Kilka dni temu miałam sen. Byłam u ginekologa tutaj takiego najbliższego, mąż trzymał mnie za rękę, a lekarz wykonywał zabieg łyżeczkowania, bo nasze dziecko zmarło. Wydrukował nam taka malutką karteczkę - akt zgonu i kazał z tym się zgłosić do urzędu. Najbardziej ze snu pamiętam jednak słowa mojego lekarza: "musi Pani zapomnieć. kochać z mężem się tak, jakby dopiero co się Pani z Nim poznała, tak jak na samym początku". Odpowiedziałam "ale jak to? jak już nie pamiętam jak to było, to było 9 lat temu".

Nie wiem skąd mi się to wzięło. Może jednak coś w tym jest. Jakie to były beztroskie chwile.

Kamcia Co robimy nie tak? 1 sierpnia 2019, 08:27

Mój narzeczony chce mnie dzisiaj wykończyć... Wymyślił sobie wycieczkę na Śnieżkę... A póki co każde szarpniecie autem albo szybsze wejście w zakręt podnosi mi soki żołądkowe do gardła 🤒

17tc 1 dzień
Nie może być spokojnie silne bóle w żebrach uniemożliwiały mi chodzenie, wstanie z łóżka, naprawdę się bałam co się dzieje, pojechaliśmy odrazu prywatnie na usg, na szczęście wszystko ok, nasz synek zdrowy (tak, spodziewamy się synka ku niezadowoleniu naszej córki:)). Jedyne co mnie zmartwiło to mam nisko łożysko, ale niby nie jest zle i nie ma się czym martwić, przepływy dobre, łożysko ok, dlaczego czuje bóle nie wiadomo, prawdopodobnie przez skurcze żeber. Uspokoilismy się, ze wszystko ok, poznaliśmy płeć (chociaż dla nas była bez różnicy), dzieci były z nami i mogły pooglądać brata na usg i za ta przyjemność zapłaciliśmy 60f, także mam nadzieje, ze nie będziemy częściej musieli chodzić prywatnie, bo już około 200f poszło na wizyty, ale dopiero od 20tc bede mieć w szpitalu badania co 2 tygodnie, także narazie wolimy dmuchać na zimne. Zabrałam się jednak na porządki na strychu i posegregowalam ubranka małe po córce i wystawiłam na sprzedaż, nie mam tego gdzie trzymać a wiem jedno nam już się nie przydadzą, ta ciaza emocjonalnie zbyt dużo mnie kosztuje żebyśmy zdecydowali się na kolejne dziecko kiedyś. Przeglądnęłam tez ubranka po synu i okazało się, ze na pierwsze 3 mce napewno nie bede musiała nic kupować.

A z innych newsow, córka świętowała z tortem, w gronie rodziny swoje 4 urodziny była przeszczęśliwa, a my wzruszeni, jak ten czas biegnie nieubłaganie, dopiero była maleńka a teraz już idzie za chwile do przedszkola. Martwimy się o nią jak sobie poradzi w angielskim przedszkolu jest odważnym, ale wrażliwym dzieckiem. Dobrze, ze przedszkole mam na naszym osiedlu i dostaliśmy się do niego, bo mąż musi wziasc samochód do pracy a mi z 3 dzieci nie usmiechaloby się targać autobusem daleko, pewnie nawet jakby samochód stał pod domem to i tak bym z niego nie skorzystała, bo nie lubię prowadzić samochodu i szczerze nie idzie mi to najlepiej.

Podjęliśmy tez decyzje, ze nie wracam już do pracy od września przez najbliższe 2 lata. Myślimy coraz intensywniej nad powrotem do Polski, ale zobaczymy jak wszystko się ulozy.

Jestem po wizycie w klinice. Wróciłam do Angeliusa. Czułam się tam dobrze dlatego będę jeździć tak daleko bo dla komfortu psychicznego warto :) No i nie zawiodłam się. Miałam dużo pytań, Pani doktor na wszystkie cierpliwie odpowiadała, wizyta trwała 40 min, także przepraszam pacjentki, które przeze mnie miały opóźnienie w poniedziałek 29.07. popołudniu.

Ogólnie założenia są takie, że idę w kierunku laparo i histero. Nie mam jeszcze terminu bo Panie będą do mnie dzwoniły ale Pani doktor mówiła coś o listopadzie. Będę miała komplet laparo+histero+hsg ale to ostatnie jeszcze muszę omówić z endokrynologiem bo po poprzednim hsg uruchomiłam Gravesa. Pani doktor też ma się dowiedzieć czy kontrast jest jodowany. Samą operację będzie wykonywała moja Pani doktor. Super! To się nazywa kompleksowa opieka :)
Poprzednio miałam krótki protokół wiec teraz możemy iść długim ale decyzje co do kolejnych procedur będziemy podejmowały po wyniku laparoskopii i zobaczeniu co tam u mnie siedzi. Bo jak jest endometrioza to lepiej się sprawdza długi ale jak jej nie ma to teoretycznie krótki bo jest mniej obciążający dla organizmu.

Pytałam też o nieudaną procedurę. Dlaczego z 5 zarodków aż 4 padły po 5 dobie? Niestety pierwsze co się nasuwa to słabe nasienie, ale był też problem z zagnieżdżeniem dlatego tak ważna jest diagnostyka po mojej stronie. Nasze pozostałe zarodki w 5 dobie wciąż były blastomerami, a nie blastocystami co oznacza, że i tak nic by z nich nie było.
Dużo pytałam też czy powinnam ruszyć w kierunku immunologii/genetyki (w końcu mam Gravesa i łuszczycę). No i co mi się podobało to to, że Pani dr od razu powiedziała, że sama tego ciągnąć nie chce bo się na tym nie zna. Jest to nowa dziedzina, ona w tym nie siedzi i jedyną osobą mającą jakiekolwiek pojęcie jest docent Paśnik z Łodzi. No i to rozumiem, a nie robienie z siebie alfy i omegi i wyroczni. Ja na immunologię nie jestem zdecydowana. W sumie to pytałam chyba tylko po to żeby mi ktoś to wyperswadował z główki. Tak więc co z badań wartych uwagi? Warto zrobić kariotypy. Tak, to podstawa ale na to leczenia nie ma więc też nie są konieczne. Ale to bym chciała zrobić. No i trombofilia! To jedyne badania, które w jakiś sposób są w stanie pomóc mi i Pani dr przy kolejnej procedurze. Profil immuno, komórki nk, kiry itd byłyby potrzebne przed wizytą u Paśnika, a skoro się nie wybieram to nie ma sensu.

Co jeszcze? Atmosfera na wizycie super. Jeśli miałam jakieś wątpliwości co do wybranego lekarza to już ich nie mam. Mąż jest oczarowany ale co się dziwić jak to super laska :) no i konkretna, rzeczowa, ludzka. Kawa na ławę, jak jest do dupy to ja wolę wiedzieć, że tak jest, a nie żeby mnie ktoś głaskał po główce i mówił, że w dupie też może być fajnie... o nie!

Także teraz czekam. Najpierw na telefon kiedy operacja, później na operację i na możliwość rozpoczęcia kolejnej procedury.
Podniosłam się! Dziś moja miesiąc od mojej pozytywnej nieszczęsnej bety. Po dwóch tygodniach rozchwiania emocjonalnego, płakania w każdym kącie i z byle powodu, dziś wróciłam już do normalności. Jest dobrze. I będzie dobrze :) Dziękuję wszystkim za wparcie i za to, że przeszłyście ze mną ten trudny okres. Mam nadzieję, że wspólnie doczekamy się naszych maleństw :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2019, 09:53

gunia29 Już nie czekam na cud... 1 sierpnia 2019, 10:36

Pisze tutaj zaledwie kilka dni, a sama się zastanawiam jak to było gdy nie miałam tej apki,gdy nie przelewam tego wszystkiego co mną targa tutaj.
Kiedyś będąc nastolatka pisałam pamiętniki, dotyczyły one głównie rozczarowań miłosnych , wydarzeń ze szkoły oraz kłótni z rodzicami. Lubiłam do niego wracać po czasie..były to takie chwile refleksji jak było kiedyś a jak jest teraz. Często te zapiski powodowały uśmiech na twarzy bo problem nie był aż takim problemem. Czasem dumę, że z czymś tak świetnie sobie poradziłam, a czasem szczęście bo to o czym pragnęłam spełniło się. Chciała bym kiedyś czytając te zapiski czuć sie tak samo...
Dziś jakoś szaro, ponuro smutno. K wybył z domu na cały dzień pojechał do teściów pomóc przy budowie. Aktywnie spędzany urlop to jego tradycja, nie lubi marnować czasu, a pracę w jego rodzinnym domu go odprężają chociaż wieczorem wraca padnięty mam wówczas niewielki pożytek z niego bo marzy tylko o piwku o prysznicu. Stara się co prawda wywiązywać z szeroko pojetego starania o dziecko, jednak wiadomo jak to wygląda gdy robi się to "bo trzeba"w sumie moje libido też ostatnio wacha się w granicach zera więc akurat dobraliśmy się w tym cyklu.
Mam w planach zabrać się za robienie przetworów, relaksuję mnie to i odpręża mimo że jest z tym trochę pracy. Lubię mieć pełną spiżarnię słoików chociaz w efekcie mnóstwo zostaje bo nie jesteśmy w stanie tego przejść.
Jutro wizyta u nowego gin. Czy jadę z jakąś nadzieja? Hmm jedynie z taką żeby nie zlecal milionów badań które już w większości mam za sobą... bardzo źle reaguje na szpitale... nawet na punkty pobrań. Ostatnio K robił podstawowe badania w tym na bolerioze w szpitalu bo narzeka na ból kości ciągle. Jednak do czego zmierzam...w szpitalu zalewały mnie poty było mi słabo, wywracalo żołądkiem. Widzę od razu siebie siedząca... czekającą na wyniki bety.... idącą korytarzem na zabieg. To chore wiem.. ale żeby można było wyłączyć umysł nie myśleć nie czuć. Może to bierze się test z tego, że moja mama dużo przebywała w w szpitalach i pewnie jeszcze nie jeden raz tam będzie,. choruje przewlekle i niestety nie będzie lepiej.

Jutro testuje mam wielką nadzieję że to jednak dzidziuś ale znając moje szczęście znów będzie biel
Proszę o kciuki

Jak nie urok to sraczka.
Po zębie dopadła mnie znóww grzybica. Przez 2 dni brałam tabletki ale nie pomagały, wybrałam się do lekarza rodzinnego po krem dopochwowy, taki co dali mi w klinice. Bez żadnego ale dokturka mi wypisała. Zmieniła mi też lek na cukier bo insulina mi strasznie w górę poszła zamiast 1000 xr będę brać 850 X2 zobaczymy jak teraz będzie.
Wczoraj zaaplikowalam krem a dziś czuje się jak nowo narodzona.
Ciekawe co mnie czeka w kolejnym tygodniu bo przecież co tydzień coś mnie łapie. Obym na 10 września była zdrowa bo moje plany pójdą.....
A to wina sterydów i tego że leukocyty mi po accofilu spadły. Plus tego że mój organizm nie jest taki silny jak kiedyś.
Wkurza mnie że muszę tempke mierzyć w tym cyklu. Muszę zobaczyć jak długi będzie cykl bo nie chce @ w górach. Bo gdzie się przebiorę a z publicznych toalet nie korzystam odkąd zaraziłam się grzybica po raz pierwszy. To jestem już na to uczulona. Kolejny cykl muszę mierzyć bo muszę w okolicach 7 dpo zrobić badania immuno. A jeszcze w kolejnym zapewne będzie screatching endometrium więc jestem zmuszona. Bo gdyby cykle były regularne a tak....... Do immuno jestem umówiona na 2 października. I muszę gina jeszcze gdzieś wszczelic. Mogłabym tego dnia ale nie przyjmuje. Więc muszę przemyśleć wszystko. I jednak zostawiam wszystko na spokojnie na listopad. Nie chcę się spieszyć.

W pracy jakiś daje radę, jutro będzie półmetek. Oby to przetrwać, nagroda będą wkrótce Pieniny. Już nie mogę doczekać się ostatniego wyjazdu.
Dziś kumpel mi zaproponował że załatwi mi tanio urlop zagraniczny i że mam Sue zgłosić na początku stycznia. Stwierdziłam że jak ivf się nie uda, to od tego rozpocznę moje nowe życie. Więc wiem co będę robić w przyszłości albo bawić dziecko albo zwiedzać świat. Tylko te 2 opcje mam.
A ostatnio czas miło spędzam codziennie ogląd serial, od piątku chce męża wciągnąć w telenowele. Wracam do korzeni z przeszłości.

Od poniedziałku dzwonię do szpitala z pytaniem o wynik badania hispatologicznego i oczywiście do dzisiaj go nie ma... Jutro mam wizytę u lekarza i zdaje się, że pójdę bez niego, czyli nie będziemy mieli pełnego oglądu sytuacji. Jestem zła.

Boję się świąt. A najbardziej boję się pytań dzieci pt. "ciociu, a co się stało z twoim dzidziusiem?". No bo jak wytłumaczyć dzieciom, że dzidziusia już nie ma? Ehhh.

Małpa99 Starania pełną parą 1 sierpnia 2019, 11:44

Dzis mój 4 dzień cyklu. Zaczynam 8 miesiąc starań, dla niektórych to długo, dla innych bardzo krótko. Starania prowadzę starannie 😉 Obserwuję swój cykl już od dłuższego czasu, jest regularny (30 +/- 2 dni), owulacja też chyba występuje (pozytywne testy owu, śluz płodny, wzrost temperatury). Seruszkujemy z mężem co 2-3 dni, zwracając szczególną uwagę na dni płodne. Mimo to 7 razy już nam nie wyszło 😞
Łykam witaminy, męża również faszeruję suplami- salfazinem i wit c 1000.
Zaczynam się zastanawiać co jest nie tak? A może po prostu mamy pecha i mimo, że nie ma przeszkód zdrowotnych, to uda nam się później niż innym.
Dlatego powzięłam kroki, by wyjaśnić co się tutaj dzieje. Zbadałam tsh w zeszłym miesiącu, wynik: 1,34. Wczoraj, czyli w 3 dniu cyklu, również sprawdziłam moje hormony:
- estradiol: 32 (norma <251)
- FSH: 7,3 (norma 3-8,1)
- LH: 6,6 (norma 1,8- 11,8 )
- prolaktyna: 15,02 (norma 5,18-26,53)
- testosteron: 1,04 (norma 0,48-1,85).

Wszystkie parametry mieszczą się w granicach, stosunek LH:FSH wynosi 0,9. Na moje laickie oko, chyba jest ok. Może któraś z was bardziej doświadczona w tym temacie może mi jeszcze zasugerować jakieś badania? 7dpo planuję zbadanie jeszcze progesteronu, a w poniedziałek wysyłam męża na komputerowe badanie nasienia. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy, muszę chyba się bardziej zgłębić w temat... 😐


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2019, 11:45

Marti... Goniąc czas 1 sierpnia 2019, 11:52

A wiec nastal ten dzien.

Dzis wrocilam do pracy. I dzis zdalam sobie sprawe jak wazne bylo przeprowadzenie stopniowej adaptacji w zlobku. Otoz wczoraj wieczorem olsnilo mnie, ze tak naprawde moje pojscie do pracy zmieni dla Oli tylko rytual wstawania i zmieni sie osoba do odprowadzania do zlobka. Nic poza tym. Poza tym, bedzie zyla w rzeczywistosci ktora dobrze zna! Bo nadal bedzie tam do 16, bo nadal mama odbierze razem z psem, nadal pojdziemy karmic kaczki po drodze w parku, a potem bedzie domowy obiadek, zabawa i przytulanie.

Rzeczywistosc sie zmienia, ale dla mnie.
Dzis wstalam o 6.10 (normalnie wstajemy ok 8, plan byl o 6, ale nie dalam rady). I te 10 min juz na wstepie mnie opoznilo.
Najpierw lazienka, makijaz, potem szykowanie sniadania, potem obudzic Ole (plan o 7), zjesc razem sniadanie, wyprowadzic psa, dac buziaka w czolko i wyjsc do pracy 7.30 aby byc na 8. Taki jest plan, ktory zajmuje mi wg tego co dzis wyszlo 1h 45min (mialam sie zmiescic maks w 1.5 h – nie smiejcie sie, ja jestem bardzo zasadnicza i punktualna. Nawet z Ola na czas jestem w stanie sie zorganizowac) . Juz wiem, ze musze Ole zaczac budzic przed 7, nie o 7. Bo ona jest nieprzytomna nie plakala, ale smiala sie i nie chciala jesc sniadanka, bo za szybko to dla niej. No ale na szcescie zjadla ze dwie lyzki robionego przeze mnie twarozku ze szczypiorkiem , ze dwa gryzy bulki z maslem i plasterek pomidora. Zawsze cos na zoladeczek spadlo. A w zlobku o 9 maja tez sniadanie, wiec luzik. Do zlobka Ole odprowadzil maz. I taki jest plan. On prowadza ja do zlobka na ok 8.15- a ja maks 16.15 ja odbieram. Dzis bede testowac o ktorej ja odbiore wychodzac z pracy o 15 (musze wrocic do domu, wskoczyc w dresy i z psem przejsc park – zlobek po drugiej stronie). Chce zmiescic sie w godzinie od wyjscia z pracy. Oby. dzis czas pokaze.

A ja po powrocie czuje sie zagubiona i samotna. Moj szef jest w innym kraju, zespolu nie mam na miejscu – jestesmy rozproszeni po swiecie (mam samodzielnie funkcjonujace stanowisko i wspieram od strony zarzadzania projektami prace innych zespolow operacyjnych), ale poki co nie wiem kogo bede wspierac. moj szef tylko upewnil sie czy dzis wracam, ale gdzie mam siedziec itd, ogarnialam juz sama. Ma to swoje zalety, bo wybralam sobie super miejscowke z widokiem na Pola Mokotowskie. Ale z drugiej strony nie mam takiego poczucia, ze ktos sie o mnie troszczy. Cala masa nowych twarzy (nie bylo mnie 2 lata). Ja nie znam ich, oni nie znaja mnie. Przechodze przez najnowsze maile, stare kasuje bez czytania, bo po co, jak info niekatualne. Ogladam najnowsze prezentacje firmy... i ogolnie sie nudze! Czekam na rozmowe z moim szefem w przyszlym tygodniu, ma tez mnie odwiedzic i wtedy ustalimy priorytety. A do tego czasu bede chyba bimbac. Co prawda mamy dzisiaj pierwszego calla, gdzie szef chce abym sie przedstawila, opowiedziala o swoich 11 latach w firmie i wczesniejszym doswiadczeniu. Ale tak poza tym, mam nadzieje, ze tak pozostanie jak najdluzej. Czego sie boje? Zasypania iloscia projektow (osoba ktora to robila odeszla w marcu i wszystko lezy odlogiem do tej pory) i przez to pracy po nocach. Chce ustalic z szefem jak bedzie, ze wychodze zawsze o 15, a reszte dopracowuje wieczorem. Pragne tez aby zgodzil sie na uklad, ze jesli Ola chora, to pracuje z domu, a nie L4. Bo prawda jest taka, ze jak jest duzo pracy to kiedys i tak na L4 pracowalam, wiec nie oszukujmy sie, ze nic nie robie. Po prostu w innych godzinach.

Boje sie, aby mojego planu nie zniszczono. Chce byc w pelni dostepna dla dziecka od momentu odbioru ze zlobka, do momentu pojscia spac. Jesli bedzie trzeba bede spala 3h, ale nie ma opcji zebym pracowala jak kiedys... zobaczymy jak to zostanie przyjete.

PJUR Starania o pierwsze Bobo 1 sierpnia 2019, 11:57

Dawno mnie tu nie było. L4 na wirusy zdobyło mi trochę czasu na odkurzenie pamiętnika. Ku pamięci wrzucę wyniki badania męża:
1. Podstawowe badanie z 11.09.2017 (Kriobank w Białymstoku robiła promocję i było za darmo :) ):
Liczba na ml: 10 mln
Liczba całkowita: 75mln
Ruch progresywny szybki: 0%
Ruch progresywny wolny: 10%
Ruch nieprawidłowy: 35%
Nieruchome 55%
Nic więcej nie badano

2. Z innej kliniki - Bocian, 7.03.2019:
Upłynnienie prawidłowe po 30 min
Objętość 4,5 ml
ph 7,9
lepkość prawidłowa
Aglutynacja (-)
Ruch progresywny szybki: 6,9%
Ruch progresywny wolny: 36,8%
Ruch niepostępowy: 6,9%
Nieruchome 49,3%
Plemniki o prawidłowej budowie: 0%

3. USK 26.04.2019:
Objętość: 4,29 ml
Upłynnienie: <60 min
Lepkość: prawidłowa
Wygląd: prawidłowy
pH: 8,4
Dni absencji 2
Agregacja: tak
Aglutynacja: nie

Parametr: wynik (norma)
Koncentracja: 7,49 miliony / ml (> 15)
Numer plemnika: 23,13 M/Próba (>39)
Ruch postępowy (PR): 28,09% (>32)
Ruchome: 49,23% (>40%)
Morfologia: 3% (4)
Diagnoza: oligoasthenoteratozoospermia


4. USK 27.05.2019:
Objętość: 7,51 ml
Upłynnienie: <60 min
Lepkość: prawidłowa
Wygląd: prawidłowy
pH: 8,4
Dni absencji 3
Agregacja: tak
Aglutynacja: nie

Parametr: wynik (norma)
Koncentracja: 5,75 miliony / ml (> 15)
Numer plemnika: 43,18 M/Próba (>39)
Ruch postępowy (PR): 40,93% (>32)
Ruchome: 61,57% (>40%)
Morfologia: 0% (4)
Diagnoza: oligoteratozoospermia

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 1 sierpnia 2019, 14:04

Wczoraj było słabo, wczoraj mieliśmy zobaczyć Bobka po raz pierwszy... to nic. Wierzę, że kiedyś zobaczymy.
Jak na razie urlopuję. Zajmuję głowę czym innym. Szyję, szyję, szyję i gdyby nie zabrakło szmat to szyłabym w kółko. Mąż zadoswolony, bo w końcu nasz kącik tarasowy jest mięciutki i można wylegiwać. Dzisiaj byłam w mieście za kolejnymi szmatami, ale wybór malutki, a z tego co kupiłam starczy tylko na 3 duże jaśki. Ale będzie co robić. Przez chwilę, ale się czymś zajmę. Byle nie myśleć...

CZWARTEK
No i doopa :( nic z tego... szkoda gadać :(

37+1
Ostateczna decyzja o rozwiązaniu ciąży poprzez cięcie cesarskie~JUTRO. Nie potrzebne było zaświadczenie bo mam 3 wskazania do cięcia... I cholernie się go boję. Tej niezależności od ludzi... Choć wolałabym naturalnie urodzić, niż babrać się i ktoś mnie podmywal, itd. Oby choć rano to było bo pół dnia będę denerwować się...


Wiadomość wyedytowana przez autora 15 marca 2021, 14:39

gosia89 udało się po 9 latach 15 marca 2021, 14:32

13dc
Jestem po punkcji.
Pobrano 14 oocytow z tego 5 dojrzałych. Na dalsze informacje kazali czekać do poniedziałku


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2021, 21:23

14dc

Nie wiem dlaczego moja aplikacja w telefonie zawsze pokazuje mi owulacje na dzien 12 skoro powinno byc ok 14 dnia.
Moje tanie testy owulacyjne dzialaja 😁 ale jestem glupkowata, nie doczytalam dokladnie instrukcji....no i dzis pierwszy raz podazajac za wskazowkami wyszlo, ze mam owulacje....wiec bedzie trzeba 💗 szczerze to tez to przeczuwalam, bo cale podbrzusze mnie pobolewa. I jak ja mam sie tutaj zachecic do 💗 jak najchetniej polozylabym sie do lozka z termoformem. Wykupilam wreszcie abonament na ovu, bo cos czuje, ze dlugo jeszcze tutaj pobede. Czy ktos wie jak zmodyfikowac date cyklu, wybrala zla i teraz nie moge znalezc opcji na zmiane.

Wik89 Zabiegana 1 sierpnia 2019, 22:24

20dc

Dzisiaj się wygadam bez żadnej puenty prawdopodobnie, czysty strumień myśli ;)
Nie miałam potwierdzonej owulacji na monitoringu, mój ginekolog uznał, że nie ma potrzeby, abym przychodziła na podgląd po zastrzyku. Temperatura, którą w tym miesiącu mierzę wyjątkowo skrupulatnie jak na mnie, i inne objawy wskazują jednak, że owu była w piątek, także zakładam, że jestem 6 dni po owulacji. Niestety nie czuję nic szczególnego w podbrzuszu, piersi nie bolą, lekki pms mnie dopada (zwiększony apetyt, gorsza cera i gorszy nastrój), także nie jestem zbyt optymistycznie nastawiona do czekającego mnie za parę dni testowania. Dziś w nocy bardzo się ochłodziło, a spałam przy otwartym oknie, i dziś czuję się przeziębiona i bez sił zupełnie. Czuję się też jakoś nieswojo, a to z uwagi na zmiany w pracy, które od dzisiaj nastąpiły i sporo obowiązków pobocznych, jakoś czuję się jakbym była obok tego wszystkiego.
Ogólnie odkąd nasze starania się przedłużają, czyli powiedzmy od grudnia (wcześniej byłam względni spokojna i nastawiona na to, że wkrótce będę w ciąży) mam takie poczucie bycia za szybą - praca, relacje z przyjaciółmi, wydarzenia rodzinne, wakacje, a nawet prozaiczne rzeczy jak zakupy ciuchowe (!), są na dalszym planie, daleko za działaniami związanymi mniej lub bardziej ze staraniami (wykres, lekarze, forum, sport, dobra dieta, czas z mężem, itd.). Często nie mam ochoty np. na rozmowy z przyjaciółmi, zbywam propozycje jakichs spotkan czy wyjazdow, nie chodze wlasciwie na zakupy oprócz rzeczy niezbednych jak jedzenie, podstawowe kosmetyki, itp. Praca jest na pewno odskocznią od starań, bo pracuję bardzo intensywnie i dzień zawsze jest za krotki, ale przyznam, ze spada moja efektywnosc - od kilku miesiecy czesto zdarza mi sie siedziec w pracy na forum i gdybac przy statystykach cykli, potwierdzonych objawach itp. A potem musze przysiąść nad czymś pilnym wieczorem albo w weekend.
Mówiąc szczerze, to obecnie w ogóle nie próbuję tego zwalczać, wiem jak jest i wiem, że tak łatwo tego nie zmienię. Można powiedzieć, że odpuściłam walkę z naturą staraczki i po prostu jakoś zaakceptowałam ten stan a jednocześnie ogromnie liczę na to, że wkrótce on minie.
Być może to niepoważne, być może powinnam robić wszystko, żeby oderwać glowe od starań i nie dopuścić do tego, żeby inne rzeczy schodziły na dalszy plan, ale póki co nie mam na to zwyczajnie siły. Pomyślę o tym po wakacjach :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia 2019, 22:37

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 13 września 2019, 08:32

Aktualizacja, to chyba było plamienie. Dzisiaj ani śladu...
Lekarz mówił, że przegrody było by widać na isg i w hsg u mnie tam nic nie widać. Ale zroboę tę histeroskopię dla świętego spokoju.
aktualizuję, chyba jednak okres...


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września 2019, 16:23

Furiatka Third time is a charme 2 sierpnia 2019, 07:32

I stuknęło nam 4 miesiące razem.

Emilka potrafi:

- trzymać sztywno główkę w pionie
- łapać się za stopy, również naprzemiennie
- obracać się na brzuch przez prawy i lewy bok
- głośno się śmiać nawet kilka minut, kiedy ktoś ją rozśmiesza

Waga oscyluje w granicach 7 kg, długość zgodnie z ostatnim pomiarem u pediatry 67 cm.

Zrobiliśmy profilaktycznie usg przezciemiączkowe i wyszło ok. Była też u nas kontrolnie pani fizjoterapeutka i pokazała nam kilka fajnych ćwiczeń, jak wspomagać rozwój niemowlaka podczas zabawy, czy codziennej pielęgnacji. Sumiennie się stosuje i muszę powiedzieć, że naprawdę widzę efekty. Początkowo Emi obracała się na brzuszek tylko przez prawy bok, czemu towarzyszyły okrzyki rodem z karate kid ;), a po ćwiczeniach zaktywizowała też lewy bok. Podobnie z chwytaniem za stópki. Głowę też trzyma twardo po tym jak fizjo stwierdziła, że to już duża dziewczyna i nie trzeba się z nią obchodzić jak z jajkiem ;). Doszło do tego, że Emilka tylko w wózku leży w miarę spokojnie, a na macie czy w łóżeczku od razu chce się przewracać na brzuch i trzeba ją pilnować, bo jeszcze dość szybko się męczy w tej pozycji. Ne wiem też, czy przypadkiem nie dopadł nas kolejny skok rozwojowy, bo w nocy lubi robić cyrki z karmieniem. Płacze i za cholerę nie chce chwytać butelki, oszukujemy ją wtedy smoczkiem, uspokaja się i szybko podmieniamy na butelkę. Nie chcę nawet myśleć, co by było jakby miała jeść z cycka.

40dc
26dpo
6tc

Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Pozytywny test ciążowy. Boże, proszę chroń maleństwo. Niech z nami zostanie :)

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)