Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 11 grudnia 2018, 09:49

Noce sa ciezkie. Emil co godzine steka, placze... Glaski, przytulaski nie pomagaja. Musi byc 3 sekundy cyca. Zasypia. Odkładam go i dalej jęczy ale po nastu minutach daje sie uglaskac. Za godzinę powtorka... To męczy...

27t4d
Dzisiaj wizyta u ginekologa. Ciekawe czy czegoś nowego się dowiem. Nakręciłam się Waszymi komentarzami, że faktycznie mam wszystkiego za mało ;) i znalazłam na allegro sprzedawcę u którego można licytować ubrania dziecięce. Kilka rzeczy już wylicytowałam, ale wcale nie jakichś najsensowniejszych ;) np. dwie pary rampersów... nie wiem czy to do mnie mówi. Ponoć do spania są dobre, zobaczymy. Mam upatrzone śliczne pajacyki w next, ale ciągle czekam, że może pod koniec grudnia zacznął się szałowe promocje i póki co staram się powstrzymać przed zakupami.
Od kilku dni lepiej śpię, uf... Ogólnie jest jedna rzecz, która mnie martwi, tak trochę... w pierwszym trymestrze ciąży (jak mi jeszcze gin zalecił żeby lepiej seksu unikać) męża popęd był wysoki, jak zawsze i nawet ze 2 razy nie wytrzymaliśmy. Jakoś na początku drugiego też wszystko ok. Ale odkąd zaczęły się ruchy przestał kompletnie inicjować a jak wczoraj sama próbowałam go zachęcić to krótko mówiąc skończyło się klapą. Podobno mężczyzna może się tak zablokować, ale ja nie wiem. Jest to dla mnie dziwna sytuacja, bo mąż libido zawsze miał dość wysokie. A może to stres, w sobotę debiutuje na zawodach, musiał do nich zrzucić kilka kg, kredyt, w związku z tym pogorszenie sytuacji finansowej od nowego roku przez co on musi swój biznes rozkręcić. No i wczoraj jeszcze był przeziębiony do tego. Nie wiem, dziwnie mi z tym. Koleżanki miały różnie. Jednak mówiła, że jej mąż miał identycznie. Seksu zero. Mam nadzieje, że nikogo nie razi tematyka którą poruszam ;) ale komu mam się wygadać jak nie Wam ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2018, 11:14

16 DC zaczynam brać luteine 2x1 śluz plodny nadal się utrzymuje i to już 5 dzień. Czy to dobry znak?? Boję się myśleć pozytywnie żeby znowu nie cierpieć. Narazie jestem obojętna (staram się być) no cała sytuację...


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2018, 11:26

teverde Starania pomimo... Uda się? Uda! 11 grudnia 2018, 11:07

24t5d
Piszę średnio raz na miesiąc, a wydawałoby się, że będę miała tyle czasu na L4.. Od ostatniego wpisu byłam raz na wizycie, jutro mam kolejną. Szyjka miała 34 mm, więc po prostu prawdopodobnie taka moja uroda, ale na wszelki wypadek wizytę mam po 3-ech, nie 4-ech tygodniach. Ćwiczyć mogę ale delikatnie. A co do sikania, byłam na świetnych warsztatach dot. powrotu do formy po ciąży. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Np. tego, że my kobiety NIGDY nie powinnyśmy przeć. Ani jedyneczki, ani dwójeczki. Przy 2-ce warto mieć podnóżek, żeby pozycja była dla nas bardziej naturalna. Tak można uniknąć hemoroidów i wypadania narządów. Byłam w szoku jak moja własna mama mi powiedziała jak się zdziwiła, gdy lekarz powiedział jej, że miała wypadającą pochwę :O Tak więc ja już nic nie prę. Ogólnie temat stał się chyba modny bo i mamaginekolog ostatnio go poruszyła.. Dziwię się, że tak mało się o tym mówi. A to prewencja wszystkich przykrości wieku mocno dojrzałego.

Wczoraj byłam na krzywej cukrowej. Byłam w szoku, że wyniki takie ładne zważywszy na fakt, że ostatnio miałam cukromocz. Widać jednorazowy epizod.
Moje wyniki: 79/138/103,
Normy do: 92/180/153.
Kupiłam cytrynową glukozę i była całkiem smaczna. I głodna nie byłam przez te bite 2 godziny :) Generalnie całe badanie było mocno przekoloryzowane, nie było źle. Z dwa razy zrobiło mi się troszkę słabiej ale na co dzień też mi się zdarza.

Moim największym zmartwieniem póki co jest wyprowadzka, remont i kompletowanie wyprawki. Z kredytem, z aktem, ze spółdzielnią -ze wszystkim praktycznie były obsuwy. W końcu w tym tygodniu mieliśmy się przenosić, dzwonimy do poprzednich właścicieli, a oni mówią, że wyniosą się raczej koło 20-ego!!! Chcieliśmy chociaż rozwalić łazienkę i święta spędzić w nowym mieszkanku, ale NIE. Potrzeba kolejnej obsuwy. W akcie notarialnym mają czas do 31.12 więc nie zdziwi mnie już nic. Stresuje mnie, że nie mogę jeszcze nic kupować, bo po pierwsze, nie wiem ile zostanie kasy po remoncie (na 2 dni przed aktem bank kazał nam dopłacić 11.000,- zł :/ ), a po drugie nie chcę kupować już teraz, a za dwa tygodnie przenosić zaś te wszystkie łóżeczka i wózki na nowe mieszkanie.. Dziewczyny już piorą rzeczy dzieciaczków, a ja siedzę na dupie i mam związane ręce. Stresuje mnie to mocno.. Ale i tak mniej niż jak przed aktem notarialnym.. Cały czas coś.. To biedne dziecko będzie nerwowe jak matka po wykluciu.. Niestety nie potrafię panować nad emocjami. Szczególnie przy tych hormonach.. No nic - oby jutrzejsza wizyta przyniosła same dobre wieści <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2018, 11:10

No i po wizycie. Wszystko ok poza tym, że Ernest już ma owinienta pepowine wokół szyi, eh.

Abilify05 Starania o dziecko z PCOS. 11 grudnia 2018, 11:33

Przyznam szczerze, że trudno jest nabrać nawyków z planu "Wylecz PCOS". Ale jak sama autorka pisze - postępy, nie doskonałość :) Dietę stosuję, choć pozwalam na odstępstwa, np. pizza z przyjaciółmi, żeby nie wydziwiać.
Nienawidzę być w centrum uwagi, a na pewno nie jako ta, przez którą łazimy po centrum w poszukiwaniu czegoś, co ona może zjeść. Jakby zaprosili mnie na obiad nie wiedząc o diecie, zjadłabym wszystko. Autorka książki pisząc "bądź divą PCOS" ma na myśli szanowanie siebie i wymagania pewnych produktów, czy potraw np. w restauracji (zamienić ziemniaki na bataty itp.), ale uważam, że przesadzać nie wolno i pojedyncze zjedzenie czegoś niewskazanego nie zburzy nagle całej gospodarki hormonalnej. Nie trzeba zajadać się ciastem na imieninach oczywiście.
Nie szczotkuję i nie smaruję ciała balsamem, czy olejkami, bo albo zapomnę, albo jestem zbyt leniwa.
Nie skupiam się na codziennym motto i afirmacjach. Choć jak sobie przypomnę lubię poczytać wartościowe cytaty.
Staram się codziennie jakkolwiek ćwiczyć.
Suplementacja nieprzerwana.

Autorka prócz afirmacji, motto, dobrych myśli, zaleca również codzienne poczucie wdzięczności. Radzi każdego dnia wybrać nowy powód.

Najbardziej jestem wdzięczna za owulację. Za to, że się udało mimo faktu, że spisywałam cykl na straty, a dostałam wielką szansę. Dla zdrowych kobiet jest to czysta fizjologia, dla mnie kamień milowy.
I jeśli w tym cyklu się nie uda, wiem, że owulacja jest możliwa, że mam szansę, tylko może trzeba więcej czasu na działanie leków, suplementację i dietę. I jeśli na teście zobaczę jedną kreskę, będę wdzięczna za szansę, za spokój ducha, a przede wszystkim daną nadzieję.

Lady_E , 11 grudnia 2018, 12:15

32 tc do porodu 63 dni :)

Samopoczucie ok. Waga nawet nie wiem ale pewnie coś koło 16 kg na plusie. Może więcej :p

Torba do szpitala spakowana :) Ciuszki dla małej na wyjście spakowane :)
Chodzimy do szkoły rodzenia i super bo duzo się dowiadujemy.

Mała juz tak szaleje że cały brzuch faluje <3 Nasz mały rozbójnik <3

Wizyta za tydzień w czwartek.

Teraz myślimy nad pobraniem krwi pępowinowej... Ciężki temat. Duzo plusów i dużo minusów. No nie wiem musimy nad tym pomyśleć.

No i szczepienia wybrać NFZ czy 6w1... Myślę też juz nad pediatrą.

Za dużo wyborów :p

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 11 grudnia 2018, 12:27

Dziadki Synka. Rodzice mojego Męża widzieli wnuka 5-6 razy od kiedy się urodził. Mąż wraca za późno żeby zabierać tam Synka, ja sama do nich nie jeżdżę bo nie mam z nimi aż takiej relacji, oni do nas nie chcą przyjeżdżać bo nie mają czasu. Oboje są na emeryturze, mieszkają w tym samym mieście, 5 minut drogi autem. Mąż nie przepada za wizytami u nich. Jest dziwnie. Nie interesuje ich co u nas, u Małego, tylko opowiadają np. czego dowiedzieli się w programie przyrodniczym o delfinach. Takie schizy.

Moi rodzice niby się interesują wnukiem, ale jak im coś o nim mówię to nie słuchają, a ja nie lubię jak przyjeżdżają. Zwłaszcza moja matka. Nie może zaakceptować, że nie robię wszystkiego tak jak ona, że dziecko jest inaczej wychowywane, że dbam o niego po swojemu. Ostatnio miałyśmy spięcie np o to jak Synka podnosić, czy otwierać przy nim okno itp. Przyjeżdżają do niego jak są na zakupach, przy okazji. Specjalnie się nie fatygują, są zajęci sobą i swoją wnuczką, którą mają na miejscu. I w sumie dobrze, bo ich wizyty mnie stresują. Próbowałam zabierać dzieciaczka do nich chociaż raz w tygodniu żeby znał dziadków, ale wracam od nich tak zmęczona psychicznie, że odpuściłam.

Synek ma jeszcze dwóch stryjków i dwie ciocie. Jedna go uwielbia, ale ma swoje problemy i rzadko się widujemy. Reszta spotyka się z Małym przy okazji.

Mówi się, że do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska. Tak wygląda "wioska" mojego dziecka. Szkoda.

Dziś Tosia kończy 4 tygodnie <3

Za dwa dni minie nam pierwszy miesiąc - czas pędzi.

Jest już zupełnie inna niż tuż po urodzeniu. Niesamowite w jakim tempie zmieniają się te Maluchy, właściwie z dnia na dzień.

Interesują ją książeczki kontrastowe, czy maskotki. Reaguje też na grzechotki i wszelkie szeleszczące zabawki :) Ma coraz dłuższe okresy bez snu i widać, że coraz bardziej interesuje ją świat dookoła.

Noce? Noce są różne, ale już dwa razy udało się przespać ciągiem od północy do 6 rano! Wiem, że takie Maluchy powinno się jeszcze wybudzać na karmienie, ale zaraz kończymy miesiąc, Tosia pięknie przybiera i karmień wciąż mamy mnóstwo.
A zazwyczaj jednak budzi się jak w zegarku co 3 godziny ;)

Teraz od poniedziałku do środy tata Tosi pracuje 8-21 więc nie ma go w domu właściwie od 7 do 22 - i to jest strasznie smutne :(

Ale byle do czwartku!

FASOLKAa Nasza historia starań 11 grudnia 2018, 14:17

20 d.c. temperatura nadal taka sama 36,8 :D Zero jakichkolwiek dodatkowych odczuć, w sumie nawet nie wiem jakie powinny być wczesne objawy ciąży (tak sobie mówię, ale oczywiście coś tam podejrzewam :P). W tym tygodniu na pewno czuję się dużo lepiej niż w zeszłym :) Dzisijszy dzień ma się dobrze, jestem po prezentacji, wyszło ok, chociaż zalała mnie fala stresu- jak zawsze :D Ogólnie jestem bardzo towarzyską osobą, ale jak mam wyjść i przed kimś przemawiać, to tak sie stresuję, że to niepojęte.. Muszę poszukać jakiś sposobów na walkę ze stresem. Dzisiaj z mężem idziemy wieczorem do kina, a przed czeka mnie jeszcze nauka na jutro :D. Dzięki, że jesteście i komentujecie, człowiek od razu czuje wsparcie <3 Pozdrawiam Was serdecznie :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2018, 14:36

26 DC 15 dzień po IUI

Okresu brak, test negatywny... czekamy dalej.

stayaway W oczekiwaniu... 11 grudnia 2018, 18:10

18dc
26cs

Znów mam kryzys. Jutro idziemy do kliniki, powinnam tryskac szczęściem i energią. I z jednej strony tak jest ale z drugiej... ciężki ze mnie typ ostatnio, wszystko mnie drażni, stałam się okropnie czepliwa i złośliwa. Do tego w pracy nawał wszystkiego, mam nadzieję że cop24 skończy się lada chwila bo inaczej zwariuję.

Przez ostatnie 2 weekendy nie było z nami córki M, bo opiekowała się nią ciocia mamy (pierwszy raz taka sytuacja od kiedy jesteśmy 5 lat razem). Zdaje sobie z tego sprawę, że to co napisze będzie okropne, ale czułam się wtedy na prawdę szczęśliwa. We dwójkę jesteśmy szczęśliwi i jestem pewna, że gdyby kiedyś się okazało, że kategorycznie nie możemy mieć dzieci, po wielkich bólach myślę, że być może byłabym w stanie się z tym jakoś pogodzić. W obecnej sytuacji, jej obecność zadaje mi tyle bólu i cierpienia, że nie jestem w stanie sama tego pojąć.
Co ciekawe- jeśli jestem z nią sama, tak jak byłyśmy w piątek, potrafimy strasznie się sobą cieszyć. Po tych prawie 3tyg niewidzenia się wysciskalysmy i wycalowalysmy za wszystkie czasy. Ja wiem, że za nią tęskniłam. Jak przyjechała zaopiekowalam się nią jak co weekend, obcielam paznokcie, wykąpałam, umyłam włoski, odrobilysmy lekcje (W tym zaległe na 9 lekcji wstecz zadania z historii; normalnie w weekend nie ma u nas przyborów do tego przedmiotu bo nie ma co ani w pt ani w pon) bo jej mama oczywiście nie ma na to czasu! Sobota też była ok, bo rano zebraliśmy ja na zakupy, żeby kupić jej butki na zimę i coś na Mikołaja, a po południu jechaliśmy na urodziny do mojego chrzesniaka. W niedzielę natomiast mieliśmy trochę czasu wolnego już w trójkę, bowiem jak bylybysmy we dwie to wiem że byłoby miło jak zawsze.

Natomiast- nie potrafię znieść jej obecności przy Mężu... Głupie "Kocham Cie" z jego strony powoduje, że w środku cała się rozsypuje. Głupi całus w czoło od razu powoduje u mnie szklane oczy (niestety nie z wzruszenia jak to było przed staraniem, kiedy cieszyłam się, że będzie cudownym ojcem również dla moich dzieci). Kiedyś tak nie było. Kiedyś byliśmy szczęśliwi. Zawsze pojawiała się o nią nutka zazdrości, ale zdawałam sobie sprawę, że zapraszam go do swojego życia z bagażem przeszłości, ale ja i tak pokochałam ją od samego początku.. za ten śliczny pyszczek i tak silny charakter mimo przebytych wtedy dopiero 4 latek. Zzylysmy sie ze soba tak, że myślę że niejedna matka mogłaby mi pozazdrościć tak dobrego kontaktu z dzieckiem. I tak jest dalej. Dalej jej powtarzam, że jest moja kochana córeczka, a ona mi, że ja jej drugą mama. I szczerze tak jest, ale kiedy nie ma mojego męża. Nie wiem dlaczego tak mam, nie potrafię tego wytłumaczyć. Może podświadomie mam do niego żal, że mi nie potrafi dac dziecka? Wiem, że on pragnie to tak samo jak ja albo i bardziej, ale to uczucie mimo iż tak bardzo z nim walczę, nie potrafię to przezwyciężyć. Nie chce żeby on ja całował, przytulał, spełniał jej zachcianki, odbierał ze szkoły, chodził na spacer, wyglupial, rozpieszczal czy kładł spać. Ja to wszystko mogę robić i powiedzmy, że jest ok, ale kiedy on tylko słodko się do niej uśmiechnie mi to łamie serce. Miesiące wstecz już zaczęłam to zauważać, ale ostatnio się to tak spotegowalo, że po prostu wybuchłam płaczem kiedy w niedzielę oglądaliśmy film, a on ją karmil popcornem i powiedziałam mu (Tak żeby mała oczywiście nie usłyszała; resztki rozsądku) że ma przestać bo ch...najjasniejszy mnie strzela.

Potrzebuje pomocy? Bo to nie jest normalne.
Może jest tutaj jakaś staraczka, która jest w podobnej sytuacji jak ja, że nie może mieć swojego dziecka, a musi wychowywać dziecko z poprzedniego związku swojego partnera ?

anemic Wielkie chcenie ... 11 grudnia 2018, 14:23

Hanka waży 5980 i ma 59 cm.
Nie zaszczepili nas. Brzuszek jest twardy mimo porannej kupy. Kazała nam zbadać mocz (i ciekawe jak ja upoluję ten poranny), i zażywać floraktin activ- probiotyk i espumikon, ale tego nie było i kupiłam espumisan. Ja mam trzymać dietę bo ewidentnie szkodzi jej coś co jem. Obstawia lekarka, że węglowodanami ją przemęczyłam.
Temperatury nie ma, kataru nie ma, uszy czyste, osłuchowo czysta.
W czwartek wizyta.
Ostatnie kilka dni marudne mocno, dzisiejsza noc wybudzanie co chwilę, tulonko, od 4 wspólne leżakowanie. A rano chciała odsypiać noc, a na 8 było szczepienie.
Po powrocie do domu, dziecko jak nowe- 40 min oglądania karuzelki, 45 min drzemki, kolejne 30 min na macie, teraz znowu karuzelka.
Na macie kolejny raz przekręciła się z brzuszka na plecy - to idzie jej ładnie. Pierwszy raz, sama złapała też się za rączki i zaczyna szarpać się za bluzeczkę. Siegneła też po grzechotkę (choć to mógłbyć czysty przypadek).
Śniegiem sypnęło. Mój 4 x 4 bolid u mechanika i poniewieram się volvo D. - co spowodowało, że miałyśmy średnio kontrolowany poślizg.

Marti... Goniąc czas 11 grudnia 2018, 15:05

dzieki Dziewczyny za odzew.

Anemic, wielgachne dzieki :)


tez bylysmy dzis na wizycie szczepiennej. udalo sie dostac infanrix hexe, wiec 6w1 z 1.5 miesiecznym opoznieniem dostala.

JEsli chodzi o pneumokoki. to tak jak pisalyscie. nie powinno sie zmieniac szczepionki. Okazuje sie, ze synflorix jest dostepny tylko i wylacznie w placowkach nfz. jesli maja braki, to sanepid udostepnia zapasy. a ogolnie na rynku szczepionka jest nie do otrzymania. przynajmniej w Wawie...


ale ok. na nfz mamy wizyte 2 stycznia. takze wtedy z opoznieniem ponad 2 miesiace zaszczepimy pneumokoki.

z dobrych wiesci, Ola rozwija sie ladnie. wazy 8260. takze sie zatrzymala chwilowo. :)

na szczepieniu plakala bardzo glosno, ale dosyc krotko. a ja po raz pierwszy nie przejmuje sie skutkami szczepionki. ciesze sie, ze udalo mi sie ja zdobyc. az bylam dumna jak wyszlam z tego gabinetu :) z siebie dumna :D hahaha

"III stymulacja"
12dc/12cs

Liczę na Bożonarodzeniowy cud! A co! Trzeba być czasem dobrej myśli! :)
Wczoraj byłam na monitoringu i znów niespodzianka. Pęcherzyk znów z prawej strony. Mimo aromka wyhodowany tylko jeden. Miałam nadzieję że będzie przynajmniej dwa to by zwiększyło nasze szanse. Ale pęcherzyk ładny 20x19mm więc zaraz po wizycie zastrzyk na pęknięcie i działania z M <3
Aby to był ten szczęśliwy cykl! Gorąco w to wierzę i o to się modlę.
Nowenna Pompejańska idzie mi zaskakująco dobrze. Wystarczy się zorganizować i nie ma problemu. Już są efekty! A mianowicie wiara i nadzieja. I chyba to jest w niej najważniejsze.
Powoli zaczynamy przygotowania do świąt a pierwszy raz organizujemy z M u nas w domu. Odkąd pamiętam święta były w moim rodzinnym domu. Ale skoro mamy nowy wybudowany dom postanowiliśmy pierwszy raz do nas zaprosić. Będą moi rodzice i siostry oraz teściowa i niektórzy z rodzeństwa M.
Oczywiście bardzo bym chciała dostać cudowną wiadomość na święta. Nie będę ukrywać. Dobrze, że będzie teraz tyle rzeczy do przygotowania i Nowenna więc nie będę miała dużo czasu na rozmyślania i doszukiwania się objawów. :D Taką mam przynajmniej nadzieję. :)
Trzymajcie kciuki i jak możecie pomódlcie się czasem za nas :)
Z mojej strony zrobię to samo!

2dpt
Dzisiaj po obu stronach - barkach po obojczyki do szyi czuje bol... masakra... meza pogoniłam po plastry rozgrzewające.
Noc również ta była kiepska... nawet do butelki nalalam goracej wody z kranu i przykladalam slabo pomaga...paracetamol wzielam, i zaraz znowu gorace okłady- termoforu nie mam , wydawalo mi się niepotrzebne, zwłaszcza ze miesnie rzadko mnie bolą. Ale tak mam raz na rok albo rzadziej. Nie mam pojęcia nawet co to wywoluje, ze później musze brac leki przeciwzapalne / przeciwbólowe itd...

Ale ze jestem po transferze, zostane przy okładach dopóki maz nie wroci… wiec pewnie za godzine lub 1,5h bo zajedzie jeszcze do rodzicow.

Edit :
Plastry - piecze, lecz już po tych prawie 4 godzinach coraz mniej, zmęczona, chętnie bym się położyła lecz jeszcze odczuwam ból.

Jajniki czasami kluja, podbrzusze to samo lecz lekarz uprzedzal, że mam powiększone kilku krotnie jajniki więc i podbrzusze będę czuła jak na @. Troszkę śluz był zabarwiony na jasniutko różowy, ale pewnie to przez nadzerke.
Miłego wieczoru.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2018, 20:34

Synek powoli zaczyna pchac sie na swiat. Po wczorajszej wizycie szyjka miekka, skraca sie I jest już lekkie rozwarcie. Jak sie bede oszczedzac to dotrwamy do stcycznia, ale jak tu sie oszczedzac jak w domu pelna energii prawie dwulatka :)

26dc

Temoeratura wysoko, a więc szukam wytłumaczenia, co dziś mogło na nią wpłynąć, żeby się nie nakręcac. Do tego boli mnie, a raczej kłuję jajnik. Zdecydowanie mocniej pod koniec pracy mi dokuczal, mieliśmy ciężki dzień, na koniec nie byłam zmęczona, tylko wykończona! Ehh...


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 grudnia 2018, 12:04

Olga_89 Ponoć wiara czyni cuda... 12 grudnia 2018, 02:33

19dc

Temperatura ladnie sie utrzymuje 36.89.
Czy jest np mozliwosc, ze temp ladna, skok byl, sluz byl, test owu pozytyw, a jednak owulki moglo nie byc?
Zastanawia mnie to, bo w PL mialam problem z owulacja I bylam stymulowana CLO, monitoring co miesiac... wiec nie skupialam sie mocno na odczuciach organizmu. Tutaj w UK niestety nie mam mozliwosci monitoringu i nie wiem co tam sie dzieje :/ W poprzednim cyklu w drugiej fazie czulam caly czas jajniki, a teraz czasami cos delikatnie zakluje i cisza.. ehh.. jakbym mogla sobie do domu zakupic taki monitoring, bom codziennie chyba tam zagladala :D

3dpt

Plastry pomogly, choć nie mogłam ulozyc się w nocy tak jak chciałabym bo przy każdym ruszaniu plastrów zaczynało piec, ale wyspałam się w miarę ! :) Więcej niż przez ostatnie 2 noce.

Podbrzusze dalej boli jak na @. Rano na wkładce krew. Na papierze śluz z krwią. Pakuję Lutinusa nie ma krwi. Euthyrox 100 wzięty, czekam aby kawe inke z mlekiem zrobić ;p . Wszystkich których znam podziwiają ze rzadko widzi się osobe i zna ja która kawy nie pije... Ja rozpouszczalna pije i to raz na 1-2 miesiące hehe i to jak glowa mocno boli, jak ostatnio 3 dni i dalej tabl nie pomagaly a kawa rozpuszczalna jak znalazł przestało po 30 min bolec... widać ciśnienie niskie miałam ze tak mnie kilka dni bolała glowa.


Dzis trzeba do pracy wracac po 1,5 tygodniowej przerwie, tak się nie chce. Wczoraj miałam ogarnąć mieszkanie, ale tak ramiona , barki bolały ze nie dalam rady podnosić rąk.
Poprosze męża może choć odkurzy... jeśli będzie miał czas, jutro jedzie w delegacje i w piątek w nocy wraca :( nie lubie być sama, ale dzięki temu kilka groszy więcej dostaje.
Miłego dnia dziewczyny !

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)