17+4
Wczoraj wizyta, wszystko ok, pessar trzyma. Tylko Henio nie chciał się pokazać, obrócił plecami i tyle go widziałam 😅
Czuje jego ruchy 😀 dziś po zjedzeniu pomarańcza dostałam niezłe kopniaki. Chyba mu smakowalo 😀 albo może nie? 😅
Wieczorem będziemy polować żeby tata też poczuł ❤️💙
A w sylwestra połówkowe 😀👶
Mój bieżący cykl jest tak popieprzony, że już nawet OF usunął z wykresu przypuszczenie owulacji. Pewnie wcale jej nie było. Zero krost, zero bólu i powiększenia biustu.
Tylko zmęczona jestem, bardzo. Wczoraj padlam tuż po powrocie z pracy.
Haneczka skończyła 2 msc
Jakim sposobem już tyle czasu minęło?
Były to szalone 2 msc, ale jeszcze o tym napiszę.
W niedzielę byliśmy na urodzinach bratanic od D., wróciliśy do domu ok 17.30 Po czym Hanka nie mogła zasnąć i padła dopiero po 22.00 Myślałam, że po prostu za długo posiedzieliśmy i za dużo bodźców. Ale w poniedziałek 22, wczoraj 21.30 Zazwyczaj o 20 już w łóżeczku. W ciągu dnia tulonko, nawet nie chce jej się ciumciać piersi (choć dużo bym dała żeby jednak chwile pociumciała
), jedynie uspakaja się na spacerze. I śpi tylko na rękach.
Dzisiaj w nocy w ogóle był cyrk. Zjadla o 2, później obudziła się 3.30, przystawiłam do prawej piersi, ona 2 razy pociągnęła i zasneła. I tak co 30 min, aż do 6. O 6 zrobiła się już wściekła, darła się, rzucała, ale ssać nie chciała. Cały czas wałkowałam tą prawą pierś no bo jej kolej była. Ale w końcu przystawiłam do lewej. Lewą wypiła, wykręciła i wylizała od środka- poszła spać. Myslę sobie coś nie halo. Poszłam się poddoić do łazienki, bo cyc już więszy od mojej głowy. A tam, 3 krople i koniec. Musiałam się nieźle nagimnastykować żeby ją odblokować. Później okład z kapuch i ulżyło. Głodziłam dziecko pół nocy -.-
Na szczęście dzisiaj zasneła (po zjedzeniu obu piersi) i spi w łóżeczku.
Coś furka na nosie, ale wygląda mi to bardziej na kozy niż katar, ale kupiłam dzisiaj sól morską, to będziemy próbować wyciągać aspiratorem.
Ma bardzo przesuszoną skórę, w szczególności na piersi, koło pach. A używam kosmetyków z babydream i do masażu masła kakaowego. Zaczełam ją kąpać co 2 dni.
A i dzisiaj wkurzyłam się w rosmanie. Do czyszczenia pupci używałam wody i wacików, ale ostatnio udało mi się kupić chusteczki 99% właśnie z babydream za 5 zł/80 szt. Myślałam, że to stała oferta i kupiłam tylko 4 szt. Dzisiaj okazało się, że cena będzie 10,99 -.- I trzeba wrócić do wacików.
CZeka na mnie sterta prasowania...choć sterta to łagodne słowo.
I jeszcze jedno. Na lewej piersi mam taki wystający pieprzyk od spodu. I Hanka go nadszarpnęła. Chyba powinnam zacząć go zaklejać do karmienia
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2018, 22:57
Czasem myślę, że osiwieję nim odchowam moje dziecię.
W zeszłym tygodniu o mało nie przyprawiła mnie o zawał. Zaczęło się od tego, że po dobrze zapowiadającym się spacerze, rozpoczął się ryk (w miejscu publicznym, w środku miasteczka). Zaliczyła pierwsze karmienie w plenerze, na ustronnej ławce, nieopodal bandy nastolatków ale cóż - życie. Potem nie chciała wracać do wózka (ryk) więc 1 km drogi powrotnej pchałam wózek i niosłam 5,5 kg niemowlę. Na rękach cisza. Zamówiłam jej butki - takie mini kozaczki bo piernik pościągał skarpetki w czasie spaceru. Po powrocie, gdy chciałam ją przewinąć - zaczęła się zanosić. Nie płakać, tylko zanosić - zrobiła się cała czerwona, łącznie z nogami a usta sine. Szybko ją podniosłam to się troszkę uspokoiła (dmuchłam też w usta. Ponownie chcąc położyć (przecież muszę jej ubrać tego pampersa) - ponowny ryk - i się zaniosła znowu. Przestraszyłam się. Szybko włożyłam czopek -paracetamol bo stwierdziła, że ewidentnie cierpi i znowu podniosłam. Zaczęła bekać, prukać i kupkać. I kupkać. I kupkać. Zrobiła kupę stulecia.
Musiało ją zarzynać w jelitach.
Bo to było tak, że nie robiła kupy od 2 dni. A nie robiła, bo bierze żelazo (odciągam codziennie trochę mleka i rozpuszczam). A bierze żelazo, bo ma lekka anemię. W szpitalu już miała z tym problem, tuż po porodzie ale potem niby moroflogia się poprawiła. A podczas przeziębienia, przy badaniu moroflogii to właśnie nam wyszło. I od suplementacji żelazem może być to zaparcie. Tzn kupa była typowa, ale nie mogła jej z siebie wydusić.
Postanowiłam sobie, że jak młoda nie wykupczy się przez 2 dni to podam czopek glicerolowy (a raczej pół czopka, bo za mała jest na cały). No i czasem jej pomagam, a czasem radzi sobie sama. Tak jak dziś. Leżała obsrana bawiąc się nową zabawką (wyciąga już rączki, śmieje się i "gada" po swojemu. Mnie zwabił zapach. No więc cieszę się z kupy, a tak miałam ich dość. Choć przyznam - nocki są lepsze, bo tylko sika i to nie zawsze całego pampresa zmoczy (pampers premium mają ten pasek - wskaźnik wilgotności, chyba jak większość pieluch na rynku).
Poza tym dziecko mi się naprawiło. Dicoflor pomógł na kolki. A może to żelazo zmniejszyło drażliwość. Nie wiem, ale w końcu jest całkiem fajnie - nie muszę usypiać jej godzinami, nosić, śpiewać. Utulę, czasem pokołyszę góra 5-10 minut lub od razu odkładam i zasypia. ZASYPIA! nie jak japończyk na 5 minut tylko normalnie śpi. A ja jestem w stanie w końcu coś zrobić bez liczenia na czyjąś pomoc. Albo narażając się na krytykę teściów.
Byliśmy u nich w zeszły weekend, na jedno popołudnie. Dziecię moje kochane przespało prawie całą wizytę. Obyło się bez komentarzy o chudym mleku. Niemniej mnie ta wizyta kosztowała sporo nerwów. Chyba już będę miała uraz. Co by nie było.
Chociaż mój mąż twierdzi, że ja wszystko wyolbrzymiam, za bardzo przeżywam i biorę do siebie, powinnam to olać. Tylko że wtedy, kiedy byłam przemęczona na skraju wytrzymałości ciężko mi było o dystans, cięte riposty z poczuciem humoru i olanie tego wszystkiego.
Do tego stresuję się, kiedy teściowa wyrywa mi dziecko (jak ją nakarmię i odbiję), ostatnio wzięła ją po powrocie z fajki. A nigdy tego nie robiła dotychczas. Powiedziałam mężowi, że nie będę tego tolerować i jak on się nie odezwie to ja to zrobię. On też twierdzi, że jest przeciwny temu, ale coś w kościach czuję że on z jakiegoś powodu boi się swojej matki. Większą śmiałość ma do moich rodziców. Jest wobec nich bardziej bezpośredni. Nigdy nie zaznał od nich przykrości, mimo ze mieszkaliśmy z nimi przez 2 lata. Przykładowo, teściowa potrafiła się go uczepić, że rusza wózkiem w tę i spowortem,podczas postoju mówiac że ma nie bujać, jak dziecko przecież śpi. Zakotłowało się we mnie, bo to przecież jego dziecko i ma prawo robić co chce. A on zaczął się tłumaczyć. Jak nigdy. Zawsze wygadany, zrobił się malutki.
Poza tym jest progress. Po kąpieli, nakarmieniu, zmianie pieluchy odkładam Małą do łóżeczka, właczam karuzelę i czekam. A ona po pewnym czasie, jak się wyszaleje - zasypia. Mogę w spokoju zjeść, wziąć prysznic, co jakiś czas jej doglądając. Oby jej tak zostało.
Przez jakiś czas część nocy spała z nami. Albo w wózku. Jednak naczytałam się o ryzyku SIDS i stwierdziłam, że czas to zmienić. Czyli nauczyć ją spać w śpiworku, we własnym łóżeczku. Chociaż spanie razem przy kp jest dosyć komfortowe, bo podłączasz dziecko i śpi. No moja spała ładnie, rzadziej się wybudzała, ciągiem przesypiała nawet 5 h.
Do tego jest żarłokiem. Potrafi zjeść 180 ml mojego pokarmu. A wiem to stąd, że czasem wychodzę z domu (szukam kiecki na chrzest, ale to osobny temat) to odciągam pokarm i zostawiam ją z moją mamą. Co chwilę dogrzewała jej mleko bo jadła i jadła.
Jeśli chodzi o mnie, to przeszłam na dietę 2500 kcal. jak luźno liczyłam to jadłam chyba z 3500-400 kcal do tej pory więc nie ma się co dziwić, że oprócz tych 9 kg które zeszły przy porodzie, przez 2,5 mies schudłam, uwaga - 1 kg. Nogi i dupa wchodzą w przedciążowe spodnie, ale z moim brzuchem mogłabym startować do kolejki pierwszeństwa w rossmanie. Masakra. Myślałam,że to macica ma się obkurczyć, a tu się okazuje że chyba jednak jestem gruba i pora stawić temu czoła.
Od porodu minęło 11 tygodni, więc powoli mogę się przymierzyć do ćwiczeń. Marzy mi się powrót do jogi. I chyba zacznę ćwiczyć z orbitrekiem. Nie jem słodyczy. I mam wrażenie, że na tych 2500 kcal jestem głodnawa, chociaż jem węglowodany złożone, dobre tłuszcze, chude białko. Błonnik etc. Wiem że to prawdopodobnie chwilowe. Muszę dać radę, pora się ogarnąć!
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 października 2018, 22:23
24tydz (w ndz 25)
Nadal śpimy koszmarnie...wstaje do Filipka średnio 4-6razy w nocy,przy czym zasypia on między 22-23 i śpi z wieloma przerwami do 7.30-8.30.
Tak jak myślałam, to nie skok rozwojowy, a górne zębiska
dziś widać już w obydwu jedynkach bielutkie ząbki,ktore się delikatnie przebily.
W dniu dzisiejszym byliśmy z dzieciakami 4h na basenie.Corka szalała z Mężem i ze mną na zmianę, dosłownie wszędzie,a Filipek pluskal jak szalony w wodzie.Byl z nami w brodziku dla Maluszków,w jakuzi.Ani razu nie zapłakał, a zasnął prze mojej piersi w ciepkutkiej wodzie. Musimy to powtórzyć kiedyś 
Ostatnio nasz Synek piszczy jak szalony z radości
gada po swojemu, wyrywa wszystko co ma się w dłoni. Nawet napić się z kubka nie można mając go na rękach,bo zaraz ciągnie go do siebie. Przez zęby stęka przez sen z bólu...budzi się co chwilka i chce do piersi natychmiast.
Oby na razie kolejne nie pojawiały się...
Do dziewczyn kp - czy walczylyscie z zatkanym kanalikiem mlekowym (robi się taka biała plamka na sutku), jak z tym walczyć?
A i zeby się przebily delikatnie i od razu się katarek skończył
Niedziela - przyszła @. Niby nie spodziewałam się niczego innego, niby luzuję ze staraniami, ale ... no właśnie. Przeryczałam 2 dni i M. zaproponował 4IUI w grudniu. Wiem, że to tylko po to, żeby mnie pocieszyć. Ale ja nie chcę 4IUI nawet ze względu na wypowiedzenie. Dzisiaj kiedy odbierałam wynik prolaktyny, zaczęło mi walić serce. I pomyślałam sobie, no czemu mi tak wali? Bo po prostu jestem przyzwyczajona do odczytywania bety. OMG nie chcę tego już przechodzić, nieee, nie teraz, nie za miesiąc i nie za dwa, a może w ogóle.
No a wracając do prolaktyny to mam 32,60 przy normie do 23,3. No wiadomo, za dużo. Na próbę odstawiłam bromergon na tydzień i już dup. Mimo, że ponoć nie wpływa ona na płodność, jeśli owulacja jest potwierdzona, ale zwiększę i tak dawkę do 1 tabletki (wcześniej brałam pół). Ale jeśli będę miała znowu takie zaparcia jak przedtem, to wracam do połówki, nie chcę umrzeć na kiblu.
Okres mi się kończy, wracam do równowagi psychicznej. Dziś M. na meczu z kumplami, ja w domu robię porządki i popijam piwko. No i zaraz smażę placuszki z dyni. Zobaczymy co to z nich wyjdzie, bo jeszcze nie robiłam.
Aaaa i idę na rozmowę o pracę w przyszłym tygodniu, prosze o kciuki, nie byłam na rozmowie 5 lat, jestem po prostu starą kwoką, która jajko wysiedziała. Choć nie, swojego jajka to jeszcze nie wysiedziałam.
Dziś dzień moich 31 urodzin nie tak go miałam obchodzić
A tu nawet cienia szansy na dziecko nie ma a serce płacze:(
Mąż mnie denerwuje chciałam by zbadał się w listopadzie a niż wyniki się poprawiły i zrobimy inseminację to on się umówił na 14 listopada!!! Jak ja już będę po owulacji
Dla mnie liczy się każdy miesiąc a on nie rozumie że musi się dostosowac do mojego cyklu a nie do swojego a wtedy mi pasuje
11 tydzień 6 dzień 
Rzutem na taśmę załapię się na przedłużenie umowy do dnia porodu. 31 października kończy mi się umowa. Następna miała być już na stałe wg prawa. Na ten dzień będę w 12 tygodniu i 5 dniu, więc rozumiem, że już pracodawca zobowiązany jest do przedłużenia umowy do porodu. Przeraża mnie to, że tylko kilka dni i po trzech latach pracy w tej firmie zostałabym z niczym. Oczywiście, dziecko jest dla mnie najważniejsze, tyle czasu na nie czekałam, ale warunki finansowe w takiej sytuacji tez są ważne. Niby nie powinnam się stresować, ale jak sobie pomyślę jak to by było... Prawo nie jest sprawiedliwe. Kobiety przed skończonym 12 tyg ciąży nie są chronione, gdy kończy się umowa. Co innego, gdy ktoś dopiero zaczął pracę, ale ja tam jestem 3 lata. Trudno to pojąć. Druga kwestia to podejście firmy. Przecież mogą przedłużyć, jakby chcieli, no ale taką mają politykę i ich nie obchodzi staż, nienaganna praca i dobre wyniki. Przykre to. Brak szacunku do pracowników po prostu. Jesteśmy tam tylko taką szara masą. Rozstanę się z tą firmą bez żalu. Jakoś to będzie. Aby dzidziuś był zdrowy, reszta się poukłada 
35tc+5
Dopiero się zorientowałam, że wczoraj mi ucięło wpis!
Mam nadzieję, że teraz doda się w całości.
Dziękuje za wszystkie miłe słowa, tak to już niedługo! 
Jesteśmy po wizycie. U Tosi wszystko dobrze ❤️ wszystkie przepływy w porządku, rośnie ładnie, ma już jakieś 2,8kg 
Nadal nie leży główką w dół ale zmieniła pozycję. Poprzednio była wciśnięta pupą w dół a teraz ma głowę z prawej, nogi z lewej, a kręgosłup i pupę do góry. Lekarz już jej szans na prawidłowe ułożenie nie daje, my wciąż wierzymy
w związku z moją cukrzycą ciążową, nie mogę rodzić po terminie. Dostałam już skierowanie do szpitala i mam się umówić na ten tydzień na który mam termin. Termin mam na sobotę 24.11, mają mnie przyjść jakoś poniedziałek-sroda. I albo cięcie albo indukcja porodu jeśli jednak się jakimś cudem obróci. No chyba że w ogóle coś się zadzieje samo wcześniej 
Zmierzył jej włosy na głowie, mają juz prawie 1cm 
Nie mamy żadnej fotki niestety, ale przez moment udało nam się zobaczyć buzie na USG i już miała takie większe policzki 
Szyjka wciąż długa ale miękka, na ktg jeden mały skurcz więc na razie spokojnie. Chciałabym żeby coś się zaczęło samo dziać przed tym szpitalem no ale na to już nie mamy wpływu. Jakby nie było, niedługo już się zobaczymy, nie ważne jak 
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2018, 22:08
28 dc
Zadzowniłam do USK w Białymstoku aby zapytać o ministerialny program prokreacyjny. Kazali napisać maila do koordynatora. Napisałam:
"Witam,
Czy jest możliwość zakwalifikowania się do programu mając już pewną ilość robionych prywatnie badań w kierunku leczenia niepłodności? Staramy się z mężem o dziecko ponad 2 lata. Od ponad trzech lat mam stwierdzone Hashimoto. Rok temu byłam stymulowana Letrozolem bez efektów. Za mną HSG (jajowody drożne) robione w Szpitalu w Ełku, a w grudniu mam mieć histereolaparoskopię u Was w szpitalu. Mąż ma aktualne badanie nasienia, które wyszło bardzo dobrze.
Czy program obejmuje również inseminację?"
Dostałam odpowiedź:
"Szanowna Pani
Dziękuję za mail.
Program Ministerstwa Zdrowia przewiduje wykonywanie procedur diagnostycznych u pacjentów, którzy dotychczas nie byli leczeni w związku z problemami z zajściem w ciążę. Z Pani maila wynika że najprawdopodobniej miała już Pani przeprowadzoną diagnostykę którą ten program oferuje. W związku z powyższymi niestety nie możemy Państwa zakwalifikować.
Program nie finansuje wykonywania inseminacji ani prowadzenia nadzoru nad stymulacją jajeczkowania.
Z poważaniem,
dr hab. Piotr Pierzyński
koordynator programu MZ"
Po huj ten program....
Dostałam zaświadczenie o grupie krwi z krwiodawstwa z peselem a więc z głowy kolejne badanie 
Byłam przewodniczącą w komisji w wyborach... nigdy więcej. W komisji dziennej o wiele więcej roboty i dłużej pracowaliśmy niż ta nocna. Może w mieście było na odwrót ale w gminie to było mało uprawnionych do głosowania wiec liczenia głosów druga komisja miała mało. A moja siedziała 16h w robocie 
Aaaa i test zrobiłam wczoraj popoludniu oczywiscie negatywny- i dobrze bo rtg robiłam, no ale nic nawet nie czułam, ot tak o go zrobiłam, bez nadziei, bez uczuć.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2018, 11:51
"Poronienia nawykowe"
"Poronienia nawykowe to takie poronienia, kiedy do samoistnego przerwania ciąży dochodzi przynajmniej trzy razy pod rząd."
Powiedzmy, że nie liczę ciąży pozamacicznej, to na pewno liczę tą lutową, tą ostatnią no i prawdopodobnie tak samo było w sierpniu. Przynajmniej tak podejrzewam. Już nie chcę wiedzieć ile mogło być takich o których myślałam że okres się spóźnia bo znów plamienie i takie tam rzeczy w przeszłości. Więc 3 mamy. 
"W większości przypadków etiologia poronień nawykowych jest niejasna i trudna do ustalenia. Za poronienia nawykowe mogą odpowiadać m.in. takie czynniki, jak:
zaburzenia chromosomowe, (zbadane, mamy dobre kariotypy)
nieprawidłowa budowa anatomiczna macicy, (zbadane, macica ok)
mięśniaki macicy, (zbadane, nie mam)
problemy z łożyskiem, (Nie wiem nic na ten temat)
zaburzenia endokrynologiczne (zwłaszcza zaburzenia funkcji tarczycy i niedobór progesteronu), (progesteron ok, tarczyca ok)
infekcje wirusowe, np. różyczka, cytomegalia, (zbadane, nie mam)
zaburzenia immunologiczne.(zbadane, wszystkie wyniki w normie)."
" przypadku, gdy dana kobieta nie posiada dotąd potomstwa, natomiast ma za sobą trzy poronienia, prawdopodobieństwo donoszenia ciąży do terminu wynosi około 50%. "
Wcześniej nawet nie zdawałam sobie sprawy jak te niepowodzenia wpływają na przyszłość. Miałam nadzieje i dalej mam, że w końcu się uda. Tylko niestety te statystyki mnie trochę przerażają...
Chyba łapię doła. 
Dziś 19dc/10cs
Zero objawów. Nic kompletnie. W poniedziałek mam iść na betę, może przez to fiksuję bo jakąś tam nadzieje mam na pozytywny wynik a rozum też dochodzi do głosu że to byłby taki strzał szczęścia, że nie takie rzeczy w moim przypadku.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2018, 13:04
Śniło mi się dziś że jestem w ciąży. Zaszliśmy bez problemu ( nie tak jak za pierwszym razem) i znów czułam to magiczne " COŚ" tę iskierkę w sobie. Sen był taki realny... Obudziłam się upocona i zastanawiałam czy to prawda 
Póki co to nie jest prawda, bo nawet jeszcze się nie staramy, ale już zaczynam o tym intensywniej myśleć i poczyniłam pewne przygotowania. Standardowo muszę odwiedzić ginekologa ( wydaje mi się że znów prolaktyna urosła) endokrynologa ( skontrolować tarczycę) i dentystę ( znów zęby do leczenia) oraz chirurga szczękowego bo mam ósemkę do wyrwania. Trzeba też troszkę wspomóc organizm - wyszukałam nowe witaminki dla staraczek, trza jeszcze zainwestować w wiesołka, testy owu.
Mam nadzieje, że to wystarczy, że moja szyjka jakoś się udrożniła po porodzie i że nie będziemy znów musieli stoczyć walki o rodzicielstwo. Drugi raz tego nie wytrzymam. Po prostu nie zniosę psychicznie. Marzę o bezproblemowym i szybkim zajściu w ciążę....Ty bardziej, że mam już swoje lata i mąż też. Mały tak szybko rośnie, nie chciałabym żeby przerwa miedzy rodzeństwem była duża. No i po prostu tęsknię za takim okruszkiem. Moje wielkie marzenia to parka
Pożyjemy, zobaczymy. Jakby co to 3majcie kciuki :-*
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2018, 14:15
10 cykl rozpoczęty
25 dc
Na morzu cisza...
Nic wielkiego się nie dzieje. Brzuch boleć przestał. Czasami tylko lekko czuję jajnik, który odzywa się przy jakimś ruchu. Testy owulacyjne dalej blade. "Cycki" - jakoś tak niby nie bolą, a czuję je jak miętoszę, swędzą od czasu do czasu, ale nie jest to problem. Mdłości, aż tak nie są odczuwalne. Jedynie trądzik zaatakował. Temperatura lekko dzisiaj podskoczyła.
Dzisiaj jestem w ciąży na 64 punkty ze 100. Test pozytywny możliwy w 80%. Czy mam zamiar robić wcześniej testy ciążowe przed czasem przewidzianym na okres? - nie. Już się ich kilka narobiłam ;P Przewidziany czas okresu - nadal 28.10.2018 (chociaż jak na moje 30 dniowe cykle to wyliczenie ovufriend jest jakieś dziwnie krótkie)... W każdym razie... Napięcie rośnie...
12dpp
Za 3 dni minie 2 tygodnie po 3 poronieniu.
ciąża nr 1 - zatrzymanie akcji serca
ciąża nr 2 - bradykardia i brak wzrostu
ciąża nr 3 - bradykardia i brak wzrostu
leki w ciąży:
-acard
-luteina 100x3
-clexane 0,4
-duphaston x1
-żelazo x1
-femibion natal x1
-potas x1
-euthyrox50
-magnez x1
-wit d3 2000 x1
Badanie genetyczne płodu:
- niewykonalne z powodu braku dna płodu
Badanie genetyczne rodziców:
- kariotypy męża prawidłowy
- moje kariotypy prawidłowy
- trombofilia
Czynnik V leiden prawidłowy
Czynnik V R2 prawidłowy
Czynnik II protronbina prawidłowy
MTHFR C6775 prawidłowy
MTHFR A1298C NIEPRAWIDŁOWY HETEROZYGOTYCZNY
PAI - 1 4G NIEPRAWIDŁOWY HETEROZYGOTYCZNY
celiakia - nie wykryto
Badania endokrynologiczne:
21.09.2018:
-TSH 2,95
-FT3 3,45
-FT4 0,81
-ANTY TG 152,6
-ANTY TPO 57,3
diagnoza:
- hashimoto
zalecenia:
-euthyrox 50
-wit d3 2000
-jod (femibion natal 1)
inne badania:
-morfologia ok
-mocz ok
-różyczka ok
-toksoplazmoza ok
-hiv ok
badania do zrobienia:
-zespół antyfosfolipidowy
-pakiet tarczycowy
-histeroskopia
-cytomelagia
-badanie nasienia
-kwas foliowy
-wit d3
-homocysteina
-insulina
-AMH
Dajcie znać dziewczyny jakie badania powinnam jeszcze wykonać, z góry dziękuję
Wiadomość wyedytowana przez autora 16 listopada 2018, 15:59
Appka PregLife, ktora w moim przypadku sie nie myli mowi, ze zaczela sie 4ta faza rozwoju i dzieciak moze byc marudny. I faktycznie. Z rana 2h lazilismy po podworku (i po LIDLu hehe), bo pani sprzatala nam mieszkanie (jest blysk, extra! polecam polecam polecam). I myslalam, ze mi moze przemarzl na tym spacerze, bo po powrocie ryk (jak nigdy) i noszenie na rekach. Nie chcial sie przekulgiwac na brzuch, nie chcial czytac ksiazeczek, nie chcial mojego spiewania o duchach-lakomczuchach, no nic nie dzialalo (nawet cyckiem wzgardzil!), tylko noszenie i spokojna muzyczka ze Spotify (Eva Cassidy
) No i wtedy aplikacje sprawdzilam... A teraz pisze, bo udalo mi sie go zapakowac do lozeczka, jak tylko zobaczylam, ze na rekach mi usypia. Pewnie z 10minut pospi, dzidek jeden.
Kupilam na vinted spiworek do gondoli Kutnik za 40 pln. Czekam az przyjdze i mam nadzieje, ze bedzie ok. Ekstra sa nowe spiworki, zwlaszcza takie z futerkiem, ktore wygladaja jak dla malego polarnika, ale szkoda mi kasy, wiec wzielam uzywke.
Za to w pon pojde do Lidla po bodziaki za 6pln z motywami 'mlecznymi' (krowka, flaszka z mlekiem), bo moj dzieciak po prostu za mlekiem przepada hahahaha.
W poniedziałek wizyta u ginekologa i zapewne skierowanie do szpitala na szew
We wtorek amniopunkcja...
To będzie ciężki tydzień 
Hmm chyba jednak zaryzykuje i kupie ten cyklodynon. Chyba nie mam czasu na picie ziół rano, a wieczorem pije pokrzywe. A z tym wypowiedzeniem i ciąża nie do końca niestety tak jest. Wiem bo sama pracuje w kadrach hehe. Jesli zloze wypowiedzenie i okaze się, ze jestem w ciazy, a o niej nie wiedzialam w trakcie skladania wypowiedzenia, to faktycznie wypowiedzenie jest cofane. Natomiast jesli juz je zlozylam miesiac temu i teraz zajde to juz inna sytuacja. Wydaje mi sie, ze na zaswiadczeniu o ciąży jest informacja o tygodniu ciąży. To pewnie i tak zależy od pracodawcy czy pojdzie na reke czy nie. Ja pracuje w korpo, wiec moze by poszli. Ale nie spodziewam sie ciazy niestety, skoro jej nie bylo przez ponad 2 lata. Oops i znowu dodaje nowy wpis zamiast komentarza. No trudno, już nie bede kasować.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2018, 17:14
Dziś śniła mi się wizyta u gina, który robił mi usg i w końcu zobaczyłam swoje dziecko...Kuźwa, taka niby jestem dzielna, taka silna, świetnie sobie radzę... Ale nie jest lekko. No nie jest. W pokoju wciąż stoi nierozpakowana walizka po szpitalu. Stoi i straszy... nie chcę do niej zaglądać, nie chcę nic tam dotykać. Nie wiem, czy tak stoi i czeka gotowa, żebym znów pojechała... Nie mogę się zmobilizować, by się jej pozbyć...
Dziś wpadła mi w ręce cała ciążowa dokumentacja... uporządkowałam ją, przepisałam na kompa wszystkie wyniki, żeby mieć tak w jednym miejscu, ogarnięte. Popatrzyłam na zdjęcia, które nie przedstawiają nic, a jednocześnie tak wiele... Zdjęcia, które pokazują spełnione marzenie i zawiedzione nadzieje. Znów pękło mi serce, i myślę, że będzie pękać jeszcze wielokrotnie..
http://www.endokrynologia.net/content/prolaktyna-hiperprolaktynemia
Super portal !
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.