Dzis duzo lazimy po podworku. Sami lub z koleżanką (akurat jest na zwolnieniu). Spi moj anioleczek. Przebudza sie na jedzonko. Wtedy hop do domu na "przekaske" i przewijke. Lubi jak sie do niego grucha "grrrrru". Robi wtedy wielkie oczy a potem sie cieszy. Slodki jest.
Ech słodkie lato.... czemu tak szybko mijasz....
To było nadzwyczaj cudowne i wyjątkowe
I mimo, że ciepłą jesień też lubię, napawa mnie jakąś nostalgią i wzruszeniem to za latem już tęsknie
A z nadejściem 2 września lato chyba odeszło na dobre....
U nas sporo się działo i rodzinnie i zawodowo i niestety zdrowotnie też...Ale po kolei.
Zmieniłam pracę, nie wiem już po raz który muszę przyzwyczajać się do zmienionych obowiązków, nowych ludzi, nowego miejsca i zwyczajów...pracuje tydzień i właśnie to ostatnie już nie do końca mi odpowiada. Ale jak to mówią CEL UŚWIĘCA ŚRODKI 
W lato odkryłam swoją wielką pasję ( tak myślę ) - Zwiedzanie. Uwielbiam poznawać nowe miejsca, nową kulturę, obyczaje, nowych ludzi a nawet nowe smaki. I uwielbiam to robić wspólnie, we troje
Planuje w niedalekiej przyszłości mieć bloga podróżniczo- parentingowego, tylko trzeba zakupić lepszy sprzęt do fotografowania wszystkich tych cudownych miejsc i dobrze się bawić
szczegółowo je opisując.
A jest co opisywać. Tylko w te wakacje byliśmy w ogromnym parku rozrywki Nowa Holandia, w klimatycznej Jastrzębiej Górze, na pięknym zielonym Podlasiu - zwiedziliśmy Suwalski Park Krajobrazowy i Baśniowy Szlak śladem M. Konopnickiej, widzieliśmy najgłębsze jezioro w Polsce Hańcza i jego dorzecze - Czarną Hańcze, głazowisko Bachanowo i przepiękny punkt widokowy w Turtulu, mosty w Stańczykach a nieco dalej klimatyczny Augustów, gdzie byliśmy na rejsie katamaranem po Kanale Augustowskim w Dolinie Raspudy, dobijając do maleńkiej wysepki Studzienniczej, z pamiątką pielgrzymki Jana Pawła II. Na Podlasiu jedliśmy najpyszniejsze kartacze, sękacze i litewskie Czenaki

Będąc przy północno-wschodniej granicy nie sposób pominąć Litwy i jej pięknego Wilna jako obowiązkowego punktu zwiedzania. Zakochałam się w tym romantycznym mieście,z klimatyczną starówką i mnóstwem cudownych miejsc do oglądania. Mieliśmy tu np.:
* Baszta Giedymina i Pomnik Giedymina
* Plac Katedralny
* Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Wojciecha
* Gedimino Prospektas
* Ostra Brama
* Uniwersytet Wileński
* Dom Adama Mickiewicza
* Pałac Pezydencki
* Góra Trzykrzyska.
Szkoda, że na zwiedzanie mieliśmy stolicy mieliśmy tylko jeden dzień. Ale na pewno tam jeszcze wrócimy
Drugą piękną miejscowością były Troki - położone na półwyspie, pomiędzy czterema jeziorami. Największą atrakcją jest malowniczy zamek z XV w. usytuowany całkowicie na jeziorze Galwe. Tutaj skosztowaliśmy przepysznych zapiekanych kibinai. Trzecim wyjątkowym miejscem na Litwie były Druskienniki - kurort uzdrowiskowy. Nas zachwyciły w nim ogromny aquapark i kolejka linowa nad Niemnem. Po powrocie do domu zwiedzaliśmy jeszcze Kaszuby.
Sierpień natomiast upłynął nam niemiecko... zrobiliśmy sobie wyprawę do Berlina zwiedzając Bramę Branderburską, Wyspę Muzeów z Muzeum Pergamońskim na czele, fragmenty Muru Berlińskiego, dawne przejście graniczne Charlie Checkpoint, Aleksanderplatz, wieżę telewizyjną i koniecznie pobuszowałam w Primarku
Potem była wycieczka do Poczdamu i zwiedzanie niesamowitego zespołu pałacowo-parkowego a jako punkt kulminacyjna Tropikalna Wyspa - megaaa piękne miejsce, z mnóstwem egzotycznych zwierząt, roślin, błękitną laguną i namiastką morza południowego

Na koniec wakacji był jeszcze wypad do Krynicy Morskiej, Mini Zoo w Jantarze i kolejki wąskotorowej w Stegnie. Moje oczy i serce wzbogaciły się w piękne wspomnienia na całe życie
i już planujemy następne wypady na długi listopadowy weekend, ferie zimowe i wakacje. Tutaj dwutorowo - jakieś ciepłe kraje tylko we dwoje
i chybaa Dolny Śląsk rodzinnie 
Łatwiej teraz Nam się podróżuje i wygodniej kiedy Maks jest już takim dużym chłopcem, mobilnym, bezproblemowym jeśli chodzi o wyjazdy. Śpi w aucie, wysika się sam pod drzewko, zje to samo co my, zabawi się wszystkim
organizacyjnie to cudowne dziecko. Nie ukrywam, dla Nas to bardzo wygodne

Ogólnie patrzę na Niego, jak staję się małym mężczyzną i dziękuje Opatrzności że jest
,że pomimo trudów wychowania i jego trudnego charakteru ( po mnie niewątpliwie :p ) dajemy rade
Staramy się być najlepszą wersją siebie, dla tego małego człowieka.
Maks aktualnie nie śpi już w dzień od jakiegoś 1,5 miesiąca, nosi rozmiar 104 i wychodzimy w 110, rozm. buta 25, wzrost jakieś 105 cm i waga 16,5 kg - mocno się wyciągnął w górę i wyszczuplał. DO przedszkola chodzi bardzo chętnie, ma swoich kolegów i ulubione panie. W grupie 4-latków jest taaak fajnie
Pięknie mówi, opowiada różne sytuacje z grupy, uwielbia zabawę autkami, dinozaurami, samolotami, ale też i grę w piłkę, zabawę w piasku i różnych masach plastycznych, wieczorne czytanie bajek czy robienie zadań w książeczkach. Póki co nie odkryliśmy w Nim jakiegoś szczególnego talentu
czy uzdolnienia ale chciałabym do zapisać na zajęcia piłkarskie, a nuż może mu się spodobają i będzie miał frajdę, nauczy się też zasad fair play i zdrowej rywalizacji, trochę wybiega. Patrzyłam też na szkoły językowe ale śpiewają sobie za takie maluchy kosmiczne sumy tj 2800 zł za rok. Spróbujemy od przyszłych wakacji zapisać go na angielski do MDK-u.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 września 2019, 08:48
Mój mąż jednak przyjeżdża na ten weekend!!!
Niesamowicie się cieszę, bo to będzie akurat 13-16 dc (średnio mają po 28 dni, więc owulacja bardzo prawdopodobna). Co do TSH... Może jednak nie przeszkodzi... 21 sierpnia było 3,2, ale następnego dnia włączyłam większą dawkę Euthyroxu, może już trochę spadło. Jakaś nadzieja na udany cykl we mnie jest. Trzymajcie kciuki. Może zapiszę się nawet na "wrześniowe testowanie"? 
Dostałam kopa energetycznego. Dziś myślę pozytywnie. Chwilo trwaj!
Dzięki dziewczyny w pon zrobie jeszcze raz badania. A dzisiaj na wieczornym teście cień cienia:/ boje sie że to znowu pozamaciczna:(
k*wa jego mać - te słowa wyrywają mnie ze snu - to jest k*wa niemożliwe, znów nie zasnę, wszystko mnie w*wia, zniszczyłem sobie życie...
To druga ciężka noc po dłuższej przerwie. Idę zrobić dwie melisy. Wracam, cisza, ale nie - nie śpi. Siada wypija (po uj melisa - bo poprzednio pomogła). Rozmawiać się nie da, nie mam pomysłu o co spytać, co powiedzieć. Co tu mówić - brak snu nakręca wszystko. Wyspani jesteśmy innymi ludźmi - i chyba tylko ta myśl pozwala mi zachować względny wewnętrzny spokój. Względny - melisę też piję, z lawendą.
Kiedy problemy się nasiliły zaczęłam znów nosić obrączkę. Długo nie nosiłam bo odnawiał się problem ze skórą. Ale też prawdę mówiąc po prostu nie lubię biżuterii i nic nie noszę - na palcach, w uszach, na szyi. Może nie tylko, że nie lubię, ale nie przywiązuję się, nie zwracam na to uwagi, nie czuję potrzeby...
Założyłam więc obrączkę, gdy nasiliły się problemy. Żeby w trudnych chwilach pomagała mi pamiętać, że to co widzę i słyszę nie jest prawdziwym obrazem mojego męża. Żebym pamiętała jaki jest w wersji spokojnej i wyspanej. Bo myśli mają to do siebie, że są różne. "Co by było gdyby" i "czy".
Dopijam melisę. Nie chce mi się płakać (to dobrze), może melisa już robotę robi. Zastanawiam się czy czas leczy rany czy też potrzebny bardziej fachowy lekarz? Specjalista? Co w tej głowie siedzi? Czy tylko niewyspanie?
Zamień mój żal na bal, na bal,
a sny pozamieniaj na dni,
dla Ciebie to kwestia zmiany liter,
dla mnie to życie...
Mam doła
ja nigdy nie schudne
patrzec na siebie nie moge i ta swiadomsc ze waze 77 kg
ale prawda jest taka ze bez diety nie schudne a tu nie da sie bo ile razy zaczynam i mowie ze sie odchudzam to tesciowa wol ana obiad zykle nie dietetyczny. A to kupi paczka a to loda i wez tu sie odchudzaj. Poszlabym do dietetyka ale obawiam sie ze maz mnie wysmieje bo jego zdaniem schudnac to wystarczy mniej jesc i tyle
czuje sie zle i wygladam okropnie
Mam dziś wolne, szlachta pojechała na integrację. Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się nie jechać. Tam męczyłabym się psychicznie. A tak odpocznę, z Mężem, z szydełkiem, na balkonie, z piękną pogodą.
Przeżyję jakoś te poniedziałkowe opowiadania o tym jak było rewelacyjnie. Zmęczy mnie to o wiele mniej niż pobyt tam.
Co prawda chłopaki ostatnio mnie zaskoczyli. Powiedzieli mi o czym rozmawiali z prezesami poprzedniego dnia. Nie wiem co im się stało. Zawsze mieli przede mną tajemnice, a teraz coś im się przestawiło. Co prawda ta sprawia o której rozmawiali prezesi to głupotka, ale zapewne niedługo będzie o tym głośno.
To, że mi powiedzieli niczego nie zmienia. Kierownik sądzi, że lipcowa rozmowa rozwiązała sprawę. Niby widzi że zachowuję się normalnie, pracuję, nie wtrącam się, nie mam pretensji. Nie wie, że to wszystko ma drugie dno.
O cyklu nie myślę, starań nie ma. We wtorek idę do lekarza sprawdzić czy torbiel się wchlonąl.
Jedyne co dobrego mogę napisać po wczorajszej wizycie to to, że znalazłam świetnego lekarza. Kompetentny, wysłucha dokładnie, sprawdzi i przeanalizuje bez pośpiechu wyniki badań, zbadał mi wszystko łącznie z usg piersi, przezpochowe usg, standardowe badanie ginekologiczne, wymaz na cytologie.
"Dręczył" moje jajniki dobre 15-20min, żeby wszystko zobaczyć dokładnie.
Niestety, dla mnie, rezultat jest jeden. Brak owulacji! I prawdopodobnie PCO.
Po wyniku hormonu LH (20,42 mlU/ml) też to można podejrzewać. Ale najbardziej widać właśnie, że jest zaburzenie owulacji. Bo trzeci cykl nie pojawiła się owulacja.
Mimo 11 dnia cyklu, nie widać żadnego dominującego pęcherzyka w jajnikach, który miałby sobie dojrzeć. Było kilka małych, poniżej 1cm (największy 0,8cm). Na podstawie tego obrazu nie dało się stwierdzić czy to PCO bo nie było - jak to książkowo się określa - ponad 12 pęcherzyków prenatalnych o określonej wielkości. Po prostu żaden sobie nie dojrzewał 
Ten cykl musimy znowu uznać za stracony.
W 5 dniu kolejnego cyklu mam brać CLOSTILBEGYT w dawce 0,05g na spowodowanie dojrzewania pęcherzyka i wystąpienie owulacji.
Zalecony monitoring w kolejnym cyklu, który bedzie robić moja przyjaciółka pracująca w Szpitalu - na szczęście bo bez tego czekałby mnie przeogromnie duży wydatek na monitoring czy pęcherzyk dojrzewa, czy endometrium się powiększa, czy była owulacji itp. Kilka wizyt u niego wykończyłoby skutecznie moją wypłatę.
ALE...
Jestem przerażona bo nie oznacza to sukcesu, że się uda. Wiem że nigdy, nikt nie może zagwarantować, ale chciałoby się ją mieć...
Może się uda (i tego staram się trzymać chociaż ciężko odgonić czarne myśli i perspektywe kilku miesięcy dalszych starań i liczenia, obserwacji, chodzenia z nadzieją że owulacja będzie lub była, że się może udało). Może przed nami jeszcze kilka miesięcy takiej udręki 
A wczoraj, przed wizytą śnił mi się taki piękny sen, że Pan doktor zobaczył niespodziankę. Niestety był to tylko sen 
W samej przychodni, z poczekalni słyszałam jak kobiecie przede mną - a właściwie jej dziecku - bije serduszko. Jak strasznie szybko, jak ptaszek w klatce. Co to był za piękny dźwięk! 
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2018, 10:05
Godzina 0
Mamy termin cc. 12.09 powitamy na swiecie cukierka.
Jest malutka na usg w środę wyszło że ma okolo 44 cm i 2300g. Ale mamy założyć że jest margines błędu i może być większa. No zobaczymy. Wszystkie pomiary oprócz glowy ma na 34 tc a to juz 38. Ale wszystko jest dobrze, chyba taki jej urok. No mam nadzieję, że tak to właśnie wygląda. Nie czytam, nie dopytuje ufam lekarzowi. Nie chce się nakrecac bo to mi nic nie da.
Nati chyba czuje że mu znikne z oczu niedlugo bo nie odstepuje mnie na krok. Jest placzliwy i non stop powtarza że się boi.
Nie mowimy o porodzie, nie robimy wielkien hallo, stram się zająć mu czas żeby nie myslal. Problemem nie jest nowy czlonek rodziny a brak mamy. Bo tak to codziennie non stop pyta kiedy bedzie mala z nami. Ale boje się jak przezyje rozstanie na te pare dni. W swoim zyciu spedzil 3 noce poza domem, bez problemu. Ale teraz mam nadzieję, że nie odbije się to na nim, ktoś ma jakieś pomysły? Propozycje jak to przetrwac? Jak mu zafundowac jak najmniej stresu. ?
Dziękuję Wam za wsparcie i rady 
Odebrałam dziś wyniki hormonów z 2dc, i tak:
- estradiol 135,1 pmol/l, norma: 45,4-854
- prolaktyna 26,07 ng/ml, norma: 4,79-23,3
- FSH 6,77 IU/I, norma: 3,5-12,5
- LH 5,39 mIU/ml, norma: 1,80-11,78
Prolaktyna trochę podwyższona, ale poza tym chyba jest ok. Dobrze myślę?
Siedzę wlasnie u fryzjera. Zrobiłam tez henne u kosmetyczki-mila chwila relaxu, zwlaszcza mini masazyk okolic oczu. Maz spaceruje z malym, a ja (wyjatkowo) nie panikuje. Jak bedzie ryczał z glodu to moga przyjsc do salonu. A tak to niech sobie radzą sami :o)
W pon mamy szczepienie... Oby nic się nie dzialo... W środę wyjazd: maz wywozi nas do mojej mamy na MIESIAC! Boje sie tylko podrozy, bo z 8h nam zejdzie... A potem miesiac rozpieszczania przez mame.
36dc
Czekam na @, od kilku dni jajniki i podbrzusze dają znać...
Od piątku przeziębiona jestem, mąż mnie zaraził...
Papilocare dzisiaj kończę 3 opakowanie czyli pełne 3 tygodnie leczenia będzie za mną... W pierwszym tyg nic się nie działo, ale Od drugiego tygodnia aplikacji mam wodnisto ~żółta wydzieline. Ale chyba ma tak być.
Zapalenie wirusowe samo się nie wyleczy... I jeśli @ nie dostanę w przeciągu kilku dni to od dzisiejszej aplikacji będę co 2 dni aplikowala...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2019, 08:59
07 WRZESIEŃ - 2 miesiące i 6 dni OCZEKIWANIA NA KOSMITĘ
Ojojoj było 2 tygodnie a już jest 2 miesiące.... czas leci.
W tym tygodniu otrzymaliśmy wspaniałą informację, nasza grupa adopcyjna powiększa się o kolejne dziecko, mamy kolejnego chłopca. Tym razem jest to niespełna dwulatek. Bardzo się cieszę ich szczęściem. Czuję radość, kolejka się zmniejsza, jesteśmy coraz bliżej naszego upragnionego szczęścia.
Marcin jest smutny, dlaczego to do nas nie zadzwonili. Tłumaczę mu, że po co nam cudze dziecko? Ten chłopczyk nie był nasz. Odnajdzie się NASZ Kosmita to zadzwonią do nas 
Coraz częściej rozmawiamy jak to będzie, jak ogarniemy np zakupy dla Kosmity. Będzie nam potrzebne wszystko na raz, ubrania, zabawki, spanie, wózek jak to mówią od skarpetek po gumki do włosów (gdyby miała być to jednak Kosmitka)
Zastanawiam się nad tym wszystkim, ale też jestem spokojna. Damy radę, ogarniemy wszystko. Liczę na pomoc znajomych (żebym się tylko nie przeliczyła). Nic nie jest nam straszne, tyle już przeżyliśmy zakupy przy tym wszystkim to pikuś. Podobno jestem dobra w planowaniu i organizacji. To co mnie martwi to to , że nie mamy możliwości zrobienia rozeznania jakie wózki są dobre, który fotelik najlepszy itp. Co i gdzie warto kupić. Przeraża mnie ten chaos i pośpiech w kupowaniu. Chciałabym by były to rzeczy dobre, sprawdzone. Normalnie w ciąży to ludzie mają czas na rozeznanie się we wszystkim, zakupy robi się stopniowo. No cóż my nie jesteśmy normalni
u nas nie może być normalnie
Będziemy improwizować..... W zeszłym tygodniu miałam sny o zakupach dla Kosmity pamiętam z nich wszechobecny chaos.... 
Urlop nam minął baaaardzo leniwie. Niestety nigdzie nie byliśmy, nawet na weekend nad morzem
Dwa leniwce kanapowe. Nie jestem z tego zadowolona. Takie siedzenie bezproduktywne jest okropne. Odkąd jesteśmy razem to taki urlop mieliśmy po raz pierwszy. Pod koniec mieliśmy siebie dość i urlop skończył się kłótnią
Nigdy więcej nie dam się na coś takiego namówić. Cieszę się, na te wszystkie urlopy, wakacje, weekendy spędzane aktywnie z Kosmitą. Nie mogę się doczekać możliwości pokazywania mu świata, tych wszystkich pięknych miejsc....
Jest jeszcze jedna wspaniała wiadomość moja najlepsza i najbliższa kuzynka jest w ciąży. W zdrowej, szczęśliwej, upragnionej. A co najważniejsze w szybkiej i naturalnej. Bez wszystkich tych złych rzeczy i emocji dookoła. Śmiejemy się , że jesteśmy w tym samym tygodniu ciąży. Z tą niewielką różnicą, że ja jestem w 9 tygodniu ciąży adopcyjnej

Z wizyty u gin trafiłam od razu na IP z rozwarciem szyjki i brakiem tętna u małego. Dr stwierdziła, że już od godziny "rodzę", więc nie było odwrotu.
Poszło całkiem szybko, po godzinie od przyjęcia zaczął się właściwy moment i od razu poszłam na czyszczenie macicy, miałam całą salę na własność, więc S mógł ze mną zostać ile chciał.
Nie sądziłam, że skurcze tak bardzo bolą, nawet pomimo ketonalu.
Ulga, że to się skończyło, dwa tygodnie hiperstresu to było już zbyt wiele. Trochę przeraża mnie ustawianie hormonów od początku, tsh skoczyło, wszystkie wyniki poleciały na łeb na szyję.
Mam wyniki kariotypu, PRAWIDŁOWY ŻEŃSKI KARIOTYP. Nic się nie zgadza, nie dość, że mały przestał być facetem to jeszcze nie wykryto u niego Edwardsa ani żadnej innej trisomii.
Konsultantka stwierdziła, ze to mogła być jakaś delecja albo mała inwersja, której badanie nie wykryło, a to tez skutkuje letalnymi wadami. Na pewno z tym wynikiem przerwanie ciąży byłoby mało możliwe.
Poczekam jeszcze na wynik uzupełniający, może coś znajdą.
I to tyle, wracam do punktu wyjścia a miało być zupełnie inaczej.
Ciąża zakończona 7 września 2018
Ciąża zakończona 29 sierpnia 2018
Tymon Maksymilian ur. 29.08.2018 r. 3010 g, 55 cm
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2018, 16:06
To dziś będzie wpis optymistyczny, który niby miał być wczoraj.
Otóż głęboko wierzę, że do 40 rż zostanę mamą! Teraz mam 36 i pół, 3 i pół roku czekania - dam radę. Pomału zbieramy dokumenty do OA i za każdym zdobytym papierkiem jest poczucie, że coś idzie do przodu.
Zbieramy się na wakacje wyjazdowe. A potem powrót do normalnego życia i pracy. Trochę mi się nudzi od tego wolnego ale do pracy też mi się nie chce wracać.
26 DC
No i wakacje nieuchronnie dobiegają końca. Ohh gdyby tak moc jeszcze kilka dni spędzić w tym cudownym słońcu i klimacie! Niestety. Wracamy jutro do Niemiec, a w środę do Polski. Od piątku znowu praca. Trochę to niesprawiedliwe ! 
No ale, ważne że w ogóle udało nam się zrobić taki wypad, biorąc pod uwagę zmianę pracy.
Jesteśmy na Lazurowym Wybrzeżu, krok od Monako. Jest to rejon bardzo bogaty. Takich jachtów i łodzi nigdy nie widziałam. A samochody... Moj maz jest w siódmym niebie, ale to pewnie jak każdy facet
Ja podziwiam piekne pejzaże gór i morza. Lazur widać tylko miejscami i to nie zawsze. Plaże są kamieniste, podobne do tych w Chorwacji. Uwielbiam siedzieć nad morzem, mogłabym tu mieszkać! Dla samego morza i tych roślin tutaj. Na każdym kroku kaktusy!
Ps. Ja nie mam ręki do kwiatków, więc same rozumiecie ! 
Mam już komplet wyników - co do zespołu antyfosfolipidowego to zle wyszedł wynik przeciwciał przeciwko betaglikoproteinie , bo norma do 20, a mój wynik ok. 32.( co po powtorzonym zlymy wynik u może wskazywać na APS)
Poza tym badania z test dna - celiakia wyszła negatywna, ale mam mutacje MTHFR A1298C hetero i PAI-1 4G hetero.
Faktycznie mój kwas foliowy, który był podwyższony na tą mutacje wskazywał.
Dobrze, że od jakichś trzech tygodni biorę metyle.
Jeszcze tylko badanie emka i do lekarza, niech myśli co tu robić.
W tym miesiącu się nie staraliśmy, więc mam spokój, żadnych schizow ciążowych:) w sumie biorąc pod uwagę to w jaki sposób się nam udało, to jedynym dziwnym sygnałem było plamienie. Nic więcej. Przeszłam przez te dwa lata wszystkie możliwe objawy ciąży, więc już mnie nic nie zdziwi.
Nie nastawiamy się, że nam się szybko uda, ale jest tęsknota za tym uczucie m, że będziemy mieli kogoś jeszcze do kochania... Coś czuję, że kwiecień będzie dla nas ciężki.
Chyba przesune tą laparoskopię na styczeń-luty,bo nie chce z drugiej strony po tym L4 i urlopie zaraz znowu brać wolnego w pracy(oczywiście mowa o L4 na zabieg i po nim). Zobaczymy co powie lekarz.
Możemy już oficjalnie zacząć trzeci rok starań...
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2018, 18:26
Dziś początek 6tyg.
(5Tydz, 1dzien)
A więc zaczynają się objawy ciążowe, książkowo jak narazie... wrażliwość na zapachy..OMG:o ja zawsze byłam wrażliwa, ale teraz... czuje mięso z odległości 500m 
Zapachy zaczęły się dzisiaj i od razu mnie zemdlilo. Ktoś zamówił tajskie jedzenie do pracy i jadł przy biurku. Generalnie zwykle jemy przy biurkach, bo przerwy żeby siedzieć w kuchni i jeść spokojnie są za krótkie. Niestety korpo rządzi się swoimi prawami:/ 30 min przerwy na cały dzień łącznie z chłodzeniem do toalety i posiłkiem, który teoretycznie powinien byś skonsumowanumy w kuchni. Ale ludzi na piętrze jest chyba ze 100. A kuchnia jest jedna.Wiec jemy korpo szczury przy komputGdy wychodziny do toalety musimy sie przelaczyc w aplikacji na status: break. I kazdego dbia woadomo ile korzystasz z przerwy. Jak przysciembiasz i sie nie przelaczysz to zaraz manager to wychwyca i potem na dywanik.Takie korpo zasady... trochę nie ludzkie ale od kiedy korpo jest ludzkie:p
W każdym razie nie mogłam dziś znieść obiadów innych do tego stopnia, że mi się dzwigalo i musiałam zamykać nos.
Niestety zrobiłam sobie kanapki z salami i ogórkiem kiszonym na dziś... i olaboga... Dziś nie mogłam tego znieść. Ogórek smakował 4x kwaśnej, salami snierdzialo kiełbasa niczym jad kielbasiany:D Jogobella, która wzięłam na przekąskę będę cukier cukier cukier sam cukier. Ledwo dziś to zjadłam. Coś musiałam, bo jak nie jadłam to zaraz hipoglikemia, spadek cukru, trzesace rece i ogółem opadam z siły.
Zmęczenie jeszcze tak mocno nie doskwiera. Ale na pewno przyjdzie:p
Poza tym pojawiły się pryszcze na buzi. Niech bedzie:D to ponoć efekt progesteronu:p
Zaczęłam brać globulki rano i wieczorem. Czuje się spokojniejsza wiedząc, że zareagowałam kiedy trzeba. Nie bede miala do siebie zalu, ze nie zrobilam nic, gdyby cos sie dzialo. Lekarz wie, przepisał co trzeba, badań więcej nie robię, żadnych przyrostow bety itp.. nie potrzebny stres. Nie mam chyba już na nic wpływu. A nie będę latać po lekarzach 2x w tygodniu i siać panikę. Też wogole przez 2 dni tu nie zaglądałam, tylko w swój kalendarz. Jak tylko czytam forum to już swiruje, że np czemu jeszcze nie rzygam, że czemu nie czuje że w ciazy, że ktoś pisze że też tak miał, A potem puste jajo plodowe. Albo, że czemu lekarz nie widział pęcherzyka, że ktoś w tym tyg już widział... itd itd.. serio wariuje. Dlatego nope, co ma być to będzie. Chciałabym się cieszyć w końcu ta ciąża a nie analizować. Generalnie to chcialabym tez ja przespac az do 12 tyg
zeby szybciej minelo to ryzyko najwikszego zagrozenia :p taka hibernacja heheh.
W pracy powiedziałam, że nie jadę na integrację.Powiedzialam managerowi pytal czemu,ale odpowiedzialam sila wyzsza, gdyby dopytywal to powiedziałabym, że urodziny mojej babci, impreza rodzinną,babcia 90 lat nie można jej ominac:p ale nie drazyl.Moze się domyśla.. hmm:D chociaż,to facet... oni się nie domyslaja:p
O ciąży powiedziałam koleżance, więc wie jak sprawa wygląda, wiem że się nie wygada. Nie mogłam się powstrzymać z radości i musiałam komuś powiedziec:D cieszyła się bardzo, mówiłam jej wcześniej że się staraliśmy i że jedynym powodem dla którego nie pojechalabym na tą integrację byłaby ciąża:p no i tak się zdarzylo:) Chciała mnie wyciskać, ale że nikt nie mogł w kolo wiedzieć co się święci, to tylko pisalysmy ze sobą na komunikatorze:D
Większej liczbie osób nie planuje powiedzieć, w pracy do momentu kiedy nie dostanę zaswiadczenia. Potem przysługuje mi 6godzinnt tryb pracy. Tzn niby na 1h pracy przysługuje mi 15 min przerwy od komputera. Ale w rzeczywistości pewnie po 6 h pójdę do domu. Zależy jak to w tym roku będzie, bo się przepisy pozmienialy, kiedyś można było tylko 4h pracować:p i 4 h przerwy. Czyli w efekcie szło się do domu po 4. A teraz nie wiem. Może każą mi te 15 min co godzinę bimbac. I leżeć na kanapie :p wolę te 6 h i do domu.
Inna sprawa jutro faktycznie jest imprezka rodzinna, generalnie imieniny babci. Cała rodzina się zjeżdża jak co roku babcia ciast napiekla,nagotowala, postawi flaszkę na stół i gosci ludzi:D (babcia ma 90 lat) wciąż jeździ na rowerze 12 km do kościoła pod górę. I prowadzi gospodarstwo i dom sama na wsi. Podziwiam ja, serio. Okaz zdrowia. W każdym razie, jadę tam sama autem, bo mąż jutro pracuje więc mam wymówke,co by wina nie pić. Trche tylko się boję że się siostry czegoś domyśla jak zacznę świrować, że nie chce kawy, albo jak poproszę jedną żeby mi pomogła włożyć do auta pufe która zamówiłam na allegro i przyszła do niej.
trzeba ściemniać i ściemniać i jeszcze się dzielnie trzymać, żeby się rzygać nie chciało:p
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2018, 18:41
Tydzień 22
Patryk ma 4 miesiące 3 tygodnie i 7 dni
Mam różowe włosy i żółwia.Wstając rano z łóżka nie myślałam,że stanę się posiadaczką różowych włosów i że do naszej rodziny dołączy Loyd.Jak to się zaczęło ano od tego że pojechaliśmy na zakupy do centrum handlowego uzupełnić braki w naszym domu,do jednych z nich należał pokarm dla rybek,a zapomniałam dodać,że wczoraj przygarnęłam dwie nowe rybki,wracając do tematu pokarmu musiałam go kupić wchodząc do zoologika liczyłam się z tym że mogę wyjść z niego nie tylko z pokarmem ale z czymś jeszcze tylko nie wiedziałam z czym po chwili mój mąż i córka poszli oglądać te wszystkie cudeńka uwagę zwrócili na królika miniaturkę i na żółwia,po krótkiej rozmowie wybór padł na żółwia,zresztą królika nie chciałam bo za kilka tygodni być może dostaniemy szynszyla,czekamy tylko jak będzie gotowy na odsepatrowanie od mamy i jej mleczka.Do żółwia trzeba było dokupić akcesoria i pokarm.Po zakupach pojechaliśmy do domu organizować nowy dom dla pana Loyda.Wyszło wszystko ok w między czasie będziemy modyfikować tak jak w przypadku rybek.Mam nadzieję że nowy członek naszej dużej rodziny będzie czuł się u nas dobrze.
Pamiętnik miał być przede wszystkim dla Patryczka no ale chyba nie będzie miał nic przeciwko temu że czasem napiszę o kimś/czymś innym niż on:-)
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.