Nie ma nic gorszego jak to, ze każdy dookoła wie ze się starasz i wie, ze g*wno z tego wychodzi i ludzie dają ci RADY (uwaga poniżej kilka z nich);
- nie spinajcie się tak
- idźcie na imprezę nachlejcie się
- wrzućcie na luz
- jesteście młodzi macie czas spokojnie
Etc etc etc etc...
Gorsze są tylko te łaski które się przechwalają ze dziecko machneli za 1 razem a mąż czy tam partner się nawet nie spocił. Kuźwa serio ??
Całe życie wszystko mi się super układało naprawdę w czepku urodzona, od stycznia to jest jakaś chora karuzela, pecha i nieszczęść z której nie mogę zejść.
Wali mi się wszystko. Relacje w domu rodzinnym, praca... gdyby nie mój mąż zapewne wylądowałabym w psychiatryku na zamkniętym - tylko dzięki niemu widzę sens w czymkolwiek. Wiecie ile nieszczęść jest w stanie znieść człowiek? Ja Wam mogę powiedzieć ze dużo ale nie gwarantuje ze przejdzie przez to cało. W przeciągu 8 miesięcy przeżyłam włamanie do mieszkania, poronienie, spadek zarobków o polowe, a jak chciałam pojechać na wakacje żeby nie myśleć o tym to siedząc w samolocie samolot się popsuł i nigdzie nie pojechałam. Serio kabaret. Wisienka na torcie było to jak moja przyjaciółka oznajmiła mi ze jest w ciąży (wpadła po pijaku wzięła nawet tabletkę po) i wtedy pękłam, wyłam tydzień dwa trzy i zadawałam sobie pytania dlaczego ja?
Edit: zapomniałam dodać, ze jak poszłam do fryzjera pożegnałam się z moimi pięknymi włosami tak mi s*********#%##%#
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2019, 11:15
17+0
Do wizyty został teoretycznie już tylko jeden dzień. Byle jeszcze jutro wytrzymać i w końcu w środe wyjazd do kliniki... Stresuje się martwie wiadomo jak zawsze... ale wierzę maleństwo, że wszystko tam z Tobą dobrze i sobie pięknie i zdrowo rośniesz!! 🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊
37tc + 3 (38tc) - ciąża donoszona
263 dzień cyklu
1 tydzień do CC
Na razie sytuacja jest opanowana
, plamienie już się nie pojawiało, wczoraj w nocy miałam lekkie bóle brzucha jak na miesiączkę, trwające ok godzinę, w nieregularnych odstępach czasu. Doktor mówił, że to bóle przepowiadające, macica przygotowuje się do porodu więc mam się nie stresować 
Ale dzisiaj już spokojnie przespaliśmy noc
, jak padłam o 23 tak obudziłam się o 5:00.
Spakowałam wczoraj torbę dla Jasia, wszystko według wytycznych ze strony szpitala i listy BBF, zapakowałam dodatkowo smoczki i butelki w razie gdybym nie miała pokarmu. Swoją torbę spakuję jutro, bo planuję wziąć sportową torbę Męża, a jedzie dzisiaj na mecz i musi ją zabrać
.
Apropo Męża - zrobię mu małą niespodziankę
kupiłam mu drewniane szachy turniejowe
, lubi grać, kiedyś nawet zdobywał puchary i medale w jakiś turniejach szachowych więc mam nadzieję, że mu się spodobają
.
Pomimo wszystko chyba jeszcze nie do końca dociera do mnie, że już za tydzień Synuś będzie z Nami
. Nasz Malutki, Wymarzony, Wywalczony Pierworodny

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 sierpnia 2019, 09:18
Dziewczyny, mamusie chłopców starszych od Emila! Czy ktorejs z Was nie zostaly po synku ciuszki? Glownie chodzi mi o spodnie dresowe, takie "do dobicia". Rozmiar 80. Chetnie bym odkupila za kilka pln ;o), najlepiej kilka sztuk w pakiecie :o) Em bardzo niszczy w piaskownicy etc, szkoda kupowac nowe... A te, ktore dostalam, sajuz w totalnie oplakanym stanie.
Dziewczyny, mamusie chłopców starszych od Emila! Czy ktorejs z Was nie zostaly po synku ciuszki? Glownie chodzi mi o spodnie dresowe, takie "do dobicia". Rozmiar 80. Chetnie bym odkupila za kilka pln ;o), najlepiej kilka sztuk w pakiecie :o) Em bardzo niszczy w piaskownicy etc, szkoda kupowac nowe... A te, ktore dostalam, sajuz w totalnie oplakanym stanie.
Wstałam dzisiaj lewa nogą, mam środek cyklu zaraz owulka (tak sadze bo odpuszczam
Wszystkie mierzenia, monitoringi) jestem tak wkurzona bo coś mi w środku mówi ze znowu się nie uda a się nakręcam. Nie potrafię nie myśleć o tym, chciałabym zobaczyć te dwie kreseczki żeby zakończyć tą zła passę żeby moc zająć się czymś innym niż zaglądaniem w kalendarz. Zapomniałam dodać ze odstawiłam wszystko clo i duphaston, mam dosyć chodzenia napuchnięta z ciągłymi dolegliwościami. Pije sobie inofolic i w sumie w nim pokładam nadzieje.
Kryzys goni kryzys. Owulacja gra ze mną w berka. Teoretycznie śluz przeczy wypryskom na twarzy.
Moim zdaniem owulacja była niedzielę w nocy albo w poniedziałek rano. Chociaż może w poniedziałek w ciągu dnia, bo pobolewał mnie brzuch (ból owulacyjny?)
Teoretycznie udało się wystrzelić armię plemnikową, za 2-3 tyg będzie można ocenić rezultat tej bitwy 
W kwestii występującego u nas czynnika męskiego zdecydowaliśmy wysłać męża do lekarza pierwszego kontaktu celem skierowania do kliniki niepłodności. Zobaczymy czy i jak nam się to uda.
Mój urlop mija w zwrotnym tempie... Niby jeszcze 3 tygodnie ale już czuję , że ani się obejrzę i trzeba będzie pakować walizki. Lubię swoją pracę, lubię moja ekipę, lubię Holandię i nasze mieszkanie,ale... kocham rodziców z całego serca i najbardziej żal mi ich zostawiać tym trudniej jak spędzę z nimi trochę czasu i widzę jak czas nie działa na ich korzyść. Gdyby była ciąża pewnie poważnie byśmy zastanawiali się nad powrotem tutaj. Nie pokładamy jednak nadzieji i żyjemy tym , że niebawem opuścimy ojczyznę. Mój K powtarza,że tylko do końca roku...i tak od 7 lat zjeżdżamy do Polski niby chcemy,a niby nie. Ma to jednak swoje plusy bo z racji tego,że jesteśmy tu rzadko, pytania o powiększanie rodziny, "dlaczego jeszcze nie", "pora najwyższa" , i standardowe "a wy kiedy" ograniczamy do minimum. Chociaż moja teściowa przy każdej okazji do składania życzeń rozpoczyna: no i dzieciątka w końcu bo co to za rodzina bez dziecka bla bla.... Wtedy już nie jestem smutna tylko mega wkur... Bo każdy przecież ma najlepsze dobre rady, każdy jest taki dumny jak powie" no bierzcie się do roboty" szkoda ,że nikt nie wie jak ciężka jest walka ,jak trudno połykać łzy i mówić przyjdzie pora...jak boli gdy koleżanka, kuzynką, siostra i nawet córka sąsiadki która nawet nie ma 18 lat
Czuje to ten, kto ten chleb sam przeżył
Komu nie było dane wszystko na talerzu...
9 dc
Zamówiłam diety z akademi płodności i tym sposobem ruszyliśmy ze zdrowym żywieniem. Potrawy póki co są nparawdę smaczne, więc nie ma co narzekać. Dieta bogata w witaminy i potrzebne składniki to może być klucz do sukcesu. Zastanawiam się też jak odstawić metforminę.... bo chciałabym schodzić powoli ze wszystkich leków które biorę, skoro z dietą mój organizm może sobie z tym poradzić. Plan jest taki:
- dieta płodności przez 3 miesiące
-w tym tygodniu badania zlecone przez doktora P. w Krakowie
-26 sierpnia konsultacja genetyczna
- powtórka badań nasienia Emka połową listopada
-powtórka mojego AMH połową listopada
- mikrohisteroskopia 21 listopada
Po 3 miesiącach diety chciałabym też sprawdzić moje krzywe glukozową i insulinową po tych 3 miesiącach diety.
Co poza staraniami? Nie chce mi się po powrocie z urlopu totalnie niccc!!! Mam takiego lenia
Wakacje były super, ale okazało się, że ludzie z którymi pojechaliśmy byli zwykłymi kłamcami... Mi by było wstyd zachować się w taki sposób jak oni, no ale... nie każdy ma równo pod sufitem. Kosztowało nas to wiele stresu i nerwów, ale sytuacja już poszła w niepamięć. Zawsze mamy jakieś przygody, inaczej się nie da chyba...
Dzisiaj śniły mi się dwie tłuste kreseczki na teście... To by było dla nas wielkie szczęście, ale jeśli trzeba zaczekamy jeszcze.... Znowu znajduje sobie deskę ratunku, nie wiem czy ona pomoże, ale bardzo mocno wierzę, że chociaż poprawi emkowi wyniki badań. Muszę przyznać, że ten mój mąż mocno się trzyma. Nie pije piwa, nawet teściowi odmawia, więc jest dobrze. Nasz jedyny problem to wesele siostry, no bo jak to, facet nie pije na weselu? Przecież to takie dziwne... Eh mam nadzieję, że jakoś wybrniemy i z tego.
Rok temu byłam taka szczęśliwa... Planowaliśmy już pokoik, ja oglądałam maleńkie ciuszki, które trzymałam w łóżku schowane głęboko... W sumie rok temu zobaczyłam pierwszy przyrost, który po 72 godzinach wynosił 70%.... Już nie było rewelacji, ale gdzieś tliła się iksierka nadzieji, że jeszcze odbije... Boże ten rok tak szybko zleciał a ja pamiętam wszystkie emocje tak dokładnie
Dzisiaj pewnie spacerowałabym z maluszkiem, a tak - nadal pustka.... Wiem, że zdarzają się poronienia, ale czemu akurat mi? Po tylu miesiącach zmagań dano nadzieję, żeby zaraz ją wyszarpać z moich tęsknych ramion? Przez 12 miesięcy marzyłam o tym, żeby ten przypadek się powtórzył, a tu nic... już 12 miesięcy nic... a przepraszam, w kwietniu beta ruszyła i spadła. Jeden dzień radości. Tylko tyle dostałam od losu.
-
No i minął rok.
Pamiętam ten wieczór i każdy kolejny dzień, każdy moment jak stopklatkę. Dopakowałam ostatnie rzeczy do torby szpitalnej, zjadłam największy deser lodowy w mieście a na kolację, jak nigdy w życiu - parówki, którymi gardzę na co dzień. Kiedy odszedł mi czop, mąż się ze mnie podśmiewywał, że się boję. Za to kiedy po godzinie chlusnęły mi hollywoodzko wody na środku salonu sam wpadł w panikę, bo był przerażony. Była godzina 22. Obdzwonił rodzinę, że jedziemy do szpitala, początkowo nikt mu nie wierzył, no bo jak to - przecież termin jest na 23 sierpnia. Nikt nie traktował poważnie tego, gdy mówiłam, że urodzę wcześniej, bo tak czuję. Było gorąco, skurcze co 30 sekund i minimalne rozwarcie, bolało. Przyjęcie w szpitalu, podejście raczej zlewkowe bo zachciało mi się rodzić podczas niedzielnego dyżuru, wszyscy mieli czas, nikt mnie o niczym nie informował, męża nie wpuścili na pierwsze usg.
Potem ktg i co chwilę sprawdzanie szyjki, podczas skurczów. W czasie tej jednej godziny około 10-15 razy badano mi szyjkę i to wspominam jako najokropniejszy ból. Nagle wszyscy zaczęli wokół mnie biegać,znikąd pojawił się tłum, ktoś podrzucił świstek do podpisu ze zgodą na cc i po 5 minutach leżałam już na stole, gdzie co chwilę ktoś zadawał mi pytania, na które odpowiadałam półprzytomnie, w strachu o życie dziecka, które zaraz po porodzie mi zabrali. Tętno dziecka na ktg było tak wysokie, że nie zapisywało się - poza skalą.
Później szpital, baby blues, złote rady, moje wahania, poczucie niebycia sobą, bezradność, poczucie niekompetencji (jak odbić dziecko? czy jest głodne? czy dobrze przewijam?) walka o laktację, czekanie w szpitalu na wyniki badań małej. Potem nieludzkie zmęczenie (czasem zastanawiam się, jakim cudem to przeżyłam). Dociniki teściów. Głośne prace budowlane wokół domu, które można było spokojnie zrobić za rok, no ale... wyszło że nie mam nic do powiedzenia w tej kwesti bo teście załatwili ekipę. Mąż mnie przywiózł rozdygodatną ze szpitala i pojechał po materiały budowalne. Zostawił mnie z tesciową, której musiałam zaparzyć kawę (chodząc jak zombie po cc) z nawałem (cycyki jak kamienie). Byłam wściekła, chyba mu tego nigdy nie wybaczę.
Z perspektywy czasu zastanawiam się, skąd matki czerpią siłę, aby funkcjonować mimo nieziemskiego zmęczenia. Cieszę się, że ten etap już za mną, chociaż na zdjęciach czule wspominam kruche maleństwo, które tak bardzo się zmęczyło i tyle mnie nauczyło przez ten rok. Maleństwo, które tak dynamicznie się zmieniło.
Z perspektywy czasu olałabym sprzątanie i chęć udowodnienia wszystkim jak cudownie sobie radzę, gotując codziennie obiady w połogu, mając dom na błysk.
Posłałabym do diabła ludzi ze złotymi nieproszonymi radami, krytykantów i robiła swoje bez wyrzutów sumienia ufając intuicji - bo jak się okazało, ta mnie nie zawiodła, a tak wątpiłam w swoje kompetencje. Szkoda, że trochę mi to pozabijało radości z macierzyństwa.
Dzisiaj, w dni roczku Młoda zadała pierwsze pytanie pełnym zdaniem: co to jest?
Pyta, ale nie często. Lubi dzieci, najbardziej w podobnym do siebie wieku.
Impreza urodzinowa - ogólnie udana. Chociaż dzień był długi i ciężki. Bo trzeba było zgrać wiele rzeczy i to na styk, a Młoda poprzestawiała sobie wszystkie drzemki. Z dekoracji sali pojechałam prosto na pogrzeb, którym sam w sobie jest pełen trudnych uczuć i emocji... po kilku godzinach impreza. Hałas, mnóstwo dzieci, gości. Młoda była zaaferowana samochodzikiem, na którym moze siadać i odpychać się nogami, ale póki co chce go prowadzać i pchać. Co ja mówię, ona z nim biega i trzeba było ją asekurować. ostatnio ma manię pchania wózka, a teraz ten samochodzik.
Podczas przyjęcia zdenerwowałam się, bo teściowie znowu zaczęli mnie hejtować - i to przy mojej rodzinie. Odripostowałam im, ale zbyt kulturalnie, w domu poprosiłam męża by z nimi pogadał, bo dłużej tego nie wytrzymam i jeszcze raz a nie będę przebierać w słowa, bo nie pozwolę sobie na takie traktowanie. Uważają, że jak dziecko skończyło roczek to ma zacząć jeść boczek i kiełbasę, ma jeść normalnie słodycze. Mają już dwoje otyłych wnucząt,sami są otyli ale czepiają się mnie. I uważają, że nasze dziecko źle je bo budzi się w nocy(!). A to, ze ich wnuk ma 7 lat i dalej budzi się w nocy,przuchodząc do łóżka rodziców już się nie liczy. Jak rozmawiam ze znajomymi, to większość jednak budzi się w nocy. Nasza budzi się raz, a jak idą zęby to milion razy.
Ogólnie uważam, że oni szukają za wszelką cenę dowodów na to, że zdrowie żywienie jest szkodliwe. Boję się, że będą chcieli coś robić wbrew mnie, po kryjomu lub najzwyczajniej namieszają dziecku w głowie podczas mojej nieobecności.
Chociaż przeglądając zdjęcia z imprezy widzę, do kogo dziecko się uśmiecha a na czyj widok płacze... I odpycha przy próbie kontaktu.
Swoją drogą podczas imprezy najbardziej interesował ją talerz z owocami i pokazywała np. że chce banana.
Wczoraj też zrobiła sama pierwszy, mały pojedynczny kroczek.
Wpis jest trochę "nabuzowany" bo mam PMSa.
36 tc (35+1)
Hej wczoraj mialam wizyte. Termin cc ustalony na 3 wrzesnia o ile nic sie nie bedzie dzialo wczesniej. Synek idzie na duzego klocka bo wczoraj z usg mial 3200 gr!
Kolejna wizyta 26 sierpnia jeszcze.
Jeju juz tak blisko do porodu i prawdziwej rewolucji w domu! Az sie boje. A z drugiej strony juz chce bo ciekawe jak to bedzie jak sobie poradze. A ze lubie wyzwania to pewnie poczuje sie jak ryba w wodzie
Dzięki za pocieszenie, na pewno zajrzę na forum. Monitoringiem chce przedwszystkim wykluczyć PCOS o którym wspomniał mi kiedyś ginekolog. Byłam wtedy chyba w 13 dc (owulacja zazwyczaj między 16 a 19 dc) i mówił że mam pęcherzyki ale raczej brak tego dominującego. No ale to było chyba za wcześnie by któryś był dominujący? Trzeba to po prostu sprawdzić. Dziś 1 dc. Od 2 miesięcy mam jakiś krótki cykl bo wcześniej zawsze 30-34 dni a ostatnie 2 cykle trwały 28 dni. Może to zasługa castagnusa który biorę już pełne 3 miesiące. Został mi rok do 30-tki. Chyba nie mam co liczyć na dziecko przed zmianą kodu na 3 z przodu.
Hanka skończyła 11 msc - 24-go- nawet nie mam kiedy zrobić podsumowania porządnego.
Tak w skrócie.
Podnosi się, stoi- na razie koślawiąc stopy.
Na czworakach stoi na wyprostowanych nogach + wyprostowane ręce + pupa w górze.
Mówi swiadomie: mama, baba, papa, am, abia ( co ma znaczyc hrabia, ze kot nasz)
Karmi łyżeczką, albo tym co akurat je- mnie i misie, próbuje tez kota
Wskazuje na wiatrak, w kierunku tego co chce dostac, kota, jedzenie
Wkłada wszystko we wszystko, nakłada, układa, wyciąga- wszystko. Tworzy sobie grzechotki z np. miski do której wkłada klocek i potrzasa tym
nabiera wodę w zwierzątka do kąpieli i oblewa nimi osobe kąpiącą
daje buziaki- najchętniej miskom i kotu, mnie też. Odmawia babci i tacie 
sama wchodzi do basenu z kulkami
sana inicjuje zabawy typu akuku- zagląda przez wszystko
pamięta "rytuały", np. przechodząc obok krzaczora ostrężyn wyciąga rękę i mówi am (zjadamy tam te ostrężyny), po kolacji, w łazience gdy kładę ją na krześle pokazuje na pastę do zębów
teraz kąpie ją moja mama i robi to myjką- Hania też zaczela myć siebie, misie myjką
ale trez podłogę, szafkę
wyciąga skarpetki z szuflady taty, prztnosi i kładzie mi na stopę
odkąd spi z nami w łóżku bez kokona śpi, że tak powiem nieźle ( ok 5 pobudek
)
wyciąga ręce do góry żeby ją zabrać
gdy tylko pojawiam się w pobliżu chwyta mnie za nogi
uwielbia opakowania po przyprawach
musi jeść gdy wszyscy jedzą, tzn ona zjada no swój obiad, za 30 min my (nie zawsze udaje się synchron) to i tak je z nami
Gorzej je sniadania.
Dłuzej spi- ostatnio do....9.30 , zazwyczaj do 7.30
Emocjonalnie jest po prostu już obłędna, tuli się, całuje, woła mnie. Dni są ogólnie dobre, choć jojczenie bywa 
Nadal w ciągu dnia 2 x kp, chciałabym je wykluczyć, ale niestety nie udaje się.
To tak w skrócie.
Aha- co do KP- są badania, które pokazują, że mleko mamy jest w pełni wartościowe po 12 miesiącu, nie dostarcza tylko w pełni energii i żelaza.
Narzekałam, że nie mam pomocy, teraz mam mnóstwo pomocy i czuję się jak kula u nogi. Ale, mając pomoc przy dziecku łatwiej jest być dobrą matką 
Ręka zrasta się ok, dzisiaj założyli mi ortezę.
24.08 robimy impreze urodzinowa.
15.09 jedziemy nad morze na kilka dni
Kupilismy fotelik axid minikid 2 - na razie nie jeździmy bo wiadomo, kaleka
Znowu tyję.
Zjadam ostatnie pigułki i koncze. Rok miałam się zabezpieczać w razie gdybym okazała się płodna jak czarnoziem 
Taki kijowy miesiąc, urodziny chrześniaka, bratowej, brata, córki przyjaciółki- konto cierpi 
Byłam w pracy złozyc wniosek o wychowawczy, chcą zebym wróciła w styczniu. Rozważam to, ale nie na cały etat. Orientowałam się w złobku, można korzystać dowolną ilość godzin.
To tak w skrócie co u nas.
Wydaje mi się, że już po owulacji. Śluz kremowy. Ciekawe jak będzie tym razem. Pewnie to samo co zawsze... 😐
Wczoraj po tej informacji o ciąży koleżanki miałam taki zjazd emocjonalny, że musiałam sobie kupić ziołowe leki na uspokojenie (nie wiem czy mi pomogły, bo dalej czuje się jak nie powiem co)dziś zjazd ciąg dalszy. Nie mam siły się ruszać, nawet nie wiem jak wstałam dziś rano do pracy. Boli mnie ciało jakby w żyłach płynęła mi jakaś żrąca ciecz. Oczy mnie szczypią. Rozmawiałam z mamą, mówi że może powinnam iść do specjalisty, w sensie do psychologa.
Jest mi ciężko, jestem beznadziejna.... Chciałabym żeby było wszystko dobrze, ale czy to możliwe nie wiem. 😔
24dc
Ćmi mnie brzuch okresowo. Czekam na cykl pierwszy po drożności i z Aromkiem na owulacje. Pomimo tego że był to cykl bezowulacyjny oczywiście głowa przez chwile mówiła „a może się udało” 🤦♀️ przecież cuda się zdarzają...może się gdzieś zdarzają ale nie u mnie, u mnie będzie to co zwykle.
Ciężarna przyjaciółka nie ma dla mnie litości, najpierw wybieraliśmy wózki a wczoraj łóżeczka i komody. Cieszę się i nie mogę się doczekać jej dzieciątka ale nie będę kokietować, że nie wolałabym wybierać dla swojego dziecka. Cóż jestem tylko człowiekiem i czuje to co czuje 🤷♀️
We wtorek mam endokrynologa, zobaczymy jakie rewelacje w tej dziedzinie medycyny.
Kurczę jeszcze nigdy nie byłam w niczym tak systematyczna jak w pisaniu tego pamiętnika, zazwyczaj szybko się do wszystkiego zniechęcam , ale nie tym razem.
Moje samopoczucie jest okropne istna huśtawka...niby czuję się spokojna pogodzona z tym co będzie, ale chwilami zachowuje się jak histeryczka. Wczoraj sprzątałam sobie kuchnie i włączyłam tv , myślę obejrzę coś wartościowego przy okazji, akurat K nie było więc zawsze to raźniej. Lecę po kanałach nic nie ma no i zostawiłam na pierwszym lepszym, zaczyna się extra program z cyklu tych jak moja siostra zdradziła mojego szwagra że swoim przyjacielem...no i oglądam mimochodem i co...i rycze. Każdy przy zdrowych zmysłach zapyta dlaczego? No właśnie dobre pytanie, czasem zdaje mi się , że mam jakieś braki emocjonalne. Ogólnie chyba powinnam iść do jakiegoś specjalisty, ale chyba boję się diagnozy. Może to też efekt mojego okropnego samopoczucia wczoraj popołudniu, głową mi pękała, jakieś zawroty głowy, uderzenia gorąca masakra. Podejrzewam,że to od brania dupka, chociaż nigdy nie miałam takich skutków ubocznych, jednak dlaczego by teraz miało tak nie być...?
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 sierpnia 2019, 09:46
ŚRODA
Mam taki niewypowiedziany żal do matki o tą całą sytuację ilekroć tam do nich przyjeżdżam. Niby obie udajemy, że jest dobrze, ale obie wiemy, że dobrze nie jest. Każda jest zafiksowana w swoich poglądach. Nie rozmawiamy prawie ze sobą... bo nie ma o czym. Ja nie mam ochoty słuchać na temat jej problemów z wyborem butów, a i ona nie chce poruszać tematu starań, bo będzie wojna... Zresztą może i lepiej. Po co nam te awantury do niczego nie prowadzące?
Obie gdzieś dryfujemy w powietrzu pretensji, żalu, troski i niezrozumienia... Mąż mi niedawno powiedział, że nie potrafi przyjąć do wiadomości tego, że można się tak zachować wobec własnej dorosłej (!) córki. Że to jest dla niego niepojęte i nie potrafi się z tym pogodzić... Spodziewał się być moze i takiej pierwszej reakcji... ale liczył, że po przemyśleniu dojdą do rozsądnych wniosków... a tu mija drugi miesiąc i żadnych wniosków na horyzoncie nie widać... cóż. Życie nie jest idealne, a ludzie to już na pewno nie... ale ta cała sytuacja ciąży mi na sercu... 
Dziś 4dc. Być może uda się zrobić stymulację jeszcze w tym cyklu. Mamy nowe badania nasienia. Morfologia spadła do 4% (z 5%) w porównaniu z wynikami 1,5 roku temu. Ale... nie mamy już aglutynacji - prawdopodobnie musiała być spowodowana bakterią. Także uff, przynajmniej tyle. Szkoda, że wynik nie powala, ale mogło być zawsze gorzej.
Wróciłam od gina. Zbadał mnie pierwszy raz po poronieniu. Macica sie skurczyła, usg wykazalo uwaga:
Lewy jajnik 24mm pecherzyk
Prawy jajnik 18mm pecherzyk
Endomtrium grubosc 10!
Przodozgiecie (w ciazy mialam tylozgiecie)
Brak sladow zrostow i nieprawidlowosci.
Mozna powiedziec, ze 3 tyg po lyzeczkowaniu przechodze owulacje i to jaka ladna z dwoch jajnikow.
Doktorek kazal czekac ze staraniami 4-6 miesiecy, ale chyba przesadzil. Macica sie zagoila, ale szyjka musi jeszcze dojsc do siebie-zaciesnic sie, tak aby w razie ciazy nie bylo problemow. Za ok 2 tyg mam dostac @.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 sierpnia 2019, 12:56
Moja mama dzisiaj wyjezdza, trzeba wrocic do szarej rzeczywistości. Haneczka zrobila sie malym urwisem i wymuszaczem
Jak Hanka zajeczala,mama od razu reagowala, no i sie przyzwyczaiła. Dzisiaj od rana, co sie rusze to placze jakby ja obdzierali ze skory, probuje zagadywac, odwracac uwagę, nie chce zeby sie przyzwyczaila,ze płaczem mozna wymuszac. Poza tym troche pogorszylo sie jedzenie śniadania. Tzn generalnie albo cos skubnie, głównie wszystko porozrzuca i konczy. Albo jojczy zeby jej cos podac, to kubek,to magnesik to cos tam. I juz sama nie wiem czy dawac czy nie czy lepiej zeby zjadla czy nie robic szopek. Wolalbym uniknac tych zabawiaczy, ale to jojczenie doprowadza mnie do cholery. Zrezygnowala z mleka o 9. Zostalo tylko o 12 do spania. Poza tym jest przeurocza. Smaruje sie sama balsamem, nawet probuje go nakladac,liczy paluszki u stopy (dotyka kazdego ja licze),czesze sie,probuje sama szorowac zeby,pokazuje gdzie ma wlosy,ucho,usta,stopa (na mnie i kocie tez). Ulubione zabawki to pudełka,metki,klocki. Jestem bardzo dumna z niej jak traktuje kota, glaszcze go delikatnie, przytula, caluje, wie ze za ogon nie wolno, ale czasem probuje, gdy kot ja lapka uderzy, przychodzi pokazac,alenie placze. Denerwuje mnie gdy ludzi smieszy gdy male dziecko ciagnie zwierze za ogon,dusi,albo inne takie-skad dziecko ma wiedziec,ze zwierz tez czuje,ze tak nie wolno skoro rodzice sie smieja z tego i kreca filmiki? Uzupelnilam jej gadrerobe na jesien, udalo mi sie upolowac piekna kurtke z zary,nowa z metkami,za super kase. Nadal nie kupilam butow, czekam az zacznie chodzic.
W niedziele jedziemy nad morze. 7h jazdy, chcemy wyjechac o 2, zastanawiam sie czy zabrac ja na spiocha do samochodu czy wybudzic. Boje sie ze na spiocha, gdy sie obudzi i zobaczy obce miejsce wpadnie w histerie, ale z drugiej strony, wybudzic ja..az serce peka, z reszta nie wiadomo jak pozniej w samochodzie bedzie. Troche sie boje,ale mam nadzieje,ze na wyrost. Wynajelismy domek blisko morza,ladny plac zabaw,fajna okolica.
Kupilam tez nosidlo LL upgrade bo wiązanie w chustce jest jak mission imposible, musze je jeszcze wyregulowac.
Szwagier naprawil mi glukometr, rano na.czczo cukier 150... Po porodzie nie zrobilam proby glukozy, choc mialam zlecone. Zobaczymy, po powrocie wizyta u diabetologa. Z reszta gin tez mnie czeka, okres byl bardzo skap, w zasadzie to bym powiedziala,ze to nawet plamienie bylo. Trwalo 3 dni.
Siostra za 9dni ma termin. Juz wszystko przygotowane, az troche zazdroszcze tego oczekiwania 
To tak po krótce. Pisane z tel 
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.