Samosiowa staraczka Samosiowy pamietnik 13 kwietnia 2019, 18:57

To juz 47 wpis w pamietniku? 6 dc
Witajcie pogada paskudna nie sprzyja nastrojowi. Nie zalezy mi w zasadzie na pogodzie od paru lat w weekendy albo jestem w pracy albo szkole wiec akceptuje to co jest ale nie o tym chce tu napisac bo wiem, ze czyta mnie czesc osob i to wlasnie do Was kieruje ten wpis.
Czy wierzycie w przeznaczenie, ze wszystko w Waszym zyciu osoby praca rzeczy dzieja sie nie bez przeczyny, ze jest na Was jakis plan. Pomyslicie co ja gadam ale nie myle sie bo tu gdzie teraz jestem nawet na tym forum znalazlam sie po cos nie wiem czy po to aby wspierac innych albo aby to inni mnie wspierali ale dzisiejsza sytuacja i wiele innych sytuacji tylko ciagle mi to potwierdzaja. Jak co 2 tyg wsiadlam w samochod w drodze postanowilam odmowic rozaniec juz okolo 3 miesiace staram sie codziennie odmawiac rozaniec, czasem to sa tylko modlitwy mam do dyspozycji tylko 10 palcow a moze az, czasem modle sie ze skarbczykiem i rozancem przesuwajac paciorki. Podczas drogi jestem pewna na 100% sluchalam radia z muzyka bo jak skonczylam sie modlic no to sobie spiewalam tak sie odstresowuje. Po zajeciach wsiadlam do samochodu jadac wlaczylam radio a tam radio Maryja i szok jak to sie przestawilo? najpierw papiez Franciszek mowil o uzaleznieniach od telefonu nawolywal zeby odpoczac od niego, ze tracimy przez to wolnosc, ze to powinno sluzyc komunikacji a sluzy do wszystkiego w konsekwencji czujemy sie zle. Dodam, ze Radio Maryja rozaniec bardzo kojarzy sie z moja zmarla babcia miala bardzo trudno dziecinstwo bez rodzicow wychowala ja macocha stracila brata q mlodym wieku byla sama mam lzy w oczach jak mi mowila to dopiero teraz wiem jak jej bylo ciezko wychowala 5 dzieci i mowila, ze modlitwa jej daje sile dopiero teraz to rozumiem jako dziecko to mowilam babcia babcia Ty sie tylko modlisz. Tej sily Wam zycze. Nie przelaczylam radia bo pierwsze slowa padly o telefonie chcialam tego posluchac ale zdziwilam sie przeciez mialam fale nastawiona na muzyke a skad tutaj Radio Maryja. Nastepnie byla modlitwa podjechalam do sklepu zrobilam zakupy wrocilam i nagle slysze jak ksiadz opowiada o parze ktora nie mogla miec dzieci modli sie bardzo dlugo do Boga o cud az w koncu doczekali sie coreczki Weronika dbali o nia wychowywali opiekowali sie . Nie opowiem tego tak jak to ksiadz powiedzial moge nawet to pokrecic moze gdzues na internecie to krazy i to znajde. Dziecko 6 letnie bawilo sie na drodze nadjechal samochod mozecie sie domyslic jaki byl efekt. Dziecko zmarlo w wieku 6 lat. Rodzice obwiniali sie wzajemnie ze nie zaopiekowali sie w tym momencie. I tutaj moge troche przekrecic bo ksiadz mowil czy jakby Jezus sie ukazal i powiedzial ze podczas staran da dziecko ale w wieku 6 lat go zabierze czy beda w stanie sie z tym pogodzic. Jakze siw zdziwilam sluchalam tego dalej i troche mi szczena opadla wiem ze musze sie z Wami tym podzielic. Rodzice dzialaja w towarzyszeniu rodzicow zmarlych dzieci pewnie gdzies kraza w internecie dodal tez, ze po tym wydarzeniu rodzice doczekali sie 3 dzieci ale tesknia i modla sie za ich coreczke.
Dlaczego taki wpis bo moze byc roznie moze doczekamy ciazy doczekamy dziecka ale nigdy nic nie jest na stale warto sobie zdac z tego sprawe te swieta ten czas jest dla mnie szczegolny cierpienie jest mi znane ciepialam kilka razy w zyciu nie bylo latwo ale jeszcze trudniej bez Boga.... moze i Wam pomoze w tych ciezkich chwilach.
Robie sobie odpoczynek po slowach Franciszka wiec zycze zdrowych spokojnych swiat doceniajcie to co macie ...
Posluchajcie nie zlalazlam tej opowiesci ale audycje dla malzenstw
http://www.radiomaryja.pl/multimedia/audycja-dla-malzonkow-rodzicow-nieplodnosc-a-przewod-pokarmowy-dieta/


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia 2019, 19:23

SOBOTA
1dc! :D udało się mi jakoś przeciągnąć :P nie wiem czy to te dawki wit C, czy może jednak ten alkohol, czy może po prostu infekcja... plamię naprawdę dużo od wtorku i dopiero dziś się pojawiła żywa krew. Jeszcze może mam szansę się załapać na laparo :P o ile następna miesiączka nie przyjdzie za szybko :P zobaczę kiedy będzie owu, w razie czego wezmę duphaston, no co zrobić... trzeba jakoś sobie poradzić :P tak czy siak mamy poślizg 6 dni... sześć dni za wcześnie... liczyłam poślizgi, ale nie aż takie... cóż... hmmm...

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 13 kwietnia 2019, 20:00

15+0

5 dni do wizyty. Ciągnie mi się okropnie a to wszystko przez stres,bo od kilku dni czuję twardnienie macicy.. ostatnie 3 dni bolał mnie brzuch,kłucia miałam. Dzisiaj było ok, nawet trochę porobiłam a jak tylko wieczorem się zdenerwowałam to od razu macica jak kamień.. tylko raz,ale i tak mnie zaniepokoiła. Maluszek szalał dzisiaj, kopał w detektor <3 a pod wieczór czułam chyba pierwszą rybkę pod ręką <3 <3 było to zdecydowanie poniżej pępka i jelit , które też mi się dają we znaki ;/
Staram się nie panikować, myślałam że ta ciąża będzie spokojniejsza a wcale tak nie jest. Oby do października.

Bycie matkiem to jednak fajna sprawa. Synu jest całkiem w porzo facetem.

w nocy przesypia, wstajemy na ogarnięcie dupsztala, flaszka, odbek i spać
Najgorzej jest rano, bo go pierdy męczą i nie może się rozszczelnić, ale wtedy biorę go do łóżka, kładę na brzuchu i tak dosypiamy do następnego karmienia, a przy okazji idą salwy ;-) Niesamowite jest to jak takie małe stworzenie potrafi pierdzieć. hahaa2.gif
Koleś wali takie bąki, że nie jeden facet po grochówce zawstydziłby się.

W ciągu dnia chwile pogadamy, popatrzymy na sufit albo sam leży i gada z pięścią, po czym za jakiś czas zasypia.
Niestety jest czujny jak ważka i jak siadamy do jedzenia, to się budzi. Jakby tylko na to czekał..oho starzy siadają do strawy trza im poprzeszkadzać
Dziwne jest to, że piętro wyżej mamy remont z wiecznym kuciem ścian, waleniem itp i go to nie rusza, a jak ja idę po ciuchu i przywalę w nogę od stołu to zawsze się obudzi.

Nadal śpi w wózku, ale są już postępy w spaniu w łóżeczku. W ciągu dnia tam go odkładamy i nawet trochę przesypia. Ktoś kto wymyślił nianię elektroniczną z funkcją wideo powinien dostać nagrodę. Super sprawa.

No i najważniejsza sprawa..te jego uśmiechy. Tak jak na początku był marudą, tak teraz się dogadaliśmy. Gęba mu się wiecznie cieszy. A jak kokietuje flircik.gif zerka na mnie bokiem, tak z ukosa i uśmiecha się półgębkiem. cool3.gif

30dc
25dc brałam ostatnie dawki duphastonu, a dopiero dzisiaj pojawiła @a raczej plamie, lecz zaznaczę jutro @. Dopóki rozkręci się to pewnie wieczór nastanie. W pracy sporo roboty katolicka niedziela palmowa... Będzie trzeba po palmach posprzątać które ludzie gubią gałązki itd w sklepie.
Plusik taki ze szybko czas zleci.
Tak się cieszyłam że znowu możemy poddac się stymulacji, a tu dupa czekamy na przyszły cykl.
We wtorek po 15 mam wizytę u lekarza i zobaczymy co powie, jak leczenie moja będzie przebiegało, przez to moje zapalenie. 😓
Nazwę w pamiętniku będę musiała zmienić... A nóż może jak się mi uda to i zaraz zmienię.
Dzisiaj piękna pogoda pojawiła się od samego rana. Słoneczko świeci od wschodu, szkoda że chłodno. Ale podajze jutro lub we wtorek w moje urodziny będzie piękna pogoda i ładna temperatura 😋😁 oby nie zmieniła się.
Miłego dnia. SFRUSTROWANA

Dziewczyny myślę nad majowy i czerwcowym wypadem takim na 3- 4 dni na zwiedzanie ciekawych miast. Może mi cis doradzicie. 3 rocznicę w czerwcu chciałabym w Poznaniu. A nie wiem co na maj wybrać. W Krakowie już byłam w zeszłym roku, Wrocław zaliczonu


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2019, 12:45

okres nadszedł, jutro 3dc więc jedziemy do kliniki, żeby szykowali mnie do transferu. Czyli zaczynamy drugi etap!! <3 ✊✊🤞🤞🤞🤞


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 kwietnia 2019, 14:23

Jestem :) 15 dc, około 4 dpo, zaserduszkowani bardzo mocno, bo udało się być razem bardzo długo :)

Nie było mnie trochę, a tu się tak zazieleniło, i w pamiętnikach i na forum :) super, gratuluję, i naturalnych i in vitrowych i inseminacyjnych, życzę spokojnych ciąż i porodów :)

Krótki wypad w góry na początku kwietnia się udał. Przetyraliśmy się z plecakami, złaziliśmy szlaki, pozapadaliśmy się trochę w przepadzistym śniegu, pozjeżdżaliśmy na tyłkach i nie myśleliśmy o staraniach :)

Wróciliśmy na niedzielę do domu, a potem poniedziałek - środa byłam na szkoleniu niedaleko Mężowskiej pracy, więc na noce przyjeżdżał do mnie. I to też było super, bo mogliśmy być razem dłużej niż zwykle, ale i odpoczęliśmy. To też było super, bo nie myślałam o owulacji, staraniach itd. Ogólnie cały tydzień bez tego gówna w głowie - no super, ja tak chcę!!! Nie było monitoringu, bo szkolenie w wiosce zabitej dechami, więc tak jakby nawet nie ma, jak i kiedy dojechać do innego gina na monitoring. Tempkę raz mierzyłam, a raz nie. Testy owulacyjne robiłam, ale pokazywały migającą buźkę przez 5 dni w cyklu, kolejnych nie robiłam. Nie miałam żadnych bóli owulacyjnych.

Jadąc na szkolenie, zahaczyliśmy w większym mieście o laboratorium. Znaleźliśmy niezłą promocję na badania. Ja zrobiłam pakiet poronienia i subpopulację limfocytów, a Mężuś CFTR.

W weekend byliśmy u moich rodziców, rozmawiamy o samochodzie jednego z moich braci, a tu ni z gruszki ni z pietruszki, mama rzuca hasło "To dziecko Tomka waży 2,1 kg, nie wiem, czy to nie za mało." (dziecko innego brata, termin porodu początek czerwca). Konsternacja "Mamo, my tu poruszamy temat samochodu dla Grześka, więc skąd ten temat? - "No tak po prostu mówię". A potem kolejna wrzutka "Pawłowi urodziło się dziecko, dziewczynka, pod koniec marca, skóra zdjęta z Pawła" (Paweł to mój sąsiad, młodszy o 6 lat ode mnie). No cóż, miłe to nie było, stwierdziłam tylko (bronię się cynizmem i ironią), że podobieństwo do Pawła raczej nie jest komplementem, bo nie należy do najładniejszych osób na świecie, ale spoko, są gusta i guściki. Także po takim miłym okresie nie-myślenia, mamuśka sprowadziła nas na ziemię. Po co ja tam jechałam? No po co?

Posiew w kierunku grzybów - ujemny. A w piątek, 12 kwietnia, byliśmy na wizycie u naprodoktorka. Na usg widać było ciałko żółte 14 mm, znowu z prawego jajnika, płyn w zatoce Douglasa. Tylko lekarz stwierdził, że raczej nie jest to prawidłowe ciałko żółte, może to być pęcherzyk, który zluteinizował, bo ma widoczną pajęczynkę, której nie powinno być. Endometrium miało 8,8 mm, fazy I/II. Naprodoktorek stwierdził, że do tej pory wyszła hiperprolaktynemia, na którą mam leki, ureaplasma, która jest wyleczona, i że on ma podejrzenie endometriozy. Choć przyznał, że objawy mu się nie zgadzają, ale jednak ma argument w postaci statystyki. 80% niepłodnych kobiet ma endometriozę, więc w 4 przypadkach na 5, twierdząc, że pacjentka ma endomendę, to on miałby rację. Zapytał mnie, co zrobiłam, że miałam w poprzednim cyklu i tym cyklu tyle śluzu. Powiedziałam o wyleczeniu helicobacter pylori, że moim zdaniem, pozbycie się stałego stanu zapalnego z mojego organizmu pozwoliło na to, żeby ciało zajęło się pozostałymi czynnościami a nie walką ze stałym stanem zapalnym. Stwierdził (po raz kolejny), że mam intuicję medyczną i wiedzę medyczną, a ostatnio na konferencjach mówi się, że w takich sytuacjach trzeba słuchać pacjentów, bo oni najlepiej znają swoje ciało. Wypytałam go o ten prawy jajnik, powiedział, że nie wie, dlaczego lewy nie działa, że to nam pomoże wyjaśnić laparoskopia. Zapytałam o wielkość jajeczek, bo moje pękają w okolicach 19-21 mm. Są dość małe. Ale jednak powiedział mi, że nie, że kiedyś sądzono, że prawidłowe jajeczko powinno mieć około 25 mm, ale najnowsze badania dowodzą, że takie mają już charakter przerośniętych i takie jak ja mam, uchodzą za jak najbardziej prawidłowe. Przynajmniej tu kamień z serca. Zapytałam go, czy te plamienia mogą być objawem stanu zapalnego endometrium. Powiedział, że tak, ale jeśli miałam leczenie helicobacter, na które podaje się metronidazol, to jest to też bardzo dobry lek ginekologiczny i on przy takiej dawce wyleczyłby mi stan zapalny, gdyby tam coś było. Żeby potwierdzić stan zapalny należałoby zrobić histeroskopię, ale on nie widzi tu wskazań, wolałby od razu zrobić laparoskopię. Ponadto zapytałam go o to jasnoróżowe plamienie w drugiej fazie poprzedniego cyklu, czy to mogło być plamienie implantacyjne. Popatrzył w kartę, policzył i stwierdził, że tak mogło tak być. I jeszcze przyczepił się jeszcze wcześniejszego cyklu, w którym moja faza popeakowa trwała 17 dni. Stwierdził, że w dniu P+17 to się robi test ciążowy, oczywiście w takim przypadku, jaki ja prezentuję, gdzie normalnie fazy popeakowe trwają 14 dni. I że on bardziej tu upatrywałby problemu, że może doszło do poczęcia i wczesnego poronienia, może jest problem z zagnieżdżeniem się. Powiedział, że jeśli miałabym kolejne cykle i byłoby P+16 i P+17, to koniecznie zrobić betę. Nie test z moczu, a betę właśnie, bo to nam powie, czy coś zdążyło się zadziać i skończyć super wcześnie czy nic się nie zadziało, a testy z moczu bywają niewystarczająco dokładne. Jeszcze stwierdził, że do tej pory na bok odstawiliśmy te problemy związane z ANA i ASA, na co powiedziałam, że ja tego nie odstawiłam na bok, bo na każdym monitoringu o to pytałam (wrodzona złośliwość? no może niekoniecznie, ale on to zbywał, nie ja). Przepisał mi encorton 5 mg od dnia P+3 do pierwszego dnia miesiączki. Powiedział, że ma to szanse wspomóc moją fazę lutealną, w takiej dawce raczej nie powinno być skutków ubocznych, no i że przyjmuje się go rano. W zakresie laparoskopii, powiedziałam mu o swoich typach. O doktorze Karmowskim powiedział, że to jego kolega ze studiów, studentem dobrym nie był, ale ojciec nauczył go świetnie operować. O doktorze Tomaszewskim powiedział, że już ceny bliżej ziemi i terminy chyba też i jest świetnym operatorem. Zaproponował też dr Gogacza w Łukowie na NFZ. No i nie wiem, co zrobić. Ten NFZ troszkę mnie przeraża. Badania z krwi to mogę na NFZ robić (chociaż jest to trudne), ale jak mają mnie kroić, to już mocno się zastanawiam, powiedział, że pacjentki są zadowolone z niego. W najbliższym czasie są święta, a potem weekend majowy, który spędzamy w Alpach, więc nie będzie nas. Będzie za to czas, żeby pomyśleć o tej laparoskopii. No i jeszcze zaproponował Aromek 3 tabletki 5 dc. Ostatnio było 5 tabletek 5 dc i wyszły przerośnięte, to zaproponował, że taka dawka wzmocni mi owulację. Tylko do tej pory pęcherzyki rosły i pękały same, ten cykl jest dość dziwny owszem, ale czy 1 na 4 monitorowane cykle, jest dobrą podstawą, żeby eksperymentować z aromkiem?

Nie mówiliśmy mu o wizycie u genetyka, ani o zrobionych badaniach. Teraz zastanawiam się, jakie jeszcze badania zrobić przed wizytą u immunologa. Wątek o immunologii ma około 1200 stron i jest to wątek super mieszany, o lekarzach, o badaniach, o analizach wyników, o poszczególnych przypadkach. Zadałam pytanie, ale póki co nie uzyskałam odpowiedzi, szczerze przerasta mnie konieczność czytania 1200 stron. Aaaa i jeszcze wątek charakteryzuje się tym, że nie pisze się nazwisk lekarzy, tylko np. dr P., prof. M., dr K. Bardzo to pomocne jest prawdaaaaa? Nie rozumiem tego, ja OvuFriend traktuję jak kopalnię wiedzy (powtarzam się), a skąd mam czerpać tą wiedzę, skoro nazwiska są zanonimizowane? W ogóle nie rozumiem dlaczego, przecież nikt tam nie obraża tych lekarzy, żeby narażać się na odpowiedzialność karną czy cywilną. A przez takie zachowanie inni Użytkownicy nie mogą skorzystać z porad tych specjalistów.

W środę Mężuś powtarza badanie nasienia i badania z krwi, w czwartek ja zrobię sobie progesteron i estradiol. W zależności od tego, co wyjdzie działamy dalej. No i czekamy na wyniki badań genetycznych i subpopulację limfocytów.

gozik "Miłość na szkle" po stracie 14 kwietnia 2019, 23:13

Dziś Synus zrobił pierwsze samodzielne kroczki wzdłuż kanapy! :) dwa tyg temu robił po 2-3,a dziś wszystko nagralismy ku pamięci :)
Mały przez KP (tak mi się wydaje) zrobił się niesamowitym cycolkiem. Nikt nie może go wziąć na ręce, bo krzyczy jak opatrzony. Siku nie idzie zrobić w spokoju, bo to samo. Tata jest be, siostra to wróg publiczny nr 1,bo przytula się do mamy... Tragedia. Nie wiem czy to jakiś skok, ale Mały daje mi równo popalić.. Co tu zrobić?w nocy nie śpi zbyt dobrze, bo wychodzą mu trójki. Ledwo co czwórki zaczęły mu się wyrzynac... Śpimy w systemie 3h-1,5h-2h-1h-1,5h (mniej więcej). A w ciągu dnia ma jedną drzemke 1,5h-2h.A ja lada moment wracam do pracy...

BARTUŚ MA ROCZEK! :)

Rok temu o 12:05 przez cc przyszedł na świat mój ukochany synek. Bartuś :)
Był to dzień niesamowicie emocjonujący w moim życiu. Pamiętam że nie mogliśmy z mężem spać, ja już od 5 rano się kręciłam, budziłam się w nocy. Latałam siku co chwilę bo jednak synek był duży i uciskał mi na pęcherz. Do szpitala jechałam na czczo i spakowana wiedząc że gin zrobi cc. Jak mnie zbadali na IP i zrobili usg i lekarz mówi że 4200 gr waga małego to już klamka zapadła. Cała papierologia, ktg, kroplówki. Musiałam czekać aż skończy mój lekarz odbierać poród SN i wzięli mnie na blok operacyjny. Znieczulenie szybko wzięło, cała cesarka trwała chwilę. Nic nie czułam jedynie takie grzebanie.Potem już wszystko szybko się działo. Badanie małego, szycie mnie i poszedł do taty na brzuch. Pierwszą noc spędziłam bez syna bo wstałam dopiero o 24. Ale już od rana byliśmy razem aż do dziś. Cały rok wspólnej nauki siebie. Pierwsze noce ciężkie, szybkie przejście na mm i radość z bycia mamą. Radość trwa nadal. Gdy patrzę jak mój syn się rozwija, jest zdrowym spokojnym pogodnym chłopcem. Z dużym temperamentem i apetytem :)
Z osiągnięć to chodzi już sam, nawet po nierównym podwórku ładnie sobie radzi. Bije brawo. Mówi po swojemu. Głównie bababa, jaja, itp. Umie pokazać swoje zabawki ulubione.
Po za tym jest kochanym cwaniakiem. Wie co nie wolno a i tak szyderczo się uśmiechnie i to robi. Ale i tak go kocham ponad życie.
Przez ten rok nie miałam z nim problemów rozwojowych. Skoki rozwojowe są nam obce. Rozszerzanie diety przebiega bez komplikacji. Żadnych alergii. Je co mu dam, wszystko. Ząbkowanie też było łagodne (jest, idą nam czwórki chyba wszystkie na raz). Przy dwójkach gorączkował.
Taki mały kochany Bajtek z niego :)

Ciążowo czuję się ok. Maluszek daje o sobie znać, dziś rano mnie obudził :) już jak położę rękę na brzuchu to czuć te puknięcia :) rośnie w siłę. 26 kwietnia mam usg połówkowe.

Ter rok był pełen wyzwań, nowych doświadczeń. Bałam się czy sprawdzę się w roli matki, ale chyba idzie mi to całkiem nie źle. Mały jest czysty, zadbany, zdrowy. I szczęśliwy. Daję mu tyle miłości ile jestem w stanie mu dać. Chyba chcę go kochać za dwoje gdy męża nie ma z nami. Najbliższe miesiące będą kolejnym wyzwaniem. Za nieco ponad 4 miesiące urodzi nam się drugie dziecko. Dopiero zacznie się jazda. Ale o tym nie dziś. Dziś patrzę jak synek śpi spokojnie i dziękuję Bogu za ten cud który nam dał. Uśmiecham się do naszych planów. Mam życie jakie chciałam. Spokojne. Z dala od miejskiego wyścigu szczurów, gonitwy za karierą. Może kiedyś zechcę wrócić do pracy, pewnie tak. Jednak teraz jest mój czas na bycie matką na 200%. I to daje mi pełną satysfakcję i spełnienie.

Dziś mam jakiś lękliwy dzień (?)
czuję dziwny strach że coś się nie uda,że nadchodzi coś bardzo złego, że za chwilę znów będę płakać i cierpieć :/
Możliwości jest kilka:
- z pracą będzie ciężej niż myślałam
- zus nie wypłaci zasiłku bo uzna że mi się nie należy
- coś nie tak z moim psiakiem :(
i tego ostatniego boję się najbardziej :( a jeszcze tyle czekania aż będzie u nas :/
dim2epx1unbdn52c.png

@ czuję że max za 2 dni zawita ale teraz to jakoś na mnie wrażenia nie robi - jest mi tak obojętne jak nigdy... i tak był bezowulacyjny więc może lepiej szybciej niż później znów usłyszeć "zrobiła się torbiel". Trochę szkoda bo mężuś miał miły pomysł na weekend ;) ale spoko, kilka dni czekania może tylko wyjść na plus ;)

Hmmm miałabym ochotę napisać maila do obecnej właścicielki psiaka że poprosiłabym codziennie info że wszystko ok ale jeśli nie napiszę dlaczego tak bardzo mi zależy to weźmie mnie za jakąś nienormalną a ja jakoś nie chcę tak wszystkim opowiadać co mnie spotkało :/

21tc + 2 (22tc)

Mężowi głupio, że zapomniał. W piątek przyjechał z kwiatami, przeprosił, a wczoraj kupił mi kolejną parę spodni ciążowych.

Byliśmy oglądać wózek dla Synka, ale niestety muszę znaleźć jakiś inny model, bo ten który mi się podobał jest bardzo ciężki sam w sobie i jest dość masywny. Wyglądałam przy nim jak karzeł :D.
Teraz zastanawiam się nad modelem Muuvo Quick. Jest leciutki, zwinny, łatwo się składa i rozkłada, ma dużą gondolę.
Po Świętach pojedziemy jeszcze do Świata Dziecka na Malborską, obejrzę resztę wózków i foteliki, ale chyba tym razem wezmę Teściów, bo uparli się, że oni chcą zapłacić za wózek.
Na szczęście mam jeszcze trochę czasu, żeby coś wybrać :)

Dzisiaj zamówiłam sobie Gluco Test, dramatycznie boję się tego badania :D. Ale może jakoś wytrwam :D.
Przy okazji zamówiłam jeszcze wkładki laktacyjne, bo zauważyłam że na staniku mam coraz większe plamy.

Synuś coraz mocniej i wyraźniej się rusza, dzisiaj nawet zauważyłam delikatne falowanie brzucha, tak jakby przemieszczał się z prawej strony na lewą :). Kilka razy kopnął mnie tak mocno, że aż mnie zabolało :D. Wyspać też mi się nie daje, bo wczoraj dawał o sobie znać już o d 6 rano :), chyba mnie przygotowuje na to co będzie w sierpniu ;)

Nie pamietam kiedy ostatni raz byłam chora, ale po 1,5 miesiąca brania sterydu rozkłada mnie: łyz lecą, katar, gardło boli, że przełykać się nie da, stan przedgoraczkowy. Czyżby udało się obniżyć odporność?

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 15 kwietnia 2019, 12:56

Dzis 9 mcy.
Ladnie siedzi. Ladnie sie bawi sam. Picie z bidonu z silikonowa slomka (canpol, z rossmanna, polecam) zalapal w sekundę. Lubi towarzystwo dzieci. Lubi siedziec w piaskownicy i przesypywac piasek miedzy palcami. Najbardziej lubi mamę. I cycuszki mamy hehe. I lazic wszedzie za mama. I wizyty w lodziarni lubi. Lubi udawac malutkiego dzidziusia zeby wzbudzać litosc mamy. Lubi pomagać mamie w kuchni wymachujac drawniana szpatulka. Lubi tanczyc. I bawic sie pilka (mama do Emila, Emil do mamy). Mój synek <3

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 15 kwietnia 2019, 15:20

Syn nie siada, nie raczkuje, za to wszędzie gdzie może wspina się na kolanka. Jutro kontrola u fizjo. Mam nadzieję, że przejmie część ćwiczeń na siebie i pozwoli przychodzić chociaż raz w tygodniu, bo ja nie daję z tym rady. Do tego mały obraził się na wszystkie niekapki, a pił z miękkiego i z bidonu. Przez te zęby zamiast z nich pić to gryzie słomkę i ustnik. Nie wiem co z tym zrobić.

A ja ostatnio strasznie dużo narzekam, nie umiem się ogarnąć, nie jem, mam bajzel w domu, a dziecku daję obiad ze słoiczków. Dupa ze mnie a nie mama.

***
101015 u neurologa byliśmy i twierdził, że wszystko ok, usg główki nikt nie kazał robić, nie było podstaw, a teraz na przezciemiączkowe jest już za późno.

EwkaKonewka czynnik męski/immunologia 15 kwietnia 2019, 15:23

Moreover, rozmawialiśmy z Mężem o kolejnych dzieciach. Żadne z nas nie chce ich mieć więcej, a w klinice mamy jeszcze dwa zarodki. I mamy kolejny problem :/

Ostatnio latam jak z przysłowiowym kijek w tyłku i w okolicach niedzieli dopada mnie totalne wypalenie.

Dzięki za rady odnośnie łóżeczka, chcemy na stałe i na wyjazdy (póki co bardziej to pierwsze), łóżeczko przyda się w ogrodzie latem, lub w salonie/kuchni kiedy będę chciała coś zrobić i mieć Młodą na oku w bezpiecznym miejscu (boję się, że zapodzieje się gdzieś w domu i znam ją znajdę, to zrobi sobie krzywdę). Wczoraj zamówiliśmy łóżeczko z kinderkraft

Noce różnie, czasem wstaje co godzinę, possie chwilę i zasypia dalej... przytulać się chce. Dopiero około 3 nad ranem zjada porządną porcję. Podejrzewam, że to może być prganienie albo zęby. Marudzi cały dzień, krzyczy (!) ma takie decybele, że nikt mi nie uwierzył dopóki na własne uszy nie doświadczył... Głowa pęka, ale ja jej współczuję.
Psiekam Dentosept przed drzemkami (o ile są... wczoraj przez cały dzień spała raptem 20 minut a potrafi i 3 h ciągiem) a jak jest tragedia to dentonix. Ma opuchliznę w miejscu górnych jedynek i dwójek. Rano odrzuciła kaszki, woli kanapki (i dla mnie lepiej bo razem sobie jemy, dzisiaj na dokładkę wcinałyśmy mandarynki). Chleb wcina ładnie i sama, potrafi wtranżolić 2 kanapki z bieluchem (kroję w wagoniki). Lubi też awokado, jajecznice, w sumie co jej się poda. Sama sięga po bidon i wypija. I wypluwa część wody. Nie wiem, czy się tego jakoś oduczy. Uwielbia i doidy cup i bidon (który jest tak upierdzielony po posiłkach, że każdorazowo nadaje się do mycia). No ale pluje. Sporo wypija, bo dużo po tym sika i nie ma zaparć (początkowo była masakra po kaszy gryczanej).
Wieczorem/ późnym popołudniem wntranżala owsiąnkę z 3 łyżek płatków, banana i wiśni/truskawek. Dodaję też różdżki smaku od czary mamy dla urmzaicenie, testujemy różne kaszki.

Miałam spięcie z teściami. Znowu, tym razem tuż przed tym jak miałam podawać Małej obiad, chcieli jej wcisnąć kruszonkę (!) z ciasta drożdżowego. Po jakiego dzwona. Powiedziałam, że nie. Że cukru przed 1 rokiem życia nie podaje się niemowlętom. Teściowa zaczęła piskliwym głosem :a ty to co jadłaś jak byłaś mała? i żyjesz. Dla niej to są wymysły. Nie odezwałam się, bo byłam tak zmęczona, że wyszłam do kuchni zaparzyć sobie melisę, ponieważ wzbierała we mnie agresja, jak zaczęli gadać te swoje nieśmieszne żarciki typu "niedobra mama nie dała", nie pozwala mama jeść i ich ulubiony " nie dają dziecku jeść".
Jestem w niekomfortowej sytuacji bo wprost wyrzucić ich nie mogę. I powiedzieć wprost co wtedy myślę też. Mój mąż uważa oczywiście, że przesadzam. Była kłótnia. Bo ja uważam, że podważanie autorytetu matki/rodziców przy dziecku jest słabe. Może i jeszcze niewiele rozumie, ale wkrótce zacznie.
Ale po cholerę psuć słodyczami dziecko, które ładnie je tzn ma apetyt i zjada mi obiadki, kaszki, kanapki, warzywa.
Tak, czuję że będę prześladowana za to, że chcę dziecku wpoić zdrowe nawyki, nieprzetworzoną żywność, aby nie miała problemów z otyłością (mój mąż jako dziecko był otyły... co w tamtych czasach było rzadkością. Ciekawe czemu?).
Muszę zebrać w sobie siły, aby grzecznie, kulturalnie, acz dosadnie postawić temu kres.

No i problemu skórne. Nie wiem,czy to ma jakiś związek z jedzeniem, bo czy eliminuję pewne produkty, czy też nie to one cyklicznie wracają. Wizyta u dermatologa dopiero 6 maja (takie terminy...) i nie wiem, co zrobić. Smaruję kremem dermaveell póki co bo nie chcę ładować sterydu.
Zmiany pojawiają się na brodzie, w okolicach łokci i jedna plamka na plecach. Raz są bardziej czerwone, a raz ledwie pomarańczowe, czasem skóra jest sucha w tym miejscu. A czasem znikają bez śladu.
Kąpiemy od urodzenia w produktach z hippa... może po takim czasie coś ją uczulić?
Moja siostrzenica ma AZS, też jej się tak zaczynało, po zrobieniu panelu pokarmowego okazało się, że to nic z jedzenia, tylko kurz, kot i ... kwiatki.


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 kwietnia 2019, 11:09

Miru Wyczekany On ,teraz wymarzona Ona 23 kwietnia 2015, 12:21

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/3ac04c4e410d.jpg

jesteś naszym cudem jedynym i niepowtarzalny....

ma_pi Demotywator 8 listopada 2018, 08:33

Dziękuję Dziewczyny. To bardzo miłe, co piszecie :)

Oficjalnie czas powiedzieć to głośno: Walczymy o drugie dziecko.
Walczymy.
Jedynie o czym marzę, aby nie popaść w nerwicę niepłodności. Podejść z luzem.
Bo przecież już mam moje jedno trofeum.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)