Hanka wstala. W basenie z kulkami...
Kolejny dzień adaptacji. Synek wstał o 5. Jak poszliśmy do żłobka na 9 to był już bardzo zmęczony, ale dziś się nie denerwował na wejściu, nie szczypal, ma też swoje ulubione ciocie, na jedną nawet krzyczał jak mu nie odmachała papa. Jutro zostanie na godzinkę i zobaczymy jak to będzie.
Jestem zadowolona. Wszystko ułożyło się jak powinno.
M dziś pojechał na badania do Wojewódzkiego. Jak dzwonił stale cos na przeszkodzie byli. Nawet usunęli z jego nazwiskiem bazy danych ile zamieszania przez to było. Ale wynik taki że na rok na pracę. Zadowolony pojechał do firmy i ma urlop. Ja do 15 siedzę i też mam urlop.
Postanowiliśmy jechać do Zakopanego w czwartek na 10 dni, znaleźliśmy pokoje po 40 zł. Więc chce na maksa odpocząć.
Z tymi dobrymi informacjami Pieniny są aktualne i ivf tak samo. Nie mogę uwierzyć. Mogę przygotowywać się do ivf.
Że złych info odebrałam wynik morfologii po tyg. Od odstawienia accofilu wynik leukocytów 2,5 kobitka kazała udac się do lekarza. Wyczytałam że organizm nie walczy z bakteriami i grozi mi sepsa. Ale w ciągu kolejnego tyg będzie ok.
Najgorsza insulina powtórzyłam ja i mam 15,8 nacczo a rok temu było 4. Od czego to wzrosło. Leki miałam zmienione na +
1000 xr . A wcześniej brałam 3X500 od soboty biorę 2x1000 za miesiąc powtórka.
Ale zastanawiam się id czego wzrosła ostatnio jadłam gofry z dżemem hmm nie wiem .... Dieta i do.powtorki badanie za miesiąc
TSH 1,1 ładne.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca 2019, 14:01
Dzisiaj byłam w przychodzi przyszpitalnej (NFZ). Wizyta była wyznaczona na 10, weszłam o 12.30, ale bardziej stałe bywalczynie mówiły, że przedłużało im się z 10 na 15, więc i tak powinnam się chyba cieszyć. Co za szacunek dla kobiet w stanie błogosławionym! (Pominę fakt, że w pracy nic nie mówiłam, że tyle mnie nie będzie, więc teraz siedzę po godzinach) Dowiedziałam się też, że kobietki chodzą do poradni patologii ciąży (tam właśnie byłam) ale np. usg robią prywatnie, bo na NFZ to terminy od dzisiaj są wrześniowe.... nooo cudowna ta nasza służba zdrowia, na którą tyle odpalamy z naszych pensji..
Lekarka powiedziała, że zespół sjogrena powoduje jakieś przeciwciała REM (???) które też mam jak wynika z mojej ostatniej karty wypisowej ze szpitala i które powodują blokady w przepływach u dziecka i mogą zatrzymać akcję serca
podobno z reguły jest jednak wszystko ok (z reguły...)
Z uwagi na sjogrena i moje dwa wcześniejsze poronienia zaordynowała mi Neoparin - zastrzyki. Czyli heparynę. Doktorek też mówił, że mi później włączy heparynę, ale nie wiem teraz czy już brać ten Neoparin czy czekać na decyzję doktorka za dwa tygodnie - trochę długo czekania. Chyba dzisiaj zadzwonię do niego. I w ogóle.... zastrzyki??? RATUNKU!!! Jak ja mam sobie to podawać, jak żyć. Nigdy nie robiłam sobie zastrzyków i się ich boję
Oczywiście dla małego człowieka zrobię wszystko, ale przeraża mnie to.
Dostałam też skierowanie do pracowni na badanie echa serca płodu. Dzisiaj już tam nie dotarłam bo musiałam gnać do pracy. Jutro tam rano podskoczę przed pracą. Podobno co tydzień mają mi badać echo serca dziecka by monitować, czy sjogren go nie blokuje itd. Coraz bardziej skomplikowana ta ciąża.
@gosiulla - na razie nie wybieram się na L4 bo nie mam pracy fizycznej, tylko biurową, a czuję się świetnie, więc i z tej strony nie mam takiej potrzeby. Tak obstawiam dopiero od września, lub nawet od października, bo w sierpniu i tak planuję 3 tyg. urlopu z mężem.
Brzuszek nadal niewidoczny dla postronnych, ale już co nieco mogę się dopatrzeć szczególnie wieczorem po kolacji. Niestety (nareszcie!) moje ołówkowe spódnice i letnie sukienki do pracy już odpadają, bo się albo nie zapinam albo strasznie mi brzuch wywalają.
Za to zrobiłam pierwszy zakup sukienki w H&M dla mam
Do tego o i le zawsze szerokim łukiem omijałam stoisko dla dzieci w IKEA, to ostatnio przeszliśmy się po nim z mężem żeby sprawdzić ceny łóżeczek. Króciutka wizyta, ale fajne uczucie. Pierwszy raz nie dostałam w IKEA depresji na widok ciężarnych.
Ale i tak ganię się w myślach, że już sobie pozwalam na takie ciche marzenia i planowania.
Nie poszłyśmy do zlobka
Jutro usg genetyczne.. Nie moge sie juz doczekac a jednoczesnie się boje... Wierze malenstwo ze wszystko z tobą dobrze, ze rosniesz piekne i zdrowe 🤞🤞✊✊
Czyzby biochem ?
Jak pisałam wcześniej- czułam, że ciąży nie ma + wogole nie czuje się ciazowo, objawow również brak.
Jak wspominałam kupiłam 1 test, więc wczoraj - w sumie nie wiem czemu - postanowiłam go zrobić- ot tak od niechcenia.
Facelle czułość 10 pokazał delikatną druga kreskę mu mojemu wielkiemu zaskoczeniu 😮 jednak nie przywiazywalam do tego dużej wagi - mam chore dziecko w domu + praca - od razu wbilam sobie do głowy, że Facelle lubi oszukiwać.
Wieczorem uznałam, że kupię drugi test.
Zrobiłam to dziś rano - DOZ czułość 20 - pokazał po chwili blada kreske.
Dzis teoretycznie 10dpo (teoretycznie bo nie wiem kiedy była owu przez zawirowania temp) - więc myślę że to biochem? Gdyby było inaczej kreski byłyby mocniejsze l.
Nawet słabo wychodzą na zdjęciach- na żywo widac je od razu.
Co do objawow - nie mam żadnych, jedynie bole podbrzusza od czasu do czasu jakby miesiaczkowe.
![]()
https://naforum.zapodaj.net/66e0bc706102.jpg.html
Dylematy
Nigdy nie sądziłam, że po tym co przeszliśmy starając się o pierwsze dziecko, decyzja o drugim będzie tak trudna.
Po roku bycia w domu z dzieckiem (dość wymagającym) i stresie związanym z obroną pracy dyplomowej pod koniec maja wróciłam do pracy. Cieszyłam się jak dziecko, bardzo chciałam wrócić bo bardzo ją lubię (lubię to co robię i ludzi z którymi pracuję). Aż tu mąż zaczyna mnie zagadywać, że może trzeba sobie drugie zrobić (przy okazji wiadomości że znajomi spodziewają się drugiego dziecka). No i od tamtej pory (prawie miesiąc) biję się z myślami... lekarka w klinice nam powiedziała, żeby starać się od razu z drugim bo potem dojdzie czynnik wieku i będzie jeszcze większy klops. A ja nie wiem... Z jednej strony już bym nawet chciała (poza kryzysami kiedy mam dość dzieci
) ale dopiero co wróciłam do pracy i trochę głupio po dwóch miesiącach iść na L4, a nie mam możliwości pracowania w ciąży bo to warunki szkodliwe - chemikalia. No i teraz się biję z myślami czy zwlekać aż trochę popracuję... czy zacząć starania już, bo przecież nie wiadomo ile to będzie trwało tym razem... Czekam na jakieś olśnienie w tej kwestii ale nie przychodzi 
Napisać muszę bo się uduszę.
To będzie długi post.
Nowy cykl zaczął się 4 czerwca. 5 czerwca Mąż miał badania nasienia. Niestety wyniki nie wyszły zbyt dobre. Zwiększona lepkość, uplynnienie powyżej 60 minut. Ruchliwość bardzo słaba. Mam gdzieś tam te wyniki w procentach. Aczkolwiek poniżej normy. Może jakieś 20% ruch a+b gdzie norma jest od 52%. Poszłam z tymi wynikami do mojego ginekologa A on popatrzył pomyślał i powiedział że w Ty. Przypadku to jedynie inseminacja wchodzi w grę... zaproponował gdzie możemy się udać. ... że do Poznania itd... że współpracuje z jakimś tam lekarzem i że powinno się udać. Zaprosił na monitoring w kolejnym cyklu.... zalamalam się... serio. Wróciłam do auta i zalałam się łzami... z jednej strony cieszyłam się że moje hormony i ogólnie układ rozrodczy pracuje dobrze. Ale wyniki męża mnie załamały... I jeszcze ta inseminacja.... No ale cóż... pojechałam do domu. Poszperałam w necie. Czekała mnie rozmowa z mężem więc chciałam znaleźć najlepsze opcje jakie mamy żeby mieć z czego wybierać. Wyszukalam suplementy i żele wspomagające ruchliwość. Zaczęłam myśleć... że czemu ginekolog nam ich nie zaproponował. Czemu nie polecił brać supleme Ty i powtórzyć badanie nasienia za 3 miesiące tylko od razu inseminacja. Czy aby na pewno miał na celu nasze poczęcie dziecka? Czy raczej łatwą kasę ? I wtedy po rozmowie z mężem uznaliśmy że inseminacja to będzie ostateczność. Ustaliliśmy że przez 3 miesiące pobierze suplementy. Później powtórzy badanie. Jak bedzie zle to udamy sie po dalsze wskazowki do androloga. Będziemy walczyć.
Jak wspomniałam 4 czerwca zaczął się kolejny cykl. Mierzylam temperaturę ale jakoś bez większych nadziei. Wiedziałam że się nie uda. 14 dc (18.06) pozytywny test owulacyjny i piekny spadek temperatury (jak na mnie wcześnie bo ja owulację mam gdzieś od 18 do 22 dc przy cyklach 32 dniowych). Myślę ok. Cykl będzie krótszy ale przynajmniej owulacja szybciej. Szybciej można działać. Więc z mężem szalelismy. Robiłam świece i takie tam-wiecie żeby plemniki szybciej doleciały do jajeczka. Wiem głupie ale tonący brzytwy się chwyta
Pozniej wypadalo Boze cialo wiec mielismy gosci na 4 dni. Totalny już. Temperatura była powyżej lini podstawowej ale jakość bez szaleństwa. Przed owulacja miałam 36.3 do 36.20 A po owulacji 36.6 czasem troszkę wyżej. Ale w ustach jest niższa.
Wypiłam kilka piw 2%. Dużo luzu. Pośmałam się. Wyluzowałam. Goście pojechali w niedzielę. I od niedzieli aż do piątku z dnia na dzień bolały mnie mocniej jakby jajniki i plecy. W czwartek było apogeum ... bol był tak okropny że apap wzięłam. Myślałam że znów nerki lub pęcherz bo miałam ostatnio problemy. Poszłam do lekarza. Babka zleciła badanie moczu i zapobiegawczo przepisała antybiotyk. Zrobiłam badanie jeszcze tego samego dnia i od razu miałam wynik. Wszytsko było ok. Więc nie wzięłam antybiotyku. Ale zapobiegawczo przez jeden dzień brałam urofuraginum. Wiem jak potrafi boleć pęcherz więc chciałam się zabezpieczyc. Wzięłam gorącą kąpiel i trochę szukałam ulgi w termoforze. W piątek bol minął. Do dziś wszystko jest ok. W piątek pojechaliśmy z mężem do mojego brata pilnować dzieciaki. Termometru nie wzięłam, pryszczy na pysku pełno, piersi bolały jak na okres, podbrzusze lekko także więc mówię sobie @ przyjdzie na pewno. Znów luzik, kąpiele W basenie i obiadki u rodziny. Ogółem całkiem przyjemny czas. Dziś miałam lekkie zawroty głowy...wczoraj wieczorem trochę mdlosci..dziś rano po kawie też. Brzuch bolał już typowo jak na okres. Myślę lada moment przywitam się z czerwonowłosą cioteczka. Obudziłam się wgl z okropny humorem bo śniło mi się że dowiedziałam się że jestem w ciazy i że mega się cieszyłam i wgl wszystko super. Byłam wściekła wręcz że staramy się i staramy i dzień przed miesiaczką takie rzeczy mi się śnią... Wróciliśmy dzisiaj do domku...
I jak wróciliśmy dziś wieczorem coś mnie tknęlo. Pomyślałam A siknę sobie na test. Co mi szkodzi. Mam ich tyle z allegro że mogę szaleć. I tak nic z tego ale przynajmniej nie będę się łudzić tylko jak @ przyjdzie to będzie i bez rozczarowania.
Wyobraźcie sobie moje zdziwienie gdy niemal natychmiast pojawiła się DRUGA kreska.....Byłam w szoku.... Zaczęłam tak wyć że aż mój mąż przyleciał do łazienki bo myślał że ktoś umarł..... A ja mu pokazuje ten test... A on że nic nie rozumie więc ja w większy Szloch i mówię mu że chyba jestem w ciazy.... A ten na mnie patrzy i mówi no to dobrze.. nie płacz.. chyba powinnaś sie cieszyć. Ależ mężu ja się cieszę! Tylko z tych emocji i czekania i przede wszystkim ZASKOCZENIA nie wiem co robię.
I tak oto przez przypadek z wieczornego moczu dowiedziałam się że jestem w ciazy..❤❤❤❤.. tzn. Mam nadzieję że jestem. 🙏🙏🙏 Jutro jadę zrobić betę. Więc proszę pomyślcie się za nas... żeby było ok. Żeby beta była ładna i żeby rosła. A później o serduszko 🙏🙏 modlitwa ma moc. Nie raz się o tym przekonałam. ❤❤
Jutro oczywiście wstawię wyniki... boję się że to jakaś torbiel czy coś.... że to dlatego ten pozytywny test... nie Dowierzam po prostu. Wzięłam duphaston na wszelki wypadek bo mnie te skurcze lekko martwią... A może tak powinno być? Nie wiem... W następnym poście wrzucę fotki testów.
Dziękuję jeśli dotrwałaś do końca:* i proszę o modlitwę ❤❤
Wiadomość wyedytowana przez autora 2 lipca 2019, 04:07
WTOREK
11dpo, biel vizira... także tego... 
Masakra. Wahania nastroju jak huśtawka. Raz się cieszę, raz płaczę, raz się nie przejmuję, drugim biorę wszystko do siebie. To nie jest normalne. Człowiek zamiast się cieszyć czasem bliskości z mężem to myśli czy po tym się może udało. Masakra. Chciałabym o tym nie myśleć..
15tc
Brzuch uwydatniony, zapisalam sie na cwiczenia dla ciezarnych - jutro moj pierwszy raz
. Czuje sie dobrze, choc upaly sprawiaja ze szybciej sie mecze i mam bole glowy.
Robilam badania moczu, morfologie, tsh i kolejna wizyta za 1,5 tygodnia. Na USG powinnam sie stawiac co dwa tygodnie i sprawdzac czy dzieci rosna rowno. Niby najgorszy I trymestr za nami,ale teraz ciagla kontrola.
Fajnie jest byc na zwolnieniu, mam sporo czasu, moge spokojnie zrobic zakupy, wyspac sie dowoli, zrobic pranie i obiad bez pospiechu. Od 10lat swojej kariery zawodowej mam tyle wolnego:). Cudowny czas
. Pewnie niedlugo bede tesknic za praca i wyjsciem do ludzi, ale w tym momencie jest wspaniale.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca 2019, 11:21
Wczoraj czułam sie normalnie, zabrałam sie za zrobienie paznokci i zrobiłam sobie kawę... Fakt za mocną.... Trochę mi zeszło przy tym... Pod koniec zaczęłam sie tak źle czuć.... Takie drżenie w klatce, okropne mdłości, takie skolowanie w glowie, hello jakby ból w podbrzuszu, myślałam, ze jak sie pozłożę o zasne to ta kofeina zejdzie i rano bede sie czuła normalnie.....A tu nie.... Obudziłam sie i jest tak samo. Czuje jakbym miała lekko napompowany brzuch. @ jeszcze sie nie zaczęła.... Ale to chyba kwestia czasu...
Czuje sie fatalnie.....
Zdaję sobie sprawę, że dla niektórych 6 miesięcy starań to bardzo krótki okres. Wydaje mi się jednak, że czas zacząć się badać. Chcę po prostu wiedzieć czy będę mieć dzieci, czy może mam sobie życie układać bez nich. Bo prawdę mówiąc wszystko uzależniam od dzidziusia. Czy pojedziemy na urlop, kiedy będę mogła zmienić pracę, czy budować duży dom?
Dlatego w tym miesiącu planuję iść na monitoring i sprawdzić czy faktycznie dochodzi do owulacji i potem ewentualne badania hormonów. W sierpniu natomiast chcę wysłać męża na badanie nasienia. Martwię się jego świnką, którą przechodził w wieku 19 lat
Może któraś z Was miała podobną sytuację? Co do problemów w rodzinie to póki co nie wiadomo (jesteśmy pierwsi z rodzeństwa, którzy się staramy). Moja mama natomiast na pierwsze dwie kreski czekała 5 miesięcy, a potem wychodziło w 1cs (3 ciąże). Może ja za bardzo wszystko planuję i analizuję 😑Wydaje mi się, że nie chcę za bardzo i nie mam presji, ale może podświadomie coś jest na rzeczy.
Chcę wiedzieć czy będę mamą, żeby móc się pogodzić z ewentualną bezpłodnością i nie zazdrościć koleżankom, które mają już swoje upragnione dzieciątka.
15tc
Bylam na pierwszych cwiczeniach. Czuje miesnie rak i nog, troche sie spocilam. Byly to cwiczenia rozciagajace, silowe na rece i nogi. Czuje sie dobrze, jednak po powrocie przeczytalam w necie ze w ciazy blizniaczej nie powinno sie forsowac i meczyc. I teraz nie wie sama co robic, musze zapytac doktorka. Wizyta za tydzien.
Obiad mam juz nastawiony, zaraz wloze pranie i chyba sie dzemne, bo sie nie wyspalam przez ta zaduche.
Twixy rosnijcie w sile
:* :*
Nienawidzę swojego ciała.
2 dni spóźnienia, 2 dni nadziei. Nie ma.
Beta 7 dpt 2.
To chyba pozostałość po ovitrelle... nie bez powodu mówią, że ten zastrzyk się utrzymuje nawet 14 dni. A ja głupia za wcześnie zrobiłam tą betę. Teraz jestem rozbita na kawałki. Z jednej strony wiem, że nic z tego, a z drugiej nadzieja się tli i serce tak bardzo pragnie żeby zdarzył się cud.
Plamienia są dalej i to coraz czerwieńsze 
Edit! Moz mąż nie wiem jak sprawdzał ten wynik bety bo tam było 4 a nie dwa!
Także wynik w 7dpt: beta hcg 4
9 dpt testy sikanie o czułości 10 białe jak śnieg 
Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2019, 07:14
Wczoraj nastrój wachadłowy, ciężko stwierdzić czy dobry czy zły. Ale chyba będzie dobrze:) Waga -5kg, jestem zadowolona
jeszcze przede mną 20, ehh 
Byłam wczoraj we Wrocławiu u dr Rubisza - znanego specjalisty od endometriozy. Matko, ale mnie wybadal, reke mi włożył tak głęboko, że myślałam, że tylkiem wyjdzie hehe. Nie ma widocznej endometriozy, pomiedzy macica a jelitami jest płyn, co znaczy że nie są zrosniete, macica z jajnikami się ruszają, nie widzi szczepow endometriozy, więc nie mam wskazania do laparoskopii. Poleca zrobić jeszcze IUI skoro co dopiero leczylam bakterie z endometrium. No i o to właśnie mi chodziło, żeby potwierdzić czy jest jeszcze sens IUI. Endometrium 8 mm w 5dc, wow, ostatnio przy IUI miałam 5 mm w 10dc i nawet nie wiadomo było czy sie odbędzie a tu proszę, może rośnie ładnie po wybiciu bakterii. Czyli pozostaje mi do zbadania immunologia, a tymczasem zaczęliśmy się opijać guajazylem.
32tc + 4 (33tc)
Powiem szczerze, myślałam, że już mi minęło, w końcu upłynęły już prawie 3 lata. A to wciąż we mnie siedzi...
Izba Przyjęć na którą miałam zgłosić się żeby ustalić termin CC jest zaraz obok oddziału patologii ciąży... Mój doktor robił wczoraj zabiegi, widziałam dziewczyny wyjeżdżające na łóżkach z gabinetu zabiegowego. Ściskało mnie w środku, łzy zaczęły napływać do oczu, bo jakiś czas temu byłam na ich miejscu... Starałam się nie patrzeć w tamtą stronę, zacząć patrzeć w telefon, robić cokolwiek byleby nie widzieć tego miejsca. Miałam dość luźną bluzkę, torebką starałam się zasłonić spory już brzuszek, żeby dziewczyny chodzące po oddziale i wchodzące do zabiegówki nie widziały, bo wiem jak to bardzo boli, zwłaszcza w takim momencie.
Syn
wypychał się mocno, nóżką smyrał mnie po żebrach chyba żeby odpędzić moje myśli od tego co było i dać do zrozumienia, że teraz On jest najważniejszy
Słyszałam płacz dzieci, bo niedaleko jest oddział położniczy i noworodkowy. Kiedyś marzyłam żeby trafić kiedyś tę stronę i wkrótce tam będę
.
Być może gdy Synuś
przyjdzie na świat to będę postrzegała ten szpital i oddział odmiennie niż teraz, być może będzie mi się kojarzył tylko dobrze i radośnie.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.