Kingusia:) Wygrać z upływem czasu.... 8 października 2018, 11:13

Dawno mnie tu nie było.
A więc kila info co u mnie słychać
Wyniki:

1) Prolaktyna 34,28 norma 3-25,00ng/ml - dostała Bromergon, brak skutków ubocznych po miesiącu stosowania
2) AMH 3,510 ng/ml norma 31-35 lat 0.07-7,35ng/ml
3) Dieta kiepsko :(

Nie jest łatwo, mąż w delegacji całymi tygodniami, zjeżdża na weekendy. Jedyny plus że mam więcej czasu dla siebie i poszłam na basen :)

Cykl od 25 września, stymulowany CLO od 3-7dc+ monitoring+ 4.10 zastrzyk OVitrelle-

4.10 Pęcherzyk w Prawym Jajniku 21mm, lewy kompletna cisza. Dostałam zastrzyk w czwartek,
od piątku wieczorem mocne starania do niedzieli wieczorem. Czy coś z tego będzie.. się okaże :)

Widzę że mężusiowi też bardzo zależy.
Trzeba walczyć. :)

Powodzenia dla wszystkich :)

P.S. Jajeczkowanie stymulowane jest dość bolesne.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2018, 12:54

Chyba zacznę i ja.. od Początku.. tak jakby od nowa..Chyba jak każda na tej stronie.. Bardzo chciałabym mieć dziecko, niestety coś usilnie mi to utrudnia... a może po prostu nie ułatwia. sama nie wiem.
odetchnęłam, potrzebowałam kilka miesięcy oddechu bez starać by dojść do siebie by znaleść jakiś inny sens życia, by nie zwariować z powodu tego że wraz z mężem nie możemy mieć dziecka... wydawało mi się że "wygrałam życie" kochający mąż który dla mnie zmienił się o 180%, ja zakochana w nim po uszy, praca, mieszkanie brakowało tylko jednej małej istotki.. i tak brakuje jej od 2017roku.
Próbujemy( starając się nie popadać w paranoje)... Moim marzeniem jest zostać w końcu mamą, móc patrzeć jak mój mąż opiekuję się naszym dzieckiem.. Móc powiedzieć że już nic wiecęj do życia nie jest mi potrzebne.
Czekamy.. staram się być cierpliwa, ale to boli.. za każdym razem kiedy słyszę o kolejnej ciąży, albo widzę kolejne znajome z brzuchem, lub z wózkiem..
Wierzę że nam się uda... może to in vitro to będzie to ! to co umożliwi nam mieć to ukochane, wczekiwane, wymodlone dzieciątko...
więc czekam... biore te wszystkie suplementy, popijam ziółka ( jak najlepsze drinki)..

Jestem w stanie tak wiele oddać by ta czątka nas pojawiła się z nami.. By pokój który stoi pusty, stał się pokojem tej małej istotki, która dostanie od nas wsyzstko co najleosze!

anemic Wielkie chcenie ... 4 listopada 2018, 21:20

Cudny dzień dzisiaj mieliśmy, taki spokojny (po wszystkich nowieckach, urodzinach, które się skumulowały). Rano D. zrobił śniadanie, później niańczył Hankę, ja zdążyłam przejrzeć ciuchy Haneczki, pochować te już za małe, a wyciągnąć większe. Później przygotowaliśmy pod obiad i poszliśmy na spacer. Szkoda, że D.muysial na dyżur pojsc.
W piątek D. był na imprezie urodzinowej, my z Hanką sobie darowałyśmy, Mała położyła się o 19.00 Ja spokojnie poprasowałam, poogarniałam, myslę sobie -super, okazało się niestety, odbiła to w nocy- karmiła się, odkładałam ją, a ona znowu się wybudzała i musiałam tulić o.O Sobota też była ciężka, ciągle płakała, chwilali wybudzała się z krzykiem. Zasneła chwilę po 19 i spała do 2.00, karmienie i bajka. Dzisiaj dzień "w miarę spokojny", ale nie mogła zasnąć, dopiero o 20.30 ją położyłam do łóżeczka.
Nowa miłość Haneczki to karuzelka tiny love. Uwielbia ją, grucha do niej, smieje się, nawet z 20 min - warta swojej ceny :D Natomiast mata edukacyjna na razie nie skradla jej serca. Bardziej ją fascynuje fakt leżenia na podłodze.
W czasie ciąży nie kochaliśmy się z D. Tylko raz :D najpierw zakaz bo lutinusy, później krwawienie, później łożysko się nie podnosiło, a później były upały, a jeszcze później ledwo wchodziłam do sypialni :D Więc prawie rok wstrzemięźliwości :D Za to teraz... jakbyśmy się dopiero poznali, przeżywamy seksualny renesans. Tylko chyba coś mnie zepsuli przy tym porodzie bo niektóre pozycje sprawiają ból.

Rok temu o tej porze już mnie wzięli na salę operacyjną i zaczęło się zamieszanie...

- przecież Pani nie ma wskazań do CC! Neurolog powinien napisać o leczeniu... Jak to pani się nie leczy? To ja nie mam podstawę do CC...
- Jak to pani czuje ciepło/zimno. Przecież już panią znieczuliłem. No to powtórka i proszę się nie ruszać, a pani się cała trzęsie....
-Apogeum zamieszania o 13:16 ❤️❤️❤️❤️❤️❤️❤️ i od tego momentu już 365 dni to zamieszanie trwa, a świat stanął na głowie 🙃🙃🙃🙃

Powód zamieszania powinien właśnie budzić się z drzemki by na czas wyrobić się z obiadkiem, tortem i mszą na roczek, a tu cyk - niespodziewana niespodzianka zapowiadającą już zamieszanie, bo znowu trzeba będzie improwizować....Marysia dopiero zasnęła na drzemkę bo przecież Ona ma dziś roczek i może sobie drzemkować kiedy chce❤️

Zaczęłam pisać jak to mnie macierzyństwo zaskoczyło, jak byłam i nadal jestem nieprzygotowana na wiele rzeczy, ale jak zeszłam na temat siebie to stwierdziłam, że to nie czas na takie rozważania...

Dziś jest dzień Marysi. Dziś mogę dziękować Bogu i Matce Bożej że mam zdrowe, piękne i mądre dziecko.
Że zupełnie ominęły nas kolki, że do cioci fizjoterapeuty jeździmy tylko i wyłącznie by usłyszeć, że nie ma żadnych zastrzeżeń do jej rozwoju i nigdy ich nie było, że ma świetne wyniki badań wszelakich, że Marysia nie jest niejadkiem, że jej niewielkie problemy skórne to na prawdę nic w porównaniu z tym co spotyka inne dzieci, że alergie są znikome (albo żadne), że na roczek osiągnęła 8 kg i nosi spodnie r.80 wiec terapia hormonem wzrostu jej nie potrzebna, wreszcie że pomimo trudnego startu karmimy się cycem i na razie nie mamy ochoty z tego rezygnować, że nawet nie wiem co to nawał pokarmu, zapalenie piersi czy poranione brodawki, ostatnio tylko zrozumiałam co to znaczy nastawiać radio podczas kp 😊

O tak wiele prosiłam i tak wiele otrzymałam. Teraz modlę się tylko by była zdrowa i szczęśliwa i byśmy my jako rodzice sprostali misji jej wychowania. Bo to niezwykle dziecko jest ❤️


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 grudnia 2020, 22:22

Tydz. po zabiegu.

Poszłam do gin. Z medicoveru po przedłużenie L4 I jednocześnie na kontrolę.
Więcej do doktorka nie pójdę...
Strasznie żałuję, że mój prywatny nie jest tak łatwo dostępny.
Poprosiłam o L4 A ten zaczął się śmiać!!! Wyobrażacie sobie?! Zaczął drwic ze mnie, że on nie może robić tego co mu pacjent każe, że to on tu dyktuje warunki... Że on za to odpowiada, że po co mi l4... Że chcieć to ja sobie mogę, no najwyżej mogę poprosić...
Ręce mi opadły poczułam się tak ponizona...z brakiem jakiegokolwiek współczucia... poplakalam się... A on przewrócił oczami... po prostu masakra!!! Gbur i buc. Dawno powinnam szukać innego lekarza w medicoverze, ale ten był na zawołanie o każdej porze praktycznie miał jakiś termin. To z resztą świadczy o tym jakim jest lekarzem.
Choćby skały srały, nie pójdę do niego więcej.
Poczułam się jak śmieć trochę. Drwiacy sposób mówienia i zero empatii. Dałam mu łącznie 3 szanse. I każda zaprzepaścił.
Ostatecznie wystawił to l4 ale na tydzień tylko. Więc we wtorek za tydzień wracam do pracy. Trzeba stanac na nogi...
Co do mojej macicy, stwierdził że wszystko jest ok. I ze mam się wstrzymać 2-3 miesiące ze staraniami.
Nie miałam nawet odwagi pytać o nic więcej bo zadawanie pytań u niego też spotyka się z niechecia. Idealna pacjentka, to taka co nic jej nie jest, nic nie chce i o nic nie pyta.
Lekarz z dupy!!!!

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 8 października 2018, 14:56

Po ciezkiej nocy przyszedl nienajgorszy dzien. Usnelam dop ok 6 i przezornie wzielam dziecia do lozka. Przedrzemalismy do 8. Potem kawa z mamą i Emil, ktory od rana jest przeuroczy, jakby chcial mi wynagrodzic trudy hehe. Bylismy w Lidlu, Emil dostal sliczne body (uwielbiam te ciuszki z lupilu) i ksiazeczke ze zwierzakami, ja obkupilam sie produktami bezmlecznymi. Dzis dzien 4ty diety bezmlecznej i UWAGA UWAGA jest poprawa u Emila! Przypadek? Nie wiem. Jutro bede dzwonić do pediatry, bo dzis nie ogarnelam, no bo te zakupy hehe. Dieta no-dairy dobrze mi robi, bo wiele slodyczy automatycznie odpadlo (czekolada etc). Widac, ze da sie, jesli trzeba. Waga 54kg. Codziennie cwicze chwile na orbitreku.
Boczek i boczek, ciagle boczkuje ten moj dzieciak. Na plecach nudno!
Maz przyjezdza po nas w pt. W ndz wracamy do domu. Mowi, ze sie stesknil...

2 DC
Tak jak myslalam wieczorem dostalam plamienia a od rana potop @ ! Starania i tak czekaja na grudzien takze jeszcze chwila.maly spi wlasnie a ja pije kawke i mam chwile czasu ;)

Dokładnie rok temu odebraliśmy nasze 19dniowe Największe Szczęście ze szpitala i zabraliśmy do domu. Była taka słodka, spokojnai tak ślicznie spała. Był to też pierwszy dzień kiedy przystawiłam Ją do piersi.

Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że równo za rok będziemy się nadal i to z powodzeniem karmić.. postukałabym się po głowie i powiedziała weź nie pierd... nie wkurzaj mnie itp...
Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że równo za rok będzie taka słodka i tak rozbrykana o godzinie 21... nie chciała spać, chociaż śpiącą i uciekła mi z sypialni do łazienki, gdzie zaczęła przenosić z kupki swoich brudnych ubranek ubranka do łazienkowego kosza na śmieci w celu sobie wiadomym🙈 i gadała przy tym po swojemu🤣 Chciałam Jej pokazać przez okno że dzieci na osiedlu śpią, a Ona odkryła sznurek od rolet i z wielkim piskiem i szczęściem na twarzy zaczęła rozpracowywać rolety siedząc na parapecie....nie wiedziałam jeszcze że zabranie dziecka od okna i rolet może zniszczyć jego świat i być zbrodnią na miarę niepodzielenia się własnym kurczakiem z własnego talerza (co miało miejsce kilka godzin wcześniej, ale widocznie mięso z prawie całego podudzia dla rocznego 8300g dziecia to za mało) 🙈

Tyle wtedy nie wiedziałam, dziś wiem, że wiem jeszcze mniej i dlatego zamówiłam dei książki i wychowaniu dzieci, bo mam wrażenie że zaraz nie ogarnę systemu rocznego dziecka 😱

Gdyby mi wtedy ktoś powiedział że Marysia ma za krótkie wędzidełko (była badana w szpitalu, przez cdl, przez położną środowiskową, przez pediatrę...🤬😡😠) to dziś nie mielibyśmy totalnej masakry bo na 5 masaży udaje mi się zrobić góra dwa i to na śnie. Jestem przerażona czy w takim razie jest szansa że wędzidełko się dobrze zagoi 😟😰😢 Ale no nasza asertywna Calineczka ani myśli otworzyć buzię, podnieść język, współpracować... Nic, totalnie nic nie skutkuje, a ja mam palce pogryzione tylko😭

Tak więc, pośród radości, która trwa od roku, dziś wędzidełko przysłania nam słońce 😔

17 ms starań, 14 cs, 29 dc

Okresu dalej brak. Oficjalne zielone światło na procedure IVF. 💚 Jeszcze tylko żeby ta chlamydia sie pojawiły wyniki i już będę hiper spokojna.

Postanowiłam w tym wpisie sobie podsumowywać wszystkie elementy i koszty tej procedury, zaczynając od badań i wizyt, przez leki i kończąc na opłatach w klinice.

- wirusówka moja - 350 zł
- wirusówka męża + gr krwi - 300 zł
- badania nasienia - 1000 zł
- moje hormony - 200 zł + 120 zł
- wymazy - 400 zł (bo myco podwójnie 🤦🏻‍♀️)
- wymaz covid - 200 zł
- wizyta kwalifikacyjna - 170 zł
- leki - 280 zł + 200 zł + 90 zł
- monitoring 1 (+hormony) - 175 zł
- monitoring 2 - 90 zł + 90 zł

Na razie tyle tych przyjemności, więcej tylko dojdzie.

Jestem mocno podniecona. Dalej mam sporo wątpliwości, czy to była dobra decyzja. Ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Chciałabym przede wszystkim uzyskać ładne zarodki i może kilka ładnych komórek do zamrożenia. Jeśli taki plan się powiedzie będę już zadowolona. Z ręką na sercu. I dlatego najbardziej martwię się, nie że nie uda się transfer bo z tym jestem jakoś pogodzona (albo mi się tak wydaje), ale martwi mnie to, że moje jajka okaża się guzik warte a zarodeczki będą lipne i będzie ich malutko.

Ale w sumie patologia żre totalne syfy, pali, pije, czasem nawet ćpa. A dzieci rodzą. I to kurcze ZDROWE! To czemu u mnie miałaby być tragedia mimo, że może nie jem idealnie i czasem napiję się winka to jednak staram się jeść ładnie, łykam suple i w ogóle. (Odpowiedź: bo biednemu zawsze wiatr w oczy, nóż w plecy i ch*j w dupę 🤦🏻‍♀️) Ale nie no. Nie mogę się tak zadręczać. Muszę wierzyć, że ten nasz brak ciąży to jest wina TYLKO I WYŁĄCZNIE tego parszywego jajowodu, który właśnie został wyproszony z imprezy.

Leki wykupione, teraz tylko szybki tutorial na youtube jak ich uzywac i bede gotowa 😂
Okresie w dalszym ciągu zaklinam. Przychodź dopiero w czwartek lub piątek! 🙏🏼🙏🏼


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 stycznia 2021, 19:07

Postanowiłam wyluzować. Trochę to zabawne, bo często, jak czytam inne pamiętniki to pojawia się wpis w stylu "teraz już jestem na luzie, przestaję się przejmować i ciągle o tym myśleć" a 1-2 dni później znowu powrót do trybu "panika i desperacja". W takim emocjonalnym, chomiczym kółeczku jesteśmy.

No więc ja też jestem w tym momencie w fazie "luz - co ma być, to będzie". Kluczem jest znalezienie sobie zajęcia, żeby być skupionym na innych rzeczach. Ja postanowiłam, że pierwszy krok to powrót do rutyny treningowej, która bardzo poprawia mi samopoczucie tylko wymaga wyjścia z łóżka raniutko, żeby zrobić trening przed pracą. Drugi krok to właśnie planowanie wieczorów - kupiłam sporo biletów na festiwal filmowy w przyszłym tygodniu, do tego planuje skończyć trzy książki, które leżą rozpoczęte na mojej szafce i czekają aż do nich wrócę (porzuciłam je i zajęłam się innymi już pół roku temu).

Także tryb" "luz" rozpoczęty i wdrażany w życie. Przynajmniej na najbliższe 2 dni, bo w czwartek mam kolejną wizytę u lekarza i może się skończyć kolejnym rozczarowaniem.

Kat_ Moja droga do Szczęścia 9 października 2018, 10:04

"Kiedy jest się długo pozbawionym radości, już się przestaje jej spodziewać i pragnąć, a kiedy niespodziewanie zastuka do naszych drzwi, otwieramy je ze strachem, czy nie jest zamaskowanym cierpieniem."
Carmen Sylva


Wczoraj zgłosiłam się do mojej ginki z czwartkowym wynikiem bety. Niestety w gabinecie, w którym przyjmowała, nie było usg, więc na badanie mam przyjść za tydzień w środę (teraz można by było podejrzeć czy pęcherzyk odpowiada wielkością wiekowi ciąży). Ale dostałam skierowanie na betę, tsh i toxo. Oprócz tego z zaleceń dalej mam przyjmować acard i po długiej, ale bardzo merytorycznej rozmowie dostałam receptę na duphaston, aczkolwiek mam się wstrzymać z zażywaniem go do usg, bo ginka chce najpierw wiedzieć, czy ciąża rozwija się prawidłowo. Jeśli coś jest nie tak, to nie ma sensu sztucznie podtrzymywać ciąży i opóźniać poronienie. Kobieta jest bardzo rzeczowa, lubię ją i cieszę się, że na nią trafiłam. Zawsze mnie uspokaja :) ogólnie jest przeciwna faszerowaniu się lekami, ale przyznała, że jak wszystko będzie ok, to tego dupka mi zaleci, bo on działa też w wielu przypadkach jako placebo :)
Po wizycie, w labo chwilowo zalała mnie fala stresu i obaw. WIeczorem myślałam, że zwymiotuję ze strachu czekając na wynik bety. W końcu się pojawił na portalu: 1190 mIU/ml ... ufff!!! :) Bardzo dobry przyrost. Już teraz jestem spokojna. Wytrzymam do środy, znajdę sobie zajęcie i jakoś zleci :)

Tsh w normie dla kobiet w I trymestrze, toxo niereaktywny. Podbrzusze dalej pobolewa (co mnie wcześniej przerażało) i bardzo się z tego cieszę! Doktorka potwierdza, że to dobry znak. W marcu nie bolało w ogóle, bo ciąża przestała się rozwijać na etapie 4t5d. Ahhh boję się jeszcze cieszyć, ale rozumiecie to doskonale, prawda?


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 października 2018, 11:15

Dzień 43 cyklu...

@ brak... ale i testy wychodzą negatywne... sama nie wiem co myśleć.

Wizyta u lekarza wcale nie pomogła bo powiedziała że chyba widać ślad po torbieli - ale wchłonęła się sama. Po wyglądzie endometrium mało prawdopodobne jest to że to ciąża.

I to też prawdopodobnie jest przyczyną tak wielkie opóźnienia.

Mam poczekać jeszcze tydzień. Wtedy zobaczymy co i jak. Jeśli @ nie przyjdzie, trzeba będzie ją wywołać.

moyeu Infertility sucks 4 listopada 2018, 21:40

10cs 21dc 12 dpo (chyba)
Przestałam mierzyć temperaturę, mam przerwę od monitoringu i stymulacji. Trochę była to prośba męża a trochę chęć odpoczynku od ciągłego kontrolowania swojego ciała.
Testowałam, znowu cień, kolejny test i biel. Ja nie wiem co jest ze mną nie tak, czy może to te testy są jakieś nie teges. Czekam teraz na okres, przez to że nie mierzyłam temperatury to też nie mam pewności kiedy była owu, więc @ może być albo 7.11 albo dwa do czterech dni później.

Biała Azlia Co przyniesie los 9 października 2018, 12:14

Jem co 2 godziny a i tak jestem głodna. Do obiadu jest najprzyjemniejsza cześć dnia: mogę zjeść dwie przekąski w postaci sałatki owocowej :D :D Po obiedzie diabetolog zabroniła mi jeść owoce... Przez ostatnie 2 dni mam dziwne cukry. Rano i po kolacji wysokie. Wczoraj normy przekroczone (pierwszy raz) a dziś już w normie. nie wiem czy to z powodu zaburzeń snu czy po tych niedzielnych urodzinkach mojej chrześnicy ;) no nie żałowałam sobie. Wtedy nie miałam pasków, nie mierzyłam cukru. ale pani dr powiedziała, że jak raz na jakiś czas cukier wzrośnie to nic złego, najgorzej to stale za wysoko utrzymujący się cukier.
Mój dzień obecnie wygląda tak, ze skupiam się na wymyślaniu i robieniu jedzenia, no i jedzeniu :)
8.00 - śniadanie: 2 kanapki z chleba żytniego + wędlina + warzywka
10.00 - sałatka owocowa z jogurtem naturalnym, otrębami i migdałami
12.00 - to samo :D :D :D
14.00 - obiad :makaron/kasz/ryż + mięsko + surówka
17.00 - sałatka warzywna + mięsko/jajko/ser feta
19.00 - kolacja: jajecznica/ kanapki/ sałatka
21.30 - kanapka z wędliną na noc

Jakoś się przyzwyczaję. Mam nadzieję, że uda się bez insuliny.

Sanderson Marzenia o dziecku 9 października 2018, 12:17

14cs
9dc

Wizyta umówiona, niestety dopiero na 9 listopada.
Kolejna 16 listopada, u mojej dotychczasowej ginekolog.
To dobrze będę akurat po miesiączce.

Jestem też umówiona na przeanalizowanie moich wyników z ginekolog, która kupiła u mnie mieszkanie na osiedlu. Tak więc czekam do soboty.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 października 2018, 12:59

szatynkowato Ucząc się cierpliwości i pokory. 19 października 2021, 17:29

4dpt.
Wczoraj progesteron 14,20.
Od dziś już nie biorę relanium i trochę się wystraszyłam, bo dziś w pracy zaczęło mnie ćmić na dole brzucha😔
Dziś nasz zarodeczek powinien być już blastocystą. Także maluchu, badź zawzięty i pracowity jak tata, weź się tam porządnie wszczep.
I okropnie mnie bolał żołądek, zjadłam i przeszło. No ja przecież nie mogę wiecznie jeść. I przypomniało mi się: już na encortonie to kiedyś miałam, ten wieczny głód.

Kati- życzenia i uściski dla Taty imiennika!!! A jak Ty się trzymasz?

golonat - to był dobry poród, a nawet bardzo dobry, biorąc pod uwagę okoliczności. Niestety daleko nam do bycia w komplecie i jeszcze chwilę to potrwa. W idealnym świecie Wit zostaje z mężem, mąż zaprowadza do przedszkola, potem jedzie fo mnie i Jaśka fo szpitala, aż wreszcie przywozi nas do domu i tam się wszyscy spotykamy i przez kolejne dni poznajemy...

Rzeczywistość natomiast wygląda tak, że mąż jest chory. Bierze udział w porodzie choć mamy wątpliwości czy powinien (maseczka na twarzy, kaszel). Dobrze, że poród szybki... Dajemy sobie czas na przywitanie, ochłonięcie... i odprawiam męża do domu. Witka przejmuje kuzyn z kuzynką. Mąż zmobilizował siły na czas porodu, ale nie ma mowy o opiece nad Witkiem w czasie mojej nieobecności. Na szczęście Wit wydaje się być zachwycony 'wakacjami' u wujka i cioci - może do woli bawić się z kuzynem, a jutro rano razem pomaszerują do przedszkola. W szpitalu odwiedza mnie brat z bratową, dowożą z domu kilka potrzebnych drobiazgów i po prostu są - witają Jaśka. Dobrze, że dobrze się czuję tzn. mogę się sama ogarnąć w szpitalu i wygląda na to, że wyjdę zgodnie z przewidywaniami we wtorek.

Wyjdziemy... ale nie do domu. Albo tylko na jedna noc - potem moja mama zabiera mnie z chłopakami do siebie na tydzień - dwa. Mąż jutro (dziś) ma kontrolne rtg, we wtorek lekarza.

Jak ja się w tym wszystkim czuję? Hmmm...
Staram się iść naprzód i dostrzegać dobre strony, to że mamy w trudnej sytuacji wsparcie. Uczę się tego, że potrzebę pomocy trzeba zgłaszać tzn. mówić innym JAK nam mogą pomóc - wtedy wszystkim łatwiej. Boję się? Tak, trochę się boję samej siebie tzn. mimo, że rozum dostosował się do sytuacji i idzie do przodu... to wiem, że równocześnie odciął moje emocje... jadę na mobilizacyjnym autopilocie... Nie wiem co będzie po wyłączeniu autopilota - płacz? (Nie płaczę bo jestem słaba tylko dlatego, że długa musiałam być mocna). Rozczarowanie? Żałość? Czy może jednak szczerze tych emocji nie będzie? Nie wiem... nie jestem dobra w klocki zwane emocjami.

Prawie piąta (może świt przyjdzie...). Jaś pięknie pospał. Podobny jest do męża. W całości. I do Witka wieloma zachowaniami. Patrzę i myślę - jakie to dziwne - leży taki maluch, i to *nie jest* Witek. To ktoś nowy!
Spaaać!!!



MaBi Marzenia o rodzinie... już spełnione :) 9 października 2018, 20:20

No i jestem po histeroskopii :). Przez cały dzień byłam nieco otumaniona, dlatego piszę dopiero teraz.

Ok 8:00 zajechaliśmy pod klinikę, wypełniłam dokumenty (ankieta o stanie zdrowia i zgodą na zabieg), przebrałam sie w koszulkę, dostałam "motylka" w rękę i w sali czekałam na zabieg.
Stresowałam się dość mocno, z resztą jak przed każdym zabiegiem czy operacją.
Ok 9:30 zawołali mnie na sale zabiegowa. Gdy zobaczyłam mojego doktora zszedł ze mnie cały stres :). Nawet chwilę pożartowałam z personelem na sali :).
Dostałam szybką narkoze - dosłownie pół strzykawki, 3 głębsze oddechy i odleciałam.
Mąż mówił, że nie było mnie ok 20 minut i nawet przyszłam do pokoju na własnych nogach wspierana przez anastejologa :D. Tego kompletnie nie pamiętam :D.
Spałam jeszcze przez ok pół godziny, gdy do obudziłam czułam się całkiem dobrze. Mocno się zdziwiłam, bo nie wymiotowałam, ani nie miałam odruchów wymiotnych. Do tej pory każda narkoza kończyła się u mnie leżeniem, brakiem jedzenia i wymiotami. Ale jak widać organizm już chyba się przyzwyczaił ;), po obudzeniu piłam już wodę i czułam jak bardzo burczy mi w brzuchu :D.

Ale do brzegu :). Doktor nie znalazł zrostów ani polipów. Jedyne co to miałam taką jakby sporą blizne na dnie macicy, doktor ją przeciął. Zrobił dodatkowo scratching endometrium i drożność jajowodów. Ponoć ta blizna na dnie macicy mogła być przyczyną naszych niepowodzeń.
Możemy starać się już, nie muszę czekać do @. Doktor powiedział, że nawet teraz jest większa szansa bo endometrium jest naruszone więc zarodek będzie miał łatwiej się zagniezdzic.

Dostałam antybiotyk, taki jednorazowy - 2 tabletki na raz, ale wezmę go dopiero jutro bo oczywiście w żadnej aptece nie było i muszą to dla mnie ściągnąć :p.

Trochę krwawie - tak jak na końcówkę okresu. Może tak być przez ok 3 dni.

Ogólnie czuję się dobrze, jestem jeszcze trochę zamroczona, ale dużo śpię i piję dużo wody. Kanapki od Męża chyba nigdy nie smakowały mi tak jak dzisiaj :).

Cieszę się, że jestem już po :)

szatynkowato Ucząc się cierpliwości i pokory. 10 października 2018, 07:04

No właśnie największy problem w tym, że wiem, że muszę zrobić tą laparoskopię, ale pytanie czy dobrze robię ją tam gdzie robię. Zdecydowałam się na lekarza, który mnie poprzednio operował. U tego poleconego nawet nie byłam, mam do niego 4h jazdy, więc to nie tak hop siup.
Byłam u starego w sobotę i powiedział dokładnie to samo co ta naprotechnolog, termin za miesiąc. Rozmawiałam z dziewczyną, która się leczyła u tej napro i miała u niego laparotomie. No właśnie, on bardzo często otwiera brzuch, co na dłużej wyłączyło by mnie z życia. Torbiele mają niestety to do siebie, że lubią się nawracać, mojego jajnika przed 1 laparo nie można było nawet znaleźć w gąszczu tych torbieli endometrialnych, nawet nie miałam policzone ile ich jest... Na rezonansie pisało, że "trudno wyróżnić prawidłowy miąższ" Lekarz nr 1 twierdził, że ten jajnik i jajowód należy usunąć, żeby się pozbyć na dobre endometriozy z tego jajnika. A ten lekarz ani razu nie wspomniał o usuwaniu. Wiem, że dobrze czułam się po jego laparo, miałam teraz okres bezbolesny, wiem jak to wyglądało w szpitalu... Zaufam. Ostatni raz. Mężowi po wizycie się śniło, że szliśmy z naszym małym synem na spacer. Uznałam to za dobry znak.

szatynkowato Ucząc się cierpliwości i pokory. 10 października 2018, 07:39

Wicie co? Najbardziej mnie zastanawia lekarz nr 1. - to, że jest najbardziej polecanym lekarzem w powiecie, że jest wiceordynatorem naszej porodówki, że byłam u niego prywatnie i nie zauważył mojego guza w przestrzeni pochwowo-odbytowej o śr. ok. 5cm. Lekarz następny tylko klęknął przede mną "Pani ma tam takiego wielkiego guza (pokazując palcami obwód)".
Cieszy mnie życie już bez niego. Nie mówiłam wcześniej, ale nie zdawałam sobie sprawy, że przy współżyciu bolało mnie właśnie to - uderzanie w tego guza, o którym istnieniu pojęcia nie miałam.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)