7tc (6+1)

Beta HCG: 33203,14 mlU/ml

:)

31+0

Witaj 8 miesiącu,witaj 32 tygodniu 😍

My już w domku!
W zeszłą niedzielę o 3:20 pobudka,mierzenie cukru,ostatnie pakowanie i wyruszyliśmy. Pola zachwycona bo uwielbia jeździc po ciemku,oczywiscie juz nie spała ;p pózne śniadanie bylo o 5:40 i cukier ponad norme.

Jak dojechaliśmy to szukaliśmy domu. Mimo iź nie udało się tam gdzie chcieliśmy to lepiej wyszło,bo tu było nudno ;p pojechaliśmy do Międzyzdroi gdzie bylo mnóstwo atrakcji i trafiliśmy po walce do pięknej willi 😍 pokoik byl super,z tv i lazienką. No i Pola się w nim zakochała a to cud hihi (a jeszcze wiekszy że nie chciala wyjeżdżać)😀
Musieliśmy czekac do 14 to pierwsze co pobiegliśmy na plażę. Wiatr byl chlodny,ale Poli w kąpieli to nie przeszkadzalo 😀 ja odetchnęłam i wróciliśmy się ogarniac do pokoju juź.
Kolejny dzień to plaża bo pogoda piękna,później miasto,lody i atrakcje. Kolejne dni nie były już do kąpieli,ale codziennie chodziliśmy mnóstwo kilometrow(wszystkie toi toiki moje 😂), lody,gofry,kebab,pizza i co najlepsze- cukry idealne 😀😀 wiec żeby tak było,musze się po prostu najeść😀 popoludnia byly na plaży,Pola uwielbia piach i morze z falami! No i molo 😊 atrakcją bylo tez karmienie mew,wspólne zdjęcia,odbijanie rączek na alei gwiazd ale i rowerek który raz wypozyczyliśmy ;) Pola miala okazje zjesc lody krecone, gofry z cukrem i nutella(oj zmulilo 😀) wiec totalna rozpusta była jak to na wakacjach 😀 no i pamiątek mnóstwo!
W ostatni dzień byl stres bo auto nie chciało odpalic ale sąsiadka nas uratowala ;p na plaze jeszcze o 18 szliśmy,ale na chwilke tylko bo bylo chłodno. No i wczoraj pożegnaliśmy morze..zakupy w lidlu po drodze obiadek i przed 16 niespodzianka w domu bo nikt nie wiedzial 😂
Ale już w domku, prania od rana idą. Zaraz śniadanie,kawka w końcu z ekspresu a nie jakaś lura rozpuszczalna ;p a później zakupy i uro tesciowej. Oby nie padalo bo pranie czeka😂
Od wieczora zaczynam wyprawkę ogarniac 😀
Fotelik teź juz na 99% wybrany, dzisiaj pampersy i CHYBA wszystko ;o
Oluś przy dłuższym chodzeniu napierał na szyjke aź czulam w pochwie 😀 ale ladnie się kręcił(dzis jeszcze leniuch), dobrze nam się tam spało i bylo 😍 a Pola z zegarkiem w reku pobudki o 6 a dzisiaj jej dobudzic nie moglam😂

Wstaje bo glodni moi!


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2019, 07:44

60 dni do porodu 😲
39 dni do donoszonej!
17 dni do wizyty 🤗

Jestem na etapie prania w dzień i prasowania wieczorami. Jeszcze 2 pralki ciuszków,ręczniki i biorę się za pościel i akcesoria.
Dzisiaj zaczynamy malowanie to od razu firany i okna pójdą w ruch 😀 tv juz przeniesiony,to po malowaniu od razu znosimy bujak i przewijak i pokoik będzie juź gotowy. Aaa i naklejki na ścianę z imieniem 😊

Pora wstawać zaraz bo robota czeka :p

Krycha Potrzeba pisania 5 sierpnia 2019, 19:20

Impulsem do rozpoczecia pamietnika jest wizyta kontrolna po peknieciu torbielki u cenionego wybitnego specjalisty ginekologa. Wizyta byla fantastyczna, merytoryczna, rzeczowa, pelna konkretow, jak seminarium z ginekologii. Wyszlam bardzo zadowolona. Jednak po tygodniu dopada mnie stres. Doktor orzekl cykl bezowulacyjny. Taa... Ile to bylo takich historii, a wiekszosc z nich konczyla sie ciaza. No bo skad wiadomo, ze ta owulacja sie nie namysli i nie pojawi? Z opoznieniem, ale jednak bedzie? Moj maz ma bardzo zaawansowana asthenoteratozoospermie, ktora leczy piwem, wiec teoretycznie moge sobie owulowac ile i kiedy chce, fizycznie szans nie ma. Ale to jednak jest natura, wredna, przewrotna natura, ktora calej zenskiej linii ze strony mojej matki funduje na 40 kinderniespodzianki. Mi niewiele do tej 40 brakuje, zatem czas zaczac sie bac. Z kolei zenska linia mojego ojca jest dotknieta rakiem losowo wybranych narzadow. To ja juz wole ciaze niz raka. A jak trafie kumulacje?
Ech, takie mam rozkminy w drugie urodziny mojego psa.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2019, 23:16

malika89 Malikowe pamiętnikowanie 26 marca 2016, 09:32


graphics-easter-glitter-737709.gif
Pragniemy (z synkiem) złożyć życzenia
zdrowych i pogodnych świąt Wielkanocnych,
obfitości na świątecznym stole,
smacznego jajka
oraz
wiosennego nastroju w rodzinnym gronie.
graphics-easter-395307.gif
graphics-easter-372947.gif

Malediwy2020 Karuzela 5 sierpnia 2019, 20:16

Nie ma nic gorszego jak to, ze każdy dookoła wie ze się starasz i wie, ze g*wno z tego wychodzi i ludzie dają ci RADY (uwaga poniżej kilka z nich);
- nie spinajcie się tak
- idźcie na imprezę nachlejcie się
- wrzućcie na luz
- jesteście młodzi macie czas spokojnie
Etc etc etc etc...
Gorsze są tylko te łaski które się przechwalają ze dziecko machneli za 1 razem a mąż czy tam partner się nawet nie spocił. Kuźwa serio ??

Całe życie wszystko mi się super układało naprawdę w czepku urodzona, od stycznia to jest jakaś chora karuzela, pecha i nieszczęść z której nie mogę zejść.
Wali mi się wszystko. Relacje w domu rodzinnym, praca... gdyby nie mój mąż zapewne wylądowałabym w psychiatryku na zamkniętym - tylko dzięki niemu widzę sens w czymkolwiek. Wiecie ile nieszczęść jest w stanie znieść człowiek? Ja Wam mogę powiedzieć ze dużo ale nie gwarantuje ze przejdzie przez to cało. W przeciągu 8 miesięcy przeżyłam włamanie do mieszkania, poronienie, spadek zarobków o polowe, a jak chciałam pojechać na wakacje żeby nie myśleć o tym to siedząc w samolocie samolot się popsuł i nigdzie nie pojechałam. Serio kabaret. Wisienka na torcie było to jak moja przyjaciółka oznajmiła mi ze jest w ciąży (wpadła po pijaku wzięła nawet tabletkę po) i wtedy pękłam, wyłam tydzień dwa trzy i zadawałam sobie pytania dlaczego ja?


Edit: zapomniałam dodać, ze jak poszłam do fryzjera pożegnałam się z moimi pięknymi włosami tak mi s*********#%##%#


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2019, 11:15

17+0
Do wizyty został teoretycznie już tylko jeden dzień. Byle jeszcze jutro wytrzymać i w końcu w środe wyjazd do kliniki... Stresuje się martwie wiadomo jak zawsze... ale wierzę maleństwo, że wszystko tam z Tobą dobrze i sobie pięknie i zdrowo rośniesz!! 🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

37tc + 3 (38tc) - ciąża donoszona

263 dzień cyklu
1 tydzień do CC

Na razie sytuacja jest opanowana :), plamienie już się nie pojawiało, wczoraj w nocy miałam lekkie bóle brzucha jak na miesiączkę, trwające ok godzinę, w nieregularnych odstępach czasu. Doktor mówił, że to bóle przepowiadające, macica przygotowuje się do porodu więc mam się nie stresować :)
Ale dzisiaj już spokojnie przespaliśmy noc :), jak padłam o 23 tak obudziłam się o 5:00.

Spakowałam wczoraj torbę dla Jasia, wszystko według wytycznych ze strony szpitala i listy BBF, zapakowałam dodatkowo smoczki i butelki w razie gdybym nie miała pokarmu. Swoją torbę spakuję jutro, bo planuję wziąć sportową torbę Męża, a jedzie dzisiaj na mecz i musi ją zabrać :).
Apropo Męża - zrobię mu małą niespodziankę :) kupiłam mu drewniane szachy turniejowe :), lubi grać, kiedyś nawet zdobywał puchary i medale w jakiś turniejach szachowych więc mam nadzieję, że mu się spodobają :).

Pomimo wszystko chyba jeszcze nie do końca dociera do mnie, że już za tydzień Synuś będzie z Nami :) <3 <3. Nasz Malutki, Wymarzony, Wywalczony Pierworodny <3 <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2019, 09:18

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 6 sierpnia 2019, 10:05

Dziewczyny, mamusie chłopców starszych od Emila! Czy ktorejs z Was nie zostaly po synku ciuszki? Glownie chodzi mi o spodnie dresowe, takie "do dobicia". Rozmiar 80. Chetnie bym odkupila za kilka pln ;o), najlepiej kilka sztuk w pakiecie :o) Em bardzo niszczy w piaskownicy etc, szkoda kupowac nowe... A te, ktore dostalam, sajuz w totalnie oplakanym stanie.

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 6 sierpnia 2019, 10:05

Dziewczyny, mamusie chłopców starszych od Emila! Czy ktorejs z Was nie zostaly po synku ciuszki? Glownie chodzi mi o spodnie dresowe, takie "do dobicia". Rozmiar 80. Chetnie bym odkupila za kilka pln ;o), najlepiej kilka sztuk w pakiecie :o) Em bardzo niszczy w piaskownicy etc, szkoda kupowac nowe... A te, ktore dostalam, sajuz w totalnie oplakanym stanie.

Malediwy2020 Karuzela 6 sierpnia 2019, 10:26

Wstałam dzisiaj lewa nogą, mam środek cyklu zaraz owulka (tak sadze bo odpuszczam
Wszystkie mierzenia, monitoringi) jestem tak wkurzona bo coś mi w środku mówi ze znowu się nie uda a się nakręcam. Nie potrafię nie myśleć o tym, chciałabym zobaczyć te dwie kreseczki żeby zakończyć tą zła passę żeby moc zająć się czymś innym niż zaglądaniem w kalendarz. Zapomniałam dodać ze odstawiłam wszystko clo i duphaston, mam dosyć chodzenia napuchnięta z ciągłymi dolegliwościami. Pije sobie inofolic i w sumie w nim pokładam nadzieje.

PJUR Starania o pierwsze Bobo 6 sierpnia 2019, 11:11

Kryzys goni kryzys. Owulacja gra ze mną w berka. Teoretycznie śluz przeczy wypryskom na twarzy.
Moim zdaniem owulacja była niedzielę w nocy albo w poniedziałek rano. Chociaż może w poniedziałek w ciągu dnia, bo pobolewał mnie brzuch (ból owulacyjny?)
Teoretycznie udało się wystrzelić armię plemnikową, za 2-3 tyg będzie można ocenić rezultat tej bitwy :-)
W kwestii występującego u nas czynnika męskiego zdecydowaliśmy wysłać męża do lekarza pierwszego kontaktu celem skierowania do kliniki niepłodności. Zobaczymy czy i jak nam się to uda.

gunia29 Już nie czekam na cud... 6 sierpnia 2019, 15:42

Mój urlop mija w zwrotnym tempie... Niby jeszcze 3 tygodnie ale już czuję , że ani się obejrzę i trzeba będzie pakować walizki. Lubię swoją pracę, lubię moja ekipę, lubię Holandię i nasze mieszkanie,ale... kocham rodziców z całego serca i najbardziej żal mi ich zostawiać tym trudniej jak spędzę z nimi trochę czasu i widzę jak czas nie działa na ich korzyść. Gdyby była ciąża pewnie poważnie byśmy zastanawiali się nad powrotem tutaj. Nie pokładamy jednak nadzieji i żyjemy tym , że niebawem opuścimy ojczyznę. Mój K powtarza,że tylko do końca roku...i tak od 7 lat zjeżdżamy do Polski niby chcemy,a niby nie. Ma to jednak swoje plusy bo z racji tego,że jesteśmy tu rzadko, pytania o powiększanie rodziny, "dlaczego jeszcze nie", "pora najwyższa" , i standardowe "a wy kiedy" ograniczamy do minimum. Chociaż moja teściowa przy każdej okazji do składania życzeń rozpoczyna: no i dzieciątka w końcu bo co to za rodzina bez dziecka bla bla.... Wtedy już nie jestem smutna tylko mega wkur... Bo każdy przecież ma najlepsze dobre rady, każdy jest taki dumny jak powie" no bierzcie się do roboty" szkoda ,że nikt nie wie jak ciężka jest walka ,jak trudno połykać łzy i mówić przyjdzie pora...jak boli gdy koleżanka, kuzynką, siostra i nawet córka sąsiadki która nawet nie ma 18 lat

Czuje to ten, kto ten chleb sam przeżył
Komu nie było dane wszystko na talerzu...

9 dc

Zamówiłam diety z akademi płodności i tym sposobem ruszyliśmy ze zdrowym żywieniem. Potrawy póki co są nparawdę smaczne, więc nie ma co narzekać. Dieta bogata w witaminy i potrzebne składniki to może być klucz do sukcesu. Zastanawiam się też jak odstawić metforminę.... bo chciałabym schodzić powoli ze wszystkich leków które biorę, skoro z dietą mój organizm może sobie z tym poradzić. Plan jest taki:
- dieta płodności przez 3 miesiące
-w tym tygodniu badania zlecone przez doktora P. w Krakowie
-26 sierpnia konsultacja genetyczna
- powtórka badań nasienia Emka połową listopada
-powtórka mojego AMH połową listopada
- mikrohisteroskopia 21 listopada

Po 3 miesiącach diety chciałabym też sprawdzić moje krzywe glukozową i insulinową po tych 3 miesiącach diety.
Co poza staraniami? Nie chce mi się po powrocie z urlopu totalnie niccc!!! Mam takiego lenia :( Wakacje były super, ale okazało się, że ludzie z którymi pojechaliśmy byli zwykłymi kłamcami... Mi by było wstyd zachować się w taki sposób jak oni, no ale... nie każdy ma równo pod sufitem. Kosztowało nas to wiele stresu i nerwów, ale sytuacja już poszła w niepamięć. Zawsze mamy jakieś przygody, inaczej się nie da chyba...

Dzisiaj śniły mi się dwie tłuste kreseczki na teście... To by było dla nas wielkie szczęście, ale jeśli trzeba zaczekamy jeszcze.... Znowu znajduje sobie deskę ratunku, nie wiem czy ona pomoże, ale bardzo mocno wierzę, że chociaż poprawi emkowi wyniki badań. Muszę przyznać, że ten mój mąż mocno się trzyma. Nie pije piwa, nawet teściowi odmawia, więc jest dobrze. Nasz jedyny problem to wesele siostry, no bo jak to, facet nie pije na weselu? Przecież to takie dziwne... Eh mam nadzieję, że jakoś wybrniemy i z tego.

Rok temu byłam taka szczęśliwa... Planowaliśmy już pokoik, ja oglądałam maleńkie ciuszki, które trzymałam w łóżku schowane głęboko... W sumie rok temu zobaczyłam pierwszy przyrost, który po 72 godzinach wynosił 70%.... Już nie było rewelacji, ale gdzieś tliła się iksierka nadzieji, że jeszcze odbije... Boże ten rok tak szybko zleciał a ja pamiętam wszystkie emocje tak dokładnie :( Dzisiaj pewnie spacerowałabym z maluszkiem, a tak - nadal pustka.... Wiem, że zdarzają się poronienia, ale czemu akurat mi? Po tylu miesiącach zmagań dano nadzieję, żeby zaraz ją wyszarpać z moich tęsknych ramion? Przez 12 miesięcy marzyłam o tym, żeby ten przypadek się powtórzył, a tu nic... już 12 miesięcy nic... a przepraszam, w kwietniu beta ruszyła i spadła. Jeden dzień radości. Tylko tyle dostałam od losu.

-

No i minął rok.

Pamiętam ten wieczór i każdy kolejny dzień, każdy moment jak stopklatkę. Dopakowałam ostatnie rzeczy do torby szpitalnej, zjadłam największy deser lodowy w mieście a na kolację, jak nigdy w życiu - parówki, którymi gardzę na co dzień. Kiedy odszedł mi czop, mąż się ze mnie podśmiewywał, że się boję. Za to kiedy po godzinie chlusnęły mi hollywoodzko wody na środku salonu sam wpadł w panikę, bo był przerażony. Była godzina 22. Obdzwonił rodzinę, że jedziemy do szpitala, początkowo nikt mu nie wierzył, no bo jak to - przecież termin jest na 23 sierpnia. Nikt nie traktował poważnie tego, gdy mówiłam, że urodzę wcześniej, bo tak czuję. Było gorąco, skurcze co 30 sekund i minimalne rozwarcie, bolało. Przyjęcie w szpitalu, podejście raczej zlewkowe bo zachciało mi się rodzić podczas niedzielnego dyżuru, wszyscy mieli czas, nikt mnie o niczym nie informował, męża nie wpuścili na pierwsze usg.
Potem ktg i co chwilę sprawdzanie szyjki, podczas skurczów. W czasie tej jednej godziny około 10-15 razy badano mi szyjkę i to wspominam jako najokropniejszy ból. Nagle wszyscy zaczęli wokół mnie biegać,znikąd pojawił się tłum, ktoś podrzucił świstek do podpisu ze zgodą na cc i po 5 minutach leżałam już na stole, gdzie co chwilę ktoś zadawał mi pytania, na które odpowiadałam półprzytomnie, w strachu o życie dziecka, które zaraz po porodzie mi zabrali. Tętno dziecka na ktg było tak wysokie, że nie zapisywało się - poza skalą.
Później szpital, baby blues, złote rady, moje wahania, poczucie niebycia sobą, bezradność, poczucie niekompetencji (jak odbić dziecko? czy jest głodne? czy dobrze przewijam?) walka o laktację, czekanie w szpitalu na wyniki badań małej. Potem nieludzkie zmęczenie (czasem zastanawiam się, jakim cudem to przeżyłam). Dociniki teściów. Głośne prace budowlane wokół domu, które można było spokojnie zrobić za rok, no ale... wyszło że nie mam nic do powiedzenia w tej kwesti bo teście załatwili ekipę. Mąż mnie przywiózł rozdygodatną ze szpitala i pojechał po materiały budowalne. Zostawił mnie z tesciową, której musiałam zaparzyć kawę (chodząc jak zombie po cc) z nawałem (cycyki jak kamienie). Byłam wściekła, chyba mu tego nigdy nie wybaczę.
Z perspektywy czasu zastanawiam się, skąd matki czerpią siłę, aby funkcjonować mimo nieziemskiego zmęczenia. Cieszę się, że ten etap już za mną, chociaż na zdjęciach czule wspominam kruche maleństwo, które tak bardzo się zmęczyło i tyle mnie nauczyło przez ten rok. Maleństwo, które tak dynamicznie się zmieniło.
Z perspektywy czasu olałabym sprzątanie i chęć udowodnienia wszystkim jak cudownie sobie radzę, gotując codziennie obiady w połogu, mając dom na błysk.
Posłałabym do diabła ludzi ze złotymi nieproszonymi radami, krytykantów i robiła swoje bez wyrzutów sumienia ufając intuicji - bo jak się okazało, ta mnie nie zawiodła, a tak wątpiłam w swoje kompetencje. Szkoda, że trochę mi to pozabijało radości z macierzyństwa.

Dzisiaj, w dni roczku Młoda zadała pierwsze pytanie pełnym zdaniem: co to jest?
Pyta, ale nie często. Lubi dzieci, najbardziej w podobnym do siebie wieku.

Impreza urodzinowa - ogólnie udana. Chociaż dzień był długi i ciężki. Bo trzeba było zgrać wiele rzeczy i to na styk, a Młoda poprzestawiała sobie wszystkie drzemki. Z dekoracji sali pojechałam prosto na pogrzeb, którym sam w sobie jest pełen trudnych uczuć i emocji... po kilku godzinach impreza. Hałas, mnóstwo dzieci, gości. Młoda była zaaferowana samochodzikiem, na którym moze siadać i odpychać się nogami, ale póki co chce go prowadzać i pchać. Co ja mówię, ona z nim biega i trzeba było ją asekurować. ostatnio ma manię pchania wózka, a teraz ten samochodzik.
Podczas przyjęcia zdenerwowałam się, bo teściowie znowu zaczęli mnie hejtować - i to przy mojej rodzinie. Odripostowałam im, ale zbyt kulturalnie, w domu poprosiłam męża by z nimi pogadał, bo dłużej tego nie wytrzymam i jeszcze raz a nie będę przebierać w słowa, bo nie pozwolę sobie na takie traktowanie. Uważają, że jak dziecko skończyło roczek to ma zacząć jeść boczek i kiełbasę, ma jeść normalnie słodycze. Mają już dwoje otyłych wnucząt,sami są otyli ale czepiają się mnie. I uważają, że nasze dziecko źle je bo budzi się w nocy(!). A to, ze ich wnuk ma 7 lat i dalej budzi się w nocy,przuchodząc do łóżka rodziców już się nie liczy. Jak rozmawiam ze znajomymi, to większość jednak budzi się w nocy. Nasza budzi się raz, a jak idą zęby to milion razy.
Ogólnie uważam, że oni szukają za wszelką cenę dowodów na to, że zdrowie żywienie jest szkodliwe. Boję się, że będą chcieli coś robić wbrew mnie, po kryjomu lub najzwyczajniej namieszają dziecku w głowie podczas mojej nieobecności.
Chociaż przeglądając zdjęcia z imprezy widzę, do kogo dziecko się uśmiecha a na czyj widok płacze... I odpycha przy próbie kontaktu.

Swoją drogą podczas imprezy najbardziej interesował ją talerz z owocami i pokazywała np. że chce banana.

Wczoraj też zrobiła sama pierwszy, mały pojedynczny kroczek.

Wpis jest trochę "nabuzowany" bo mam PMSa.

36 tc (35+1)
Hej wczoraj mialam wizyte. Termin cc ustalony na 3 wrzesnia o ile nic sie nie bedzie dzialo wczesniej. Synek idzie na duzego klocka bo wczoraj z usg mial 3200 gr!
Kolejna wizyta 26 sierpnia jeszcze.
Jeju juz tak blisko do porodu i prawdziwej rewolucji w domu! Az sie boje. A z drugiej strony juz chce bo ciekawe jak to bedzie jak sobie poradze. A ze lubie wyzwania to pewnie poczuje sie jak ryba w wodzie ;)

Dzięki za pocieszenie, na pewno zajrzę na forum. Monitoringiem chce przedwszystkim wykluczyć PCOS o którym wspomniał mi kiedyś ginekolog. Byłam wtedy chyba w 13 dc (owulacja zazwyczaj między 16 a 19 dc) i mówił że mam pęcherzyki ale raczej brak tego dominującego. No ale to było chyba za wcześnie by któryś był dominujący? Trzeba to po prostu sprawdzić. Dziś 1 dc. Od 2 miesięcy mam jakiś krótki cykl bo wcześniej zawsze 30-34 dni a ostatnie 2 cykle trwały 28 dni. Może to zasługa castagnusa który biorę już pełne 3 miesiące. Został mi rok do 30-tki. Chyba nie mam co liczyć na dziecko przed zmianą kodu na 3 z przodu.

anemic Wielkie chcenie ... 6 sierpnia 2019, 21:21

Hanka skończyła 11 msc - 24-go- nawet nie mam kiedy zrobić podsumowania porządnego.
Tak w skrócie.

Podnosi się, stoi- na razie koślawiąc stopy.
Na czworakach stoi na wyprostowanych nogach + wyprostowane ręce + pupa w górze.

Mówi swiadomie: mama, baba, papa, am, abia ( co ma znaczyc hrabia, ze kot nasz)
Karmi łyżeczką, albo tym co akurat je- mnie i misie, próbuje tez kota
Wskazuje na wiatrak, w kierunku tego co chce dostac, kota, jedzenie
Wkłada wszystko we wszystko, nakłada, układa, wyciąga- wszystko. Tworzy sobie grzechotki z np. miski do której wkłada klocek i potrzasa tym
nabiera wodę w zwierzątka do kąpieli i oblewa nimi osobe kąpiącą
daje buziaki- najchętniej miskom i kotu, mnie też. Odmawia babci i tacie :D
sama wchodzi do basenu z kulkami
sana inicjuje zabawy typu akuku- zagląda przez wszystko
pamięta "rytuały", np. przechodząc obok krzaczora ostrężyn wyciąga rękę i mówi am (zjadamy tam te ostrężyny), po kolacji, w łazience gdy kładę ją na krześle pokazuje na pastę do zębów
teraz kąpie ją moja mama i robi to myjką- Hania też zaczela myć siebie, misie myjką :D ale trez podłogę, szafkę
wyciąga skarpetki z szuflady taty, prztnosi i kładzie mi na stopę
odkąd spi z nami w łóżku bez kokona śpi, że tak powiem nieźle ( ok 5 pobudek :D)
wyciąga ręce do góry żeby ją zabrać
gdy tylko pojawiam się w pobliżu chwyta mnie za nogi
uwielbia opakowania po przyprawach
musi jeść gdy wszyscy jedzą, tzn ona zjada no swój obiad, za 30 min my (nie zawsze udaje się synchron) to i tak je z nami
Gorzej je sniadania.
Dłuzej spi- ostatnio do....9.30 , zazwyczaj do 7.30

Emocjonalnie jest po prostu już obłędna, tuli się, całuje, woła mnie. Dni są ogólnie dobre, choć jojczenie bywa :D
Nadal w ciągu dnia 2 x kp, chciałabym je wykluczyć, ale niestety nie udaje się.
To tak w skrócie.

Aha- co do KP- są badania, które pokazują, że mleko mamy jest w pełni wartościowe po 12 miesiącu, nie dostarcza tylko w pełni energii i żelaza.

Narzekałam, że nie mam pomocy, teraz mam mnóstwo pomocy i czuję się jak kula u nogi. Ale, mając pomoc przy dziecku łatwiej jest być dobrą matką :D
Ręka zrasta się ok, dzisiaj założyli mi ortezę.
24.08 robimy impreze urodzinowa.
15.09 jedziemy nad morze na kilka dni

Kupilismy fotelik axid minikid 2 - na razie nie jeździmy bo wiadomo, kaleka
Znowu tyję.
Zjadam ostatnie pigułki i koncze. Rok miałam się zabezpieczać w razie gdybym okazała się płodna jak czarnoziem :D

Taki kijowy miesiąc, urodziny chrześniaka, bratowej, brata, córki przyjaciółki- konto cierpi :D
Byłam w pracy złozyc wniosek o wychowawczy, chcą zebym wróciła w styczniu. Rozważam to, ale nie na cały etat. Orientowałam się w złobku, można korzystać dowolną ilość godzin.

To tak w skrócie co u nas.




Wydaje mi się, że już po owulacji. Śluz kremowy. Ciekawe jak będzie tym razem. Pewnie to samo co zawsze... 😐
Wczoraj po tej informacji o ciąży koleżanki miałam taki zjazd emocjonalny, że musiałam sobie kupić ziołowe leki na uspokojenie (nie wiem czy mi pomogły, bo dalej czuje się jak nie powiem co)dziś zjazd ciąg dalszy. Nie mam siły się ruszać, nawet nie wiem jak wstałam dziś rano do pracy. Boli mnie ciało jakby w żyłach płynęła mi jakaś żrąca ciecz. Oczy mnie szczypią. Rozmawiałam z mamą, mówi że może powinnam iść do specjalisty, w sensie do psychologa.
Jest mi ciężko, jestem beznadziejna.... Chciałabym żeby było wszystko dobrze, ale czy to możliwe nie wiem. 😔

24dc

Ćmi mnie brzuch okresowo. Czekam na cykl pierwszy po drożności i z Aromkiem na owulacje. Pomimo tego że był to cykl bezowulacyjny oczywiście głowa przez chwile mówiła „a może się udało” 🤦‍♀️ przecież cuda się zdarzają...może się gdzieś zdarzają ale nie u mnie, u mnie będzie to co zwykle.

Ciężarna przyjaciółka nie ma dla mnie litości, najpierw wybieraliśmy wózki a wczoraj łóżeczka i komody. Cieszę się i nie mogę się doczekać jej dzieciątka ale nie będę kokietować, że nie wolałabym wybierać dla swojego dziecka. Cóż jestem tylko człowiekiem i czuje to co czuje 🤷‍♀️

We wtorek mam endokrynologa, zobaczymy jakie rewelacje w tej dziedzinie medycyny.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)