2 dni do wizyty..
Dzisiaj tak mnie nawala w krzyżu że to jakiś dramat. Cały weekend przeleżalam to pewnie dlatego... mam nadzieję że to nie oznacza nic złego, bo oczywiście już przeszukałam internety i sobie wkręcaj milion rzeczy...
Pomodlcie się za nas kochane :* A ja pomodlę się za Wasze szczęście:*
23dc
Dawno nie pisałam, bo w sumie nie ma o czym...
Byłam w sobotę na weselu kumpla męża.
Zenil się w mundurze, policja czekała pod kościołem... Wesele bardzo mi się podobało i bawiłam się na prawdę bardzo dobrze. Pierwszy raz od kwietnia też piłam. Kaca nie miałam choć dużo namieszalam, lecz żołądek mi bolał, aż do dzisiaj... Wczoraj byłam tak zmęczona, niewyspany, czułam się nieobecna, nieprzytomny, nie do życia. Ale niczego nie żałuję, jeszcze wczoraj rozmawialiśmy z państwem młodym... Pożegnaliśmy i po ponad godzinie byliśmy w domu. Nogi obolałe, mam nawet pęcherze na nich. Wygodne buty miałam, lecz cała noc na nogach, tancowalam więc i o 3.30 uznaliśmy że czas stop i poszliśmy na górę do pokoju spać... A zasnelismy już ok 4.30, u mnie pobudka po 7...
Jutro mam przed 14 wizytę u lekarza... Pewnie leczenie u mnie potrwa do jesieni... Wypytam się lekarza co mogę zmienić jeszcze aby było lepiej i Marzenie się spełniło.
Kończą mi się tabletki Euthyrox 100, więc zrobiłam dzisiaj wynik j wyszedł 0.292 a norma zaczyna się od 0.350 wzwyż... Nie wiem od czego takie wahania... Jak miałam Euthyrox 88, to powyżej 2 było... Pff i pewnie mi zapisze "88".
Jutro pewnie odezwę się jak będę znała odpowiedzi.
Marti, do wrocka za tydzień juz z calym dobytkiem zjezdzamy. Skora ok... Nawet zaczelam jesc ciut nabialu (lody jogurtowe, cukierek czekoladowy-taaa, niezle proby powrotu do "normalnej" diety). Wybudza sie nie przez skore, wybudza sie na ssanie... On w ogole nie potrafi sie sam uspokoic, nie ma mowy o samodzielnym zasypianiu, jak tylko sie budzi (w lozeczku) to krzyk, by go wyjac. Wasze dzieci tez tak maja? U nas nie ma i nigdy nie bylo "gaworzenia przez pol godziny" po wybudzeniu sie. Moje koleżanki mowia, ze jak slysza, ze dziec sie obudzil to wiedza, ze maja jeszcze z pol h snu, bo dziec "gada sam do siebie i bawi sie w lozeczku". Lol. U nas zaraz ryk "WYCIAGAJ MNIE JAK NAJSZYBCIEJ". Tak, nawet pisalam do Dobrejnocki... Ale... Czy to serio serio pomoze? Wydatek spory, kilka stow za indywid konsuktacje... Eh. Nie wiem czy ja popelnilam gdzies blad, czy taki egzemplarz mi sie trafil.
Napewno jestem już po owulacji chyba 2 dpo. Owulacja w 21-22dc. Mi się marzyła inseminacja we wrześniu.... Oczywiście nic z tego nie będzie. Mam wrażenie że tylko mi nic nie pomaga... Muszę się ofzwyczajac od tego forum o dostanę pierdolca. Tu każdy zachodzi w ciążę po laparoskopii albo histeroskopii, HSG itd. Ja po niczym. Czy ten pierdolony pech się kiedyś skończy? Żeby było wesoło termin @ wypada mi idealnie w dzień wyjazdu na wakacje. Znowu muszę brać albo dupka albo luteine... Plan ma dzisiaj wysprzatac pięknie mieszkanie i coś poszyc. Potem jedziemy do teściowej na ogórki! Będzie się działo!
17t
Serca przestaja bic.
13tc
wczoraj wylądowałam w szpitalu ( trochę spanikowałam) miałam bóle brzucha ale takie inne niż zwykle, nie wiedziałam czy to jelita czy dzidzia... teraz podejrzewam że to dzidzia.
Coś co mnie bardzo rozzłościło to to, że lekarz nie chciał mnie przebadać dopóki nie przyjmę się na oddział ( czego robić nie chciałąm).. no ale sytuacja mnie zmusiła. przyjęłam się na oddział, dopiero wtedy lekarz mnie przebadał, zrobił usg, niby widział jakiegoś krwiaka, ale sam do końca nie był przekonany czy to na pewno krwiak. Połozyli mnie na oddziale, i dali nospe, dzisiaj przy obchodzie stwierdzili że trzymają mnie do jutra.. Stwierdziłam, że skoro czuje się lepiej, nie robią mi żadnych badań i podają nospe to mogę tak samo spędzić ten czas i łykać nospe w domu. Więc wypisałam się na własne żądanie. Co najważniejsze, z dzidzią wszystko ok, brykała sobie w brzuszku, serducho biło jak dzwon, więc poczułam ulgę. Wydaje mi się że te bóle to jednak jelita, bo wszytsko pomału się tam rozpycha. Swoją drogą po jednej nocy w szpitalu jestem tak połamana że szok, wszystko mnie boli...
Teraz leżę i odpoczywam, 18 lipca wizyta u lekarza. Dzidziu rośnij prawidłowo i zdrowo, wierzę, że będzie wszystko dobrze! ROśnij maluchu! 🤞🤞✊✊
Mam nadzieję że owulacja dzisiaj. Chcę już przestać o tym myśleć. Muszę siąść i do czwartku do wizyty w Krakowie ogarnąć nasze wyniki badań. Posegregowac to mniej więcej jakoś logicznie, żeby lekarzowi było dobrze wertowac... Ciekawa jestem co powie... Ostatnio mąż mi powiedział, że przecież nikt nam nie powiedział póki co ze naturalnie nie będziemy mieć dzieci.... Może to źle? Może ktoś powinien to zrobić. Wtedy bym się nie bawiła w starania naturalne.... Może w czwartek ktoś nam to powie... Mam nadzieję że nie odwołaja wizyty! Tu się chyba zaczyna nasza ostatnia nadzieja...
33tc + 2 (34tc)
Narobiłam się dzisiaj... posprzątałam pokój, wyniosłam resztę moich rękodzielniczych przydasi, posprzątałam komody, pochowałam wszystkie rzeczy z biurka, żeby wynieść je na strych. Niby to tylko biurko i 4 szuflady a pierdół w środku co nie miara
. Mąż mocno się zdziwił jak wrócił z pracy. Był zadowolony, ale oczywiście opieprz dostałam, że robię to sama.
Koło łóżka zostawiłam sobie małą komódkę z dwoma szufladami, mam tam gazetki typu "M jak mama", leki które biorę codziennie, glukometr i gazetki rękodzielnicze - teraz mało dziergam to chociaż sobie gazetki pooglądam
.
Mam wrażenie, że ten ostatni miesiąc może być ciężki dla mnie. Co noc budzi mnie zgaga, bez znaczenia co zjem na kolację i ile wody wypiję. Staram się spać w miarę wysoko (prawie na siedząco), trochę mi to pomaga, ale zgaga i tak dokucza. I chyba zmniejszył mi się żołądek, zwróciłam uwagę że teraz mogę zjeść znacznie mniej niż wcześniej.
Jestem też znacznie mocniej wyczulona na zapachy, zupełnie tak jak na początku ciąży. Mąż niczego nie czuje, a ja wiem co teściowie gotują na dole, albo że teściowa sprząta bo czuję zapach detergentu.
Bolą mnie czasem żebra po lewej stronie, ale to dlatego że Synuś
mocno się wypycha. Zazwyczaj jego nogi widzę w bliskich okolicach mojej blizny z boku po pierwszej operacji.
W sumie co ja się dziwię, brzuszek mam coraz większy, Mały rośnie więc potrzebuje dużo miejsca. Jak wchodzę na wagę to muszę już się wychylić, bo brzuszek zasłania mi cyfry 
Spokojnie wytrzymam
przynajmniej mam taką nadzieję 
11dc
Siedze w poczekalni do laboratorium, jestem 10 w kolejce mimo ze przyszlam pol godziny przed otwarciem. Jutro wizyta w klinice, musze miec zrobiony swiezy progesteron.
Wrocilam do pracy, szybko wciagam sie w aktualnosci. Nie jest najgorzej. Nabralam sily i dystansu, ale na jak dlugo;)?
Edit: wynik progesteronu 0.24.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 września 2019, 17:09
15dc
Niby mam dni płodne, już od 3 dni śluz korzystny, ale czy owu była czy dopiero będzie to nie wiem?
Na szczęście nie mam czasu o tym za dużo myśleć, za 6 dni URLOP więc ten tydzień jest dość pracowity 
Przedwczoraj mąż mnie zjeżył i nic nie było, boję się że wtedy mogła być owu, chociaż wydaję mi się, że to za wcześnie według moich obserwacji. Raczej nie była, nie powinna, owulację mam koło 16-18dc więc na dniach
Ale wczoraj fatalnie się czułam- gruba i brzydka strasznie mnie wzdęło! Czy tak może objawiać się owulacja?
Ostatnio nie zadziałała metoda co 2 dni, więc teraz spróbujemy codziennie. Wszystkiego trzeba spróbować
Wszystkie chwyty dozwolone 
Jaka ja dzisiaj jestem szczęśliwa! Dzisiaj ściągają mi aparat! Cudownie, po 2,5 roku męki w końcu zdejmą mi to żelastwo! 
Życzę miłego dnia 
Kurcze, chyba jest lepiej. Jakoś mi tak lżej i wogóle o tym wszystkim nie myślę, a jak myślę, to mnie nawet tak strasznie nie dołuje. Chyba mam jakiś spadek odporności:/ Wczoraj obudziłam się z bólem pęcherza:/ Dzisiaj wcale nie jest lepiej, pomimo dużych dawek furaginy. Mam nadzieje, że przejdzie szybko bo zapalenie pęcherza miałam ostatnio kilka lat temu. Wtedy skończyło się provlemem z nerkami, mam nadzieję, że teraz będzie inaczej. Idę dzisiaj do lekarki, żeby mi dała coś na to no i muszę wziąć recepty na encorton bo wyjadłam:/ Niestety było miejsce tylko do tej kretynki, która nie umie leczyć. Ale recepty świetnie wypisuje, wi3c jakoś się u niej przemęczę. Mam nadzieję, że się z nią nie pogryzę. To to babsko, które latami wmawiało mi, że taka moja uroda, że mam cykle po 50 kilka dni. Jedno co tu u niej mam w ramach pakietu, a w klinice bym znowu zostawiła furę pieniędzy. Może zrobi mi usg? wydaje mi się, że miałam owulację, co generalnie graniczyło by z cudem, ale chcę się upewnić. Może się naprawiłam po tych wszystkich proszkach i zastrzykach?
Zaczęliśmy stymulację, Mężuś mnie przekonał, że z naszymi obciążeniami możemy czekać i czekać, a tak przynajmniej maksymalizujemy nasze szanse, no i przygotowujemy się do ewentualnych szczepień limfocytami. Szczególnie bał się teraz p/ciał p/plemnikowych. Najważniejsza część rozmowy wyglądała tak:
Krąsi: Słuchaj Mężuś, a może nam pisane jest dziecko w wieku 37 lat? Są takie przypadki...
Mężuś: Tak, wtedy już 4,5 letnie.
Zrobił mi pierwszy zastrzyk, bemfola 125 jednostek. Trochę mnie bolał później jajnik, nie było nic więcej. Dziś pierwszy samodzielny zastrzyk.
Wczoraj oglądaliśmy zarąbisty film, wyciskacz łez, albo w moim nastroju wyciskacz łez "Life Itself" z plejadą gwiazd. Warto, naprawdę warto!
A teraz muszę się wygadać:
Weekend spędziliśmy u moich rodziców, przyjechał Brat z Bratankiem i żoną, to w piątek, oraz najmłodszy Brat z pieskiem, to w niedzielę. Z rodzicami mieszka na stałe moja siostra. I teraz - odnośnie wyliczonych wyżej kosztów, jakie teksty leciały w stronę moją i Mężusia. Z Bratem najmłodszym, tym bez rodziny, żyję najlepiej. Przyjeżdża do rodziców, kiedy może, pomaga na tym, na czym się zna - np. ostatnio remont samochodu rodziców - zeszło mu z tym, ale kasy zaoszczędzone trochę jest. Natomiast Brat posiadający własną rodzinę, zawsze ma jakąś wymówkę i odkąd pamiętam, w niczym nie pomaga rodzicom, nie skosi trawy, nie zgrabi trawy, nie pozmywa naczyń po obiedzie, nie zamiecie podwórka, nie odkurzy w domu, nie nastawi prania, po prostu nic. Nawet jak nie miał żony ani dziecka.
Po pierwsze usłyszałam, że nie podchodzę do Bratanka i w ogóle się nim nie interesuję i nie spędzam z nim czasu. Fakt, w piątkowy wieczór sobie to odpuściłam, przyjechali po 20.00, mały był karmiony, usypiany, był w nowym otoczeniu, nas widział ostatnio miesiąc temu, to przecież dziecko, które ma 5 tygodni raczej nie zapamiętało jednorazowo widzianych twarzy? Stwierdziłam, że dam mu spokój, bo i tak ma dość wrażeń. W sobotę musieliśmy jechać do Warszawy, więc była obraza majestatu, że oni przyjeżdżają specjalnie, a my ot tak, jedziemy gdzieś nie wiadomo gdzie! Jak już wróciliśmy, to posiedziałam troszkę z Wojtusiem, porobiliśmy noski-noski, trochę po pogłaskałam, no ale, że tak się zapytam, co można więcej robić z miesięcznym dzieckiem? Brat zarządził spacer, pomyślałam, że to będzie spacer - spacer, na dotlenienie się i w ogóle, więc zaciągam Mężusia na ten spacer. Jaka ja jestem głupia! To był spacer po dzielni, żeby się pochwalić narybkiem. Żenada. Brat doszedł do końca ulicy i stwierdził, że wózek coś szwankuje i trzeba wracać tą samą drogą. Powiedziałam mu, że przecież powrót następną ulicą, będzie tak samo długi, a przynajmniej zobaczymy coś innego. Ok, wróciliśmy inną trasą. I po spacerze. 10 minut. Jestem przyzwyczajona do tego, że spacery trwają 40 minut w górę. Z tego, co mówili, już nie pilnują czasu, który spędzają z dzieckiem na zewnątrz, więc to nie było problemem, ale pochwalenie się na dzielni. Żenada. Po spacerze Brat nałożył lody, po lodach podeszłam do wózka małego i sobie stałam. Brat podszedł, wziął moją rękę i rzuca hasło: "A teraz Ci coś pokażę!" i moją ręką (usyfioną w lodach i od lodów zimną) smyrał Wojtka po twarzy. Tłumaczę, co i jak, nie spotkałam się ze zrozumieniem. Wojtek ma się przyzwyczajać do zimnych i brudnych rąk. Potem był grill. A na grillu rozmowy o mieszkaniach i domach. Usłyszeliśmy z Mężusiem, że co to dla nas kupić mieszkanie czy dom, co to dla nas kredyt, skoro spłacimy wcześniej. Wiecie, prawnik z prawnikiem, muszą świetnie zarabiać, a to, że prawników jak mrówek, to nikogo to nie interesuje. Oboje mamy autka, używane, prace tego wymagają, wcale nie luksusowe, a moje częściej stoi u mechanika, niż mi służy, mamy kredyt, bujamy się z przerobieniem strychu na mieszkanie, ale całe oszczędności poszły w leczenie i w chwili obecnej nawet nie jesteśmy w stanie nic zaoszczędzić, bo leczenie, leczenie, leczenie. Tu, o dziwo, zareagowała moja Mama, która powiedziała "Ej, a może przestaniesz zaglądać im w portfel, nie wiesz, na co wydają". Dobrze, że żadne z nas nie zostanie rodzicem chrzestnym małego, bo na sam Chrzest Święty oczekiwaliby, no pewnie coś około 2.000 zł.
Oczywiście od Brata były teksty: "Żono, zobacz jak mojej siostrze dobrze idzie z Wojtusiem", "Szwagier, ucz się, ucz, zobacz, ile ja czasu spędzam z synem". Cały weekend, lałam na to, bo stwierdziłam, że ważniejsze dla mnie od kłótni z Bratem jest zdrowie Bratanka, żeby była z nim w miarę dobra relacja, bo co on jest winien, że ma jeb.iętego ojca? I że jego ojciec nie ma prawidłowych relacji ze swoim rodzeństwem? Z najmłodszym Bratem też nie potrafi się dogadać. Najmłodszy Brat ma psa, domowego, nie przywykł do przebywania na dworze, więc przyjechał w niedzielę. Brat od Bratanka: "Czy ten pies zawsze musi być wymówką?". Pies jest zadbany, szczepiony, ale przecież nie wiadomo, gdzie nosem niuchał i jakie ma zarazki? Przyjechał najmłodszy, powiedział "cześć", poszedł ogarnąć psa po podróży i umyć ręce, a Brat od Bratanka: "A ten co? Nawet przywitać się nie potrafi? Do Wojtka nawet nie podejdzie?". Tłumaczę więc kwestię higieny, a poza tym mówię "To chyba do Ciebie należy kwestia przedstawienia dziecka? To jest pierwsze dziecko w rodzinie, rodzice są różni" - "Tak, ale ja, jak idę do znajomych, to od razu podchodzę do dziecka i się witam" - "Ale my nie musimy tego robić, nie musimy tego wiedzieć. Wstań od stołu, jak G. przyjdzie i zaprowadź go do Wojtka, co to za problem?" - "Żenada, naprawdę żenada, i ten pies, i ten cymbał.". Ehhh.
Jak Mały kwilił, to fajny sposób podziałał na niego - położyłam mu dłoń na ośrodku strachu (jak lekarz mi podczas usg, a przed laparoskopią) - magia: uśmiech, chill out, relaks, błogostan 
Mężuś ma po prostu instynkt ojcowski, i to tak bardzo widać, albo ja tak bardzo widzę. Cały czas przy Wojtku, głaszcze, smyra, gada, małego brzuch boli - Mężuś pierwszy masuje brzuch. Słyszymy z kuchni, że Wojtek płacze, nagle cisza, okazuje się, że Mężuś w drodze z łazienki do niego wstąpił i zdążył go uspokoić.
Dalej: przyjechała kuzyneczka, studentka, pracuje dorywczo, żeby się utrzymać na studiach. Kuzyneczka, rzuca do nas tak: "Ej, a może byście kupili grę >>Wiedźmin<<?" - "Kuzyneczko, ale ona jest droga, ponad 300 zł kosztuje" - "No wiem, dlatego mówię to Wam, bo Wy dobrze zarabiacie". Tu po prostu zareagowaliśmy śmiechem i stwierdziliśmy, że mamy wystarczająco dużo gier planszowych 
Dalej, od najmłodszej siostry, usłyszałam, że ja nic nie robię, tylko odpoczywam i gapię się w telefon. Kto mnie zna, ten wie, że dla mnie telefon może nie istnieć - książka, rower, basen, wspinanie, las - ok, ale telefon? Komputer? I to było jeszcze po tym, jak wywiesiłam dwie pralki prania domowego, jeszcze pomogłam jej w praniu ręczników szybkoschnących (siostra jest osobą niepełnosprawną) oraz zgarnęłam większość "zielonych śmieci" z podwórka do worka i naszykowałam do odbioru. Poza tym, jak coś powiedziałam, na temat Brata, że nic nie robi w domu, to od siostry usłyszałam: "Zobaczymy, jak będzie, jak będziesz mieć swoje dzieci!". Nie wytrzymałam i spokojnie powiedziałam jej tak: "Ja nie będę mieć swoich dzieci, mam w życiu za dużo problemów, żeby jeszcze o dzieciach myśleć, więc odpuść sobie takie teksty na przyszłość".
No i ostatnie: wczorajsza afera z mamą (Tata lat 61, Mama lat 60 po udarze, Siostra lat 25 z niepełnosprawnością ruchową). Pytam się, czy to już tak zawsze będzie, że na każdą wizytę Brata dom będzie musiał lśnić czystością, a Brat nawet herbaty sobie nie zrobi i nic nie pozmywa? "A jak ma wyglądać? Przecież to normalne, w gości przyjechał?" - "Mamo, ale ja jak przyjeżdżam w gości, to Mężuś praktycznie robi na zmywaku, a ja nastawiam pranie, wieszam firanki, prasuję, odkurzam, robię cokolwiek, żeby Wam się żyło lżej, G. /najmłodszy Brat/ przyjeżdża wozi Was po lekarzach, załatwia różne sprawy, ogarnia samochód, ogród, często odkurza, też, żeby Wam się żyło lżej" - "Tak, ale T. (ten Brat z rodziną) się wyprowadził i nic nie musi, zresztą Wam też nikt nie każe nic robić". - "Ale to nie chodzi o kazanie, a o poczucie obowiązku, że Rodzicom, Rodzinie się pomaga i już, a nie on u teściów zrobi wszystko, a tutaj nie kiwnie palcem." - "To po prostu przestań pomagać!" - "Nie potrafię, bo tak mnie wychowałaś, wychowaliście, że nie potrafię, że każdemu pomogę, że jestem odpowiedzialna, i że jak widzę stos garów do zmywania, to zanim zalegnę na kanapie, to je pozmywam!".
Oczywiście u mnie w mieszkaniu gary mogą leżeć i kwitnąć, jakoś potrafię przejść w tryb lenia, ale nie u rodziców.
Mieszkam w tym samym mieście, co rodzice, najmłodszy Brat mieszka w Lublinie - więc każde z nas się wyprowadziło już. Ale to Brat z rodziną się wyprowadził tak naprawdę.
Wiem, że niektórzy mają gorszą sytuację rodzinną, że Rodzina daje "dobre rady" na niepłodność, u mnie nie wiedzą o problemie, a i tak, cyrki się odpitalają. Generalnie szukam na spokojnie psychologa, żeby przez to gówno przejść.
Dziś kończę szybciej prace. Jedziemy z mężem do dermatologa. Zobaczymy co tam 
Dziękuje za gratulacje
jestem szcześliwa, mąż też się bardzo cieszy, już wybiera łóżeczko. Mówię, mu że jest wariatem, ale takie szaleństwo jestem w stanie zaakceptować 
Maluszku, zostań z Nami :*
Dziewczyny, pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć, że zastosowałam prawdziwą DIETĘ CUD!
beta z dzisiaj 15,15
progesteron 25,50
Na prawdę od narodzin Brunka nic nie napisałam?! To dziecko pochłania mnie bez reszty
Generalnie on nie potrafi żyć beze mnie i ciągle mógłby na mnie wisieć, a ja nie potrafię żyć bez niego i jak dotąd tylko u ginekologa byłam bez niego. Jutro mam fryzjera bo zbliża się chrzest i ślub kuzynki męża, ale gdyby nie te dwie okazje to i fryzjera miałabym gdzieś.. Nie cierpię być bez niego! No i odciągać pokarmu nie lubię..
Jako, że co nieco opisałam już sobie w swoim prywatnym, zeszytowym pamiętniku tutaj poruszę tylko jedną kwestię - temat drugiego dziecka. Bardzo chciałabym rodzeństwa dla Bruna i mam cały czas poczucie, że teraz albo nigdy. Dziś na maila przyszła mi reklama, że tylko w lipcu badanie AMH za 99 zł i chyba skorzystam.. Skoro badanie można robić w każdym dniu cyklu, to chyba można również jak się karmi piersią? Nie wiem, niby chciałam działać bez presji, zdać się na los, ale z drugiej strony myślę, że skoro udało się w pierwszym cyklu z CLO, to może warto o tym pomyśleć? Nie mam pojęcia jak dałabym radę z dwójką, bo Bruncio jest na prawdę bardzo wymagający, ale wiem że JAKOŚ to ludzie ogarniają. A czuję się na prawdę dobrą matką, dużo czytam, poświęcam mu wszystko co mogę, nie wiem czy mogłabym robić coś lepiej.. Nawet jeśli robię coś niezgodnie z zaleceniami np fizjoterapeutów, to czuję, że robię dobrze, bo tego mu trzeba. Nie umiem tego wytłumaczyć, po prostu kieruję się sercem. No i kocham go nad życie. Kocham niewyobrażalnie. I to w dużej mierze dla niego chciałabym drugiego dzieciaczka, żeby miał rodzeństwo.. Czy się nam uda? Czy wrócę na OvuFriend? Nie chciałabym tak strasznie się starać jak za pierwszym razem, bo wiem jak mocno mnie to zjadało emocjonalnie, ale czy będę umiała się zdystansować? Cały czas liczę na to, że pierwsza ciąża ułatwia zajście w drugą, ale nigdzie nie znalazłam na to żadnego potwierdzenia czy ewentualnego wytłumaczenia.. Pozostaje marzyć, wierzyć i nieśmiało zaczynać działać..
32dc
Coś złego się u mnie dzieje. 27 i 28 dc zauważyłam krew na papierze... Nie dużo , ale była. I skąd? I dlaczego?
Teraz czysto i nic się nie dzieje. Zwykle o tym czasie bolą mnie bardzo piersi i okres mocno puka do drzwi. Tym razem cisza. Nic się nie dzieje. Piersi nie bolą, żadnych oznak zbliżającego okresu.
Mierzę temp, ale jej wysoka wartość nie jest zbyt wiarygodna, bo zamiast okresu, przeziębienie stoi u wrót.
Nie wiem co się dzieje i boję się, że coś złego. Dlatego zapisałam się do mojej ginki na pierwszy wolny termin 02.10.20.
Aha, z doskoku robiłam testy owu. Bo skoro już kupiłam ich dużo, to czasem robię. Test wyszedł dodatni 24dc. Mój organizm to jakaś czarna magia.
Chciałabym się łudzić, że to spóźnienie @ jest zapowiedzią ciąży. Ale niestety ta krew każe mi myśleć, że coś jest bardzo nie tak...
Od tygodnia nie mogę kupić leku na tą moją insulinoporność , nigdzie w Warszawie nie ma i w internecie też nie 🤦♀️ podobno jakiś problem jest z wyprodukowaniem. Ciekawe co mam zrobić z tym?! Zaraz mi się recepta przeterminuje i tyle będzie.
Boli mnie prawy jaknik. Jestem w szoku, że tam się coś dzieje. Ten mój pj raczej leniwy jest. Powinnam mieć jutro owulacje, ale słaby mam śluz. Trochę wodnistego, szyjka wczoraj wysoko, ale zamknięta... Więc chyba z kolejnego cylku nici. 😐
16tc
No i potwierdzone, beda dziewczynki
. Dwie buleczki rosna we mnie
. Wielkosc podobna takze narazie nie ma ryzyka podkradania pokarmu. Zaczynamy myslec o imionach
. Jedno juz ustalilismy z drugim jest problem.
Doktorek pozwolil wykonywac cwiczenia, waga stoi w miejscu choc brzucha juz od 2 tyg nie da sie schowac
.
Szyjka macicy zbadana, jest wysoko -norma przy ciazy blizniaczej.
Leki Primolut nor brałam zgodnie z zaleceniami czyli 20 dni. Pod koniec odczuwałam ból prawnej strony już nie wiem czy to nie z nerwów 😒 po 3 dniach odstawienia leków dostałam plemienia i bóli okresowych to była sobota 6 lipca. Zadzwoniłam do kliniki umówić się na wizytę na 3 dc. Niestety to nie okres plamienie ustało ból też. Co jest znów???? Nie odwołam jednak wizyty i 9 lipca pojechaliśmy do lekarza. Na miejscu nerwy i panika że ta torbiel jest nadal. Miłe zaskoczenie jest czysto w jajnikach endometrium ładne 6 mm. Wow super wiadomość 😀😀😀😀😀😀 mam czekać na okres i zaczynamy stymulację. Dziś 32dc nie licząc tego krwawienia w sobotę. Więc czekam nadal....... Boże ile jeszcze przede mną,😓😓😓😓😓😓😓😓😓😓😓
Pominęłam dwa dni adaptacji, bo było jak w piątek... A w pon to dramat był.
Generalnie chodzi o to, że o 11 ona już jest padnieta i głodna. Zawsze o 11.30 ja odbierałem po jedzeniu i w domu jak kawka padała spac. Dlatego postanowiłam dziś zostawić ja na spanie. I to był strzał w dyche. Owszem poplakiwala, ale głównie na synchron z innymi dziećmi. Niestety jest w grupie jeden chlopiec co non stop placze. Ten co to matka na głęboką wodę rzuciła. I podobno nawet dzieci co nie płakał płaczą,gdy on zaczyna. Liczą na to, że Ola kiedyś to zacznie ignorować.
Panie dużo nosiły i tulily. Ale niby nie było Super zle. Po godz z drzemki obudził ja znowu ten chlopiec płaczem. Więc była.marudna. Ale po jakimś czasie nawet zaczęła się bawić. Zjadła całą zupkę i jak przyszłam o 14.30 po nią to miała super humor. Po raz pierwszy przywitała mnie śmiechem i usciskami. W.domu i w drodze super humor. Ten dzień był ewidentnie przełomowy. Mam nadzieję, że jutro będzie tak samo, a nawet lepiej.
W domu duze ilości jedzenia. Chyba nadrabia
obiadek i tak muszę gotować hahaha.
Kamień z serca, że coś się ruszyło mu lepszemu
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 lipca 2019, 19:12
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.