Postanowiłam że muszę się postarać i skrobnąć tu coś częściej.. Wiele osób pyta mi się czy miała Malutka to czy tamto.. Ano miała, ale kiedy to nie pamiętam.. Czas ucieka, Młoda rośnie, dni są podobne i trochę się zlewają.. A chciałbym wiele rzeczy zapamiętać..

Przewrotkę którą pokazała tacie skrzętnie ukrywała przed mamą.. Potem 16.03 przekreciła się z brzuszka na plecy.. Okoliczności nie wyjaśnione bo wszelkie popisy robi kiedy my nie widzimy;-) Od 25.03 sprawnie przekręca się na prawy boczek a potem na brzuszek.. Lewy boczek idzie gorzej i narazie o przekręceniu się przez tą stronę nie ma mowy.. Próbuję ją zachęcać zabawką do ćwiczenia lewej strony a ta cwaniara bierze zabawkę, przekłada na prawo i sie do niej przekręca..

s1985 walcząc 31 marca 2019, 22:48

6 maja, czekam z utęsknieniem

Berbeć Walka o potomstwo 25 marca 2019, 18:47

Bardzo kiepski dzień bardzo. Cały dzień popłakuję, czuję się jak jakaś wariatka, która nie może wziąć się w garść, ale to prawda - nie mogę, nie potrafię, za dużo... za dużo do udzwignięcia, albo ja jestem zbyt słaba.
Bo przecież nie może iść w końcu, po pół roku jeżdzenia cykl w cykl, gładko, no nie może. Szło...dopóki się dziś rano nie obudziłam, żeby odkryć, że mam infekcję. Niby infekcja nie koniec świata, niby, gdyby nie to, że transfer (planowany) na za parę dni może się przez to nie odbyć (tfu, tfu, tfu), nie wspominając o tym, że nie mogę już aplikować globulek na endo, co znaczy, że od jutra będzie spadać zamiast rosnać jak zaczne stosować cała litanie prolutexów, lutinusów itd itp.
Mąż mówi..przecież miałaś się nie nastawiać, przecież mówiłaś będzie co ma być...no może i mówiłam, ale jak podliczyłam ile wydaliśmy w tym miesiącu (2 tyś) i ile się najeździliśmy (do kliniki 140 km, bylismy 5 razy - to są wyprawy zazwyczaj całodzienne) i ile się nabrałam leków i zastrzyków i teraz miało by nawet do transferu nie dojść ......... w życiu nie przypuszczałam, że tak to wszystko wygląda


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 marca 2019, 18:54

8ds wizyta w klinice
Jajka rosną równo podobno w tej stymulacji tak jest
I tak na jajniku prawym 7 pęcherzyków po 12-13 mam
Jajniki lewy 8 pęcherzyków również 12-13 mam
Doktor podkręcił stymulację i od dziś do środy mam przyjmować rano gonopeptyl a wieczorem mensinorm 150 + ovaleap 50
Podgląd po południu w środę
W środę również rano mam zrobić progesteron o estradiol
Prawdopodobnie w piątek punkcja
Czyli jednak jajka rosną oby było ich więcej niż poprzednio

no to zaczeliśmy.. wczoraj pierwszy zastrzyk puregonu 300j., dziś kolejny.. w czwartek pierwsze usg..
walczymy.

12+2

Miłość x2 😍

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/354a9b4bcf41.jpg

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/dab952e51523.jpg

18tc + 3 (19tc)

Jestem poddenerwowana, w sumie znów przez teściową.
Wczoraj po południu wisiałam na telefonie z informatykiem z firmy. Zeszło nam się sporo czasu bo próbowaliśmy razem rozwiązać pewien problem związany z platformą. A do teściowej przyszła ciocia i wołała mnie chyba z 3 razy, żebym zeszła. Mówiłam, że jestem zajęta i rozmawiam przez telefon. A ona dalej swoje, w końcu ciocia poszła do domu a teściowa wpadła w foch, że nie zeszłam.
Czy ja jestem obiektem muzealnym, żeby mnie oglądać? Jeżeli ktoś bardzo chciał się ze mną zobaczyć to mógł wejść na górę, przecież nie siedzę pod kluczem.
Kurde, to już kolejny raz kiedy teściowa nie może zrozumieć, że ja coś robię i nie mogę zejść w danej chwili. Od razu foch.
I dobrze, nie mam zamiaru jej przepraszać. Jak urodzi się Synuś to też mnie będzie wołać pomimo tego, że karmię, przewijam albo usypiam Dziecko? Muszę ją nauczyć, że nie jestem na każde zawołanie, a ona też może wejść na górę.


Synuś wie, kiedy się denerwuję, bo wtedy mocno czuję Jego ruchy <3. Doskonale zdaje sobie sprawę, że mnie to uspokaja. To tak jakby mówił "Nie martw się mamo". Zazwyczaj czuję go z lewej strony brzucha lub pośrodku poniżej linii pępka <3 <3. Cudownie czuć te ruchy <3.
Za każdym razem czekam z utęsknieniem na USG, żeby znów Go zobaczyć <3, jeszcze dwa tygodnie, bo kolejna wizyta jest dopiero 8.04.
Mam czasem wątpliwości, czy będę dobrą mamą, czy sobie poradzę, czy uda nam się wychować Go na dobrego człowieka. Ale takie wątpliwości ma chyba każdy.

Wczorajszy dzień...
7 rano. Zimno. Czekam już od 40 min na przystanku z którego jeżdżą dwa autobusy - warszawski i lokalny (różne tabliczki ale pojazdy z tej samej bajki). Czekam na ztm i sprawdzam na aplikacji gdzie się ten cholerny autobus zakorkował, widzę, że jeszcze jest dość daleko. Nadjeżdża autobus, ale to na pewno lokalny, bo przecież mój jeszcze jest za górami, za lasami... Wszyscy wsiadają w ten lokalny. Nic dziwnego, czekamy przecież już 40 min, ale ja tam wolę jechać ztm, bo krócej. Mija minuta... dwie... i się orientuję, że ten lokalny, to nie był lokalny tylko ztm i dlatego wszyscy wsiedli ;( Myślałam, że się rozpłaczę z zimna, złości, dobrze, że przynajmniej do pracy względnie mogę przyjść kiedy chcę. Na szczęście szybko podjechał realny lokalny :)
To nie było jeszcze osiągnięcie gapiostwa...
Po pracy planuję wsiąść w tramwaj, który ma mnie zawieść prosto do 1 linii metra a stamtąd po wyniki RM do Centrum Onkologii. Na 4 linie tramwajowe aż trzy jadą prosto, ale ja oczywiście niechcący wsiadłam w tą jedną która skręca. Więc wysiadam zła i idę do drugiej linii metra z myślą, że się przesiądę na Świętokrzyskiej w 1 linii metra. Wsiadam do 2 linii metra, ale podczas rozmowy z mężem orientuję się, że jadę nie w tym kierunku co trzeba. Złość na maksa. Z opóźnieniem docieram do Centrum Onkologii.
Mąż podjechał do mnie i razem wracamy pociągiem do Rembertowa, a tam czekamy na linię lokalną. Nadjeżdża więc wsiadam... Mąż nie wsiada puka w szybę i każe mi szybko wysiadać. o_O ... znowu pomyliłam linie i zamiast w Z2 wsiadłam w 225, czy coś w tym stylu. No przecież oba są takiego samego koloru, oba takiej samej wielkości, no każdy się może pomylić prawda? :D Dobrze, że mąż tym razem czuwał. I dobrze, że jechał ze mną pociągiem, bo pewnie zamiast na wschód pojechałabym na zachód. Czyż można być bardziej zakręconym????

A w Centrum Onkologii dowiedziałam się, że wyniki rezonansu są niejednoznaczne i oni nadal nie wiedzą czy mam chłoniaka czy nie. Mam skierowanie do kolejnych lekarzy tam w Centrum. Ku..... to ma być szybka diagnostyka onkologiczna? Przecież ja się z tym bujam już od sierpnia. Jeżeli ten chłoniak tam sobie mieszka, to zaraz rozszerzy swoją działalność i dopiero będzie masakra. Love NFZ :(

Przed styczniową ciążą miałam regularne cykle 24-26 dni, a od tamtej chwili masakra, każdy inny. @ powinna być w sobotę, mamy wtorek, a tu nic. Temperatura nie za wysoka, ale też nie okresowa. Test biały jak śnieg w górach, więc o co kaman? W tym cyklu pierwszy raz brałam po 2 duphastony zamiast jednego. Może to mi wydłużyło cykl.

W pracy wczoraj odmówiłam wzięcia na siebie więcej roboty niż już mam. Bezczelna jestem.

PS. Dzisiaj poszłam pieszo na pociąg, żeby autobusów nie pomylić. Ale poranny spacerek tylko na dobre mi wyjdzie :)

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 27 marca 2019, 09:56

Zabrałam Synka do teatru dla małych dzieci. Przedstawienie fajne, dzieciom się podobało, ale mój mały caly czas poplakiwal. Siedzi ze mną w domu całe dnie, bałam się go wczesniej zabrac czy na gordonki czy na basen, bo byliśmy caly czas bez szczepien i lekarz też nie zalecala go prowadzac do dzieci i teraz się boi :( ogólnie polecam miejsce, jak ktos z Warszawy

Burza - też tak w pierwszej chwili pomyślałam, bo faktycznie byłam szczepiona ale z tego co wyczytałam to szczepienie nie ma wpływu na wynik tego badania, nawet podpytywałam Panią w laboratorium i twierdzi że szczepienie nie powinno wyjść w tym badaniu.

Do dzisiejszego poranka liczyłam, że może to jakiś błąd w laboratorium. Niestety odebrałam wyniki powtórnego badania i nie pozostawiają złudzeń. Jednoznacznie wynik dodatni.
Napisałam już do kliniki, wysłałam wyniki i mają pokazać je Doktorowi żeby dał mi znać co i jak dalej, czy może muszę jakieś dodatkowe badania zrobić. Na popołudnie umówiłam się też na wizytę do lekarza internisty, może da mi skierowania na jakieś dodatkowe badania.
Przeszukałam też internet, trafiłam na wyniki takie jak moje czyli antygen HbS ujemny, p-ciała p/HbC dodatnie i według tego jak zinterpretował wyniki lekarz to pacjent ten nie zarażał (ujemny antygen) natomiast dodatnie przeciwciała świadczyły o przebytym w przeszłości zapaleniu, które organizm samodzielnie zwalczył. Ta informacja to takie moje światełko w tunelu, nadzieja że nie wszystko stracone i że może jestem jednak zdrowa. Wirus z organizmu nie zniknie nigdy ale może być nieaktywny. Wtedy trzeba uważać na stany silnego wyczerpania organizmu i odporności bo właśnie w takich sytuacjach może się reaktywować. Zobaczymy co powie lekarz.

Zastanawia mnie tylko ile jeszcze kłód pod nogi rzuci nam los w tych naszych staraniach o poczęcie dziecka. Nie wiem czy to jakaś kara? Nigdy nie zrobiłam nikomu nic złego, staram się pomagać jak tylko mogę, często nie patrząc na swoje uczucia tylko kierując się dobrem innych. Więc za co to właśnie nam się przytrafia. Latem miną 4 lata starań, 4 długie lata pełne badań, tony leków, setek wizyt... Broniłam się przed wizytą w klinice, nie sądziłam że mój problem jest tak poważny żebym musiała korzystać z metod wspomaganego rozrodu... Oczywiście nigdy nie byłam im przeciwna ale nie spodziewałam się że kiedyś moją drogą do szczęścia stanie się in vitro. Kiedy już pogodziłam się z tym co nas czeka, zebraliśmy pieniądze, zaczęłam brać leki to wychodzą kolejne problemy. Pozbywamy się jednych, przychodzą kolejne... Jak długo to jeszcze będzie się ciągnąć. Ile jeszcze musimy cierpieć? Czy potwierdzenie choroby przekreśli nasze szanse na posiadanie biologicznego dziecka?
Pytania mnożą mi się w głowie, nie mogę się na niczym skoncentrować, nie chce bezczynnie siedzieć. Żałuje że nie mogłam wziąć dzisiaj wolnego i od rana ruszyć do lekarzy, robić badania... Robić wszystko żeby nie trzeba było przerywać przygotowań do procedury, a tak jeszcze 6 długich godzin do wizyty... Czuję jak całe moje ciało się napina i czuje takie wewnętrzne drżenie... Czuje czasem jak ogarnia mnie cicha panika... Nie płaczę, nie krzyczę, nie lamentuję... Za to czuje jak kurczy się moja klatka, jak zaczyna brakować powietrza... Przerażenie blokuje moje myśli, jestem w stanie myśleć tylko o tym... O prawdopodobnym wyroku, który może znowu nas oddalić od naszego małego cudu. Staram się odpychać te myśli od siebie, trzymać się tej informacji o której pisałam wcześniej ale nie zawsze się udaje.

W całej tej beznadziejnej sytuacji cieszę się tylko że mam przy sobie męża. Jest ze mną zawsze i mimo wszystko. Wspiera mnie i jak nikt inny potrafi pocieszyć... Bez niego nie dałabym rady

Pinka. Piąty transfer 9 kwietnia 2019, 16:20

22dc 6dpt

Polmetek oczekiwan na test. Czuje sie dobrze, zwyczajnie, brak objawow. Najwazniejsze ze nie mam nocnych potow (odpukac).

Od 2 tygodni nie jem slodyczy-probuje ograniczac, za duzo tego pochlanialam. Narazie nie czuje roznicy w samopoczuciu. Podobno ma sie wiecej energi po odstawieniu cukru ..

Duphaston+luteina+kwas codziennie

No i koniec bajki...
Jestem na etapie robienia badań potrzebnych do procedury: wirusologia, wymazy itp.
Wczoraj zrobiłam ostatnie badania u ginekologa i zaczęły już spływać do mnie wyniki badań krwi. Te które dotarły do mnie wczoraj są ok. Natomiast dzisiaj dotarły kolejne. To że miałam różyczkę to wiedziałam, że przebyłam toxoplazmozę to podejrzewałam bo całe życie miałam zwierzaki, poza tym jestem fanką dań typu tatar. Tego wszystkiego się spodziewałam. Natomiast nie spodziewałam się, że wyjdą mi dodatnie p-ciała p/HbC. Świadczyć to może o wirusowym zapaleniu wątroby typu B. W tym momencie wszystko mi się wali. Nie rozumiem skąd to się mogło wziąć, nie mam kontaktu z chorymi, w laboratorium zawsze przy mnie otwierają igły, nie mam tatuażu, nie mam przekutych części ciała, nie miałam nigdy operacji... No nic takiego się nie działo. Mąż na szczęście jest zdrowy. Nigdy nie miałam innego partnera seksualnego. Nie wiem już co myśleć. Pojechałam od razu oddałam jeszcze raz krew do badania, jutro powinny być wyniki. Mam nadzieję że to tylko pomyłka w laboratorium.
Nie mam objawów, nic mnie nie boli, nic się nie dzieje... oczywiście sprawdziłam już co piszą na temat objawów. Zazwyczaj jak coś się sprawdza to widzi się u siebie wszystkie objawy. Ja nie widzę... No może krwawienie dziąseł podczas szczotkowania zębów, ale to chyba nie jest nic nadzwyczajnego i każdy kto ma wrażliwsze dziąsła może potwierdzić że takie sytuacje się zdarzają.

Jestem przerażona, jestem wściekła i kompletnie skołowana. Nie mam pojęcia co myśleć. Do czasu jutrzejszych wyników chyba kompletnie osiwieję. Jeśli wynik się potwierdzi to niestety marzenia o dziecku legną w gruzach. Nie wiem czy na zawsze, czy tymczasowo. Nie wiem z czym choroba będzie miała związek, co będzie wolno a czego nie. Boję się, strasznie się boję tego co mnie czeka :(

nickky Mały cud 26 marca 2019, 12:37

21dc

Jakiś taki lekki spadek motywacji mnie dopadł. Pewnie przez końcówkę cyklu, ovu wyznaczył @ na niedzielę, cykl 25 dniowy i czuję, że taki mniej więcej będzie, bo już od niedzieli bolą mnie piersi i podbrzusze jak na okres. Jakoś nawet nie liczę, że tym razem się udało. Oczywiście nadzieja gdzieś tam jest, ona zawsze jest, ale w tym miesiącu jest wyjątkowo mała, chociaż według ovu idealnie wstrzeliliśmy się ze współżyciem. Ale objawy są zbyt typowe dla nadchodzącej @, wykres temperatur też nie wygląda zbyt obiecująco, cały czas waha się między 36.60-36.80, przed owulacją 36.30-36.50, jakiś taki dziwny trochę.

Chciałabym chociaż wiedzieć, na którym etapie coś idzie nie tak. Czy mam w ogóle owulację? Czy mam drożne jajowody? Czy dochodzi do zapłodnienia, ale z jakiejś przyczyny nie dochodzi do zagnieżdżenia? Mam nadzieję, że nadchodząca wizyta w klinice rozwieje chociaż trochę wątpliwości. Na razie idę do zwykłego internisty zrobić badania okresowe a w połowie kwietnia do nowej ginekolog, kontrolnie, ale pewnie napomknę o moich problemach i zobaczę, jak podejdzie do tematu.

Z sukcesów, cały czas udaje mi się ćwiczyć z dvd 3 razy w tygodniu, nie jem słodyczy od miesiąca poza 2 wyjątkami, staram się zjadać do każdego posiłku warzywa, nie tak jak kiedyś, że kanapka z serem i do widzenia. No i staram się naprawić moje życie seksualne, pierwszy raz od początku roku udaje nam się kochać co 3-4 dni i wcale nie muszę się zmuszać :)

Postanowiłam, że od jesieni szukam pracy. Jeśli zajdę w ciążę na samym początku nowej pracy, trudno. Od ponad 2 lat myślę o zmianie pracy i jedyne co mnie powstrzymuje, to czekanie na ciążę. Wcześniej czekałam z ciążą ponad rok bo chciałam być "w porządku" względem pracodawcy. I co? Ciąży jak nie było, tak nie ma, a ja dalej tkwię w miejscu. Nawet nie mogę powiedzieć, że zdobywam doświadczenie zawodowe, bo przy zmianie branży i tak będę musiała zaczynać od nowa i kolejne lata na moim obecnym stanowisku bardziej mi szkodzą, niż pomagają.

Ale są plany, są zmiany, czas nauczyć się ponownie, jak się żyje normalnie.

dc62d2feb4e1fd61med.png


A dla przypomnienia...
37019eee9076f056med.jpg


Gdyby ktoś mi powiedział pół roku temu że dobrniemy aż do tego momentu pewnie popatrzyła bym z politowaniem... jak to się człowiek może pomylić ;P

9ds prawdopodobnie ostatnie zastrzyki dane jeszcze jutro rano gonopeptyl, jutro też idę na wyniki krwi
Dziś byłam u rodzinnego i zapytałam się czy da mi na NFZ parę badań to będzie taniej i tak otrzymałam od niej na :
Morfologię( dla anastezjologa)
Sód potas ( dla anastezjologa)
TSH stwierdził że warto sprawdzić
I zrobila mi też EKG ( dla anastezjologa)
Sama będę musiała zapłacić za:
Progesteron
Estradiol
Układ krzepniecia
Czyli tylko za połowę zawsze to na paliwo do kliniki będzie
Jutro na wizycie mam te wyniki doktorowi pokazać więc z samego rana będzie kucie( dobrze że wyniki będą internetowo dostępne)

I ktory to dzien cyklu sral to pies :D
Nie dajcie sobie wmowic ze jestescie ofiarami, ze jestescie wybrakowane powtarzajcie ze jestescie zajebi...ste ;) i nie pozwolcie aby inni litowali sie nad Wami Wy nie potrzebujecie litosci tylko kopa w dupe do dzialania ;) tak jak ja nie dawno to zrozumialam milego dnia ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 marca 2019, 17:55

Erneścik mój malutki kończy jutro miesiąc. Z noworodka staje się niemowlakiem. Jak ten czas szybko leci. Początek nie jest dla nas łatwy, bo walczymy z ulewaniem, zaparciami, bolącymi gazami itp. itd. W przyszły pon będzie miał usg w kierunku refluksu i jeżeli wyjdzie, że go ma to śmigamy do gastroenterologa. Oczywiście wszystko prywatnie... w połączeniu z naprawą samochodu i psim behawiorystą to trochę dostajemy po dupie finansowo ostatnio ;) Położna powiedziała mi dzisiaj rano, że mam nawet nie myśleć o płatnych laserach na krocze, bo z powodu "błędu w sztuce" i obrażeń jakie poniosłam w trakcie porodu należy mi się plastyka krocza na NFZ i nie ma co do tego dyskusji. Także na wizycie popołogowej poruszam ten temat. Do tego robi mi się jakaś przetoka... i powiem Wam, że nie ma szans żebym zdecydowała się jeszcze kiedykolwiek na poród naturalny. Albo skończy się na jednym dziecku, albo cesarka. O ile sam poród jak pisałam nie był tragiczny. Tak to co przechodzę po spowodowało u mnie traumę. Ale jeżeli czytają mnie dziewczyny, które dopiero czekają na poród. Bez obaw, takie "błędy w sztuce" nie są częste ;)
Jutro ruszamy z Ernestem na pobranie krwi do badań tarczycowych i polujemy na kupę do badań, aby wykluczyć nietolerancję laktozy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 marca 2019, 18:16

18 dc

Hmm, tak jakby owulacji jeszcze nie było, ale zastanawiam się też, czy w ogóle będzie? Bo jakby nie patrzeć, to w lewym jajniku miałam pęcherzyk, a z lewego też miałam usuwaną cystę, więc w zasadzie może coś tam się zruszyło i jednak tej owulacji nie będzie. Nie wiem czy dobrze myślę, ale tak trochę się tego obawiam. A jak starań w tym cyklu ma nie być, to niech już przyjdzie @ i zaczynam kolejny cykl z nadzieją na II. Jestem niepokojąco przeświadczona, że zaraz nam się uda, tak więc upadek będzie baaardzo bolesny :D

Zaczęłam sporo myśleć o tym wszystkim, o tych naszych ponad 2,5 rocznych staraniach i staram się przekonać, że pozbyliśmy się problemu. Ostatnie badania nasienia wyszły dobrze, nie rewelacyjnie, świetnie, ale dobrze, myślę że spokojnie mieszczą się w normach mimo morfologii 2%, ale za to reszta parametrów była wysoka, więc w rzeczywistości nie 2, a więcej. Poza tym u mnie wszystkie badania wychodziły w normie, za wyjątkiem pc p. betaglikoproteinie, które wyszły lekko dodatnie. Raz jeden zaszłam w ciąże, która była jakimś cudem i ją straciliśmy. Poza tym wychodzi na to, że jest wszystko dobrze. To czego nie mogliśmy stwierdzić gołym okiem zostało już na szczęście usunięte i teoretycznie nie ma żadnych przeszkód. Dlatego proszę Cię fasolko, pojaw się jak najszybciej <3 Z drugiej strony znam przypadki, że wszystko było pięknie, a i tak ciąża się nie pojawiła... Teraz czeka mnie bardzo emocjonujący czas! Mam nadzieję, że będą to pozytywne emocje.

Jutro mam wizytę u ginekologa i zdejmowanie szwów, mam nadzieję, że nie będzie bolało : O Musimy ustalić plan działania na najbliższy czas. Zastanawiam się, czy w czerwcu spróbować podejść do inseminacji, ale to chyba trzeba by było już coś zacząć załatwiać, więc zobaczymy. Najgorsze w tym wszystkim, że chodzi tu o czas i trzeba działać jak najszybciej....

https://naforum.zapodaj.net/thumbs/26049e6e5cd3.jpg https://naforum.zapodaj.net/thumbs/db4f5dc7f800.jpg

18tc + 4 (19tc)

Obudziłam się dzisiaj z kłującym bólem lewego sutka. Myślałam, że minie bo może po prostu źle spałam. Poszłam do łazienki i zauważyłam, że na koszulce na wysokości piersi mam niewielkie plamki. Przyjrzałam się piersiom i spostrzegłam małe, przezroczyste kropelki na sutkach, większa ilość pojawiła się przy naciśnięciu. Siara???
Jestem w szoku :D. Czytałam, że może się pojawiać, ale jakoś nie wpadło mi do głowy, że u mnie też :D. Spodziewałam się jej bliżej 30 tygodnia :D.
Chyba pora powoli rozglądać się za wkładkami laktacyjnymi :)

Edit:
Przed chwilą Siostra przysłała mi zdjęcie pozytywnego testu :). Będę ciocią drugi raz!!! :). Jak wszystko będzie dobrze to nasze Dzieciaczki będą z tego samego roku :). Ale się cieszę :) :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 marca 2019, 15:18

"Dzisiaj jestem szczęśliwa a o jutro będę się martwić jutro."

30dc/14cs

Beta 750! Progesteron 48,60. Jest dobrze.
Oby tak dalej.
Już nie ważne że rano musiałam czekać 2 godziny na pobranie krwi bo nie wzięłam bilecika dla uprzywilejowanych. Nie ważne że w pracy wszystko było przeciwko mnie: komputer, zszywacz, kserokopiarka. Nie ważne że mi psinka uciekła i musiałam za nim jeździć. Nie ważne że musiałam wieczorem jechać do gina po recepty i że wydałam ponad 300zł na leki. To wszystko to nic.
Dziś szczęśliwy dzień. Jak mój M. się cieszy.
Mam wielką nadzieję że teraz w końcu nadszedł ten nasz czas. Że teraz w końcu będzie dobrze.
Wierzę i modlę się o zdrowie dla tego Maleństwa i o szczęśliwe rozwiązanie.

Objawy: Bolące piersi, lekkie bóle podbrzusza, ogólnie samopoczucie jak na @. Plamien na razie brak!


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 marca 2019, 10:09

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)