Kd_eye Dlaczego ja nie moge zajsc w ciaze? 29 września 2019, 12:58

Dziekuje dziewczyny za informacje, zdecydowanie musze poobserwowac swoj cykl. Moze to wszystko tez jest spowodowane stresem?!
W szafce w lazience mam test ciazawy, ktory kupilam w styczniu, bo @ sie spoznial. Jak tylko wrocilam do domu i chcialam go zrobic malpa przyszla. Od tego mementu nigdy nie bylo powodu, zeby go uzyc. Jak wiadomo jestem w trakcie drugiej inseminacji, ktora z gory miala bardzo nisky procent powodzenia. Dzisiaj rano postanowilam zrobic test, bo nie chcialam miec niemilej niespodzianki w pracy. Jak moglam sie spodziewac wynik wyszedl negatywny. Myslalam, ze to mnie bardziej dobije, ale przyjelam to spokojniej. Dzisiaj jest koniec kolejnego etapu w moich staraniach i stajemy przed ostatnim, ktory jest takze niepewny. ....invitro.....
Nie moge ukrywac, ze sie nie boje i jestem optymistyczna , ze sie uda....!
Mam dokladnie 12 tygodni zanim zaczne procedure, jestem umowiona z pielegniarka 24 grudnia, zeby odebrac zastrzyki.
Postanowilam, ze wykorzystam ten czas, zeby przygotowac moje cialo i umysl do tego procesu. Jezeli macie dla mnie jakies wskazowki, bylabym wdzieczna, moze jakas strona co jest, czego unikac itp.

Izape_91 Szycioterapia - po 3 latach jest! 1 października 2019, 20:22

5t 3d
Nic więcej do szczęścia nie trzeba <3 Na chwilę obecną wszystko pięknie jak należy, jest pęcherzyk żółtkowy:) Jutro pierwsza morfologia po jednej ampułce accofilu, zobaczymy czy będzie ok. Mam nadzieję. Powoli zaczyna do mnie docierać to małe szczęście <3 Patrzę i patrzę...Tyle czasu na Ciebie czekaliśmy :)) wiedziałeś dokładnie kiedy przyjść.
14.10 kolejna wizyta, mam nadzieję, że usłyszymy małe serduszko <3
56a4aa589026.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2019, 20:24

Tak sobie ostatnio przeglądałam mój stary kalendarzyk (ovu mam dopiero 2 miesiąc) i z tego wynika, że tak naprawdę teraz jest dopiero 6cs! Tak się zatracilam w tych staraniach że wydaje mi się że robimy to o wiele dużej już by się mogło wydawać...To jest tylko dobry przykład na to jak bardzo tym zyje....zupełnie nie potrzebnie! Odbija się to na wszystkim.
jednak czas na update!
tak więc jest to 5dc czyli początek 6 cyklu starań. Od wczoraj pije zioła ojca sroki nr3. Trochę jestem sceptycza, trochę mam nadzieję, że pomoże mi to jak wielu innym kobietom, które piszą " Staraliśmy się 14 miesięcy, w końcu zdecydowałam się na zioła i po 2 cyklu picia zaszłam w ciaze" ...przeszlam przez ogrom forów i komentarzy na fejsbukowych stronach, gdzie kobiety pisały, że po ziołach zaszły w ciaze bardzo szybko!
Cytując Olę z kanalu Mama Lama"Ciekawe, ciekawe, ciekawe co sie w moim życiu jeszcze wydarzy?" 😁😁😁
Czy przestałam myśleć o ciazy tak jak sobie założyłam? Nie
Jednak przestałam obsesyjnie robić testy...i uważam że jest to duży plus i o wiele łatwiej przyjęłam ten @ który przyszedł niż każdy poprzedni!

No jestem w domu od wczoraj i tak sobie siedzę i myślę że i tak w całej tej mojej historii miałam wiele szczęścia. Mam endometriozę a wyhodowałam pięknych 11 komóreczek. Do całej procedury podeszła w odpowiednim czasie zdążyłam przed ustawą i dzięki temu mogłam zapładniać wszystkie komórki. Bo z nowymi regulacjami mogłoby być inaczej i raczej potrzebna byłaby druga stymulka i skąd brać na to kasę?!
Udało się (no bo przecież urodzę to dziecko które noszę pod sercem nie ma innej opcji) już za trzecim razem. To były tylko trzy transfery... czym są moje trzy transfery z jednej procedury w porównaniu do dziewczyn które podchodzą do trzech pełnych stymulacji i albo w ogóle nie ma co transferować albo transferują transferują transferują i nic? Jeszcze jakiś czas temu myślałam jaka jestem pokrzywdzona przez los bo nie udało się za pierwszym razem bo za drugim razem ciąża biochemiczna... ale chyba zmądrzałam i uważam że i tak mnie los oszczędził i moja przygoda z IVF nie była taka drastyczna chociaż wiadomo lekko nie było ale mogło być zdecydowanie gorzej.

Lalala Muszę uzbroić się w cierpliwoć. 30 września 2019, 07:28

Wysłałam smsem wyniki badań męża i wczoraj wieczorem odpisał, że parametry nieznacznie obniżone, ale wciąż są umiarkowane jednak martwi go enzymatyczne upłynnienie :-/ poradził, abyśmy od razu udali się do invicty bo ze względu na naszą historię (chlamydia, nawracające zakażenia pochwy) potrzebujemy już kompleksowej pomocy... 16.10 jedziemy do androloga a później do invicty.
Wczoraj dowiedziałam się, że znajoma jest w ciąży, starali się chyba 2 miesiące. Nie mogłam powstrzymać łez. To jest tak cholernie trudne i przykre... choćbyśmy mieli wziąć pożyczkę w Providencie na in vitro to i tak nie zrezygnujemy z marzeń o dziecku.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2019, 07:31

AsiaKK Odpowiedni czas na dziecko istnieje! 30 września 2019, 13:44

Po przerwie postanowiłam pisać dalej... dużo się w tym czasie zadziało...

2.09 ujrzałam "wyczekane" 2 kreski. Potem kolejny test, i kolejny test, i kolejny... i z każdym testem druga kreska była coraz mocniejsza. Cieszyłam się ale też bałam. Nie wiem, chyba coś przeczuwałam. Mieszkam w Niemczech i moja gin. powiedziała, że nie robi pierwszego USG szybciej niż w 8 tc. Jechałam jednak na urlop do Polski więc umówiłam się prywatnie na USG. Był to dokładnie 6 tydzień i 6 dzień. W Internecie naczytałam się, że w tym tyg. być może zobaczę już serduszko... bałam się i cieszyłam. Ogólnie jak już zaszłam w tą ciążę to nagle zaczęłam się bać, jak sobie poradzimy finansowo, jak to będzie z moją pracą, a co z budującym się domem. Zaczęłam mieć sama do siebie pretensje, że taka byłam niecierpliwa, że sobie tyle chorób wyszukiwałam, że się tak na mężu czasami wyżywałam, a w sumie wyszło, że ze mną jest wszystko ok i już w 3 cs zaszłam w ciążę. Miałam myśli, że może trzeba było jeszcze poczekać, że może to jednak za szybko ta ciąża...ehh... przy czym jak sobie pomyślałam, że mogę tę ciążę stracić to aż mnie brzuch bolał... takie jakieś nie wiem rozdwojenie czułam. Oprócz męża nikt nie wiedział, nikomu nic nie mówiłam, chciałam poczekać do końca 12 tyg...

Na pierwszym USG tylko pęcherzyk - 7 mm. Przyjść za tydzień. Powinien już być zarodek. Jeśli nie to niestety mamy puste jajo płodowe.

Drugie USG - tylko pęcherzyk - 12 mm. Diagnoza: puste jajo płodowe. Płacz. Niedowierzanie. Skierowanie do szpitala na tabletki i zabieg. Nigdzie nie pójdę. Chcę rozmawiać z innym lekarzem.

Trzecie USG u innego lekarza. Puste jajo płodowe. Lekarz mnie uspokoił (na chwilę). "To się bardzo często zdarza. Oj nawet nie wie pani jak często. To nie ma wpływu na pani płodność. Nie, to już się więcej nie wydarzy." No nie wiem... wyszłam z gabinetu ze łzami ale i z nadzieją..."Zobaczy pani, jeszcze w tym roku przyjdzie pani z nową ciążą." Uwierzyłam na 2 godziny. Lekarz kazał wstrzymać się ze szpitalem. Mówił, że pęcherzyk mały, że ciało się samo oczyści. Że szkoda ingerować. Posłuchałam i czekam... 4 dzień, narazie przy podcieraniu brązowy śluz...oby jak najszybciej przyszło krwawienie...

Dlaczego ja? Nie rozumiem....

Lalala Muszę uzbroić się w cierpliwoć. 30 września 2019, 12:39

tak myślę sobie, że po stosunku, gdy poleżymy jeszcze tak 20 min, to później zauważam, że sperma ze mnie wypływa (tzn jest wodnista, tak jak śluz owulacyjny). Nie jest to jakaś galareta czy "glut". dzisiaj zrobimy eksperyment i zobaczymy jak sperma upłynnia się w kubeczku. być może był to jakiś pojedynczy przypadek... Boże takie emocje we mnie teraz siedzą... raz załamka, raz nadzieja. Wiem, że póki nie odwiedzimy androloga i nie porobimy dodatkowych badań niczego nie będziemy wiedzieć na czym stoimy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2019, 14:38

25dc

Wczorah dopadła mnie nostalgia. Próbując zasnąć, za dużo myślałam, o życiu, sytuacji, problemach rodzinnych, moich kłopotach że zdrowiem, z rezonansem pod koniec października, co znajdą itd.
Refleksje jakoś zawsze u mnie szły w parze przed snem, lecz wczoraj same łzy mi ciekły, kiedy myślałam o rodzeństwie.
Mojej babci od drugiego tygodnia września pogorszyło się, znowu zaczęła krzyczeć, trzeba pilnować jej dosłownie 24h/24h.
Nie da się nawet do WC wyjść.
Nikt z rodzeństwa nie posiedzi z nią, nie po trzyma jej za rękę.
Zazwyczaj jeżdżę co 2~3 dni, jak mi praca pozwoli. Moja mama w tym czasie zakupy robi bądź załatwia lekarza, jeśli jest taka potrzeba.
W czw zauważyłam że babcia ma chrypke, ale wiadomo... Krzyki itd. Mama posikala jej sprayem aby gardło jej nie bolało, lecz j tak dzisiaj miała wizytę lekarska domowa. Okazało się, że ma zapalenie oskrzeli jednostronne, a wiadomo do zapalenia płuc blisko więc trzeba działać.
Babcia ma wspaniała pielęgniarke, siostra cioteczny opowiadała jaka wujek w tamtym roku przed śmiercią miał opiekę~ beznadziejna, przychodziła popatrzeć, bo ona nawet pieluchy nie zmieniała ani pościeli więc ja "pognali" bo po co im ktoś kto niczego nie pokaże, nie pomoże i może nie umie.

Dzisiaj biorę ostatni dzień duphastonu, i będę czekać na @. Pewnie przy weekendzie przyjdzie zobaczymy.
W środę postanowiłam że idę na Tsh, chyba że znowu coś mi wyskoczy lub przeziębienie pogorszy. Teraz oddycham normalnie, nie smarkam. Jest dobrze, lecz u mnie co kilka dni ulega to zmianie.

No i jutro z mężem lecimy do kina na 16 na RAMBO~ OSTATNIA KREW.
UWIELBIAM! Zostałam wychowana na filmach akcji, przeważnie takie ojciec oglądał. Sylvester, Arnold, Van Dame cudo!
Oby po filmie pozostały wrażenia dobre. 😊😁

gunia29 Już nie czekam na cud... 30 września 2019, 15:58

Czy istnieją sny prorocze? Powiem Wam że po dzisiejszym dniu mogę z czystym sumieniem stwierdzić,że tak.
Śniło mi się dziś że jestem w Polsce u rodziców, parkuje samochód tam gdzie zwykle, a on z niewyjaśnionych przyczyn spada do potoku który płynie obok domu rodziców,jakimś cudem auto udaje mi się wyciągnąć ale jest całe porysowane, nie zgadniecie co dziś się stało wracając z pracy...
Chciałam zajechać do sklepu kupić K piwko i jakimś cudem przy skręcie zawadziłam o krawężnik i rozwalilam zderzak...
K myślałam że mnie zabije bo niecały tydzień temu kupiliśmy to autko bo stare było małe....
Rano wogole nie zagłębiałam się w ten sen ogólne nigdy się nie zagłębiam w żadne sny..moja babcia zawsze powtarzała"sen mara Bóg wiara" jednak czasem może się coś wyśnić....
Wieczorem czeka mnie wykład od męża jak to nieuważnie jeżdżę, pewnie od słowa do słowa skończy się kłótnia która nam teraz jest jak najmniej potrzebna.
Samo życie...

Justyna27 Nikt nie wie co przyniesie los... 2 października 2019, 00:19

6cs 20dc
Dawno mnie tu nie było.... Czas leci jak szalony, ale jakoś nie miałam weny żeby tu wchodzić. Ciągle sporo się działo. Urlop, praca, wyjazdy do Polski albo do Holandii do brata, przemeblowanie salonu i tak dalej a ciąży dalej brak... Niby nie myślę o tym ciągle i nie zadręczam się ale w głębi serca rodzi się niepokój. Niestety mam też trochę żal do siebie bo przez mój ,,słomiany zapał'' nie kochamy się tak często jak powinniśmy. Ja poprostu mam gdzieś z tyłu głowy, że przecież w tym miesiącu też nie wyjdzie więc po co mam w nienaturalny sposób inicjować zbliżenia. Wiem, że dla wielu te 6 cykli to kropla w morzu i że w ogóle to jeszcze nic nie znaczy. Z drugiej strony nie mam już ochoty na mierzenie temperatury, testy owulacyjne i rozmyślania czy mogę się napić na imprezie czy nie. Poprostu zaczyna się błędne koło bo nie kontroluje owulacji a nie mam ochoty na współżycie co 2 dzień :( Ehh, wszyscy kazali mi odpuścić więc chyba odpuściłam....ale czy nie za bardzo??

Marronek Maluj kolorami, które zostały Ci dane. 2 października 2019, 15:27

Dziękuję wszystkim za słowa wsparcia.

Dziś pierwsze dzielenie - kupiłam dodatkowe strzykawki i igły. Będzie z tym trochę zabawy, ale jak trzeba to trzeba.
Mój mąż nie ma nadziei, że się uda - on jest już pewien, że się udało. Innej opcji nie przyjmuje do wiadomości. To jego zachowanie trochę mi się udziela. Znaczy się obawy dalej są, ale on jest tak pewny siebie, że moja nadzieja również rośnie. Chciałabym wreszcie zakończyć swoją przygodę z tą stroną i staraniami. Zamieścić post, że się udało, że słyszeliśmy serduszko/serduszka, że urodziłam. Fajnie by było...


Samopoczucie na dziś - śpiąca, trochę zmęczona. Ale póki co nie zdołowana, a to już coś.

Hej.
Wieczor.
Chlopaki spia.
Bartus do rana. Kacperek pewnie do polnocy i karmienie. Kolejne nad ranem. Nocki nam sie normuja. Maly sobie wydluza wiec pewnie jak braciszek w 2-3 mc bedzie spal cale nocki heh. Tak mysle.
Mi leci dzien za dniem nie wiem kiedy. Ogarnac ta dwojke nie jest lekko. Do tego Bartus zaczyna chyba ten bunt dwulatka... Bo z opisow w necie wszystko sie zgadza... No ale mam nadzieje ze to.mnie.
Oj ziewam. Ide lulu.

Marlena Szukając motyla. 21 października 2014, 14:11

Ha!
Dziś udało mi się sfotografować winnego pukania za moim oknem!

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/47f03d92a41a.jpg

Zdjęcia słabej jakości bo robione telefonem, niestety wyciągnięcie Nikusia okazało się niemożliwe bo ptaszysko by uciekło :)

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/8a6a48b1c7a6.jpg

Krycha Potrzeba pisania 1 października 2019, 09:23

Wywalilo mi brzuch i waga przesunela sie o kilogram. Stary z glupim zacieszem pyta, czy to ciaza. Na pewno, zwlaszcza ze od dwoch miesiecy sie nie bzykamy. I teraz mam dylemat, czy po prostu przytylam, bo znowu od jakiegos miesiaca jedynym sportem jest joga raz w tygodniu, czy mozliwe jest, ze az takie zrosty w brzuchu sie porobily. Co
prawda juz w lipcu w szpitalu lekarze stwierdzili powiekszona macice i nienaturalnie wygladajaca zatoke Douglasa, w ktorej wedlug lekarki z kliniki w 2014 byly ogniska. Dodajmy do tego jelito grube (rowniez zaogniskowane w 2014) i wiezadla krzyzowe (to po symptomach bolowych), ale zeby az kilogramowe te ogniska?! Pomijam fakt, ze o tym calym Douglasie dowiedzialam sie dopiero na ostatniej wizycie i ze w ogole wtedy w 2014 jakos tak te zrosty zostaly bardzo niegroznie przedstawione, a slowo endometrioza nawet nie padlo. Rozumiem, pojawil sie klient na in vitro, wiec to na tym klinice zalezalo. Tymczasem choroba sie rozszalala, sieje spustoszenie i smieje sie wszystkim lekarzom w twarz. Za tydzien konsultacja i jakos niedlugo potem zabieg. Zaczynam swirowac. Wyobrazam sobie blizne na pepku po same kolana albo ze doktor zabiegu nie zrobi, bo cos tam. Nawet na urlop nie ma jak pojechac, zeby sie choc troche zresetowac, bo stary noge na spacerze z psem zlamal, siedzi w domu i kasa powoli sie konczy. Do tego adwokat sie nie popisal, nie powysylal pism, gdzie trzeba i sadowa eksmisja umarla smiercia naturalna przez zaniedbanie. Czlowiek to ogolnie jakis dziwny, duzo mowi, malo robi, a ceni sie jakby byl ze zlota. Generalnie mnie wystawil do wiatru i szczerze, to przegladam ogloszenia o wynajem, bo zaczynam miec tego dosc. Oczywiscie wynajecie czegokolwiek z rottweilerem oznacza niesamowicie karkolomne przedsiewziecie, jednak kto nie ryzykuje, nie pije szampana.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2019, 09:25

taśta Jak nie My to kto??? 2 października 2019, 13:51

25 dc <3 @ coraz bliżej, cycki bolą już konkretnie do tego ćmienie brzucha i śluz także daję jej jakieś 3-4 dni :) niech przychodzi jak najszybciej bo ekscytacja narasta :) nawet dobrze wyszło z tabletkami anty bo okało się że leczenie zęba i przetoki się wydłuźy o jakieś 3 tyg więc akurat powinnam to ogarnąć do procedury :)

30dc. Okresu jak nie było, tak nie ma..
Moje cykle zwykle trwaja 24-27 dni, teraz coś się rozjechało :(
Zrobiłam oczywiście test, wyszedł śnieżnobiały. W ogóle mam wrażenie, że te testy zawsze pokazują biel... Jakoś nie mogę sobie nawet wyobrazić, że zobaczyłabym tam coś innego :D
Nawet mężowi nie powiedziałam, że okres się spóźnia. Nie chcę robić mu w ten sposób złudnych nadziei. Siebie zresztą też nie chce nakręcać :p na razie codziennie chodzę z wkładką czekając kiedy @ mnie zaskoczy. Trochę boli podbrzusze, piersi minimaaalnie i to tylko jak dotykam. Poza tym czuje się normalnie. Temperatury też nie mogę zmierzyć tuż po wstaniu z łóżka, bo będzie pytał po co to robię :p
Szansa na ciążę jest minimalna, bo zrobiliśmy to w dni płodne tylko raz (brałam macmirror, więc odpuściliśmy cykl, ale raz hormony wzięły górę i było przytulanie). Teraz mam wyrzuty sumienia, że zrobiliśmy to właśnie wtedy, bo podobno ten lek jest niebezpieczny :( niby człowiek dorosły a taki głupi i nie bierze pod uwagę konsekwencji.. Wolałabym chyba, żeby @ w tym cyklu się pojawiła, inaczej żyłbym w stresie przez całe 9 miesięcy.

EDIT: zdążyłam napisać posta i @ przyszła. 50% radości, 50% smutku...


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2019, 08:06

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 2 października 2019, 10:58

Masakra, ręce mi opadają. Dziękuję dziewczyny za życzenia zdrowia. Było fatalnie. W ciągu dwóch dni byłam na poz na pewno 5 razy jak nie więcej. Ledwo się młodemu antybiotyk skończył dostał mega wysokiej gorączki w nocy i nic nie pomagało. Gorączka spadała Max o pół stopnia. Kolejny antybiotyk. A teraz jeszcze pleśniawki mu się w buzi zrobiły. Całymi dniami Krzyki. Ja chyba ogłuchnę od tego. Trójki i czwórki idą agresywnie.
Sama dostałam antybiotyk po którym mdliło mnie kilka razy mocniej niż w ciąży. Dostałam zmianę ale działa gorzej bo cały czas boli mnie jeszcze gardło. Mąż wychodzi z domu o 5:00 i wraca o 21:00. Tak naprawdę nie ma kiedy pójść nawet na zakupy, bo przecież chorego dziecka nie wezmę do marketu. A mąż jest teraz tak długo w pracy ze wszystko jest już pozamykane. Dobrze że zawsze dbałam o zapasy.

Najgorsze że przez te choroby przepadają nam terminy na rehabilitację.

Wpis o żłobku miał być oddzielny. Ale już nie będzie. Napiszę tylko tak pokrótce. Adaptacja przeszła super gładko. Pierwsze 2 dni wydawało się że młody jest na mnie trochę obrażony, ale w żłobku ładnie się bawił i jadł. Po południu zdarzało mu się więcej krzyczeć jakby odreagowywał. W drugim tygodniu miał 2 dni strajku głodowego. Jadł tylko chrupki kukurydziane. Ale poza tym super. Myślę że lubił żłobek. Na zdjęciach wrzucanych przez panie na Facebook widać że był uśmiechnięty. Panie wymyślają różne zabawy i na pewno nie nudzi się tam tak jak w domu. Mają duży basen z kuleczkami, chodzą na spacery, mają mini plac zabaw z mini urządzeniami w budynku, maszyne do puszczania baniek i takie tam. Ja mu takich atrakcji nie jestem w stanie zapewnić. Jedyne zastrzeżenia mogę trochę mieć to wyżywienia - ale to pewnie jak w większości placówek.

Pinka. Piąty transfer 2 października 2019, 17:24

19dc 1dpt

Zlapalam bol gardla i katar, najprawdopodobniej od małża, ktory przez ostatnie 4 dni "umierał" na przeziebienie :D.
Podobno taka choroba nie wplywa na implantacje i oby tak bylo ✊✊.

Gotuje rosolek na poprawe stanu.

Nie wiem czy mozna miec jakies objawy w 1dpt ale czuje klucie z prawej strony brzucha. Nie robie sobie nadzieji, ze jest to jakas oznaka.

Doktorek potwierdzil, ze wynik progesteronu jest ok i mam kontynuowac aplikacje lekow.

Trzymajcie ✊✊

24 cs - 11dc

monitoring
P 11mm
E 4 mm

kolejny w 13dc
IUI w tym cyklu nie będzie, bo wypadałoby w pon a wtedy mój mąż wyjeżdza

http://naforum.zapodaj.net/thumbs/ca7f547e6321.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2014, 09:53

12 dc (punkcja)
W klinice zjawiliśmy się o 8 rano, o 8:30 leżałam na stole, anastezjolog założył wenflon, coś wyblubrał, że zaraz zasnę. Sekundę później zrobiło mi się ciepło w gardle, a drugą sekundę później słyszałam "pani x, pani x, dobre się pani czuje", myślę sobie "odejdź babo, daj spać", nie otwieram oczu, nie ruszam się, może sobie pójdzie, ale nie odpuszcza. Ból jajników uświadomił mi, że już po zabiegu, a ten natręt to pielęgniarka, otworzyłam jedno oko, patrzę, pielęgniarka się szczerzy "wszystko dobre? ", "dobre, dobre", chyba było widać, że boli bo drugie o co zapytała to czy chce coś przeciwbólowego (to było jak pytanie do dziecka czy chce odpakować wcześniej prezent spod choinki). Pielęgniarka przyniosła czopka, rezolutnie zapytałam, w który otwór 😎. Czopek pomógł - trochę boli, ale znośnie, mąż na pytanie jak się czuje, usłyszał "jakbym wypiła butelkę wina i jakby ktoś zgwałcił mi jajniki, kolejność dowolna".

Wracamy do domu, pobrano 15 komórek, jutro dowiem się ile z nich jest dojrzałych.


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 października 2019, 14:19

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)