21t6d
W poniedziałek 1lipca miałam badane serduszko Maleńkiej przez kardiologa,wszystko jest tak,jak powinno być,czyli potwierdzenie badania połówkowego.
Dziś była wizyta ginekologiczna,wszystko dobrze,szyjka 4,5cm.
Na USG też dobrze,Malutka waży 483g.
Ostatnio pisałam,że ginekolog przesłała mi wyniki z testu Sanco plus. Dziś bardzo mnie zaskoczyła,bo spytała czy chciałabym powtórzyć test (WOT???)boooo....wybadali mi wszystko podczas gdy DNA dziecka wynosiło tylko 3%,a zazwyczaj/zawsze??? robią badanie jak DNA dziecka wynosi min 4%...noooooo żeszszszsz to o co chodzi???
Powiedziałam,że nie będę powtarzała znowu tego testu .No kurde skoro wydali wyniki przy niskim DNA,to rozumiem,że dało radę zrobić to badanie?Nooo chyba na pałę nie wydawali wyników???
Spytałam o co chodzi,że było tak mało DNA,to powiedziała,że łożysko tak nie przepuszcza.Ale dlaczego to nie wiem???
Nooo w każdym razie ziarno niepewności znowu zasiane,ale wierzę,że skoro badanie wyszło dobrze,to jest dobrze.
No i druga sprawa,to moja ginekolog prowadząca ciążę nie będzie mi robiła CC,ponieważ nie pracuje teraz w szpitalu.Powiedziała,że w 34 tyg skieruje mnie do ginekologa,który zrobi mi CC i z nim będę się umawiała na konkretny termin w okolicy 38 tyg.
I mam dylemat,czy skoro CC i tak nie będzie robiła to ginekolog prowadząca,to czy iść do lekarza przez nią poleconego/w dużym szpitalu,a właściwie na Klinikach czy szukać lekarza w mniejszym szpitalu,ale o bardzo dobrej referencyjności,tam gdzie miałam poprzednie cięcia???Znam stamtąd lekarza,ale nie wiem czy on jeszcze robi CC,musiałabym pojechać do niego na wizytę.
No i jeszcze zastanawiam się,jak podejść do tematu finansowego,czy spytać wprost lekarza ile kosztuje CC,czy dać po prostu jakąś kwotę,czy CC należy mi się na NFZ???
No to takie mam na dziś dylematy.
Edit. Co do badania testu Sanco- przeszukałam internet i na stronie testu znalazłam jak byk informację,że wykonują badanie nawet przy frakcji DNA 1%,więc skoro u mnie było 3% to można było i tego się trzymam!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2019, 00:40
Przełożyłam badanie usg i PAPPA z 9 na 12 lipca. Trochę poczytałam, że niby można je robić od 11t1d, ale skoro doktorek mówił raczej o późniejszym terminie, to stwierdziłam, że ruskim targiem przeniosę z 11d.3. na 11t6d. Szkoda, że odwlecze się moment sprawdzenia czy z Małym Ludkiem wszystko ok, ale wolę uniknąć sytuacji, że nie wszystko się da zobaczyć i zmierzyć, bo jest za mały.
Wczoraj zrobiłam sobie pierwszy raz w życiu zastrzyk i to a'la Kevin sam w domu, bo mąż zbyt późno wracał do mieszkania. Przeżyłam. Byłam chyba bardziej podekscytowana niż przestraszona i jakoś poszło.
Po pierwszym zastrzyku, który robiła mi pielęgniarka mam takie kółko ok 5 mm. silnie krwiste, a po moim zastrzyku jest kropeczka po wbiciu igły i takie lekkie zasinienie o szerokości ok 1,5 cm. Szczerze mówiąc lepiej wygląda ślad po moim działaniu
Mam nadzieję, że nabiorę wprawy. Szukam porad w Necie jak uniknąć tych sińców, ale chyba się nie da 
Rano wpadłam w panikę, że mi się brzuch zmniejszył i spłaszczył i że nic nie widać o_O
Mąż mnie pocieszał i mówił, że wszystko ok i że niepotrzebnie panikuję, że gdyby się coś złego stało to Ludek jest już zbyt duży, by organizm nie dał mi znaku o tym, a poza tym przecież ma czas żeby urosnąć, że jak zjem to pewnie będzie bardziej wybrzuszony i takie tam bla bla bla...
Kochany ten mój mąż i taki cierpliwy na wszystkie moje ataki paniki
może po tym PAPPA się bardziej uspokoję.
Dzisiaj wizyta u reumatologa. W sumie i tak sobie już odebrałam wyniki, bo przychodnia zlecała je Diagnostyce i się wyświetliły na moim koncie, no ale pójść trzeba.
18tc
Ale ten czas leci, 100 lat nie zaglądałam do pamiętnika. Chyba trochę bałam się chwalić, żeby nie zapeszyć, ot tryb paranoiczki ciąg dalszy. To teraz trochę się rozpiszę 
Najpierw myślałam, że stres o ciążę przejdzie mi po pierwszym trymestrze, kiedy maleje ryzyko poronienia, potem czekałam na test PAPPA, teraz stresuję się przed USG połówkowym i snuję wizje skracającej się szyjki, której lekarze nie zauważą, chyba taki mój los, że cały czas muszę mieć w głowie czarne scenariusze. Może to przez długie starania, a może tak po prostu mam.
Jest nad czym pracować, żeby Maleństwo nie miało nadopiekuńczej matki-wariatki 
Jeśli chodzi o objawy, udało mi się znaleźć w gronie szczęściar, które początek ciąży zniosły wyjątkowo lekko:
- Od początku jestem senna i zmęczona, mogę spać po 10h + drzemka w ciągu dnia. Trochę uciążliwe przy połączeniu z pracą, ale na razie do przeżycia
- Również od początku częściej chodzę siku, na szczęście w nocy wstaję tylko 1-2 razy. Czytałam, że częste wizyty w toalecie są charakterystyczne w 1 trymestrze, potem przechodzą w 2, żeby znowu powrócić w 3. U mnie nie przeszło, trudno, mogło być gorzej 
- Bóle podbrzusza czułam najpierw na samym początku ciąży ok 6-8 tydzień, potem pojawiły się znowu około 12 tygodnia i trwały znowu 2 tygodnie, teraz od tego tygodnia znowu je czuję - trochę jak przed okresem, ale znośnie. Ginekolog mówi, że to są okresy bardziej intensywnego powiększania się macicy i nie mam powodów, żeby mu nie wierzyć.
- Około 15-16 tygodnia dopadło mnie ciążowe rozkojarzenie. Wcześniej byłam raczej osobą zorganizowaną, a teraz wszystko leci mi z rąk, na zakupach zapominam o połowie rzeczy nawet z listą, w pracy jak czegoś ode mnie chcą to dość często odpowiadam "eheeee, taaak" i nie wiem zupełnie co do licha mam właściwie zrobić
Zawsze irytowały mnie roztrzepane osoby, a teraz sama taka jestem - karma!
I tyle tak naprawdę. Cieszę się, że ominęły mnie nudności, nie miałam też ani razu dziwnych zachcianek, nie zaczęło mnie odrzucać od żadnego jedzenia, nawet tęsknię za winem
Oczywiście nie piję i nie jem żadnych cukierków i potraw na alkoholu, ale podobno większość kobiet czuje obrzydzenie na samą myśl o alkoholu, u mnie nic takiego nie ma miejsca 
Brzuch wciąż jest mały, wygląda bardziej jak przy wzdęciu, chociaż w obcisłe jeansy już się nie mieszczę. Mam wrażenie, że wczoraj poczułam pierwsze ruchy Maleństwa, takie delikatne łaskotki od środka, zupełnie inne niż przy gazach i zwykłym przelewaniu się w brzuchu. Czekam na ciąg dalszy 
W sumie jakoś tak zupełnie normalnie upłynęły mi te tygodnie, nie licząc badań i wizyt u ginekologa, wszystko zostało po staremu. Dalej pracuję, miałam zupełnie inne plany, ale życie wszystko potrafi zweryfikować
Na początku ciąży planowałam iść na zwolnienie najdalej w 10-12 tygodniu, jako że nie lubię mojej pracy i jeszcze przed ciążą zaczynałam szukać innej. Pracę mam biurową, ale dość stresującą, do tego wstawanie codziennie o 5:30 i dojazd często ponad godzinę w jedną stronę w korkach, nie chciałam sobie tego wszystkiego dłużej robić w imię pracy, którą i tak spisałam na straty. Tymczasem dostałam nagle propozycję przejścia do innego działu pomimo, że wiedzą, że jestem w ciąży (o co próbowałam walczyć rok temu, ale wtedy nie było takiej możliwości) i siłą rzeczy muszę jeszcze trochę w pracy zostać. Na razie czekam cały czas jeszcze na starym stanowisku na potwierdzenie transferu, ale najpóźniej od 7 miesiąca, czyli od września, chciałabym już odpocząć, choćby ze względu na pobudki, dojazdy i to okropne rozkojarzenie, które zupełnie serio utrudnia mi wykonywanie zadań. Oby do tego czasu wykokosili się z nową umową i wszystkimi formalnościami!
Żeby nie było tak zupełnie różowo, miesiąc temu dostałam dziwnej wysypki na brzuchu. Zaczęło się od jednej plamki, potem pojawiła się druga, trzecia, a potem w ciągu kilku dni wysypało mi cały brzuch, piersi i plecy. Byłam z tym oczywiście u ginekologa i dermatologa, ale nikt nie wie co to jest. A są to dość duże, czerwonawe plamy, ok 0,5-1cm średnicy, takie jakby lekko wypukłe, z suchym naskórkiem na wierzchu, ale nic się nie łuszczy, nie swędzi i nie zaraziło męża ani nikogo. O dziwo i na szczęście nie rozeszło się poza brzuch, piersi i plecy. Dermatolog wykluczył alergię, azs, liszaj, grzybicę, łupież pstry i kilka innych jakże uroczych chorób, właśnie ze względu na brak swędzenia i to dziwne rozprzestrzenianie się tylko po tułowiu, dostałam kilka na ślepo przepisanych maści, które oczywiście nic nie pomogły i tak chodzę sobie od miesiąca jak muchomor. Nie wygląda to może jakoś szczególnie obrzydliwie, ale o uroczych zdjęciach ciążowego brzuszka mogę zapomnieć. Coż...może kiedyś przejdzie. Dzisiaj idę na kolejną konsultację u dermatologa, choć zupełnie nie wiem po co, chyba tylko zameldować, że kolejna maść nie pomogła.
drugi dzien adaptacji
godziny od 9.30 do 11.30
weszla jak do siebie. zabawa super, muzyczne przywitanie, potem ubieranie na plac zabaw i ja mialam zniknac (ok 10). zrobilam papa. Ola nie plakala. wszystko ok.
ja emocje pozytywne, zadowolona bylam z niej bardzo, cieszylam sie ze nie cierpi, ze ja zostawiam.
zamknelam drzwi od zlobka i emocje mna targnely. normalnie sie rozbeczalam. nie spodziewalam sie tego. bylam naprawde w dorbym nastrpju, pozytywnie nastawiona. ale jednak. to bylo silniejsze. porownalabym to do hormonow po porodzie .... zadzialo sie samo. nigdy nie doswidczylam jeszcze takiego uczucia. duma, przeplatana lekiem, szczescie i troska... nie ze jej sie cos stanie. tylko, ze wchodzi na kolejny etap rozwoju, ze moja dziewczynka dorasta, ze juz nie jest taka malutka (no jest, wiem), ale ze juz nie niemowle...
przyszlam po nia o 11.30. akurat bylo mycie zabkow po pierwszym daniu obiadku. podsluchalam rozmowe innej mamy. jej corka zgodnie z planem jutro juz na drzemce.
Ciocia poszla po moja. ja patrze, a ta czerwone oczy.
juz wiedzialam, ze nie bylo tak super jak to sobie wyobrazalam. okazalo sie, ze polowa czasu na placu zabaw super, a potem zaczela sie troszke zanosic placzem, troche narzekac. moim zdaniem gdlodna i spiaca. dzis na obiad byly leniwe i surowka. surowki nie tknela (w domu tez nie lubi, woli gotowane warzywa). kluski niby zjadla.. tylko, ze w wozku zjadla 3 wafle ryzowe i mus owocowy, wiec na bank sie nie najadla tam. boje sie, zeby dbali o to ile je. a jesli nie zje, to zeby dali mleko przed drzemka. musze jutro pogadac... wizelam jej zupe na wynos. dzis krupnik, jak dla mnie ok, ale moim zdaniem troche za slony dla takich dzieci. ale moze to moje spaczenie. ja zup nie sole jej wcale, no chyba ze szczypta soli do rosolku, zeby nie byl za slodki w smaku od marchewki itd.
dzis juz nie jestem w skowronkach. dzis juz wiem, ze nie bedzie tak latwo. wiem, ze Ola teskni i bedzie przezywac. a ja razem z nia.... no ale nie ma wyjscia musimy to przejsc.
planowana drzemka przeniesiona na wtorek. wiec jesli tamto dziecko zostaje juz jutro, a moje ma o tyle dni przesuniecie, to siwadczy samo o sobie. mysle, ze super nie bylo.
dlatego wlasnie wzielam miesiac na adaptacje. nie chce jej pospieszac.
po wjesciu do domu przebralam ja i od razu zasnela. dlatego mam chwile opisac na swiezo.
podsluchalam tez w rozmowie tamtej mamy, ze Amelka super sobie radzila, bo dzieciom ktore juz chodza jest latwiej i sa pewniejsze siebie. no super. moja jedyna w grupie jeszcze nie chodzi samodzielnie. tylko za raczke. wiadomo, nikt jej tam ciagle prowadzac nie bedzie jak w domu. stad pewnie tez jej frustracje, ze nie jest sluchana tak jak u nas.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2019, 12:25
Wczorajszy dzień mnie strasznie rozwalił.... Dużo płakałam...
Bardzo mi ciężko na sercu...
Nie umiem sie pozbierać...
Każdy ten okres rozwala mi totalnie mózg... Płynęła krwią takze z serca...
Nie mam juz sił czekać, walczyć, podnosić sie, nie chce mi sie tak egzystować, nie mam mocy, motywacji ani chęci....
Strasznie sie czuje... Wszystko wydaje mi sie tak odległe, jakby nie było dla mnie szansy na życie na tym świecie...
Moze tam gdzieś daleko jest wymiar, jakąś rzeczywistość, ktora da mi pełnię szczęścia...
Akilegna, często myślałam już wcześniej, żeby coś napisać, a potem po prostu te mysli w codziennej gonitwie wylatują z głowy. A co u Was???
Hmm...
Stary Rok minął, a wraz z nim moje marzenie
Nie mam już siły - tak po prostu. 5 lat chyba mi wystarczy. Te ciągłe nadzieje, badania, testy - a efekt taki sam i znów "ból", smutek i rozczarowanie . Widocznie tak ma być.
Jak widać nie każdy organizm pamięta i jest ciąża po poronieniu.
Nie było mi dane zostać mamą po raz drugi. Nie raz mi mówiono ,że nie powinnam przeżywać bo to starania o drugie . Tylko czym się różni miłość do jednego, dwóch czy więcej dzieci ? Niczym. Każde Kocha się tak samo mocno i bez interesownie.
Koniec badań, tłumaczeń, lekarzy itp. Mam dość. Wyć się chce, ale ileż można ? Tak strasznie mi źle.
Dzis znow plamienie. Bez sensu to. W pierwszej ciąży (z synkiem) mialam implantacyjne, ale takie ultra subtelne, takie że latwo można by je przeoczyć, gdybym nie byla uważna. A w tej ostatniej wcześnie poronionej ciąży w październiku 2020 mialam plamienie w środku cyklu takie "obfitsze", którego nie dało się przeoczyć, ba mogło nawet ujsc za ultra skąpy okres gdybym się uparla. I niestety nie bylo dobrym zwiastunem, bo ciąża się poroniła. I właśnie przedwczoraj i wczoraj subtelne plamienie ale już dziś pod prysznicem... No... Zauważalny wyciek. Nie wiem który dc. Nie chcę wiedzieć. Ostatnio marnie się czuje, non stop jakby coś mnie rozkładało. Podejrzewałam koronę ale raczej nie. Chyba zmęczenie zimą...
Promyczek86, czytaj proszę ze zrozumieniem. Nie krytykuje kp, tylko porzucenie dziecka z dnia na dzień na tyle godzin. A o kp moj komentarz jedynie jest do tego, że na pewno to nie ułatwia dziecku sprawy, bo kojarzy dodatkowo bliskość. Metody jedzenia dla 8mio miesieczniaka to trochę wcześnie by oceniać. Do roku podstawa żywienia jest mleko matki lub mm. Więc masz trochę czasu. A to gdzie i jaki żłobek, czasem nie ma znaczenia. Każde dziecko inaczej znosi. Ja tylko uważam, że oddanie dziecka na 9h na drugi dzień to szaleństwo lub bezduszność. Naprawdę.mozna to zaplanować mając tyle czasu na macierzyńskim. Same wychowawczynie pierwszy raz.mialy coś takiego w zlobku
Edit. I odroznij wsiadanie na inne matki od zasadnej krytyki. To co się dzieje i jakie są matki dla siebie to jedno. Ale to nie może z drugiej strony powodować, że słowa co mi się nie podoba nie mogę napisać w swoim pamiętniku. A Ty zostawilabys syna na 9h po 1h adaptacji? Opisuje co widziałam i co mną wstrzasa. I w tym momencie tynwsiadasz na mnie bezzasadnie w mojej ocenie, czyli robisz to czym gardzisz.
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2019, 17:22
No i znowu pojechał... Noc będzie taka smutna 😪 Wczoraj była urodzinowa impreza teścia, 70 urodziny a ja byłam tam obecną tylko ciałem... Gorąca noc z mężem a rano... Rano okres... Znowu cykl 23 dni...
Tydzień temu byłam u neurochirurga, prywatnie oczywiście bo inaczej się nie da. Jeden odcinek kręgosłupa jest już prawie 5 lat po operacji, teraz zaczął się dół sypać. Muszę zrobić rezonans, oczywiście muszę go wykonać prywatnie...
Zostały nam dwa zamrożone zarodki. Na chwilę obecną przeklinam polskie prawo, które zabrania niszczenia zarodków. Transferować ich nie chce, oddać też sobie nie wyobrażam. Co się robi w takiej sytuacji? Przewieźć za granicę i tam zniszczyć?
Mój syn ma autyzm, ja mam ADHD (niedawno zdiagnozowane), jestem załamana bo już wiem z czego wynikają moje "ograniczenia" i wiem, że nie będę nigdy tak dobrą mamą jakbym chciała być.
35t2d
Wczoraj byliśmy u lekarza, młody osiągnął wagę 3 kg. Szyjka odrobinkę jakby zmiękła ale nadal "bezpieczna". Z dolegliwości to jedynie bóle pleców szczególnie po większej aktywności. Żadnych skurczy przepowiadających nie doświadczam póki co. Mały za to dużo się wierci, ewidentnie jest mu ciasno i niewygodnie. Nic na to mu nie poradzę, póki co nie wybiera się na zewnątrz musi się jeszcze pomęczyć
Brzuch ciąży ciężko się chodzi już ale warto
Byle do celu.
Oby było dobrze.
Dziś kolejne badanie beta hcg po 48 h:)
Pierwszy wynik z 2 lipca 154,27 mIU/ml
Dzisiejszy wynik 473,10 mIU/ml 
Przyrost ponad 200% 
Martwi mnie progesteron 16,00 ng/ml (norma dla I trymestru 2,8-147,3 ng/ml). Myślę czy do środowej wizyty nie zażywać Duphastonu. Co myslicie ?
15 tc (14 tyd i 1 dzień)
Hej kochane przyszłe mamusie.
Wiecie co jestem szczęśliwa. Coraz mniej myślę o tym że mogłabym stracić tą ciążę. Postanowiła w końcu zacząć cieszyć się ciążą!!! Dwa tygodnie temu lekarz powiedział że na 99% będzie dziewusia ale byłoby super. Teraz w czwartek czyli 25 lutego mam wizytę i powiedział że ewentualnie potwierdzi jeśli bobo pokaże co ma między nogami 
U nas paskudna pogoda ale na jakieś dwie godzinki przestało padać i wyskoczyłam do ciuszka i kupiłam za grosze tak naprawdę niuńce ciuszki
Pamiętajcie że myślę o Was ciepło i każdej kibicuje spokojnej ciąży 
http://naforum.zapodaj.net/thumbs/fb77798e06c9.jpg
Jestem jedną nóżkæ w zakopcu. Wstaliśmy o 3 i o 4,30 ruszyliśmy. Nie mogę uwierzyć, bo jeszcze 3 tyg temu miało nie być wyjazdu. Jednak cuda się zdarzają. W sumie zaczęłam się godzić że dupcia z tego wszystkiego będzie. A dziś teraz jestem już blisko.
Pogoda nie jest optymistyczna, ale na górskie wycieczki może być dobra, ważne by nie padało.
Wzięłam ze sobą 4 butelki wina. Jak to mąż zobaczy......
Od 3 lat unikałam picia , a no.bo zaraz będę w ciąży. A teraz chce codziennie po szklaneczce winka do snu z mężem wypić. Jest co oblewać. Sama siebie nie poznaję. Jak za mało będzie to się dokupi, biedronka jest. Jadę do cyrhli zwiedzić to co nie zwiedziłam dolinę gąsienicowa i dolinę pięciu stawów a reszta jest mniej ważna. Ale plany wędrówek mamy, nogi będą boleć.
Przypomniało mi się coś .... w nocy przed dniem zrobienia testu ciazowego śniło mi się że to robię i jest pozytywny... że zaczyna rosnac mi brzuszek i mówię o tym mężowi...normalnie chyba moja podświadomość próbowała mnie przygotować na to co nadejdzie.
sen proroczy jak nic 
Oby teraz wszystko było dobrze ... 🙏🙏🙏🙏
Przyszedl czas na ostatni dzien tego jakze dziwnego roku. Pamietam jak w zeszlym roku w Sylwestra pakowali sie z mezem, bo sie przeprowadzalismy 02.01 i bylismy pelni pozytywnych emocji. Mowilismy, ze 2020 bedzie lepszym rokiem i ze wreszcie wszystko wyglada jakby mialo sie wreszcie zaczac ukladac, nowa praca, lepsza kasa,wyprowadzka z Londynu i przygotowania do invitro. Gdybym spotkala siebie z zeszlego roku to bym sobie powiedziala " ty naiwna kobieto, nic nie mozesz przewidziec, bo nic od ciebie nie zalezy".....
Postanawilam sobie zrobic podsumowanie co przyniosl mi 2020:
1. Rozpeczelam stymulacje, ktora okazala sie turbo jazda. Przez nia nabawilam sie jakis lekow nad ktorymi probuje zapanowac, ale jestem daleko w polu.
2. Marzec poczatek pandemii i sytuacja robi sie bardzo powazna w ciagu paru tygodni
3. Maz traci nowa prace przez pandemie i to doklada nerwow juz do mojej znekanej duszy...bo stymulacja trwa.
4. Punkcja sie udaje, ale wszystkie procedury w klinikach sa wstrzymane.
5. Sytuacja w UK jest coraz gorsza i zaczynaja sie zwolnienia u mnie w firmie.
6. Podchodze do pierwszego invitro pelna nadzei, ale nadzieja umiera szybko.
7. Zaczynam szukac rozwiazac gdzies indziej i wyjezdzam do Polski na 3 tygodnie, dzieki czemu wracam do jakies rownowagi.
8. Moj zwiazek coraz bardziej odczuwa przedluzajace sie starania. Wiem, ze musimy sie skoncentrowac na nas, bo inaczej za chwile nie bedzie juz zwiazku.
9. Moi rodzice w pazdzierniku zarazaja sie Covid-19 i kolejne trzy tygodnie to stres czy ich stan sie pogorszy czy polepszy. Dzieki Bogu powoli odzyskali zdrowie.
10. Pelna nakdzei podeszlam do kolejnego ivf w grudniu. Niestety 7dpt mialam dokladnie ten sam bol i potem brazowe plamienia jak przy pierwszej probie. Swieta do bani, maz powiedzial, ze ma juz dosyc.
11. Dzisiaj oficjalne potwierdzenie, ze transfer sie nie udal. Poraz drugi beta nawet nie drgnela.
Jestem zrezygnowana, ale nie jestem jeszcze gotowa,zeby sie poddac. Powiedzialam to mezowi i na szczescie powiedzial, zs tez jeszcze nie chce, mimo, ze jest tym wszystkim przybity.
Nie szukam wspolczucia ale chcialam sobie spisac wszystko i moze rozmowic sie z tym rokiem. Odejdz i zostaw nas w spokoju i nigdy juz nie wracaj. Wolalabym tutaj napisac, ze zdarzyl sie cud i beta urosla i poraz pierwszy moc powiedziec,ze jestem w ciazy. 😢😢😢 niestety to nie byl moj rok.
Na chwile obecna nie chce robic zadnych planow, bo tak naprawde wszystko zostanie zweryfikowane a nie chce sobie niepotrzebnie dodawac stresow. Mam jakies pomysly, ale mysle, ze musze poprostu go with the flow......
Wszystkim staraczkom, ktory ten rok przyniosl wiecej lez i rozczarowan zycze abysmy ujrzaly swiatelko w tunelu, ktore przyniesie nam upragnione 2 kreski i upragnionego babasa. A tym staraczkom, ktprym sie udalo gratuluje i zycze szczesliwego rozwiazania. Mam nadzieje, ze uda mi sie dolaczyc do waszego grona.
Buziaki dla wszystkich.
Udanego Sylwestra!!!!!
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2020, 12:00
Oczywiście jest jeszcze opcja że to przyspieszony okres.
Już jest tak późno i dalej nic... tych wyników chyba dzisiaj nie będzie
może dlatego, że zrobiłam proga? Krew oddałam o 7.30! Wyniki powinny być już dawno!
Ja nie wiem skąd się mnie przyczepił ten pech... ale ktoś kiedy mówił, że invitro uczy cierpliwości. Mnie nauczyło obgryzania paznokci i zajadania stresu słodyczami
No i dostałam przykurczu kciuka od ciągłego odświeżania strony z wynikami 
Plamienia są coraz większe. Takie jak na końcówkę okresu... ale oczywiście staram się myśleć pozytywnie i powtarzam sobie, że plamienie w okolicy @ to normalna rzecz. Planowo okres ma przyjść jutro. Wczoraj plamien Orawie nie było, a dziś są największe jak do tej pory.
No i siła sugestii... jak sobie pomyśle, że jakimś cudem jestem w ciąży to nawet czuje mdłości ze stresu. Szczerze to chyba popłacze się ze szczęścia przy pierwszym ciążowym pawiu.
Wieczorny Edit: Obdzwoniłam pół miasta. Znalazłam laboratorium do którego wysyłają wyniki. Progesteron pojechał do innego miasta i bedzie jutro. Betę mam... wynik 10
ciąża biochemiczna...
😢
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca 2019, 21:17
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.