
Już ponad połowa za Nami

Każdego dnia dziękuję Bogu, że wszystko jest dobrze, że rośniesz i rozwijasz się prawidłowo pod moim serduchem
i mocno wierzę w to, że Bóg pozwoli byś przyszedł na świat w odpowiednim dla siebie czasie i będziesz zdrowym Dzieckiem 
Nasza radość każdego dnia nie ma końca. Tyle lat walczyliśmy o Ciebie a teraz już coraz bliżej dnia kiedy to powitamy Cię na świecie
Ale proszę posiedź jeszcze w brzuszku min. 14tygodni jeszcze by ciąża spokojnie była donoszona. By Twojemu życiu i zdrowi nic nie zagrażało.
Boże proszę miej w opiece Nas i Nasz CUD !! 
Po ostatnich kliku dniach niepokoju związanego z ciszą w brzuszku nastały dni większej aktywności Maluszka
i jestem szczęśliwa kiedy odczuwam każdy jego ruch - chociaż nie są to jeszcze te mocne kopniaki by brzuch falował ale ważne, że czuję te pukania. A ostatnio już chyba 3 dzień z rzędu Młody budzi mnie pukaniem w okolicy pępka po lewej stronie o godz. 8:00 i chyba domaga się śniadania
Tak bardzo się cieszę, że Go czuję 
Do wizyty jeszcze sporo dni przed Nami bo ona dopiero 25 lutego - ale jakoś damy radę wytrwać
Tyle czekałam dam radę jeszcze te kilkanaście dni. Bo kto jak nie MY?? !!
W międzyczasie czeka mnie badanie moczu i morfologi ale to taki co miesięczny standard
ale teraz dodatkowo jeszcze ta "nieszczęsna" glukoza - mam nadzieję, że da się ją na spokojnie wypić i wyczekać ten czas na pobranie po godzinie i po dwóch
Nie będzie tak źle.
Już ponad tydzień mieszkamy na nowym M4
i jest dobrze - chociaż jeszcze sporo do zrobienia i dużo brakuje to jednak fajnie mieć te swoje cztery kąty
Dziś jak dobrze pójdzie mąż będzie składał meble do sypialni
ale jeszcze bez łóżka bo czekamy za materacem mamy nadzieję, że w tym tygodniu dojdzie i będzie taka sypialnia jaką sobie wymarzyłam 
W sb. odbyłam pierwsze małe zakupy ubrankowe dla Małego i jestem załamana..tak chodziłam po tych wszystkich sklepach, sieciówkach, normalnych i nawet po lumpach i dla chłopców to nie ma nic fajnego a dla dziewczynek to masa tego wszystkiego - takie mamy wg. mojego J równouprawnienie
Ale może jeszcze uda się coś ładnego wyszukać 
Pogoda u nas dość ładna. Zima trwa w najlepsze. Wczoraj było pięknie biało i słonecznie ale trochę mroźno na jakąś sesję brzuszkową w plenerze
A dziś nadal biało ale pochmurnie i wietrznie
Pewnie jakąś sesję zrobimy sobie na wiosnę
Jak dobrze mieć fotografa za męża (z zamiłowania).
Od kilku dni zauważyłam też, że mój organizm za bardzo nie toleruje produktów słodkich i tłustych
i tak jak w I trymestrze było rewelacyjnie tak teraz wg. BBF w 6 miesiącu ciąży od kilku dni codziennie wieczorem chwytają mnie mega mdłości ale bez wymiotów i takie uczucie ciężkości na żołądku.. Masakra..
Ale zniosę wszystko. Brzuszek mamy już coraz większy - tak twierdzi moja siostra
więc mam nadzieję, że Młody ładnie przybiera na wadze
chociaż wydaje mi się, że nie będzie Klopsikiem
ważne by był zdrowy 
Co do imienia nadal pomysłu brak
Może jakoś tak znienacka wpadnie do głowy mi jakiś pomysł albo mężowi, który podpasuje Nam obu 
A dziś wedle życzenia Męża na obiad zupa cebulowa - ciekawe co z tego wyjdzie.
A przed nami w tym tygodniu tłusty czwartek
w planach mam w śr. robić pączki - ciekawe jak mi wyjdzie czy skończy się na dobrych chęciach czy plan wejdzie w życie 
A ogólnie jestem zła..od tygodnia pisałam z babką z OXL-u w sprawie mega paki ubranek dla Synka za 50 zł - dla mnie to fajna okazja bo akurat w niej są ubranka, które przydały by się na początek wg. rozmiarówek ale kobieta chyba sobie w kulki leci..codziennie pisała, że prześle mi zdjęcia na e-meila a zdjęć brak..i codziennie pisze, że tego i tego dnia będzie u mnie a tutaj guzik z pętelką - codziennie zmienia zdanie. Dziś się w kurzyłam i napisałam jej, że już mnie to nie interesuje.. Jakoś sobie poradzę !!! A baba niech się wypcha..może myślała, że mnie naciągnie i jej z góry zapłacę a ona nie przyśle nic albo jakieś "śmieci"?? Nie wiem i już mnie to nie interesuje !!!
Tyle tygodni ciąży za mną a ja z dnia na dzień mam coraz większe niepewności. Tyle lat walczyliśmy o ten CUD a ja teraz wątpię czy dam..czy damy sobie radę? Czy będę potrafiła zaopiekować się takim maluchem? Czy będę w stanie zapewnić Mu wszystko co będzie potrzebne dla Jego dobra?? Tyle pytań...tyle niepewności...?? Jak to będzie??
Chyba pora się ogarnąć i myśleć pozytywnie !! Nie tylko mówić ale starać się by tak było..w końcu nie jestem sama, mam cudownego męża, który na pewno mi pomoże !! DAMY RADĘ ! - innego wyjścia nie mamy ! I zrobię wszystko by Nasz SYN był najszczęśliwszym dzieckiem na świecie

Takie moje pierwsze łupy ubrankowe 




Wiadomość wyedytowana przez autora 9 lutego 2015, 12:43
Ja już po 
Pęcherzyk dotrwał, miał 21mm, endo dziś nie badał ale wczoraj miało prawie 10mm więc ok, baliśmy się z lekarzem o nasienie bo długo je obrabiali ale się udało coś wybrać
nie wiem ile i jakie podali bo raport dostaniemy za 2 tyg ale może to i lepiej że nie wiem to zawsze jeden powód do stresu mniej 
Wg kalkulatora ciążowego do terminowego porodu zostało 50 dni! Za 6-7 tygodni będę tulić synka.
Kolejne wyniki w mojej diagnostyce. Tym razem sprawdzam czy dotyczy mnie temat insulinooporności.
Glukoza na czczo: 91 [norma 70-99]
Glukoza po 1h: 107
Glukoza po 2h: 75
Insulina przed obciążeniem: 4,7 [norma 2,6-24,9]
Insulina po 1h: 36,7
Insulina po 2h: 21,7
Według kalkulatora HOMA IR mój wskaźnik to 1,06... ale do tego wystarczyły moje wyniki na czczo. Co sądzicie o reszcie?
3dc
Uswiadomilam sobie, ze nasze starania trwaja juz ponad dwa lata, a konkretnie 26 miesiecy. W tak dlugim czasie da rade urodzic dziecko i zajsc w nastepna ciaze.
Przy ostatnich staraniach dopuscilam sie ogromnej zbrodni. Marzylam! Snulam w myslach, ze tym razem sie uda. Wigilia bylaby idealnym momentem, aby poinformowac cala rodzine o dobrej nowinie. Wszyscy beda sie cieszyc i gratulowac, a ja bede dumna jak paw.
Nie mozna tak marzyc? Czy to "zapeszy" ewentualny sukces? Czy ja - kobieta bezplodna, mam prawo ukladac sobie w glowie scenki zycia jako matka? Scenki kochajacej sie rodzinki 2+1? Czy to szalenstwo? Psychiczne samobojstwo?
Tymczasem szykuja sie kolejne Swieta z zeszklonymi oczami. Bede kupowac zabawki pod choinke dla dzieciakow mojego rodzenstwa. W sklepie bede chlipac ze te rzeczy nie trafia w malutkie raczki mojego "wyimaginowanego" dziecka.
Taaaak..i znow ten grzech marzycielstwa.
29 dc 9 dpo 26 cs
Moje wpisy raczej nie będą teraz zbyt kolorowe, więc ich nie udostępniam, po co mam kogoś dołować. Już nawet gadać z nikim o tym nie chcę, bo wiem, że mnie nikt nie zrozumie i nikt nie pomoże. Zresztą jak miałby pomóc? Przecież tu się nie da pomóc. Nawet lekarze nie są w stanie nam pomóc.
Nie mogę tego pojąć, czemu nas to spotyka... tyle czasu mija, powinnam się przyzwyczaić, ale do tego tak cholernie ciężko się przyzwyczaić... zaraz będzie 2,5 roku, potem 3 lata, potem 4... Chyba mam depresję... nic mnie nie cieszy. Całymi dniami myślę tylko o tym, czego nie mam i co straciłam. Czy ta cholerna ciąża mogła się nie wydarzyć?! Nigdy !!!!! Mam wrażenie, że Bóg nas nie kocha. Za co nas tak karze?
1dc
Jakos brak mi weny i sil na pisanie.
U nas wszystko ok. Ola.zdrowa jak rybka nawet po niedzielnym basenie. Chlodnieksze kąpiele domowe (wspolne ze mna w.wannie) konczone rykiem po 5.min.... odpuszczamy basen. Sprobujemy w nastepnym semestrze.
A u mnie 1dc. Normalnie mnie zalalo w nocy. Nie spodziewalam sie. Zauwazylam, ze po porodzie mam o wielw bardziej obfite krwawienia. Ciekawe czy to sie zmieni. Bole miesiaczkowe przypominaja mi o porodzie... masakra. Dobre wiesci takie, ze cykl trwal rowne 27 dni. Niczym w podreczniku. Tak wiec zaczynam trzeci cykl. Pierwszy byl taki nierozpoznany. Mialam delikatne krwawienie. Ale.myslalam, ze to jakies oczyszczanie. Ale to musiala byc pierwsza.mieisiaczka. drugi cykl rozpoznany idealnie. Tak wiec zaczynamy 3ci po porodzie
postanowienie odnosnie rodzeństwa dla.Oli.jest takie: jesli nie uda sie nam.zajsc.w.2019.roku to odpuszczamy. Ja koncze w listopadzie 34 lata. Jak skoncze 35 to juz nie chce sie starac.
Dziś przyszły wyniki badań:
Czynnik V leiden prawidłowy
Czynnik V R2 prawidłowy
Czynnik II protronbina prawidłowy
MTHFR C6775 prawidłowy
MTHFR A1298C NIEPRAWIDŁOWY HETEROZYGOTYCZNY
PAI - 1 4G NIEPRAWIDŁOWY HETEROZYGOTYCZNY
Czyli że co? Odpowiedni kwas foliowy i będzie ok?
20 dc
Dziś test owulacyjny totalnie negatywny. Druga kreska jest, ale bardzo blada. Mam wrażenie, że owulka mogła być albo we wtorek wieczorem, albo wczoraj rano. Ale to tylko moje przypuszczenia. Temperatura w ogóle tego nie potwierdza. Może nie było jej wcale? Nie mam krostek na buzi, brzuch boli jak na okres.
Zupełnie ignoruje mój wykres i wyznaczoną owulacje w 9 dniu cyklu.
Normalnie cykl wywalony w kosmos.
Ciekawa jestem kiedy dostanę @. Nie lubię takiej niepewności. Zawsze dokładnie wiedzialam kiedy się pojawi i mogłam się przygotować. A teraz tak naprawdę nie mam pojęcia kiedy się jej spodziewać.
W ramach relaksu szyję różowe kolczyki. Trochę strojne, ale takie do noszenia na co dzień 
Dzisiaj będzie trochę marudzenia-tym razem mojego-i trochę super rzeczy 
Zacznę pierw od marudzenia....moje dzieci mnie wykonczą! Ryczą na zmianę, a Lilka to bije na głowe wszystkich. Nie wiem o co chodzi.
moja mama uważa,że coś musi być w przedszkolu nie tak bo to sie nasila jak ona wraca. Ryk o wszystko. Ostatnio wytrzaskała ojca pp twarzy bo nie miała juz argunentu by ustawić go do kąta. Za co? że nie dał kej samej kakao zrobić... w nocy budzu sie z płacze i awanturuje. Czasami to trwa chwile ale i potrafi sie drzeć z godzinę lub więcej. bez psychologa się nie obejdzie
nam już nie starcza już zachęt dla niej by sie lepiej zachowywała. Obawiam sie jednego....że stoczyłam bój o miejsce w przedszkolu i dostaliśmy sie po znajomości a teraz ktos ja tam zle traktuje
albo jakies dziecko sie znęca nad nią albo pani... tym.bardziej że pomocą jest pani dyrektor.. sama już nie wiem co myśleć..może udziela jej sie nasze napięcie zwiazane z kredytem? Sporo nas maglowali ostatnio i jakieś pierdoły wynyslali,żeby im dostarczyć. Ale Oliś sie normalnir zachowuje... Chętnie chodzi do żłobka i tez fajnie sie żegna z paniami. Kornelcio mi coś zwolnił z wagą
ma 4 miesiące a tyje mi tylko 400g na miesiąc. 30.10 mamy szczepienie więc zowu ske zważymy.Martwie sie czy sie aby najada moim mlekiem,bo i tu tez jest problem. Zrobil sobie dłuższe przerwy miedzy kamieniami. Ale źle nie wyglada. Ma już 6 kg i podwoił swoją wage urodzeniową. a ja się martwie
choć nasz pediatra prywatny mówił ze pieknie wyglada. być może schizuję,obym się martwiła bez podstaw.
a teraz najprzyjemniejsza cześć moje wpisu.po wielu tygodniach walki o nasz dom ostatecznie wygrywamy
MAMY MASZ DOM. mamy go
w tym tyg był z banku człowiek na budowie,nam dali ppzytywna rekomendacje:) strasznie się ciesze
juz mam rozpisane i zaplanpwane podłogi i dwie łazienki:) moje marzenie sie spełnioło. teraz na urodziny poprosze tylko życzenia o zdrowie 
hurra, odblokowałam pamiętnik na ovu! jestem z siebie dumna 
od pierwszego pozytywnego testu ciążowego minęły 3 tygodnie.
jeszcze testy ciążowe będą przez chwilę pozytywne, ale już niedługo.
ale od początku (czyli od czasu, kiedy nie wiem, co zrobiłam i przeniosło mi pamiętnik na belly):
jako że człowiek z natury jest ciekawski, to poszłam sobie w 6 tygodniu ciąży do ginekologa. tam bardzo sympatyczny pan przeprowadził wywiad, zlecił badania, a wśród tych badań powtórkę bety. zrobiłam i 10 października było już ponad 3,5 tys! pomyślałam, że chyba jednak, pomimo złych przeczuć, TO dzieje się naprawdę. byłam szczęśliwa. to cudowne uczucie, że ktoś tam jest za parę dni zobaczymy ktosia na usg... za parę tygodni będzie mi ten ktoś wpychał piętę pod żebro jednocześnie rączkami boksując jelita
no kurczę, rozmarzyłam się 
termin usg umówiłam na 16 października. to miał być 6+4 tc. dobry termin, bo u mamaginekolog wyczytałam, że beta ponad 1000 to widoczny pęcherzyk, a 6+1 musi być serduszko (bo jak nie to... albo przyszła mamusia nie umie liczyć, albo dzieć się nie rozwinie).
i poszłam sobie radosna jak skowronek, i mówię do lekarza, że to już 7 tydzień, a tydzień temu beta taka śliczna była, przyrost prawidłowy. lekarz zadowolony, ja też. kładę się na tej leżance, lekarz czyni swoją powinność, a dobry humor zmienia się w smoliste milczenie. lekarz jeszcze raz rusza sondą, coś klika, przestawia na sprzęcie. wreszcie mówi "tu nic nie ma. za to jest dziwny, gęsty płyn w zatoce douglasa".
że co? - myślę. ale nic nie mówię, bo atmosfera w pokoju gęstnieje jeszcze bardziej.
w końcu po kolejnych minutach badania i pytania, czy na pewno nic mnie nie boli i czy na pewno nie krwawię dostaję wydruk z usg i mogę się ubrać.
beta 3521 jest sprzed tygodnia. mogła spaść, mogłam poronić do brzucha (stąd mógł być gęsty płyn w zatoce douglasa). trzeba sprawdzić betę. tylko gdzie o godzinie 18 zrobią mi to badanie? dostaję skierowanie do szpitala.
podejrzenie ciąży pozamacicznej. nie wiadomo, gdzie usytuowanej. trzeba sprawdzić, czy beta przyrasta czy, daj Boże, spada. jakby spadała, to byłoby poronienie i nie ważna staje się wtedy lokalizacja zarodka. a jak rośnie...?
jadę na drugi koniec miasta do szpitala. do tego najbliżej domu, bo już późny wieczór i gdzie ja później będę nocną linią jechać. na ginekologiczno-położniczej izbie przyjęć pustki. aż mi głupio zwracać paniom głowę taką drobnostką. czuję się doskonale, nic, absolutnie nic nie boli.
na izbie miły lekarz robi usg i widzi w macicy pęcherzyk 3mm. aaahhaaa, ale to nie pasuje do bety.
pobierają krew na betę. wynik za godzinę. czekam, w między czasie dzwonię do męża, że jeszcze sobie trochę ode mnie odpocznie. a on nie chce odpoczywać, tylko też przyjeżdża. czekamy razem.
w tym czasie zmienia się lekarz na izbie. w końcu kobieta
nie, żebym narzekała na obu panów, przeciwnie. byli bardzo mili i troskliwi.
trzecie usg tego dnia. pani dr tylko przełożyła głowicę i już znalazła ciąże pozamaciczną w jajowodzie.
beta ponad 9 tysięcy. w ciągu 6 dni przyrosła prawie trzykrotnie. wzrost bety prawidłowy. to znaczy, że nie jest dobrze. to znaczy, że nie wrócę już tego dnia do domu. zostaję w szpitalu, nazajutrz zabieg.
to cały czas jest wtorek, 16 października 
nie jeść, nie pić, czekać z rana na zaproszenie do sali operacyjnej. mąż przywiózł najpotrzebniejsze rzeczy.
środa, 17 października. o 9 rano mnie wzięli, o 12 byłam już znów na swojej sali. jajowód zachowany. ciąża zakończona.
nie każda ciąża kończy się dzieckiem.
19dc
Dziwny jest ten cykl. Bardzo dziwnie się czuję. Zmęczona, wypompowana, nic mi się nie chce. Może to ta szaruga za oknem? A może kwestia, że musimy się jeszcze zgrać ze sobą w sprawach codziennych - kto co robi i jakie miejsce na sofie przed TV zajmuje? O której idziemy spać - czy razem czy osobno, bo jedno lubi wstać o świcie, kiedy drugie kładzie się spać w tym czasie... Więc to wymaga nieco energii i pracy nad zgraniem się ze sobą, aby się nie pozabijać nawzajem, jak i o rzeczy, które stoją tam, gdzie nigdy kładzione nie były 
W tym miesiącu dziwnie testy pokazały mi wcześniej owulację niż zwykle - 9,10 i 11 dc. Bardzo dziwne to było biorąc pod uwagę 6-7 dniowe miesiączki. Chłopa zamęczyłam na wszelki wypadek przez wszystkie 3 dni. Teraz sprawdzam testy owulacyjne i nic - negatywy, mimo, że ovufriend wskazał owulację na 14-18 dzień.
Temperatura też podskoczyła od 12 dc, więc pewnie już jest po. Lewy jajnik dał o sobie znać od 10dc i tak jest do dzisiaj - od czasu do czasu ukłuje. Stan, no właśnie, w sumie zaznaczam, że od 15dc mam ból miesiączkowy, ale to nie ból tylko takie napęcznienie w środku, jak przed okresem. Dzisiaj jeszcze dodatkowo łydki czuję, jakby wody nabierały. Ale w sumie trudno się dziwić jak sam chłop mi mówi, że wodę pić przestałam...
Biust też dziwny od 14 dc, sutki wrażliwe i dziwne jakieś, jak przed miesiączką, ale do niej przecież daleko. Dziwne mdłości i spadek apetytu od 12 dc, wciąż się utrzymuje, ale to pewnie nadmiar kawy, emocje i może też stres. Przesyt podchodzi do gardła, jak sobie tłumaczę.
Tak w sumie to w tym miesiącu co bym nie poczuła - zaraz staram się znaleźć wytłumaczenie, że to pewnie kawa, że nie zjadłam, że za dużo zjadłam... Inaczej jak dotychczas... Może trochę zawodów było stąd moje wycofanie teraz? Ale to wszystko jednak za szybko, za szybko... Dopiero minimum dzisiaj, na moje wyliczenia, przypada dzień, kiedy powinnam zacząć odczuwać jakieś dolegliwości tuż przed @, a nawet jeśli pamięć mnie nie myli to zazwyczaj odczuwać zaczynam coś na tydzień przed...
Cały czas zastanawiam się co zrobić? Lekarz powiedział, że muszę brać zastrzyki z heparyny przez cały czas - od momentu starań, bo bez tego w ciążę nie zajdę. Drugi powiedział, że najpierw muszę w ciąży być, aby zacząć heparynę przyjmować, bo po co kłuć się codziennie bez sensu... Nigdzie nie wyczytałam jak to było z dziewczynami z mutacją genu...? Więc stoję jak ta żaba na rozdrożu i myślę czy być piękną czy mądrą...
Może któraś z Was tu zajrzy i będzie znała odpowiedź - jak to jest z tym braniem heparyny? Najpierw ciąża czy najpierw zastrzyki?
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 października 2018, 10:18
35tc (34+4)
Mieszkanie z babcią, level hard (kiedyś może opowiem jak to się stało, że mieszkamy razem).
"Włącz sobie pytanie na śniadanie (czy jakieś inne G), będą mówić jak pięknie wyglądać w ciąży. Chociaż w sumie dla Ciebie to już za późno". Kurtyna.
Od wszystkich raczej słyszę, że ciąża mi służy i ładnie wyglądam (wiem, że sporo w tym kurtuazji, ale co tam, kiedy wygląda się jak waleń jest się łasym na komplementy)... Na kochaną babunię mogę jednak liczyć w każdej chwili.
Przeraża mnie to, że będę musiała wychowywać dziecko z jej oddechem na karku. A najbardziej boję się, że w pewnym momencie nie wytrzymam i zrobię jej (znaczy babuni) krzywdę.
Wdech, wydech, wdech...
W końcu, przypadkowo, odblokowałam sobie pamiętnik. Wywędrował na fioletową stronę po aktywacji trybu ciąża w listopadzie. 😅
Ale już go mam z powrotem, niuniuniu

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia 2021, 23:39
Hej mam pytanie . Dzisiaj rano wstałam i dostałam bóli brzucha są przeszywajacy.. od góry do dołu, tak samo plecy czasami mnie bolą .
Nie chce siać paniki ale jak nie będą ustępowały zgłoszę się na IP.
Mam biegunkę od paru dni . W internetach jest napisane że to zwiastuje poród.. mam nadzieję że to nie to .
Ble ble brak czasu, znowu! Tak od 17.09 zaliczyliśmy już dwa zapalenia ucha i parszywą infekcję, której ciężko się pozbyć. Pani pediatra określiła nawet moje nie chorujące dziecko mianem "dziecko wysokiego ryzyka" i zasugerowała zrezygnowanie z przedszkola. U mnie to załamka, bo jak widzę jak mi się chłopak rozwija, to normalnie załamka. No i dostaliśmy skierowanie do laryngologa, co by sprawdzić ostatnio modny "trzeci migdał". No i Pani laryngolog, konkretna kobieta olała migdał dała leki na pozbycie się kataru i zamamrotała coś pod nosem o pchaniu dzieci antybiotykiem. Dała kilka wskazówek (może się wam przydadzą a może to tylko dla mnie nowości):
-dużo pić-picie rozrzedza katar- to dla mnie nie nowość
- picie przez słomkę i zabawy ze słomką- wspierają rozwój górnych dróg oddechowych
- syrop na kaszel- rozrzedza katar
- dmuchanie nosa- raz jedną dziurkę, raz drugą!-nigdy na raz bo wydzielina cofa się do uszu
- zaprowadzić po tygodniu od antybiotyku do przedszkola, niech choruje, jak nie będzie chorował teraz to będzie chorował w zerówce,
- i podanie sprayu do nosa na zewnętrzne ścianki nosa, nigdy na wprost
-nie używać-"katarka" powoduje obrzęk śluzówki co prowadzi do częstszych infekcji.
W poniedziałek wracamy do przedszkola, zobaczymy na jak długo!
Poczekam az mezowi skonczy się kociol w pracy i wtedy go "zarzuce" Emilem hehe. U mnie ok, jestem w szoku, ze nawet udaje mi sie cos w domu ogarnac (pranie, mikro sprzatanie, przygotowac skladniki na obiad, zalatwic cos przez tel). Daje Emilowi wiecej swobody, nie "wisze" nad nim. Jesli sobie wesoło leży i kmini, to nie wnikam :oP ale musialam sie tego nauczyc, tego "dawania mu spokoju"...
Stan jego skory lepszy ale ja wciaz bez nabialu. Zero. Null. Powoli musze wlaczac cos, bo sama padne. Mniej sie tez drapie, Vivienne, mi ten Fenistil jednak pomaga!
Emil wciaz chce sie przewracac na brzuszek. Musze uwazac, bo jak robi to w lozeczku, to czasem sie zaplatuje w szczebelki (gdy ja jestem np w lazience).
Dziewczyny, bierzecie dzieciora do lozka? Niby sie nie powinno, ale jak go wezme ok 5/6 to mi pospi do 8. A w lozeczku sam to okrzyki od 5...
Zglebiam zglebiam blw!!! Zarezerwowalam sobie w biblio "moje dziecko nie chce jesc". Znacie jeszcze jakies fajne pozycje w temacie? Prócz "bobas lubi wybor".
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 października 2018, 11:56
Kocham: jest poludnie a ja juz 3 razy go przebieralam. W dodatku 5 min po tym jak puscilam pranie... Przecieki boczne, przecieki na plecy to u nas norma hehe
Wiadomość wyedytowana przez autora 19 października 2018, 11:57
Ola spi juz 2ga drzemke dzis. Niby norma. Tylko zamiast 20 min spi juz godzine. Zrobilam tyle co w 3 jej drzemki... i teraz nie wiem. Czy warowac przy niej bo wstanie, czy moze bedzie cudownym dIeckiem i jeszcze godzinke zaliczy..... jeju jak zazdroszcze tym mamom, ktorych dzieci potrafia drzemac dluzej niz 15-20 min
ale przynajmniej noc spokojna u nas.
Nie wiem co zrobic z karmieniem. Ola je male porcje, a czesto. W sensie pije ok 100-120 ml max. Tylko to sie riwna z karmieniem nocnym 2 lub 3 razy. Niby na spicha, ale ponoc powinna spac ciagiem bez karmienia z 7h.... i ze niby pozniej na zeby niezdrowo.... a jak ja napoje wiecej, to i tak uleje nadmiar po 30 min. Musze chyba z lekarzem pogadac. Dziewczyny, a.moze.mialyscie podobne problemy z karmieniem nocnym? Wcoraj widzialam sie z kolezanka. Syn 2.5 miesiaca, na kp, spi bite 8h nieprzerwane.... a to mm jest przecieskazaniem do nocnych karmien. Kp niby ok nawet jak sa zeby.... jestem zagubiona w natloku informacj wyczytanych w roznych miejscach
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.