Marti... Goniąc czas 4 października 2018, 10:13

postaram sie odpowiedziec na Waszy pytania.

ale latwo nie jest. bo mala dopiero zasnela na pierwsza drzemke.... normalnie spi juz o 9 rano... cos jej sie przestawia strasznie. a przez to jest marudna. non stop wymaga atencji, nie jestem w stanie nawet fejsa sprawdzic ;p wiec nie wiem tez ile bedzie spala.

Anakin. trzymam kciuki za Linomag. wiem, ze moze nie kazdemu pomaga, ale jest tak tlusty, ze wierze, ze na Emilka przypadlosc pomoce lub zalagodzi. a jesli juz po ty;u porbach nie poparwi sie to szukalabym porady specjalisty, a nie cholernego pediatry.

co do logistyki basenowej. bylam tylko raz i moge opisac po prostu jak to u nas wygladalo. od razu zaznacze, ze odnosilam wrazenie, ze my jestesmy jacys chaotyczni i inni rodizce lepiej sobie radza :D


podjechalismy autem na basen i wzielismy podziemny platny parking, zeby malej nie przewialo po. i tak bedziemy raczej robic, bo pogoda nie rozpieszcza. potem na gore, odhaczyc sie na liscie obecnosci u przedstawiciela akademii ruchu (oni wynajmuja na godziny basen i robia zajecia w wielu miejscach). potem znalezc miejsce do siedzenia i rozebrania siebie. mala w tym czasie byla w foteliku samochodowy, a potem wyjeta na podklad do przewijania na kanape, na ktorej siedzielismy. oddanie ciuchow do szatni. za wczesnie pryzjechalismy, wiec 10 min czekania w poczekalni... Ola sie niecierpliwi. nie lubi jak ine wiadomo o co chodzi. nie chciala ani w foteliku siedziec, ani lezec na kanapie, rece tez jakies takie niewygodne.... ehhh. no nic. przezyjemy. oby nie plakala. 15 min przed rozpoczeciem zajec idziemy do kasy , pokazac karnet/kupic bilet mezowi, odebrac kluczyki do szafek wchodzimy do sztani rodzinnej (faceci/kobiety/dzieci) : rozebrac/przebrac mozna sie w zamykanych w tej przebieralni "budkach" - nie wiem jak to nazawac, ale chodzi o to, ze nie trzeba cyckow obcym facetom pokazywac. dorwalismy sie do szafki. rozgladamy sie co z dzieckiem/fotelikiem itd. okazalo sie ze sa 3 przewijaki (noooo to juz wiem, ze bedzie wojna przy wyjsciu o przewjak, bo dzieci ok 15), rozlozylam podklad na przewijaku, Ole na podklad i instruowalam zdalnie meza co podac, co zrobic (najpierw rozebral sie on, potem ja (ubralisy kostiumy na siebie juz w domu, zeby bylo latwiej), potem rozbieram Ole, podaje mezowi ciuszki do schowania, prosze o pieluche do plywania (papmpers splashers) i probuje instuowac meza co ma wyjac, ktora torbe na plywalnie (no bo recznik dla Oli, recznik dla nas, klapki, zel pod prysznic).... itd.. stwierdzilismy, ze fotelika nie zstawimy w szatni, bo zadnych nie widzialam, i zabierzemey go ze soba na plywalnie.. nie weszlismy pod prysznic, bo jeszcze troche czasu do zajec, balam sie, ze malej bedzie zimno. no i jak przyszla godzina nasza intruktorka poprosila u dokladne umycie siebie i dzieci.... kolejka pod prysznic.. dramat.. zle regulowana woda... dramat (bo za ciepla, bo za zimna), tylko widzialam, jak Oli nie pasuje to pryskanie woda.... jest przyzwyczajona do wanienki, nie prysznica.... dobra nie placze, umyta ... ekhhmm... pobieznie, ale widac ze byla pod woda :D ja tylko zmoczylam sie (bralam prysznic przed wyjsciem z domu). na szczescie u nas nie trzeba czepkow na te zajecia, bo s;lyszalam, ze dzieci potrafia wpasc w ryk na widok rodzica w czepku. dobra do wody.. instruktorka odbierala od nas dzieci, zebysmy weszli do wody (tylko jeden rodzic, drugi na brzegu) i zaraz je oddawala po wejsciu do basenu. Ola zdziwko... niesmak/ zdziwko. zaczelam ja kolysac i inne takie. zaczelo sie nawet podobac. potem instruktorka pokazywala rozne cwiczenia. juz wiecie, ze do jednego wziela Ole i ta w ryk nie do uspokojenia. wyszlismy z zajec. nawet bylo mi to na reke, bo tylko 3 przewijaki.... wiec mielismy spokoj tutaj. nie weszlam pod prysznic, nie wzielam juz Oli pod prysznic. ta zawinieta w recznik sie uspokoila. meza poprosilam o drugi recznik dla Oli (wzielam dwa, bo ten co korzystalismy przed zajeciami caly mokry.... tak jak przypuszczalam). wytarlam ja,ubralam.. ja stalam cala mokra w kostiumie, zmrazlam jak diabli. maz latal od przewijaka / do szafek.. nie mogl znalezc tego co ja chcialam, ja sie wkurwialam ... troche na niego powarzczalam... dobra Ola ubrana. teraz ustawilam meza przy przewijaku do pilnowania. sama poszlam sie ubrac... stopy zimne jak lody bambino.... strach o kolejne przeziebienie u mnie... dobra. ubrana// teraz maz sie przebiera. ludzie z plywalni zaczynaja sie schodzic... walka o przewjaki/ my nie spakowani... ciuchy porozwalane ... dobra szybkie wrzucanie rzeczy do torby .. spadaamy. na zewnatrz juz tylko ubrac sie w odzienie wierzchnie i wypad.... dzizas... ile stresu. nie wiem jak jedna osoba moze to ogarnac. a byly takie przypadki.... ja sobie nie wyobrazam :D bedziemy chodzi razem.. moze jak Ola podrosnie ja sie ogarne, ale poki co niemoc zostawienia dziecka na chwile na przewijaku/ podejscie do szafki, szukanie rzeczy itd z dzieckiem moim zdaniem jest bardzo trudne.

takze tak wygladala technicznie nasza wyprawa

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 5 października 2018, 08:55

Znajoma pediatra doradzila mi na kilka dni zrezygnować z nabialu i obserwowac skore Emila... Dramat. Nabial to podstawa mojej diety, jako ze nie jem miesa. Jogurty, sery, twarozki, maslanka... Czarna kawa-brrr. Mama kupi mi napoj sojowy, bede sie ratowac.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2018, 08:56

20dc
Po perypetiach po skonczeniu @ bolem jajnikow, podbrzusza i braniu lekow bez recepty na infekcje (zanella), ktore skonczylam w srode tydzien temu- poszlam odebrac wyniki, immunologia, hiv, chlamydia itd ktore robil bo przystępuje do in vitro. Dzis od razu pielęgniarce powiedzialam ze chce stopien czystosci zrobic z powodu bolow ktore mialam po @ , a nie chce opozniej co do in vitro takze wyszla infekcja bakteryjna i jutro meza wysle do lekarza z wynikiem, aby pokazal doktorkowi i wypisal cos mocnego. Zadnej infekcji grzybiczej takze lactacid czerwony spelnil swoja powinnosc ;-)i oby tak zostalo, bo jednak moja astma daje sie we znaki :-(.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października 2018, 10:17

Pije kawę i czekam na gościa od pomiaru okien. Nasz remont wciąż w zawieszeniu. Trochę daliśmy ciała bo na okna będziemy czekać przynajmniej do połowy listopada, zdecydowanie za późno zaczęliśmy to załatwiać. Ten remont na pewno nie odbędzie się w trybie Express. Boję się tylko że i święta spędzę mieszkając u teściów.
Ostatnio znowu dopadło mnie przeziębienie i jak na razie nie odpuszcza. A miałam z mężem w tym tygodniu wrócić na siłownię. Znowu musimy to przesunąć o kolejny tydzień. Plecy mi wysiadaja, dwa tygodnie temu dopadła mnie rwa barkowa. Wiecznie coś...
W ciągu ostatnich 4 tygodni nasza działka zyskała nowe życie. Wlozylismy w to dużo czasu i serca, zrobimy ogrodzenie by nasz psiak nie musiał siedzieć na smyczy. Jestem z nas dumna, a w szczególności z mojego męża. W przyszłym roku chcemy postawić nowa altankę, mam nadzieję że fundusze na to pozwolą.
Standardowo jak to przystało na tą porę roku zaczynam mieć doła. Nie cierpię zimna, staje się z tego powodu nerwowa, narzekam zdecydowanie więcej niż zwykle. W mieszkaniu zimno, nie mamy motywacji do palenia w piecu, chciałabym by już zrobili te ogrzewanie! Pocieszam się faktem że za miesiąc będzie już po wszystkim - chyba.

Alebazi Na emigracji... w oczekiwaniu na cud 4 października 2018, 14:41

14 dc / 2cs
Hej :*

Powoli wygrzebuje się z paskudnej grypy. Obawiam się, że przez nią ovu się spóźnić, albo wcale nie wystąpi. Narazie czekam, nie zaobserwowałam śluzu świadczącego o nadchodzącej ovu.

P. S. Cykle mam srednio 33 dniowe. Ostatnim razem ovu była 20dc. Po odstawieniu evry poznaje swój organizm od nowa.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października 2018, 14:42

2 dc, 17 cs
Przyszły wyniki naszych kariotypów, całe szczęście są OK.
Poza tym, stwierdzono u mnie mutację w genie MTHFR:
detekcja mutacji C677T - homozygota CC
detekcja mutacji A 1298C - heterozygota AC.
Z opisu wynika, że groźne to nie jest, muszę tylko przyjmować dużo kwasu foliowego i wit. B. Chyba, nie mam pewności - czy wie ktoś coś więcej?
Dowiem się u lekarza zapewne... trochę się tym zestresowałam i zaczęłam czytać internety i porady dr google, co wiadomo, rozsądne nie jest :)
Co poza tym? niecierpliwię się i już bym chciała zacząć stymulację do in vitro a dziś dopiero druga tabletka antykoncepcji. Faktycznie, długi protokół jest DŁUGI.

wizyta u lekarza 25+3

Ciąża starsza o 4 dni, wszystko ok, szyjka wysoko,łożysko ok, płeć potwierdzana po raz drugi będzie jak nic chłop. Pan dr dokładnie pokazał klejnoty młodego żebym nie miała juz wątpliwości. Łożysko przodujące, przez co gorzej widać wszystko, wiec zdjęć znowu nie mam..mały wazy 816g, ułożony poprzecznie, wiec na dzień dzisiejszy cesarka, ale oczywiście może się to wszystko zmienić..ciśnienie ok..i kolejna wizyta 31.10 :)

Ja generalnie czuje sie ok, troszkę nudzę sie w domu no ale miesiąc zleciał..
Powoli zaczynam przygotowania..ale jeszcze nic nie kupiłam, na razie przepatrzę to co mam, a czego mi zabraknie to dokupię.


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października 2018, 17:18

Marti... Goniąc czas 5 października 2018, 11:10

Dzięki Dziewczyny.... serce mi się kroi. Juz płakałam nad nią. Niby katar, a ja się boję zeby nic jej się nie stało... boje sie. Kondultowalam online z lekarzem medicover. Wszystko robię dobrze. Tylko niech jej się kurde polepszy.... plastry aromactive uratowało noc i teraz drzemki.

Anakin.tak ściągam nadal. Cjoc tera z staram się ja przystawką choc na chwile. Bo śpi na dziecka w zetknięciu z skutkiem uwalnia sygnały czego dziecku brakuje. Tak w skrócie. Wiec mam nadzieje, że mleko ja uzdrowić... Tak gada Hafija... oh well

Evelle28 Walka o Małe Szczęście 17 stycznia 2021, 16:03

26 cs 17 dc.
Dzień w którym spłodziliśmy Nasze Maleństwo. ❤️
Chciałabym aby to stało się prawdą❤️

Jestem po badaniach krzywej cukrowej i insulinowej u wszystko w porządku :) ostatnia wizyta u endokrynologa zakończyła obserwacje i dr stwierdziła że mam niedoczynności tarczycy.
Pod koniec stycznia mam iść zapisać się na laparoskopię, więc liczę że w okolicy 8 lutego ona się odbędzie no chyba że stanie się cud 🤰

A tak po za tym to nic ciekawego u Nas. Minęły święta, minął sylwester, byliśmy na weekendowym wyjeździe u Moich Dziadków na Śląsku. Żyjemy i mamy się dobrze. Aktualnie planujemy urlop, myślimy nad Turcją bądź Chorwacją :)

A tymczasem uciekam oglądać skoki a Wam życzę miłej niedzieli 😘😘

5t5d

Pierwsza wizyta za mną. Pęcherzyk znajduje się w macicy, widoczne jest ciałko żółtkowe. Serduszka co prawda nie było widać jeszcze (chociaż lekarz powiedział, że "coś mi tu mruga") ale kazał poczekać dla pewności. Jak na razie jest wszystko ok. Pogratulował ciąży. Wiecie, ja go uwielbiam, czuję się przy nim swobodnie. Nie rozczula się, jest konkretny, wszystko omawia, podczas badań opisuje każdą czynność... Mówi, radzi, a nie ocenia i nie krytykuje.
Miałam ogromną nadzieję, że zobaczę to serduszko <3 no ale maleństwo każe czekać...
Kolejna wizyta 17.09 - wydaje się to takie odległe...
Ale cieszy mnie każdy etap, każdy jeden mały krok dalej. Każdy pozytyw. Jest lepiej jak było i jestem szczęśliwa :)

OBJAWY
lekkie ciągnięcie w brzuchu
ból sutków (są mega wrażliwe)
senność
wzmożony apetyt - na konkrety
brak ciągot na słodkie
problem z wysiedzeniem 8 godz w pracy za biurkiem

Biała Azlia Co przyniesie los 4 października 2018, 17:38

Jutro zaczynam tydzień 10 a dopiero pierwszy wpis. Wszystko dlatego, że chyba to do mnie nie dociera, chodź już brzuszek się zaokrągla :)
Jak się czuję? To najczęstsze zadawane mi pytanie ostatnio :) Czuję się dobrze. Wcześniej dokuczały mi mdłości i ogólne osłabienie, teraz mam więcej energii. Nie przesypiam już całych dni, nawet mnie na drzemki nie bierze. Jestem na zwolnieniu i głównym moim zajęciem jest jedzenie, wymyślanie i przygotowywanie sobie posiłków. Okazało się, że mam cukrzycę ciążową i muszę dbać o dobre odżywianie. Może dzięki tej diecie zaczęłam się dobrze czuć. Z jednej strony to dobrze, bo w końcu wiem co powinnam jeść. Wcześniej moje odżywianie było masakryczne. Jadłam to na co miałam ochotę w danej chwili i co było pod ręką. Może dlatego ten cukier był kiepski. Teraz glukometr wskazuje poziom cukru w normie. Jutro idę do dr diabetolog, zobaczę co mi powie.

Biała Azlia Co przyniesie los 22 sierpnia 2018, 18:57

Ciąża rozpoczęta 3 sierpnia 2018

AnaR_30 Nie początek... walka 4 października 2018, 20:15

Minęłotroche czasu od ostatniego wpisu... Wiele się wydarzyło w tym czasie. Remont domu skończony... poprzedni rokspędziliśmyw Anglii. M nadal tam jest,a ja wróciłam do Polski w grudniu zeszłego roku i już zostałam. Przynajmniej na razie...
W styczniu zaczęliśmy przygotowania do in vitro. Najpierw była cała masa badań. Później stymulacja hormonalna na długim protokole. 4 czerwca punkcja. Pobrano 6 komórek, zapłodnić udało się 5. Podczas stymulacji pojawił się polip, więc w lipcu miałam histeroskopię. Na szczęście okazało się, że wchłonął się. Chcieliśmy podejść do criotransferu na cyklu naturalnym jednak z moją okupacją było coś nie tak. Następnym cyklu zaczęłam brać hormony. Dzisiaj jestem 2 dzień po transferze... M jest w Anglii a ja u siostry. Czekamy do 16 października na badanie hcg i zobaczymy. Wszyscy na około mówią, że będzie dobrze...
Czekam

Marti... Goniąc czas 5 października 2018, 11:39

Goziku. Tylko ja tego swojego mleka to mam tylko na jakieś 30 procent zapotrzebowania... no ale walczę

Co do basenu. To on jest nowy. Chyba nie było kiedys. Tam też kręgielnie zrobili ;)

Kolejny dzień za mną... jak w KTG...humorowa oscylacja zawężona z okresowymi deceleracjami. Czyli nie za dobrze. Trochę tak jakby, życie się we mnie zatrzymało. ... ah no tak, przecież tak się stało.

Wczorajszy zaliczam do jakiegoś armagedonu bólowego. Wstałam rano jak nowo narodzona, wszystko było ok, krwawienia są już bardzo bardzo sporadyczne, ale jeszcze są. Uznałam, ze to dobry moment wybrać się do siostry 60km dalej. Zjadłam śniadanie ( duża porcję owsianki) i pojechałam.
Ok 12 dostałam takich strasznych wzdęć i zaparć, że nie umiałam się skupić na niczym. Trochę się pobawiłam z chrześniakiem, ale ból nie mijał, ciągle leżałam. W zasadzie byłam nieobecna. Siostrzyczki, bo obie tam byly, rozumialy mnie i kazały leżeć. Ledwo zjadłam obiad. Do tego latałam siku co chwilę, a zaparcia dalej doskwierały. Dopiero jak siostra miała chwilę, to pojechała do apteki po czopki glicerynowe i espumisan. Uff o 16 zaczęło przechodzić, potem złapała mnie drzemka i się kimnęłam 15 min:/ taki pożytek miała ze mnie siostra:/ o 18 musiałam sie zbierać do domu, jak wróciłam do 19 to znowu się zaczęła powtórka z rozrywki. Czopek i znów tron... myślałam, ze mi dupsko odpadnie od tej męczarni.
Wniosek... błonnik! O zgrozo! Nigdy przenigdy nie jedz go w takich ilościach, nie pijac duzo wody...

Tak, zapomniałam, że w trakcie okresu zdarzały mi się wcześniej zaparcia, tylko to było już parę miesiecy temu jak nie brałam niepokalanka, potem nie miałam żadnych problemów.
Owsianka zawsze wywołuje we mnie wzdęcia a teraz mam stan jakby w trakcie okresu, gdzie ruchy jelit mam spowolnione. Armagedon.

Na szczęście dziś jest dobrze. Owsianka fee.

Siedzę sobie i myślę ile czasu zmarnowałam, aż mam wyrzuty sumienia. Zaraz trzeba się zabrać za obiad. Potem chciałam jechać do marketu, kupić coś przyjaciółce na jej mieszkanie nowe, bo jeszcze u niej nie byłam odkąd się wprowadziła, a to było chyba w maju. W sobotę jej mąż z moim umówili sie na KSW... yh... uznałam, że nie mogę siedzieć i się nad sobą użalać, dlatego pojadę. Przynajmniej nie muszę udawać przed nikim nic, bo wiedzą co się stało i wcale nie muszę ani silić się na udawaną radość, ani nie muszę ściemniać, czemu nie mam ochoty na lampkę wina.
Nie mam w prawdzie imprezowego nastroju, ale trzeba robić małe kroczki.

Co do małych kroczków, to postanowiłam kupić znów wszystkie suplementy i znów nas przygotowywać.
Mnie jeszcze trochę zejdzie zanim organizm się przestawi. Ale męża plemniczki nie mogą się osłabiać, więc niech łyka znów lkarnityne, mace i cynk.
Ja też wrócę do inofemu,wiesiołka, niepokalanka i tym razem kupiłam kwas foliowy z metafolinami, droższy ale ponoć lepiej się wchłania. No i standardowo wit D.
Najważniejsze to teraz oczyścić umysł, zacząć cieszyć się małymi drobiazgami i rozdmuchiwać chmury, aby wyszło słońce.




"Gdyby miłość mogła uzdrawiać, a łzy wskrzeszać, dziś byłbyś z nami"



edit.
Aha, zeby nie kończyć tak całkiem posępnie, anegdotka z wczoraj.
Moj 2-letni chrześniaczek jeszcze nie do końca wypowiada słowa w całości, czasem ucina jakieś głoski, wiadomo.
Z wypowiedzeniem mojego imienia nie ma większych problemow, bo i tak wszyscy mówią do mnie "ila", na męża Adik,
ale nie umie powiedzieć Adik i wczoraj mówi: ciocia Ija tutaj, a ujek Dik ?

:D
no to wujek ma ksywkę Dick :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 października 2018, 12:13

Koralik Ech 4 października 2018, 21:24

Wizyta u dr S. zbliża się coraz bardziej. Jestem ciekawa, czy dostaniemy od razu zielone światło czy jeszcze coś trzeba będzie zrobić. Komórki już zarezerwowałam, czekają już w klinice. Połowę kosztów trzeba zapłacić już teraz.

Czekam cały czas na wyniki badań kariotypów D. I jeszcze trochę sobie poczekam, bo na dzień dzisiejszy ich jeszcze nie ma.

W ostatnią sobotę wybraliśmy się do kliniki w Krakowie i złożyliśmy wniosek o adopcję zarodka. Pani pielęgniarka stwierdziła, że można czekać miesiąc na telefon, a można czekać też 3 miesiące. Słyszałam nawet, że aż 5 miesięcy. Zawsze jest to jakaś opcja, gdyby KD jednak nie pomogło.

Przykro mi strasznie, że pozostaję bezdzietna, a niepłodność nie pozwala nam na poczęcie własnego dzieciątka. Co chwilę widzę ludzi z dziećmi, mijam ich na ulicach, w sklepie, widuję w autobusach itd., i jakoś mnie te osoby strasznie irytują. Oni nie wiedzą, przez co ja przechodzę, nie mają pojęcia, co czuję, gdy ich widzę. Że serce mnie boli, samoocena siada i dopada mnie przygnębienie, a ja miałabym ochotę już na sam ich widok uciec jak najdalej:(


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 października 2018, 21:33

<3 23 Tygodnie Maksowe <3 29 maja 2016.


TYDZIEŃ PIERWSZYCH RAZÓW...

Tydzień pełen wrażeń.Ale od początku. W zeszłą niedzielę - pogoda piękna, gorąco, mama wreszcie mogła odziać sukieneczkę - wybraliśmy się nad morze razem z chrzestnym Maksa. Stwierdziliśmy, że raz się żyje i bierzemy spacerówkę - która zresztą okazała się strzałem w 10-tkę. Mały zadowolony bo znacznie więcej widzi a jednocześnie leży na płasko, przypięty w szelkach. Spacerówka ma też wysokie boki więc go nie zawieje. I foliowe okienka po bokach budy, przez które mały dodatkowo ogląda świat :-) A mama nie martwi się już o małego plecki czy bezpieczeństwo. Do tego stelaż naszego wózka z siedziskiem jest lżejszy a tak samo łatwo się składa i rozkłada ;-) Przespacerowaliśmy się na molo i deptak a potem zahaczyliśmy jeszcze o leśną ścieżkę. Troszkę bałam się kleszczy/komarów bo jeszcze nic na to nie kupiliśmy dziecięcego, ale jak zwykle niepotrzebnie panikowałam, Maksiu zachwycony drzewami w lesie i wybojami he, he. Także jego Pierwszy raz w spacerówce i Pierwszy raz w lesie zaliczony (22 maja)

W poniedziałek pojechaliśmy na USG przezciemiączkowe zlecone przez neurologa w związku z nierównymi źrenicami Maksa. Pani doktor robiąca badanie stwierdziła że wszystkie struktury mózgowia rozwinięte są prawidłowo, oznak wodo-mózgowia brak i nie widzi nic niepokojącego - również w obszarze odpowiadającym za wzrok. Teraz została nam jeszcze ponowna wizyta u neurologa 1.06 z wynikami. Maks w ogóle ma już całkiem mocno zarośnięte ciemiączko, więc dobrze że udało Nam się tak szybko dostać na badanie :-) Szczerze powiedziawszy trwało b. krótko to usg ale mnie uspokoiło - Zrobiłam i sprawdziłam wszystko co mogłam w sprawie oczek Maksa i wierzę że ta nieprawidłowość zniknie sama skoro nie jest chorobowa i nie jest groźna. Pochwalę tez mojego synka, bo był bardzo dzielny na badaniu, nie przestraszył się ani zimnego żelu ani dotykania głowicy - dzielny chop :-)

Gabinet był w centrum miasta a ja miałam wykupiony jeszcze bilet parkingowy, więc skorzystałam z okazji i przespacerowałam się z małym przy Pomniku Harcerzy, Sea Towers i Kolejce Linowej. Maks przespał się na świeżym powietrzu a ja miałam czas by porozmyślać...
Stwierdziłam że za bardzo trzęsę się nad swoim dzieckiem, jestem taka matka boja-dupa, chronię go przed wszystkim, unikam tłumów i centrum, a przecież o jemu już 6 miesiąc leci. Jest odważnym, zdrowym, uśmiechającym się do wszystkich chłopczykiem i nie mam co się bać o niego, że sobie nie poradzi w nowych warunkach ;-)

Po południu postanowiłam więc zrobić kolejny krok i po przyjściu chrzestnej Maksa poszłyśmy na plac zabaw. Och jak serce matki się radowało, kiedy Mały wsiadł z P. na karuzelę i cieszył się że się kręci Widok cudny :-) Tak nam się spodobało że wieczorem zaciągnęliśmy tatusia jeszcze raz i tym razem Maks bujał się na koniku, bawił koralikami na stojaku, siedział na ściance wspinaczkowej :-) Pierwszy Raz Maksa Na Placu Zabaw zaliczony (23 maja)

Wtorek upłynął nam pod znakiem kolejnych odwiedzin ;-) Najpierw moja koleżanka ze szkoły rodzenia wpadła ze swoi synkiem na spacer a potem moja siostra z 6-tygodniową córcią

A w środę to dopiero była dla nas frajda :-) Po tym jak koleżanka opowiedziała mi jak często jeździ z synkiem do centrum na spacery, spięłam poślady, spakowałam Nas i wyruszyliśmy w Naszą Pierwszą Wspólną podróż autobusem. Ja - w sukience poplamionej marchewką, której nie zauważyłam - w końcu matka polka - Maks w rampersiku, sandałkach i czapeczce z daszkiem W autopku Maks widać było jest lekko poddenerwowany, ale nie samą jazdą tylko szarpaniem i hamowaniem. Patrzył tez z zaciekawieniem na wszystko. Jaka dumna byłam ze się odważyłam i dałam radę, każda mama wie że podróż z dzieckiem to prawdziwa wyprawa. Musze jeszcze tylko dopracować technikę wsiadania i wysiadania z autobusu i będzie gites. A celem naszej podróży była uwaga uwaga PLAŻA. Tak bardzo stęskniłam się za smażeniem na plaży ciałka jak skwareczka. Oczywiście w drodze na nią Maks zwalił kupola i musiałam go przebrać w parku, ostatnio coś polubił robienie kupy na powietrzu Wrażenia z plaży - super. Maks jak zobaczył, dotknął piasku wręcz oszalał z zachwytu, ostre słońce świecące wprost w oczy mu nie przeszkadzało Mama też skorzystała i rozebrała się do stroju. Pierwsze opalanie nie trwało co prawda długo, bo zbliżała się 12:00 ale mama zachwycona a synek aż ze szczęścia zasnął także PIERWSZA PODRÓŻ AUTOBUSEM i PIERWSZA PLAŻA ZALICZONA (25 maja)

Wieczorem czekały kolejne na nasz kolejne wrażenia, bo świętując Naszą Trzecią Rocznicę ślubu wybraliśmy się do włoskiej restauracji, oczywiście z Maksem ;-) Ja zamówiłam ravioli ze szpinakiem i deser panna cotta z truskawkami a P. pieczeń wołową w kurkach i suflet czekoladowy na deser. Pyszotka :-) Maks był grzeczny ale tak zarefowany obecnością innych gości i wystrojem restauracji że mimo zmęczenia nie padł i cały czas nam towarzyszył :-) Kolejny pierwszy raz Maksa... tym razem W RESTAURACJI (25 maja)

W czwartek zaczął się długi weekend i tak cudownie się złożyło że tata może być cały czas z nami. Świętowaliśmy Nasz Pierwszy Dzień Mamy. A w piątek wspólne większe zakupy jak co miesiąc i zabawki dla Maksa na jego Pierwszy Dzień Dziecka ;-) Kupiliśmy mu Kulę Oball'a, książeczkę gumową do wody i piszczałkę-pieska z gryzakiem ;-) A wszystko zapakowane w torebunię i czeka na 1-go czerwca... Cudowny czas za nami i przed nami....

A aktualnie Maksa odwiedzają dziadkowie i kuzyni więc ma się z kim bawić. A co jeszcze poza tym ??? Synek ma mnóstwo energii skacze, hopsia, podryguje, hihocze, trenuje sztukę siadania i trzymania samodzielnie butelki z uchwytami. Zajada się już dwuskładnikowymi daniami od poniedziałku (23.05) Ząbki nadal nie wyszły ale schodzą coraz bardziej w dół.

I to chyba tyle co u Nas. Do następnego ;-)

3 KOMENTARZY

dzabuch / 28 maja 2016 23:38
No to tydzień pełen wrażeń! Dzielny Maksio i dzielna mama!

madu / 29 maja 2016 13:45
Alez sie u Was dzieje!

Magic / 31 maja 2016 00:03
Matko sie dzieje u Was gratulujemy kolejnych pierwszych razów

Marti... Goniąc czas 9 października 2018, 18:37

"W zimie biegunka najczęściej jest powodowana przez infekcję wirusową. Jej wystąpienie poprzedzone jest zakażeniem układu oddechowego (katar, kaszel, przekrwione gardło, gorączka)."


No takze juz wiem skad biegunka... i do tego to cholerne odparzenie... mam nadzieję, ze to juz koniec chorobowych niesoodzianek. Odkąd wiem co sie z mala dzieje, to lecze odparzenie i widze , ze mniej jej to dokucza. Ale czy lepiej skora wyglada, to sie jutro okaże. Dzis byl dramat. Poszla spac. Ide cos zjeść

Anuśla Musisz dać życiu szansę 4 października 2018, 21:25

Powoli wychodzę z dołka. Dziewczyny, dzięki za słowa otuchy.

Złożyłam wypowiedzenie w pracy. Moja szefowa miała łzy w oczach, to było miłe. Jednak szefowa wróciła z macierzyńskiego i zastępowała ją inna, ktora zdegenerowała nam zespół i frustracja sięga zenitu. Zostaję do końca roku, jutro wzięłam sobie wolne na szukanie pracy. Mam nadzieję, że w miarę szybko coś znajdę i zarobek będzie większy. Ogólnie też rzuciłam się teraz w wir pracy, robię nadgodziny, żeby kasy było więcej, a co.

Z tematów staraniowych M. zamówił mnóstwo suplementów. On kocha zioła i inne pierdoły. Dzisiaj przyszła bromelaina, selen, olej z pestek dyni i tribulus. Do tego codziennie pijemy macę.

27.11 jestem umówiona do immunologa, dr Sydora. Planuję w listopadzie zrobić test NK. Zobaczymy co mi jeszcze zleci, na pewno napomknę mu o mojej przebytej boleriozie. Chcę też zbadać androstedion, ft 3 i ft4 i powtórzyć homocysteinę.

M. ma do powtórki HBA i posiew.

Tak że trochę tego jest, ale powolutku. Na moje miejsce jest już rekrutacja, więc w ciążę akurat teraz nie muszę zachodzić hihi.

Jutro wizyta u psychologa, trzecia z rzędu. No i jutro też pierwszy dzień studiów podyplomowych.

Dzieje się.

trójeczka trójeczka? nie tym razem... 5 października 2018, 07:58

hej hej, witamy w ten piękny piątek! kocham weekendy! całe dwa dni nicnierobienia i to w towarzystwie męża (w ciągu tygodnia też nicnierobię, bo zajmuję się dwulatkiem. ale w weekend mogę część moich nicnierobieniowych obowiązków oddać mężowi. niby nic, a jak wiele :D)

testu nie zrobiłam, bo gapa jestem i nie mam :P byłam pewna, że jeszcze jeden jest w szufladce, a tu diupa, puste pudełko. czekam na otwarcie rossmanna i dopiero się czegoś dowiem.

samopoczucie mam wprost idealne, mimo pobudki o 4 rano (a tak sobie, bez powodu...) czuje się rześko, pełna energii i... zupełnie nieciążowo. cycki zwyczajne, nic większe niestety. brzuch nie ciągnie, nie boli, nie czuję rozciągania macicy, kawę wypiłam z przyjemnością (w obu ciążach kawa odpadła jeszcze przed zrobieniem testu), siusiu nie częściej niż zwykle, mdłości brak, nawet jazda autobusem z żulem nie spowodowała odruchu, chociaż to akurat dziwne jest ;) i nawet pewną ochotę na seks zaczęłam znów mieć :)

a z tym żulem to też kawałek opowieści jest. otóż wsiadłam sobie z małym w wózku do autobusu. tylko 4 przystanki, ale autobus co 30 minut. żul stał już na miejscu dla wózków ze swoim dobytkiem. no i ok, niech sobie stoi. i tak sobie jedziemy, a na przedostatnim przystanku złapała mnie śmiechawka, bo pomyślałam, że jak to dobrze, że w ciąży nie jestem, bo bym musiała biec w deszczu (siąpiło) te 4 przystanki. a tak to... i w tym momencie zdałam sobie sprawę, że tak formalnie to ja w ciąży jestem. i nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. nic na to nie poradzę, że bawi, dziwi i wkurza (jednocześnie) mnie fakt jednoczesnego bycia i nie bycia w ciąży :P

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)