anemic Wielkie chcenie ... 22 października 2019, 22:41

Kilka zaległych słów o "macierzyńskim roku".

Macierzyństwo to ciężka orka. Oczywiście z chwilami na ochy i achy, ale orka. W naszym przypadku, gdy muszę być bardzo samodzielną matką, tym bardziej.
Bardzo mnie to zaskoczyło. Myślałam, że po 7 letnim okresie starań, ciąży tak bardzo zagrożonej, wychuchanej i wymarzonej macierzyństwo przyjdzie łatwiej. Nie spodziewałam się bezsilności, zrezygnowania, uczucia uwiązania, ale tez złości. Przeraziło mnie, że teraz ciągle jesteśmy razem, że nie mam wytchnienia.
W swojej głowie uroiłam też sobie, że musze tak idealnie, że musi pić moje mleko, że spać w łóżeczku, że bez smoczka,butelki, bez szumisia, ze musze szybko dojść do siebie, ze musze mieć dom wysprzątany, ze wszystko powinno być idealnie, bo w końcu będę mama tak wyczekiwanej córki. Zapędziłam się tym w kozi róg, myślę, że z tego powodu narosło we mnie dużo frustracji. Dosć długo zajęło mi zanim zaczęłam odpuszczać trochę.
Myślę, że jestem dla Haneczki dobrą mamą, staram się, poświęcam czas, ale też dbam o siebie- w szerokim rozumieniu tego słowa.
Najbardziej rozczarowałam się relacjami z D. Jak bardzo nam się drogi rozeszły, jak się oddaliliśmy od siebie. Sterta wzajemnych pretensji. Zamiast cieszyć się z tej maleńkiej istotki, która pojawiła się w naszym życiu skupiliśmy się na samych sobie. Na szczęście w porę, choć w ostatniej chwili, zauważyliśmy to.
Były momenty, że było mi bardzo ciężko. Czasami odczuwałam bardzo brak wsparcia. Mam cudowne przyjaciółki, ale czasami odnosłam wrażenie, że chcą mi powiedzieć "my tez miałyśmy ciężko, albo nawet i ciężej niż ty, na co narzekasz". Czasami bolało. Rodzina, która ma mnie za dziwną bo na imprezie nie zostanę długo, nie zostawię śpiącego dziecka na niezabezpieczonym łóżku, nawet z kamerką, bo przestrzegam por drzemki, bo nie pozwalam obcym dotykać Hanki.
Wypisałam się z większości grup i forum, gdzie jedna mądrzejsza jest od drugiej z monopolem na wychowanie.
Podsumowując - miałam inne wyobrażenia, jest trudniej niż myślałam, ale nigdy bym nie zrezygnowała z macierzyństwa.

11dc

Śladu po poronieniu w sumie nie widać. Został śluz jak w dniach płodnych, jeszcze wczoraj śluz z odrobiną krwi... Dzisiaj tylko trochę pobolewa lewy jajnik, zresztą jak przez kilka ostatnich dni kiedy praktycznie śluz z krwią był. Czasami nawet i prawy zaboli. Czasami podbrzusze , lecz chwilę.
W czwartek w 16 dniu cyklu będę miała wizytę z usg i omówione zostanie co robimy dalej... Czy może zaczniemy od 16 dnia estrofem i tak do rozpoczęcia kolejnego cyklu... Czy coś zostanie zmienione.
Wczoraj wypytalam się trochę mamy co będzie miało moje rodzeństwo i kiedy będą mieli terminy.
Mój brat będzie miał syna w kwietniu termin.
Siostra będzie miała córkę i termin w maju.
Zastanawiam się czy coś kupić i zostawić po prostu mamie, aby jak się urodza dała jakiś drobny prezent.
Może i jestem poklocona z rodzeństwem, ale nie jestem bez serca, zwłaszcza że przed kłótniami byliśmy zzyci.

W poniedziałek wracam do pracy. Tak jak mówiłam koleżance w czwartek mam wolne., że wzgl na usg, chciałam mieć ranek w razie czego, a dostałam aż 2 dni wolnego (śr. I czw.). Pewnie w czw po 16 jak wrócę napisze co mnie czeka. Także do usłyszenia. Miłego weekendu!


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2019, 11:28

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 2 lutego 2019, 11:00

11dc

Jestem po badaniu drożności. Wszystko idealnie. Brak zrostów, mięśniaków itp. Jajowody drożne, macica i jajniki ładne choć dość małe (ale wszystko w normie).

Endometrium 4,8 mm. Klika drobnych pęcherzyków antralnych, brak dominującego, który powinien już w tym dniu być. Czyli problem z owulką jest - w poprzednim mieisącu w 14dc nie bylo widać żeby owoulka miałą być.
Strasznie mnie to dziwi bo - mam regularne cykle, testy owu wychodzą pozytywne, skok temp jest (i utrzymuje się do końca). Co prawda ze śluzem ostatnio kiepsko. Lekarz przy wspomnieniu o temeraturze pokiwał głową i powiedział, że to nie wskaźnik owulki.

Czyli wychodzi, że problemem u nas jest prawdopodobny brak owulacji (czy ja ją miałam od zaczęcia starań w ogóle??) i wyczerpująca się rezerwa jajnikowa. Czyli to czego nie da się naprawić lekami ;/

Mój jest w miarę spokojny. Liczy, że jeszcze nam się uda 1 dziecko mieć (wiem, że tak jak ja bardzo chciałby mieć więcej).
Gdy braliśmy ślub myślałam, że mam czas i że 2-3 nawet uda się urodzić..


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2019, 11:02

Nie ma mnie tu za bardzo (chodź podczytuję na komórce Wasze pamiętniki podczas KP - ale pisać na tel nie lubię) bo pochłaniają mnie przygotowania do pracy. Wracam w przyszłym tygodniu.

Dzwonili z recepcji i mówili, że na pierwszy dzień mam full klientów. Wszystkie terminy zajęte i kolejne też się zapełniają. Czyli ludzie dzwonią. A teściu mój tak się podśmiewywał ze mnie, że jak przyjdzie co do czego to wyjdzie kicha... I za stówkę do pracy nie będę chodzić. Nawet za stówkę bym szła, bo od czegoś trzeba zacząć i rozwinąć. Tak, pokora jest ważna.

Przy Dziecku też pokora to priorytet. I spokój. I cierpliwość.
Bo im bardziej spinam poślady bo "przecież tyle muszę zrobić" tym bardziej dziecina jest nerwowa. Oj w poniedziałek dała mi taki wycisk... Nic nie zrobiłam przez cały dzień, jak tylko zniknęłam z oczy to włączały się syreny.
Przerażona byłam faktem, że jestem wykończona 7 krotnym wstawaniem w nocy, co godzina (chociaż po kąpieli teraz jak zaśpi to te 2-3 godziny pośpi ciągiem).
No dobra, ale potem zmieniłam taktykę. Zamiast siłować się z dzieckiem, postanowiłam poświęcić jej swój czas i uwagę. Leżałam na macie, czytałam książeczki, nosiłam na rękach - i co? Zaczęła sobie urządzać drzemki w ciągu dnia takie po 2-2,5 h,czasem 3 h ciągiem! I eureka, okazało się, że wtedy mogłam sobie spokojnie ogarnąć RODO-srodo i nawet zrozumieć o co w tym chodzi, zwłaszcza w mojej działalności. I teraz czuję się spokojna, bardziej przygotowana.

Z racji, że pierwszy dzień w pracy mam komplet, Mąż zostanie z Dzieckiem od 14 do 20:30 lub dłużej. Ha, zobaczymy, czy dalej będzie czepilaski, bo mnie dalej o pierdoły się czepia, podczas sama przyłapałam go na "nieogarnięciu" jako zostawał z dziekciem, uwaga na GODZINĘ (np. jak szłam do dentysty lub na badania). W sensie po obiadku i nakarmieniu Młodej zostawił rozpiździl, bo zapomniał.
Czasem tracę cierpliwość, nie wiem, czy on nie ma nerwicy natręctw bo utrzymanie katalogowego stanu domu, NON STOP jest niemożliwe, zwłaszcza gdy funkcjonujesz w wersji zombie.

Kłócę się z nim o to, wpadam nieraz w szał, a on mi wtedy zaczyna prawić komplementy, że ładnie wtedy wyglądam, i w ogóle to go kręci, a przecież do kurki wodnej daleko mi do uroczo wkurwionych postaci granych przez Penelope Cruz.

Do tego kilka faktów.

Moja waga spadła. Do 64,9 kg. Chociaż nie ćwiczę regularnie, to nie żrem słodyczy i staram się kontrolować pieczywo (ważę). Dalej jem około 500 g warzyw dziennie. I owoców trochę. Lubie banany. I masło orzechowe (100%). To moje słabości.

Młoda waży 7850 g. Wczoraj była szczepiona 3 raz. Jedno ukłucie. Trochę popłakała, nakarmiłam ją na korytarzu po czym błogo zasnęła i mogłam ją spokojnie ubrać.

Do tego dalej preferuje stronę prawą i mamy się skonsultować z fizjoterapeutą.

Pediatra orzekła, że zęby idą. I górne i dole. Zajebiście. Stąd taka marudna i wstaje w nocy, i nie chce wteyd smoczka, tylko pierś i mnie, bo na leżąco jej nie nakramię co by kimnąć tylko muszę siedzieć i co chwilę tyrpać męża co by przestał chrapać (raz, kiedy nic nie działało zabrałam się z dzieckiem spać do innego pokoju).
Co do zębów to wyłażą już chyba z miesiąc i nic :( Wiem, że jest jej ciężko, więc noszę, przytulam, bujam- co chce. Na szczęście w nocy śpi ładnie, głęboko zasypia jak już się nasyci moi cyckiem.
Najgorsze, jak rano kiedy sobie smacznie śpimy budzi nas budzik męża. I dupa blada.
Z zasypianiem problemów nie mam. Kładę się i śpię. To mnie chyba ratuje po tych licznych pobudkach. Rano potrzebuję więcej czasu na "rozruch".

Posiłki idą ładnie. Młoda ma apetyt i wpiernicza cały słoiczek z obiadkiem (ten mały słoiczek). Moja teściowa oczywiście wypomina mi subtelnie te słoiczki, bo ona gotowała zupkę i dawało się butelką a nie to, co teraz tak dobrze mamy.
Kaszka helpa z bananem też wchodzi. Ze starym jabłkiem mniej. Za to z owocami ze słoiczka (patrzę, żeby były bez cukru i słodzideł bo różnie bywa).
No i morfologia jest elegancka, o niebo lepsza niż po suplementacji żelaza.

Aha, jeszcze co do pracy. Miałam nosa, żeby wrócić bo trochę sytuacja finansowa się zmieniła (chwilowo) i okazało się to potrzebne. Może nie na gwałt, ale wskazane. Teraz będzie mi trochę ciężko, bo noce są mocno nietegsowe, ale za kilka miesięcy sobie podziękuję.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lutego 2019, 12:00

Dzyzia Nuuda 2 lutego 2019, 14:13

Jejeje weekend! Mozna siedziec caly dzien w pizamie przed telewizorem i ogladac Punishera albo grac na konsoli. Czasami mysle sobie, ze powinnam zrobic cos produktywnego w tym czasie, moze rozwijac sie, znalezc jakies hobby, nie wiem - szydelkowac, czy cos w tym stylu. Ale koniec koncow mi sie nie chce. Jestem strasznym leniem :/

Z drugiej strony w zyciu chyba chodzi tez o to, zeby byc szczesliwym. A bycie leniem mnie uszczesliwia, przynajmniej na razie. Takie samo podejscie mam do diety. Ostatnio przytylam i chce schudnac, ale ledwo po tygodniu odmawiania sobie slodyczy mam dosc i postanawiam byc gruba i zadowolona. Rozdwojenie jazni :)

A mimo tego, ze nic ze soba nie robie, czekam na weekend z utesknieniem. Bo wreszcie nie trzeba wstawac o 4.30, tylko mozna sie powylegiwac do 7. Bo nigdzie sie nie spiesze, niczym nie musze sie zajac. Reset kompletny. Mentalne oczyszczenie, jakkolwiek krotkie.

A z drugiej strony chcialabym to wszystko wywrocic do gory nogami. Bardzo bym chciala, zajmuje to kazda moja mysl. Chcialabym byc wiecznie zmeczona, niedospana, skupiona tylko na dziecku. Nie spodziewam sie, ze macierzynstwo to tecze i jednorozce. Wiem, ze byloby ciezko, prawdopodobnie ciezej niz mi sie wydaje. Ale kurcze, jak bardzo chcialabym juz moc przekonac sie o tym na wlasnej skorze.

Tuliłam dzisiaj Adasia i mówiłam mu, że bardzo go kocham. A on mnie zapytał czy dzidzię też? Czasami naprawdę zadziwia mnie to, ile ten mały smyk już rozumie i nad czym się zastanawia <3

jestem załamana, znowu... kolejny raz... przyszły wyniki.. już te ostatnie z serii za 1500 zł ... mutacja genu mthfr c1298a... co jeszcze, ja się pytam co jeszcze wyjdzie... ktoś usilnie tam na gorze nie chce nam dac tego naszego wymarzonego maleństwa.. tego wyczekanego, tego dzięki któremu nareszcie bylibyśmy pełną szczęśliwą rodziną..
Dlaczego....? dlaczego to wszytsko.
miałam nie płakać. ale nie potrafię, nie potrafię gdy kolejny raz życie rzuca nam kolejną kłodę pod nogi.. boję się robić jakiekolwiek kolejne badania, bo nie wiem co jeszcze wyjdzie... tak bardzo chciałam się przygotować do tego in vitro.. a życie nam to usilnie utrudia.. to przykre i boli tak cholernie.. brak mi już słów.

Enedue, cudnie z tą Twoją piątką :)

A ja dawno nie czułam się tak miesi@czkowko jak dziś. Lada moment kończy mi się tu konto premium, na razie nie będę wznawiać. Narysowałam sobie w zeszycie diagram na cykl luty-marzec 2019.
Jeśli w tym cyklu się nie uda, to czasowo wstrzymam staranka przynajmniej do lipca. Pod koniec czerwca planujemy przenosiny do innego województwa, a przy tym całym pakowaniu i przewożeniu wolałabym nie być w pierwszym trymestrze.
Panie Boże, czy udało mi się Ciebie rozśmieszyć? ;p

Ospa u Małgosi ale już końcówka, malusia przeszła bardzo łagodnie chorobę. Teraz pewnie czas na Smyka.

NIEDZIELA
Za oknem mglisto... ledwie widać drzewa z parku tuż obok! :)
Naszła mnie taka refleksja pod wpływem pewnej rozmowy.
Dlaczego dziewczyny tak długo nieraz zwlekają z leczeniem jeśli się nie udaje zajść w ciążę? Dlaczego zgłaszają się po 3 latach dopiero pierwszy raz do lekarza? Skoro tak naprawdę wskazania do diagnostyki są już po roku czasu regularnych starań bez efektu? Czyli po co marnują dodatkowe 2 lata...? Nie mam osobiście nic do tego. To jest ich sprawa, nie chcą się leczyć to nie. ALE! Niech potem nie mówią "ja się staram 5 lat, więc co to jest Twoje ponad 1,5 roku". Ok ale z pomocą lekarzy się stara może rok, może dwa, a ta pomoc polega na samych monitoringach, bo nic więcej inwazyjnego nie chce robić. Więc po co takie hasła? Mam się czuć gorsza? Ja przez te 1,5 roku zrobiłam więcej badań i jestem na dalszym etapie leczenia niż ona przez 5 lat. Jeśli tak chciała to jej sprawa, ale ja nie chcę się starać 10 lat i nadal być na takim samym etapie co po 2 latach... Nie wiem czemu niektóre z nas nie potrafią uszanować decyzji innych. Czy to są wyścigi, że która dłużej się stara jest fajniejsza? I ta może mieć złe dni, a ta która stara się krócej, ale dużo intensywniej to już nie może mieć chwil załamania? WTF? Czemu my takie jesteśmy wobec siebie? Naprawdę czasem mam wrażenie, że kobiety są OKROPNE. Niby wydawałoby się, że są bardziej empatyczne od mężczyzn, a ja mam wrażenie, że to nieprawda :( tak łatwo dostrzegać tylko swoje problemy i swoje tragedie, a bagatelizować innych, chociaż te problemy są takiej samej skali. Nie ogarniam tego wszystko, za mały mam rozumek chyba.

anemic Wielkie chcenie ... 3 lutego 2019, 15:15

1.02 - Hanka zrobiła obrót z plecków na brzuszek :) W końcu bo już nie mogłam się doczekać. Jaka jest tym zaskoczona :) W drugą stronę też.
Podpiera się też na wyprostowanych rączkach, przenosi ciężar z jednej na drugą, umie też utrzymać się na jednej rączce. Odpycha się do tylu.
Wczoraj przy wieczornym usypianiu (zazwyczaj zaśnie przy piersi)- chciała się usypiać pionowo. W pewnej chwili odchyliła się ode mnie, przyglądała mi się - otworzyła buzie i dawałą buziaka- nie wiem czy to świadome czy nie- na pewno przecudowne <3 To są najpiękniejsze chwile.
Miałyśmy kilka słabszych nocy, ale generalnie wróciła do ładnego spania. Mamy kłopot z wyeliminowaniem kokona. W nocy tak się bez niego rzuca, wali rączkami o szczebelki, aż się boję, że coś zrobi sobie. Zamontowałam ochraniacz na szczebelki, ale mam jakiś felerny i odstaje- trochę się boję i chyba poszukam innego. No i z wielką przyjemnością wpycha nóżki między szczebelki :/ Wracając do kokona, próbujemy w ciągu dnia kłaść ją bez. Zobaczymy.
Zastanawiam się jak nauczyć ją samodzielnego zasypiania w ciągu dnia- czy w ogóle to realne u niej. Wczoraj kładłam ją do łóżeczka z ulubionym pluszaczkiem, ale ona myśli, że chodzi o zabawę i jak się znudzi to zaczyna nawoływać.
Zaczyna pokrzykiwać i piszczeć.
Charczy na nosie. Kropimy wodą morską, ale odciąganie aspiratorem niewiele daje. Na szczęście skończyly się histerie przy włączaniu aspiratora. Odkurzacz też przestał być dramatem. I pokasłuje. Ale mam wrażenie, że jak warczy i próbuje mocniej zaciągnąć powietrza to jej do gardła coś splynie i temu się krztusi. Temperatury brak, humor ok. W środę mamy szczepienie- zobaczymy.
Czytałam u Was dyskusje o inhalatorach :) A ja właśnie (dopiero) wybrałam - i mój fabrycznie ma maseczki bez dziur :D
Jakiś czas temu kupiłam piżamki na 68, wyprałam i schowałam. Wczoraj myślę sobie, a założę jej nowe- a one takie na knap… Ale mi dziecko rośnie <3
Codziennie uprawiamy spacery. Wróciłyśmy do chustonoszenia. Mamy na prawdę fajny czas.
Więcej też wychodzimy, gości zapraszamy. Dobrze mi to robi.
D. bardzo dużo pracuje, w sumie nie ma czasu się pokłócić :D
Powoli zaczynamy szykować się do rozszerzania diety. Zamówiłam diody cup, silikonową matę z talerzykiem. Ja nie będę butelki wprowadzać w ogóle- dlatego zależy mi żeby szybko opanowała kubeczek. Zawsze przy posiłkach towarzyszy nam w bujaczku- bardzo podoba jej się jak pijemy z kubków ( samochwała: mam wyjątkowo piękne kubki), obserwuje nas, mam wrażenie, że interesuje ją to. Daję jej już kubeczek do zapoznania się, na początku pozwoliłam robić z nim co chce ( głównie go oblizała) teraz już poprawiam - pokazuję jak łapać.
Sama jeszcze do końca nie zdecydowałam jaką metodą będziemy się rozszerzać- kusi mnie BLW, ale porozmawiam z lekarką na wizycie i myślę, że po jej opinii zdecyduję. Rozmawiałam już z zaprzyjaźnionymi gospodarzami o "szczęśliwych" królikach, kury i idyki i tak kupujemy szczęśliwe. Będę od nich mogła tez kupować warzywa.
Jestem z siebie dumna, że tak długo kp. Czasami mam chwilę, że już mi się nie chce, ale to chwile.
Mamy problem z wysypką na twarzy-broda, koło noska, czasami powieki. Sama nie wiem, może dlatego, że się ślini, ciągle ciumcia rękę, kocyk,zabawki- dobrze, że kot ucieka. Czasami wygląda to jak trądzik. Muszę spróbować wyeliminować nabiał- bo mam wrażenie, że po owsiance na mleku wyskoczyło więcej, ale może to zbieg okoliczności.
Ogólnie jest nam dobrze. Mniej się spinam. JAk jetem zmeczona robię drzemki razem z Małą, jak Hanka ma zły humor to nie wychodzimy np. na zakupy, nie denerwuję się też jej stękaniem przy ogarnianiu do wyjścia- co wg mnie przynosi super efekt - i zazwyczaj wychodzimy w spokoju. Do samochodu zabrałam jej grającą kostkę/projektor- daje redę. Choć marzę już o wiośnie.

aster Plan B. 1 października 2022, 10:44

Punkcja.
Mamy 13 jajeczek! Dwa razy więcej niż ostatnio!! 🥚🥚🥚☺️ No i niestety na info trzeba czekać do poniedziałku, a że planów na weekend brak, to trzeba uzbroić się w cierpliwość i jakoś doczekać. 🙄

Strasznie irytuje mnie to nowe ovuf. Nie mogę dodać żadnego komentarza, bo przerzuca mnie na początek strony, tak samo gdy chce odczytać komentarze pod swoim postem :/ próbowałam otworzyć pamiętniki na komputerze i jest to samo:/ okropienstwo! Gdzie tu można zgłosić problemy z działaniem strony, bo to jakieś gowno jest:/ dziewczyny też macie te problemy?
Trzeba mieć anielska cierpliwość do tego portalu, bo nawet na komórce edytowanie wykresu jest beznadziejne, nie widzę to w całości tak jak kiedyś. Beznadzieja:/

To tyle w kwestii mojej frustracji.

Dziwna ta @ w tym cyklu, coraz dziwniejsza i słabsza. Tak To wygląda...

26 dc- plamka krwi ze sluzem
27dc. - kolejna plamka brazowej krwi
28dc. - troszkę większe plamienie brązowe
29dc= 1dc. 1 dzień okresu, słabe krwawienie
2dc. = bardziej obfite ale też ujdzie
3dc. = nic...sucho. w nocy ani kropli, cały dzień ani kropli, kolejna noc sucho
4 dc. = od ok 11:00. Krwawienie Ale takie nie za mocne, cały dzień mogłabym chodzić w 1 podpasce
5 dc. Plamienia ciemnobrazowe, bardzo nie wiele krwi

I co? Zero boli piersi od poronienia, nawet nie są tkliwe, czy to normalne?
Kurczę to już 4 cykl po poronieniu.
Powinnam się cieszyć że mnie piersi wogole nie bolą?
Może to zdrowa dieta tak wpływa? Chociaż hmm na diecie jestem dopiero 3 tyg.
Sama nie wiem.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 3 lutego 2019, 17:10

Cud... Kapiele w wodzie przegotowanej przynosza poprawe. Az nie wierze. Cisne dalej ten temat.

14dc

Po poronieniu miało nie być znaku... Lecz dziś przed końcem pracy, zaczęłam plamic... Wtf!?!?! Nie wiem czy to ze wzg na to że trochę nosiłam rzeczy w pracy, czy po prostu jednak coś zostało. Pobolewa podbrzusze jak przed @. W czwartek zobaczymy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego 2019, 17:49

Piątek - Malutka pierwszy raz chwyciła zabawkę i położyła sobie na twarzy..
Sobota - odkryła nową zabawę w przewracanie zabawek i zaczepianie mamy, żeby je postawiła..
Niedziela - opanowała przetaczanie piłki i chwytanie jej żeby wróciła na miejsce :-D

Takie zdolne dziecko:-D

Odkładanie jej na dłuższe drzemki działa :-D

gozik "Miłość na szkle" po stracie 4 lutego 2019, 00:30

Wczoraj wieczorem Mały zrobił pierwsze kroczki przy chodziku (takim pchanym), na oczach Dziadków-dumna jestem strasznie :D

Tak z innej beczki...
Zastanawiam się co jest nie tak z moją lekatcja-znowu zatykaja mi się kanaliki, tuż przy ujściu (robią się takie białe bolące plamki na sutkach)...do tego ostatnio ściągałam pokarm,bo musiałam wyjść do lekarza i Mały został z Tatą sam.Odciagnelam po 50ml z każdej piersi.Nie wiem czy to czasem nie za mało...Tym bardziej,ze Mały wypił na raz te 100ml, a ja zawsze daje mu jedną pierś ... Moja Mama mówi, że mam się nie martwić,bo dobrze wygląda,a oprócz tego je przecież różne rzeczy...Sama nie wiem :/

Dzyzia Nuuda 4 lutego 2019, 08:11

Czasami człowiek nie ma siły na nic. Dzisiaj mam taki dzień, że nie mam siły na moją firmę. Normalnie lubię swoją pracę, lubię ludzi, z którymi pracuję i generalnie pasują mi moje obowiązki, ale to, jak bardzo kierownictwo nie rozumie swoich ludzi boli. Zwłaszcza, że sama stoję niejako w rozkroku między pracownikami produkcyjnymi a kierownictwem.

Jak zaczynaliśmy się z mężem starać o dziecko myślałam, że po porodzie i macierzyńskim chętnie wrócę do tej firmy. Teraz coraz częściej myślę, że jeśli do ciąży dojdzie to może to być idealna okazja, żeby zmienić pracę. Bo po prostu mam dość. Zwłaszcza, że zainwestowałam w tę firmę siebie, dałam od siebie sporo, to nie jest tylko praca - może nie powiedziałabym, że jak druga rodzina, ale zależy mi. Ech, szkoda nerwów. Może czas po prostu zacząć myśleć o tej pracy właśnie w takich kategoriach - praca i nic więcej. Nie angażować się za bardzo, bo po co?

A tymczasem lekowanie do criotransferu przebiega chyba dobrze. Co ciekawe, gdy miałam stymulację do IVF ostrzegano mnie, że mogę czuć się pełna i mogą boleć jajniki - nic takiego nie czułam. A teraz, jak niby tylko hoduję endo mam wrażenie, jakbym miała brzuch jak balon. I niedługo chyba będę musiała zrezygnować z przytulanek z mężem, bo normalnie boli :/ Oby to znaczyło, że macica będzie pięknie przygotowana na przyjęcie śnieżynek.

Ciąża zakończona 25 stycznia 2019


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lutego 2019, 22:46

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 5 lutego 2019, 19:19

O tak jak Lenti pisze powinny się dzieci budzić. Jakby sie tak budzil nawet o 6 rano to bym wiedziala, ze sie wyspal i tyle. A on placze z zamknietymi oczkami i musze go wybudzac bo inaczej nie przestanie. I w sumie nie wiem czy on wyspany czy co... Dziwne. Na koszmar ma jeszcze inny rodzaj placzu... Ehh. Pościel prana w tym samym co ciuszki i wszystkie imne nasze rzeczy. Jelp lub platki mydlane.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)