w dzień owulacji są małe szanse na owocność a dzień po to już wiadomo. Różne źródła podają inaczej co do żywotności komórki jajowej rozbieżność jest spora bo jedni piszą, że do 6h żyje inni że od 12 do 24 a inne źródła szaleją i nawet do 36h podają..a ile w tym prawdy?? pewnie to kwestia indywidualna.. Mam nadzieję, że jak dziś pojawi się odpowiedni dominujący pęcherzyk to że umówię się z lekarzem za jakieś 2/3 dni by potwierdzić przebytą owulację. To Nasz ostatni cykl tak bardzo chciałabym by się udało. Jeśli owulacja będzie na dniach to test wypadałby w Naszą IV rocznicę ślubu. Miałabym piękny prezent dla męża
Tym bardziej, że wczoraj pytałam co by chciał dostać w prezencie a on mi powiedział, że dzidziusia
nie wiem czemu ale aż chciało mi się płakać. A najgorsze jest to, że wiem iż to Nas ostatni cykl ze stymulacją później nie wiem co dalej będzie i powinnam przyłożyć się do starań ale jakoś nie mam ochoty na sex w tym cyklu. Eh...i to dziwne odczucie, że pewnie znowu nic z tego..obym się myliła.
"Wszystkie dzieła Pana są bardzo piękne, a każdy rozkaz Jego w swoim czasie jest wykonany" Syr39,16



[31 dni pozostało...]
PONIEDZIAŁEK
Nie mam za bardzo o czym napisać -> temperatura nadal niska, owulacji nie było i już nie będzie, więc nadchodzi 15 cykl starań, teraz tylko czekać na @. Nie wiem kiedy to minęło. Wcześniej jak dopiero zaczynaliśmy starania i widziałam podpisy u dziewczyn na forum (rok starań, dwa lata starań , trzy itp) to byłam przerażona jak one dają radę tyle czasu... Teraz sama się o tym przekonałam - nie dają, ale co mają zrobić - nadzieja umiera ostatnia jak to mówią. Nie próbujemy - mieć nie będziemy. Póki co stan psychiczny całkiem ok. Nie drażnią mnie maleńkie dzieci, ich widok nie powoduje u mnie już tego ukłucia zazdrości i żalu. Mało tego podchodzę i bawię się z nimi, uśmiecham
jest dobrze. Lepiej niż by się wydawało. Może powoli obojętnieję na to wszystko? Cykl zmarnowany, tyle sie staraliśmy, a mnie nawet nie jest przykro. Jakoś tak mnie to nie ruszyło tym razem. Jestem teraz na tym antybiotyku, dzisiaj rano wzięłam na pusty żołądek - i pokarało mnie, za 40 minut od wzięcia dostałam biegunki, jednocześnie chciało mi się wymiotować i o mało nie zemdlałam tak mi się zaczęło w głowie kręcić! Nie wiedziałam, że te antybiotyki mają takie silne działanie! Nie mogę dojsć do siebie od rana, ale jest już dużo lepiej. Szkoda, że już koniec wakacji... ale dobrze, że jeszcze jest cieplutko
może uda mi sie wyrwać męża we wrzesniu w góry jeszcze raz
Drugi OA. Tutaj przyjął nas facet a z mężczyznami inaczej się rozmawia. Był bardziej konkretny, bardziej to realnie przedstawił. Zrozumiałam, że możemy zacząć (zacząć!) za rok. Zwrócił uwagę na fakt, że adopcja małego dziecka wiąże się z większą niepewnością czy nie wyjdą jakieś choroby lub powikłania ciąży bo nie widać od razu czy dziecko nie ma np. Fas . Nigdy o tym nie pomyślałam. Ale nie wiem czy to ma znaczenie... Biologiczne dziecko też w każdej chwili może zachowywać?!
Trzy lata czekania.
Tamta pani dyrektor nie wspominała, że aż cztery lata. Oczywiście wiem, że różnie to bywa. Poza tym zrozumiałam w pierwszym miejscu, że szybciej coś się dzieje. Że już ok miesiąc po złożeniu dokumentów jest jakieś pierwsze spotkanie.
Generalnie czuję gulę w gardle i w ogóle mi nie jest przyjemnie.
Uczucie jest mega nieprzyjemne. Po prostu nie do zniesienia. Czym to zniwelować?
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 września 2018, 16:03
Nie tutaj miałam pisać po tej wizycie... Ale wiecie co wam powiem? To już zaczyna wyglądać, jak w filmie... Serio. Odesłano mnie do domu, na kolejny tydzień czekania, na pn muszę się umówić na wizytę u swojego lekarza... Zdecydowano o "kontynuacji postępowania wyczekującego" 
Nigdy byście nie zgadły co mam wpisane w rozpoznaniu... obserwacja w kierunku ciąży trojaczej!
Nagle pokazały się trzy pęcherzyki: 1,8; 1,0; 0,8.
Oczywiście nic w nich nie widać.
Porobili mi badania, ale bety nie, za to dostałam zjebę za brak dokumentu o grupie krwi... Ciśnienie 120/80 - jak nigdy! Jakieś CRP = 7,65. Morfologia też zrobiona, ale się nie przyglądam. Hemoglobina 8,50 czyli mniej jak prze ciążą... (zawsze miałam z tym problem)
Zasłabłam przy zakładaniu wenflonu, na prawdę było źle. Pani musiała mnie wodą chlapać i zawiozła mnie wózkiem na łóżko. Drugi raz zrobiło mi się słabo gdy zobaczyłam te trzy pęcherzyki...
Ledwo dotarłam do domu, głodna, zmęczona, zdezorientowana.
Z każdą wizytą u lekarza coraz większy bajzel w głowie.
Całe szczęście L4 na kolejny tydzień...
Wspominałam już, że zwariuję??
4dc
Byłam dzisiaj u innego ginekologa, ta sama śpiewka: klinika niepłodności. Ok, drugi lekarz z rzędu, niech i tak będzie. Przejrzałam ofertę klinik w okolicy i nie zamierzam wydawać takiej kasy na badania, konsultacje i inne duperele. Jak nie uda nam się zajść w ciążę to trudno. Nie stać nas na wydawanie ok. 1200 zł co miesiąc. Trudno niech się dzieje wola nieba...
Zamierzam tylko namówić męża na badanie nasienia i zrobić podstawowe badania hormonów.
Czuję, że w koncu dziś... odpuściłam! I bardzo się z tego cieszę 
dzis bylysmy na gordonkach.
postanowilam jechac tramwajem, bo tak mi wygodniej. bylo wygodniej do czasu, gdy nie musialam przesiasc sie pierwszy raz w zyciu z wozkiem na dworcu centralnym. CO ZA WSTYD! stolica, centrum miasta i zero podjazdow dla wozkow. na jednych schodach rynna dla rowerow, na pozostalych nic.... jak sie przesiasc z dzieckiem i wozkiem na inny kierunek? no masakra jakas. oczywiscie znalezli sie panowie przeuprzejmi aby pomoc, ale zanim dotarlam na miejsce to bylam juz spocona jak swinia. dodajac jeszcze ciagnaca sie za mna chorobe musialam wygladac rewelacyjnie 
a zajecia super. Ola najmlodsza w grupie. wiekszosc dzieci to juz takie 5 miesiecy i wiecej. mozliwe, ze gdyby nie zasnela mi tuz przed wejsciem na zajecia to zostalybysmy dluzej, ale niestety wyszlysmy po 30 min. ale bylo super. jak prowadzaca zaczela spiewac na powitanie, to absolutnie wszystkie maluchy zachowaly sie jak zaczarowane. oniemialy i zaczely sluchac. piekne to bylo. a moja Ola oczywiscie z rozdziawiona buzia ogladala swiat. interesuja ja inne dzieci. jestem bardzo ciekawa jak sie bedzie rozwijac.
za tydzien idziemy na kolejne zajecia
zobaczymy czy wytrzyma pelna godzinke 
z mniej sympatycznych rzeczy. Ola za sprawa noszenia przez moja tesciowa zbyt dlugi czas w trakcie wuzyty zaczela mnie terroryzowac. za kazdym razem jak ja ciut dluzej nosze (np smiejemy sie do lustra itp) zaczyna ryczec przy odkladaniau. moje nieplaczace dziecko ....... juz nie ma go
jest za to Ola wymuszara. staram sie odwracac jej uwage itd. nie chce uczyc jej noszenia. klade sie tez obok niej i przytulamy, bo gdyny chodzilo o bliskosc, to takie przytulasy i mnostwo buziakow powinny zaspokoic jej potrzebe. nie uwazam, ze noszenie to jedyne rozwiazanie. gdyby chociaz w chuscie chciala byc.... ale nie 5-10 min i juz sie niecierpliwi. zatsnawiam sie czy isc na te zajecia z motania kiesoznki w srode, czy sobie darowac, skoro ewidentnie Ola nie pala miloscia. zdecyduje pewnie jutro.
a z pozytywntch rzeczy: Ola juz sie smieje z dzwiekiem. tzn trzeba ja rzsmieszyc i juz wtedy idzie latwo. dzis nakrecalysmy sie przed lustrem jak glupie. marzylam o tej chwili 
teraz czekam na aktywacje gilgotek, zeby ja zagilgotac do posikania ze smiechu
"Nadzieja to paskudna rzecz. Sprawia, że zaczynasz wierzyć."
Carrie Jones – Pragnienie
No i się zaczęło.
Zaczęłam wierzyć, że może @ w piatek nie przyjdzie.
Bolą mnie piersi, podobnie jak przed ciążą. Bardzo bolą.
No chyba, że to hormony po biochemicznej nie potrafią się uspokoić?
Staram się nie nakręcać...
Ale testowanie pewnie zacznę już w środę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 września 2018, 15:59
21 DC, 6 DPO
DETOX 11/30
Niestety trochę się wczoraj złamałam, miałam mega dołka i zjadłam czekoladę, i delicje... wiem wiem bez sensu ale przynajmniej dziś śniadania nie tknęłam... czemu miałam doła? a bo rodzina mnie olewa, zamiast przyjechać w odwiedziny (rodzice, rodzeństwo) to wolą siedzieć i drinkować... ehh no ale dziś już się wzięłam w garść i mam to w du**e !!
Byłam dziś z malutkim na zakupach
złote dziecko prawie 3 godz w nosidełku wytrzymał. Odebrałam paczkę z hippa i kupiłam kilka produktów z rabatem -20%. Ogólnie wydałam dziś jakieś 600 zł! Masakra jakie wszystko drogie. No ale mleko na mc i zapas kaszek dla małego już mam :)plus tankowanie auta, zakupy dla siebie do domu, ubranka na 5/10/15 także trochę nakupiłam.
Synek fajnie się przekręca z brzucha na plecy, jak jednego dnia to się udało mu kilka razy, dziś nie przekręcił się wcale. Rozszerzanie diety idzie nam dobrze. Bo brokule sra kilka razy hehe, dziś mu dałam tylko mm i kaszkę. Jutro mu dam dynię 
Od listopada zaczynamy starania, tzn nie będziemy uważać jak teraz ale nie chcę myśleć i się spinać. Mamy czas najlepiej do marca żeby zaskoczyć, będzie to super pod względem finansowym bo przejdę znowu na l4 i na macierzyński. No ale zobaczymy
U mnie przyszły wyniki badań reszty rzeczy i wyniki według norm są dobre!
Estradiol - 64.66 pg/mL (norma 12.40-233.00)
Prolaktyna - 11.34 ng/mL (norma 4.79-23.30)
Testosteron - 0.47 ng/mL (norma 0.06-0.82)
SHBG - 38.43 nmol/L (norma 26.10-110.00)
Więc tylko ten LH hormon bardzo podwyższony i na górnej granicy hormon FSH. Podniosło mnie to na duchu ale martwię się tym jednym podwyższonym.
W czwartek wizyta u lekarza więc dowiem się co to może oznaczać i jak szybko coś da się zrobić 
Dziewczyny, jak u Was bylo z pierwsza miesiączka po ciąży? U mnie chyba 1 dc..... A myślałam, że przy kpi bedzie pozniej
Jutro wracam do pracy po długim urlopie. Pracuję z dużą ilością kobiet i w ostatnich miesiącach jedna po drugiej zachodzą w ciążę. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku będę mogła dołączyć do tego grona.
Jestem dziś strasznie zmęczona. Nic mi się nie chce, po południu ucięłam sobie 3 godzinną drzemkę. Ale wcześnie dziś wstałam, więc to pewnie dlatego. Nie jestem typem rannego ptaszka. W dodatku te mdłości. Ale to chyba autosugestia. W zeszłym miesiącu też tak miałam. Poza tym dziś dopiero 7 dzień po owulacji, więc chyba za wcześnie na jakiekolwiek objawy. No i piersi. Zrobiły się pełniejsze i zaczęły boleć, ale to może być przed okresem. Niech ten tydzień już się skończy. Nie znoszę tego czasu przed testowaniem.
03.09.2018 - 22 dzień cyklu
Dziś bardzo ważny dzień, zaczęliśmy rok szkolny, wróć ..przedszkolny. Mój mały syneczek właśnie dziś pierwszy raz poszedł do przedszkola. Standardowo, bardziej przeżywała mama, ale syn dał radę. Troszkę płakał, ale póki co chęci są, zeby jutro iść. W domu jednak mega pusto...nie mogłam sobie znaleźć dzisiaj miejsce, co chwile patrzyłam na zegarek, ale udało się. Przeżyliśmy to obydwoje.
Ważny dzień również dla mojej mamy, byłam z nią u lekarza. No i niestety... okazało się, ze mięśniaki wg pani doktor to guz wielkości 12 CM !!!! Od razu dała skierowanie na szpital, bo niestety nie da się nic przez badanie więcej określić. Trzeba zrobićte wszelkie badania w tym markery nowotworowe, żeby wiedzieć co to za guz właściwie. No i usuwany będzie na pewno operacyjnie, bo przy takiej wielkości o innej metodzie nie ma co moówić. Także nie ma dobrych wiadomości, niestety.
Co do owulacji i wykresu...wczoraj pięknie temperatura poszła w górę, ale przez wcześniejsze wstawanie na pewno nie bedzie ona tak wysoka jak w niedziele. Owulacja wg mnie była jakoś w weekend i to chyba piątek/sobota. Teraz pozostaje jedynie czekać, ale mam wrażenie że w tym cyklu nic z tego 
Że nie wstrzeliliśmy się ze staraniami w odpowiedni moment.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.