@ się skończył. Zaczyna się pracowity czas, a przynajmniej powinien, pewnie za ok. 1,5 tygodnia owulacja, ale w tym miesiącu przed wakacjami wszystko odpuszczam i daje sobie siana. Tylko meta, ewentualnie encorton, chociaż też się nad tym zastanawiam. Chyba nie pójdę na monitoring... A nie, zapomniałam! Encortonu nie biorę bo trzeba będzie zbadać NK i jakieś inne pierdoly. Znowu szykują się wydatki. Eh. Te starania to studnia bez dna.
Od kilku dni mam szalona ochotę wrócić do kancelarii, tam bym siw dobrze czula... Zaczynam żałować że nie wpisałam się na listę... Ale kto to mógł przewidzieć. Myślałam że się nam w końcu uda. Tęsknię za tym, a jednocześnie wiem że chciałam stamtąd uciec.... Kurcze no. Czy ja nigdy nie mogę być zdecydowana???
ŚRODA
A jednak się odzywam dużo wcześniej niż planowałam.
Kiedyś, może z pół roku temu nabazgrałam post, że się zastanawiam czy mówić mamie o staraniach czy nie. W końcu ostatecznie po kilku miesiącach od tych rozkmin podjęliśmy decyzję z mężem, że lepiej bedzie jesli powiemy. Człowiek niby już dawno dorosły, a dalej głupi. Nie uczę się na błędach
dzisiejszego dnia z całego serca ŻAŁUJĘ, że jej powiedzieliśmy - chyba nigdy niczego bardziej w swoim życiu nie żałowałam.
Temat niepłodności u moich rodziców krąży jak mucha wokół g*wna. Dzisiaj usłyszałam, że mam nie brać tyle leków (biorę tylko Letrox hello!), że za duża dawka, że od tego dzieci się rodzą chore. Że jak zrobię in vitro to Pan Bóg mnie ukarze i bede miala same nieszcześcia do końca życia. Że będę miała ciężko chore dziecko, że mąż mnie zostawi i sobie pójdzie do innej. Że zostanę sama z niepełnosprawnym dzieckiem. Że zmarnuję sobie życie. Że dostanę raka. Że to trzeba NATURALNIE i ABSOLUTNIE NIE WOLNO brać ŻADNYCH LEKÓW!!! Że ciąża ma być naturalna. I że jakbyśmy się starali (uwaga!) 10 lat to wtedy dopiero można zacząc MYŚLEĆ o in vitro!!!! Mam zrezygnować z pracy (hm... ciekawe co na to mężuś
) i tylko leżeć i pachnieć. Kazała mi odstawić Letrox! Ja pierdziu! I nic nie dociera, że nie moge odstawić bo nie będę miała owulacji, to ta twierdzi, że to wcale nie wpływa, że sobie wymyśliłam, że to ma jakikolwiek związek i że to RODZINNE, że mamy torbiele krwotoczne. Że ona miała, ciotka miała, babka miała i jeszcze ku*wa może i dziadek miał
nie rozumie, że przecież to było sprawdzone i przy tsh mniej niż 2 nie mam torbieli, ale jak skoczy to wtedy się robią... No i oczywiście mam się wreszcie zacząć modlić!!! ... Jestem przerażona zacofaniem umysłowym mojej matki. Nie wiem, takie rzeczy w internecie pisza? Gdzie ona to wyczytala? Co się z nią dzieje? Zaczęła płakać, histeryzować, szantażować mnie emocjonalnie... Czuję się zmiażdżona psychicznie. To była ostatnia rzecz o której jej cokolwiek powiedziałam. KONIEC. Od dziś nic już się nie dowie na ten temat. Od dziś dla niej staramy się tylko naturalnie. Może nawet powiem, że odstawiłam leki. Trzeba się nauczyć kłamać i mieć spokojną głowę. Jak ja mam w takich warunkach wyluzować? Aż plamień dostałam (jakaś niedomoga lutealna?). To chyba niezbyt dobry znak
6dpo, chyba muszę się przygotować na kolejną porażkę
na szczęście nie mam żadnych ciążowych objawów, więc nie mam sobie co wkręcać. Gorzej, że jak nie zajdę w ciążę w najbliższych cyklach to oszaleję z rodzicami
Boże dopomóż mi... 
chciałam wsparcie i pomoc a co otrzymałam? Jakiś dramat psychiczny, zero wsparcia, na żadną pomoc nie mogę liczyć. Jeszcze tylko mnie będą niszczyć psychicznie i nakłaniać do zaniechania leczenia
Czym ja sobie zasłużyłam na takie traktowanie?
Jan przyszedł na świat 18.08.2022 o godzinie 9.23 przez cc 🥰
41+0 po wizycie u lekarza dostałam skierowanie do szpitala, niestety tam gdzie chciałam rodzić czyli na brochowie nie było miejsca, więc pojechałam z mężem na Kamińskiego. Po zbadaniu mnie i zapoznaniu się z moją historią lekarz był zdziwiony, że tak późno przyjeżdżam i że powinnam trafić do szpitala w 39 tygodniu, czyli wtedy kiedy na brochowie mnie nie przyjęli 
Lekarka stwierdziła, że od razu mnie zostawiają i trafiłam na patologie ciąży. Syn duży, bo szacowali 4070g, KTG skaczące, nie ma na co czekać. Następnego dnia mają podjąć decyzję czy robią cesarkę czy indukują poród. Na porannym obchodzie lekarka zapytała mnie jak chcę rodzić, powiedziałam, ze naturalnie, a ona stwierdziła, że na naturalny poród nie mamy już czasu, bo to może potrwać nawet kilka dni, że gdybym trafiła w 39 tygodniu to by wywoływali, a teraz się boją tętna, tego, że IVF i że dziecko duże. Zdałam się na lekarzy, w końcu oni wiedzą najlepiej. Następnego dnia zrobili mi cesarkę i na świecie pojawił się nasz największy cud, waga 3960g, 56 cm, później okazało się, że był owinięty pępowiną, może stąd było to szalejące tętno? 🤷♀️🤔. Kiedy usłyszałam jego płacz, łzy same mi poleciały, pielęgniarki musiały ocierać mi łzy, bo nie byłam w stanie przestać płakać, potem położyli koło mnie najpiękniejsze dziecko świata. Mąż już czekał obok, żeby kangurować młodego , kiedy go zobaczył i przytulił to też płakał. Najpiękniejszy dzień. Potem się okazało, że Jasiek ulewa wodami płodowymi, więc nie mogłam go od razu przystawiać do piersi i rozpoczęła się walka o laktację. Pobyt w szpitalu po porodzie wspominam źle, nie było żadnej pomocy z w karmieniu piersią, od razu proponowali mm. Mąż przywiózł mi laktator i walczyłam, dawałam mm i moje odciągnięte mleko cały czas próbując dostawiać młodego. Był dramat nie radziłam sobie psychicznie z tym, że nie potrafię go nakarmić. Po dwóch dniach coś zaskoczyło, odstawiliśmy mm i przeszłam tylko na moje mleko. To był niesamowity sukces. Teraz są lepsze i gorsze dni, uczymy się siebie, ale kochamy tego małego człowieka najbardziej na świecie. To nasz wspaniały CUD.
Mały Człowiek jest w środku i ma się dobrze

Widzieliśmy na monitorze nieproporcjonalnie wielką głowę - będzie inteligentem 
To dla mnie trochę dziwne, bo nadal tego nie czuję, nawet zmęczenie mi przeszło. Jest idealnie i wyniki badań mam idealne (no, poza tymi ANA) więc muszę wierzyć doktorkowi, że wszystko jest dobrze 
Teraz czekamy na PAPPA - 9 lipca. Brrr. Jasne, że się boję, ale muszę ten stres jakoś równomiernie rozłożyć na dwa tygodnie oczekiwania. Na szczęście badanie będzie robił ten fajny doktor co przy pierwszym usg, więc na pewno dostaniemy dokładne wyniki. Cieszę się, że nie nasz doktorek, bo ten to nawet nam wczoraj żadnych parametrów Małego Człowieka nie podał, tylko stwierdził, że wszystko ok.
Jeszcze 1 lipca po drodze wizyta w poradni na Karowej, ale to tak kontrolnie i asekuracyjnie, bo na razie wydaje mi się, że mój doktorek też ogarnia system. Coś wspominał, że mi włączy heparynę za jakiś czas i muszę di-dimery zrobić i inne nowe badania krwi. Z doktorkiem widzimy się dopiero 16 lipca, więc mam nadzieję, że do tego czasu nic złego się nie stanie.
Ta ciąża im dłuższa tym bardziej się rozwleka. Już lepsze było badanie beta, bo już co dwa dni, a tu z tygodnia na tydzień większe przerwy.
Ech, nie dogodzi mi nic 
No więc.
W drzemkach mamy totalny rozpiździl. Jak spała od 19 do 7 (z przerwami na cycyka, rzecz jasna), tak teraz brak jakiejkolwiek logiki i trudno cokolwiek przewidzieć.
A w dzień, kiedy wracam z pracy idzie spać niby na noc, po 40 minutach się budzi, śmieje się i szaleje do północy. A tu trzeba dom ogarnąć, obiad ugotować (bo mąż dowiedział się w ostatniej chwili że ma iść do pracy na 12 h). Wczoraj usnęła dopiero w huśtawce, trzymając mnie za rękę. Nie chce zasypiać ani na piersi, ani na rękach. Najlepiej w wózku, trzymając coś w rękach z pieluszką przy buzi. Za to śpi do 8 -9! Więc cały rytm dnia uległ zmianie. Czasem, ku mojej rozpaczy zdarza się nocna impreza. Pokazuje "nunu" na nawilżacz powietrza i woła ciągle husiu husiu.
W dzień śpi od 30 minut do 3 godzin. Jak śpi krócej, to marudzi cały dzień, a tak to jest pogodna.
Stoi bardzo stabilnie, puszcza się jedną ręką, robi przysiady. Chodzi wokół ławy czy szafek nocnych. Lubi oglądać buty. Już nie boi się zostawać sama na macie/podłodze, chętnie eksploruje świat (a już się bałam, że buczenie jej nie przejdzie). Czasem posiedzi w kojcu, ale to max 5 minut. Potem wstaje i szuka przygód, interesuje się tym co gotujemy i mlaska na widok warzyw, ziemniaków, mięsa, owoców.
Rozumie dużo.
Kiedy stoi przy krześle i proszę, by przyszła do mnie to kuca i pędzi raczkując. Przytula się, kładzie na mnie.
Czytamy razem Pucia (zabawy dźwiękonaśladowcze), z różnym skutkiem (interesuje się wszystkim dookoła i łatwo się rozprasza), ale okazuje się, że coś tam wyciąga z tego, bo umie pokazać psa, krowę, dziecko i oczywiście telefon.
Ma zabawkowy telefon. Wczoraj pokazała rehabilitatnce, że trzeba go włączyć bocznym przyciskiem. Zaskoczona stwierdziła, że młoda jest bystra.
Jak wpadnie do spiżarki, to pokazuje palcem "nunu", kręci głową a potem robi swoje i ciągnie ją do zakazanych rzeczy.
Tańczy. Do disco polo (stary jej puszczał, gdy z nią zostawał). Na kwiatki prycha i robi apsik.
W warzywniaku jak widzi pomidory to szaleje. Generalnie jak jemy wspólnie, to musimy z mężem szybko zjadać pomidory bo ona jak zje swoje, to chce nasze. Generalnie z posiłku pierwsze zjada warzywa.
Więc jestem nieraz umordowana po całym dniu, tak jak piszecie, wszystko robiąc na raty. Najtrudniejsze są momenty, kiedy padam, a ona po kąpieli dalej szaleje i zastanawiam się skąd ona bierze energię. Czy to młodość?
Zastanawiam się, czy gdybym była młodsza to miałabym więcej energii. Pamiętam na studiach, po nieprzespanej nocy człowiek się otrzepał i jakoś to było. Pewnie świadomość byłaby mniejsza. Inaczej wychowywałabm córkę, nie wiedziałabym wielu rzeczy. Coś, za coś.
W każdym razie czuję ogólne wyczerpanie, mąż ciągle w pracy lub ogarnia podwórko, które powoli przestaje przypominać dziki zachód (nie pytajcie jak duże mamy...). Z jego pracą łatwiej nie będzie.
Pewnie pomyślicie, że jestem stuknięta, ale zazdroszczę ludziom, który nie muszą przeznaczać całego dnia na posprzatanie domu - bez pomocy z zewnątrz nie dałabym rady ogarnąć.
Czasem puszczają mi nerwy. moja babcia się obraziła, gdy wkurzyłam się na to, że odłożyła gryzak na pieniądze aby go wiatrak nie zdmuchnął. Wyparzam, myję te gryzaki ale wg niej to przesadzam. ehh
Co do zębów, to w sumie wyszło 6.
19+1 😲
Ciekawe kiedy w końcu uwierzę w to że to wszystko dzieje się naprawdę. 🙂 Że ta wymarzona ciąża jest prawdziwa a ja jestem już praktycznie w jej połowie 🙈 czas przyspieszył po pierwszych prenatalnych ale zwalnia przed drugimi. Codziennie się wzruszam na myśl o tym jakie szczęście nas spotkało. Nie ma dnia gdzie nie dziękuję za ten cud. ❤️
Ciążę znoszę nadzwyczaj dobrze. 🙂 Dużo odpoczywam, nie chodzę do pracy więc ostatnie bóle kręgosłupa sięgają czasów informacji o ciąży. Jest nadzwyczaj dobrze. 🙂 Od 2/3 dni dokuczają mi za to w nocy bóle okresowe, nie jest to przyjemne a wręcz boję się że zobaczę krew. Dziś ok. 4 nad ranem brałam nospe, później o 9 też bolało ale teraz jest spokój. Chyba czas zwiększyć dawkę magnezu do 2 tabletek dziennie.
Wciaz wstrzymuje się z ćwiczeniami z uwagi na resztki przeziębienia. Został mi już tylko kaszel który dość mocno męczy mnie w nocy. 😒
Kupiłam inhalator i codziennie z niego korzystam. Ma misiowy kształt więc myślę że bobas się też do niego przekona. Z dzieciowej wyprawki nie mam jeszcze nic oprócz 18 paczek chusteczek nawilżanych pampers pure zamówionych na allegro 😁 w rossmanie cena paczki to 12,99 a ja kupiłam 18 pączek za 95 zł 💪🏻 takie promocje to ja lubię 👍🏻 kupiłam też koszule do szpitala rozmiar L (normalnie noszę M) i chyba się nie przyda 😒 w biuście już teraz pasuje, a miejsca na brzuch jest jeszcze jakieś 10-15 cm. Chciałam kupić żeby mieć w razie kryzysowej sytuacji ale będę musiała poszukać czegoś innego. Kupiłam jeszcze płyn do prania i płukania bobini bo akurat była promocja w rossmanie.
Musze usiąść do wyprawki, rozpisać sobie listę must have i podzielić to na miesiące. Kasę mamy już odłożona bo mąż wziął się mocno za nadgodziny a ja będąc na L4 ciążowym też zarabiam naprawdę dobre pieniądze co było dla mnie wielkim zaskoczeniem. 😲
Niezmiennie uważam że to najszczęśliwszy rok mojego życia, z mężem układa mi się jak nigdy, zero kłótni, mam jego wsparcie i zrozumienie, w każdej sferze życia jest po prostu bardzo dobrze. Jeśli to nagroda za lata niepowodzeń to naprawdę jest to najlepszy prezent od życia jaki mogłam dostać. Drugi pojawi się już za kilka miesięcy ❤️🤱🏻
2 dc... 😔 Od wczoraj kręci mi się w głowie i to tak nieźle, może przez tą szaloną pogode. Boli mnie brzuch 😣 jest mi smutno. Na krzyczałam na mojego wczoraj, że to nie on to przeżywa i że to ja dostaje ten zasrany okres co miesiąc! Dziś się mnie pyta czy już mi lepiej. Nie, nie jest mi lepiej. 3 lata po ślubie, 3 lata starań, obłęd. Mam tego serdecznie dosyć! Teraz jedziemy podpisać umowę kredytową na mieszkanie, większe niz to które mamy będziemy mieli ogródek, ale ja się pytam po co nam to!? Co ja zrobię w tym dodatkowym pokoju? Będzie stał pusty 😢
Fuck!!! W lipcu puszczam mojego na badania nasienia. Cos czuje, że nie będą to dobre wyniki.... 😢
Jutro ślub mojej siostry, muszę się ogarnąć, żeby nie zepsuć wszystkim imprezy. Moje serce krwawi... Przeraża mnie myśl, że nigdy nie będę mamą, bardzo. 😭
8cykl starań.
4dc.
Mąż po andrologu, kazał się nie martwić wyniki nie są złe dopiero kolejne za 3 miesiące będą bardziej wiarygodne. Ma nie przyjmować żadnych suplementów, za to jeść zdrowiej więcej orzechów, musli, produkty które zawierają cynk i selen.
Nawet dostał od niego miodek na płodność 
Powiedział też żeby jeszcze się nie denerwować, jeszcze jest czas.
Teoretycznie tak... A praktycznie szlag mnie trafia. Co mam na to poradzić? ;(
Chociaż zaczynam powoli widzieć sens tych słów. Ten problem nie dotyczy tylko mnie, ale i mojego męża, chyba najwyższa pora przekazać mu pałeczkę i mu zaufać. Zaufać, że zadba o siebie z własnej woli bez stania nad nim z kijem.
Chyba faktycznie muszę jakoś odpuścić, wyluzować i odpocząć.
Szczerze mówiąc nie sądziłam, że to może być takie trudne. Nigdzie nas tego nie uczą, mało kto mówi o "tych" sprawach. Myślałam, że wystarczy kochać się w płodne dni i już samo pyknie. A tu okazuje się, że to nie jest takie hop siup.
I faktycznie zaczęłam patrzeć na tą sprawę z innej strony. Trzeba mieć szczęście, trzeba pamiętać, że dziecko to cud, dar.
Więc postanowiłam odetchnąć, nie przejmować się tym, nie wiem na jak długo potrwa ten stan.
Tak na prawdę jest dobrze dopóki... nie zadzwoni przyjaciółka w ciąży, nie zobaczę rodziców i ich dzieci czy innych kobiet w ciąży. Eh...
Ale muszę się jakoś trzymać. Musi się kiedyś udać! Prawda?!
Nie długo urlop, jeszcze tylko 17 dni
Po upalach przyszedł dzień chłodu. Dosłownie i w przenośni...
Jest we mnie coraz więcej myśli i emocji, które muszę - tak MUSZĘ - z siebie wydobyć.
Nie jestem dobra w pisaniu ani o swoich uczuciach, ani o swoich przeżyciach. Z języka polskiego byłam przeciętna. Niemniej jednak będę pisać tak jak dyktuje mi serce i emocje. Mam za sobą sporo przeżyć i chcę się nimi podzielić. Przede mną też droga, której nie jestem w stanie przewidzieć. Kolejne etapy, decyzje, badania.. wnioski.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca 2019, 15:20
Do nie dawna obracalammsie w kregu gdzie praktycznie zadna z moich kolezanek nie miala dzieci, wiec fakt, ze nie udawalo mi sie zajsc byl troszke dolujacy, ale jakos sie trzymalam. Niestety w przeciagu ostatnich 6 miesiecy wszystko sie zmienilo. Trzy kolezanki z innego departamentu zaszly w ciaze praktycznie w tym samym momencie, z jedna z nich zaczelysmy probowac w tym samym czasie.
Najsmieszniejsze, ze jedna z nich zaszla w ciaze na wakacjach, ale nie z mezem tylko z instruktorem tanca, z ktorym wdala sie w romans. I gdzie tu jest sprawiedliwosc, my probujemy z calych sil, zeby wyszlo, planujsmy a ktos inny ma jeden wyskok i tak to sie konczy. Oczywiscie, ona ma inne problemy na glowie w tym momencie, ale nie pktrafie nie czuc frustracji.
Dziś rano pojechałam do szpitala odebrać wyniki histopatologiczne. Na szczęście wszystko jest dobrze. Mięśniak okazał się być większy niż na usg ale wiadomo że podczas operacji dopiero się wszystko ujawnia, jak był osadzony i w jakim dokładnie miejscu. Najważniejsze że pozbyłam się go z mojego organizmu. Teraz moja macica jest zdrowa i gotowa na przyjęcie groszka. Oczywiście póki co muszę czekać aż wszystko się ładnie zagoi ale czas szybko leci. Jestem teraz spokojniejsza i czekam z niecierpliwością na wizytę kontrolną u gina
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca 2019, 17:44
Jestem sobie na różnych grupach na FB. Ostatnio podpięłam się pod temat jakiś tam bo dziewczyny pisały o odstawieniu od piersi. Wypowiada się jedna dziewczyna, że jej dzieci były kp, całkowicie bezbutelkowe i odstawienie przeszło bez problemu. Pytam jej jak w nocy podawała mleko/picie. Ona mi odpisuej po co chcę podawać jedzenie. Więc jej piszę, że głodne dziecko. A ona mi, że banana można dać.
Na innej grupie dziewczyna pisze, że jej dzieć siada na nodze. Jedna jej odpisuje, żeby poobserwowała kilka dni jak się to rozwinie. Inna z paszczą, na komentującą, że tamta powinna natychmiast skonsultować się z fizjo bo TAK.
W grupie u hafiji pytanie czy wit D i probiotyk to rozszerzanie diety.
Z resztą grupa hafiji to w ogóle jakiś kużwa dziwny twór. Sama hafija na FB kasuej niewygodne komentarza.
Na prawdę babska są straszne względem siebie nawzajem.
Niby miłe, a jednak dopierdolą aż boli. I ta wyższość.
Przesunełam godzine podawania kaszki-zamiast o 18, zjada ją o 18.45 (przed spaniem), później pierś- i wczoraj nawet ładnie spała do ok, północy, później znowu się wybudza.
Czyli jest opcja ze rzeczywiście się nie najada piersią.
Mam wrażenie, że rozwija się z dnia na dzień: bawimy się w encepence której ręce- wskazuje ręke, jak tam nie ma to wskazuje druga, gdy jest bije brawo, podnosi matę, tworząc tunel, wpełza tam, z resztą zrozumiała, że czasami trzeba się schylić żeby gdzieś wejść, wspina się- próbuje używać stóp, podaje zabawki, w basenie z kulkami podaje mi kulki i robi takie pfff na buzi co znaczy że mam w nie dmuchać (wcześniej ta się bawiłysmy), pociąga mnie za bluzkę i caluje w dekold- tzn , że chce mleka.Schowałam miski kocura do łazienki, znalazła je i pędzi do nich, zatrzymuje się i sprawdza czy widzę, ja "Haneczko nie wolno, to kotka" ona znowu podchodzi i znowu sprawdza czy patrze- tak kilka razy
Jest opcja, że to jakiś skok.
Przyszedł czas, że muszę odpocząć od Hanki, muszę gdzieś wyjść bez niej, spokojnie pogadać. A D. musi zacząć zostawać sam z Hanką podczas np. obiadu. Do tej pory to ja ją karmię- zazwyczaj D. nie ma, a jak jest to i tak wychodzi, że ja karmię. Więc muszą zacząć być sami ze sobą i funkcjonować.
Umówiłam się z przyjaciółką w niedzielę.
Kocham ich oboje nad życie, ale jestem zmęczona psychicznie.
Aha, mam wrażenie, że ciągle stoję przy garach, jak nie gotuję to je zmywam. Skonczymy obiad, ledwo się poogarniam i trzeba podwieczorek. Ja chyba jestem jakas niezorganizowana.
Dzisiaj pierwszy raz sama zainteresowała się brokulem i jadla go, reszta nakarmiła kota.
1dc. We wtorek mam wizyte u dr Rubisza, specjalisty od endometriozy z Wrocławia. Tymczasem znów mam milion myśli. Chciałam robić jak najszybciej histero prywatnie, ale naczytalam się że może dojść przy tym do przebicia macicy, po co ja głupia czytam te internety?? I teraz nie wiem czy robić histero czy IUI? W sumie 2 tys to strasznie dużo...15.10 (termin na nfz) za 3 miesiace, może szkoda tej kasy...
12 tc
Normalnie powinnam się cieszyć, ze pierwszy trymestr dobiega końca i o szok nie mam plamien, krwawień, boli brzucha uniemożliwiających stanie tak, jak w poprzednich ciążach, ale nauczona doświadczeniem wcześniejszym to bede się cieszyć jak urodzę w terminie zdrowe dzieciątko i bede je trzymać na rękach. Cieszę się bardzo ta ciaza, ale kosztuje mnie dużo psychicznie, martwię się czy donoszę baby, czy ze mną i z dzidzia będzie wszystko ok (narazie ciśnienie wzorowe). Ciagle chce mi się spać i bardzo szybko się mecze, do nas tez zawitało lato, upały tez dają mi w kość, dobrze ze 5 minut samochodem od nas jesteśmy na plazy i nad morzem:) Trwają dyskusje już nad potencjalnymi imionami baby, córka wymyśliła imię dla chłopca i dla dziewczynki i już mimo naszych tłumaczeń, ze nie wiadomo czy będzie dziewczynka czy chłopczyk nazywa brzuszek imieniem dziewczynki (a my myślimy o innym imieniu:)).
26+0
Zaczynamy 27 tydzień ciąźy 😍
Do porodu: 98 dni.
Miesiąc: 7
Zaczynam oficjalnie za tydzień miesiąc 7 a tym samym- 3 trymestr!! I to zaraz po wizycie,która już w czwartek 😍🤗 mam nadzieję, że łozysko poszło do góry..
Misio bryka,kopie, chyba już mu się robi ciasno;)
Wczoraj z Polą byłyśmy na mieście. Kupiłyśmy truskawki i zrobilam dżemy. Plus kilka innych drobiazgów;)
Zaczęlam w końcu pracować nad wyprawką. Oluś ma już zestaw do wózka,otulacz do fotelika i z polarku, prześcieradła na przewijak i do łóżeczka,rożek. Przede mną jeszcze kokon i ochraniacz.
Do zamowienia zostało kocyk bambusowy, koszula i szlafrok dla mnie,fotelik i łóżeczko w przyszłym tygodniu. Do porodu kupić mini kosmetyki dla mnie i zastanawiam się jeszcze nad torbą do porodu /wózka.
Zaczęlam baaaardzo pomału przeglądać ciuszki. Na pewno będę miała od 50-68 ,ale dopiero wtedy jak posegreguję to się okaże czego brakuje i co trzeba ewentualnie domówić.
Dzisiaj mamy wesele ,więc idziemy się pobawić na chwilę 
32tc + 0 (33tc)
Mąż odsypia jeszcze wczorajszy remanent w pracy. 12 godzin go nie było, ale dobre jest to, że będzie mógł sobie odebrać nadgodziny, kiedy będzie potrzebował.
Szkoda mi go było, wrócił mega zmęczony, wziął kąpiel, zjadł kolację i padł jak kawka.
A ja siedzę w kuchni, dopijam herbatę i zaraz biorę się za sprzątanie. Postaram się robic to w miarę cicho, żeby nie obudzić Męża.
Mały
radośnie podskakuje w brzuchu
. Dzisiaj nawet dał mi dłużej pospać, bo konkretne kopniaki zaczął mi dawac dopiero ok 9
, pewnie był już głodny i stwierdził, że pora obudzić matkę na śniadanie
.
Ciekawa jestem jego gustów kulinarnych po urodzeniu
. Na razie zauważyłam, że nie przepada za bobem, czereśniami i nektarynkami
. Mam po nich tak ogromną zgagę, że obiecałam, że wiecej nie będę ich jeść
. Za to truskawki i maliny mogłabym zjadać całymi pojemnikami gdyby nie cukrzyca
.
W zezzlym tygodniu poprałam i poprasowałam rzeczy Małego. Czekają grzecznie w szufladzie na właściwy termin
. Kupiłam jeszcze sobie koszulę do karmienia i dwie małe butelki dla Synka
. Niby jestem nastawiona na karmienie piersią, ale takie butelki zawsze sie przydadzą a ja wolę dmuchać na zimne. I fajrant, mamy juz wszystko 
Jest źle.
Gorączka pojawiała się przez 3 dni o różnych porach. Od czwartku suchy kaszel. Od wczoraj katar i mokry kaszel.
Wiem, że to od ząbków. D jutra miala byc adaptacja w zlobku. Pójdziemy jutro na 1 godzinę, tak jak to było w planie i chyba zapytam, czy mogę dziecko dalej adaptowac, czy czekać aż wszystkie objawy mina.
Ręce mi opadaja
Pierwszy wpis, pierwszy cykl przerwy w staraniach. Mam ogromny wyrzut sumienia, że nie próbuję, że tracę czas. Wokół wszyscy idą na przód, a ja czuję że się cofam. Koleżanki przesyłają kolejne zdjęcia dzieci, ciążowych brzuchów i pozytywnych testów a mi jest tylko coraz bardziej przykro. Czuję, że muszę pogodzić się z sytuacją, ale na dzień dzisiejszy " z lekka" mnie to przerasta. Nie potrafię się w tym wszystkim odnaleźć. Po ciąży biochemicznej jestem strzępem człowieka. Niestety a może i stety zorientowałam się ostatnio, że zostałam myślami na początku starań, a życie mija z dnia na dzień niezauważone. Czasem uświadamiając sobie jaka jest data czuję przerażenie i nie dowierzam... Chcę zacząć znów czuć, że żyję, koniec wegetacji!
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca 2019, 19:36
Nie było mnie w pracy 3 tygodnie. Wracam, a od progu moja kierownik pyta: I co jest Pani w tej ciąży?
Mówię: nie i mam zdezo.
A ta wyjeżdża z gadka o wyluzowaniu i opowiada o znajomej co jak się zdecydowała na adopcje to dwójkę dzieci urodziła. Końcówkę jej wywodu słyszało dodatkowe 10 osób, które stały na korytarzu.
Zajebiscie! Moja rodzina nie wie ale w pracy zdążyły mnie obgadać baby z całego zakładu pracy. Tam gdzie pracują same kobiety to tylko zło. Jedna wielka wylęgarnia żmij. Poryczalam się.
Doszedł od rana ból brzucha i pleców jak na @ No i lekkie plamienie...
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.