Nie wiem jaki jest dzień cyklu, to przyjemne uczucie.. Wróciłam do badania temperatury. Uspokaja świadomość, że w lodówce czeka na mnie pakiet do stymulacji jajeczkowania, czekam na pierwszy dzień cyklu, w zależności jak wpadnie zaczynamy symulacje za 2 lub 6 tygodni, nie mogę się doczekać
Poszlam sobie dzis pierwszy raz w zyciu na joge. W sumie wczesniej cos tam z youtube probowalam, ze dwie asany moze znalam z nazwy, a praktycznie to chyba sporo wiecej, tylko nie wiedzialam, ze to z jogi. Okazalo sie, ze jestem czlowiek guma. Mimo tylu miesiecy przerwy w sporcie, jestem rozciagnieta jak stare stringi. Kazda pozycje wykonalam bez trudu i bez bledu, ba, nawet niektore docisnelam mocniej niz prowadzaca, np. ulubionego motylka. Doslownie milimetry dziela moje kolana od ziemi, za tydzien docisne do konca, dzis nie chcialam szalec tak od razu. Najtrudniejsze jest jednak oddychanie i oczyszczenie glowy. Zrelaksowac sie i o niczym nie myslec to dla mnie niewykonalne. Jest wiec nad czym pracowac i na pewno praca ta wyjdzie mi na zdrowie. Nerwy ukoi, a kobieta zrelaksowana od razu 10 lat mlodziej wyglada. Tylko zebym sie za bardzo nie wyluzowala, bo mnie to tak odmlodzi, ze w pampersach bede musiala chodzic! 🙈
3 cykl po laparoskopii niestety zaliczam do tych nieudanych. Magiczne 3 cykle po laparoskopii nie przyniosły efektów. To mnie utwierdziło w przekonaniu, że problem lezy gdzieś głębiej. Najgorsze jest to, że przy cyklu z laparoskopia się udało i coś ruszyło co dało mi złudne nadzieję na kolejne cykle. Obecnie nie mam żadnych nadziejo, że się uda naturalnie. Nie powiem,że jest mi lekko, bo jest cholernie ciężko się z tym pogodzić... Ale jakoś musimy sobie dać radę... Byle zrobić te badania do końca roku i może po nowym zdecydujemy się podejść do in vitro, choć nie wiem jak ja sobie z tym poradzę... Poza tym wypadałoby do końca maja podpisać umowę na czas nieokreślony. Czuję się jakbym znowu się cofnęła w tych staraniach zamiast iść do przodu. Rok praktycznie zmarnowałam. Cholernie to niespeawiedliwe.
Czuję że jeszcze trochę i zwariuje.. serio
czuję że jestem na granicy... Nie wytrzymam tak dłużej... Nie zniosę kolejnego miesiąca... Miesięcy... Mam tego wszystkiego serdecznie dość. Chciałabym żeby ten pierdolony los wreszcie się odczarował... Wreszcie żeby było dobrze i tak jak trzeba... Czemu nie może ...? Czemu muszę się tak katować sama własnymi myślami. Tak bardzo cierpie... Czuję że wysiadam powoli, jeszcze chwila i wyląduje w psychiatryku. Naprawdę i nie żartuje. Bóg nie istnieje i cud się nie wydarzy, bo dlaczego miałby akurat nam ? Wydarza się każdemu dookoła, a nam nie, bo jakieś pierdolone dna jest złe? Pijak spod sklepu ma lepsze nasienie niż mój mąż ? Serio ?! Do dupy z tym wszystkim. Jakaś patologia może się rozmnażać co chwila, a jak człowiek chce jedno dziecko, jeden cud to nie. Dobra, to nie. Nie będzie cudu o nie będzie też mnie. Będzie remis.
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lipca 2019, 20:33
Dawno mnie tutaj nie było... trochę się odcięłam. Roki zajął mój czas żeby nie myśleć.
Ostatnie dwa miesiące były bardzo intensywne, dłużej zostawałam w pracy potem na budowę, pod opieką mały pies który nie da mi nic zrobić tylko wszędzie za mną chodzi. Jednak znów wraca pragnienie maleństwa. Co się u nas zmieniło hm...
Okres dwa razy mi się spóźniał ale w końcu go dostałam. Tydzień temu byliśmy w Lublinie w klinice OVUM u dr Szkodziaka.
Bardzo fajny lekarz jak na pierwszy rzut. Zrobił mi badanie USG i polip niestety coś urósł i kazał go usunąć wiec 7 sierpnia mam iść do Szpitala. Mąż powtórzył badania dalej 1 % plemników. Zrobił USG jąder i badanie prostaty i tutaj jest wszystko ok także dalej nie znamy powodu. Lekarz kazał mu brać 3 miesiące Fertill Man i powtórzyć badania. Mnie oprócz zabiegu czeka sprawdzenie drożności jajowodów i pewnie jakieś badania. Myślę że jak do końca roku się nie uda to zdecydujemy się na inseminację. Naturalnie nam nie wychodzi a przy wynikach męża możliwe ze naturalnie nie mamy szans. Wiec po co się tak katować, ale najpierw czeka mnie badanie i zabiegi co trochę potrwa wiec daje czas do końca roku. Mam nadzieje tylko ze teraz okres mi się nie spóźni i zrobimy zabieg w sierpniu bo później lekarz idzie na urlop.
Pod koniec roku planujemy się wprowadzić do naszego domku jak wszystko się uda i oby wtedy szczęsliwie udało nam się naturalnie czy nie, ale żebyśmy słyszeli w tym domu kroki małych nóżek.
W poniedziałek miałam wyrywanego zęba. Niestety nie było szans go uratować.
Ważne że stomatolog mnie przyjął.
Na fotelu bardzo się bałam. Mam wielkie uprzedzenie po wyrywaniu ósemki. Wtedy byłam u kobiety masakrycznie wyrywała do tego długo się goiło. Przez 2 tyg jadłam tylko kisiel bo nic nie mogłam przełknąć, połowa szczęki mnie bolała.
Nie obyło się bez problemow. Lekarz miał problem z wyciągnięciem gdyż nie było za co złapać. Kilka podchodów i udało mu się wyrwać.
Jak znieczulenie puściło to umierałam z bólu. Na takie okazje mam Ketonal, dobrze że go znalazłam. Po 40 minutach ból ustąpił. Ale za oknem patole zrobili imprezę i nie mogłam zasnąć. Do pracy poszłam ledwo żyjąca.
Wczoraj w pracy byłam na wodzie. Miałam dość tego picia byłam masakrycznie głodna. Poszłam do biedronki kupiłam gerbera dla niemowlaków i w domku zjadłam. Od razu ulga. A w Biedronce nakupilam owoców i warzyw. Zrobiłam zupkę buraczkowa z indykiem ziemniakiem i marchewką i zblendowalam na papkę. Jake pyszne śniadanko dziś było. Do pracy zrobiłam ryż z borówkami cynamonem migdałami olejem lnianym wszystko zmielone. Na 2 śniadanie sok z jarmużu pomarańcza borówek kiwi moreli siemia lniana chia, oleju lnianego, migdałów, Taka papa wyszła. Na jutro będzie to samo. Na piątek muszę coś zrobić. Pewnie zupa brokułowa albo z cieciorki bo mam w zalewie jeszcze a sałatki szybko jeść nie będę.
Szczęka nadal mnie boli, to siódemka, więc dziura wielka, goić się wolno będzie. Jeszcze te upały.
Wczoraj też dostałam ciemnych plamien. Nie zaliczyłam to jako 1 @
Dziś jak wstałam rozkręciła się. Nie jest tego dużo, ale cos jest.
Trochę odetchnęłam, bo zakończyłam oficjalnie naturalne starania. Żadnych leków żadnych stymulacji. Na sercu lepiej. Tempke będę mierzyć, ale testów ovu nie robię.
I tak naturalnie nigdy nie zajde. Ponoć brak u mnie jednego z najważniejszych kirow, dzięki temu nie dochodzi do implementacji
A accofil taki dobry nie jest. Rozwalił mi odporność. Organizm nie walczy z chorobami. Więc czeka mnie długie gojenie zęba bo alergia niby zeszła a plamy na rękach nie zeszly. W dupie z tym wszystkim.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lipca 2019, 09:15
7 cs, 28 dc
W tym miesiącu jakoś spokojnie czekam do @, powinna się pojawić 33 dc, czyli w poniedziałek. Mam przeczucie, że nic z tego cyklu nie wyniknie, mimo to nie jestem przygnębiona z tego powodu. Dobrze jest dać odpocząć głowie na chwilę 😉 Nawet pomimo tego, że ovufriend wyznaczył ewentualną datę porodu na dzień moich urodzin 😊
Życzę Wam równie dobrego samopoczucia jak moje dzisiaj 🙂
22dc 4dpt
Hmm nie moge powiedziec, ze dostrzegam jakies objawy. Od czasu do czasu lekko kluje mnie tak jakby na kolke. Nie zastanawiam sie czy to dobrze czy nie.
Katar juz praktycznie zniknal, cuchne czosnkiem od wczoraj
.
Powiem wam dziewczyny, ze lekko otworzylam sie na innych. Ostatnio zaprosilismy moja rodzine, a potem mojego małża do siebie. Milo spedzilismy czas. Staram sie utrzymywac kontakt z rodzenstwem, proponuje im wspolne wyjscia..
Wiem, ze od czasu kiedy doszlo do pierwszego poronienia zamknelam sie na wszystko i na wszystkich. Najlepiej bylo mi zamknietej w domu.
Czekamy na bete do nastepnej soboty ✊✊
Dzisiaj po wielkich bojach, walkach i oczekiwaniach w końcu zrobiono mi usg ślinianki z biopsją.
Na szczęście miła pani doktor powiedziała, że długo już żyje i jej doświadczenie podpowiada, że nie mam chłoniaka. Jednak też stwierdziła, że skoro do niej trafiłam, to może się okazać, że znowu ktoś mnie kiedyś skieruje na biopsję i będę się w zaawansowanej ciąży bujać po szpitalach onkologicznych. Zatem, mimo że u mnie nie ma wskazać onkologicznych, to ze wskazań czysto ludzkich postanowiła mi wykonać tą biopsję. Są lekarze i lekarze - dziś miałam szczęście 
Nawet nie bolało, chociaż się obawiam, bo ja nerwus straszny jestem i mało odporna na ból.
Wynik za tydzień, albo... jak się dostanę do lekarza. Na tą biopsję łącznie czekałam prawie 10 miesięcy pomimo skierowań na cito i karty DILO (nie wiem co mają zrobić ludzie, którym choroba nie daje czasu na czekanie na łaskę NFZ... smutne).
Poza tym, pani doktor na mnie spojrzała i pyta - no ale gdzie ta ciąża? Buuuu, brzuszku (13t4d) gdzie jesteś????? Więc stwierdziła, że obejrzy sobie jeszcze pod usg moją tarczycę i mówi, że no, tarczycę mam już ciążową 
Powiedziała też, że bardzo dobrze, że jestem pod opieką na Karowej, bo tam są najlepsi w trudnych przypadkach (tak, to ja
) i mają dobrą diagnostykę, więc cieszę się, że zdecydowałam się tam też zaokrętować.
22+2
Do wizyty 9 dni.
Dzisiaj to doskwiera mi ból kręgosłupa i prawej nogi ( tak wiem, z tą nogą to dziwne) ale musieliśmy się dziś przejść na spacer żebym to rozchodziła i jest lepiej.
Mała fika niesamowicie, wczoraj w nawet będąc w kościele czułam jej wygibasy
i czuje te ruchy już też trochę wyżej, a nie tak nisko jak na początku.
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊
Wiadomość wyedytowana przez autora 10 września 2019, 15:34
Nadal brak okresu. Dziś 43 DC i nadal czekam.....
I dupa.
Noce się skiepściły, znowu jest pierdyliard pobudek + rzucanie + ryki i krzyki. Ostatnio też chciała się bawić od godz. 2 do 4 Noszenie, ale tylko w pionie (nie da się uśpić na rękach), usypianie w wózku (o ile zechce się położyć). Mój kręgosłup płacze.
Z jednej długiej drzemki w dzień też dupa, znowu robi sobie 1-2 drzemki po max 1 h. Chodzi spać późno (znowu). Chyba znowu idą zęby, bo dziś w nocy dałam czopek z paracetamolem i nie było rzucania i wybudzania w nocy.
Mąż mnie czasem wkurwia. A to że zakupy na styk, w sensie kupione na kilka dni a nie cały tydzień, a to coś tam. Całymi dniami go nie ma, a dla mnie zakupy to wyprawa samochodem z jęczącą Młodą, której całą drogę trzeba śpiewać (20 min w jedna stronę), a potem loteria jak zachowa się w sklepie. Wkładam ją do tego siedziska w wózku i ostatnio wytrzymała, ale wszystko mi wyciągała z wózka- a to ser żółty, a to jogurty. Jak przy stoisku wybieram banany, to ona też nachyla się i wyciąga. Naśladuje.
Niby skoki rozwojowe to trochę ściema, ale może coś w tym jest. Bo odkąd jej zachowanie jest znowu wymagające, poszła do przodu: zaczęła zadawać pytania "cio to?" a kilka razy wyraźnie powiedziała "co to". Zdębiałam. Na początku myślałam, że przejęzyczyła się w swoim chińskim języku. Wczoraj zapytała o pulpety, dziś o guziki od mojej piżamy.
Jak jej mówię, że czegoś do buzi nie wolno, to mówi "be", jak zrobi kupę i ją przewijam, też mówi be.
Weszła do spiżarki (muszę założyć blokady), dorwała nieobranego, brudnego ziemniaka i mlaska jak do jedzenia.
Wkurzyłam się trochę na teściową, bo jak byłam w pracy to mi się wzięła a porządku tzn miałam w misce odłożona bielizne moja i męża, i w pokoju "prasowalniczym" trochę bałagan (bo robię wszystko na raty, często z Młodą, czasem rozpaczliwie łącząc to z pracą i nie wyrabiam się by mieć wszystko zajebiście pod kreskę).Pewnie chciała dobrze, miała dobre intencje, ale źle się czuję z tym, że ktoś mi do garderoby zagląda (swoja droga tam staniki do karmienia są pomieszane z erotyczna bielizna i majtakmi "okresowymi'). Wiem, że muszę posprzątać w garderobie, ale ciągle wpadam w koło zamknięte "gotowanie,sprzątanie, pranie" i doby brak, albo sił bo na drzemkach Młodej pracuję.
Aha i hit, mimo że mam zasiłek macierzyński (jeszcze), który podwajam (praca) to i tak dowiedziałam się, że mąż "robi" na mnie i dziecko. W sensie takie wytłumaczenie, że całymi dniami go nie ma.
A na mnie trzeba pracować. Zaśmiałam się w duchu, pozostawiłam bez komentarza. Zwłaszcza, że mąż obiecywał że będziemy się dzielić obowiązkami bo dom jest duży... A same wiecie jak jest przy dziecku, które wszędzie wspina, wszędzie chce być...
Jak stoi przy zabawce (stojaku gimnastycznym) to puszcza się i macha rękami próbując utrzymać równowagę, ale po chwili leci.
Rehabilitacja oficjalnie zakończona. Trochę to trwało. Kontrola po 2-3 tyg jak zacznie chodzić, z tym że przy jej poziomie rozwoju powinna zacząć samodzielnie dreptać do 13 miesiąca. I trzeba pilnować, by obciążać prawą stronę podczas zabawy, uważać na którym boku/biodrze ją opieram w czasie noszenia, bo ta pieprzona asymetria lubi wracać.
6dc
Kurcze ale sie pogoda tutaj zrobila... Cudownie cieplusio, slonce... Wszyscy w letnich ciuchach i od razu wszystko bardziej kolorowe jest. Jutro przewidywana pogoda to 39 stopni, wiec stwierdzilam a co tam.... Biore dzien urlopu. Co jak co, uwielbiam goraco, ale jezdzenie metrem do przyjemnosci w takiej temp nie jest przyjemnie. Dzien wolny bedzie tylko dla mnie..... Poswiecony na relaks i rozpieszczenie samej siebie 😃😄 uwazam, ze to bardzo wazne jest aby raz na jalos czas sie zresetowac i skoncentrowac sie na sobie noe myslac o mezu, ciazy, problemach pracy i innych rzeczach przez ktore normalnie spac nie moge. Dobranoc.
Dziewczyny spanikowałam że coś jest nie tak i pobiegłam rano na betę. teraz czekam na wynik i mało się nie rozpłaczę. Nie wiem czemu ale rano wstałam mega zdenerwowana, z myślą że coś jest nie tak. Mam nadzieję, że to tylko histeria
no i beta spadła o połowę ;( zapisałam się dzisiaj na wizytę, ale nie mam już złudzeń. Boże, jak ja się z tego podniosę?!
15+3
Wczoraj bylam u gastro. Pani powiedziała ze wyglada na to ze z jelitami wszystko oki. Bardzo mnie to cieszy!! Ja czuje sie bardzo dobrze, brzuszek malutki (moge mowic ze sie najadlam)
do wizyty jeszcze sporo czasu. Oby zlecialo!!! Jesli chodzi o detektor, tak jak pisaltscie dziewczyny, raczej odpuszcze wiem ze jestem wielka panikara i na pewno towarzuszyloby mi przy tym duzo nerwow. Na chwile obecna jestem zdecydowana zeby nie kupować..
A ty malenstwo rosnij zdrowe🤞🤞✊✊ wierze ze bedzie dobrze! 🤞🤞✊✊
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lipca 2019, 12:23
Jesteś w 34 tygodniu ciąży
(33 tyg. i 3 dni)
Miesiąc: 8
Trymestr: 3
Wiek płodu: 31 tydzień
Data porodu:
9 września 2019
(pozostało 46 dni)
Hej. Nie było mnie miesiąc! Co u nas? nadal w dwupaku no ale to dobrze bo mały ma jeszcze czas 
Wyprawka gotowa. Wszystkie ubranka po Synku wyprane czekają w nowej komodzie. Jeszcze został tylko wózek tzn gondola i kołyska ale to już na spokojnie mąż ze strychu zdejmie. Był 3 tyg na urlopie. Dziś pojechał. Zajadam smutek z tym związany lodami. Na wadze + 13 kg! Ale mam już to w nosie. Będę się odchudzać jak urodzę. Dwoje małych dzieci. Dom na głowie. Budowa w trakcie. Dobre wczasy odchudzające będą.
Jakoś dotarło dziś do mnie że za mc mogę już być w szpitalu. 5 sierpnia mam wizytę u ginekologa który będzie docelowo w szpitalu robił cc i mam już się z nim umówić na konkretny termin. Zwolnienie mam wystawione do 2 września więc liczę że do tego czasu się wypakuję już. Jest mi coraz ciężej. Brzuch duży, źle mi się śpi. Pachwiny bolą okropnie no ale to już końcówka. Do tego robi się ciepło i puchnął mi stopy...
Trochę nie wiem jak sobie poradzę z dwójką takich maluchów no ale jakoś dam radę. Najważniejsze to ustawić sobie jakiś rytm dnia i będzie ok. Póki co mam pomysł na wieczorne ogarnięcie kąpieli i karmienia i usypiania. Reszta dnia wyjdzie w praniu
Już nie mogę się doczekać jak wezmę na ręce swoje drugie maleństwo 
Mamy 1 zarodek klasy 4.2.3. Oczywiście, że jest Siłaczem lub Siłaczką. Pozostałe dwa nie dały dziś w obrazie prawidłowej blastocysty. Oczywiście, że to cholernie boli. Myślami byłam w dobrej części statystyki. Gdybyśmy znali ten wynik, zapładnialibyśmy wszystkie pobrane komórki.
Sponsorem dzisiejszego wpisu jest stres i spokój zarazem.
Zapomniałam zupełnie napisać, jak Mężuś sobie radzi ze stresem. Ja idę na jogę, na ściankę wspinaczkową itd. Mężuś w poniedziałek ze stresu związanego z procedurą - dwa razy, tym samym autem, pojechał na myjnię. Mył samochód tylko z zewnątrz. Ponad 2 godziny łącznie mu zeszło. Zrobił półtoragodzinny trening na wioślarzu (zazwyczaj ciężko mi go namówić na 20 minut roweru) oraz poszedł ze mną na jogę (1,5 godz.).
Spokój: wiem, że mam dobrego lekarza prowadzącego. Jasne, nie jest nieomylna, czasem bywa irytująca, ale gdy ją tylko porównam z kimkolwiek innym, to zawsze wygrywa. Może tylko spec od laparoskopii byłby wyżej - ale on nie robi in vitro, no i jednak nie będę jeździć pół Polski do niego.
A teraz spokój: po wczorajszym dniu pełnym skoków emocjonalnych zjedliśmy obiad, pogadaliśmy, Mężuś mnie odstawił na Centralny i sobie wracałam do domu. Mała dygresja - czy ktoś może mi wytłumaczyć, dlaczego na Dworcu Centralnym na peronach ławki są na samych końcach peronów i to dosłownie sztuk kilka, natomiast kosze na śmieci są pojedyncze na środku peronów? Największy dworzec w Polsce, centrum przesiadkowe, pociągi międzynarodowe i nie ma gdzie usiąść i poczekać na pociąg. Rozumiem problem bezdomnych - tam chyba pracują ludzie mający na celu dbanie o "prestiż" dworca. Jeżdżę pociągami często, niektóre dworce znam na pamięć, nigdzie pod kątem koszy na śmieci i miejsc siedzących nie jest tak ubogo.
Wracam sobie do domu, dostałam smsa od lekarki prowadzącej: "Dzień dobry. Jak się Pani czuje?". Odpisałam jej, że dobrze, transfer odroczony, decyzja moja, Mężusia i lekarza, że 60% prawdopodobieństwo hiperstymulacji, że na pewno mamy 1 zarodek, z pozostałymi nie wiadomo, co dalej, przeprosiłam za zaistniałą sytuację i wyraziłam chęć zobaczenia się na monitoringu w sierpniu. Jakieś 20 minut później dzwoni telefon. Lekarz prowadząca. No cóż. Siedząc w pociągu (na szczęście mało ludzi wokół i szczerze - i tak ich nie zobaczę, więc gadałam dość swobodnie) z zanikającym zasięgiem odebrałam telefon od swojej lekarz prowadzącej. Przytoczę mniej więcej treść tej rozmowy. Przerwało w międzyczasie z uwagi na nikły zasięg i lekarz zadzwoniła do mnie drugi raz. Rozmowa, która mnie uspokoiła, podniosła na duchu i upewniła w przekonaniu, że wybraliśmy dobrego lekarza:
L: "Pani Krąsi - ja to wszystko wiem, o czym Pani mi napisała, od dr Ewy. Wiem, że tam było trochę płynu w jamie macicy, to też jest przyczynek do hiperstymulacji, poza tym Pani jest szczupła, drobna, ma Pani wysokie AMH, my chcemy tak to zrobić, żeby było komfortowo, więc stan psychiczny też ma znaczenie."
K: "Pani Doktor, ja przepraszam bardzo za moją niestabilność. Te wszystkie rzeczy to było to, o czym Pani mówiła od początku procedury."
L: "Pani Krąsi, ale tak się zdarza. Panie w trakcie stymulacji przyjmują bardzo duże dawki hormonów, niektóre z Pań są bardziej płaczliwe, inne depresyjne. W sobotę mieliśmy taką samą sytuację, też Państwo przyjechali na transfer i transfer został odroczony, więc takie sytuacje się zdarzają."
K: "Ale ja mam nadzieję, że nie odda Pani teraz komuś innemu naszych kart z uwagi na tą sytuację?"
L: "Nie, absolutnie, to ja jestem Państwa lekarzem prowadzącym! Możliwe, że w przyszłym cyklu jak Pani przyjdzie na monitoring przed to akurat trafi Pani do kogoś innego. Albo ktoś inny będzie wykonywał transfer, bo tego teraz nie wiemy, kiedy to dokładnie będzie."
K: "Byle nie dr S!!! Tylko nie ona! Znaczy się, Pani Doktor, tak między nami, byliśmy w trakcie stymulacji na kontroli właśnie u niej, bo akurat tego dnia Pani nie było, i nie podpasowała ona ani mi ani Mężowi, nie poczuliśmy z nią chemii, więc jeśli można byłoby wybierać - to jej nie chcemy."
L: "Ok, nie ma sprawy, akurat wiem, że dr Ewa już jest po urlopie, a ona pracuje głównie w tej klinice, więc w razie gdyby mnie nie było, jest jeszcze dr Ewa. Niech Pani pamięta - komfort Pani i Pani Męża jest bardzo istotny, a nam wszystkim zależy na urodzeniu w terminie zdrowego dzidziusia. Jeśli możemy dodać cokolwiek, by zwiększyć na to szanse, to zrobimy to. Terminowo urodzony, zdrowy dzidziuś jest naszym celem. Jeśli teraz, z uwagi na ryzyko hiperstymulacji - a ono jest bardzo duże, tylko nie możemy określić, jaką postać by przybrało - mogłoby się okazać, że do ciąży nie dojdzie, albo będziemy musieli wybierać między Panią a ciążą - to lepiej dmuchać na zimne, w mojej ocenie, po tym, co dziś usłyszałam od dr Ewy - to jest bardzo rozsądna decyzja."
K: "No i wie Pani kolejnym argumentem, to była kwestia tego, że my nie jesteśmy z Warszawy i jakby doszło do tej hiperstymulacji, to kto by mnie tu leczył i jak?"
L: "Pani Krąsi, wtedy to ja bym Panią ściągnęła do siebie do szpitala."
K: "Pani doktor, ja dziękuję za ten spokój i za Pani czas i za Pani uwagę, mam nadzieję, że się widzimy, słyszymy, jesteśmy w kontakcie".
L: "Oczywiście Pani Krąsi, dobrego popołudnia!".
Także tak. Wróciłam do supli, Mężuś cały czas na kuracji hormonalnej i suplach, ja będę miała czas, żeby się pożegnać ze sportem na jakiś czas. Przynajmniej ze wspinaczką. Na 12 sierpnia jestem wstępnie umówiona na monitoring u mojej lekarz prowadzącej, w razie czego już wiem, że 16 sierpnia klinika działa normalnie i moja jest, jest też dr Ewa, którą w razie czego już poznaliśmy i akceptujemy. Już wiem, że na 100% po transferze biorę L4. Nie ma co ryzykować, czasem muszę poprzenosić akta, czasem przyjdzie ktoś, kto mi podniesie ciśnienie, ludzie wypachnieni i śmierdzący (a podobno zarodki nie lubią zapachów), będę wcinać migdały i orzechy brazylijskie w 1 fazie cyklu, awokado tak jak teraz, czyli 2 sztuki w tygodniu, ananasa te magiczne 2 plasterki dziennie. Przemyślę kwestię atosibanu.
21 dc
Plamień póki co nie ma... Piersi nie bolą wcale a wcale, a zazwyczaj bolą na długo przed miesiączka. Za to na podmiankę bardzo boli mnie podbrzusze po stronie prawej, okolica jajnika z promieniowaniem do stawu krzyżowo-biodrowego i do pachwiny prawej. Hm, stawiam na torbiel, może pękł i zawartość podrażnia otrzewną...albo skutki uboczne luteiny... albo co najmniej kilka innych możliwości, więc bez sensu myśleć. Okaże się na kolejnym usg za kilka tygodni, nie będę teraz tego sprawdzała. No chyba, że nie minie...
Mimo wszystko z bólem poszłam do gabinetu, głupi pomysł to był, bo nie dawałam rady wykonywać swojej pracy, tylko pacjentów wystraszyłam. Skończyło się na odwołaniu wszystkich wizyt... I po co ja się tak szarpię? Mogłam od razu zadzwonić i powiadomić, że mnie nie będzie. Tak, więc Szanowne Kobietki... jesteśmy silne, bardzo silne, ale szanujmy siebie i swój organizm...
16tc 1 dz
Jedna z nas straciła dzieciątka w podobnym tygodniu ciąży do mojego, tak strasznie mi jej szkoda, jak silnym trzeba być żeby poradzić sobie z taka trauma. Moja przyjaciółka tez po raz któryś poroniła, na szczęście pomiędzy poronieniami doczekała się zdrowej córeczki, moja druga przyjaciółka od kilku lat stara się zajść w ciąże i nic - widzę jak cierpi, wiem ze byłaby wspaniała mama. A wiecie co jest najgorsze, ze ma wsparcie w swoim mężu, a rodzina mimo to, ze ciagle wypytują ja kiedy dziecko to dowiedIawszy się o problemach nawet nie dają im wsparcia i to jest straszne. Narzekam na zmęczenie, na to ze tyle rzeczy mi się przytrafiło, ale tak naprawdę mam duże szczęście, ze mam dwoje dzieci w domu i trzecie w brzuchu.
a więc wracamy do gry....
po kolejnych miesiącach faszerowania M lekami (tym razem CLO) wyniki praktycznie nie drgnęły.... owszem morfologia wskoczyła z 0 na 2 ale cała reszta dalej fatalna... (2,45 w ml i 14,9 w całości, ruch a+b 32%, żywych 51% i lepkość +++)
już nie mam siły na dalszą walkę o poprawę... M by jeszcze chciał bo invitro to dla niego już taka ostateczna ostateczność ale już nie wierzę że cokolwiek je podkręci...
ja już zrobiłam AMH (1,5) i FSH (5,
, dorobię jeszcze tsh i prolaktynę i 20.09. mamy wizytę, zobaczymy co doktorek powie ale stawiam że tylko jedno będzie nam miał do zaproponowania...
ja już się nawet mocno nakręciłam na invitro, żeby teraz M się ostatecznie określił i ja mogę zacząć nawet w następnym cyklu 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.