Dziś o sukcesach ;)

1. Poszłam z Witkiem na pobranie krwi tzn. pobranie krwi u Niego. Jego 3. w życiu i pierwsze bez asysty męża. Poprzednie 2. były mało przyjemne (pierwsze w wieku 8m - pobieranie z główki bo w ręce nie mogły utrafić żyły, drugie wiosną tego roku już z żyły w ręce, ale też chwilę to trwało). Tym razem pani była super-celna, trafiła za pierwszym podejściem i 'motylek' ugryzł, ale szybko poleciał... i nawet Wit twierdził, że bolało, ale niiieeeee ażżż taaakk baaardzo. ;) Dużo więcej zamieszania mieliśmy z plasterkiem naklejonym na rękę - przez resztę dnia twierdził, że chce plasterek odkleić, ale mamy nie dotykać bo przy odklejaniu boli. Przy kąpieli woda zrobiła swoje, ale jeden koniec jeszcze się trzymał - jak ząb wiszący na ostatniej nitce ;) No ale w końcu, w końcu udało się namówić Witka na jeden szybki szast-prast i plasterek od ręki się odlepił ;) A... no i oprócz krwi oddaliśmy też próbkę moczu - panicz celował w pudełko, a ja łapałam.

2. Chwilę temu mieliśmy 'w tył zwrot' czyli wszystko mama, mama, mama. Ale powoli wracamy do równowagi i coraz więcej mężowi 'wolno'. Wczoraj wieczorem Wit leży już u siebie na materacu, my w pokoju obok. Wit ma teraz fazę kombinowania co by tu jeszcze zrobić, żeby nie spać (piiić, noga mi wystaje przykryj, światło mi przeszkadza, gdzie moja małpka, poduszka jest nie tak ułożona i takie tam ;) Siedzimy wczoraj. Zawołał raz - poszedł mąż sprawdzić co tam. Wrócił - cisza... i za chwilę słyszymy: maaaamaaa! Pierwsze - czekamy. Drugie mama - zwlekam się z kanapy. Przy trzecim maaamaaa jestem już blisko drzwi... i nagle zmiana repertuaru: taaataaa! Odwracam się na pięcie, wzruszam ramionami - cóż zrobić ;) Zawróciłam, poszedł mąż ;)

3. Wyprałam 2 pralki ubranek startowych/ręczników/prześcieradeł. I biję się z myślami - prasować to? Czy jednak nie. Prasować, nie prasować (nie znoszę prasować). Ale chyba jednak wyprasuję. Ten raz na początek, a potem pas ;)

4. Tfu tfu odpukać - chyba właśnie mamy trzecią, bardzo dobrą noc pod rząd - w sensie snu męża. Nie oznacza to jeszcze, że temat załatwiony, do tego daleko droga... ale... wyspany człowiek to zupełnie inny człowiek!

Nom. A z sukcesów jakby mniejszych...
1. Wcinam na potęgo, w dzień, w nocy... jestem po prostu jak odkurzacz i nie mogę się opanować. Wagą dobijam do 70. czyli na plusie ok. 15kg. Z Witem było 18kg na plus i liczyłam, że tego wyniku nie powtórzę... ale wygląda na to, że jeszcze mam szansę. No trudno ;)

2. Dopadł mnie łupież pstry i jakiś grzybek na skórze. Coś co podobno naturalnie żyje na każdym człowieku (na głowie) i nic się nie dzieje, ale w sytuacjach stresowych może próbować 'koloniozwać'. U mnie działania kolonizacyjne podjęło to to na piersi - takie małe okrągłe plamki, które w pierwszej chwili wzięłam za wysuszoną skórę w miejscu odciśnięcia druta od stanika. Dobrze, że jednak poszłam sprawdzić - dostałam jakąś maść, mogę w ciąży stosować i powinno dać się to ogarnąć przed porodem jeszcze.

3. Wit nadal kaszle, a dziś niestety musi iść do przedszkola bo ja mam spotkanie z położną i nie dam rady go zabrać. I tak się biedny przez te dni w domu najeździł ze mną po paniach doktorkach. Ale... muszę przyznać, że bardzo grzecznym chłopczykiem był - ani razu się w gabinecie nie awanturował itp., dzień dobry mówił, czasem nawet do widzenia ;) Bawił się autkami, książeczką lub po prostu asystował.



Biała Azlia Co przyniesie los 11 października 2018, 10:18

Dziś się od rana wkurzyłam... nie dość, że na czczo mam 94 cukier, to po śniadaniu wywalony w kosmos 167 !!! co robię nie tak? jem co mi kazała doktorka. Już mnie to irytuje... na początku mieściłam się w normach a teraz coraz gorzej. Wrrrrrr!!!!!

Niby po ale w trakcie i przed...

Jesteśmy po prenatalnym USG a nawet dwóch, po teście PAPP-a, wyniki są. Jutro wizyta i omówienie wyników skorygowanych.
Niestety ja szykuje się na amniopunkcję :(
Pierwsze USG i ryzyko ZD 1:200 pozostałe wcale nie lepsze.
Dla niektórych to wcale może nie być wysokie ryzyko ale dla mnie za duże żeby ryzykować... oby tylko nie chcieli mnie spławić że wcale nie jest tak źle.

Ostatni tydzień w głowie brzęczał mi tylko skrót NT

Tak bardzo cieszyłam się że czekamy na kolejne maleństwo a kiedy zobaczyłam na USG prenatalnym jak się rusza, macha i ssie kciuk to pokochałam jeszcze bardziej i nawet brak siusiaka mi nie przeszkadza ;) tylko błagam bądź kochanie zdrowa...

Marti... Goniąc czas 4 grudnia 2018, 14:55

Nie o egzotyke owocow chodzi, ale o miekkosc. Niestety idzie zima i ciezko o rodzime miękkie owoce. Królują jabłka i gruszki... wiec szukam miekkich w tym co jest dostępne. I oczywiscie grubo obierane. Nigdy nie podaje ze skora. Nawet polskich jablek. Szprycowanych tak samo chemia i woskami tak aby kilka miesięcy w chlodni do następnego lata wytrzymały. Niestety bez dostepu do sprawdzonego gospodarza z niepryskanymi warzywami i owocami nie jest latwo.

taśta Jak nie My to kto??? 17 października 2018, 19:14

jutro IUI <3

pęcherzyk prawie 19 mm
endo 9,7 mm

LH 47,95
estradiol 196
progesteron 1

wg doktorka owulacja czai się za rogiem a wg jego aplikacji zacznie się za 6 godz :D rozbawiło mnie jak zaczął wyliczać na telefonie :D tak więc jutro rano IUI, bez ovitrelle bo stwierdził, że i tak nic już to nie da bo jest za późno na zastrzyk ;)

Lady_E , 5 listopada 2018, 08:38

26 tc (25t6d)
Zostało 99 dni <3

Wczoraj była studniówka <3 Coraz bliżej.
Ostatnie 3 dni były ciężkie. Miałam straszne zaparcia, wzdęcia i ból kolki jelitowej :( Przez co w 3 dni nabrałam 2 kg :(

Dzisiaj waga 13,5 kg od początku :( Kurde martwie się ta wagą. Nie chce przytyć więcej niż 20. Wcześniej myślałam o 15 teraz wiem że to juz marzenia.

Dobrze że przed ciążą schudłam te 10 kg bo teraz to bym miała plus 90 na liczniku :p
Na szczęście wszyscy mówią że nie widać tych kg. Poszło w brzuch i cycki.

Ciekawa jestem ile waży nasza perełka :) Jutro zobaczymy.

A dzisiaj mały detox i dużo ruchu może pomoże na te cholerne zaparcia... Próbowałam juz wszystkiego. Żadne siemię, śliwki, herbatki nic nie dają. Nawet piwko 00 po którym wcześniej miałam rozwolnienie nic nie dało :(

Kat_ Moja droga do Szczęścia 11 października 2018, 11:28

"Kiedy się modlisz - musisz zaczekać
wszystko ma czas swój
widzą prorocy
trzeba wciąż prosząc przestać się spodziewać
niewysłuchane w przyszłości dojrzewa
to niespełnione dopiero się staje
Pan wie już wszystko nawet pośród nocy
dokąd się mrówki nadgorliwe śpieszą
miłość uwierzy przyjaźń zrozumie
nie módl się skoro czekać nie umiesz"

Ksiądz Jan Twardowski


Odpuściłam, przestałam się spodziewać czegokolwiek.
Może ta ciąża będzie szczęśliwa? Nie uwierzę dopóki nie usłyszę bijącego serduszka. A tak naprawdę, nie uwierzę, póki nie wezmę tego cudu w ramiona.
Trzeba nauczyć się czekać.
Tym razem jestem spokojna, choć zdarzają się momenty, że ciężko oddycham z obawy o przyszłość. Ale jest zupełnie inaczej niż w poprzedniej, nieudanej ciąży. Wtedy rozsadzała mnie ekscytacja, nie mogłam się doczekać, nie mogłam sobie wyobrazić, jak można wytrzymać 9 miesięcy w oczekiwaniu na upragnione dziecko. Myślałam, że ten czas mnie zabije, byłam narwana jak dziki zwierz.
Teraz jestem szczęsliwa, ale z umiarem. Cierpliwie czekam, nic nie planuję. Chyba dlatego, że jeszcze do końca nie uwierzyłam, że może być dobrze.
Dopóki usg nie wykaże prawidłowego przebiegu ciąży, nie chcę nawet obliczać ani typować daty porodu. Przyjdzie na to czas.
Teraz żyję jak gdyby nigdy nic, cieszę się każdą chwilą, ale nie myślę zbyt dużo w kategoriach ciąży, noszenia drugiego życia pod moim sercem.
Mam świadomość, że wszystko jest ulotne i kruche jak cienka tafla lodu.

Wreszcie nabrałam pokory.


Mam nadzieję, że tam jesteś i zostaniesz ze mną na zawsze... <3

Miśka1234 Nadzieja umiera ostatnia... 11 października 2018, 11:46

Cześć Dziewczyny, dosyć długo nie pisałam bo byliśmy na urlopie na Majorce - szczerze, to dobrze Nam to zrobiło, trochę wyluzowaliśmy się i głowa odpoczęła :)
No ale od razu po powrocie w Poniedziałek wizyta u lekarza ... moje wyniki o których pisałam wyżej - wszystko dobrze, Męża wyniki - bardzo dobre .. niby to dobra wiadomość ale cały czas powstaje pytanie, dlaczego dalej się nie udaje ?
Dostałam skierowanie teraz na badanie hsg i szczerze, mam dużo obaw, myśli, strach ... z jednej strony boję się samego badania bo czytam że boli itp. itd. ale z drugiej strony to chyba najbardziej boję się wyniku ... że jajowody niedrożne... wcześniej nawet nie myślałam o tym ani nie brałam tego pod uwagę a teraz jestem okropnie przerażona, spać po nocach nie mogę bo leże i myślę ... no mam takie myśli że na prawdę, nigdy nie zostaniemy rodzicami ... coś okropnego ...
Gdyby ktoś, Mi powiedział kilka lat temu że będę miała taki problem z zajściem w ciąże to na prawdę zaśmiałabym się w twarz a teraz, kiedy mnie to spotyka mam jakiś wewnętrzny żal .. ale nie wiem do kogo ? szukam jakiś powodów u Siebie, że może ja coś źle robię nie wiem na prawdę ... mnóstwo mam myśli w głowie i nie wiem ile jeszcze wytrzymam ..
Od 3 dni próbowałam się umówić w Naszym mieście na HSG na NFZ jak dostałam skierowanie, 2 szpitale - 2 aparaty do zrobienia badania zepsute- kpina :) więc umówiłam się prywatnie- 620zł badanie 28.10 ...
Mąż Mój też widzę tak przeżywa trochę, wspiera mnie, jest na prawdę kochany bo widzi jak ja to wszystko znoszę .. w sumie nie pokazuje po Sobie aż tak bardzo ale jak zaczynamy ze Sobą rozmawiać to nie wytrzymuje i niestety pękam ...
Zastanawiam się, ile jeszcze tej drogi przed Nami ... czytam niektóre historie, pamiętniki wpisy i tylko przekonuje się w tym że może nas czekać baaaaaaaaardzo długa droga która i tak na koniec nie musi zakończyć się szczęśliwie :( znając mojego pecha w życiu, tak własnie będzie ...
Nie potrafię trochę zebrać myśli, odpowiednich zdań bo mam jakiś kryzys od 2 miesięcy ...

Patt1002 Czekamy na Aniołka 11 października 2018, 12:31

Jeśli jest tu ktoś kto korzysta z naprotechnologii przy problemie bardziej męskim to dajcie znać do kogo iść.

Ostatnio okazało sie ze mam torbielki na prawym jajniku. Okres powinnam dostać juz dziś a według badania wyglądało na to ze dostane go szybciej. Nie mam go nadal... We wtorek następna wizyta by sprawdzić czy to wraz z okresem znika czy jednak cos sie tworzy. Wyglada na to ze jednak torbieliki zatrzymują trochę @. Biorę bromergon na zbicie prolaktyny a okazuje sie ze ból piersi może być spowodowany torbielami....


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2018, 12:32

Patt1002 Czekamy na Aniołka 11 października 2018, 12:33

Mam wrazenie, ze wszystko idzie coraz bardziej pod górkę a jednocześnie coraz wyraźniej wytycza nam drogę do ośrodka adopcyjnego..

13t+0d (14tc)
Dziś zaczynamy II trymestr. Zleciało i szybko, i wolno :)
Mam nadzieję, że wkrótce przejdą mi nudności, tak jak powoli przechodzi mi ciągła senność (takie mam wrażenie). Brzuszek coraz bardziej się zaokrągla, widać go zwłaszcza wieczorem. A ja nie mogę w to uwierzyć - w to, że moje ciało tak się zmienia a w środku rośnie mały człowieczek.
Kupiłam już pierwsze jeansy ciążowe i jest mi w nich najwygodniej!
Z niecierpliwością czekam na wynik testu nifty, powinien być w ciągu kolejnych 5 dni.
Z wynikami nifty i pappa idziemy na konsultację do genetyka już za 10 dni, z uwagi na mój wiek i pewnie ciążę z IVF dostaliśmy takie skierowanie. Trochę mnie to przeraża ale ... wszystko dla dziecka :)

Grzechotka2 Miłość się mnoży... 11 października 2018, 12:41

21+3

Całe tygodnie nic nie pisałam.

Byłam w międzyczasie na wizycie na fundusz, u lekarza prywatnego i na specjalistycznym badaniu połówkowym.
Adaś waży aktualnie 350g. Nikt absolutnie nie ma wątpliwości, że jest chłopcem. Jeden z doktorów znalazł niepokojącą plamkę na serduszku i pójdziemy na wszelki wypadek na kontrolę. Wszystko poza tym jest idealne. Idealne. Mój mały cud.

Kiedy zobaczyłam jego twarz w 4d absolutnie się rozpłynęłam. Zalała mnie taka fala miłości jaką z Michasią miała dopiero jakiś czas po porodzie. Widocznie mój organizm jest już w trybie matka i nie musi uczyć się tak obezwładniającego uczucia. Ma cudowną buzię. Identyczną jak siostra. Jestem nieskończenie szczęślliwa, że będę mieć syna.

Wczoraj byliśmy na spotkaniu z doulą. Cudowna kobieta. Spróbujemy razem urodzić to maleństwo.

3-4 dni do @. Tak mnie wysypalo na twarzy i dekolcie że wyglądam jak nastolatka. Nie mogę na siebie patrzeć. :-(
Jutro jedziemy podpisać umowę na okna. Nie wyszło dużo bo 3200 z parapetami i montażem. Okna będą pewnie końcem listopada lub początkiem grudnia. Nie wiedziałam że są takie długie terminy. Myślałam że wszyscy wymieniają okna latem i wiosna bo ciepło. A tu takie zdziwienie. No trudno.
Na prawdę obawiam się mieszkania z tesciami. Tym bardziej że mój mąż ma z nimi różne relacje i więcej się kłócą niż żyją w zgodzie. Na początku tego roku liczyłam się z tym że remont będzie w sierpniu. A mamy już prawie połowę października. Dobrze ze ostatnie dni takie ciepłe. Myślę że 2 tygodnie i będziemy już mieć zakładane grzejniki w mieszkaniu. Zmykam do pracy... Jeszcze dwa dni i weekend. :-)

Abilify05 Starania o dziecko z PCOS. 11 października 2018, 13:28

W tych okropnych bólach wyhodował się jeden pęcherzyk mający obecnie 20 mm (gina mówiła, że im bardziej boli tym lepiej i niech boli jak diabli co miesiąc, bo to dobry znak. Pytanie o ból było pierwszym jakie zadała).
Kazała się starać do soboty codziennie, w sobotę kolejny monitoring, sprawdzić czy pęcherzyk pękł. Powiedziała, że gdyby po podwójnych dawkach tych leków nie było ani jednego dominującego musiałaby wysłać mnie do kliniki leczenie niepłodności, bo brak reakcji jajników oznaczałby dużo głębsze podłoże i ona nawet nie może przepisywać więcej leków. Szczęście, że coś urosło! Nawet jeśli nie doczekam dwóch kresek ważne, że mogę dalej się u niej leczyć. Oznacza to, że nie jest jeszcze tak bardzo, bardzo źle.
Jeden minus, że endometrium miało niecałe 6 mm, mówiła, że do prawidłowego zagnieżdżenia się jajeczka musi być min. 8 :( Czy jeśli owulacja nastąpi w sobotę, endometrium do tego czasu może podrosnąć?

Jeśli teraz się nie uda, następna kombinacja clo - lametta - estrofem - 2500 mg metforminy (dotychczas brałam 1500). Powiedziałam jej o wątpliwościach, czy estrofem w poprzednim cyklu nie spowodował zahamowania owulacji, bo nie miałam żadnych objawów i pęcherzyka. Mówi, że on rzeczywiście może hamować, ale żeby aż tak to nie sądzi (jak słyszę zdania przypuszczające z ust lekarza, to znaczy, że owszem, może, tylko on myśli, że nie...). Jednak w tym schemacie dała estrofem od 10 dc. po kontroli, czy pęcherzyk urósł. W poprzednim cyklu był już od 5 i tu właśnie się obawiałam, że zahamował owulację (a endometrium też nie powalało).
Trochę to całe leczenie poszło nie tak, nie zrozumiałam jej dobrze i nie wypisała mi tego na kartce więc teraz nie brałam estrofemu i luteiny. A okazało się, że powinnam (ale jej o tym nie powiedziałam ;P). Może to uchroniło przed kolejnym nieowulacyjnym cyklem? Na forum spotkałam się z tym, że estrofem podawany jest właśnie od 10 dc., bo pęcherzyk dominujący już jest.
Więc tu znowu moja samowolka - jeśli od przyszłego cyklu zleciła estrofem 10, a mamy dziś 11, równie dobrze mogę ten cykl potraktować jak następny i wzięłam już tabletkę. A nóż endometrium urośnie do soboty i pozwoli zagnieździć się? o_o (MARZENIA) Trochę ryzykuję, bo co jeśli estrofem spowoduje, że pęcherzyk nie pęknie (nie wiem jak to dokładnie działa, czy na wzrost, czy pękanie)? W sumie, czy w prawo, czy w lewo będzie dupa, bo tu się nie zagnieździ, a tu nie pęknie, więc z dwojga złego... ?
Zwiększam od razu metforminę, nie czekam do następnego cyklu.
Piszę może aż zanadto szczegółowo ale pomaga mi to ogarnąć różne niewiadome :) Zawsze dzięki pisaniu rozumiałam wszystko lepiej.

Wyszłam od niej w sumie smutna. Zrozumiałam to tak, że super jeśli jest pęcherzyk ale za słabo żeby się zagnieździł. Teraz, gdy wróciłam do domu zrozumiałam, że mam się z czego cieszyć, bo jajniki pracują i odpowiadają na leki. Jeszcze na wielu innych płaszczyznach może się spieprzyć, ale trzeba doceniać każde powodzenie. Bardzo wierzę w ten cykl, jakoś tak się nastawiłam. Na pewno dni przed @ nie dadzą zasnąć :)

Napiszę jeszcze dzisiaj ważne informacje, jakie znalazłam w książce o insulinooporności, bo jest tam też wiele o PCOS.

Zaczęłam dziś 20 tydzień, czyli bodajże połowa o ile się nie mylę. Za bardzo nie ma co pisać. Samopoczucie dobre, wyniki dobre , brzuch rośnie. Dalej faza na kotlety schabowe, chipsy, frytki i wszystko co obleśnie tłuste i słone, apetyt niestety dopisuje przez co na wadze miałam dziś +5,5kg. O masakra. Ogarnij się dziewczyno, bo źle to wygląda ;) Brzuch nagle wybujał, siedział względnie w ukryciu i BUM. Nadal jak bardzo bym chciała to ukryje go pod obszernymi ubraniami, ale poooowoli coraz trudniej.
TSH z 24 sierpnia 1,29
TSH z wczoraj 2,79
Eh. We wtorek idę do endokrynologa to się okaże czy dawka euthyroxu będzie większa, czy też nie. Połówkowe za 2 tygodnie.

Dżoana89 Rodzina w budowie 11 października 2018, 14:11

Do godziny zero, do porodu coraz bliżej. Aktualnie 37TC, Filipowi coraz ciaśniej w moim, nie małym juz brzuszku. Każdym swoim ruchem przypomina mi, że to dzieje się na prawdę, że on jest, że żyje, że go kocham. A jeszcze nie tak dawno temu zastanawiałam się, czy to w ogóle możliwe, czy będzie nam dane zostać rodzicami. To już praktycznie finisz, a zarazem początek pięknej, ale i trudnej drogi.
Nie boję się porodu, nie boje się bólu, chcę tylko by nasz maluszek był zdrowy, chcę go już przytulić, ucałować, zobaczyć jak wygląda, i powiedzieć mu jak bardzo go kochamy.
Nasz mały wielki cud niedługo będzie na świecie. Czekaliśmy na niego prawie dwa lata. Największy dar.

Śnią mi się małe dzieci ostatnio.
Dziś śniło mi się, że byłam uwięziona w jakimś pokoju i pilnowali mnie kilku facetów, żebym nie uciekła, a w drugim pokoju spało półroczne dziecko. Nie moje, ale miałam poczucie odpowiedzialności za nie. Kiedy tylko usłyszałam że płacze pobieglam do niego, żeby je uspokoić bez wzgledu na to czy Ci faceci mnie zaraz zwiażą i zamkną czy ukaraja. Przytulilam maleństwo, była to śliczna czarnowlosa dziewczynka. Płakała, ale jak ja przytulilam to przestała. Nagle w drzwiach zobaczyłam matkę dziecka, która się zjawiła zupelnie olewając małą. Wiedzialm w tym snie, ze matka je porzuciła. Zaczęłam krzyczeć na nią, jaką jest wyrodna matka, jak mogła porzucić swoje dziecko. A ona mi powiedziała, że zachorowała na Odrę... I nie chciała zarazić dziecka więc je oddała. I krzyczała na nią, że dipol roku się na Odrę nie choruje, że jest zła matka, jak tak można. I płakałam krzycząc na nią i tulac to maleństwo. Krzyczalam tez, ze wiem jak to jest wychowywac sie bez ojca, ze dzieci powinny miec pelna rodzine, ze to trauma do konca zycia. Widziałam zebranych wokół mnie tych"zlych" facetów,którzy mnie przetrzymywali i myślałam, że zaraz mnie wyrzuca,albo zrobią coś złego. Ale nie... stali i widzialam w ich oczach wzruszenie.
A ja wiedziałam, że za to dziecko jestem w stanie oddać życie. I czułam jego zapach i wszystkie matczyne uczucia.


Taki sen... dziwny na maksa.
Chyba naprawdę instynkt macierzyński daje o sobie znać. Jak i rozgoryczenie wciąż podświadomie gdzieś daje swój upust.

Byłam dziś w markecie i widziałam na dziale dziecięcym takie cudne spioszki, eh rozczulalo mnie to. Tak bym chciała je kupić... I było tak blisko. Ale no trudno, trzeba żyć dalej.

Tydzień mija spokojnie, odwiedziła mnie siostra z chrzesniakiem, więc było wesoło i przynajmniej nie byłam sama.
Zostały 4 dni wolnego, potem powrót do pracy... eh tak bardzo mi się nie chce tam wracać. W poniedziałek odbieram wynik hist-pat. Jakoś się dziś czymś stresuje i nie wiem czym i czemu, jestem niespokojna i pobolewa mnie brzuch ale właśnie tak stresowo. Dziwne... Bo naprawdę nie wiem czym miałabym się stresować. Może, to przez ten sen?:/ ostatnio mam same dziwne i niespokojne.

Idę się zrelaksować zatem. Dalej robię na drutach, wciagnelo mnie.

Cykl 21
25 d.c. - nadal przed owulacją (której już się nie spodziewam)

Wyniki badań:
Estradiol: 94,5
LH: 5,3

Koszty:
10 388
+ 100 wizyta w klinice
= 10 438 PLN

Monitoring był. Od ostatniej wizyty nic się nie zmieniło - endometrium 6 mm, bardzo dużo pęcherzyków różnej wielkości, największy ma 15 mm. Ten cykl odpuszczamy. Jak szłam na wizytę to spodziewałam się tego, ale rozczarowanie i tak się pojawiło... Czekam na okres, jeśli nie nastąpi w ciągu 2 tygodni to mam się zjawić znowu w klinice na wywołanie, a potem na kolejną próbę z większą dawką menopuru. Już się nie mogę doczekać, większa dawka oznacza nie 500, a 1000 zł za każde 5 dni zastrzyków...

Rozważam odpuszczenie leczenia na kilka miesięcy i zmianę pracy. Obecna mnie strasznie frustruje, nie rozwija, nudzi. Trzymało mnie w niej to, że może zajdę w ciążę i będę miała perspektywę odejścia. Moja perspektywa ratunku zamiast się przybliżać, to tylko się oddala. Nie wiem, ile jeszcze miesięcy to potrwa, ale mam silne poczucie, że nie jest to kwestia najbliższego pół roku, więc równie dobrze mogę sobie odpuścić trochę stresu, przestać latać 6 razy w miesiącu do kliniki, robić pobrania krwi (w ciągu ostatniego miesiąca SIEDEM pobrań krwi). Abstrahując od kosztów (ekhm, +/- 1,7 k PLN w tym cyklu), to po prostu mam wrażenie takiego "stand by" w życiu. Gówno prawda, że żyje się dalej - żyje się, ale ciągle się uważa. Nie zaplanuję wakacji za pół roku, bo MOŻE będę w ciąży, nie zmienię pracy, bo MOŻE będę w ciąży i co pomyślą, jak przyjdę do roboty a msc później się uda... My kobiety jesteśmy posrane.
Mąż namawia mnie, żeby spróbować jeszcze jeden miesiąc, skoro i tak potrzebuję chwilę na znalezienie czegoś nowego.. Mówi, że jeszcze jeden miesiąc, a jak się nie uda, to robimy pół roku przerwy. Nie wiem, sama nie wiem. Trochę czuję, jakby to było wyrzucanie kasy w błoto, a strasznie nie lubię marnować pieniędzy...
Boję się kolejnego miesiąca rozczarowań, ale moja waleczna dusza nie pozwala mi odpuścić. Całe życie, jak tylko miałam jakiś cel, udawało mi się go osiągnąć. A teraz mam cel i mimo że jego realizacja zależy w 100% ode mnie, to wcale nie mam na niego żadnego wpływu.

Aha i powrot do rutyny treningowej zamienil sie w chorobe, katar i siedzenie w domu. Tyle z bycia ciagle zajeta. Zostaje czytanie ksiazek.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2018, 16:55

Powinna być owulacja, bo wszelkie znaki na niebie i ziemi tak mówią, ale temperatura skacze i spada, jak zwariowana. Ovu na bank jej nie wyznaczy, nie ma mowy... Zastanawiam się, czy tak mam, czy zepsuł mi się termometr... :D
W zasadzie ten cykl od początku był spisany na straty. Jak coś z tego będzie, to będę baaaardzo zaskoczona.
(śniła mi się ciąża w grudniu... ogłaszana pod choinką...)


edit.
to jednak termometr, cholera. a tak ładnie mierzyłam, regularnie... no nic... pożyjemy zobaczymy...


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 listopada 2018, 07:22

Co raz bliżej Święta picgifs-christmas-300111.gif
Jak to dobrze bo czas do wizyty mam nadzieję, że szybko minie :)
Weekend był taki trochę nie po mojej myśli ale wiem, że tak być musi, że mąż to wszystko robi dla Nas. A ja zachowałam się trochę jak "smarkula". Dzięki Bogu mój Skarb jest tak Kochany, że mnie rozumie <3
Do wizyty pozostało 7 długich dni!! Niby mało ale dla mnie i tak długo. Oby czas na przygotowania świąteczne i ten czas świąteczny przeminął raz dwa :) Już nie możemy się z mężem doczekać spotkania z Naszym Bobasem <3. Mąż cały czas chodzi za mną i mówi, że będzie dobrze a ja staram się myśleć pozytywnie i być cierpliwą chociaż czuję jakiś niepokój. Mam nadzieję, że to nic wielkiego. W końcu czujemy się bardzo dobrze - to musi być dobrze !!
Wczoraj udało Nam się z mężem zgrać, zmobilizować i ubrać choinkę :)
33af05h.jpg
Takie Nasze dzieło :) a dziś strojenia ciąg dalszy : okna - ale to czekam aż mąż wróci z pracy.
Przed Świętami pozostało mi jeszcze trochę porządków do zrobienia i sprawy kulinarne. Jednak za kuchnie biorę się od jutra - najpierw koreczki śledziowe a w śr. z rana wypieki co by były bardziej świeże :) mam nadzieję, że się uda wszystko tak jak zaplanowałam :)
Dziś wieczorem mąż idzie jeszcze trochę poremontować Nasze nowe M4 - będę miała czas by spakować dla Niego prezencik <3
A teraz sobie siedzę, słucham kolęd <uwielbiam> picgifs-christmas-70005.gif szkoda tylko, że pogoda nie sprzyja. Pierwszy dzień zimy a na dworze deszczowo i na plusie. Dobrze, że cała magia Świąt to nie tylko śnieg chociaż nie ukrywam, że wtedy jakoś bardziej się to wszystko odczuwa. Ale kto wie? Może jakiś jeszcze spadnie :) jakiś malutki cud śnieżny ;) Póki co cieszymy się z tego Naszego CUDU, Który rośnie pod moim serduchem <3
I tak siedzę i czekam na te pierwsze ruchy, niekoniecznie na te mocne kopniaki ale BBF podaje, że już od ubiegłej śr. mogę je odczuwać a ja - albo wgl. ich nie czuję albo nie odróżniam od bulgotania moich bebechów w brzucholu :| w necie pisze, że mam czas od 18 do 20tc więc postaram się na spokojnie czekać :) a może na wizycie się podpytam lekarza - chyba nie weźmie mnie za "wariatkę" :P
A na dziś w planie obiad: kurczak w sosie słodko-kwaśnym i małe porządki by się nie przeciążyć :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)