No i fajnie, bo mi dr odpisała, żeby dodać prolutex, a ja tego oczywiście nie mam. Recepty też nie. Zaraz zacznę szukać czy w ogóle gdzieś w aptece u mnie w okolicy to jest.
I jak za złość, nie mam przy sobie luteiny bo bym dowcipnie chociaż to dodała.
No i się zdenerwowałam. A po co mi te nerwy.
Dziś 5 tc.
Przechodzę już na fioletową stronę mocy, bo musiałam ciagle zmieniać ustawienia żeby pisać na OvuFriend.
Wczoraj byłam u gina, ciąża potwierdzona, na usg pęcherzyk 9mm, lekarz mówił ze coś już tam widać i na szczęście pęcherzyk nie jest pusty. Zwiększył mi dawkę duphastonu na 3x1 ze względu na te bóle podbrzusza. Dodatkowo cały czas acard i witaminy ciążowe. Dziś brzuch nie dokucza póki co wiec może ta dodatkowa dawka duphastonu coś dała. Kolejna wizyta za 2 tyg, mam nadzieje ze już będzie piękne serducho. ❤️
No i dopadło nas przeziębienie.... to znaczy mnie, bo Kamcio już od czwartku ma katar. Jego co prawda w fazie odwrotu - mój w fazie uwaga nadchodzę. Póki co ratuje się herbatą z miodem oraz cytryną. Kamil w krzesełku je - to jedna z krótkich, magicznych chwil kiedy nie muszę za nim biegać. A czasem jest naprawdę ciężko! Kamil jest wszędzie - pod stołem, za fotelami, pod kaloryferem (nasza folię - ochraniacz zeskrobując ze ściany), otwiera przesuwne drzwi i ucieka do innych pokoi. Jak coś idzie nie po jego myśli - momentalnie płacze. Znajdzie coś nietypowego - od razu ląduje u niego w buzi. A jak próbuje mu to wyciągnąć - gryzie mnie
. Tak - swoimi siedmioma zębami potrafi sprawić ból
Pies z Kamciem nie ma lekko. Maluch wchodzi do jego legowiska, wylewa wodę z jej miseczki, nie mówiąc że goni ją non stop po mieszkaniu. Sunia ratuje się wskoczeniem na kanapę... Biedaczka nie wiem, że Kamcio powoli zaczyna wstawać... W nocy nadal nie śpimy - to znaczy Kamcio dziś od północy do 5 rano - budził się sześć razy.... W sumie zasnął około 20, spał do 8 z tymi przerwami. Gdyby nie mąż nie wiedziałabym jak się nazywam
Kiedy już nie mam siły zwlec się z łóżka przejmuje pałeczkę w usypianiu. Trochę się pożaliłam, ale wiecie co - kocham tego malca nad życie. Nie ma dnia, abym się nie cieszyła, że pojawił się w naszym życiu. Przyniósł nam tyle dobrego, tyle uśmiechów i radości. Kiedy pierwszy raz usiadł pękałam z dumy! No i dzięki niemu zamieszkamy w domu! Tak, tak - mój mąż wielki przeciwnik domu z ogródkiem i szeregówek zamieszka w jednym z nich! Marzenia się spełniają
Dzisiaj popołudniu wizyta w klinice, nie mogę się doczekać
. Ostatnio zagłębiłam się w temat in vitro...i żałuje. Wiem więcej, ale chyba wiem za dużo i zaczynam mieć wątpliwości. Lepiej chyba nie wiedzieć za dużo ;/.
Od dzisiaj nie czytam o tym...dopiero jak zacznę stymulację i coś będzie nie tak to zacznę się tym interesować. Badania wyszły nam trochę mniej niż liczyłam, więc to jest na plus.
Mam nadzieję, że uda się za pierwszym razem, bo u mnie wszystko książkowo, u M jest znaczna poprawa...więc u nas chyba tylko te jajowody są przeszkodą...oby
.
Update
Miałam mieć krótki protokół, ale jednak będzie długi...w sumie się cieszę, bo ponoć trochę skuteczniejszy. Czyli zastrzyki zaczynam w tą sobotę a nie po 20 lutego. Dam radę
.
Leki na szczęście są jeszcze refundowane i zapłaciłam niecałe 100 zł
a liczyłam z 1,5 tys.zł... więc na razie jest dobrze. Ponoć to już cały komplet więc chyba nie będę nic dokupywać. Pielęgniarka w sumie nie pokazała mi jak robić te zastrzyki ;/ ale chyba to nic skomplikowanego... to się okaże w sobotę
. Mam tylko jeden dylemat...o której godzinie robić te zastrzyki...bo muszę codziennie rano o tej samej godzinie...więc albo muszę wstawać wcześniej w weekendy albo w tygodniu brać je w pracy.
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego 2019, 21:08
Jestem w pracy, ale praca mi nie wychodzi. Stanowisko, które miało być strzałem w 10 okazuje się dla mnie za trudne. Za dużo przepisów, za dużo papierologii. Nie jestem na tyle kreatywna ani charyzmatyczna, żeby osiągnąć tu jakikolwiek sukces. Marzę o tym, że zachodzę w ciążę i idę od razu na zwolnienie. Zabawne kiedyś gardziłam takimi dziewczynami, ledwo zaszła w ciążę i poszła się wylegiwać. A jednak życie weryfikuje i pokazuje, że wcale się nie jest lepszym od innych. Teraz rozumiem te dziewczyny czemu mogły tak zrobić. Już nimi nie gardzę. Teraz często gardzę sobą. A wszystko zaczęło się od sierpnia 2018r. Od czasu łyżeczkowania nie ma dnia żebym nie myślała o mojej straconej ciąży i straconym czasie jaki jej towarzyszył, a to wpływa na moją pracę i życie. Nie widzę już sensu w wielu sprawach. Niemniej jednak staram się dalej jak mogę. Zaczynam się podnosić z tego doła, który mi towarzyszy prawie pół roku...
Siedzę ostatnio i czytam tutejsze pamiętniki. Śledzę wykresy, analizuję, zazdroszczę i cieszę się. I widzę, że wszystko to co ja myślę i czuję jest obecne u wszystkich tutaj. Wiele pamiętników, które czytam opowiada moją historię i uczucia. Jest to dla mnie pokrzepiające. Przynajmniej wiem, że nie jestem z tym sama, i że wcale nie jestem gorszego sortu. Bo tak się często czuję. Gdyby nie mój mąż to pewnie by mnie tu nie było już. W ostatnich miesiącach przeszłam chyba coś na wzór załamania nerwowego. Zajadałam i zapijałam smutki. W pracy narobiłam sobie zaległości, dużo kasy poszło na alkohol i jedzenie. Parę razy nawet przyjechałam do pracy na kacu. Nie jestem z siebie dumna, wręcz przeciwnie. Ale myślę, że już jest dobrze. Już wychodzę na prostą. Po przeczytaniu wielu pamiętników, gdzie każda pisała że czuje i się boi, że nigdy nie zostanie mamą, a na końcu tych wpisów jest przeniesienie na fioletową stronę- moja wiara zaczęła wracać.
W zeszłym tygodniu podjęłam decyzję, że dokańczam ten kwas foliowy co mam i kończę z tą zabawą. Ale po wizycie u gina w piątek uznałam, że chyba znajdę jeszcze siły do walki. Co prawda endo (9 dc) cienizna, bo tylko 4 mm. Ale i tak z mężem będziemy próbować. Dostałam receptę na duphaston na wyregulowanie cyklu i zalecił mi Infolic combi. Dzisiaj po pracy jadę i kupuję. Oby pomogło i oby się udało.
Ciąża rozpoczęta 12 lipca 2016
14dc
Sa wyniki kadiotypow. Wizyta w poniedzialek. Znow czekamy.
Nie mam zielonego pojecia czy wszystko w normie,szukam na necie norm ale nic nie ma. Na pierwszy rzut oka wyglada ok. Odpowiednia ilosc chromosomow i obojga.

10 tc (9t1d)
Hej. Synek spi. Ja leze. Chwile spalam. Jestem u swoich rodzicow. Maz oczywiscie foch mimo ze nie ma go w domu... Ogolnie czuje sie dobrze. Mdlosci troche mecza ale do zniesienia. Fizycznie ok. Ale psychika siada... Nie moge na siebie patrzec. Jestem gruba a do tego maz na kazdym kroku mi dogryza. Byl w domu kilka dni i ciagle slyszalam o boczkach tluszczyku sadelku itp... To przykre
wiem jak wygladam. Prawie 80 kg na 163 cm to nie jest malo ale nie musi mi tak dogryzac zwlaszcza ze sam nie jest jakims szczypiorkiem. Czuje sie nie kochana przez wlasnego meza. Tak to bolesne i przykre ale tak jest. 
WTOREK
20cykl starań, 13dc
Jest pęcherzyk
ma 19mm! Owulka powinna być na dniach, jutro/pojutrze!
jest nadzieja!
cytologia w porządku, nie ma żadnej infekcji uff
to tyle z dobrych newsów.
Z tych gorszych: Dermatolog powiedziała, że nie może mi nic przepisać, bo staram się o ciążę i w każdej chwili mogę w niej być i właściwie to nie jest mi w stanie w żaden sposób pomóc. Nawet maści mamy ograniczone
Muszę probować naturalnie: dietą nisko glikemiczną oraz dobrą higieną twarzy <załamka>
Jest werdykt.
Niby wyniki w normach. Ale okazało się że insulinoodpornosc. Wskaźnik insuliny do glukozy 2.69.... insulinoodpornosc niby od 2.0 się zaczyna
A zdrowy człowiek ma ten wskaźnik na poziomie ok 1.....
Narazie bez żadnej farmakologii. Narazie dieta. Strat jutro
14 tyd (13+0)
Jejku drugi trymestr. Bardzo się cieszę
cieszę się ogromnie.
W pracy jeszcze nie wiedzą, jedna koleżanka wie. Mówi się, żeby poczekała do końca roku z informacją o tym że jestem w ciąży.. ale 7 m-c nierealne.. niesamowite jest to, że potem powiedziała, że jeśli chce to warto żebym z dyrektorem pogadała bo on niedługo też tatą znowu zostanie i powinien mnie zrozumieć.
Hmm czekam do 2.10 do wizyty u ginekologa i potem z nim porozmawiam. Trzymajcie kciuki żeby wszystko poszło dobrze.
Dziś miałam wizytę i konkretnie rozpisany plan.
Dziś 11 dzień na antykoncepcji, lekarz zerknął sobie na pęcherzyki uśpione, wyliczył 10 na prawym i 14 na lewym - zobaczymy jak będą rosnąć na stymulacji. Antykoncepcje kończę 15go lutego, wcześniej 9 lutego w sobotę zaczynam Gonapeptyl i mam nadzieję, że zareaguje na niego ok, bo w niedziele zaczynam tygodniowy nartowy urlop.... (muszę jeszcze przed tym wszystkim odparować mózg).
W tym czasie po odstawieniu antyków pojawi się @ i wizyta umówiona na 21 lutego - będzie to pierwszy dzień stymulacji. Niestety mój lekarz ma wtedy zabiegi i będę musiała iść do innego - ale cóż - oni tam przecież do jednej bramki grają.
1 marca kolejna wizyta w 8ds, a jak dobrze pójdzie to 4 marca punkcja.
Ostatecznie lekarz wybrał metodę FAMSI, oraz nacięcie otoczki - reszta wyjdzie w praniu.
Jutro jadę na badania dla anestezjologa, a potem już po urlopie zleci.... No ciekawe, ciekawe....
Trochę zastanawiam się nad pracą w tym czasie, bo ostatnio moja koleżanka z pracy zaciążyła i już nas o jedną mniej, i każdy dzień beze mnie to spore utrudnienia.
Koniec starań
Zwykle mam dość grubą skórę, nie biorę do siebie bzdur gadanych na mój temat, czy tematy mnie dotyczące. Niemniej jednak wczoraj byłam bliska płaczu. Z wściekłości, żalu, upokorzenia.
Oglądałam któreś wiadomości - akurat omawiali odebranie finansowania in vitro w województwie łódzkim. Przewodniczący sejmiku z ramienia PIS stwierdził, że finansowanie in vitro to sprawa czysto ideologiczna, bo to nie jest metoda leczenia niepłodności. In vitro nic nie leczy, tylko omija niepłodność, występującą W WIĘKSZOŚCI PO STRONIE KOBIETY! Naprawdę jak to usłyszałam, to prawie się poryczałam.
To cholernie boli, kiedy słyszy się gadające głowy, wypowiadające się takim tonem eksperta na temat tego, jak in vitro to jest zachcianka i to jeszcze moralnie niegodna i zła. Tak. Jest moją wielką przyjemnością katować organizm milionem leków, robić sobie po kilka zastrzyków dziennie (jak któregoś dnia musiałam zrobić 4 zastrzyki na raz, to zemdlałam w trakcie - taka to przyjemność), rozkładać nogi przed kolejnymi obcymi ludźmi i dawać sobie wkładać różne instrumenty medyczne w najbardziej intymne części ciała. To jest właśnie to, co tygryski lubią najbardziej. Dobrze, że mamy władzę, która stoi na straży mojej moralności, bo sama bym się pogubiła.
Od lat mowa jest o tym, że problem niepłodności rozkłada się w zasadzie 50-50 między mężczyzną, a kobietą. Ale nie w Polsce! Nie, u nas mężczyźni są jurni i płodni, zapładniają żony i narzeczone w zasadzie samym spojrzeniem. To te złe baby nie chcą w ciążę zachodzić! Bo nie chcą być matkami! Bo kariera, bo figury szkoda, bo nie chcą odpowiedzialności! Jak można gadać takie bzdury. Jak można wypowiadać się na tak delikatny temat z takim tonem lekceważenia. Niepłodność jest w niechlubnej czołówce najbardziej niszczących psychicznie chorób (zaraz po raku i AIDS). A tu wychodzi taki buc i mówi, że woli dać 2 miliony na naprotechnologię, bo to nie jest kwestia medyczna, tylko ideologiczna?! Nie hejtuję naprotechnologii - jak komuś pomaga to super. Ale to podzielcie chociaż środki po równo, żeby skorzystali zarówno ci, którzy do in vitro nie podejdą z różnych względów, a liczą, że naprotechnologia im pomoże, jak i ci, którzy bez in vitro o dziecku nie mogą nawet marzyć.
No i oczywiście wieczny argument, że można adoptować. Można - jeśli się kwalifikujesz. Kiedyś sprawdzałam w ośrodku adopcyjnym, jakie trzeba spełniać warunki, żeby adoptować dziecko. Wyłożyłam się w zasadzie na samym początku, bo trzeba mieć poniżej 40 lat i co najmniej 3-letni staż małżeński. Na nasza trzecią rocznicę to mój małż będzie już miał 41 lat. Zresztą adopcja jest dużo trudniejsza, niż się wydaje, nie każdy się do tego nadaje.
Ale dzięki panu wszystkowiedzącemu z telewizji podjęłam jedną ważną decyzję - nie będę nigdy wstydzić się tego, że podchodzę do in vitro. Czy się uda, czy się nie uda - nie zamierzam tego ukrywać. Niepłodność to problem, ale nie jest to powód do wstydu dla mnie, czy męża. Jeśli ktoś powinien się wstydzić, to ludzie stojący u władzy, którzy nie potrafią i/lub nie chcą pomóc obywatelom, w których imieniu występują.
Nie to nie, bujajcie się, sami sobie poradzimy!
Taka refleksja mnie nachodzi ostatnio. Kiedyś oglądając serial "Tajemnice Laury" (swoją drogą całkiem fajny szkoda, że bez kontynuacji) jedna z bohaterek powiedziała cytuję: "Licz na najlepsze lecz bądź przygotowany na najgorsze". Z taką myślą udałam się 20 sierpnia do gina na drugą kontrolę. To był 10 tc a ja nie miałam żadnych objawów ciąży. Żadnych mdłości, piersi zrobiły się mniej tkliwe i przeszła nadwrażliwość na zapachy. Gdzieś z tyłu głowy czułam, że coś jest nie tak. A po obserwacji wielu wykresów na ovu wiedziałam, że często zdarzają się poronienia, obumarcia płodów itd. Może gdybym nigdy nie założyła konta na ovu to bym nie wiedziała, że dużo kobiet ma taki problem, że tracą ciąże albo nie mogą w nią zajść latami i wtedy cieszyłabym się każdym dniem ciąży na luzie bez stresów potencjalnej straty. Może wtedy ciąża by przetrwała? Jest to jedno z pytań, na które nigdy nie będzie odpowiedzi.
Parę tygodni temu załapałam mega doła. Mąż pytał co się dzieje, a ja powiedziałam że w tym dniu nie mam humoru i nie mam ochoty na siłę się śmiać i udawać szczęśliwej, że po prostu mam zły humor. No i on to zrozumiał, że nie jestem z nim szczęśliwa. Tłumaczyłam mu, że to przez to że dostałam okres i przez niesprawiedliwość wszechświata. A on wtedy odpowiedział mi tak: "daj spokój z tą niesprawiedliwością chcę mieć dziecko ale ty się tym nie zamęczaj tak bo do końca życia będziesz nieszczęśliwa i mnie też nie uszczęśliwisz w ten sposób a życie ma się tylko jedno bo po śmierci nic nie ma więc ciesz się nim albo próbuj chociaż (...), kochanie wiem dziecko to wszystko ale ja będę z tobą choćby go nie było serio nie to nie trudno życie ale tylko jedno ono jest do przeżycia (...) jak będziesz takie teksty rzucać to zaczniemy się oddalać niestety bo ja uważam ze nie jedna chciałaby takie życie jakie mamy wiec dotknęło mi to ze nie jesteś szczęśliwa myślisz że tylko dziecko to wyznacznik szczęścia wiele kobiet ma kilka dzieci i też nie są szczęśliwe (...)."
Tu mi dał do myślenia. Co jest sensem życia? Czy jedynym co trzeba osiągnąć w życiu i da szczęście jest urodzenie dziecka? Różnie w życiu bywa. Zajście w ciążę nie gwarantuje, że urodzi się to dziecko. I że będzie zdrowe. Nie ma gwarancji, że będzie z Tobą zawsze. Mój ex doczekał się córki. Ale teraz w wieku niecałych dwóch lat okazało się, że mała ma nowotwór. Czy posiadanie dziecka, które każdego dnia może odejść z tego świata sprawia, że są szczęśliwi? Nikt z nas tego nie chce. Posiadanie dziecka nie jest sensem życia. Czas zacząć żyć swoim życiem, cieszyć się z tego co jest. Co jest lepsze- nie mieć dziecka czy doświadczyć tego cudu na krótki okres i go stracić przez chorobę/ wypadek? Liczę na najlepsze ale jestem przygotowana na najgorsze. Co ma być to będzie.
Czuję się fatalnie... Przeziębionie daje we znaki. Ledwo się ruszam. Nie spałam w nocy dobrze- raz marzyłam, raz mi było za gorąco. Katar, kaszel, stan podgoraczkowy, mdłości... Kamis dokazuje. Jeszcze tylko sześć godzin do powrotu męża....
Czasami mam takie przebłyski myśli, że nic nie dzieje się bez przypadku, że wszystko tu i teraz jest jakimś cudem na swoim miejscu. Trochę to nieskładne przy moim cholernym zniecierpliwieniu do starań, ale tak mnie naszło...
Przez półtora tygodnia walczyłam z gardłem i kaszlem. Dzisiaj poległam 
Lekarz = zwolnienie = antybiotyk ... Pierwszy cykl po stracie ciąży i antybiotyk. Chyba najlepszy miesiąc na chorowanie z antybiotykiem bo i tak mieliśmy odpuścić starania w tym cyklu, więc nie będzie mi żal, że przez antybiotyk cykl przepadnie.
Zakupiłam sobie przekąski, rozłożyłam kanapę w salonie i nadrabiam zaległości serialowe 
Tylko wina mi brakuje 
Ciąża rozpoczęta 15 września 2021
Muszę się wygadać bo oszaleje.
Dziś miałam pobierane wymazy w kierunku chlamydia oraz biocenozy.
Zacznijmy od tego, że telefonicznie nie wiedzieli ile to wszystko będzie kosztować łącznie z wizytą aczkolwiek Pani przez telefon powiedziała że 280 powinnam się zamknąć w jakimś tam pakiecie.
Zaczęło się od pół godzinnego opóźnienia wizyty co w moim obecnym przypadku było straszne... mam rwe kulszowa i ledwo wysiedzialam. Podczas wizyty było jeszcze gorzej.. gdy powiedziałam Pani doktor O jakie wymazy mi chodzi to zrobiła wielkie oczy. Zadzwoniła do laboratorium aby powiedziały jak ma wykonać badanie. Także mam wrażenie że robiła to pierwszy raz w życiu i chyba z 10 razy czytała instrukcję.
Mało tego nie zamknęłam się w tych 280 zł oczywiście bo lekarz policzył inaczej laboratorium również no i wyszło 310..
Tak mi dziś zrypały dzień.. mam nadzieję że chociaż dobrze to pobrala i uda się zdobyć wynik bo oszaleje
25dc 10 cs
To dziwne uczucie w brzuchu nasila się z każdym dniem, nie mam już wątpliwości, że to jajniki- ciągną czasem nawet pieką. Dzisiaj cały dzień boli mnie głowa często tak mam podczas miesiączki, że 2-3 dni borykam się z migreną. Kiedyś nawet byłam z tym u lekarza- stwierdził, że jest to spowodowane hormonami. Dziwny jest ten cykl, ciekawe jak się zakończy ...
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2019, 19:19
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.