Sobota 3dc / 26 cs
Ok, dostałam miesiączki 4 dni po odstawieniu tabletek, fajnie. Wizyta w klinice na usg odnośnie torbieli umówiona na środę. Super. PMSu praktycznie nie było - jeszcze lepiej. No, nie udało się z plamieniami, bo niestety wystąpiły, ale były dużo mniejsze niż zazwyczaj, więc też na in plus. To jeszcze, aby było mi już zupełnie fantastycznie, to poproszę piękny, czysty obraz jajników bez zmian na obrazie usg . Koniec z przygodami, bo już było ich w ostatnich miesiącach za dużo.
Tak sobie myślałam jakie ewentualnie jeszcze mogę sobie zrobić badania, ale stwierdziłam, że nie będę wymyślać już i się doszukiwać. Idę zgodnie z planem i nie będę kombinować. Teraz liczę na pozytywne usg, czyli w tym miesiącu byłaby próba z zastrzykiem na owulację. W październiku albo powtórka albo histeroskopia. A in vitro jakoś po nowym roku. No dobrze, czyli pozytywne myślenie "mode on" i czekam na środę.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września 2019, 20:40
Kolejny 8 maja
Kolejna data, która utkwiła w pamięci.
Dziś winnam zapalić 1 świeczkę na torcie naszego dziecka - Pierwsze urodziny.... gdyby los chciał inaczej, gdyby wszystko było inaczej....
a dziś mogę zapalić świeczkę dla pamięci naszego dziecka....
nic od tego czasu się nie zmieniło ...nic w naszym życiu i chyba nigdy się nie zmieni.
10tc
Kolejny tydzien ciazy. Nikomu jeszcze nie powiedzielismy, choc niektorzy pewnie sie domyslaja. Co impreza a ja nie pije alkoholu.
W srode bede rozmawiac z szefowa o mojej sytuacji. Chcialabym sie jakos przygotowac, cos madrego powiedziec..macie moze jakies fajne artykuly?
Czuje sie raz lepiej, raz gorzej. Tylko od chleba mnie nie odrzuca. Brzuszek jeszcze nie jest mocno widoczny, za tydzien kolejne usg, po tym badaniu mysle ze powiemy rodzinie. Juz widze ich miny na wiesc o blizniakach
.
WTOREK
12dc, owulacji na razie ani widu ani słychu. Śluz dopiero dziś się zaczął. Wszystko się opóźni. Ech... dłużej będę musiała czekać na wynik cyklu
no ale... Tym razem kolejny cykl zaczęłam obstawiona lekami. Metformax, Castagnus, Duphaston po owulacji. Jeszcze zrobię testy na trombofilię wrodzoną i zobaczymy czy będzie trzeba brać dodatkowo Acard czy nie. Jutro też sprawdzę moje nieszczęsne TSH
taki plan. No i co. I nic. Czekamy na te cholerne dwie kreski.

I siedzę i myślę i dłuży mi się i sama już nie wiem..
eh..nie cierpię tak czekać bez sensu
Boję się, że jednak w tym roku następnego podejścia nie będzie, bo kasa się skończy.
Niby miałam dzwonić do Szpitala pod koniec września, ale nie chcę tak czekać. W pracy mam mały pierdolnik i muszę wiedzieć jak sobie to wszystko rozplanować.
Zadzwoniłam i umówiłam się na wizytę: 20.10.2015 r. dowiem się co dalej!
aaaaaaaaaaaa to taaak daleko!
Booooosz jak ja to przeżyję!?
[img]https://www.picgifs.com/reaction-gifs/reaction-gifs/bored-meh/bored018 watermark.gif[/img]
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 sierpnia 2015, 13:59
Beta 11dpt - 418,6 chwilo trwaj!!! 🤞🤞✊✊
Byłysmy dzisiaj u lekarza.
Dziąsło ma rzeczywiście kilka takich grudek, ale lekarka powiedziała, żeby się tym nie przejmować, jak wyjdą zęby to znikną.
Ale za to stwierdziła, że Hanka powinna już siedzieć (mamy 8,5 msc). Napięcie jest prawidłowe. I jest to moja wina (!) bo albo noszę za dużo albo dziecko cały czas leży na brzuchu. Więc jej mówię, że wcale się nie nosimy (bo tak serio jest, ojciec wieczorami nosi jak już się jujczonko włącza przed kąpielą, albo my w chuście, co teraz też jest raczej sporadyczne), ale rzeczywiście leży 90% czasu na brzuchu. Więc mam jej nie pozwalać. Pytam jej w jaki sposób się nie pozwala 8 msc dziecku leżeć na brzuchu- wzruszeie ramionami. Nosz kurwa! No i mamy się udać do fizjo. Zdziwiona, że Hanka w pozycji czworaczej buja się, a nie siedzi. Aha i powinnam ją sadzać i podciągać za ręce.
Mam wrażenie, że wszystko co trąbią fizjo. o niesadzaniu, nieobkładaniu i nieprzyśpieszaniu jest naszej pediatrze niuepodrodze (a jest to najlepsza pediatra w naszym mieście).
Byłysmy dzisiaj u lekarza.
Dziąsło ma rzeczywiście kilka takich grudek, ale lekarka powiedziała, żeby się tym nie przejmować, jak wyjdą zęby to znikną.
Ale za to stwierdziła, że Hanka powinna już siedzieć (mamy 8,5 msc). Napięcie jest prawidłowe. I jest to moja wina (!) bo albo noszę za dużo albo dziecko cały czas leży na brzuchu. Więc jej mówię, że wcale się nie nosimy (bo tak serio jest, ojciec wieczorami nosi jak już się jujczonko włącza przed kąpielą, albo my w chuście, co teraz też jest raczej sporadyczne), ale rzeczywiście leży 90% czasu na brzuchu. Więc mam jej nie pozwalać. Pytam jej w jaki sposób się nie pozwala 8 msc dziecku leżeć na brzuchu- wzruszeie ramionami. Nosz kurwa! No i mamy się udać do fizjo. Zdziwiona, że Hanka w pozycji czworaczej buja się, a nie siedzi. Aha i powinnam ją sadzać i podciągać za ręce.
Mam wrażenie, że wszystko co trąbią fizjo. o niesadzaniu, nieobkładaniu i nieprzyśpieszaniu jest naszej pediatrze niuepodrodze (a jest to najlepsza pediatra w naszym mieście).
6maja
Dziś miałam badania prenatalne,odebrałam wynik Pappa I hcg oraz USG genetyczne
Pojechałam na badania w 13t3d a na USG okazało się,że Maluszek jest większy i jest 13t6d
Bałam się strasznie,mało zawału serca nie dostałam,odetchnęłam dopiero,gdy Maluszek był cały wymierzony i wszystko posprawdzane,a lekarz powiedział,że wszystko jest dobrze.Wyniki z Pappy też wyszły mi dobre i po podsumowaniu wszystkiego jest ok,jednak mój wiek znacznie zaniża wyniki,a są one takie:
trisomia 21 ryzyko podstawowe 1:49 ryzyko skorygowane 1:489
trisomia 18 ryzyko podstawowe 1:128 ryzyko skorygowane 1:1317
trisomia 13 ryzyko podstawowe 1:400 ryzyko skorygowane 1:1469
samoistny poród przed 34 TC 1:148
FHR 162ud/min
Długość Maluszka 78,90mm
NT 2,1 mm
Ponieważ mój wiek znacznie zaniża wyniki,zdecydowałam się na Nifty.Czekam teraz w napięciu na wyniki ok 10 dni.
Tak bardzo kocham tego maleńkiego Ktosia!!!
Od kilku dni czuję jak Maluszek pływa,jakie to cuuuuudowne uczucie!!!
Mam nadzieję,że naprawdę wszystko jest i będzie dobrze.
Dziś skończyliśmy już 14tydzień,brzuszek rośnie...nooo to mało powiedziane,jest spooory.
Dziś zamówiłam spodnie ciążowe bo w moje dżinsy już się nie dopinam.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja 2019, 21:47
18+4
Kolejny dzień zleciał,2 dni do wizyty.
Rano byłyśmy na chwile u Alana,później szybki obiad i pojechałysmy na miasto. Pola miała dentyste i niestety z tata na fotelu nie otworzyła nawet buzi..niestety nie jest to teraz na moje nerwy,zęby na szczęście są opanowane wiec dajemy jej spokój póki co.
Popołudnie zleciało a przed usypianiem Poli dostalam 2 mocniejsze kopniaczki 😍 wieczorem za to przy pływaniu dość mocno bolal mnie brzuch,na szczęście ustapiło po magnezie. Nie wiem czy Oluś się nie przytulil gdzies bo momentalnie chcialo mi się non stop siusiu.
Teraz przed wpisem znowu dwa kopniaki 😍
Jutro w domu odpoczynek. Zrobimy obiad,kapustę na gęsto i musze odsapnać bo znowu za dużo działam.
Jestem Mamą prawie 2 letniego Ancymona, życie nabrało zupełnie innych barw odkąd się pojawił na świecie. Trzeba wierzyć i walczyć!
"Hej Niuniuś, już wstałeś?
"
20tc
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/713bed9b7d8f.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/53c32c8d1587.jpg
Właśnie zauważyłam kropelkę siary
tak mnie cycek boli, wyciągam ze stanika i kropelka się trzyma na sutku:)
No i zaczyna robić się delikatna poświata paska na środku brzuszka, od dołu 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 czerwca 2015, 14:31
Dzień Mamy się zbliża... Każda z nas wie, ile to emocji. Czy za rok będzie inaczej? Czy będziemy w tym samym miejscu co teraz?
Jak to jest być mamą? jak to jest kochać bezwarunkowo? Kiedy i czy w ogóle się tego dowiem?
A po nim wtorek i wizyta u ginekologa. Na samą myśl mnie brzuch boli z nerwów. Boję się. Ale i ufam. I ufam lekarzowi, że nam pomoże.
Miesiąc w miesiąc piękne miesiączki, a tu dupa... Co jest ze mną nie tak?
Zamówiłam połowę suplementów, 400 zł.
Pewnie niedługo zamówię dietę płodności.
To nie jest ważne.
Nasze marzenie jest ważniejsze.
11 cs (nadal) 40 dc
2cs po hsg
Nie dostałam jeszcze miesiączki, ale postanowiłam i tak zrobić wpis. Może tak sprowadzę w swoje progi morze czerwone.
Lipcowy cykl już od samego początku jest wyboisty. Pierwsze dni krwawienia były bardzo obfite i bardzo mnie zaskoczyły. Generalnie w pierwszych dniach cyklu miewam mocne krwawienia, ale tym razem obudziło mnie uczucie rozlewającego się ciepła w okolicy krocza i na udach. Scena niczym z horroru. W życiu nigdy tak nie krwawiłam, a mąż był przerażony.
Przez dwa dni przelewały mi się podpaski. Nie krwawiłam non stop - wiecie zresztą jak to jest. Jak czułam, że zaczyna lecieć to chlustało wszystko. Ból o dziwo się nie pojawił, a jak był to na tyle mały, że byłam w stanie go zignorować i zapomnieć. Gdy krwawienie ustąpiło zaczęło się przedłużające plamienie. Łącznie męczyło mnie 7 albo 8 dni (mój standard to 5).
W lipcu udało mi się wypocząć na naszych górskich wyprawach. Jestem zadowolona, bo moja głowa została porządnie wywietrzona do tego stopnia, że zapominałam o swoich staraniach i cieszyłam się urlopem.
Końcówka naszego wyjazdu przyniosła też mi sporo stresu. Podczas stosunku pojawił się bardzo silny ból w podbrzuszu przypominające identyczne uczucie jak na badaniu drożności o ciut mniejszym natężeniu. Jakby ktoś dosłownie wbijał mi nóż przez pochwę. Mąż chciał przestać, ale przecież z tyłu głowy już powróciły myśli, że trzeba wykorzystywać każdą okazję, więc trochę zagryzam zęby i używam wszystkich sztuczek, żeby mąż szybko doszedł. Udało się, więc ja oddycham z ulgą, a on po chwili odpoczynku idzie się odświeżyć do łazienki. Ja zapobiegawczo leżę sobie na łóżku i gdzieś myślami zaczynam odpływać. Z tego stanu wyrywa mnie krzyk męża spod prysznica - "Żona jestem cały we krwi. Wszystko z Tobą dobrze? Mówiłaś, że coś Ciebie bolało w trakcie". Zrywam się na równe nogi i czuję jak krew spływa mi po nogach. Jasna, wodnista, żywoczerwona. Jest jej dużo i zaczynam panikować, bo nie przestaje lecieć. Mąż ogarnął się w miarę szybko, upewnił się że nie jest mi słabo i nie zemdleję i poszedł ogarnąć mi podpaski.
Krwawiłam jeszcze w nocy i przypominało to początek okresu, tylko krew była bardziej wodnista, płynna. Później przez kolejne dwa dni plamiłam na czerwono i w ostatnim dniu już ciemniej.
Ta sytuacja naprawdę mnie zaniepokoiła. Na tyle, że zdecydowaliśmy, że na razie wstrzymujemy się z seksami. Na szczęście krótko po tej piątkowej akcji miałam we wtorek umówioną wizytę u ginekologa żeby pokazać się miesiąc po hsg. Jeszcze kilka dni wcześniej chciałam ją odwołać zastanawiając się czy jest sens, bo przecież nic się nie dzieje, a jak mam znowu brać dzień wolny to poziom mojego stresu wywala w kosmos.
Umówiona wizyta przebiegła nawet ok, chociaż nadal nie mogę przekonać się do kobiet lekarzy. Wysłuchała mnie, ale jeszcze nic nie mówiła. Przy badaniu też milczała, czego osobiście nie znoszę. Buduje to tylko niepotrzebne napięcie. Pani doktor wykluczyła jakiekolwiek infekcje, mechaniczne uszkodzenia, nadżerki i infekcje intymne. Poinformowała mnie, że do owulacji doszło, prawdopodobnie trafiliśmy w sam szczyt a to krwawienie było oznaką pęknięcia pęcherzyka.
I tu następuje mój szok - zawsze myślałam, że pęknięcie i krwawienie owulacyjne to coś na zasadzie "o! nitka krwi w śluzie!", ale nie. Lekarka wyjaśnia mi, że krwawienia te przypominają właśnie pierwszy dzień okresu i często można go z nim pomylić. Dostaję wiadomość, że warunki są idealne. Ściany macicy grubiutkie i tylko czekają, a owulacja prawdopodobnie była z lewego jajnika, bo jest ładnie ukrwiony.
Sama jako osoba, która fascynuje się ludzkim ciałem, przyglądam się uważnie obrazowi usg na monitorze i widzę w macicy bąbla, a nie zamknięte, jakby przyklapnięte ściany macicy. Czekam czy doktor coś wspomni na ten temat, ale nic nie mówi. W ostateczności odwraca moją uwagę i pokazuje mi jeszcze raz przepływy krwi przez jajnik.
Już ogarnięta przy biurku czekam na dalsze wytyczne. Pani doktor wklepuje wyniki badania do komputera i drukuje zdjęcie. Przypomina mi się, że mam ze sobą wyniki seminogramu męża, więc jeszcze jej pokazuję - "no tragedii nie ma, ale mogłoby być lepiej. Na recepcji proszę zeskanować i dołączyć do pani karty. Proszę przyjść w następnym cyklu wdrożymy stymulację jajników i proszę jeszcze raz zbadać poziom prolaktyny." Uśmiecham się do niej pełna nadziei, bo uczepiłam się bąbla z usg i mówię, że może nie będzie potrzeby. Nie odpowiada nic tylko delikatnie się uśmiecha. I to w sumie koniec wizyty.
Byłam zadowolona, bo już się nakręciłam - endo piękne, owulka była, bąbel jakiś widać. Super, teraz już tylko czekać.
Więc czekałam, a po drodze dopadła mnie totalna melancholia. Nie miałam za bardzo powodów żeby być przygnębiona, a jednak tak właśnie się czułam. Nie pilnowałam suplementów, zdarzyło mi się nie zmierzyć temperatury, odpuściłam całkowicie treningi i co gorsze - seks. Brakowało mi jakiejkolwiek siły i jakiejś energii życiowej żeby się z tego wyrwać. Stało mi się obojętne czy wynik będzie pozytywny czy nie. Znów zaczynam się czuć jak po tym cholernym dostinexie - totalna apatia.
Mąż nie może tego znieść i codziennie potrząsa za ramiona powtarzając mi tylko "Kurde no! Aurore żyyyyyyyj!".
Czekam więc sobie na trybie "wszystko mi jedno", aż przyjdzie obliczony wg mnie czas kolejnej miesiączki. Standardowo w 12 dpo dostaję okres, więc wyznaczam datę na 29.07 jako termin pierwszego testu bo będzie to już cały jeden dzień spóźnienia małpy. Na jakieś dwa dni przed terminem pojawia się dość charakterystyczny ból podbrzusza i już wiem, że raczej nic z tego. Ale... nic się nie dzieje.
Wstałam w ten wyznaczony dzień rano i zrobiłam test. Biel. No dobra. Bąbel był, może jest za wcześnie?
Kolejny dzień. Biel.
Następny. Biel.
Dalej testuję, bo mam w tym cyklu naprawdę dużo cierpliwości, zero emocjonalnego podejścia i też dużo testów z poprzednich prób, więc co mi szkodzi. Łącznie sikam na patyki przez 8 dni i widzę jedynie walącą po oczach biel. Ale apatia trwa w najlepsze, więc testowanie staje się dla mnie niczym mycie zębów - odruchem, o którym nie myślę. Gdy zawsze czekałam na odczytanie wyniku z ustawionym stoperem, tak teraz zostawiam test na podłodze i wchodzę pod prysznic. Później szybko odczytuję wynik i wywalam do kosza. Nie będę niczego na nich szukać.
Dziś jest 40dc, nadal nie mam okresu, a brzuch boli mnie od dnia, w którym stwierdziłam że nic z tego, czyli 29dc. Nie wytrzymałam i zadzwoniłam dziś rano do swojego starego ginekologa. Powiedziałam Pani w recepcji, że mogę czekać pod drzwiami cały dzień jeżeli trzeba, ale muszę sprawdzić co się dzieje. Muszę spotkać się z nim dziś, bo co prawda mam komplet swoich pacjentów, ale są to jeszcze tacy ludzie, którzy zrozumieją że może coś człowiekowi wypaść po drodze.
Jednak co facet ginekolog to facet. Żałuję, że za namową kogoś innego poszłam do nowej babki, bo jest super specjalistką. Czułam się jakbym zdradzała swojego ginekologa. To nie tak, że ją odradzam, ale nie czułam się dostatecznie przez nią zaopiekowana.
Wysłuchał mnie jak zwykle, chociaż naprawdę nie wiedziałam od czego zacząć. Obejrzał i przedyskutował ze mną wszystkie wyniki badań. O badaniu nasienia wspomniał, że jest rewelacyjne - jak u młodego chłopa, a nie na 36 lat, ale zastrzegł, że mam mu tego nie mówić. Bardzo mnie uspokoił pomimo dawania mi subtelnych wskazówek, że jakiś problem musi istnieć skoro z mężem współżyjemy od prawie 10 lat nie stosując antykoncepcji. Nie liczył stosunku przerywanego. Spędziłam u niego chyba dobre 40minut jak nie więcej. Poza stroną techniczną doktor pamięta mnie i o tym, że jestem fizjo-świruską na punkcie anatomii i fizjologii, więc zawsze dużo odbijamy w moje klimaty i widzę, że cieszy się tą wymianą wiadomości. Jest mi miło i to też przyczynia się do tego, że nie czuję się jak kolejna karta pacjenta w czyjejś kartotece.
Badanie nie pokazało ciąży ani zdrowej, ani pozamacicznej. Żadnego pustego jaja, żadnego patologicznego stanu związanego z możliwością potencjalnej ciąży. Zero infekcji, guzów czy torbieli. Wszystko w porządku, oprócz moich jajników, które mają predyspozycję do pcos, ale absolutnie mój obraz nie wygląda tragicznie. Tylko on, jako lekarz, do tej pory zwraca mi na to uwagę, inni ginekolodzy u których byłam nic nie wspominali na ten temat.
Doktor chce jednak żebym wzięła dostinex na prolaktynę. Pół tabletki na tydzień. Łącznie kuracja ma zająć 8 tygodni.
Chce powtórki moich badań hormonów za jakiś czas. Uzgadniamy plan, że mamy jeszcze z tym dostinexem 3 naturalne szanse na zapłodnienie, ale poleca już zaklepać sobie miejsce w klinice leczenia niepłodności. Proponuje IVF ze względu na moją przebytą operację usunięcia potworniaka i poturbowania jednego z jajników. Odradza próby inseminacji z tego samego powodu i podejrzewając, że problem spotkania się komórki jajowej z plemnikiem może u mnie istnieć pomimo wykonania drożności. Odradza stymulację jajników "tak o", niezwiązaną z procedurami in vitro. Opowiada mi jak sam kiedyś proponował kobietom właśnie takie stymulacje mające trochę podkręcić owulacje, ale całkowicie od tego się odciął.
"Gdyby była pani moją córką zaleciłbym pójście może nie od razu, jeżeli na przeszkodzie nie stoją względy przekonań i pieniędzy. Dajmy szansę naturze. Ma pani wszelkie predyspozycje do tego żeby zajść w ciążę."
Nie stoją nam na przeszkodzie poglądy na świat. Pieniądze już bardziej.
Tak więc jestem uspokojona tym, że nie dzieje się nic złego.
Nie ma ciąży, ale nie przeskoczę tego i nie wprowadzę się w jej stan siłą umysłu.
Do momentu wizyty czułam się zmęczona tym oczekiwaniem na okres. Teraz pomału apatia mija.
Jak tylko małpa zawita umówię nam odpowiednio oddalony termin na IVF.
______
EDIT:
Jest 9.08 i rozpoczynam 12cs
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 sierpnia 2023, 07:31
2 dni temu nasz Szkrab skończył rok 
Czasu przy lataniu za nim nie mam w ogóle. Dochodzi do tego chodzenie za nim krok w krok, by się przypadkiem nie przewrócił, bo ładnie robi kroczki sam, ale jest na tyle ostrożny, że bardziej preferuje chodzenie za jedną rączkę. Dopiero wieczorem, jak jest rozbawiony, puszcza się sam i zapomina o trzymaniu się podczas wyglupow z Siostrą i Tatą.
Idą nam wszystkie trójki na raz, więc apetyt zjechał do zera. Trzeba się nieźle nakombinowac by cokolwiek zjadł. A mamy już wszystkie jedynki, dwójki, czwórki i teraz lada moment pojawi się komplet trójek. Biedny ten nasz Synek. Płacze przez sen z bólu, steka... Noce średnie dzięki temu.
A ja lada moment wracam do pracy, więc tryb zombi tak szybko mnie nie opuści.
Wczoraj się wazylismy i Mały nie jest tak "mały" - waży 13kg! Stąd chyba mój problem z rwą kulszowa. Budzę się w nocy z mega bólem kręgosłupa, nie mogę sobie miejsca znaleźć.
Z umiejętności - robi papa, daje buziaki, pięknie wacha kwiatki, gada mama, papa, baba (ale tylko mama świadomie), wspina się niemalże po wszystkim. Gdy mu zwrocisz uwagę, że czegoś nie wolno, bierze to i rzuca w złości
w ogóle ten nasz Synek jest baaardzo temperamentny... Jak coś jest nie po jego myśli, to krzyczy, bije siostrę, czasem mnie... Taki mały Wulkan nam się trafił. Uwielbia wyrywać włosy w dalszym ciągu i gryźć obojczyk, ramię, czy ręce.A przy tym jest mega slodkim i kochanym dzieckiem
uwielbiam jak przytula Siostrę, czy piszczy na jej widok z radości (nawet na Tatę tak nie reaguje).
Takze nie wiem kiedy, ale minął nam roczek! 

Kochani stało się, 29.08 zobaczyłam II kreseczki na teście ciążowym
Spełniło się moje marzenie. Od razu pomyślałam sobie, że moja Wiktoria wróci do Nas. W nocy śniła mi się 
Teraz żyje w strachu co dalej, czy uda się czy nie, dzisiaj wybieram się na betę żeby sprawdzić czy jest odpowiednia 
Trzymajcie kciuki według ovu dzisiaj mam 4t5d.
Pora umówić się do lekarza, Boże czuwaj nad nami 
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września 2015, 06:41
Cieszę się, że robię zdjęcia brzuszka tydzień po tygodniu, bo dzięki temu widać jak rośnie. Co prawda zdjęcie niżej jest z piątku, więc w miarę aktualne, ale przez te kilka dni przybyło mi kilka centymetrów, aż ciężko w to uwierzyć
I linia kręgosłupa zaczyna się zmieniać!
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/67948681d8a3.jpg
A to moje dzisiejsze łupy:)
Trzeba się konkretnie zabrać za wyprawkę, bo czasu coraz mniej, a my daleko w polu. Po części pewnie też dlatego, że w pokoju Małej jest obecnie biblioteko-pokój gościnny i trzeba to wszystko powynosić, pozmieniać miejsce, wydać i wyrzucić co zbędne. Może w ten weekend coś się ruszy w tym temacie. Potem szybkie odświeżenie i można kupować i skręcać mebelki 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/edfc12494337.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/025606925057.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/6648679d2539.jpg
A takie piękne kwiaty dostałam wczoraj od Zuzki na urodziny:) "Nie poamiętam co miałam powiedzieć ciociu, ale gratuluje dzidziusia" 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/fe48e28c785e.jpg
Zuzka ma miesięcznego braciszka. Wczoraj go wyprzytulałam i aż uwierzyć nie mogłam, że zaraz będę swoją Marysię tak tulić 
Wczoraj też miałam wizytę u gina. Weszłam przed czasem, bo o dziwo pierwszy raz w życiu nie było opóźnienia (zrobiłam je dopiero ja;)). Mała rośnie jak na drożdżach, dosłownie i w przenośni. Szłam do gabinetu z nadzieją, że jednak nie dobije jeszcze do kilograma, ale póki jest zdrowa i długa, a nie tylko ciężka, to niech rośnie jak szybko chce. Warunek mam jeden- córeczko kochana przyjdź na świat wcześniej (oczywiście w odpowiednim momencie), tak by mamusia nie musiała rodzić ponad 4 kilogramowego dziecięcia;) Właśnie kopie, może to znak, że się zgadza?
Kiedyś pisałam, że przyjaciel lubego też spodziewa się dziecka. Jak Marysia będzie się dalej tak spieszyła, to przyjdzie na świat tego dnia co Zośka. W ogóle mam dziwne przeczucie co do daty porodu. Wierzycie w taką intuicję? Zobaczymy czy się sprawdzi:)
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 czerwca 2015, 19:03
Wracamy po małej przerwie 
Wizyta u lekarza w porządku. Nie robił jakichś mega szczegółowych badań,ale stwierdził,że wszystko ok. Sprawdził mózg i stwierdził,że moje dziecię ma w głowie dobrze poukładane
Waży prawie 400 g, wszystko więc w normie 
Michaś jest w ostatnich dniach obsypywany prezentami,które miały być dla mnie
W poniedziałek kończyłam prywatne korki z 3 dziewczynkami (2 siostry i ich koleżanka). Od małej Wiki zamiast kwiatów dostałam prezenty "dla dzidziusia" 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/715658b87236.jpg
Później żegnałam się z Gosią i dużą Wiki. I co dostałam zamiast kwiatów? Prezenty "dla dzidziusia"
I to tyle,że oczy przecierałam ze zdumienia,bo jak Gosia zaczęła rozpakowywać torbę ze Smyka,to się zaczęłam zastanawiać,czy w tym sklepie coś w ogóle zostało.. Paczka była bardzo bogata,w każdym razie,czego się zupełnie nie spodziewałam
Ale nie ukrywam,że było mi bardzo miło,tym bardziej,że dziewczyny i p.Karolina mają bardzo dobry gust 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/965364c9e887.jpg
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/e0034e8a0a10.jpg
I mój osobisty ulubieniec:
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/d4b29835c15e.jpg
Wszystkie rzeczy są po prostu śliczne 
We wtorek odwiedziła mnie córka koleżanki,którą przygotowywałam do CAE i której napisałam list referencyjny na zagraniczną uczelnię. Przyszła z prezentem
Dla mnie i "dzidziusia"
Ja dostałam od niej piękną tacę i 2 świeczniki na tealighty w wersji decoupage robione przez nią samą oraz paczkę dobrej mieszanki herbat zielonych z truskawkami. A dzidziuś? Dzidziuś jak to dzidziuś dostał bodziaka 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/fc4e23f75da9.jpg
Rozpieszczany jest ten mój Michasiek,choć jeszcze się nie urodził
Ale to fajnie
Mniej rzeczy,które ja muszę kupić 
Sam Michalinek natomiast ma wszystko w nosie i w brzuszku zrobił sobie dzisiaj generalnie imprę. Kopie i kopie, i to coraz mocniej. Niesamowite uczucie
Śmieję się,że chyba kumpli zaprosił,bo taki ruch tam mam 
Odwiedziłam dziś moją szkołę,bo trza było zwolnienie zanieść. Dzieciaki rzuciły mi się na szyję i mnie wyprzytulały. Moja licealistka nawet się popłakała,jak mnie zobaczyła,bo tak się stęskniła
Nie powiem,też mi ich brakuje,bo dzieciaki to akurat miałam takie,że bym się za nich dała pokroić. Widok tych przekochanych mordeczek dzisiaj mnie rozczulił i powiedziałam im,żeby koniecznie do mnie wpadli! Powiedzieli,że wbiją
Miśki moje kochane
Fajnie też się było zobaczyć z koleżankami i poplotkować trochę
Za ludźmi tęsknię, za pracą jako taką nie (szczególnie za biurokracją) 
Dobra,na dziś koniec update'u. Zaraz idę się uczyć,bo w piątek OBRONA
Yaaaaay!!
Wczoraj zbadałam ponownie estradiol i LH, rozmawiałam z lekarzem i od jutra zaczynam już brać puregon i w poniedziałek USG. Mam nadzieję, że na niego zareaguje i będą rosły piękne pęcherzyki. Byłam też na kontroli u Endo, mam dobre wyniki TSH - 0,71 także jest super. Tarczyca ustabilizowana.
Oczywiście nie ze wszystkim jest tak kolorowo. Jakiś czas tamu całkowicie połamał mi się ząb po leczeniu kanałowym, Pani Doktor go oczyściła, wypełniła i na korzeniu go odbudowała. Wszystko było w porządku ale po pewnym czasie zaczął się pojawiać dziwny posmak w ustach. Rozmawiałam z nią przez telefon, kazała płukać szałwią a jeśli będzie się utrzymywał to przyjść na wizytę.
Szałwia pomogła nic się nie działo. Niestety od wczoraj zaczęło się na nowo, z większą mocą a na dodatek coś mnie pobolewa, więc dzisiaj muszę się na szybko umówić do stomatologa bo nie chciałabym żeby coś nam teraz stanęło na przeszkodzie. Pewnie będzie trzeba wyrwać... Do punkcji pewnie zostały ok 2 tyg więc czas na zaleczenie będzie. Oby to był koniec problemów...
Śniła mi się beta 11! Ale gdzieżby, dostałam dzisiaj okres. W sumie nie mogło być inaczej, bo M. brał antybiotyk, więc zaczęliśmy się kochać dopiero od 18 dc, a ja mam owulację wcześnie, około 11 dc. No ale wiadomo, jak człowiek ma taki sen, to się trochę nakręca. No cóż, miesiąc jak każdy poprzedni, jak to mówi mój mąż jak dostaję okres: znamy to, żadna nowość hehe.
To ostatni miesiąc przed histeroskopią, może się uda zaciążyć??? Mam nadzieję, że tę ecolę z nasienia i macicy już wybiliśmy na amen. Muszę teraz zdążyć z wszystkimi badaniami, wczoraj ze szpitala dzwonili, że zwolnił się termin majowy, ale ja w dupie z badaniami. Poza tym, liczę na majowego naturalsa, heloł
Temat na dziś: moje paznokcie. Bagatelizowałam je trochę, a od dłuższego czasu mam na nich pionowe bruzdy. Poczytałam trochę i jest to oznaka m.in. zaburzeń hormonalnych i niedoboru magnezu, cynku i wapnia. Tak że dzisiaj w aptece poluję na kompleks tych witamin z Solgar. Mam też w przyszłym tygodniu wizytę u rozchwytywanej gin-endokrynolog. Pokazę jej moją wysoką prolaktynę, dość wysokie fsh, spadające amh i wysokie anty tg. No i moje pazury. Może coś zaradzi na tę paskudną niepłodność?
Z badań majowych muszę jeszcze zrobić krzywą cukrową i insulinową i zanieść kupę do badania na robale. Nożesz kurde, ale mnie się dopiero w pracy chce na kibelek, to jak ja mam narobić do tego pojemnika? Nie wiecie czy można za przeproszeniem, nasrać wieczorem, trzymać w lodówce i zawieźć następnego dnia? Sorki za dosłowność, ma nadzieję, żę nikt nie je.
Poza tym biorę: tran z olejem wiesiołkowym (do owulacji), omega 3, wit D 4000, Homocystex plus (co 3 dni) no i zaczynam Diostinex. Tak że obstawienie pełne.
Jestem zwarta i gotowa, by zachodzić w ciążę. Można powiedzieć, że od pół roku starania były wstrzymane ze względu na mój wypadek, potem biopsję endometrium no i antybiotykoterapię. Ale wracamy na plac boju!
Wiadomość wyedytowana przez autora 9 maja 2019, 10:51
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.