Co tu się dzieje ??!!
https://zapodaj.net/91921ec91da6a.png.html
Badania jakie robiłam to badania glukozy, lipidogramu, morfologii, TSH, antyTPO, żelaza, ferrytyny, trzy punktowej krzywej glukozy i insuliny po 75g glukozy
Oprócz cholesterolu, cukru na czczo i monocytow. Wszystkie na zielono wyszły....
Dziś byłam u fizjo. Mam zielone światło na ćwiczenia.tylko brzuszkinie bardzo. 5 mm rozejścia mięśnia- więc prawie nic. Blizna ruchoma bez zrostow. Macica lekko obniżona jakieś 5 mm od dźwignia Oli.i delikatne wzmożone napięcie macicy. Co skoryguje bardzo prostym cwiczeniem. Duża świadomość miesni, pracuja prawidłowo. Ogólnie super po tej cesarce.
Pochwaliła mnie za podjęcie współpracy z dietetykiem.
Także na wizytę do dietetyka już tylko czekam i w między czasie mogę ćwiczyć już.
Wychodziłam to Ola szła na drzemkę. Śpi już 3 H.tatus się nie napracowal
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2019, 14:46
26 stycznia.
8 dzień cyklu.
Siedzę w pracy do 22 i zastanawiam się... Ciągle zastanawiam się kiedy zmienić swoje życie... Nie jestem szczęśliwa tu gdzie się znajduję. Brakuje mi odwagi na zrobienie kolejnego kroku na przód.
I pozostaje cały czas ta niepewność....
Tak poza tym to...
przeżyłam swój pierwszy raz (bez przegrody) i było tak fajnie
a tak się bałam. Nie było czego
oj nie było. W marcu ruszamy do boju. A co tam. Mam nadzieję bo z moją umową jaja wychodzą....
7dc
Mam wrażenie , że nasze forum przeistoczylo się w forum dla ciężarnych. Większość moich ulubionych pamiętników powinno znaleźć sie na fioletowej stronie. Rozumiem tez dlaczego tak sie nie dzieje (abonament)- nie rozumiem dlaczego wymagana jest za to oplata..
Kariotypów nadal nie ma... az sie boje pomyslec ze kolejny cykl sie zmarnuje..
Siedze w pracy z chorym gardłem. Najchetniej poszlabym na L4, ale nie chce naduzywac tej mozliwosci kiedy w najblizszej petspektywie mamy in vitro, a co za tym idzie..sporo wolnego w pracy.
Jedna z dziewczyn polecala ksiazke "wszystkie nasze obietnice". Wchlonelam ja szybciutko. Zamowilam kolejne w tematyce nieplodnosci i ivf.
A więc zaczynamy. Dwa dni temu zaczęłam swoją przygodę z Ovufriend... Ale od początku.
Z mężem staramy się 7 miesięcy. Pierwsze trzy były bardzo ekscytujące, pełne oczekiwania. Pierwszy miesiąc nieudany-trudno, w końcu tylko jakieś 20 % ma szanse na poczęcie, drugi miesiąc- jeszcze też za wcześnie, nie ma czym się przejmować..a później trzeci, czwarty, piąty, szósty..iii mam już dosyć. Wiem, że pół roku to za wcześnie, aby mówić o jakimś problemie ale już mam dosyć tego co miesięcznego testowania, doszukiwania się drugiej kreski, rozczarowań "bo przecież to miał być ten miesiąc".
Dwa dni temu postanowiłam coś zadziałać, a więc wraz z rozpoczęciem nowego cyklu zaczęłam mierzyć temperaturę, obserwować swoje ciało i stać się częścią Ovufriendu. Może ten internetowy pamiętnik pomoże mi, ukoi nerwy i wyrzucić całą gonitwę myśli. Nie chcę już zadręczać mojego K wątpliwościami i rozmowami w kółko o dzieciach, ciąży..
Staram się uspokoić, w końcu jak powiedział mój ginekolog jeszcze jest za wcześnie na diagnostykę, jesteśmy młodzi, muszę się tylko odstresować i nie myśleć o ciąży" non stop"..jakby było to możliwe...
Chcę być mamą, bardzo. Ale chcę się też spełnić zawodowo, a już za pół roku kończę podyplomówkę i chcę pracować w zawodzie. Dziś pomyślałam o tym, że dziecko pokrzyżowałoby mi plany i musiałabym gnić w korpo. Stracone życie. Może to wszystko dzieje się po coś?
Odmawiam od 2 tyg nowennę pompejańską. Nie o ciążę. O wyzdrowienie mojej ręki, bo w szpitalu już nikt nie wiedział co jest grane, dlaczego 2 miesiące po operacji ona się zgina tylko pod kątem 90 stopni. I stał się cud, ruszyła, jest dużo lepiej, jestem już w stanie pogłaskać się po głowie. Ja, niedowiarek, niepraktykująca, niedowierzająca. Boże, wybacz...
Piersi bola, brzuch boli, temperatura wzrosla, czy jutro znowu spadnie? A moze ten bol piersi to jedynie zakwasy?
ciezko odroznic. trenuje od lat i juz od wiekow nie pamietam czym sa zakwasy, moj organizm przyzwyczail sie do regularnych treningow i nigdy nie reaguje zakwasami. Ale takie to wlasnie uczucie.. jakbym "zakwasy" miesni piersiowych miala
5 dni... Tyle czasu spóźnia mi się okres... Nigdy cały cykl nie trwał dłużej niż 31 dni a teraz mamy już 38 dzień .
Dzisiaj zrobiłam test rano, bo mąż mnie pocisnął, nie chciałam Mu nic mówić, bo wiem, że będzie mu przykro jak nic z tego nie będzie.. no i oczywiście test nie pokazał nic więcej jak jedną kreskę...
A okresu jak nie było tak nie ma.
Złapało mnie jakieś choróbsko... Może też dlatego okres mi się spóźnia, nie wiem..
Testy raczej by się nie myliły...
No to czekam dalej, jak nie przyjdzie przez najbliższy tydzień to idę na krew...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2019, 11:07
Pan doktor stwierdził że wyniki M są idealne do ivf.. kazał stawić się 3 dnia cyklu w klinice.. więc co.. działamY 
Wracamy z weekendu u tesciow. Miło. Tylko maz mnie wkurza. W nocy sie nie podniesie do dziecka. Sniadania mu nie zrobi/nie da, bo spi... A weekend to jedyna okazja, kiedy moze go nakarmic, bo w tygodniu za późno wraca. Jak w zeszłym tyg wrocil raz wcześniej z pracy a ja wychodzilam na kawe z kolezanka to powiedzial ze nie wie jak dac Emilowi obiad... No nie dziwie sie skoro sie nie interesuje...
Skora w zlym stanie, bo 1)u tesciow w domu goraco 2)jak jestem gdzieś "z wizyta" to nie smaruje Emila tak czesto jak w domu (przez ogolne zamieszanie). Kąpię go i przemywam wlasnym mlekiem. Bez sukcesów...
Marti, no fakt, powinnam myc mu lapki pod kranem ale jakoś nie mam jak sie nachylic jednocześnie z nim na rekach... Musze potrenowac.
Próbowaliśmy posadzic go w krzeselku do karmienia (tripp trapp i jeszcze jednym no-name ale w stylu antiloppa) ale jeszcze za wczesnie. Leci na prawa stronę mimo szelek.
Hit dnia: melon. Ssal z luboscia.
Jeszcze jedno: tesciowa ugotowala dla Ema zupke. Z krolikiem. Posmakowalam ciut przed podaniem mu (czy nie goraca, czy nie popsuta-kumacie), mimo ze nie jem miesa (od lat XX nastu). Smakowała pysznie. Jakas taka "pelna" w smaku byla. Stwierdzilam, ze to miesko nadaje głębie. Em zjadl troche, a ja az żałowałam, ze nie moge dokonczyc. A potem ona mi mowi ze zupke solila "zeby miala smaczek". Kurde no... Chciala dobrze i na pewno słona zupka raz na rok mu nie poszkodzi, ale ja solic nie zamierzam! Uwagi jej tez nie zwrocilam.
Jeszcze jedno: tesciowa ugotowala dla Ema zupke. Z krolikiem. Posmakowalam ciut przed podaniem mu (czy nie goraca, czy nie popsuta-kumacie), mimo ze nie jem miesa (od lat XX nastu). Smakowała pysznie. Jakas taka "pelna" w smaku byla. Stwierdzilam, ze to miesko nadaje głębie. Em zjadl troche, a ja az żałowałam, ze nie moge dokonczyc. A potem ona mi mowi ze zupke solila "zeby miala smaczek". Kurde no... Chciala dobrze i na pewno słona zupka raz na rok mu nie poszkodzi, ale ja solic nie zamierzam! Uwagi jej tez nie zwrocilam.
Jestem zmęczona. Moje dziecko ma skok, nie chce spać, złości się i jest jakieś strasznie pobudzone.
W całym tym macierzyństwie najbardziej przeraża mnie to, że jest jakieś takie społeczne ciśnienie żeby się dzieciom bezwzględnie poświęcać, wszystko robić z myślą o nich i w efekcie zapomnieć o sobie. I ja się temu poddałam. Miałam iść od października na kurs językowy i odpuściłam, miałam od lutego robić międzynarodowe uprawnienia do uczenia i nie otworzyli mi grupy albo za późno się zainteresowałam, w sumie nie wiem, nie mam głowy do tego żeby zapisać się na siłownię czy jakiś fitness, nie mam czasu na książki, cały czas myślę co zrobić żeby syn super się rozwijał, był zdrowy, zjadł coś dobrego i ogólnie miał wszystko czego potrzebuje. A gdzie w tym wszystkim jestem ja?
Jutro conajmniej 15dpo, wypada zatestowac, bo muszę odstawic progesteron. Tak tego nie lubię... patrzeć na tą jedną kreskę i myśleć, że znowu wszystko od początku.
Pewnie, właśnie napiszę największą głupotę, ale czy też miałyście kiedyś takie myślenie, że wydawało Wam się od zawsze,miałyście przeczucie, że nie będzie Wam dane zostać mamą? albo nie przyjdzie to tak łatwo? Bo właśnie tak było ze mną. gdzieś w głębi czuje, że nie będzie mi to dane...chyba dzisiaj mam spadek formy.. zastanawiam się co zrobić, żeby nie zwariować, jakie zajęcie sobie znaleźć co zajmie moją całą uwagę..
jak na złość gdzie tylko odwrócę głowę to widzę kobietę w ciąży, albo pchającą wózek z małym bobaskiem...łzy napływają wtedy do oczu i pierwsza myśl: kiedy mnie się w końcu uda...
przeczytałam kilka wpisów dziewczyn i na prawdę podziwiam te starające się po kilka lat. ja już po 7 miesiącach mam dosyć myślenia o ciąży..
Staram się czytać pamiętniki na bieżąco.. Zawsze jest plan, że napiszę co u Nas i zawsze wtedy trzeba się oderwać od telefonu bo coś..
Malutka zmienia się z dnia na dzień.. Lubi leżeć na macie, ale jeszcze nie ogarnęła, że może dotykać zabawki.. Lubi jedną zabawkę, jak leży na brzuszku próbuje do niej pełzać (udaje jej się jakieś 20cm na godzinę
) i śmieje się zawsze gdy tylko ją widzi.. Leżąc na brzuszku całkiem ładnie i długo trzyma główkę.. Na rękach jeszcze niestabilne ale coraz lepiej
Czytałam, że w jej wieku powinna już trzymać zabawkę, którą włoży się jej do rączki.. Zaczęłam się martwić bo ona tak nie robi.. Matka wariatka.. A następnego dnia już umiała;-) chyba jest praworęczna (jeżeli w tym wieku może się to objawiać) bo prawą rączką mocniej zaciska, lepiej i dłużej trzyma zabawke.. Uśmiechy rozdaje na prawo i lewo.. Każdemu kto się do Niej uśmiechnie, nawet dziecku z lustra;-) najbardziej bawi mnie jak przypomni jej się o uśmiechu dla mnie podczas jedzenia i mleko wypływa jej kącikami ust, a ja dostaje uśmiech z dziąsłami na wierzchu;-) Oczywiście nie jest idealnie, ma chwile marudy.. Ostatnio robię testy na ludziach i próbuje wprowadzić jej dwie dłuższe drzemki o stałej porze bo jak sama robi sobie drzemki raz na jakiś czas wieczorem jest strasznie marudna, płaczliwa i nie do ogarnięcia.. Narazie drugi dzień testu zakończony pozytywnie
Wydaje mi się, że sporo śpi.. -D He he ma to po tacie;-) dwie dłuższe drzemki plus kilka króciutkich takich 10-20 minut.. Pada podczas zabawy, krótka regeneracja i od nowa zabawa na pełnych bateriach 
Niestety od dłuższego czasu obie walczymy z przeziębieniem.. U mnie mija a u Malutkiej niestety się rozwija, czeka Nas kolejna wizyta u lekarza:-(
Co do mnie to z moim szczęściem nie mogło być inaczej i mam komplikacje poporodowe.. W sumie poza tym, że cały czas zdarza mi się krwawić i czuję wtedy ból miesiączki nie odczuwam żadnego dyskomfortu.. Większym dyskomfortem dla mnie jest zakaz ćwiczeń fizycznych.. Super się czułam robiąc ćwiczenia od fizjoterapeuty a teraz muszę przestać i czekać.. Zobaczymy czy uda się żeby organizm sam się oczyscił czy czekają mnie hormony lub zabieg:-(
Laktacje chyba się unormowała.. Twarde piersi nie nawiedziły mnie chyba już dwa tygodnie.. Czasem jeszcze czuję kłucie.. Najgorsze bywa w nocy, zwłaszcza w jednej piersi.. Robię sobie wtedy termofor i z nim śpię.. Pomaga:-D
Negatyw. Niby się spodziewałam, a jednak boli bardziej niż wcześniej.
Ile musimy znieść jeszcze?
Dzięki dziewczyny za wsparcie. @Ojkaojka i @czekamynadzidzie, Wasze komentarze pomogły mi podjąć decyzję i już w piątek nie brałam duphastonu. W pt. rano wzięłam jeszcze jedną tabletkę z rozmachu, ale później przez cały dzień biłam się z myślami czy ma to sens i doszłam do wniosku, że nie ma... Beta spadła, więc nic dobrego z tego nie będzie 
Weekend był straszny. Nic w zasadzie z mężem nie robiliśmy. Nawet nie posprzątaliśmy mieszkania. Taki totalny marazm. Ja skończyłam czytać kolejną książkę R. Mroza, a m. głównie oglądał TV. Wstawaliśmy koło 11-12, więc dzień względnie szybko mijał. Ale taki brak energii nas dołuje. Kilka razy się popłakałam, chociaż starałam się tego nie robić, bo wiem, że m. wtedy cierpi jeszcze bardziej, ale no chwilami inaczej nie mogłam ;(
Mam przyjaciółkę z lat licealnych. Widujemy się tylko kilka razy do roku gdy jeżdżę w rodzinne strony, nie piszemy do siebie, nie dzwonimy, ale jak się widzimy, to tak jakby ostatnie spotkanie było wczoraj. Jest mężatką rok dłużej niż ja i zawsze sobie powtarzałyśmy, że będziemy razem chodzić na spacery z wózkami... Ona co prawda ma nieślubne dziecko, ale z mężem na razie im nie wychodziło. W pt., w dniu kiedy dowiedziałam się, że nasze szczęście odeszło, przeczytałam na fb. komentarz męża mojej przyjaciółki na jakimś religijnym profilu, że właśnie modli się 4 nowenną pompejańską za ich dziecko, które żona nosi pod sercem... No więc tak oto się dowiedziałam, że jej plany się powiodły, że faktycznie mogłyśmy razem jeździć wózkami, mogłyśmy... załamałam się, świat okazał się okrutny jeszcze bardziej, a Bóg... Bogu chyba nie starczyło już miłosierdzia dla nas 
Teraz najbardziej boję się, że czeka mnie znowu łyżeczkowanie. Cały czas plamię krwią, ale ja już tak plamiłam na dzień przed owulacją i trwa to od tamtego dnia niezmiennie, więc nie mam żadnej pewności, że obecne krwawienie jest związane z poronieniem. Tym bardziej, że brzuch ani przez chwilę mnie nie bolał. Żadnych skurczy, ćmienia w dole brzucha, null. Jedyne co, to zaczęły mnie bardziej od weekendu boleć piersi. Beznadzieja.
Ostatnio nawet Arthrotec na mnie nie podziałał, więc potwornie się boję powtórki. Jestem przerażona wręcz, bo jeśli ten dr z Invicty miał rację, że poprzednim drugim łyżeczkowaniem zniszczono mi endometrium, to jakie my mamy szanse na kolejną i udaną ciążę skoro znowu mnie będą skrobać?

Chciałabym żeby ten horror już się skończył, żeby przyszła normalna @, normalny cyk, nowe nadzieje...
Zrobiłam rano badanie bety i progesteronu. Czekam na wyniki. dopiero w czwartek planuję iść do mojej gin. żeby podejrzała co tam się dzieje w środku. Dam jeszcze sobie te kilka dni, może jakimś cudem oczyszczę się sama...
EDIT:
Beta - 110 - na szczęście nie mam (jeszcze) doświadczenia w tym zakresie (ba, nie pamiętam nawet, czy poprzednim razem robiłam betę po poronieniu i przed...) ale czy ta beta zawsze tak powoli spada? Czy ja dostanę @ dopiero jak spadnie? 
Progesteron 2,49 ng/ml - zdecydowanie za mały jak na I trym. Plasuje się tak na fazę owulacyjną/pocz. lutealnej. Czyli homo-nie-wiadomo.
Aha, temperatura zaczęła powoli spadać, chociaż nadal utrzymuje się w górnych granicach - 36,48C. Mierzę ją nadal codziennie. Już z przyzwyczajenia. A przynajmniej wiem, że w razie ciąży nie wzrasta jakoś kosmicznie. Max była 36,6 C:| ale dla mnie nad kreską zwykle jest wszystko powyżej 36,4, więc w sumie zaobserwowany skok. Może jak tempka wróci do 36,0 to i @ się uskuteczni.
Czy po takim poronieniu będziemy musie długo czekać na nowe starania? To mnie też martwi, bo jak czytam, że trzeba 3-6 miesięcy poczekać to dopiero łapię doła

Siedzę w pracy i normalnie nie mogę się skupić. Akurat mój przełożony wziął tydzień wolnego na ferie z dzieciakami, więc nie mam bata nad głową i mam sporo czasu na myślenie, a myślenie, niekoniecznie o sprawach merytorycznych, tym razem boli.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2019, 12:50
39 tc
Do daty porodu 14 dni 
Waga plus 19 kg.
Opuchnięta jestem już ekstremalnie
I przeziębiona ale już przechodzi.
W czwartek byliśmy na IP bo miałam straszne bóle w dole. Jakby mi miednice rozsadzało. Okazało się że mała naciska gdzieś tam na nerwy i trzeba wytrzymać.
Wszystko pozamykane, KTG wyszło ok.
Czekamy dalej. Jutro wizyta u lekarza zobaczymy ile waży klocuszek 
Czas się oczywiście dłuży niemiłosiernie...
Biorę od paru dni olej z wiesiołka może coś da na szyjkę. Skacze na piłce codziennie.
Ale czuje że Blaneczka bedzie chciała przyjść jednak po terminie 
No nic czekamy dalej
Cofnijmy się w czasie…
Rok 2018, jestem w pracy nagle pstryk. Ja chcę zostać mamą, tak czuje to. Wracam do domu i mówię mężowi, ze jestem gotowa. Ale, ze już? Tak teraz? Dopiero twierdziłam, że nie jestem pewna czy potrafię się tak poświecić macierzyństwu. Ale tak! Ja to czuję, czuję ten ścisk w brzuszku jak pomyśle o moim dziecku. Zapisuje się na wszystkie badania kontrolne, krew, usg, tarczyca…zielone światło działajcie!
1 cs test biały, zdziwienie. Jak to? Owulacja potwierdzona, sex był tak jak trzeba. Ciąży brak?! To nie działa tak, że raz i jest?!!! Zdziwienie moje i męża, przecież znajomi nasi to tylko raz i ciąża.
2 cs trochę się rozjechał tak jakby może nawet owulacji nie było, nie wiadomo test biały.
3 cs, jakiś taki długi znowu test biały ale miesiączki nie ma i nie ma. 26 maja - dzień matki robię kolejny test a tam blada kreseczka, ja widzę, mąż widzi przyjaciółka na zdjęciu widzi. Jutro rano lecę na betę. Beta zrobiona. Kurde jakaś taka niska jak na ten dzień. Ok, może ta owulacja na prawdę turbo późna była. Jutro betę powtórzę przed praca. Fuck! Beta spada…. Czekam na krwawienie. 1 czerwca - dzień dziecka ja tracę swoje pierwsze upragnione maleństwo. Teraźniejszość - to dalej boli.
4 cs ( 1 cs po poronieniu)od razu po ciąży biochemicznej, piękna owulacja Ginekolog mówi, żeby działać. Test biały.
5 cs (2 cs po poronieniu)moja urodzinowa owulacja i wylot na wakacje 2 dni później, wracamy z wakacji już z pasażerem na gapę ja to wiem ale nic nie zdradzam. W domu robię test potwierdza się to co czułam. Od razu czuje, że teraz będzie dobrze! Jedziemy na betę, to dopiero początek ale ja wiem, ze będzie dobrze i tak juz było. W 38 tygodniu ciąży rodzi się ona. Cudowna, idealna. Nasza córeczka.
Teraźniejszość.
Dzisiaj powinnam dostać okres. 14 dni temu była owulacja lub nawet wcześniej. Okresu brak . Objawów na okres brak, jedynie szyjka nisko, rozpulchniona i otwarta. Co czuję? Bezsilność. To będzie zamknięty 11 cykl bez powodzenia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 marca 2022, 13:38
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.