20+0
zostały 3 dni do wizyty, bardzo się cieszę, że to już niedługo. Nie pamiętam czy o tym pisałam, ale od jakiegoś czasu czuję ruchy, czuję maleńką - musi tam odstawiać niezłe akrobacje :) Ale mimo to wszystko naprawdę czuję się rewelacyjnie :)
28 sierpnia - badania połówkowe. Czekam, czekam, czekam.

Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowo i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

Sporo czasu mnie tutaj nie było...

Po wyjściu z szoku po nieudanej próbie in vitro, zajrzałam tu ale coś było nie tak... nie potrafiłam czytać już swoich ulubionych pamiętników. Każda informacja chociażby o walce o 2 kreski na teście dołowała mnie niesamowicie. Postanowiłam odpocząć, od pamiętników, od różnych grup, od leków i witamin. Odstawiłam wszystkie suple, został tylko letrox na tarczycę.
W sierpniu mieliśmy zrobić kolejne podejście do in-vitro. Dużo o tym nie myślałam, planowaliśmy z mężem na zasadzie: "jak się w sierpniu już okaże że się nie udało to jedziemy na Ibizę w przyszłym roku". Zapisałam się na kurs żeby zmienić pracę, chcieliśmy zrobić prawo jazdy na motor wiosną... Cała masa planów w sytuacji jeśli nie wyjdzie.

Stres zaczął się budzić ok tygodnia przed wizytą w klinice. 26 lipca pojechałam do Doktorka, rozpisaliśmy leki na nowy cykl, zrobiłam badania. 31lipca przyszła @ i od 1 sierpnia zaczęłam leki, tym razem krótki protokół. Reakcja była bardzo ok, praktycznie bez dolegliwości tym razem. Pęcherzyki rosły... 10 sierpnia wieczorem - Pregnyl 10000j i 12 sierpnia punkcja.
Nastawiona na negatywne wiadomości, płakałam gdy usłyszałam że mamy 10 komórek. Następnego dnia telefon, 2 były niedojrzałe, 2 degenerujące, 6 zapłodnili - zapłodniły się 4. Transfer 15 sierpnia. Chcieliśmy 2 zarodki, uczucie gdy zobaczyliśmy ich zdjęcie - niesamowite. To były 3-dniowe zarodki a więc zlepek 7-8 komórek, ale dla nas to były najpiękniejsze zarodki - to były nasze dzieci. Po transferze mąż obchodził się ze mną jak z jajkiem, był długi weekend więc razem leniuchowaliśmy a od poniedziałku do pracy. W domu bym oszalała. Pierwsze dni co prawda były bardzo spokojne ale później coraz gorzej. Ból głowy, ból piersi, ból brzucha i koszmarne zawroty głowy. W niedziele (10dpt) rano obudziły mnie zawroty głowy, zaczęłam wymiotować. Zadzwoniłam szybko do męża żeby wracając do domu kupił testy ciążowe. Robiłam test z myślą, że nic z tego nie będzie, a nawet jeśli miałoby być to za wcześnie na zwykłego sikańca...

Tymczasem wyszedł bladzioch!!! Dziś powtórzony już dużo wyraźniejszy, więc rano pobiegłam jeszcze na betę. Późnym popołudniem powinnam mieć wynik.

Nareszcie po 4 latach walki JESTEM W CIĄŻY!!!

Jestem najszczęśliwsza na świecie.

Teraz tylko czekam na wyniki, w czwartek muszę powtórzyć dla kliniki. No a później oczekiwanie do USG serduszkowego. Mam jednak nadzieję, że to koniec naszej walki, że nareszcie się udało i na początku maja zostaniemy rodzicami :)

gunia29 Już nie czekam na cud... 26 sierpnia 2019, 11:27

Nie mam już siły do tego wszystkiego... wracam właśnie z monitoringu, ten cykl na 99% jest bezowulacyjny... już mi się odechciało chodzić do lekarza, wszystkiego mi się odechciało...
Nim zdążę zażegnać jeden problem powstaje nowy, wszystko się nawarstwia a ja już nie mam sił.... jadąc autem musiałam się zatrzymać bo płacze jak dziecko. Ile jeszcze?

<3 13 dni <3

Przyznam, przez te prawie dwa tygodnie miałam dwa kryzysy... Chyba dopadł mnie baby blues, bo dwa razy poryczałam się z jakiegoś durnego powodu. Tzn. Jaś mruczał i popłakiwał, nie wiedziałam już co z nim robić, żeby troszkę się uspokoił. Mąż brał Go na ręce i ponosił do odbicia, albo zrobił mu otulacz. I Mały przestawał płakać. Za to ja zaczęłam... Chyba chodziło mi o to, że Mąż ogarniał cały dom, zaraz wraca do pracy, ja miałam tylko zająć się Jasiem, a i tak mi to nie wychodziło i On musiał to zrobić...
Teraz jest już lepiej :). Mąż rozmawiał ze mną o tym chyba przez dwa dni i udało mu się mnie przekonać, że naprawdę nieźle sobie radzę z Jasiem i prowadzeniem domu, pomimo nawracających czasem bólów brzucha i kręgosłupa. Powoli ogarniam siebie i dom, znów robię obiady, wstawiam pranie, prasuję i staram się pamiętać o wszystkim.

Jaś jak to dziecko, czasem śpi jak suseł, a czasem popłakuje jak coś mu nie pasuje. Szczerze to wczoraj wieczorem nie wiedzieliśmy już o co mu chodzi, jedyne co to widziałam, że ma coś z brzuszkiem, chyba nie mógł się wypróżnić i płakał głośno. Nie była to kolka, bo to nie ten rodzaj płaczu. Mąż Go trochę ponosił, ja wyprasowałam mu tetrową pieluszkę żeby była ciepła i położyłam na brzuszku. Trochę mu przeszło. Potem dostał pierś i tak naprawdę spał ponad 4 godziny w nocy. Aż się przeraziłam jak zobaczyłam godzinę na telefonie. Wystraszyłam się, że On się budził a ja nie słyszałam, ale Mąż mówił że spał cały czas (Mąż jest czujny jak surykatka, gdy Mały tylko westchnie On od razu się budzi :) ).

Ze mną jest coraz lepiej :), brzuch czasem mnie pobolewa jak na bolesną miesiączkę, szczególnie w nocy, ale to macica jeszcze się obkurcza. Krwawię niewiele, wystarczy mi zwykła podpaska. Kręgosłup boli nadal w miejscu wkłuwania, mam nadzieję że przejdzie...
Moja waga leci w dół, dzisiaj rano już 52,8kg. Brzuszek jeszcze troszkę mam, ale myślę że to kwestia tygodnia i będę całkiem płaska, tak jak przed ciążą :).
No i w piątek mieliśmy z Mężem tzw. udawane przytulanie, jak ja to nazywam :). Ja jeszcze nie mogę nic robić przez ok 4 tygodnie, ale musiałam zadbać o Męża :). Tęskniłam za tym, Mąż też :).
Gdy będę u lekarza na wizycie popołogowej to muszę z nim pogadać na temat ewentualnej antykoncepcji. Wiem, że karmiąc piersią mogę mieć marne szanse na to by w tym czasie zajść w ciążę, ale wolę dmuchać na zimne.
Chcemy mieć drugie dziecko, ale muszę się najpierw zregenerować, pozrastać i zadbać o kręgosłup. Wrócimy do starań pewnie za półtora roku, może ciut wcześniej :)

Kasiekkul Póki co wciąż jedna kreska... 6 września 2019, 07:16

Historyczna chwila! Kupiliśmy kafelki do domu. Nasz pierwszy zakup! To wspaniałe uczucie mimo że są to najtańsze kafelki do pomieszczenia gospodarczego :D Po wielu perypetiach w środę nastąpi odbiór domu. Jestem bardzo podekscytowana! Serio. Dziś nie mogłam znowu spać - w głowie mam już wizję naszego domu. I nie mogę się doczekać przeprowadzki, choć nieco przeraża mnie ogrom prac! Dom jest w stanie deweloperskim, więc wszystko jest zrobienia. Oczywiście boję się, że nie urządzę go tak - jakbym tego chciała. A jednak w głowie cały czas mam Szelągowską! Ideały w postaci foto, które.... pewnie z rzeczywistością mają niewiele wspólnego ;) No nic - powinnam się tym cieszyć. I tak mam zamiar zrobić! Ale wiecie co, to mi przypomina strasznie zakupy ciążowe. Jak ja bałam się cokolwiek wybrać.... Bałam się zapeszyć. I pamiętam dzień - kiedy zrobiłam pierwsze zakupy... a potem poszło jak z górki. Co kupiłyście jako pierwsze? Ja w black friday - kocyki - dwa dla Kamcia. Koniec listopada (Kamcio jest z końca marca). Kupiłam dwa - a jeden oddałam :D Ten drugi używam, ale rzadko... Kupiłam też z Lanili becik, ochraniacz na łóżeczko i pościel. Dwie pierwsze już sprzedałam (becik był cuuudowny), a pościel z kolekcji Pure (śliczna) jest u mamy.... Także wiecie - zakupy, zakupy, a potem klops :D :D
Co u nas? Zacznę, że mój starszy syn chodzi do 7 klasy. Obecnie ma 177 cm wzrostu, nogę rozmiar 44 :D Jest wyższy ode mnie i mega chudy (nie wiem po kim)... Je normalnie, ale jego waga to ok. 50 kg (zmierzyli go w szkole, ale nie ważyli...). Taki już mężczyzna, choć dalej ma twarz dziecka... Jest już bardzo samodzielny i powiem Wam, że casami mi go brakuje... Już nie chce ze mną rozmawiać, wychodzić itd. Zamyka pokój i tyle go widzieli.
Kamcio jest za to z tych mniejszych, wiecznie głodnych i nieustannie w ruchu. Martwiło mnie, że nie wspina się na kanapę - teraz już to robi! Jestem dumna. No i z krzesełka też chce sam wychodzić - wcześniej tego nie robił... Dużo chodzimy. Uwielbia zabawę w piasku, na placu zabaw sam zjeżdża, wchodzi na konstrukcję (te mniejsze), sam się buja (kupiliśmy bujak - jest super). Mimo tego, że nie wspinał się na kanapę powiedziałabym że jest dobrze rozwinięty ruchowo... Buduje wieże z klocków, choć lubi robić to razem - ja mu podaje klocki, on układa. Uwielbia książki - pokazuje palcem, krzyczy i trzeba mu powiedzieć co to jest. Uwielbia zwierzęta (bez wzajemności). Psa próbuje dosiadać - przy czym jest dwa razy cięższy od naszego pupila.... Jest strasznym cycem - ostatnio sam przychodzi do mnie z poduszką do karmienia :D Najgorzej, że wieczorem nie idzie go od cyca odciągnąć. Na poduszce jest mu dobrze, wygodnie i jest straszny wrzask jak chcę go położyć do łóżka. Właściwie tylko mąż może to zrobić bez histerii... A on przy cycu spędza wieczorem pół godziny! Nie wiem co mam z tym zrobić ... Czasem już wszystko mnie boli po takim dłuższym karmieniu...

W sumie tyle co u nas!

Mamax Walka o Bobo. 6 lutego 2015, 22:09

Troche sie oczytalam i juz wiem jak to z tymi szczepionkami jest i bedzie dalej. W artukule do ktorego podaje link jest super tabelka ktora rozjasnia umysl. Sa tez podane ceny tych szczepionek i powiem szczerze ze tanie nie sa. My na szczescie wszystkie mamy za darmo :-) A to picie to oczywiscie szczepionka na rotowirusy- Anar dzieki ;-)

https://dzidziusiowo.pl/mamy-dziecko/zdrowie/711-kalendarz-szczepie-0-3-lat


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego 2015, 22:12

https://dzidziusiowo.pl/suwaczki/58051b70cdf0a.png

Tyle pracy mam w biurze, a ja siedzę i czytam fora na ovu... Czy to już paranoja??

Dziś poszłam do mojego szefa na rozmowę, że potrzebuję dzień urlopu w tym tygodniu (wizyta startową ivf, no ale tego mu nie powiedziałam) i że w najbliższym czasie może mnie być mniej w pracy. Pojedyncze dni urlopu + ew. L4. Przyjął to naprawdę w porządku. On się domyśla pewnie, że mamy z mężem problem, ale na szczęście jest dyskretny...

W każdym razie żyję już wizytą startową... Mam całą listę pytań do naszej lekarki, ale też już wiem, że każdy przypadek jest inny i różnie to wszystko może wygadać.

Krycha Potrzeba pisania 26 sierpnia 2019, 16:25

Odguzowuje powoli mieszkanie po tym, jak stary zostal w nim na trzy dni sam z psem. Potrzeba nielada talentu, by w tak krotkim czasie wytworzyc taki syf. Pil codziennie, ale zachowywal sie dosc spokojnie, psa w miare ogarnal. Wiecej szczegolow nie potrzebuje, ale jakbym chciala, wlascicielka chetnie zda drobiazgowe sprawozdanie. W pracy po dwoch dniach zaleglosci az nie do uwierzenia, wiec jutro trzaskam platne nadgodziny. Czasowo ogranicza mnie jedynie pies, gdyby nie on, mialabym co robic do wieczora.
Nie bylo mnie raptem trzy dni, a czuje sie jakbym wracala po trzech miesiacach. Wszyscy wytesknieni i miliard nieogarnietych spraw. Bez przesady ludzie, ja nie jestem czlowiek orkiestra od wszystkiego, odrobina samodzielnosci dobrze wam zrobi. A co zrobicie, gdy umre? Pol Niemiec stan kleski zywiolowej oglosi, bo beze mnie sobie nie poradza. Przeciez to jest niedorzeczne. Na cito potrzebuje porzadnego urlopu lub chociaz kilku glebokich oddechow. Joga powinna dac rade choc na chwile, ale zeby zrobilo mi sie naprawde dobrze, musialabym cwiczyc codziennie przez miesiac. Na taki luksus jednak mnie nie stac.

Kd_eye Dlaczego ja nie moge zajsc w ciaze? 26 sierpnia 2019, 19:48

No i po zabiegu, zrobione. Teraz tylko pozostaje sie modlic, ze moze sie uda! Pielegniarka, ktora przeprowadzala zabieg byla rewelacyjna. Jak skonczylismy to powiedziala do nas idzcie do domu, zrelaksujcie sie w ten piekny upalny dzien, napijcie sie winka i sprobowac wylaczyc glowe. Mowiac to spojrzala na mnie 🙃🙃. Nic dziwnego, sama wiem, ze mi troche juz odwala....aaaaaah
Zakazala mi testow przez przynajmniej 14-16 dni, bo nic nie wykaza i tylko mnie niepotrzebnie wpedzac w paranoje.
Teraz trzeba sie skupic na wszystkim innym niz obserwacja mojego ciala.

Marti... Goniąc czas 26 sierpnia 2019, 19:50

od 14 sierpnia Ola byla w domu.

w ciagu 2 tygodni przeszlysmy z kataru z kaszlem w nachodzaca trzydniowke i rotawirusa (te osttanie raczej nie zlapane w zlobku, bo w nim nie byla).

jestem zmeczona chorobami.

dzis Olcia wrocila do zlobka. niestety pol dnia ciocie ja tulily, a ona poplakiwala. adaptacja od nowa. mam nadzieje, ze dziewczynka bedzie silna i szybko sobie przypomni, ze mama wraca i odbiera.... i oby szybko nie zlapala kolejnego syfu.

ja w pracy powoli sie odnajduje. wtorki mam masakre. mimo, ze pracuje normalnie (8-16), to tego dnia chodze raczej na 14 do pracy, wychodze ok 19 i pozniej jeszcze z domu mam od 20.30 do 22 spotkania (wirtualne)... uroki pracy z inna strefa czasowa. reszta tygodnia raczej ok. to czego nie skoncze do 16, moge zrobic gdy Ola spi. oby nie bylo duzo wyjazdow. to sie jakos ogarnie. to duza szansa dla mnie i przeogromne wyzwanie. boje sie czy dzwigne, czy dam rade. ale innej opcji nie ma. musze byc silna za nas obie.

Poziomka6 Wieczne czekanie 26 sierpnia 2019, 20:33

Myślałam, że ze mną jest źle, że ja ciężko znoszę starania o dziecko. Jednak po rozmowie z mężem okazało się, że to z nim jest kiepsko. On przeżywa to jeszcze bardziej. Ja myślałam, że on denerwuje się pracą i nie mogłam tego zrozumieć, a okazało się, że on po prostu ma już dość tego, że ciągle coś jest nie tak, że ciągle się nie udaje. Aż mi głupio, że skupiłam się na swoim cierpieniu a nie zauważyłam jak bardzo on to przeżywa. Tylko w sumie nawet nie wiem jak mu pomóc

Odebrałam wyniki bety.

11dpt - beta 186,41 😁

Wizyta w domu. Jak zwykle przeurocza 😝

Moja Mama i jej monolog (imiona zmienione) na temat moich równolatków lub nieco młodszych ludzi, którzy żyją wokół niej:

Wiesz, Karolowi, się urodziło dziecko w sobotę albo niedzielę! A poza tym była Daria ze swoimi dziećmi i ich babcia do tego starszego mówi "No powiedz babci jak jest po angielsku czerwony, bo babcia nie wie"... itd.

Mamo nie pomagasz. Wiem, że chcesz dobrze. Nie pomagasz.

gunia29 Już nie czekam na cud... 27 sierpnia 2019, 05:43

Nie mogę spać...głowa mi pęka. Czuję się jakbym się nie czuła.
K wrócił wczoraj późno, pogadaliśmy chwilę już nawet nie chciał komentować moich wieści. Widzę, że ma tego powoli dość, że powstaje jakiś mur między nami... generalnie nie dziwi to, jakoś podświadomie byłam na to przygotowana. K na moje wywody dot. tego, że nie mogę dać mu dziecka, że może w jakimś stopniu marnuje mu życie odpowiada"nie przesadzaj" nie próbuje mnie w żaden sposób pocieszyć, utwierdzić w przekonaniu,że to co jest między nami jest najważniejsze, a tak bardzo teraz tego potrzebuje.
Leżę w łóżku i zastanawiam się czy ten dom będzie już zawsze taki pusty? Czy nigdy nie wypełni go śmiech dziecka?
Wczoraj po wizycie pielęgniarka pobierała mi krew, w tym samym pokoju leżała kobieta w zaawansowanej ciąży... głaskała się po brzuchu, słuchała serduszka.
Próbowała się do mnie uśmiechać, a ja zaciskając zeby patrzyłam w podłogę, sparaliżował mnie taki ból, że nie byłam w stanie wstać. Pielęgniarka myslala ,że to od pobierania krwi nie zaprzeczałam... wybiegłam z tamtad. Do kiedy tak będzie?do kiedy będę czuć tylko ból i pustkę?, do kiedy będę patrzyła z zazdrością na innych? Ile jeszcze dam radę?

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 27 sierpnia 2019, 08:17

test ujemny. jakoś mi lepiej, jakoś lżej

Jeheria No kiedy? 27 sierpnia 2019, 08:18

14dpt
Druga beta w 11 dpt wyniosła 159. Przyrost 160%. Byłam u endokrynologa. 3h czekałam w kolejce :/ następnym razem wbijam się jako ciężarna. Zwiększył dawkę. Mam brać 1,5 tabletki 88. Czyli 132 dawka. Jestem przeziębiona. Boli gardło i mam katar a od niego boli głowa. Do tego mam uderzenia gorąca i jeszcze jak pomyślę że coś może być nie tak to nie mogę spać. Świruję. Niby jestem zmęczona ale zasnąć nie mogę. Dziś o 5 wstałam. Miałam dziś iść na betę dla spokoju ale jutro pójdę. Myślałam że będę spokojna.... Ehhh oczekiwania vs rzeczywistość. Dziś o 13 hematolog. Już lepiej wychodzą mi zastrzyki.
3 lata temu powiedzieliśmy sobie z mężem "TAK"! Ciąża to najwspanialszy prezent jaki mogliśmy sobie wymarzyć. To Nasz cud! Mimo że jestem przeziębiona postaramy się pójść na kolację ♥️
Mój mąż dzielnie znosi brak seksu. Ostatni raz był 4 sierpnia. Póki nie dostanę zielonego światła od ginekologa nici z seksu. A wizytę mam dopiero 9 września. Jak ja wytrzymam do wizyty??

CZWARTEK
Wróciłam z urlopu... a czuję się tak jakbym na nim w ogóle nie była :( zdecydowanie trwał za krótko! :D
Jak tylko pomyślałam o tym, że może by tak sobie siknąć na test to niemalże w tym momencie rozpoczęły się mocne plamienia. Test zaoszczędzony :P O ironio losu. Tak czy siak. Liczę, że jutro @ się rozkręci i będę mogła zadzwonić do kliniki i umawiać się na stymulację. IUI zaczynamy! NARESZCIE! :)

Odkąd Młode chodzi/biega jest meksyk. Ucieka mi z łazienki, gania po pokojach, ciężko ją upilnować.
Odrywam się pierdyliard razy. Nie zawsze udaje się uchronić. Przyprawia mnie o stany przedzawałowe.
Przytrzasneła palce, pakując między drzwi. Przewraca się, bo biega ciągnąć za sobą maskotkę w drugiej ręce trzymając piłeczkę. Wczoraj tak upadła, że leciała jej krew z nosa... I trzeba uważać na drzwi wejściowe i tarasowe bo ucieka na dwór. Mamy na podwórku sporo kostki, chce po niej biegać, fuka kiedy chce ją potrzymać za rękę, bo musi sama.
Najbezpieczniej jest na trawie. Czasem puszczam ją boso. Jak Stary kosił trawę, to tańczyła do kosiarki XD
Wrzuca swoje pampersy do kosza.

Byliśmy w knajpie na obiedzie - jedliśmy osobno bo Młoda chciała uciekać na zewnątrz zwiedzać świat, gonić psy i koty. Ciekawe jak będzie nad morzem... hehe

Okres jest wymagający, przypomina próby raczkowania i samodzielnego poruszania.
Do tego zęby i marudzenie. Znowu pada o 20. Budzi się o 4 nad ranem i płacze, wołając "mama", muszę nosić i śpiewać bo nie może zasnąć. No i zęby spsikać dentoseptem. Generalnie nieźle, bo śpi do 8, czasem 9. Nie jestem już tak bardzo niewyspana. Ale po całym dniu padam. Czasem już mi się nie chce kompletnie nic, z grubsza ogarniam dom i tyle. Pranie nastawiam wieczorem, programuję "opóźnione zakończenie" aby rano tylko rozwiesić. Oszczędność czasu.

Zjada mniejsze porcje, szybko się rozprasza bo chce biegać.

Co do mnie. Zauważyłam tendencje, że po ciąży... zgrubły mi włosy. Znalazłam zdjęcia sprzed ślubu i miałam rzadkie, cienkie, byle jakie. Teraz są długie (bo nie chodzę do fryzjera...) i jest ich więcej, mimo że swego czasu łysiałam.
Waga spadła, mimo że moim jedyną aktywnością są szybkie spacery i sprzątanie w biegu. Nie mam czasu dojadać (słodycze zjadam tylko w niedziele i tego się trzymam). Poza tym jem dużo, porcje jak dla faceta np. woreczek kaszy na obiad itp. po 3-4 kanapki na kolacje - teoretycznie dużo.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia 2019, 12:08

27 dc, małpa powinna przyjść w każdej chwili. Bóle małpowe były super szybkie (dosłownie na kilka sekund) i małe w piątek i sobotę, od tamtej pory cisza. Poza tym nie mam swojej zakichanej potliwości przedmałpowej. Temperatura się trzyma. Może nie jakoś super wysoko, ale ja już powinnam mieć od wczoraj spadek. No i piersi mnie wcale nie bolą. Zazwyczaj 5-7 dni przed okresem mnie nawalały tak równo, że trudność sprawiało mi choćby założenie stanika. Wczoraj zatestowałam. Testem ostatnim w chałupie, bo po co inwestować. Test wyszedł... nieważny. Tak. Właśnie tak. Sprawdziłam datę przydatności, niby do września 2020 roku. Zrobiłam wszystko ok, nie pojawiła się nawet kreska kontrolna. Kolejnych testów w domu brak, zobaczę jak dziś będę funkcjonować i może popołudniu kupię test. Jeśli małpa przyjdzie do tego czasu, testowanie okaże się zbędne. Z jednej strony, nie takich temperatur tu były ciąże, z drugiej strony trzeba sobie powiedzieć jasno - szanse marne i nie ze mną te numery!!! No, no, no!

Wczoraj byliśmy na pierwszym szczepieniu limfocytami. Byliśmy o 7:50, pobranie krwi od Mężusia od 8:30, a my już jako 4. w kolejce. Ludzi bardzo dużo. Po raz kolejny pokazuje to skalę problemu. Immunologii dotykają przecież nieliczni. Średnia wieku znacznie powyżej naszego.

Mężuś na czczo, tylko mu podawałam butelkę wody w trasie, żeby się nawodnił. Wychodzi. Mamy kilka godzin wolnych, bo podanie szczepionki od 14:30. I opowiada:
M: "Krąseleczko, ja muszę usiąść i sobie posiedzieć. Jak zobaczyłem igłę, no średnica to dobry cal, to się scykałem. I pielęgniarka zapytała się mnie, jak znoszę pobrania"
K: "I co odpowiedziałeś (pytam mając w głowie, że raz mu się zasłabło)?"
M: "Że zobaczymy, ale wiesz, powiedziała, że postarają się raz jednym razem to zrobić i wiesz, wiesz, oni tego nie przykleili żadnym plastrem, tylko ta igła tak dyndała, po taniości zrobili, no wiesz, żeby to tak dyndało?"
K: "A patrzyłeś się na to?"
M: "Chyba Cię..., oczywiście, że nie, ja jestem normalnym człowiekiem,odwróciłem wzrok, no ale dyndanie czułem przecież, i wiesz, oni pobrali 100 ml krwi, 4 strzykawki, nie mógłbym zostać dawcą krwi, fatalnie to znoszę, fatalnie"
K: "I ta igła naprawdę miała cal średnicy?"
M: "Noooo" - "Jesteś pewien, że mówisz o igle a nie strzykawce :D?"
K: "Oczywiście (już ze śmiechem)".

Potem sobie potuptaliśmy deptakiem i pojechaliśmy do centrum handlowego. Odpoczęliśmy. Ogólnie bałam się szczepienia, ale to był taki strach przed nieznanym. Czasem boję się czegoś i uruchamia się tzw. Cykoriada. Tu było inaczej. Zjawiliśmy się nieco później niż o tej 14:30, już akurat pierwsze osoby były po szczepieniach. Jak czekałam na swoją kolejkę to dwie kobiety przede mną w gabinecie piszczały i wzdychały z bólu, coś w stylu "aaa, ała, ała" było słyszalne. No ja już tu pękłam i powiedziałam Mężusiowi, że ze mną wchodzi do środka. Oczywiście, jak się pojawia strach, się robię mniejsza i węższa i w ogóle prawie stapiam się kolorystycznie ze ścianą. To chyba jasne, że wtedy strach przejdzie obok i mnie nie zauważy, co nie?
Weszłam, a pielęgniarka "A co Pani taka przestraszona?" - "Jakby Pani słyszała te jęki bólu czekając w kolejce na pierwsze szczepienie, też by Pani pękała?" - "No, ale Pani się zdecydowała na szczepienia" - "Na szczepienia tak, ale na ból, który się z nimi wiąże niekoniecznie, poza tym dość trudno powiedzieć sobie >>hej strach, weź sobie dziś wolne i idź sobie ode mnie<<". Pani potem pogadała, że będzie łącznie 6 ukłuć, po 3 w każde przedramię. Żeby nie zaciskać przedramienia, żeby przez najbliższe 4 dni nie mydlić tych miejsc, a raczej myć je wodą, żeby ich nie opalać, żeby opatrunki zdjąć po 40 minutach, że następnego dnia mogę się czuć rozbita, ale nie muszę, że może się pojawić reakcja na szczepienie w postaci zaczerwienienia, szczypania (na to świetnie działa okład z lodu). I przystąpiła do działania. Jak zawsze odwróciłam wzrok, drugą ręką trzymałam Mężusia i powtarzałam sobie "nie zaciskaj ręki, nie zaciskaj ręki". Nie bolało, a przynajmniej nie bardziej niż normalne ukłucie. Tyle, że ich było 3 pod rząd, zmiana ręki i kolejne 3 pod rząd. Powiedziałam pielęgniarce, że te laski przede mną przeginały, że to nie bolało, i gdyby miała kogoś przestraszonego cudzymi krzykami, to niech mu powie, że niektórzy przesadzają, bo nie wszystkich to boli. No, a ze mnie jest twardzielka. Podczas podróży powrotnej podobno super mocno i głęboko zasnęłam, do tego stopnia, że kolanem dwukrotnie uderzyłam o drzwi i mnie to nie ruszyło, więc Mężuś się przestraszył, obudził mnie, zatrzymał się, kazał się napić, pochodzić w cieniu, a potem buzia mu się nie zamykała i wymagał ode mnie aktywnego uczestniczenia w rozmowie. Tym samym nie dał mi spać. Bał się, że to jakiś dziwny skutek uboczny. Ogólnie przedramiona bolą mnie tak... hm, bolą mnie mięśnie w przedramionach, jakbym rozbiła z 500 kotletów schabowych jedną ręką i kolejne 500 drugą ręką. Dziś pojawiło się delikatne zaczerwienienie. I tyle.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)