Ciąża zakończona 16 lutego 2019
Jesteśmy po wizycie w klinice... ach szkoda gadać 
Badania męża za 1500 zł, moje za prawie 1000 zł i lekarz nawet na nie nie spojrzał!
Zerknął na moje pozwolenie od endokrynologa na ciążę (tak, kazał mi dostarczyć taki papier choć sam jest endokrynologiem-ginekologiem), nawet nie zapytał o mój aktualny wynik tsh, czy jaką dawkę leku biorę.... no NIC!! Dopiero na zaświadczeniu od mojego endo doczytał, że mam gravesa i zero pytań w tej kwestii. Zapytałam co z tą inhibiną to usłyszałam taką odpowiedź.
Lekarz: Wie Pani czasem tak jest, że jak ktoś ma niskie amh to ma też niską inhibinę.
Ja: Ale moje AMH wynosi ponad 3
L: Aha, no to czasem też tak bywa, że amh jest dobre, a inhibina niska
Ja: To mam się czym martwić?
L: Hmmmm.... no raczej nieeee...
Ja: To w takim razie....
L: (nie dał mi dokończyć) Wie Pani, ja mam te badanie na wytycznych i są w standardach kliniki więc musi to Pani zbadać i tyle, a ja patrze na amh.
Super... tak to właśnie wygląda.... doją, doją i doją bo tak mają w standardach!!
Tyle, że moja rzeczywistość wygląda tak, że zarabiam 1800 zł więc wydaje więcej na te zasrane badania niż jestem w stanie zarobić! Byłam smutna, a po wizycie jestem zła, zawiedziona, niedoinformowana, zostawiona sama sobie.
Dostaliśmy kolejne skierowania na badania za kolejny tysiąc dla mnie i 500 zł dla męża i kazano nam wrócić jak je zrobimy. Tyle. Lekarz wstał i ręką delikatnie wskazał nam drzwi. Nie udzielił nam żadnej informacji co dalej, jak to wygląda, co możemy zrobić... no nic 
Kurwa! Już mam ochotę zmienić klinikę ale skoro tam wydałam już tyle kasy to chciałabym to dociągnąć do chociażby jakiejś inseminacji czy coś... Mąż mówi, że najpierw nas muszą wydoić żeby raczyć nam pomóc, ale czy pomogą? Czy w końcu ten lekarz wykaże jakieś zainteresowanie jak już będziemy mieli komplet badań? Zobaczymy...
Wczoraj byłam na pilatesie. Jeśli ktoś powie, że to łatwe ćwiczenia to ubiję. Dziś wszystko mnie boli... uświadomili mnie jak bardzo jestem zardzewiała, mało elastycznie, nie rozciągnięta i że mój kręgosłup potrzebuje pomocy. W czwartek zajęcia na zdrowy kręgosłup, piątek chillout bo dzień kobiet, a w niedzielę basen
Taki plan na ten tydzień 
Za to dzisiaj trochę kultury i zaraz robię coś dobrego do jedzenia i odpalam Romę, w końcu trzeba sprawdzić kto nam te oskary spod nosa zawinął 
4t 6d
Wizyta u ginekologa za tydzień w środę. Już nie mogę się doczekać
Postanowiłam odnotować pierwsze objawy. Od wczoraj odczuwam lekki ból jak na miesiączke, nie jest to ból, ale takie dziwne uczucie.. Nie wiem mrowienia. Jakbym nie była w ciąży pomyslalabym że idzie okres
Do tego od Luteiny ciągle czuje wilgoć, więc już wogole schiza
ale wiem, że tak ma być. Wieczorem poczułam lekkie mdłości przed kolacją.
I częściej dziś siku latam. Nie jakoś spektakularnie często, ale może do tego, że dziś w domu pracowałam i częsciej robiłam sobie herbatki:D
Umówiłam się do Endo. Jak dobrze pójdzie to na czwartek już. Miałam jutro ale trafiła się inna wizyta w innych godzinach które mi bardziej pasowały. Tak czy siak zapytanie do Endo i tak wysłałam, zobaczymy co napiszę, jak sensownie to może wizyta nie jest konieczna. Musiałabym się zwalniać z pracy i odrabiać to potem. Zobaczymy.
Stwierdziłam, że zrobię badania przed wyjazdem na Chorwację, mam nadzieję, że nie na darmo ...
Dzisiaj już zrobiłam prolaktynę i HCV przeciwciała ...
jutro lecę na cały pakiet dla kobiet starających się o ciążę, więc mam nadzieję, że mi się uda, bo te kolejki do laboratorium to jakiś koszmar a idę do szpitala to tym bardziej pewnie będzie sajgon ;/
Muszę coś działać, przynajmniej psychicznie będę się czuła lepiej jak będę wiedziała, że wszystko jest dobrze. Do nowego ginekologa pójdę po powrocie z urlopu, trochę mam stresa, bo jeszcze nigdy nie byłam u faceta. No ale wszystko da się przeżyć, poleciła mi go koleżanka, bo pomógł jej zajść w ciążę w 2cs przy PCOS a jej siostrze również, gdy inni lekarze twierdzili, że nie będzie miała dzieci... także zobaczymy.
Póki co żyję już tylko urlopem, przeżyć 4 dni w pracy i jadeeeee daleko 
Postanowiliśmy stać się domem tymczasowym dla psiaka 
Bardzo długo chodziła za mną myśl o adoptowaniu psa - ale wciąż miałam w głowie, a gdy będzie dziecko to.... i milion powodów. Znalazłam ogłoszenie na olx, ze schronisko poszukuje domu tymczasowego. I podjęliśmy decyzje, ze to coś dla nas. Nie mam w głowie myśli a co gdy dziecko... a gdy piesek przyjdzie to prawdopodobnie tak go pokochamy ze zdecydujemy się żeby z nami został.. a jeśli się okaże faktycznie, ze jestem w ciąży i zacznę panikować (🤦🏽♀️) to jest ta opcja, że ktoś może się zainteresować i po niego zgłosić ❤️
Ostatni dzień smutnego Roku, może kolejny będzie rekompensatą? Tego dowiemy się za rok....
Życzę Wszystkim wielkiej wytrwałości w dążeniu do zamierzonych celów, pogody ducha i radości. Kochajcie się!
Reasumując: nic się w tym roku w moim życiu nie zmieniło. Nic.
Po tych Antykach dostałam niezłych Syfow na twarzy ale co się nie robi dla dziecka
Dziś już 8 tabletka poszła,w poniedziałek wizyta w klinice i zobaczymy co dalej.Zapewne dostanę już leki do stymulacji bo doktor wyjeżdża na dwa tygodnie na jakieś sympozjum a dobrze niech się szkoli
Mam nadzieję że do tego czasu przelejs nam pożyczkę w kasie pożyczkowej u męża w pracy.To już będzie ostatnie podejście następne dopiero jak ta pożyczkę spłacimy,w końcu jeden kredyt w banku na poprzednie podejście już spłacamy Dosłownie jestem otoczona kredytami oby tylko było warto.
Koleżanka już jest po terminie w szpitalu ale maluch nie chce wyjść.Takim jak ona którzy nie zaznali widma niepłodności to dobrze,powiedziała że chce dziecko pach i jest dziecko
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca 2019, 18:33
Remisja dzien 4
Dzieki za to, ze jesteście i czytacie dziewczyny!
Dzis noc o niebo lepsza niz zwykle. Tylko (!) 4 razy ssanie a i prosil o nie bardzo subtelnie sie wiercac. Pewnie udałoby mi sie go ululac, ale sila przyzwyczajenia bralam go do cycusia. 4 pobudki to nie 14, doceniam to.
Wczoraj za to akcja bo po poludniu u Emila dupka cała czerwona i placz przy przewijaniu. Po analizie dzienniczka żywieniowego winowajca okazała sie byc ostra papryczka (zrobilam tajska zupe i jeszcze salatke koreańska jadlam tez dość ostra). I Em od razu podrazniony. Czyli po raz kolejny udowodnilo mi sie ze dieta matki przy kp ma mega znaczenie. Nie mowie, ze Em w ogole się nie drapie bo robi to. Zwłaszcza jak się irytuje/złości. Ale częstotliwość milion razy mniejsza. Jestem taka szczesliwa.
10 dc (8cykl starań)
No cóż.. @ przyszła z opóźnieniem. I trwała prawie 8dni ;/ (3 dni plamień). Troszkę się przestraszyłam, że coś nie tak jest.
Jutro wizyta w Gamecie. Zobaczymy jakie efekty dał Aromek. Mam nadzieję, że coś się ruszyło. I podejdziemy do inseminacji.
Troszkę się obawiam ale i jestem ciekawa. Zobaczymy.
Szwy ściągnięte, jest idealnie 
Aleksander Tomasz jest oficjalnie obywatelem naszego kraju 
19:35 dwójka zasnęła przytulona do mnie 
Czy można chcieć czegoś więcej?
Córka przyjaciółki u której byłam w sobote ma ospę...czy istnieje choć cień cienia szansy, że się Haneczka nie zaraziła?
Na wtorek mamy zaplanowane szczepienie-muszę przesunąć.
A, rozszerzanie diety: wczoraj umemlała kawałek batata. Dzisiaj jadła na śniadanie kaszkę gryczano jaglaną ze startym jabłkiem - jabłkiem się trochę zakrztusiła. Choć jabłko chyba nie jest na razie najlepszym pomysłem- po południu kupa raczej luźna.
Chyba pojawia się jakiś ząb- biały punkt na dziąśle i szorstkie dziąsło.
No i troszkę zatkany nosek.
Dziś mój małżonek był na badaniu nasienia i w gruncie rzeczy nie wiemy czy jest źle, czy dobrze. Niekoniecznie chcemy wchodzić w interpretacje, jak nie mamy o tym pojęcia... mogłoby to spowodować zbędne nakręcanie się. Póki co ja mam wizytę u gina we czwartek, postaram się zagdać go o te wyniki. Jak nic nie powie, to konsultacja u androloga. Jak radzicie sobie z kosztami? Badanie spermy 150zł, androlog pewnie kolejne... Można to robić na NFZ? Dajcie znać 
Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca 2019, 20:26
5.03.2019, pickup
Doczekałam się... pół nocy nie spałam bo głowa już pracowała i stres dawał się we znaki. Zgodnie z zaleceniami rano przyjęłam tylko lek na tarczycę i antybiotyk, popijając dosłownie łykiem wody. Na czczo, bez makijażu, w wygodnych dresach wyglądałam jakbym z łóżka dopiero co wstała, ale co mi tam. Jedziemy. Warszawskie korki dołożyły stresu, ale udało się dotrzeć na czas. W rejestracji dopelniamy formalności, mąż do pokoiku z "kubeczkiem" ja na oddział.
Położna wskazała mi łóżko i po przebraniu się zaczęła zakładać welflon, no o na początek pękła mi żyła na dłoni.... acha myślę, dobrze sie zaczyna. Krwotok opanowany, welflon z sukcesem zlądował w innym miejscu. W tym czasie do mojej sali przywoza dziewczynę po zabiegu, obserwuje jak z pół przypomną próbują nawiązać kontakt u położyć ją do łóżka. Zadają kilka pytań, ona odpowiada całkiem logicznie, myślę- nie jest źle.
Po jakiś 10min zapraszają mnie na blok.... co ma być niech będzie, ale niech się już zacznie.
Montuje się na fotelu ginekologicznym, nogi i ręce przypinają pasami, na twarzy maska z tlenem... patrzę z aluminiowy sufit na swoje odbicie i myślę.... ileż to człowiek musi przejść żeby tylko mieć dziecko!!! Wydawało by się TYLKO, a dla nas okazało się że AŻ.
Po chwili anestezjolog mówi że podaje pierwszą dawkę, zaczyna mi się kręcić w głowie i dalej nie pamiętam już nic....
Budzę się w łóżku na sali, pod kołderką, jakieś 1,5H później i jedynie świta mi jak ktoś mnie płyta czy coś mi się śniło, odpowiadam że jeździłam na nartach. Bardzo powoli wracam do żywych. Jeszcze mi się w głowie kręci jak słyszę pytania czy w porządku?, odpowiadam że tak, no to mogę sie ubierać... zanim to do mnie dotarło minęły kolejne minuty. Boże to już? Ale ja jeszcze nie ogarniam.
W międzyczasie przyszedł lekarz, powiedział że zabieg bez komplikacji, że pobrali 26komórek, ale dziś nie jest w stanie ocenić czy będę nadawała się na transfer w tym tygodniu. Przekazuje zalecenia, i ustalamy że w piątek przychodzę na wizytę, jeśli będzie ok, to w sobotę transfer.
Idę do męża który czeka na korytarzu, wciąż mi się kręci w głowie i podobno jestem blada jak ściana, trochę boli mnie podbrzusze. W nagrodę idziemy na pyszne śniadanie, choć jakoś niedobrze mi się po nim zrobiło. Po powrocie do domu podam jeszcze spać. Z godziny na godzinę jestem bardziej przytomna, ale moja macica daje znać, że ktoś jej dziś zakłócil spokój. Jutro do pracy, trzeba się szybko zregenerować...
Wczoraj doświadczyłam czegoś magicznego 
Byłam świadkiem przyjścia na świat mojej siostrzenicy... Cudowne emocje...
Narzeczony siostry nie czuł się na siłach aby być przy porodzie, kiedy zobaczył wyraz bólu na jej twarzy podczas pierwszych skurczy, zbladł i kazała jechać mu do domu. W alternatywie byłam ja.. Właściwie to już kilka dni wcześniej ustaliliśmy, że jeśli on nie da rady to ja czekam w pogotowiu.
No i po 11 wczoraj zadzwonił że wraca po mnie do naszego miasta (siostra rodziła w mieście jakieś 40 km oddalonym od naszego) bo podali jej oksytocynę i już ma skurcze. Cała akcja poszła szybko od pierwszych skurczy jakieś 5-5,5 godz. Miała cudowną położną, wspaniałego lekarza... Naprawdę jeśli miałabym rodzić to chciałabym mieć taką opiekę.
Miałam ten zaszczyt przecinania pępowiny, nawet dostałam nożyczki na pamiątkę od położnej. Wspaniałe doświadczenie, niesamowite emocje...
Później okazało się, że byłam przy porodzie mojej chrześnicy 
Bardzo się cieszę, że miałam okazję tego doświadczyć. Nigdy nie byłam pewna czy chciałabym żeby Mąż był przy porodzie naszego dziecka. Z jednej strony tak bo jest dla mnie ogromnym wsparciem... Z drugiej nie, bo nie chciałabym żeby to co zobaczy wpłynęło na nas. I wiecie co? Możecie się ze mną nie zgodzić bo każdy ma prawo do własnego zdania ale uważam że to nie są widoki dla faceta. Warto mieć kogoś przy sobie, kto chociażby poda wodę, ale u mnie na 100% będzie to mama bądź jedna z sióstr. Nie chcę żeby mój mąż to wszystko widział. Dla mnie nie było to nic strasznego, gorszącego czy obrzydzającego. Ale ja jestem kobietą, mam świadomość tego jak to wygląda i dla mnie liczy się tu cud narodzin. Czytałam, że zdarzają się często sytuacje gdzie związki się rozpadają bo mężczyzna po tym co widział w czasie porodu nie chce zbliżyć się do kobiety. Także według mnie, z mężem wszędzie ale nie na porodówkę
Nie wierze ... moje pierwsze II
Jutro powtarzam test we wtorek beta 😀❤️ Jestem najszczęśliwsza na świecie i prosze Cię Boże żeby wszytsko było dobrze tyle czekaliśmy o jest to nasz cud na cudami 😍😁❤️
Wariuje raz się boje raz cieszę raz panikuje a jeszcze potem smutam o tych wszystkich historiach gdzie udało się a potem aniołki trafiły do nieba ale wyrzucać do z głowy wierze ze moja fasolka za 9mies będzie z nami cała i zdrowa 😆😊
Zdrowych i radosnych świat dla wszytsko h statraczek, matek i kobiet abyśmy nigdy się nie poddały ❤️
Tak mi smutno, z braku tego aniołka.... Tyle juz czekamy... To czekanie jakby nie miało końca. Wyobrażałam sobie siebie jako staruszkę... Samotną, w pustym domu, bez śmiechu, w gluchosci samej... Smutną małą babcię, której nowa nawet kto odwiedzić. Nie ma gwaru wnucząt, nie ma dłoni wyciągniętej do pomocy. Nie ma nic... Prócz samotności, tęsknoty i zmarszczek.
03 STYCZEŃ - 1 dzień po odnalezieniu SYNKA
W nocy nie spałam, tryliardy myśli, czy damy radę, jaki jest, czy go nie skrzywdzimy, a może się wycofać z wszystkiego, jaką ma przeszłość, gdzie jest, jaki jest, w co go ubierzemy, nic dla niego nie mamy, i wiele wiele wiele innych. Dla mnie najdziwniejsza to że musimy mu kupić buty nie mam pojęcia skąd mi się akurat te buty wzięły
Rano szybko się zebraliśmy i pojechaliśmy do ośrodka. Spotkanie miłe z dwiema paniami psycholożkami. Dostrzegłam że cały czas sie do nas uśmiechały. Informacje były lepsze i gorsze. Nie mogę podać szczegółów są to informację tylko dla nas. Musicie zrozumieć. Ustaliliśmy z paniami że chcemy go poznać , umówiliśmy się na kolejny dzień. SYNUŚ jest wcześniakiem 8 m-c ciąży 2400 waga 50 cm długi 8 pkt. Od razu miał zapalenie płuc, jest trochę chorowity ma problemy z oskrzelami. Mamusia go wyleczy a tatuś jej pomoże. Przebywa w placówce małego dziecka to jest zła wiadomość, dobra w tej złej że przebywa tam od urodzenia. Nie doświadczył patologii. Wróciliśmy do domu z kwadratowymi głowami pełnymi skrajnych emocji. Czy damy radę czy to dla nas nie za dużo. Czy udźwigniemy przeszłość jego rodziny. Czy będziemy w stanie mu pomóc........... Rozmawialiśmy do wieczora.
22 STYCZEŃ - 20 dzień po odnalezieniu SYNKA
Średnio spaliśmy w nocy, podekscytowanie i emocje dawały o sobie znać. Wyjechaliśmy z domu o 7 rano, po co? Nie mam pojęcia . Do sądu jedzie się 40-50 min. Czekaliśmy pod salą ponad godzinę. Dołączyła do nas opiekunka prawna Adasia. Okazało się że synu nasz jest w placówce, został wypisany ze szpitala. Opiekunka nie była pewna czy w sobotę a może w niedzielę. Dla mnie ich podejście to szok. "Zgubili" by dziecko to nie jestem pewna że ktoś by się zorientował. Pierwszy raz byliśmy w sądzie, sala rozpraw zrobiła na mnie wrażenie. Sędzina wydała mi się zołzą, nie była specjalnie miła. Oprócz niej były jeszcze 2 kobiety, starsze - ławniczki. Siedziały obok sędziny. Nie odzywały się, nie zadawały pytań. Sędzina zapytała czy podtrzymujemy swój wniosek. Potem kazała trochę powiedzieć, dlaczego chcemy adoptować Adasia. Dlaczego nie mamy swoich dzieci. Jak długo się leczyliśmy. Czy jesteśmy gotowi. Czy zdajemy sobie sprawę z tego co nas czeka. Czy jesteśmy gotowi. Co mamy dla Adasia przygotowane. Co nasi bliscy na Adasia i adopcję. Czy będzie komu nam pomóc. Marcina zapytała co on na to wszystko. Czy ja go nie zmuszam do adopcji. A może go poprosiłam i on się zgodził dla mnie. Marcin powiedział że nie i że to nasza wspólna przemyślana decyzja. Potem przepytała opiekunkę. I tego momentu bałam się najbardziej. Przecież my Adasia widzieliśmy tylko 4 razy. Opiekunka trochę koloryzowała, nie koniecznie odpowiadała na pytania. Po prostu mówiła. Po przepytaniu nas sędzina zwróciła się do nas, że teraz opuścimy salę i poczekamy chwilę a ona i obecne panie się zastanowią. Ponieważ jest to trudna decyzja i bardzo ważna. Czekaliśmy z 10 min a w tym czasie 3 osoby decydowały o naszym dalszym życiu. My, ja i Marcin byliśmy tego świadomi a Adaś nie miał o niczym pojęcia. Trzy osoby właśnie zmieniały mu życie na zawsze. Po powrocie na salę usłyszeliśmy że możemy Adasia zabrać do domu!!!!!!!!!!!!!
Termin kolejnej rozprawy został nam wyznaczony na 16 kwiecień, tego dnia mam nadzieję staniemy się prawnie rodziną a nasz syn urodzi się ponownie. CDN......
Jestem po 2-dniowym szkoleniu. Padam.
Dwa dni siedzenia na tyłku + siedzenie w pociągu dało mi w kość. Dzisiaj odkryłam że na łydce rozlał mi się wielki siniak. Podejrzewam, że od siedzenia, bo nogi to mam opuchnięte na maksa i jak chodzę to na prawdę czuję nogę z siniakiem - jeszcze nie miałam tak.
W ciąży przepływ krwi jest zwiększony więc zdaję sobie sprawę że : ciąża + siedzenie = różne dolegliwości. Nie wiem tylko czy to wymaga konsultacji z lekarzem? Jeśli tak, to czy z ginekologiem prowadzącym czy internistą?
Czy któraś z Was ma jakieś doświadczenia??
Przyznam się że nie chciałabym po ciąży odkryć fioletowych nóg...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.