31tc + 4 (32tc)

Wczoraj miałam USG 3 trymestru, a dziś rano wizytę u lekarza :).
Nie ukrywam, że bałam się tego badania, w poniedziałek złapał mnie spory stres, bałam się, że przez cukrzycę z Małym może być coś nie tak.
Ale na szczęście okazało się, że wszystkie parametry są w normie, główka jest większa, ale to podobno jest częste, generalnie anatomicznie jest dobrze <3. Serduszko ma jak dzwon, przepływy w normach, łożysko bardzo dobrze pracuje, ułożenie główkowe, waży ponad 1800g :).
Oczywiście nie bardzo chciał współpracować :), to już tradycja, że zakrywa się rączkami :). Był ułożony na prawym boczku :) no w tatusia jak nic :D.

24nfzh1.jpg

Widać, że Mały <3 jest niezadowolony z tych całych badań :D, no bo ile można :D


A moja waga? Dzisiaj 60,3 kg :D. Doktor mówił, że jestem jednym z niewielu przypadków takiego trzymania wagi :), więc raczej wszystko zostawię w szpitalu :), wyjdę do domu płaska jak deska z przodu :D. Ale z drugiej strony jak ja mam tyć przy tej diecie :D, nie da się :D. Wszystko gotowane na parze, warzywa najczęściej jem surowe - chyba że wymagają ugotowania, np kalafior, piję dużo koktajli owocowych z jogurtem.

Doktor dzisiaj potwierdził, że na tym etapie naprawdę jest dobrze i mam się nie stresować.
We wtorek mam podjechać do szpitala na konsultację z anestezjologiem w sprawie cesarki i wyznaczenie terminu, na szczęście doktor będzie na miejscu i będzie mnie wspierał w rozmowie :).

17.07 będzie ostatnia wizyta przed rozwiązaniem, od 36 tygodnia będę miała robione KTG w szpitalu.
Synuś już bardzo mocno się wypina :) Śmieszy mnie to jak faluje mi brzuch :). Ale na pewno będzie lubił się przytulać :) jak trzymam rękę na brzuchu to bardzo często przesuwa się tak, żeby być pod dłonią :).

Boziu to już tak niedługo :D. Jakoś do tej pory nie zdawałam sobie z tego sprawy :D. Dopiero dziś jak doktor powiedział żebym przyjechała na ustalenie terminu cesarki to jakoś to do mnie dotarło :D.

Nasze pozostałe maleństwa niestety nie nadawały się do mrożenia :-( z całej procedury wyhodowałam tylko jeden zarodek, który zabrałam ze sobą. Nadzieja w nim. Myślałam, że wynik z jakim skończę i tak bedsie lepszy. Nie wiem co się podziało i dlaczego tak :-(

Mam za sobą bardzo miłą niedzielę. Mąż kazał rzucić wszystko i w sobotę po południu wywiózł mnie na działkę do lasu. Szczerze mówiąc udało się trochę oderwać i nie myśleć negatywnie. Niestety powroty do domu zawsze działają na mnie źle. Nie lubię tego miejsca, mieszkania. Czuję się w nim bardzo źle. Niestety nasza obecna sytuacja, głównie finansowa nie pozwala na przeprowadzkę, a to by dużo zmieniło. Powiem szczerze, nie zdawałam sobie sprawy, że nasze starania pochłoną takie ilości gotówki. Jedyny pozytyw tej sytuacji jest taki, że nas wogóle na to stać. Myślę, że gdyby było inaczej była bym w jeszcze gorszej psych kondycji :) Dziewczyny pisałyście o hobby- próbowałam wielu, ale niestety w większości miałam tylko więcej okazji, żeby rozmyślać:/ generalnie sport jest dla mnie najlepszy, bo wyłącza mi głowę, ale też nie zawsze. Czasami jadę na rolkach / biegnę ze łzami w oczach :/ ale muszę się ruszyć, bo od początku starań przytyłam 25 kg:/ niestety od tych leków puchnę strasznie:/ w sumie ostatnie 10 od kwietnia to chyba zasługa encortonu:/ Smutno mi troch3 z tego powodu bo zawsze byłam bardzo szczupła i w miarę w dobrej formie. (165 cm max 50 kg) Czy Wy też miałyście problemy z wagą podczas leczenia?

Marti... Goniąc czas 26 czerwca 2019, 14:31

dawno mnie nie bylo, ale Ola jest teraz bardzo absorbujaca uwage.
przestala bawic sie sama (kiedys prawie w ogole nie wymagala atencji w zabawie). teraz ciagle cos podaje i nie wiadomo czego chce :D budujemy wierze,, puzzle i inne sortery. chodzi juz bez problemu za jedna reke. zaliczyla 3 samodzielne kroczki. ale to jednorazowa sytuacja. bardzo frustrujace jest gdy nie chce raczkowac sama do drugoego pokoju, tylko wyciaga rece zeby chodzic, a potem postanawia, ze bedzie chodzic wokol mojej osi. po 5 min kreci mi sie w glowie. albo ledwo wstanie. kaze sie wyjmowac z lozeczka i od razu chodzenie w kierunku parapetu, na ktory wchodzi i schodzi. wchodzi i schodzi (mamy taki parapet balkonowy na wysokosci ok 15 cm od podlogi).
niezmiennie pieknie je, choc czasem monotonnie. ulubione warzywo obecnie to szparagi. owoce to borowka amerykanska. polubila musy owocowe. chrupek kukurydzianych jej nie daje, bo ponoc moga powodowac zaparcia, za to uwielbia wafle ryzowe z brazowego ryzu. powoli wskoczylismy na dania solone lekko. czyli juz rzadko orbie mieso dla niej osobno. czesto jemy malo solone razem, ale warzywa i dodatki bez soli. uwielbia wafelki od lodow. rzadko, ale zdarzylo jej sie juz zjesc. w innej postaci cukru nie podaje oprocz owocow.

dzis wizyta szczepienna. najgorszy mozliwy dzien, bo najwyzsza temperatura w tym roku u nas. MMR i druga dawka ospy. ciezko to zniosla. bo od wczoraj tez zabki sie odzywaja. na noc zapodalam jej wszystkie wpsomagacze w zabkowaniu i dzis spodziewam sie armagedonu. najardziej boje sie reakcji po MMR... ponoc miedzy 7 a 12 doba od szczepienie moze wystapic goraczka ok 40 stopni plus wysypka.... no a my od przyszlego tygpodnia zaczynamy adaptacje w zlobku. objawy moga trwac 3 dni i nie mozna isc do zlobka. jestem wsciekla, bo nie wiem jak to sie wszystko zgra. zeby nie zaklocic spokojnej adaptacji ale wierze, ze nic nie dzieje sie bez przyczyny. cale szczescie mam kolejny miesiac (caly lipiec) na adaptacje. wiec mam nadzieje, ze bardzo nam to nie rozwali systemu.

poza tym Ola jest pelna energii, ciekawska i pomyslowa. uwielbia ukladac zabawki na polke, lub np gdy je borowki i jej sie wysypia z miseczki to wklada je najpierw do miseczki, a dopiero potem wybiera ktora zjesc. gdy mus owocowy sie przewroci na stoliku, a ona je w tym czasie owoce, to stawia go w pozycji prawidlowej i kontynuuje jedzenie owocow. taka mala porzadnicka chyba mi rosnie. podobno jej tata mial tak samo (zreszta zostalo mu to, co doprowadza mnie do newricy. bo np dziecko bawi sie w jednym pokoju. wiadomo balagan. potem idzie do drugiego i wiadomo robi balagan. a ten od razu sprzata. to nic, ze za chwile Ola wroci i bedzie chciala dalej bawic sie klockami.... ale cos podobnego w tym pedantyzmie chyba maja. dobrze, bedzie sama sprzatac pokoj jak dorosnie :D ;)

kocham ja bardzo. zaczela sie bardzo swiadmie przytulac. rzadko nadal, ale jak juz uwiesi sie na szyi, to jak malpeczka i trzeba tulic z 15 minut. kocham to najbardziej na swiecie.

gdy tata wraca z pracy, cieszy sie tak niemozliwie, ze wydawane dzwieki przerastaja moje wyobrazenie o mozliwosciach strun glosowych czlowieka. oczywiscie wisi mu na szyi z 10 min zanim sie odklei :D


z jednej strony jest duzo trudniej niz z niemowlakiem, ale z drugiej strony to juz taka jest dziewczynka, ze nie moge doczekac sie co bedzie dalej. juz teraz widac, ze to osobne jestestwo, indywiduum. ciekawe jaki bedzie miala charakter. czasem mowimy, ze jest mala kierwoniczka. bo gdy dyskutujemy o czyms w 2 czy trzy osoby, ona zaczyna pokrzykiwac, jakby tez brala udzial w dyskusji i wszyscy teraz musza patrzec na nia. albo zamiast podejsc do zabawki, to kaze sobie je podawac. z jednej strony smieszne, ale uczymy, zeby sama tez zechciala laskawie podejsc :)


musze leciec. zeby mecza... dzis drzemka zaczeta zmaiast o 12 to o 14.... ciekawe o ktorej pojdzie na noc spac (do tej pory szla miedzy 19-20).

EDIT: waga 10 kg 300g, wzrost 83 po dzisiejszej wizycie

Jesteśmy po kolejnym tygodniowym wyjeździe. Tym razem na mazury. Super wypad. Super.miejsce stworzone dla dzieci. Mnóstwo atrakcji. Za rok jedziemy w to samo miejsce. Wtedy pewnie Ola lepiej skorzysta z placu zabaw, sali zabaw, mini zoo, dmuchanych zamków. Tym razem najfajniejsze dla niej było chodzenie po schodach za ręce w sali zabaw, wchodzenie na zjeżdżalnie pod prąd i zabawa w wodzie na brzegu jeziora plus zabawa błotem. Niestety nadal nienawidzi basenu. I chyba nie o temperaturę chodzi. Tylko o brak podłoża pod stopami. W jeziorze dużo zimniej i super, a na basenie było Super ciepło i nie da rady dłużej niż 5 min

Edit2. Ola.nadalnspi po.szczepieniu . Jest po 16. Boję się nocy.... A.moze będzie spac tak jak kiedyś po jednym szcsepieniu. Przesłała.wtedy prawie dobę z przerwami. Tego jej życzę, bo łatwiej znieść skutki. I sobie też. Z egoizmu ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2019, 16:12

@ się skończył. Zaczyna się pracowity czas, a przynajmniej powinien, pewnie za ok. 1,5 tygodnia owulacja, ale w tym miesiącu przed wakacjami wszystko odpuszczam i daje sobie siana. Tylko meta, ewentualnie encorton, chociaż też się nad tym zastanawiam. Chyba nie pójdę na monitoring... A nie, zapomniałam! Encortonu nie biorę bo trzeba będzie zbadać NK i jakieś inne pierdoly. Znowu szykują się wydatki. Eh. Te starania to studnia bez dna.

Od kilku dni mam szalona ochotę wrócić do kancelarii, tam bym siw dobrze czula... Zaczynam żałować że nie wpisałam się na listę... Ale kto to mógł przewidzieć. Myślałam że się nam w końcu uda. Tęsknię za tym, a jednocześnie wiem że chciałam stamtąd uciec.... Kurcze no. Czy ja nigdy nie mogę być zdecydowana???

ŚRODA
A jednak się odzywam dużo wcześniej niż planowałam.
Kiedyś, może z pół roku temu nabazgrałam post, że się zastanawiam czy mówić mamie o staraniach czy nie. W końcu ostatecznie po kilku miesiącach od tych rozkmin podjęliśmy decyzję z mężem, że lepiej bedzie jesli powiemy. Człowiek niby już dawno dorosły, a dalej głupi. Nie uczę się na błędach :/ dzisiejszego dnia z całego serca ŻAŁUJĘ, że jej powiedzieliśmy - chyba nigdy niczego bardziej w swoim życiu nie żałowałam.
Temat niepłodności u moich rodziców krąży jak mucha wokół g*wna. Dzisiaj usłyszałam, że mam nie brać tyle leków (biorę tylko Letrox hello!), że za duża dawka, że od tego dzieci się rodzą chore. Że jak zrobię in vitro to Pan Bóg mnie ukarze i bede miala same nieszcześcia do końca życia. Że będę miała ciężko chore dziecko, że mąż mnie zostawi i sobie pójdzie do innej. Że zostanę sama z niepełnosprawnym dzieckiem. Że zmarnuję sobie życie. Że dostanę raka. Że to trzeba NATURALNIE i ABSOLUTNIE NIE WOLNO brać ŻADNYCH LEKÓW!!! Że ciąża ma być naturalna. I że jakbyśmy się starali (uwaga!) 10 lat to wtedy dopiero można zacząc MYŚLEĆ o in vitro!!!! Mam zrezygnować z pracy (hm... ciekawe co na to mężuś :P) i tylko leżeć i pachnieć. Kazała mi odstawić Letrox! Ja pierdziu! I nic nie dociera, że nie moge odstawić bo nie będę miała owulacji, to ta twierdzi, że to wcale nie wpływa, że sobie wymyśliłam, że to ma jakikolwiek związek i że to RODZINNE, że mamy torbiele krwotoczne. Że ona miała, ciotka miała, babka miała i jeszcze ku*wa może i dziadek miał :/ nie rozumie, że przecież to było sprawdzone i przy tsh mniej niż 2 nie mam torbieli, ale jak skoczy to wtedy się robią... No i oczywiście mam się wreszcie zacząć modlić!!! ... Jestem przerażona zacofaniem umysłowym mojej matki. Nie wiem, takie rzeczy w internecie pisza? Gdzie ona to wyczytala? Co się z nią dzieje? Zaczęła płakać, histeryzować, szantażować mnie emocjonalnie... Czuję się zmiażdżona psychicznie. To była ostatnia rzecz o której jej cokolwiek powiedziałam. KONIEC. Od dziś nic już się nie dowie na ten temat. Od dziś dla niej staramy się tylko naturalnie. Może nawet powiem, że odstawiłam leki. Trzeba się nauczyć kłamać i mieć spokojną głowę. Jak ja mam w takich warunkach wyluzować? Aż plamień dostałam (jakaś niedomoga lutealna?). To chyba niezbyt dobry znak :( 6dpo, chyba muszę się przygotować na kolejną porażkę :( na szczęście nie mam żadnych ciążowych objawów, więc nie mam sobie co wkręcać. Gorzej, że jak nie zajdę w ciążę w najbliższych cyklach to oszaleję z rodzicami :( Boże dopomóż mi... :(
chciałam wsparcie i pomoc a co otrzymałam? Jakiś dramat psychiczny, zero wsparcia, na żadną pomoc nie mogę liczyć. Jeszcze tylko mnie będą niszczyć psychicznie i nakłaniać do zaniechania leczenia :( Czym ja sobie zasłużyłam na takie traktowanie?

Jan przyszedł na świat 18.08.2022 o godzinie 9.23 przez cc 🥰
41+0 po wizycie u lekarza dostałam skierowanie do szpitala, niestety tam gdzie chciałam rodzić czyli na brochowie nie było miejsca, więc pojechałam z mężem na Kamińskiego. Po zbadaniu mnie i zapoznaniu się z moją historią lekarz był zdziwiony, że tak późno przyjeżdżam i że powinnam trafić do szpitala w 39 tygodniu, czyli wtedy kiedy na brochowie mnie nie przyjęli :/
Lekarka stwierdziła, że od razu mnie zostawiają i trafiłam na patologie ciąży. Syn duży, bo szacowali 4070g, KTG skaczące, nie ma na co czekać. Następnego dnia mają podjąć decyzję czy robią cesarkę czy indukują poród. Na porannym obchodzie lekarka zapytała mnie jak chcę rodzić, powiedziałam, ze naturalnie, a ona stwierdziła, że na naturalny poród nie mamy już czasu, bo to może potrwać nawet kilka dni, że gdybym trafiła w 39 tygodniu to by wywoływali, a teraz się boją tętna, tego, że IVF i że dziecko duże. Zdałam się na lekarzy, w końcu oni wiedzą najlepiej. Następnego dnia zrobili mi cesarkę i na świecie pojawił się nasz największy cud, waga 3960g, 56 cm, później okazało się, że był owinięty pępowiną, może stąd było to szalejące tętno? 🤷‍♀️🤔. Kiedy usłyszałam jego płacz, łzy same mi poleciały, pielęgniarki musiały ocierać mi łzy, bo nie byłam w stanie przestać płakać, potem położyli koło mnie najpiękniejsze dziecko świata. Mąż już czekał obok, żeby kangurować młodego , kiedy go zobaczył i przytulił to też płakał. Najpiękniejszy dzień. Potem się okazało, że Jasiek ulewa wodami płodowymi, więc nie mogłam go od razu przystawiać do piersi i rozpoczęła się walka o laktację. Pobyt w szpitalu po porodzie wspominam źle, nie było żadnej pomocy z w karmieniu piersią, od razu proponowali mm. Mąż przywiózł mi laktator i walczyłam, dawałam mm i moje odciągnięte mleko cały czas próbując dostawiać młodego. Był dramat nie radziłam sobie psychicznie z tym, że nie potrafię go nakarmić. Po dwóch dniach coś zaskoczyło, odstawiliśmy mm i przeszłam tylko na moje mleko. To był niesamowity sukces. Teraz są lepsze i gorsze dni, uczymy się siebie, ale kochamy tego małego człowieka najbardziej na świecie. To nasz wspaniały CUD.

Mały Człowiek jest w środku i ma się dobrze <3 <3 <3
Widzieliśmy na monitorze nieproporcjonalnie wielką głowę - będzie inteligentem :P

To dla mnie trochę dziwne, bo nadal tego nie czuję, nawet zmęczenie mi przeszło. Jest idealnie i wyniki badań mam idealne (no, poza tymi ANA) więc muszę wierzyć doktorkowi, że wszystko jest dobrze :)

Teraz czekamy na PAPPA - 9 lipca. Brrr. Jasne, że się boję, ale muszę ten stres jakoś równomiernie rozłożyć na dwa tygodnie oczekiwania. Na szczęście badanie będzie robił ten fajny doktor co przy pierwszym usg, więc na pewno dostaniemy dokładne wyniki. Cieszę się, że nie nasz doktorek, bo ten to nawet nam wczoraj żadnych parametrów Małego Człowieka nie podał, tylko stwierdził, że wszystko ok.

Jeszcze 1 lipca po drodze wizyta w poradni na Karowej, ale to tak kontrolnie i asekuracyjnie, bo na razie wydaje mi się, że mój doktorek też ogarnia system. Coś wspominał, że mi włączy heparynę za jakiś czas i muszę di-dimery zrobić i inne nowe badania krwi. Z doktorkiem widzimy się dopiero 16 lipca, więc mam nadzieję, że do tego czasu nic złego się nie stanie.

Ta ciąża im dłuższa tym bardziej się rozwleka. Już lepsze było badanie beta, bo już co dwa dni, a tu z tygodnia na tydzień większe przerwy.
Ech, nie dogodzi mi nic :)










No więc.
W drzemkach mamy totalny rozpiździl. Jak spała od 19 do 7 (z przerwami na cycyka, rzecz jasna), tak teraz brak jakiejkolwiek logiki i trudno cokolwiek przewidzieć.
A w dzień, kiedy wracam z pracy idzie spać niby na noc, po 40 minutach się budzi, śmieje się i szaleje do północy. A tu trzeba dom ogarnąć, obiad ugotować (bo mąż dowiedział się w ostatniej chwili że ma iść do pracy na 12 h). Wczoraj usnęła dopiero w huśtawce, trzymając mnie za rękę. Nie chce zasypiać ani na piersi, ani na rękach. Najlepiej w wózku, trzymając coś w rękach z pieluszką przy buzi. Za to śpi do 8 -9! Więc cały rytm dnia uległ zmianie. Czasem, ku mojej rozpaczy zdarza się nocna impreza. Pokazuje "nunu" na nawilżacz powietrza i woła ciągle husiu husiu.
W dzień śpi od 30 minut do 3 godzin. Jak śpi krócej, to marudzi cały dzień, a tak to jest pogodna.

Stoi bardzo stabilnie, puszcza się jedną ręką, robi przysiady. Chodzi wokół ławy czy szafek nocnych. Lubi oglądać buty. Już nie boi się zostawać sama na macie/podłodze, chętnie eksploruje świat (a już się bałam, że buczenie jej nie przejdzie). Czasem posiedzi w kojcu, ale to max 5 minut. Potem wstaje i szuka przygód, interesuje się tym co gotujemy i mlaska na widok warzyw, ziemniaków, mięsa, owoców.
Rozumie dużo.
Kiedy stoi przy krześle i proszę, by przyszła do mnie to kuca i pędzi raczkując. Przytula się, kładzie na mnie.
Czytamy razem Pucia (zabawy dźwiękonaśladowcze), z różnym skutkiem (interesuje się wszystkim dookoła i łatwo się rozprasza), ale okazuje się, że coś tam wyciąga z tego, bo umie pokazać psa, krowę, dziecko i oczywiście telefon.
Ma zabawkowy telefon. Wczoraj pokazała rehabilitatnce, że trzeba go włączyć bocznym przyciskiem. Zaskoczona stwierdziła, że młoda jest bystra.
Jak wpadnie do spiżarki, to pokazuje palcem "nunu", kręci głową a potem robi swoje i ciągnie ją do zakazanych rzeczy.
Tańczy. Do disco polo (stary jej puszczał, gdy z nią zostawał). Na kwiatki prycha i robi apsik.
W warzywniaku jak widzi pomidory to szaleje. Generalnie jak jemy wspólnie, to musimy z mężem szybko zjadać pomidory bo ona jak zje swoje, to chce nasze. Generalnie z posiłku pierwsze zjada warzywa.

Więc jestem nieraz umordowana po całym dniu, tak jak piszecie, wszystko robiąc na raty. Najtrudniejsze są momenty, kiedy padam, a ona po kąpieli dalej szaleje i zastanawiam się skąd ona bierze energię. Czy to młodość?
Zastanawiam się, czy gdybym była młodsza to miałabym więcej energii. Pamiętam na studiach, po nieprzespanej nocy człowiek się otrzepał i jakoś to było. Pewnie świadomość byłaby mniejsza. Inaczej wychowywałabm córkę, nie wiedziałabym wielu rzeczy. Coś, za coś.
W każdym razie czuję ogólne wyczerpanie, mąż ciągle w pracy lub ogarnia podwórko, które powoli przestaje przypominać dziki zachód (nie pytajcie jak duże mamy...). Z jego pracą łatwiej nie będzie.
Pewnie pomyślicie, że jestem stuknięta, ale zazdroszczę ludziom, który nie muszą przeznaczać całego dnia na posprzatanie domu - bez pomocy z zewnątrz nie dałabym rady ogarnąć.

Czasem puszczają mi nerwy. moja babcia się obraziła, gdy wkurzyłam się na to, że odłożyła gryzak na pieniądze aby go wiatrak nie zdmuchnął. Wyparzam, myję te gryzaki ale wg niej to przesadzam. ehh
Co do zębów, to w sumie wyszło 6.

19+1 😲

Ciekawe kiedy w końcu uwierzę w to że to wszystko dzieje się naprawdę. 🙂 Że ta wymarzona ciąża jest prawdziwa a ja jestem już praktycznie w jej połowie 🙈 czas przyspieszył po pierwszych prenatalnych ale zwalnia przed drugimi. Codziennie się wzruszam na myśl o tym jakie szczęście nas spotkało. Nie ma dnia gdzie nie dziękuję za ten cud. ❤️

Ciążę znoszę nadzwyczaj dobrze. 🙂 Dużo odpoczywam, nie chodzę do pracy więc ostatnie bóle kręgosłupa sięgają czasów informacji o ciąży. Jest nadzwyczaj dobrze. 🙂 Od 2/3 dni dokuczają mi za to w nocy bóle okresowe, nie jest to przyjemne a wręcz boję się że zobaczę krew. Dziś ok. 4 nad ranem brałam nospe, później o 9 też bolało ale teraz jest spokój. Chyba czas zwiększyć dawkę magnezu do 2 tabletek dziennie.

Wciaz wstrzymuje się z ćwiczeniami z uwagi na resztki przeziębienia. Został mi już tylko kaszel który dość mocno męczy mnie w nocy. 😒

Kupiłam inhalator i codziennie z niego korzystam. Ma misiowy kształt więc myślę że bobas się też do niego przekona. Z dzieciowej wyprawki nie mam jeszcze nic oprócz 18 paczek chusteczek nawilżanych pampers pure zamówionych na allegro 😁 w rossmanie cena paczki to 12,99 a ja kupiłam 18 pączek za 95 zł 💪🏻 takie promocje to ja lubię 👍🏻 kupiłam też koszule do szpitala rozmiar L (normalnie noszę M) i chyba się nie przyda 😒 w biuście już teraz pasuje, a miejsca na brzuch jest jeszcze jakieś 10-15 cm. Chciałam kupić żeby mieć w razie kryzysowej sytuacji ale będę musiała poszukać czegoś innego. Kupiłam jeszcze płyn do prania i płukania bobini bo akurat była promocja w rossmanie.

Musze usiąść do wyprawki, rozpisać sobie listę must have i podzielić to na miesiące. Kasę mamy już odłożona bo mąż wziął się mocno za nadgodziny a ja będąc na L4 ciążowym też zarabiam naprawdę dobre pieniądze co było dla mnie wielkim zaskoczeniem. 😲

Niezmiennie uważam że to najszczęśliwszy rok mojego życia, z mężem układa mi się jak nigdy, zero kłótni, mam jego wsparcie i zrozumienie, w każdej sferze życia jest po prostu bardzo dobrze. Jeśli to nagroda za lata niepowodzeń to naprawdę jest to najlepszy prezent od życia jaki mogłam dostać. Drugi pojawi się już za kilka miesięcy ❤️🤱🏻

2 dc... 😔 Od wczoraj kręci mi się w głowie i to tak nieźle, może przez tą szaloną pogode. Boli mnie brzuch 😣 jest mi smutno. Na krzyczałam na mojego wczoraj, że to nie on to przeżywa i że to ja dostaje ten zasrany okres co miesiąc! Dziś się mnie pyta czy już mi lepiej. Nie, nie jest mi lepiej. 3 lata po ślubie, 3 lata starań, obłęd. Mam tego serdecznie dosyć! Teraz jedziemy podpisać umowę kredytową na mieszkanie, większe niz to które mamy będziemy mieli ogródek, ale ja się pytam po co nam to!? Co ja zrobię w tym dodatkowym pokoju? Będzie stał pusty 😢
Fuck!!! W lipcu puszczam mojego na badania nasienia. Cos czuje, że nie będą to dobre wyniki.... 😢
Jutro ślub mojej siostry, muszę się ogarnąć, żeby nie zepsuć wszystkim imprezy. Moje serce krwawi... Przeraża mnie myśl, że nigdy nie będę mamą, bardzo. 😭

Mishigami00 Czekam na mały cud! 28 czerwca 2019, 09:42

8cykl starań.
4dc.

Mąż po andrologu, kazał się nie martwić wyniki nie są złe dopiero kolejne za 3 miesiące będą bardziej wiarygodne. Ma nie przyjmować żadnych suplementów, za to jeść zdrowiej więcej orzechów, musli, produkty które zawierają cynk i selen.

Nawet dostał od niego miodek na płodność :P

Powiedział też żeby jeszcze się nie denerwować, jeszcze jest czas.
Teoretycznie tak... A praktycznie szlag mnie trafia. Co mam na to poradzić? ;(

Chociaż zaczynam powoli widzieć sens tych słów. Ten problem nie dotyczy tylko mnie, ale i mojego męża, chyba najwyższa pora przekazać mu pałeczkę i mu zaufać. Zaufać, że zadba o siebie z własnej woli bez stania nad nim z kijem.
Chyba faktycznie muszę jakoś odpuścić, wyluzować i odpocząć.

Szczerze mówiąc nie sądziłam, że to może być takie trudne. Nigdzie nas tego nie uczą, mało kto mówi o "tych" sprawach. Myślałam, że wystarczy kochać się w płodne dni i już samo pyknie. A tu okazuje się, że to nie jest takie hop siup.

I faktycznie zaczęłam patrzeć na tą sprawę z innej strony. Trzeba mieć szczęście, trzeba pamiętać, że dziecko to cud, dar.

Więc postanowiłam odetchnąć, nie przejmować się tym, nie wiem na jak długo potrwa ten stan.
Tak na prawdę jest dobrze dopóki... nie zadzwoni przyjaciółka w ciąży, nie zobaczę rodziców i ich dzieci czy innych kobiet w ciąży. Eh...

Ale muszę się jakoś trzymać. Musi się kiedyś udać! Prawda?!

Nie długo urlop, jeszcze tylko 17 dni <3

Patt1002 Czekamy na Aniołka 28 czerwca 2019, 14:46

Po upalach przyszedł dzień chłodu. Dosłownie i w przenośni...

rozalia breathe me 28 czerwca 2019, 15:19

Jest we mnie coraz więcej myśli i emocji, które muszę - tak MUSZĘ - z siebie wydobyć.
Nie jestem dobra w pisaniu ani o swoich uczuciach, ani o swoich przeżyciach. Z języka polskiego byłam przeciętna. Niemniej jednak będę pisać tak jak dyktuje mi serce i emocje. Mam za sobą sporo przeżyć i chcę się nimi podzielić. Przede mną też droga, której nie jestem w stanie przewidzieć. Kolejne etapy, decyzje, badania.. wnioski.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca 2019, 15:20

Do nie dawna obracalammsie w kregu gdzie praktycznie zadna z moich kolezanek nie miala dzieci, wiec fakt, ze nie udawalo mi sie zajsc byl troszke dolujacy, ale jakos sie trzymalam. Niestety w przeciagu ostatnich 6 miesiecy wszystko sie zmienilo. Trzy kolezanki z innego departamentu zaszly w ciaze praktycznie w tym samym momencie, z jedna z nich zaczelysmy probowac w tym samym czasie.
Najsmieszniejsze, ze jedna z nich zaszla w ciaze na wakacjach, ale nie z mezem tylko z instruktorem tanca, z ktorym wdala sie w romans. I gdzie tu jest sprawiedliwosc, my probujemy z calych sil, zeby wyszlo, planujsmy a ktos inny ma jeden wyskok i tak to sie konczy. Oczywiscie, ona ma inne problemy na glowie w tym momencie, ale nie pktrafie nie czuc frustracji.

Dziś rano pojechałam do szpitala odebrać wyniki histopatologiczne. Na szczęście wszystko jest dobrze. Mięśniak okazał się być większy niż na usg ale wiadomo że podczas operacji dopiero się wszystko ujawnia, jak był osadzony i w jakim dokładnie miejscu. Najważniejsze że pozbyłam się go z mojego organizmu. Teraz moja macica jest zdrowa i gotowa na przyjęcie groszka. Oczywiście póki co muszę czekać aż wszystko się ładnie zagoi ale czas szybko leci. Jestem teraz spokojniejsza i czekam z niecierpliwością na wizytę kontrolną u gina :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca 2019, 17:44

anemic Wielkie chcenie ... 28 czerwca 2019, 21:26

Jestem sobie na różnych grupach na FB. Ostatnio podpięłam się pod temat jakiś tam bo dziewczyny pisały o odstawieniu od piersi. Wypowiada się jedna dziewczyna, że jej dzieci były kp, całkowicie bezbutelkowe i odstawienie przeszło bez problemu. Pytam jej jak w nocy podawała mleko/picie. Ona mi odpisuej po co chcę podawać jedzenie. Więc jej piszę, że głodne dziecko. A ona mi, że banana można dać.
Na innej grupie dziewczyna pisze, że jej dzieć siada na nodze. Jedna jej odpisuje, żeby poobserwowała kilka dni jak się to rozwinie. Inna z paszczą, na komentującą, że tamta powinna natychmiast skonsultować się z fizjo bo TAK.
W grupie u hafiji pytanie czy wit D i probiotyk to rozszerzanie diety.

Z resztą grupa hafiji to w ogóle jakiś kużwa dziwny twór. Sama hafija na FB kasuej niewygodne komentarza.

Na prawdę babska są straszne względem siebie nawzajem.
Niby miłe, a jednak dopierdolą aż boli. I ta wyższość.

Przesunełam godzine podawania kaszki-zamiast o 18, zjada ją o 18.45 (przed spaniem), później pierś- i wczoraj nawet ładnie spała do ok, północy, później znowu się wybudza.
Czyli jest opcja ze rzeczywiście się nie najada piersią.

Mam wrażenie, że rozwija się z dnia na dzień: bawimy się w encepence której ręce- wskazuje ręke, jak tam nie ma to wskazuje druga, gdy jest bije brawo, podnosi matę, tworząc tunel, wpełza tam, z resztą zrozumiała, że czasami trzeba się schylić żeby gdzieś wejść, wspina się- próbuje używać stóp, podaje zabawki, w basenie z kulkami podaje mi kulki i robi takie pfff na buzi co znaczy że mam w nie dmuchać (wcześniej ta się bawiłysmy), pociąga mnie za bluzkę i caluje w dekold- tzn , że chce mleka.Schowałam miski kocura do łazienki, znalazła je i pędzi do nich, zatrzymuje się i sprawdza czy widzę, ja "Haneczko nie wolno, to kotka" ona znowu podchodzi i znowu sprawdza czy patrze- tak kilka razy :D Jest opcja, że to jakiś skok.


Przyszedł czas, że muszę odpocząć od Hanki, muszę gdzieś wyjść bez niej, spokojnie pogadać. A D. musi zacząć zostawać sam z Hanką podczas np. obiadu. Do tej pory to ja ją karmię- zazwyczaj D. nie ma, a jak jest to i tak wychodzi, że ja karmię. Więc muszą zacząć być sami ze sobą i funkcjonować.
Umówiłam się z przyjaciółką w niedzielę.
Kocham ich oboje nad życie, ale jestem zmęczona psychicznie.

Aha, mam wrażenie, że ciągle stoję przy garach, jak nie gotuję to je zmywam. Skonczymy obiad, ledwo się poogarniam i trzeba podwieczorek. Ja chyba jestem jakas niezorganizowana.
Dzisiaj pierwszy raz sama zainteresowała się brokulem i jadla go, reszta nakarmiła kota.

Anuśla Musisz dać życiu szansę 28 czerwca 2019, 23:36

1dc. We wtorek mam wizyte u dr Rubisza, specjalisty od endometriozy z Wrocławia. Tymczasem znów mam milion myśli. Chciałam robić jak najszybciej histero prywatnie, ale naczytalam się że może dojść przy tym do przebicia macicy, po co ja głupia czytam te internety?? I teraz nie wiem czy robić histero czy IUI? W sumie 2 tys to strasznie dużo...15.10 (termin na nfz) za 3 miesiace, może szkoda tej kasy...

12 tc
Normalnie powinnam się cieszyć, ze pierwszy trymestr dobiega końca i o szok nie mam plamien, krwawień, boli brzucha uniemożliwiających stanie tak, jak w poprzednich ciążach, ale nauczona doświadczeniem wcześniejszym to bede się cieszyć jak urodzę w terminie zdrowe dzieciątko i bede je trzymać na rękach. Cieszę się bardzo ta ciaza, ale kosztuje mnie dużo psychicznie, martwię się czy donoszę baby, czy ze mną i z dzidzia będzie wszystko ok (narazie ciśnienie wzorowe). Ciagle chce mi się spać i bardzo szybko się mecze, do nas tez zawitało lato, upały tez dają mi w kość, dobrze ze 5 minut samochodem od nas jesteśmy na plazy i nad morzem:) Trwają dyskusje już nad potencjalnymi imionami baby, córka wymyśliła imię dla chłopca i dla dziewczynki i już mimo naszych tłumaczeń, ze nie wiadomo czy będzie dziewczynka czy chłopczyk nazywa brzuszek imieniem dziewczynki (a my myślimy o innym imieniu:)).

26+0

Zaczynamy 27 tydzień ciąźy 😍
Do porodu: 98 dni.
Miesiąc: 7

Zaczynam oficjalnie za tydzień miesiąc 7 a tym samym- 3 trymestr!! I to zaraz po wizycie,która już w czwartek 😍🤗 mam nadzieję, że łozysko poszło do góry..

Misio bryka,kopie, chyba już mu się robi ciasno;)
Wczoraj z Polą byłyśmy na mieście. Kupiłyśmy truskawki i zrobilam dżemy. Plus kilka innych drobiazgów;)

Zaczęlam w końcu pracować nad wyprawką. Oluś ma już zestaw do wózka,otulacz do fotelika i z polarku, prześcieradła na przewijak i do łóżeczka,rożek. Przede mną jeszcze kokon i ochraniacz.
Do zamowienia zostało kocyk bambusowy, koszula i szlafrok dla mnie,fotelik i łóżeczko w przyszłym tygodniu. Do porodu kupić mini kosmetyki dla mnie i zastanawiam się jeszcze nad torbą do porodu /wózka.

Zaczęlam baaaardzo pomału przeglądać ciuszki. Na pewno będę miała od 50-68 ,ale dopiero wtedy jak posegreguję to się okaże czego brakuje i co trzeba ewentualnie domówić.

Dzisiaj mamy wesele ,więc idziemy się pobawić na chwilę ;)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)