26.09.2018 - 14 dzień cyklu
Dziś test owulacyjny negatywny. Poprzednie dwa dni piękne pozytywy. Ból owulacyjny od poniedziałku, ale wczoraj wybitnie dokuczający. Wczoraj wieczorem podjęłam decyzję i umówiłam się na wizytę do nowego ginekologa. Wizyta prywatna ale wolne terminy dopiero po połowie października, więc..klamka zapadła. Wybrałam sobie taki termin, że najprawdopodobniej będę po @, a przed owulacją, więc...może się uda podejrzeć jak tam te moje jajniki pracują. Drugi miesiąc z kolei czuje jakby owulacja była z lewego.
Nie ukrywam, pokładam wielkie nadzieje, w tym lekarzu. Nie, ze moja Pani dr była jakaś zła, ale czułam się nie dopieszczona przez nią. Żadnych badań po poronieniu, tylko stwierdzenie, że czasem tak się zdarza, teraz jest już wszystko ok, więc zaprasza na wizytę jak tylko zajdę w ciąże...
Żadnej podpowiedzi, jak i co zrobić, żeby w tą ciąże zajść szybko i skutecznie...
Wróciłam do pracy, ale czuję się fatalnie. Głowa boli już od przebudzenia, w nocy albo nie mogę zasnąć, albo budzę się co godzinę. Wczoraj wymiotowałam, więc apetyt nie dopisuje (no tak to ja nie miałam chudnąć...). Brak sił. Brak chęci. Mam nadzieję, że się szybko poprawi. Miałam wdrożyć aktywność fizyczną, ale to chyba jeszcze nie odpowiednia pora. Nie mam mocy, najchętniej bym tylko spała... A wszystkie plany i pomysły leżą, w domu się gromadzi syf i bałagan, wczoraj nie zrobiłam obiadu bo bym chyba padła przy kuchence. Ledwo się zwlokłam zrobić herbatę...
Nic to, przetrwać jakoś. Gorsze rzeczy zniosłam... Ale boję się nadchodzącej @, że mnie dobije i pozbawi sił już do końca.
Pewnie napiszę dopiero, jak przyjdzie @, bo co tu pisać...
29 dc
Wczoraj byłam w Białymstoku umówić się na histereolaparoskopię. Mówiłam mężowi tydzień temu jak byliśmy w klinice, żeby podjechać do USK i się zapisać, ale on jak zawsze leniwy powiedział, że przez telefon się zapiszę. Przystałam, bo moja mama w Łomży też telefonicznie umawiała się na operację.
Jaka byłam wkurzona na męża jak okazało się, że trzeba jechać osobiście się zapisać wrrr.
A więc wczoraj po pracy, przeziębiona ze stanem podgorączkowym (szok, jestem chora 2 raz w miesiącu co mnie cieszy bo mam z reguły za silny układ odpornościowy) pojechałam z mężem na SOR ginekologiczny (na szczęście czynny 24h/d). Wkurzyły mnie też baby z okienka. Dzwoni jedna do ginekologa na Oddział aby poprosić lekarza na SOR i opisuje moją osobę na głos. Wszyscy w przychodni słyszą: "przyjechała Pani z Ełku, zdiagnozowano niepłodność, skierowanie na histereolaparoskopię...", następnie mówi o innej dziewczynie "początek ciąży 10 tydzień, z krwawieniem". Ehh nie sposób się było domyśleć o kim mowa bo było Nas 3 w tym jedna z dużym brzuchem. Gdzie RODO? Nie życzę sobie aby ktoś wiedział z czym się borykam, po co tu jestem. Nie miałam siły się kłócić z uwagi na gorączkę, cała się trzęsłam.
A więc mam się stawić w Szpitalu o 8 rano 5 grudnia. Laparoskopia odbędzie się 6 grudnia a 7 wypiszą mnie do domu. Tydzień przed operacją mam zrobić szereg badań z krwi+rtg płuc i badanie na czystość pochwy w przychodni Szpitala w Białymstoku. A na następnego dnia po badaniach - wizyta u anestazjologa. Czyli muszę wziąć urlopu 2 dni aby tydzień przed przyjechać do Białego. Na szczęście mam ciocię w Białymstoku to przenocuję. Zastanawia mnie fakt że laparo mam 6 grudnia - to będzie 10 dc, a tydzien przed czyli 3dc mam zrobic badanie czystosci pochwy? Przeciez miesiączkę jeszcze będę miec...
Fakt, miesiączki mam skąpe wiec nie powinno byc za dużo. Wiec zrobie najwyzej badanie 4dc - to bedzie 30 listopada. Mam jeszcze nadzieję że cykle się skrócą, bo 2 miesiące przed laparo będę brać letrozol.
No zobaczymy, najwyżej mozna telefonicznie przesunąć termin laparo.
Co do psinki, która wabi się Lala, to jest cudowna. Moje oczko w głowie
jak wracam do domu to tak się cieszy, ale nie skacze
bo nauczyłam juz ją aby tego nie robila. Wtedy wtulam się w nią, głaszczę, ahhh moje kochanie
Jest małym psotnikiem. Jak nie ma nas z mężem w domu to buszuje w salonie. Wczoraj porwała kocyk na łózku i wygrzebała ziemię z kwiatka. Jakoś nie gniewam się na nią, narazie
Śmieszna jest. Ale muszę zacząć ją tresować. Reaguje juz na komende "nie". Poczytałam poradniki i dzis zacznę szkolić ją siadać i leżeć. Polubiła karmę Josera. Kupiłam jej dużo gryzaków, zabawek, gdzie ukryte są przysmaki.
Jak wracam do domu to jestem szczęśliwa, że czeka tam na mnie 
"Żyć chwilą"
26dc, 9cs.
Od ostatniego wpisu nasze życie odwróciło się o parę stopni. Kupiliśmy szczeniaka!
Tak słodkiego Beagle`a. Chociaż wszyscy mi odradzali to trochę przekornie pojechaliśmy i go kupiliśmy. Jest z nami już ponad tydzień. Plusy posiadania takiego słodziaka to:
-chętnie wstaje wcześniej rano (jestem okropnym śpiochem) żeby tylko go wyprowadzić, nakarmić i chwilę się z nim pobawić przed pracą,
-w pracy staram się jak najszybciej uwinąć z pracą żeby jak najszybciej wyjechać z pracy żeby jak najszybciej być w domu 
-chodzę na spacery albo bawię się z nim w ogrodzie chociaż pogoda nas nie rozpieszcza i mogłabym już spokojnie zacząć mój ulubiony sezon kocykowy z ciepłą herbatką i Netflixem 
-Daje dużo radości i zajmuje myśli.
Także bardzo się cieszę, że go mamy. I mogę na kimś rozładować moje "matczyne uczucia". Wiem jak beznadziejnie to brzmi ale trochę tak jest. Oczywiście były już teksty: "Po co Wam pies, lepiej dziecko w końcu zróbcie". Ale niestety mówią to ludzie, którzy nie znają naszej sytuacji. Ale mimo wszystko nie wchodzi się obcym ludziom do łóżka.
Na weekendzie miałam mieć gości znajomych z rocznym dzieckiem. Znamy się dość długo, w tym samym roku braliśmy ślub, oni mają roczne dziecko a my? A my mamy psa. Bałam się tego spotkania. Tym bardziej, że od tej znajomej w przeszłości usłyszałam wiele przykrych słów na temat mojego braku dziecka. Kiedy się jeszcze kumplowałyśmy powiedziałam jej o ciąży pozamacicznej ale nie dostałam żadnego wsparcia a wręcz przeciwnie, niekiedy chamskie wręcz komentarze straciłam do niej zaufanie. Tym bardziej, że jej mówiłam jak bardzo są dla mnie krzywdzące takie teksty. Doszło do tego wiele innych spraw na jej nie korzyść, skrzywdziła nie tylko mnie ale i mojego męża, i naszą przyjaciółkę. Nie muszę mówić, że już się nie przyjaźnią. Ale nasi mężowie są kumplami więc zgodziłam się na to spotkanie. Mój M. od razu powiedział, że jak tylko coś głupiego powie to on już jej powie do słuchu, ale całe szczęście nie było takiej potrzeby. Nasze rozmowy skupiły się tylko wokół ich dziecka. Więc jakoś to przeżyłam. Miałam też stres w związku z piciem alkoholu. Wiedziałam, że jak nie będę pić od razu będą podejrzenia. A nie chciałam kłamać ani się tłumaczyć więc piłam piwo bezalkoholowe.
Nie zorientowali się i miałam spokój.
21dc robiłam progesteron. Wyszedł 18.9 więc myślę że to dobry wynik. Kolejny plus. 28dc mam zbadać w razie czego betę. Pójdę chociaż objawów żadnych ale dla własnego spokoju zrobię.
Nie nastawiam na pozytywy ale skoro od pierwszego pozytywnego mam brać zastrzyki to lepiej wiedzieć dla własnego spokoju. Jak będzie negatyw pozwolę sobie na grzańca (już alkoholowego) 
Ostatnio jedna z znajomych urodziła dziecko a druga jest w ciąży. Nie zazdroszczę nie czuję ukłucia żalu. Ale to może dlatego, że nie dotyczą nikogo bliskiego. Powiem szczerze boję się tego, że bratowa męża zajdzie w ciąże albo moja młodsza siostra. Boję się mojej reakcji. Boję się że będę czuć zazdrość a już czasem ją czuję na samą myśl.
Jestem straszna, wstyd mi za to i chociaż sama się napominam, że powinnam się cieszyć ich szczęściem bo będę to boję się, że zazdrość też temu będzie towarzyszyć.
Ostatnio też właśnie była owa bratowa z 1,5 rocznym synkiem, mój M jest ojcem chrzestnym. Kiedy się z nim bawił i się do niego tulił znów miałam ten ucisk w sercu. Co będzie jak ja nigdy nie będę mogła dać mu dziecka?...
Ehhh... ten wpis był tak pozytywny na początku a zrobił się taki przygnębiający. Lepiej go skończę zanim się całkiem pogrążę w jakiś niechcianych myślach.
Ciąża zakończona 15 stycznia 2018
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 września 2018, 00:15
Nienawidzę września... ostanie lata to właśnie w tym miesiącu przytrafiało się wszystko co najgorsze... dwa poronienia, diagnoza odnośnie crohna...we wrześniu też będzie sono-hsg i czuję że nie przyniesie ona dobrych wieści. Miałam nadzieję, że odczaruje ten miesiąc dwoma kreseczkami jednak nic z tego...
Dziś bawiąc się ovu weszłam przypadkiem na objawy ciąży poniżej data porodu...o ironio dokładny dzień moich urodzin...czy mógłby być piękniejszy prezent? Ale takie cuda nie dotyczą mnie...u mnie walka o dziecko z miesiąca na miesiąc daje odwrotny skutek, przeciwności sypią się jak z rękawa.
Nie pamiętam dnia w którym bym nie płakała choć przez chwilę...
Plamienia się nasilają.. dziś po ♥️ było sporo jasnej krwi... także dupek mogę sobie brać garściami problemem tkwi w czym innym...i to mnie martwi bardzo...
Dzis mialam kolejna rozmowe z siostra. W poniedzialek bedzie robic test ciazowy. Ostatnio udalo im sie za pierwszym razem... nie wytrzymalam i powiedzialam jej o naszym problemie. Najpierw chwila ciszy pozniej pytania dlaczego nic nie mowilam, ze chcemy dziecko. Gadka szmatka powiedziala, ze moze to znak...ze moze najpierw slub a pozniej ciaza? Ogolnie to mialam wrazenie ze w gardle ja scisnelo ze znowu mialybysmy razem byc w ciazy. Czesto sie tak zdarzalo, ze zaznaczala swoja obecnosc bardziej bo była o mnie zazdrosna. Swoja corke rodzicom na rece wpychala, zeby tylko za duzo do mojego dziecia sie nie usmiechali. Serce mi peka. Z dnia na dzien bardziej. Powolitego nie wytrzymuje. Nie potrafie sie pogodzic z tym ze nie mozemy miec dzieci. Do tego stopnia, ze moj D drazni mnie na kazdym kroku.patrzec na niego nie moge. Niby mowi ze sie stara a dalej na sniadanie żre parówki. Egoista. Wyszlo dzisjeszcze kilka brudnych spraw odnosnie naszego zwiazku i chyba mamy kryzys. Zarzuca mi ze caly czas go obwiniam! Do jasnej cholery slowem sie nie odzywam zeby go nie stresowac chyba ze je smieci. Wtedy wybucham.
Nie rozumie mnie. Nie rozumie ze stracenie szansy na macierzyństwo jest dla mnie przegraną. Porazka życiową.
Wszystko to porazka. Dno. Nic. Zero.
Czuję, że ten cykl jest stracony. Ani temperatury, śluz kremowy, szyjka macicy jak do tej pory była srednio wysoko, tak teraz już bardzo nisko. Z ocena jej otwarcia jeszcze mam problem, wydaje się, że jest albo srednio otwarta albo zamknięta. Szkoda, że cykl bez clo przeszedł bardzo ksiazkowo, a po lekach dupa. Dobrze chociaż, że endometrium w miarę jak na brak owulacji, bo 7,8 mm. Może by dorosło do 10 gdyby ta owulacja wystąpiła. Jestem zawiedziona. Intuicja tym razem podpowiada, że wyszła kaszanka. Będę w takim razie czekać na @ i tyle. Jutro kontrolny monitoring, czy może jednak coś urosło i zobaczymy, co gin powie. Czy może clo x2 tym razem, czy może zacząć w inny dzień. Może sama sobie zacznę brać od 1 dnia cyklu, ale czytałam, że jeśli cykle są wydłużone, trzeba zacząć od 5. A tu raz tak, raz tak. Jestem zawiedziona...
Za niedługo trafię do wariatkowa. Mam wrażenie, że moj mózg jest podzielony na dwie części, z czego jedna walczy o przetrwanie i normalne życie,stara się mi udowodnić, że bez dziecka da się żyć, że jest przecież wygodniej, łatwiej i szczęśliwiej i nawet jej się to udaje. Niestety jest jeszcze ta druga, która mówi, że tęskni, że nie wyobraża sobie życia bez tej małej istotki... Która była. No właśnie, była. Jak była to czemu już jej nie ma... Głupie łzy znowu cisna się na oczy, ale za czym chce płakać? Dla niektórych to co mnie i wiele innych kobiet spotyka to nawet nie jest dziecko, tylko zlepek komórek, który może przetrwa a może nie. Chcialabym zapomnieć, ale nie potrafię. Chyba nic tego nie zmieni. Myślałam, że to minie, ale widać siedzi gdzieś głęboko i nie chce odejść. Chcialabym nie mieć nadzieji, ale ona ciągle mi towarzyszy. Byłoby łatwiej, tak myślę... Przychodzą mi do głowy różne myśli, że nie byłabym dość dobra, że nie zasługuje na to. Staram się znaleźć logiczne wytłumaczenie, ale nie potrafię. Pozostaje bić się z myślami dalej...
Za melancholijny wpis z góry przepraszam...
Wróciłam po 19tej z pracy, zdarza się rzadko... Radość i euforia córki trwała bez końca... Piski, przytulanki, podskoki, uśmiech na buzi, to coś w niej... Jeden z najpiękniejszych uroków macierzyństwa, tymbardziej, że ona nie jest taka wylewna na codzień. To było wzruszające. Aż wieczorem nie mogła zasnąć... Moja 
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 września 2018, 05:45
Stary robił wczoraj badania.
Cykałam się i zwlekałam z otwarciem maila.
jednak wyniki tym razem zaskoczyły mnie pozytywnie
23.11 (ostatnie badanie było 2.10 wtedy stymulacja ovitrelle, teraz wynik po 6 tygodniach stymulacji na CLO 1/2 tabl)
koncentracja 2,44mln/ml (było w październiku 0,14mln/ml) norma od 15mln/ml
całkowita liczba plemników 5,37mln (było 0,18mln) norma od 39mln
ruch postępowy 49,09% (było 33,33%) norma od 32%
ruchome 63,64% (było 66,67%) norma od 40%
ruch postępowy szybki 27,27% (było 0%)
ruch postępowy wolny 21,82 % (było 33,33%)
ruch niepostępowy 14,55% (było 33,33%)
nieruchome 36,36 % (było 33,33%)
morfologia 0% (
) norma od 4%
wszystkie mają wady główki, z tych 52% ma jeszcze wadę wstawki, a 28%witki
wcześniej ze względu na niską koncentrację nie udawało się oznaczyć morfologii.
wyniki dupy nie urywają ale różnica 0,18 mln a 5,37 mln to dla mnie Mount Everest. To jest 30x więcej plemników po 6 tygodniach leczenia. W normie jest tylko ruch - 49% (norma od 32%) reszta poniżej ale ulga, że coś się ruszyła produkcja
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2020, 10:57
Który tydzień ciazy? W sumie nie wiem trochę się pogubiłam po ostatniej wizycie. Tak jak wam pisałam wyżej rozeszlo mi się spojenie lonowe, dlatego też moja gin zadecydowała o CC dla mojego bezpieczeństwa. Czuje ulgę... mimo że było mi strasznie ciężko myśląc że nie będę mogła urodzić naturalnie, to potem zaczęłam rozmyślac wszystkie za i przeciw cięciu i nastawilam się psychicznie na operację. Dobrze, że przy drugim nie będzie przeciwwskazań do rodzenia sn, chociaż z drugiej strony jak rozeszlo mi się spojenie w pierwszej ciazy to jest bardzo duże prawdopodobieństwo że i w drugiej to się stanie. U mnie w rodzinie CC chyba jest w genach, miała je moja babcia, moja mama i teraz Ja, ciekawe jak moja siostra kiedyś.
Poza tym mały Waży 1900g, ale ma tydzień do tylu. Czyli teoretycznie dalej jestem w 33tc, chyba.. przepływy, wody, szyjka w normie. Mały rośnie swoim tempem i rośnie prawidłowo więc się nie stresuje. Ciekawa jestem jaką będzie data mojej cesarki liczę na 29 - to moje urodziny i rocznica naszych zaręczyn i teraz jakby były urodziny naszego syna było by wspaniale!! Termin z miesiączki mam na 3.11 CC będzie tydzień wcześniej więc szansa jest!!
Złożyliśmy już łóżeczko, dzisiaj przychodzi nasze zamówienie na "wnetrze" łóżeczka czyli kokon, ochraniacz, becik, baldachim aaaa wybraliśmy sobie kolory i Pani uszyla specjalnie dla nas nowe, mega się cieszę!! Już tak niewiele zostało, a mi coraz ciężej. Czasami dokuczaja skurcze przepowiadajace, dlatego myślę że za jakiś tydzień półtora spakuje torbę w razie w. Mały buszuje w brzuchu, kocham to jego ruchy ale już stają się bolesne niektóre:p przez to rozejscie ciężko mi się chodzi, praktycznie chodzę jak kaczuszka ledwo się kulam ale na szczęście mój B jest bardzo dużym wsparciem dla mnie więc damy radę! 
Od wczoraj dołek, w sobotę ma przyjść okres i wszystkie znaki na niebie i ziemi to zapowiadają. Miałam dziś zadzwonić do szpital a i umówić siebie i męża na badania, które muszą się odbyć w 2-5 dniu cyklu. Niestety rejestracja jest czynna tylko godzinę w ciągu dnia, a ja dziś będąc w pracy tą godzinę po prostu przeoczyłam. Jestem na siebie wściekła, bo wątpię, żeby udało mi się umówić na poniedziałek/wtorek gdy zadzwonię jutro. Kolejny miesiąc trafił #&%@. Od wczoraj humor płaczki, tak po prostu, bez powodu, bo po prostu chce mi się płakać i już...może koc, czekolada, ciepła herbata i ramię męża pomoże choć trochę?
dzieki kochane.... nie ma co podziwiać. Moja mama pomaga jak może.
Jeśli chodzi o starszaki to nie jest lepiej. Chodzą do przedszkola i żłobka, więc część dnia jestem z jednym,nieodkladalnym dzieckiem. zdarzają sie dni, kiedy musze zrobić cos w domu i wtedy nie ma opcji,zeby go nosić. Ryczy, drze sie a ja musze coś zrobić. Ale zaraz po tym idzie spać. Dzisiaj na mnie spał z 40min. może godzinę. Jest nieco lepiej z moim natrojem. Staram się go sobie poprawiać czymkolwirk co sprawia,ze mi lepiej,że mam ochotę się uśmiechać. Np dzisiaj rozbawił mnie mem
na obrazku dwa zwierzątka przytulone do siebie i opis"kesli uważaz,że jesteś kiepskim rodzicem...." padłam
za pewne większość z Was ma fb,polecam blog Ojciec... no on to wrzuca zajebiste memy;)
Ja może i źle nie wyglądam,ale wkurza mnie,że waga stoi i nie idzie w dół. i kto powiedział,ze kp mnie odchudzi powienien przyjść i mbie zobaczyć
a najgorsze,że włosy mi lecą garsciami. nie mam kiedy iśćna badania i do endo
maskara
No to mamy Anię!
Jak dobrze pójdzie to jutro wychodzimy do domu. Oby, bo Milenka w domu podobno nieciekawie.
Ania urodziła się dość szybko, o 14 we wtorek miałam wizytę i cisza, choć na ktg były dwa skurcze takie mocne. No ale o 16 już czułam że coś może się dziać. Skurcze co 7-10 minut, ale średnio bolesne. Ale jako że do 21 nie mieliśmy z kim zostawić Mimi to skurcze musiały poczekać. W końcu Milena zjadła kolacje, położyłam ją spać i koło 22 jechaliśmy na porodówkę. Swoją drogą muszę przyznać że ciężko śpiewa się kołysanki z mocnymi skurczami 
Na przyjęciu w szpitalu skurcze co 2-3 minuty i rozwarcie 5 cm. Na samej porodowce byliśmy ok godzinę, o 23.20 urodziła się Ania. Ale tą godzinę wspominam gorzej niż 25h bóli krzyżowych przy Milenie. Mała 3800 g, 55 cm. Poród sn bez nacięcia i pęknięcia.
Za to Milenka znosi ciężko rozstanie. Dziś dowiedziałam się że wczoraj mówiła mojej mamie że jej mama nie wróci i już jej nie kocha. Wieczorem Łukasz nie mógł jej położyć spać bo płakała bo ona chce do mamy. Dziś już lepiej ale wczoraj była masakra. Boję się że to przełoży się na siostrzane relacje. Że potraktuje Anie jako rywala który zabrał jej mamę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 września 2018, 16:44
18 DC,
Hej, chyba już po owulacji, śluz się zmienił, ale tempka jeszcze się waha i nie ma ewidentnego skoku. Wreszcie w domu!
przyszła dla małego mata piankowa 180x180 cm, dwustronna, kolorowa, 1 cm grubości, super! mały od razu się ucieszył, fika się na niej i super się bawi. Teraz już łatwiej mu będzie zacząć podnosić się do raczkowania bo na kocu się ślizgał.
[7 dni pozostało...]
CZWARTEK
KURNA JEGO MAĆ!!!!!!!!!!!!!! Zrobiłam dzisiaj tsh. Wyszło 2,6 !!!!!!!!!!!!! WTF ja się pytam?! jak to do cholery możliwe?!?!?! 2,6 to ja miałam PRZED leczeniem! A 3 miesiące temu było piękne 1,7 (albo 1,9, ale na pewno poniżej 2). No i szlag by to trafił. Dlatego całkiem możliwe, że jednak te dwa cykle BYŁY bezowulacyjne. Ale jestem zła..........!!!! I nie wiem dlaczego tak się stało?
muszę zwiększyć dawkę letroxu
DRAMAT
zastanawiam się czy jeszcze raz dla pewności powtórzyć badanie w poniedziałek? No nie wiem co zrobić
na pewno proga zrobię i sprawdzę czy była owulacja. Nie wiem dlaczego to tsh mi tak skacze
przecież takim sposobem to ja nigdy w ciążę nie zajdę
z pozytywów: prl spadła jest 20 (normy do 30), więc jednak Castagnus działa
no i jeszcze jednak zagwozdka: kwas foliowy mam przekroczony prawie 3x
norma do 18 a ja mam 48
czy to znak, że powinnam przyjmować jednak formę metylowaną? ktoś wie??? Czemu sie wszystko zawsze musi schrzanić?
No i takim sposobem sutknely mi kolejne urodziny w piatek.... 37. Nie wierze, ze juz tyle mam lat, do zeszlego roku w ogole nie czulam sie na swoj wiek. Niestety przedluzajace sie starania zaczynam odczuwac na mojej psychice i fizycznie, bo brak mi jakiejkolwiek motywacji.
Po dlugim oczekiwaniu dostalam wyniki testu ERA i ogolnie moj lekarz powiedzial mi ze wszystko jest praktycznie dobrze( gdybym dostawala £5.00 za kazdym razem kiedy to slyszalam, dzisiaj bylabym milionerka
) Zauwazyl nieprawidlowosci w 7dpo kiedy wycial kawalek endometrium na biopsje. Otoz mam troche podwyzszony poziom komorek NK i powiedzial, ze to moze byc przyczyna niepowodzenia przy zagniezdzeniu. Przepisal mi sterydy i zachecal, zeby sprobowac podejsc do kolejnego transferu. Jezeli sie nie uda, powiedzial,ze przyczyn bedziemy szukac w genetyce i juz w razie czego dal mi zlecenia na badania dla mnie i meza. Siostra wykupila mi sterydy i czekam az zostana dostarczone z Polski. Targaja mna emocje, bo chcialabym dzialac a tak bardzo boje sie porazki. Poza tym troche poczytalam o insulinoodpornosci i zaczelam mierzyc sobie cukier glukometrem. Jak na razie cukier wychodzi troszke przy gornej granic i raz byl powyzej jak go mierze rano na czczo. Zastanawiam sie czy to moze miec wplyw na nasze niepowodzenia? Prosze was dziewczyny doradzcie cos?
Rowniez mam MTHFR_1298A-C układ homozygotyczny MTHFR_1298A-C układ heterozygotyczny , wiec zaczelam to troche korygowac jedzeniem. Codziennie na sniadanie pije smoothie ze szpinakiem, jarmuzem, nasionami chia, siemie lniane, banan i pomarancza i przyjmuje kwas foliowy metylowany, ale czy to wystarczy? Moze powinnam porobic diete przez przynajmniej 6 tygodni i zrezygnowac z absolutnie calego cukru? Nie wiem, nie wiem, nie wiem........................aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa taki stan umyslu....ale przynajmniej na razie sie usmiecham a nie placze.
Huh. Działo się. Byłam u babki, która zajmuje się terapią czaszkowo-krzyżową. Namiary od koleżanki, której pomogła na astmę. Po zabiegu stwierdziła, że w stawach zbierają się toksyny, ale że same stawy są w porządku. Bardziej niepokoi ją układ hormonalny. Mimo tego, że wyniki badań są w porządku, to mogę mieć delikatne odchylenia od normy, które powodują chwilową niemożność poczęcia. Poleciła thyroid complex firmy viridian. Zamówiłam. Przyszło, dziś łyknęłam pierwszą tabletkę. Wczoraj byłam u niej drugi raz, powiedziała, że jest już lepiej. Sama nawet czuję delikatne otwarcie się.
W międzyczasie był ślub i wesele brata, oczywiście w głowie kotłuje się odwieczne "kto pierwszy?" - niestety zostaliśmy wychowani w duchu rywalizacji i nie mogę się teraz tego pozbyć. A szkoda. Na ślubie nie mogła być obecna mama - przebywa na oddziale rehabilitacji po udarze. Dodatkowe emocje.
Na razie wstrzymuję się z duphastonem. Hormony zawsze mogę przyjąć, chcę spróbować jeszcze naturalnie. Zobaczymy.
8dc
Fajny dzien! Rano bylo zimno, w pracy siedzialam dlugo ale wracajac do domu cudownie swiecilo slonce. Uwielbiam polska,zlota jesien.
No i dzisiaj bylam z siostrami i siostrzenicami na spacerze. Bylo super, stesknilam sie za malymi:).
A i dzis mecz siatkowki Polska-Serbia
.
Acha a jutro mam wolne, jedziemy do kliniki. Mam nadzieje ze doktorek da zielone swiatlo do inseminacji. Czuje lekkie podniecenie.
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 września 2018, 19:19
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.