stayaway W oczekiwaniu... 14 kwietnia 2019, 22:40

17+0
Ciężki okres ostatnio.
Myślałam, że tak długo wyczekiwana ciąża będzie dla nas wyjątkowym czasem, który nas do siebie zbliży. Niestety się myliłam. Ja ostatnio chodzę i płaczę jak M nie widzi,.. albo nie chce widzieć. Dziś znów się pokłóciliśmy i to przy jego kumplu, ja oczywiście od razu łzy. Chciałabym być silniejsza i nie pokazywać mu swoich słabości, no ale przykro..Bo nikt inny tak jak on nie potrafi ich uaktywnić.. po kłótni przez co najmniej 2 godziny kołotało mi serducho, pozniej zaczęło mnie kłuć w klatce piersiowej, a do teraz czuje, że mam przyspieszony puls. Nie tak to miało być.
Czekam na moją córeczkę. Ona jest jedyną osobą, która dodaje mi teraz siłę. Smutno mi tylko jeśli faktycznie wyczuwa moje źle samopoczucie. Obiecuję Ci moje Maleństwo, że będę silniejsza jak się urodzisz. Wiem, że Ty dodasz mi sił. Jesteś wszystkim co mam.

39+1

Miałam dziś wyjść, tylko najpierw badanie, żeby się upewnić, że jest ok. Wczoraj już miałam nawet tylko jedno KTG, a nie trzy. Najpierw USG. Przepływy ok ale nie bardzo potrafili znaleźć kieszonki z wodą. Na podstawie jednej wyszło im AFI 5-6 więc wysłali na badanie, żeby sprawdzić szyjkę. Ponoć niezła, dostałam 5 punktów (ponoć już przy przyjęciu tyle miałam. Skala jest do 10,a 11 oznacza poród. Patrzy się na jej ustawienie, rozwarcie, miękkość itp). W związku z tym, żeby nie ryzykować, że młody sobie gdzieś uciśnie pępowinę postanowili, że jutro będą wywoływać poród. Wsadzili mi cewnik w szyjkę, żeby ją rozepchać. Chwilami mam ochotę się zesrać z bólu, ale tylko chwilami, większość czasu jest nienajgorzej. Boli tak 30-60 sekund i przechodzi na parę minut. Jak przed ostrą miesiączką. Pomyślałabym, że to skurcze ale boli tylko na dole. Mogą to być skurcze?

Na wszelki wypadek chcą też jakieś badania przed CC zrobić, bo mówią, że może być różnie w mojej sytuacji. Nie wiem czemu..

Wczoraj była punkcja, przeszłam ją wyjątkowo dobrze :) jak już leki ze mnie zeszły, to mogłam góry przenosić :D. W ten dzień nie poszłam do pracy, ale zrobiłam wielkie pranie i prasowanie, bo trochę się tego nazbierało :D a w sobotę planuję umyć okna :D. Na punkcji okazało się, że jest 7 pęcherzyków z czego pobrali 6 oocytów. Możemy zapłodnić tylko 6, więc wynik dla mnie wystarczający, ale z drugiej strony bałam się, że nie wszystkie są dojrzałe. Popołudniu zadzwonił mój wspaniały lekarz <3 i zapytał się jak się czuję i powiedział mi, że wszystkie 6 jest dojrzałych :D, w tym 4 z nich są najlepszej jakości jaka może być :). Więc wszystkie 6 poszło do zapłodnienia. Dzisiaj rano dostałam maila z kliniki odnośnie hodowli i prawidłowo zapłodniło się 5 a 1 stoi w miejscu, więc może ruszy i trzymają ją do 3 doby. Kolejne info dostanę za 2 dni... Nie mogę się doczekać <3 i tak się cieszę :).
Jak na razie biorę luteinę i we wtorek transfer <3 myślę, że będzie mały kropek :) od wczoraj jestem tak pozytywnie nastawiona...będzie dobrze...musi być :)

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 22 marca 2019, 10:44

Hej. Brak czasu. Szybki update. U nas poprawa po sądnych dniach. Em zaczal mieć lepsze drzemki w ciągu dnia. Spi 2 razy. Od pol h do nawet ponad 1h. To się nie zdarzalo!!! Chyba mu się skonczyl jakiś skok albo zeby przestaly chwilowo przeszkadzac.

Nowy alergolog ‘zezwolil’ nam na smarowanie sterydem miejsc paskudnych, czyli jak widze, ze się rana robi, to mogę doraźnie posmarować. Może stad tez lepszy humor Emilka… Panel na alergie pokarmowe robie mu lada dzień. Ja nadal na diecie bez bmk, bez orzechow, bez kakao etc.

Emil nie chciał nic jesc. Przeszlam wiec na słoiczki dziecięce. Nadal nie chciał. Szkoda kasy wyrzucać na słoiki wiec… daje mu to, co sama jem. Np. zupe wielowarzywna. Zupa jest doprawiona ‘normalnie’ ale i tak delikatna. Albo zupa marchewkowo-kukurydziana z imbirem. Albo kasza manna na mleku owsianym z ciutka oleju kokosowego i marakuja (kocham!). Kawalek chleba z pasta fasolowa. Dzem malinowy mojej mamy. Ziemniak z koperkiem. Etc. O i tak je minimalne ilości, ale przynajmniej kilkanaście lyzeczek zupy zje. Tylko jakos odrobinke miesa musze mu przemycić… Ostatnio (o zgrozo) dalam mu nawet kawalek pierniczka. Niech posmakuje wszystkiego…

Tesciowa nakazuje mi kupic nocnik i oswajać Emila z nocnikiem a nocnik z Emilem… Polecacie cos czy wystaczy najtańszy z marketu?

Tak samo bidon z rurka? Jakich używacie? Wole Wasze opinie niż wertowanie internetu.

Ahhhh od 3 dni nocki tez lepsze!!!!!!! Budzi się co jakiś czas i krzyczy, ze chce cycuszka. Ale to przynajmniej konkret. Possie chwile i spi dalej. Spi spokojnie, a nie kreci się jak owsik! A rano już się nie budzi z krzykiem tylko normalnie. Dla mnie to meeeeeeega postep. Serio jestem wyspana. Dzis np. do 7! Tfu tfu byle nie zapeszyć.

A no i jeszcze sprawa spacerow. Wprowadzilam nowy rytm: nie ma spania na spacerze i to jest ok ale… Ale mam lipna spacerówka… Niewygodna, nie podoba mi się, daszek od budki opada i mam wrazenie, ze on jest dobra dla większych dzieci (rok, 1,5 roku a nie dla niemowlaczkow), Bebetto Murano, dodam. To jedno, ze wozek mnie wkurza. A drugie, ze Emil nie chce lezec (ryk), chce siedzieć, ale wtedy siedzi jak żul (przechylony, byle jak), bo on przecież siedzieć jeszcze nie potrafi… Marudzi jak mu slonce swieci, jak mu wiatr wieje. Trzeba go nieść na rekach po max 0,5h w wozku. Bleeeh.

Byliśmy u fizjo. Pokazala mi ćwiczenia majace zachecac Emka do siadania, ale za szybko to trwalo i w sumie nie ogarnelam…. Hahaha… z ciekawostek to powiedziała, ze to niedobrze, ze dziecko pełza (czołga się jak zolnierz). Bo to mu opóźni raczkowanie, siadanie, stawanie, chodzenie. Bo po prostu znalazł sobie swój sposób na szybkie przemieszczanie się i to mu wystarcza. Fakt, lazi jak szalony. Jak robie cos w kuchni a on znudzi się zabawkami to przyłazi i ciagnie z nogawke, by go wziąć. Slodkie to. Ale tez coraz więcej staje na czworaka i kiwa się, wiec może w końcu ogarnie, ze trzeba na pietkach przysiasc i klapnac tylkiem na ziemie :o)


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2019, 10:45

7t 1d
Czuje się calkiem dobrze, mdli mnie jedynie z glodu, ale zaraz jak coś zjem to jest spoko.
Dziś chyba zauważyłam, że chce mi się częściej siku, a jak już pójdę do wc to prawie nic nie leci:P Chyba wreszcie mi się powiększa macica:) Czekałam, aż to moje tylozgiecie da o sobie znać:)
Zachcianki? A no czasem mam ale takie z umiarem:) pomarańcze taka ochota mnie nachodzi co dzień, ogoreczek kiszony, czy kwasna zupa ogórkowa:) Jeszcze do szczęścia brakuje mi zurku :)

Uspokoilam się trochę, zaczynam oddychać bez stresu. Wierzę i czuje, że musi być dobrze. Tak naprawdę ulge przyniósł mi sen... sen, który był bardzo symboliczny, sen w którym była moja babcia, która już nie żyje dobrych paręnascie lat, ale zawsze czulamm, że jest moim Aniołem Stróżem. Przyszla mi powoedziec, że Pan mnie błogosławi. Widziałam ogromne słońce, tak wielkie, jak się tego wyobrazić nie da nawet. Z tego slonca nagle wyszly kontury postaci z rekami ulozonymi do gory, tak wlansie jak do blogoslawienstwa. Nie moglam uwierzyc w to co widze, wiec nagralam filmik. Po czym patrzalam dalej, nagle pojawiły się jakby 2 słońca, a potem księżyc w pełni, tak duży jakbym była bardzo blisko niego, widziałam krater i widziałam,co się dzieje na tym księżycu, nagle ujrzałam komete, która dotknęła tego księżyca i widziałam jak pył księżycowy się rozprasza. Pobiegłam wtedy po babcię, chcwycilam ja za nadgarstek i chciałam by to zobaczyła, pokazałam jej filmik i wtedy powiedziała mi, że On mi błogosławi. W śnie była taka uśmiechnięta, zdrowa. I patrzealam dalej na niebo z nią i widziałam niebo pełne gwiazd, tak wyraźnych,dużych i błyszczących, nawet droga mleczna, a potem miliony spadających gwiazd. Ale nawet nie tak jak w dniu kiedy jest deszcz meteorytow, tylko miliony w jednym momencie. To było takie piękne , zjawisko. A ja obserwowałam je z domu przez małe okienko. Czując się bezpieczna, szczęśliwa i spełniona.

Niesamowity sen, po którym zaczęłam oddychać z ulgą. To musi być dobry znak.

5ds wizyta w klinice jajka sobie rosną ale dość powoli dlatego doktor zmodyfikował leki od dziś biorę wieczorem tylko ovaleap 150 i rano gonopeptyl daily i tak przez weekend a w poniedziałek wizyta
Cieszę się bo to zawsze jeden zastrzyk mniej dziennie mój brzuch wygląda już jak durszlak

followka Nic nowego, nic odkrywczego 22 marca 2019, 16:37

Początek 9 tygodnia i po wizycie.
Wszystko ok, maluch jest, serduszko biło(!), jestem niemal pewna, że nawet się poruszyło :) Wiek ciąży idealny co do dnia ostatniej @ czyli 8t1d. CRL 17,45 mm (czy to jest wielkość malucha?). Wstępna data porodu to 31.10.
Masakra ten stres co mnie trzymał jak weszłam do gabinetu. Naprawdę nie wiedziałam czego się spodziewać. Strach i nadzieja równoważyły się a intuicja nic nie chciała mi powiedzieć. Objawów ciążowych nadal brak. Czuję się "lekko" zupełnie nie czuję się ciążowo póki co. Cieszę się niesamowicie ale nadal jeszcze ostrożnie. W końcu to dopiero 9 tydzień. Nie spieszy mi się z niczym najważniejsze żeby maluch był zdrowy. Czekamy, moc jest z nami!

14 dc

Mogę się pochwalić, że i owszem, przeżyłam laparoskopię ! Ba, nawet i histeroskopię, cewnikowanie, dren w brzuchu i inne wenflony. Jestem nie do zdarcia !:P
A tak serio, to więcej tego strachu było niż powinno być.
Może komuś przyda się to co tu napiszę o laparoskopii, więc opisuję wszystko po kolei.
W szpitalu, w którym miałam zabiegi(bardziej pod kątem laparoskopii) przyjmują pacjenta na 3 dni - 1 dzień przyjęcie, 2 dzień operacja, a na 3 dzień wypis do domu.
Tak więc dzień 1 wtorek - zostałam przyjęta na oddział ginekologii, dostałam swoje łóżko, założyli mi wenflon i czekałam. Pod wieczór była konsultacja z anestezjologiem, przy okazji po niej dostałam 3 litry środka na przeczyszczenie, które musiałam wypić w 3 godziny. Niestety nie było to smaczne :P Na szczęście, mimo, że cąły dzień nie jadłam to nie byłam głodna. Nadal w sumie nie wiedziałam, czy będę miała tylko laparoskopię, czy laparoskopię z histeroskopią.
Dzien operacji- środa- Dzień zaczęłam od lewatywy - po tych 3 litrach wypitego środka dzień wcześniej moim zdaniem nie miała ona sensu, no ale, dałam radę-zrobiłam ! :P Dostałam specjalną gąbkę nasączoną jakimś płynem, i rano miałam się nią dokładnie umyć - brzuch, uda okolice intymne. Dostałam też specjalne ubranko i miałam czekać,aż mnie zawołaja. Czekałam od 7 rano, a mnie na salę wzięli dopiero po 12, więc trochę się oczekałam, ale umilałam sobie czas oczekiwania muzyką, czytaniem ksiązki i internetami Dlatego polecam zabrać ze sobą jakieś czasoumilacze, bo czas w oczekiwaniu może się dłużyć!
Oczywiście mimo, że czekałam to nie spowiedziałam się, jak przyszła po mnie pielęgniarka. Zabrali mnie na salę operacyjną (jakie to jest dziwne uczucie!!!) ale nie bałam się jakoś szczególnie jak zobaczyłam mojego lekarza. Ostatnie co pamiętam, to to jak anestezjolog podawała znieczulenie i pytała ile ważę, a potem wszyscy się śmiali, że to tyle co duży pies :P
Przed zrobieniem zabiegu lekarz mi powiedział, że zrobimy histeroskopię i laparoskopię, więc już wogóle dałam się pociąc bez zająknięcia ! Byłam zachwycona!
Operacja trwała ok godziny. Lekarzowi udało się usunąć cystę i zrobić porządek z endometriozą 1 stopnia. Sprawdzał drożność jajowodów - lewy i prawy drożne.
Po operacji podali mi dwie kroplówki, od razu poczułam się lepiej. Po operacji usunęli mi cewnik, ale na noc został jeszcze dren, więc w ogóle się nie wyspałam, bo bałam się, że mi wypadnie z brzucha Wieczorem mąż pomógł mi trochę pochodzić dookoła łóżka i mogłam wziąć prysznic. Po operacji mogłam pić wodę drobnymi łykami.

W 3 dzień mogłam już zjeść kleik na śniadanie i zupę na obiad, a poza tym 2,5 litra wody do wypicia. Wyciągneli mi dren i od razu poczułam się lepiej, bo chodzenie z rurką w brzuchu nie należy do najmilszych.
Dzisiaj mija już 2 doba po operacji, a ja się czuję coraz lepiej, ale niestety po histeroskopii ciągle krwawię. Mam nadzieję, że dzień dwa i to minie.
Jestem bardzo zadowolona z mojego lekarza, bo naprawdę czuję, że o mnie zadbał, przyszedł przed operacją i po operacji. Wszystko wyjaśnił co chciałam. Bardzo zmotywował i wierzę, że już nam nic więcej nie trzeba, i nasze marzenie niedługo się ziści i zostaniemy rodzicami :)
Podsumowując, jeżeli miałoby mi to pomóc, to podeszłabym jeszcze raz do tego zabiegu i to bez zawachania. No i czuję, że lada dzień i wrócę fizycznie do normy.
Lekarz jednak zalecił, żeby w tym cyklu się nie starać, bo musi mi się wszystko ładnie pogoić, mogłabym złapać infekcję, ale w kwietniu kazał działać :) Tak więc mam nadzieję, że najdalej w sierpniu będziemy w ciąży. Mam nadzieję, że to czego nie mogliśmy zdiagnozować, czyli endometrioza teraz już nam nie przeszkodzi w staraniach.

Jeszcze tak na szybko napiszę co warto zabrać ze sobą do szpitala:
-koszule nocne,przynajmniej 2 na zmianę
-podpaski- po histerokopii się krwawi
-nawilżane chusteczki do higieny
-kubek
-dużo wody - ja wypiłam 6 butelek 0,7 w ciągu 2 dni
-kilka par majtek
-ładowarka do telefonu
-książka, słuchawki do słuchania muzyski
-stopery do uszu !
-kosmetyki, suszarka do włosów, gumka do włosów - do operacji trzeba spiąć
- golarka- trzeba dokładnie ogolić grażynę :P
-sukienka na wyjście - na brzuchu są rany, więc spodnie mogą uciskać i sprawiać ból

Aktualnie nie pozostaje nam nic, jak tylko działać !!!

W środe kontrola i zdejmowanie szwów. Mam nadzieję, że nasz droga się teraz znacznie skróciła.

Ciąża zakończona 22 marca 2019

Teraz tak czytam co ja tam wcześniej napisałam.. "z obecnym mężem" 😁 miałam i mam tylko jednego męża którego kocham mocno (choć czasem mam ochotę go przecisnąć przez maszynkę do mięsa 😂

Nie sądziłam że faktycznie będę robić wpisy do pamiętnika, myślałam że to nie dla mnie.. Ale potraktuje to jako swego rodzaju terapię. Czasem taka jest potrzebna, gdy na serduchu jakoś tak ciężko..

Prawdę powiedziawszy wcale nie liczyłam na ten cykl. Postanowiłam w tym miesiącu nieco odpuścić. W poprzednim cyklu byłam stałym bywalcem u mojego ginekologa (w ciągu 2 tygodni 4 razy). Przez ten czas doświadczyłam chyba wszystkich możliwych emocji, najpierw strach, potem nadzieję skończywszy na rozczarowaniu. Każda wizyta była dla mnie ogromnym przeżyciem, bałam się jej a jednocześnie miałam nadzieję że nie usłyszę złych wieści.. Ale nie o tamtym cyklu przecież mowa..
Zmierzam do tego że wizyty tak mnie wykańczały psychicznie, że postanowiłam w tym cyklu odpuścić. Byłam tylko w 5dc po receptę na metformax i sprawdzić co z moim prawym jajnikiem bo wciąż go odczuwałam (na szczęście torbieli brak) i powiedziałam koniec z monitoringami w tym cyklu. Za to powróciłam do ovu.
Już wcześniej czytywałam forum, ale nigdy się nie udzielałam. Postanowiłam mierzyć temperaturę, tak z czystej ciekawości, co wyjdzie.
Zawsze myślałam że takie pomiary nie są dla mnie ponieważ jestem zwykłym robakiem produkcyjnym pracującym na 3 zmiany, więc pomiar temperatury o stałej porze nie wchodził w grę. Jedna z dziewczyn na forum podpowiedziala że mogę mierzyć temperaturę po najdłuższym śnie. Faktycznie wykres wyszedł ładny i czytelny..
No właśnie wykres.. Winowajca mojego dzisiejszego samopoczucia..

Ovu pięknie wyznaczyło mi owulkę, którą faktycznie czułam, zgadzał się śluz, szyjka macicy, jedynie kłucie jajników stało pod znakiem zapytania, bolały mnie oba jajniki. Tempka też super, więc dało mi to nadzieję, może jednak.. Po prostu się nakręciłam czego tak bardzo nie chciałam.. Może ten 9cs bedzie tym ostatecznym i ból po sierpniowej stracie zostanie zapomniany.. Aż dotarliśmy do dnia dzisiejszego.. Wiązałam z dzisiejszym dniem nadzieje.. Pomimo że tempka znów spadła to nadal była na dość wysokim poziomie, więc postanowiłam dzisiaj siknąć.. Niestety test (jak gdzieś podświadomie czułam) wyszedł ujemny. Na początku praktycznie mnie to nie ruszyło (jasne poczułam uklucie żalu, kto by nie czuł), ale im bliżej wieczora tym samopoczucie gorsze.. Przeszło mi przez myśl już nawet że może nigdy się nie uda? Mimo że nie czuję się zbyt okresowo czekam w swojej mini żałobie na @. Może następny cykl będzie tym szczęśliwym?

Uff chyba dotarłam do końca moich wypocin. Nie sądzę żeby ktoś to czytał, ale przynajmniej na duszy trochę lżej..

Zasnal... no kurde nie wierze!!! Ja tu sie kapie, balsam pachnacy wcieram, tanecznym krokiem wychodze z lazienki, piekna i powabna jak lilija a ten spi...

Anovi Szewc bez butów chodzi 23 marca 2019, 11:03

Drugi trymestr... Start ! :)
Wczoraj czułam się lepiej, mąż był na dyżurze, więc nie miałam obiadu, wybrałam się na zestaw pieczonego sushi, mniam :) wolę co prawda wersję surową, ale w ciąży pieczona też daje radę :) potem drzemka, żeby się te pyszności nie znalazły za szybko w toalecie :p wieczorem z mamą Lidl, pozwoliłam sobie kupić ciążowe leginsy, sukienkę i 2 t-shirty. Leginsy po domu już się przydadzą, rano brzuch płaski, ale jak zjem to już w swoje się nie mieszczę. Znaczy zmieszczę się, ale ciśnie w brzuch niemiło i boli. Reszta ciuchów czeka :)
W poniedziałek wizyta, w moczu bakterie...a takie akrobacje robiłam i na pewno dobrze pobrałam. Dam na posiew w poniedziałek.
Myślałam, że już będzie koniec z wymiotami, ale sprzątałam do późna i o 2 rzygnełam gruszką,która zjadłam po północy...yh.

Man nadzieję, że w końcu doczekam się tej magii 2. Trymestru, że już koniec z rzyganiem.

Peggie Cuda. Cudzie trwaj! 23 marca 2019, 11:09

Ok, muszę się wyżalić, bo zwariuję, a pogadać nie mam z kim.
Z mężem nam się chyba nie układa. Kocham go, jasne. Nawet bardzo, ale po prostu się nie układa. On po prostu nie czuje się w roli ojca. W ogóle... owszem, kocha Tośkę, ale to tyle. A ja nie umiem przestać mieć do niego o to pretensji. Tosia jest mamowa. Tylko mama może uspać,mama jest najlepsza. I nawet mi z tym ok, ale bywają dni, kiedy mam masę roboty na uczelnie, której nie mam kiedy zrobić. Z magisterką jestem w czarnej dupie i czeka mnie wrzesień, jeśli uda mi się ją napisać. A pewnie się nie uda, no bo i kiedy. Ale jak miałam napisać mężowi rozdział inżynierki, to jakoś się dało. Chciałam pisać teraz, bo mąż nie pojechał na uczelnie, bo go boli gardło, to próbował uspać młodą, a kiedy ta nie chciała, co zrobił? Zaczął po niej warczeć, a ona jeszcze bardziej płakać. I tak jest zawsze... Ma zmienić pampersa? Przytrzyma ją za mocno i zacznie się wściekać... I od tej pory mamy bunt pampersowy. Tosia nie położy się nawet na plecach, bo jest HISTERIA! Chciałabym po prostu czasami, chociaż czasami, żeby mógł się nią zająć, jak np. kiedy mam okres i zdycham, naprawdę zdycham i usypiam młodą, rycząc. Albo kiedy mam ponad 38 stopni gorączki i takie dreszcze, że ledwo dam radę utrzymać małą w ramionach.
Często się ostatnio kłócimy. Zazwyczaj to moja wina... Seksu też prawie nie uprawiamy, bo jak młodą uśpię (kręgosłup mi pęka, fizjoterapeuta stwierdził, że u mnie tragedia, nie mam nic prostego na tym górnym odcinku), to naprawdę nie mam siły i chcę iść spać. Tosia jest grzeczna ok, ale potrzebuję zrobić coś czasem dla siebie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam sama. No nie licząc uczelni, ale to też zawsze mąż jęczy żebym szybko wracała. A nawet jak jadę na uczelnie, to niby mąż zostaje z młodą, a i tak głównie zajmuje się nią teściowa.
Chciałabym coś popisać (mam pierdyliard zaczętych książek, które leżą od ponad roku i których nigdy nie napiszę), chciałabym coś narysować, bo tylko tak umiem naladować baterię).
Czy Wy też jesteście same w macierzyństwie? Każda sprawa związana z dzieckiem jest na mojej głowie. No, mąż kupuje pampersy, bo zazwyczaj on robi duże zakupy.
Mam tak zjebany humor, że dzisiaj nic już pewnie nie napiszę... Muszę iść uspać młodą, bo stary nie da rady... teraz się chichrają, a 10 min temu, już ze mną spała, ale chciałam ją przekazać ojcu i już ryk...

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 23 marca 2019, 12:04

1 dc

No i niestety. Zawsze to samo - nadzieja.
O tym, że nic nie wyszlo wiedziałam juz w poniedziałek, gdy nadal trzymała mnie choroba. W środę potwierdziła to beta. Dziś jak w zegarku przyszła @.

Ten cykl odpuszczamy. Musze się wyleczyć. Nie mam już gorączki ale choroba nie chce puścić. Katar, kaszel, ból pleców i gardła. Po kolejnej wizycie lekarskiej dowiedziałam się że muszę odwiedzić laryngologa bo moje migdaly są tragiczne i powinnam je usunąć.

Wiec plan na najbliższy czas wygląda tak:
1. Wyleczyć się z chorobska.
2. Wizyta u laryngologa.
3. Wizyta u endokrynologa - w końcu udało mi się załatwić
4. Mój - wizyta u urologa - moja gin nalega by to zrobił.
5. Drugie iui w kolejnym cyklu.
6. Zredukowanie stresu i myślenia w kolko o tym samym.
7. Pojawił mi się w głowie plan zmiany pracy - wiec to tez postanowienie.

Zobaczymy jak to będzie :)

A póki co piękne słońce u nas więc życzę wszystkim miłego dnia.

W tym cyklu na pewno mniej będę się tu pojawiać. Ale pewnie zrelacjonuje drugie iui.

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 31 października 2015, 10:25

11dc
Chodzi mi ostatnio po głowie, że niedługo miną trzy lata starań i trochę mnie to gasi.. Postanowiłam, że zrobię coś, żeby wyglądało to ładnie i nie było czymś strasznym.. Przecież to czas, który zbliża nas do celu.. Znalazłam coś takiego:

5cd82d9a.gif

I jeszcze jedno, odliczam dni do laparoskopii, wiążę z nią wiele nadziei

congfw2zk7k662uw.png

Wczoraj impreza super.. Poza tym, że na końcu coś mnie zgasiło.. Nie wiem skąd przyszła myśl, że gdyby było dziecko to nie moglibyśmy tak szaleć i nie mogłam odegnać tej myśli.. Wydaje mi się, że G. zauważył, że coś jest nie tak, ale nie umiał zmienić mojego humoru.. Jak wróciliśmy w ukryciu puściłam łezkę.. Ale przeszło przynajmniej.. Problem jest tylko taki, że ostatnio mam głowę zaprzątniętą tym tematem.. Wczoraj tak rozmyślałam jadąc autem, że wjechałam na bardzo ruchliwą drogę w ogóle się nie rozglądając, na szczęście nic się nie stało.. Była noc i pusto na drodze.. Ale to nie był pierwszy raz, muszę się ogarnąć, żeby się źle dla mnie nie skończyło..

Z tematów bliższych starań to ciąża inesski nastawiła mnie, żeby jednak nie skazywać tego cyklu na zupełne starty.. U niej tez ponoć owulki nie było, a ciąża jest:) problem taki, że G. nie da się namówić na serducho.. Wczoraj wrócił w takim stanie, że zasnął w locie na poduszkę.. Ale nadzieja umiera ostatnia:)

Prawdopodobnie zakończy się dzisiaj pierwszy etap naszego remontu.. Będę mogła ogarnąć chociaż fragment domu i chociaż na tym fragmencie będzie jak u ludzi:)


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia 2016, 09:47

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 23 marca 2019, 14:13

Dzieki za wszelkie porady! Chyba faktycznie nowy wozek ogarnę, bo z tym sie meczyc nie mam ochoty. Jeszcze pogadam z przyjaciolka po ktorej go odziedziczyłam, czy ona serio byla zadowolona... Co do nocnika... Poki co chce kupic, by "zadowolic" tesciowa, ze nocnik "juz jest". Ja sie nie znam... Ale tesciowa kieruje sie tym, ze jej corka zaczela sadzac synka jak mial pol roku (przed spaniem, po spaniu etc) i niby szybko zalapal i szybko sie odpieluchowal. Ale nie bede na sile Emcia cisnąć. Kupie nocnik dla spokoju a potem sie doksztalce, poczytam, popytam Was jeszcze ;o)
Co do fizjo to sie nie przejmuje az tak, bo Emilowi nic nie jest, a wizyta byla ot taka Sobie z ciekawosci.
U nas piekna wiosna!!! Powoli zrzucam zimowe ciuchy. Emil tez! Lżej na duszy tylko ciezej na portfelu, bo musze odswiezyc garderobe hehe. Ogranicza mnie kp. Topy, kiecki musza byc przemyslane, odpowiednio rozpinane, wygodne. Meeeega, bo weszlam w skinny jeans sprzed ciazy wow. Dodam, ze duzo mi dal detox slodyczowy zwiazany z dieta eliminac. Brzuszki codziennie (chociaz tylko kwadrans) tez szybko poprawiły sprawe. Talia mi sie powoli pojawia!

Stefffcia88 Tu i teraz! 22 kwietnia 2019, 13:06

11 dc
Jutro umówiona wizyta w klinice.
Śluz rozciągliwy, lekkie pobolewanie jajnika, owulacja tuż tuż...
starania od grudnia 2016r a ja ani razu nie mierzylam temperatury, ani nie kupiłam testu owulacyjnego. Mam jakieś dziwne podejście. Strasznie chce ciąży, ale mierzenie temperatury i robienie testów wpłynie na mnie negatywnie wręcz frustrujaco. W sumie nie wierze ze kiedyś zostanę mama....


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 kwietnia 2019, 13:30

Jak ten tydzień się wlecze. Ta pogoda mnie dobija. Nie dość że pada to mam niskie ciśnienie. Wlecze się jak cień w tym tygodniu. Wczoraj byłam na 3 aku.
Narazie nie odczuwam ani poprawy ani pogorszenia. Może potrzebny czas.
Dziś jeszcze muszę do stomatologa bo mam leczenie kanałowe.
Co śmieszne cały tydzień ząb mnie bolał a jak dziś wizyta to przestał. Masakra
Za tydzień mamy wyjazd do Sandomierza a pogoda nie sprzyja. Ehhh a tak ładnie było rok temu. No cóż.
Od dziś biorę progesteron bo muszę @ przedłużyć. Bo inaczej mnie zastanie na wolnym.
A tak odpoczywam. Chcieliśmy z mężem serduszkowac cały tydzień, ale biedaka wymęczyli w pracy że nie miał sił. Jak dobrze pójdzie to na urlopie w lipcu będą płodne, więc podobnie je wykorzystany pod warunkiem że będzie śluz.
Ostatnio zaczęłam czytać o pozytywny myśleniu. Może afirmacje wizualizacje hmmmmm

Furiatka Third time is a charme 25 marca 2019, 08:02

38 tydzień (37t 3d)

Został tydzień, a ja cały czas biję się z myślami, czy nie przesunąć terminu na 08.04. Myślę, że im dłużej mała posiedzi w brzuchu, tym lepiej. Z drugiej strony, jeśli cokolwiek zacznie się dziać w międzyczasie będę skazana na przypadkowy szpital i pewnie poród sn. Niestety we wrocławskich szpitalach obowiązują podwójne standardy i raz się trafi na lekarza, który uzna Twoje wskazania, a może być i taki, który je kompletnie oleje. Nie wiem, co przeraża mnie bardziej: mała krócej w brzuchu, czy poród, na który nie masz wpływu. Mam jeszcze wizytę w środę, więc zobaczymy, czy cokolwiek będzie zapowiadało rozwiązanie, ale jak życie znam, to nie wydarzy się nic, co ułatwi mi podjęcie decyzji. Pomimo moich skurczy szyjka ma ponad 4 cm i jest w pełni zamknięta. Emilka ważyła w zeszły czwartek prawie 3400 g, więc jest już całkiem słusznych rozmiarów. W ogóle z pomiarów ciąża wychodzi na ok. 2 tygodnie starszą niż z daty zapłodnienia ;).
Podpytywałam na forum o terminy rozwiązań w Medfeminie i w większości przypadków jest to skończony 38 tc, pytałam też o ewentualne problemy z adaptacją i nikt o takowych nie wspominał, w szpitalu na dniach otwartych dopytywałam o statystyki, jak często przewożą maluszki do innych placówek i okazuje się, że rzadko (może 1 przypadek na 2 mc), co pewnie wynika stąd, że przyjmują tam tylko niepowikłane ciąże. I tak sobie kminię od kilku dni, co robić, czytam internety i wcale nie czuję się mądrzejsza.

Skonczylam własnie czytac 3 ksiażke B.A. Paris mam mieszane uczucia co do trzeciej czesci moze spodziewalam sie innego zakończenia chociaz książka mnie wprowadziła na manowce :D co tez uważam, że jest atutem tej ksiażki. Jednak polecam Wam ksiazki bo one wyciszaja troche te emocje zwiazane ze staraniami tak samo modlitwa i sport. Dzisiaj bylam na trampolinkach ale nie czuje zeby to był trening moich marzeń najpierw kolka, potem gacie spadały a na końcu jeszcze kłucie jajnika jak to w owulacje u mnie, trenerka po mojej twarzy widziala
, ze cos jest nie tak trudno. W tym tygodniu jade z koksem zostal 1 miesiac i 2 tyg do urlopu, do zrzucenia kg zostalo 2.5 kg waze 62.5 o ile nie nabiore wody przed samą miesiączką. Kurcze bardzo mało czasu do upragnionego celu a starania poszły w las nie chce juz płakac a mysl o tym, ze nie dlugo jest urlop sprawia, że unosze się nad ziemie. Czasami jednak dopada mnie taki lęk jakbym czuła, że dlugo nie pożyje albo lęk przed utratą bliskiej mi osoby czy Wy również tak macie? Ten lęk jest ostatnio silniejszy i starania przestały mieć dla mnie znaczenie...

Kolejna moja pozycja książkowa to Wszystkie nasze obietnice nie mam pojecia nawet o czym jest byla w liscie moich ksiazek wiec przeczytam mam tez wiele innych mam nadzieje ze wystarczy mi czasu na przeczytanie :D bo ja ostatnio taki mol ksiazkowy co nigdy nie bylam :D


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 marca 2019, 18:04

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)