Ostatni dzień roku 2018!
Jak co roku krótkie podsumowanie, bo trochę się działo.
Styczeń rozpoczął się wraz z nowym wyzwaniem- własną działalnością. Był strach mieszany z podekscytowaniem,radością i mogę spokojnie stwierdzić, że był to dobry wybór 
14 stycznia Pola odstawiła się od cyca- były łzy (moje oczywiście
) ,ale i świadomość,że czas leci nieustannie a moje dziecko rośnie.. to sprawiło,że poczułam znowu chęć drugiego dziecka. Pola zaczęła o tym wspominać i podjęliśmy decyzje- od sierpnia zaczynamy .
W lutym Polunia skończyła 3 latka
uczciliśmy to tortem oraz mega zabawą we wrocławskim placu zabaw 
W tym dniu zmarła również bliska osoba z rodziny. Były łzy,smutek..
W maju uczestniczyliśmy na komunii kuzynki.
Lato należało do wyjazdów- byliśmy nad morzem oraz u rodziny na śląsku. Było super, Pola nam kolejny raz pokazała,że uwielbia pływać, podróżować ale najlepiej czuje się u siebie w domu 
19 sierpnia przebiegłam pierwszy półmaraton (tzn.10,5 km
) i wtedy zaczęliśmy starania..
Wrzesień: udało się,są dwie kreski ale i strach. W ciągu tygodnia zaszłam w ciąże i ją straciłam. Ciąża biochemiczna. Zielone światło i działamy dalej. Ale jak nie infekcja,ósemka..
grudzień a zwłaszcza czas świąteczny to czas zmartwień o Polunię. Dochodzi już do siebie co nas najbardziej cieszy. Bierze lekarstwa, śpi wieczorem szybko, jest dzielna. A od dzisiaj ciągle głodna
wraca moje dzieciątko 
Rok pełen uśmiechu,radości ale i momenty smutku. Rok 2019 bez wątpienia ma poprzeczkę o punkt podniesioną 
Jakieś cele ,marzenia? Najważniejsze zdrowie mojej rodziny. Żeby nasza rodzinka doczekała się jeszcze małego członka rodziny na którego czekamy
zdrowej i bezproblemowej ciąży. żeby Pola nadal rozwijała się tak wspaniale jak teraz 
Szczęśliwego Nowego Roku!!
Stwierdzilam, ze nie bede czekac na wizyte w szpitalu (kilka miesiecy), zapisalam sie do kliniki na wizyte prywatna, trudno zdrowie najwazniejsze, wiec trzeba troche kasy stracic. Na koniec nastepnego tygodnia bede miala wizyte i oby wszystko bylo dobrze, nie wyobrazam sobie zeby cos moglo byc nie tak. Mam dwojke malych dzieci, ktore potrzebuja mamy, musze byc zdrowa. Z rodziny tylko moj brat z bratowa i szwagierka wiedza o problemach zdrowotnych. Mnie wychowywala babcia, ktora juz niestety nie zyje, z matka praktycznie nie mam zadnego kontaktu, o swoje wnuki nawet nie zapyta czy zyja, a na wsparcie rodzicow meza tez nie mamy co liczyc, widujemy sie od okazji, kilka razy w roku.
Moj A bardzo mnie wspiera.
Swieta bardzo szybko nam minely, dzieciaki przeszczesliwe z prezentow i przekonane, ze Swiety Mikolaj je odwiedzil, Swieta uplynely nam w domu na zabawie z nimi. Moj A ma w styczniu urodziny, mam nadzieje, ze dam mu prezent urodzinowy w postaci wiadomosci o pozytywnym wyniku testu ciazowego. Zapytalam ostatnio dzieci czy chcialyby nowe baby w domu to corka powiedziala ze tak, bede sobie nosic i karmic.... (oby nie tak jak jej lalki, ktore tuli a po chwili rzuca), a synek nie wiem ile zrozumial z pytania, ale powiedzial nie, moja mama, moja mama:) A z drugiej strony mysle, ze lepiej by bylo, abym narazie w ciaze nie byla zeby byc na 100 procent pewnym, ze z moim zdrowiem wszystko jest ok. Bedzie co Bog da, zobaczymy!
Sylwester, juz 4 rok z rzedu siedzimy w domu, w tamtym roku poszlismy spac o 22 i nawet nie obudzilismy sie o polnocy:), wiem wstyd. Ale w tym roku moze bedzie lepiej, nawet sie umalowalam, dzieciaki spia, a my z szampanem czekamy na pizze. Jak stare dziady, chcialabym do ludzi wyjsc na balety jak dawniej (dawnooo temu), ale dzieciakow z obca niania w zyciu nie zostawie, ani razu jeszcze nie zostali na noc bez nas. Nawet w dniu naszego wesela spali w lozeczkach turystycznych na sali za naszymi krzeslami:)
Lece bo maz krzyczy, ze znow na internecie jestem zamiast film ogladac.
Udanej, szampanskiej zabawy Sylwestrowej i duzo zdrowia i milosci w Nowym Roku 2019!
P.S. No musze to napisac jeszcze. Rozmawialam z kolezanka bliska ze studiow na temat tego, ze planujemy jeszcze jedno dziecko, a ona no to ile wy tych dzieci chcecie miec, macie parke juz! Kurde mamy mozliwosci finansowe, mieszkaniowe, sami wychowujemy, wiec o co ludzia chodzi, nikt nawet jeden dzien po porodzie sie moim dzieckiem nie zajmowal. Jakbym mogla to bym chciala 5, duza rodzina to skarb. Ale na wiecej niz 3 (chyba zeby sie blizniaki trafily:)) nie zdecyduje sie, bo maz nie chce, bo ja nie mam zdrowia na ciaze i polog i nie mamy az takich zarobkow i duzego domu. Jak komukolwiek mowimy, ze chciellibysmy jeszcze jedno dziecko to robia wszyscy oczy wielkie i a po co Wam?! Bo tak mi sie podoba chyba zaczne odpowiadac, jakbym mieszkala w Polsce to bym powiedziala, ze 500 plus dostane (ale u nas na dzieci powyzej 2 juz kasy sie nie dostaje), wiec takiej riposty uzyc nie moge. Bedziemy patologia, jak nic jak bedziemy miec 3 dziecko.
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2018, 20:12
Dzisiaj rozpoczynamy Nowy Rok. Oby był lżejszy niż ten poprzedni. Wierzę, że będzie lepszy. Nie wierzę już, że za rok będziemy gdzieś dalej w staraniach. Chcialabym dobrze wykorzystać ten czas, który mamy dla siebie. A Wam życzę spełnienia marzeń
dobranoc!
Dziewczyny życzę Wam Szczęśliwego Nowego Roku! Obyśmy w tym Roku 2019 doznały szczęścia o które tak dzielnie walczymy już tyle czasu! :* Stary, nieudany rok zamykamy, nie myślimy o nim. Zaczynamy od nowa, z nową siłą i energią! Taaaak! Rok 2019 jest nasz!!!

Dzień dobry Wszystkim w Nowym Roku! Życzę Nam mnóstwa dobrych chwil i nie zatracenia się w staraniach 
Niutek - dziękuję Ci bardzo, odnalazłam gdzieś na forum wzór na liczenie MCS i sama sobie ćwiczę.
Taaaaakie miałam plany seksualne na okres między Świętami a Nowym Rokiem. Akurat przypadały moje płodne dni, Mężuś miał wolne i mógł być na miejscu. Skończyliśmy Klabax w Święta. Wszystko sprzyjało temu, żeby nie wyłazić z łóżka. Tym bardziej, że mój śluz był wreszcie zauważalny częściej niż 1 dzień w cyklu. W dalszym ciągu 1x lub 2x na dzień, ale łącznie miałam go ze 4 dni. Przypuszczam, że to zasługa ACC i innych leków na kaszel. Jak na mnie, to czad i powinnam dostać Puchar Świata w kategorii "Najdłuższego okresu śluzu Krąsi"
Dodaliśmy sobie żelu conceive i kurde po takiej abstynencji nie było nic na siłę!!! Oczywiście w przypadku tak marnych parametrów nasienia zaleca się co 2 dni. Oczywiście, że się nie nastawiam, bo po antybiotykoterapii, bo z takim nasieniem i ile ja już takich wypowiedzi tu czytałam "nie nastawiam się". No to ok, nie nastawiam się, ale kurka wodna trochę trudno się nie nastawiać... W związku z tym, czas się przyznać przed sobą, nastawiam się, właśnie, że tak, nastawiam się. Pozytywnie.
Trochę mi te plany seksualne popsuła wizyta pogotowia u mnie i potem kilkugodzinny pobyt w szpitalu.
Z soboty na niedzielę, akurat godzinkę po całkiem przyjemnym rozkoszowaniu się Mężusiem, zaczął mnie boleć brzuch. Do tego stopnia, że zaczęłam się drzeć na całą kamienicę. Mężuś nie był w stanie się ze mną porozumieć, bo siedziałam w toalecie i krzyczałam z bólu. Wezwał pogotowie, zadzwonił do naszej przyjaciółki anestezjolog co robić - powiedziała o pogotowiu, podtrzymywała go na duchu do przyjazdu pogotowia, a po całej akcji stwierdziła, że ona nawet w trakcie porodu tak się nie darła. Pogotowie przyjechało, przenieśli mnie z toalety na kanapę, dali zastrzyki, chyba nospę domięśniowo i pyralginę dożylnie. Aaaa, Mężusiowi udało się podać mi ibuprom przed ich przyjazdem (taaak, ten co nie ma zbyt dobrego wpływu na owulację). Oni mnie kłuli, Mężuś odpowiadał na pytania i okładał mnie mrożonkami, bo narzekałam, że jest mi strasznie gorąco. Potrzęsłam się jeszcze chwilę z bólu, Mężusiowi kazali mnie ubrać. Witaj więc goła dupko i zakładanie majtek przy pielęgniarce i ratowniku medycznym, w górze od piżamy zostałam, jakoś założył mi spodnie, bluzę, czapkę, szalik, lekką kurtkę, zimowa nie przeszła przez wenflon. Wenflon, który nie pamiętam kiedy się znalazł na mojej ręce. A, no może przed podaniem dożylnie pyralginy, bo to pamiętam, że mi robili, tylko byłam tak otumaniona bólem, że zakładania wenflonu nie skojarzyłam.
Zawieźli do szpitala, w szpitalu od ręki ekg, temperatura, a po 1,5 godziny czekania (było pusto, więc szczerze nie wiem, dlaczego aż tyle czekałam) wizyta lekarza. Chirurg. Zalecił kroplówki - nospa i pwe (wieloelektrolitowa). Po kroplówkach usg jamy brzusznej. Oczywiście w międzyczasie tryliard pytań o ciążę, ostatni okres, ostatnią wizytę u ginekologa - nie w ciąży, 10 dzień cyklu, zaraz moment owulacja, na ostatniej wizycie u gina usg wyglądało pięknie. Na sali obserwacyjnej leżałam z panem, który przyjechał na postawienie się do pionu, gdyż miał 4 promile we krwi. Cud, że nie wymiotował i nie śmierdziało od niego aż tak. Na usg pytanie od lekarza: ciąża, okres, ostatnia wizyta u ginekologa. "A wyszło coś nie tak?" - pyta Krąsi - "No, a torbiele na jajnikach były?" - "Nie" - "No to może to jest fizjologia, ale ja na jajnikach się nie znam". A na opisie usg ani słowa o jajnikach. Tadam. Na szczęście 9 stycznia idę do ginekologa, postaram się nie osiwieć do tego czasu. Wróciłam, wypisali mnie. Kilka minut po 8 byłam w domu, wypiłam herbatę, zjadłam śniadanie i poszliśmy spać. Wstaliśmy przed 15.00 i to bardziej dlatego, że trzeba było, żeby nie rozregulować sobie dnia i nocy.
Taki rozkład niedzieli nie pozwolił mi zmierzyć temperatury, ani za bardzo obserwować śluzu, ale za to clear blue pokazał stałą buźkę. W niedzielę nic z tego nie było, bo czuliśmy się jak wyżęte szmaty przed praniem, ale za to w poniedziałek o siebie zadbaliśmy. Zobaczymy, co będzie. Afirmacja, pozytywne myślenie, muzykoterapia.
7 stycznia kolejne badania, moje i Mężusia, 9 stycznia wizyta u gina. 25 stycznia wizyta w szpitalu. Napisaliśmy do Invicty z uwagi na bezpłatną wizytę z ovufriend. Przesłali nam listę badań, mają nas umawiać. Zobaczymy. Lista badań zawiera również te przed in vitro, a u nas in vitro tylko z dawstwa nasienia lub adopcji zarodka, a na to jeszcze nie jesteśmy gotowi. Nie wiemy więc czy jest sens, robić też te badania i iść w koszty.
Mam nadzieję, że okres Świąt minął u Wszystkich Forumowiczek w dobrej atmosferze.
A teraz zaczniemy z kopyta, i zaraz się poprzenosimy na fioletową stronę mocy, tu trzeba zrobić miejsce dla nowych 
Uściski dla Wszystkich!
Ale jak tam u Was Sylwester?
My zamowilismy sushi, plus wloskie smakolyki (czyt. Wedliny, oliwa itp) plus pyszne winka (zakonczylam kpi). Ola poszla spac o 20.30, w dostawce do lozka przenieslismy ja do łazienki od 22 do 1 w nocy, bo tak dlugo u nas strzelali (mieszkamy przy parku. Na co.dzien super, ale masakra w taka noc jak Sylwek).pozamykalismy pokoje. W lazience cichutko. Przespala cale strzelanie bez pobudki!!! Jestesmy z siebie mega dumni. Pies dostal pierwszy raz od 5 lat poprawne leki. Byla.przytomna, ale szczeknela moze 4 razy. Tulilismy ja i uspokajalismy i wyluzowala! Pierwszy raz !!!! Dobrze, ze udalo sie jej pomoc w ten trudny czas.
A z Ola udalo nam sie dostac na wizyte u lekarza wczoraj. Oskrzela czyste. Dostala na steryd do inhalacji, ale narazie nie podaje. Uwazam ze jest lepiej. Wiec nie chce jej podawac mocnych lekow. A sprawca kaszlu jest.... katar splywajacy po gardle. A w nosie z przodu sucho!!! Ja nie wiedzialam, ze mozna miec taki katar. Tak czy siak. Wychodzimy na prosta 
Wszystkiego dobrego w nowym roku
Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku :*
Wczoraj w pracy do 20 i wiecie co...
Konczylam pracę ze łzami w oczkach. Nie ryczałam, ale cZułam jak napływają do oczek. Sama nie wiem czemu.
Może dlatego że 2018 rok nie dał mi tego czego najbardziej pragnęłam, nie zrobiłam wszystkiego co miałam w planach...
Hmmm... Ale co tam jest 2019 rok i napewno teraz wszystko się spełni 
Nie mam postanowień noworocznych hehe
Bo one wyjda w praniu
czyli jak co roku...
A wy macie???
Cieszcie się życiem kochane i nie smutajcie 
Właśnie mój Krolewicz sb zazyczyl pizze więc robi się bo czemu mu nie spełniać i takich zachcianek 
Trzymajcie sie kochane :* 
A tak po za tym czelam na @ znowu hehe
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 stycznia 2019, 12:23
Nowy rok - nowe nadzieje.
5dc.
Czekam na:
1. Wizyta w klinice 10.01.
2. Zakopane 12.01. - 17.01.
3. Gin. 22.01.
Postanowienie noworoczne - być lepsza dla innych i bardziej pozytywnie i spokojnie podchodzić do wszystkiego.
Szczęśliwego Nowego Roku 
Stymulacja prawie dobiega końca zostały mi jeszcze 2 zastrzyki plus ovitrelle na zakończenie
Jutro wizyta i decyzja kiedy punkcja
Wczoraj pożegnaliśmy stary rok i przywitaliśmy nowy.Bylismy na imprezie sylwestrowej fajnie było pojbawiliśmy się oby ostatni raz na jakieś 7 lat
Wszystkim staraczkom w tym Nowym Roku życzę upragnionej ciąży zakończonej urodzeniem zdrowych maluszkow
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 stycznia 2019, 17:14
Po dzisiejszej nocy... Która jak wiele osób wie przeżyłam ciężko... Zakładając najgorsze wysłałam męża jeszcze po 2 testy... Kupił o czułości 25, bo tylko jeden rodzaj był w aptece... Wyszły 2 kreski!!!!
Ogólnie mam dość tym moich krwawien, plamien... Za każdym razem jak tylko mocniej plamie zakładam najgorsze i robię test... Teraz oczywiście wyszły 2 kreski tłuste! Jutro z mężem dla świętego spokoju jedziemy zrobić bHCG... I sam osobiście odbierze wynik popołudniu, kiedy będę w pracy. Nie chcę czytać wyników przez internet, woli jechać i mieć czarno na białym. Przeżywam to strasznie... Jestem ogólnie strasznie emocjonalna... Ale może to dobrze mam wiele w sobie empati. Sądząc po 4 mojego rodzeństwa... Jestem druga z najstarszych... To najwięcej mam empati, wszystkim się przejmuje. Ale ktoś musi... Bo i jedynie dzięki temu mam wszystko, najlepszego męża w rodzinie, nie proszę o pomoc finansowa jak to robi 2 z rodzeństwa banda materialistow. I mam rodzinę od strony mojego ojca za sobą... Zajmowałam się od lat babcia i wiedzą że moje rodzeństwo to tylko kasa i kasa u nich...
Ale dzięki temu że taka jestem i zawsze mówię prawde, nie całuję nikogo w tylek jestem zadowolona co osiągnęłam. I nie proszę o pomoc jeśli sama z czymś mogę poradzić... Rezygnuję z wszystkiego, aby móc się leczyć i mieć moja fasolę, która będzie całym moim życiem! Planuje, rezygnuję jeśli coś nie jest mi na już potrzebne.
Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej, i zostanie z nami do końca NASZA FASOLKA, a my będziemy największymi szczęściarzami, po tak długiej drodze, która przebylismy rezygnując z naszych potrzeb.
Także jutro czekamy na bHCG a w pon tak jak ustaliliśmy z lekarzem będziemy mieli usg. Dziękuję za rady, za słowa otuchy, aby więcej złych myśli nie było! I jutro wieczorem odezwę się co do wyników!
Skończyłam Dinusia
, jest uroczy 

Dwa dni do wizyty, a ja zaczynam panikować... Niby jest ok, niby mam objawy, niby źle się czuję, ale zaczynam strasznie bać się tego co będzie w czwartek... Przy poprzedniej ciąży wizyta też była w czwartek, a w piątek już zabieg. Nie chcę przechodzić tego kolejny raz...
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 stycznia 2019, 18:23
Wystarczy odrobina stresu, zdenerwowania a ja rzygam i mam biegunki. Mam tak już od podstawówki. Jak to przezwyciężyć?
Mam bajzel w domu jak nie powiem co.... nie miałam się w co rano ubrać...(i znowu zapomniałam puścić pralki....)... Kamil zjadł bułeczkę, okruszki mam na całym łóżku w sypialni.... Jednym słowem sajgon - chciałam coś zjeść na śniadanie, ale lodówka (oczywiście brudna) jest niemalże pusta(a byłam wczoraj na zakupach - brawo ja!)...po prostu shit! I oczywiście dostałam okres. Wczoraj panie ze żłobka pytały mnie czy Kamcio jest nieśmiały i u nich nie mówi czy w domu też nie. Otóż nie mówi - na razie tylko krzyczy jakimiś sylabami i to wszystko. Mówi - mama. Nie wiem czy mam się martwić - za niedługo będzie miał półtora roku. Wiem, że córka koleżanki w tym wieku mówiła nawet - bakłażan... ale też dzieci nie wolno porównywać. Ale wiecie - to jakby mnie jeszcze bardziej zdołowało - no bo czy mam jakieś spaprane geny? czy za mało poświęcam czasu dziecku? Nie mówię do niego? ....Ach - nic nie będę pisac - mam doła
12dc
27 cs
Dokładnie 31.12.2016 zaczęłam pierwszy cykl starań. Minęły równe dwa lata, a my dalej jesteśmy tylko we dwójkę. Co się zmieniło przez ten czas? Na pewno moje nastawienie i podgląd na starania. Pierwszy rok był pełen nadzei, oczekiwań, iskierek i motylków. Drugi już był ciężki, zmieniłam bardzo nastawienie do dzieci, zaczęła mnie boleć obecność córki M, miewałam humorki, ale stałam się też fighterka, teraz walczę, teraz staramy się tak na prawdę. Jaki będzie rozpoczęty 3 rok? Mam nadzieję, że będzie dla nas przełomowym. Jest kiepsko, ale nadzei nigdy nie stracę. Czekam na cud.
Wczoraj wymaz pobrany, endometrium byli ładne i grube, ale pęcherzyk mały jak na 11dc bo tylko 15mm. I tak na nic nie liczę, więc w sumie to bez znaczenia.
Czekamy tylko jak na zbawienie na wynik SCD. Nasza Pani Doktor powiedziała, że jeśli on będzie dobry, możemy spróbować inseminacji. Jeśli też będzie zły, nie mamy na co liczyć i zostaje mam tylko in vitro. M się go boi. Boi się, że wtedy nasze dziecko urodzi się z jakąś wadą, będzie chore. Moja siostra pierwsza córeczkę ma właśnie z ICSI i jak miała niecałe 3 latka stwierdzili u niej autyzm. Mała jest cudowna i kochana, jej rodzice wkładają w nią całe oszczędności na rehabilitację oraz przede wszystkim całe serce w jej wychowanie. I dzięki temu mogę że szczerym sercem powiedzieć, że wcale nie odstaje od swoich rówieśników. Wiadomo, że jest to choroba niewyleczalna, ale u niej występuje tak delikatna odmiana + energia, którą wkładają w nią rodzice, założę się, że osoba z zewnątrz nie poznalaby, że coś jest nie tak.
Ale najlepiej założyć, że będzie źle i się poddać. Tak jest najłatwiej. Podejście samobójcy.
14 DC nowy rok w łóżku... Przeziębienie wzięło górę, czuje się fatalnie... Jutro wizyta u Gina. Ciekawe czego się dowiem na Nowy Rok.
Jeju
ale ryczałam podczas filmu...
Niby taka dzielna, ale dziś wymieklam heh...
Nie moge ogladac filmow gdzie jest aborcja, dlugie starania z haapy endem...
Jakos dzis mnie to rozłożyło na łopatki 
Dobrze że mąż nie widział że płakałam...
Wtulona w jego plecy mogłam się trochę w bluze wytrzeć haha wiem bezczelnie ale to tylko łezki...
Idę dalej gnic w wyrze a co mi tam. Raz kiedyś można...
6t 1d
2.01.2019 beta wyniosła 1140
4.01.2019 beta wyniosła 1449
3. tydzień 5 - 50 mIU/ml
4. tydzień 5 - 426 mIU/ml
5. tydzień 18 - 7 340 mIU/ml
6. tydzień 1080 - 56 500 mIU/ml
7. - 8. tydzień 7650 - 229 000 mIU/ml
9. - 12. tydzień 25 700 - 280 000 mIU/ml
13.- 16.tydzień 13 300 - 254 000 mIU/ml
17.- 24.tydzień 4 060 - 165 400 mIU/ml
25.- 40.tydzień 3 640 - 117 000 mIU/ml
Ale i tak mały przyrost... Teraz tylko na usg czekamy... I zobaczymy co dalej...
5 tc (4t1d)
Hej! Tak to co na górze to prawda. Chciaż jeszcze w to nie wierze ale się udało i jestem znowu w ciąży! Nie sądziłam że uda się w sumie za pierwszym razem bo wcześniejsze cykle nie było sexów w płodne i dlatego nie nastawiałam się na ten cykl. Mąż akurat wrócił przed owulka i wyszły dwa pozytywne testy ciążowe. Zrobiłam bo a nóż może się udało a mąż miał wczlraj imieniny więc pomyslałam że miałby super prezent. Po 5 się obudziłam zmierzyłam temp a tam spadek o 0.2 w stosunku do dnia wcześniejeszego więc zrezygnowana trochę poszłam do wc ale myślę skoro kupiłam to juz na niego na sikam. Jakie było moje zdziwienie jak się zaczęła pojawiać druga kreska!! Obudziłam męża i ciągnę go do wc i mowię wszystkiego najlepszego i daję mu test a ten na lekkim kacu zaspany patrzy i szok i łzy w oczach
i tak o to wszyło. Zrobiłam drugi test też pizytyw.
jutro jadę na bete powtorze w pt a na 25 stycznia ide do gin. Nie chce wcześniej. Po co? Wtedy bedzie juz 8 tc i powinno być serduszko 
Po za tym walcze z kaszlem i przeziebieniem u siebie a Bartus ma katar 
Nie wiem jak to wszystko bedzie jak sie pomiescimy w jednym pokoju. Nie mysle o tym. Modle sie aby ten malutki ktos sie rozgoscil w brzuszku. Zdrowo rosl i na poczatku wrzesnia sie z nami przywital albo przywitala
Czesc,
Jagódka ma już 1,5 miesiaca. Niby spokojna, wszystko ok, ale wieczory koszmar - najpierw były kolki teraz po delicolu lepiej, ale nauczyła sie nosic i najchetniej cały wieczór do 2 nad ranem wisi na mnie. Jestem niewyspana i tak wisze w zyciu. Zawias życiowy - rutyna ktorej nieznosze.
35 tc do porodu 41 dni 
Waga plus 17 kg. Ale coś mi spada. Mdłości wróciły nie mam ochoty jeść
Muszę w siebie wmuszać 
Mała szaleje
Wczoraj wpychała się chyba w kanał rodny. Okropny ból. Miałam też parę skurczy wczoraj ale przeszło.
Mąż już jest przerażony coraz bardziej :p Ja o dziwo spokojna. Fakt boje się porodu ale czuję że będę wiedzieć jak się zacznie.
Mój mąż stwierdził że brzuszek mi się obniża. Mi się nie wydaje :p
Niech mała tam jeszcze posiedzi, mam jeszcze parę rzeczy do kupienia 
Aha no i oczywiście w dalszym ciągu zgaga straszna, bóle bioder w nocy i ostatnio bóle sutków...
No ale dla Naszej Blaneczki zniosę wszystko 
Wizyta za tydzień ale en czas leci...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.