Kd_eye Dlaczego ja nie moge zajsc w ciaze? 31 października 2019, 15:24

Wreszcie zaczelam moj nowy cykl, bo w koncu musze sie ogarnac i zaczac diete i regularne cwiczenia. Jak mam @ to generalnie nie jestem w stanie nic robic, ale mam nadzieje, ze juz od weekendu zaczne ogarniac moje nawyki zywieniowe i cwiczenia. Ziolka chinskie nadal pije i musze przyznac, ze przyzwyczailam sie juz do ich smaku i nie sa az tak ohydne jak w niedziele.

Wczoraj obejrzalam sobie dokument o trzech parach podchodzacych do in-vitro. Caly proces by dokladnie wytlumaczony na czym polega, czego sie spodziewac. I z drugiej strony byly te pary, w roznym wieku, po paru probach, pierwszym podejsciu mowiace szczerze przez co przechodza, co czuja. Pare razy sie poplakalam bo doskonale rozumiem jak ciezkie sa starania o ta upragniona ciaze. Z tych trzech par tylko jednej udalo sie zajsc ale poronili pare tygodni pozniej. Uswiadomilo mi to, ze my tak stawiamy na to invitro jakby to byl juz prawie taki pewnie a niestety zycie i natura weryfikuje wszystko. Mysle, ze ten dokument pokazal mi, ze musze sie przygotowac na taka mozliwosc, ze sie nie uda i jak sie po tym pozbieram. Obecnie z niecierpliwoscia wyczekuje aby rozpoczac ten proces. Jak juz zaczniemy to wtedy miala takie poczucie, ze mam cos kontrola, ale tak naprawde to bedzie bardzo zludne, bo po transferze juz nic ode mnie nie bedzie zalezalo tylko od mojego ciala.

Dawno temu pamietam czesto zastanawialam sie czy chce dzieci, czasam mowilam, ze nie chce miec dzieci.....czy teraz place za tamte glupie wypowiedzi? A dzis chcialabym zobaczyc te dwie kreski na tescie.

Zaraz 24ta i moje urodziny... Miały być z Maleństwem, jednak życie jak zykle ma swój scenariusz... Dr kazał zrobić badania z krwi - HIV, hcv, różyczka itd plus cytologia, chlamydia itd .. nie może być plamienia. Mieliśmy jutro jechać, wiem, że to dzień miesiączki, ale nie pamiętam kiedy przyszła bez 1-2dniowego opóźnienia. Był spokojna, a tu popołudnia na papierze coś się pojawiło.

Dziewczyny, podchodząc do IUI było wyjście awaryjne. Teraz nie ma. Wiem, że jak pierwszy transfer się nie uda, nie poradzimy sobie z tym. Osobno pewnie tak, ale razem nie... Nawet nie wiecie, jak to boli. To co powinno zbliżać nas do siebie, oddała..

Pinka. Piąty transfer 31 października 2019, 16:18

6tc

Wczoraj ok godz.15 mialam mocne jednorazowe plamienie. Krew byla czysto czerwona tak jakby sie miala zaczac miesiaczka. Byl to jeden strzal kiedy nagle pęka bańka i koniec. Papier od wycierania byl czerwony.
Wrocilam do domu i od razu sie polozylam i lezalam tak do nastepnego dnia.
Dopiero co bylam na USG i wszystko bylo dobrze. Zarodek w macicy, czyli wykluczamy ciaze pozamaciczna oraz puste jajo. Jajniki czyste, krwiaka nie bylo widac. Podobno 50% kobiet w ciazy ma plamienia.
Dzisiaj byly lekkie brunatne smugi. Po pracy od razu do wyrka, mam zamiar lezec przez caly dlugi weekend. Leki na podtrzymanie biore co ma sie stac to sie stanie.
Czekam do poniedziałku na drugie usg (powinno juz bic serce o ile bije :( ).

Potrzebuje waszych ✊✊

pierwsza choroba z temp 39,5 odhaczona - wirus
wychodzi ostatnia czwórka
I Młoda, jak gdyby nigdy nic powiedziała dzisiaj sylabami pa-pry-ka.
Cały czas chce do mnie.
Moja wydajność intelektualna to jakieś 3% ale robota sama się nie zrobi.
W tym miesiącu suplementuję magne b6 i mam lżejszy PMS, bardziej goonie go znoszę, chociaż z trudem nad sobą panuję, ale jednak (potrafię już zlać, co mówi do mnie mój teść)
Chciałabym się kiedyś wyspać. trochę chociaż

Niech ten tydzień się skończy. Od poniedziałku mam w pracy dzień (tydzień?) wariata (ów). Naprawdę. Mam dość. A do tego dziś zepsułam sprzęgło. Trzecie sprzęgło w ciągu 11 miesięcy. Oczywiście, że mogę napisać, że sprzęgło się popsuło, ale bez przesady. Kurka wodna. W grudniu sprzęgło w moim aucie rozleciało się ze starości, w sierpniu sprzęgło w moim aucie rozleciało się przy próbie wyciągania innego auta z zakopania się. Dziś do pracy jechałam samochodem Mężusia (Biedak, przyjechał wczoraj wieczorem do domu, żeby mi odstawić MOJE auto na wymianę opon). Chciałam do pracy jechać busem. No chciałam, ale przecież "Krąsi jedź autkiem, będziesz miała wygodniej i szybciej". Ok. No i 5 km przed pracą, sprzęgło się rozleciało. Przy redukcji biegów z 2 na 1, na zjeździe z obwodnicy do miasta. "O mój Bożeeee... Nie! Nie, nie, nie! Tylko nie to!!! Znowu sprzęgło, znowu jaaaaaaaaaaaa, ja tak bardzo chcę mieć nieawaryjne auto, prosto z salonu, czy to tak dużo, żeby dojeżdżać do pracy i potem do domu (w międzyczasie zjeżdżam na pobocze, uruchamiam awaryjne, no i sobie ryczę, gdyż >>kto bogatemu (w łzy), zabroni?<<)". Zadzwoniłam do Mężusia (dziś miał iść na krew, żeby zbadać testosteron i glukozę), no i zawodzę do słuchawki "Słuchaj, ja chyba znowu zepsułam autoooooooooooo, stoję, jak ten pacan" - "Już do Ciebie jadę, który zjazd z obwodnicy, pierwszy czy drugi?" - "Pierwszy". Tłumaczę sobie na spokojnie (moje Krąso-Ego raczej to robi) "To sprzęgło i tak było na wykończeniu, gadał już od 2 miesięcy, że musi wymienić sprzęgło i w ogóle, ja chciałam jechać do pracy busem, noooo...". A potem górę wzięła Krąso-Odpowiedzialność za własne czyny: "Nie masz ręki do techniki, czego się nie dotkniesz, to się psuje, następnym razem mówisz twardo >>jadę busem<< i tyle, musisz ze swojej pensji mu dołożyć ze 2/3 do tego sprzęgła, trudno, przestań płakać, rozstaw trójkąt, bo zaraz jakiś TIR w Ciebie wjedzie. Jeszcze jest taaaaka mgła, a Ty trójkąta nie rozstawiłaś, tylko na awaryjnych stoisz??? Weź się w garść". No. To rozstawiłam ten trójkąt, wysmarkałam gluty, wytarłam oczy (uwielbiam moje kredki z hebe, nie pamiętam nazwy, ale nie popłynęły ani teraz, ani nigdy wcześniej). Zadzwonił Mężuś, powiedział, żebym szukała lokalnych mechaników i terminów. Zrobiłam to. Jak przyjechał, miałam już wybranego. Odholowaliśmy auto do mechanika, odstawił mnie do pracy. W pracy byłam na 9:00 (zamiast na 7:30).

Wczoraj byliśmy na wizytach w klinikach. W międzyczasie zaliczyliśmy akupunkturę. Mężuś był umówiony, a dla mnie nie było łóżek, ale babeczka jak mnie zobaczyła - znalazła łóżko i też mnie ponakłuwała.

W klinice z dofinansowaniem okazało się, że pieniądze z dofinansowania są zamrożone do stycznia. Gdyż każda z wybranych klinik puściła kilka par, napisała raport, urząd czyta te raporty, weryfikuje i wszystkie pieniądze (na całe 3 lata) przeleje w styczniu. I potem nie decyduje kolejność wizyt kwalifikacyjnych, tylko jak to z cyklem zgrać i kto pierwszy ten lepszy. Nasza klinika zakwalifikowała do tej pory 450 par, a wizyty kwalifikacyjne dalej trwają (program jest przeznaczony dla 440 par w ogóle - na 3 kliniki). Na pytanie, czy jeśli parametry nasienia się poprawią, to zostaniemy wykluczeni z programu (w dniu punkcji, w lipcu, mieliśmy przecież najlepsze parametry odkąd je badamy) - lekarz odpowiedziała, że to jest dobre pytanie i wydaje jej się, że nie. Dalej, chce mnie stymulować menopurem, który ma FSH i LH. Ok, pęcherzyki rosną równiej niż na samych preparatach z FSH, ale jednocześnie estradiol rośnie wysoko. A ja poprzednio miałam zagrożenie hiperką, bo estradiol był tak wysoko. Przedstawiłam jej listę zaleceń od dr Jerzak "O, lista leków się wydłuża" i tyle. Zero komentarza, zero pytań, zero reakcji. To była kolejna wizyta, na której nie miałam zrobionego przez nią usg. Ten system Oosight, który służy do zbadania prawidłowości oocytów, niektóre kliniki używają także podczas zapłodnienia (żeby wiedzieć, gdzie wbić plemnik, żeby on nie wbił się w jakieś super ważne ciałko, bo wtedy nie dojdzie do zapłodnienia) - oni tylko do oglądania komórek. To, w jakim celu, mam płacić 800 zł, jak możliwości tego systemu nie zostaną wykorzystane do końca?

W Invimedzie warszawskim cena za icsi, imsi, picsi i hbimsi jest taka sama - 7850 zł. W programie z dofinansowania można zrobić ivf lub icsi. Jak byśmy chcieli dopłacić do imsi, to dopłatę ustalono na poziomie 1450 zł. Całkiem sporo. I ona proonuje do tego imsi dorzucić Fertile Chip.

No i jeszcze - nie dostanę L4 na czas po transferze, gdyż nie ma takiej potrzeby.

Podjechaliśmy do lab, zrobiłam badanie CBA i TREG. Paśnik powiedział, żeby je zrobi minimum 3 tygodni po ostatnim szczepieniu. Wczoraj wypadł równo miesiąc po ostatnim szczepieniu. A chciałabym wiedzieć, czy szczepienia pomogły, czy warto się zainteresować lekami od Jerzak. Wyniki obu badań za 3 tygodnie. Z portfela ubyło 700 zł.

A potem byliśmy w naszej, ale tej "naszej" klinice. I tam pogadałam o wizytach u dr Jerzak, o klinice z dofinansowaniem, co nam proponują, o IO mojego Mężusia. Bo nawet jak nie zrobimy tam ivf, to akurat tam mamy jednego z lekarzy, któremu ufamy bardziej niż innym. Mój Mężuś potem stwierdził, że uwielbia widzieć mnie jak rozmawiam z lekarzem językiem kosmitów i lekarz wie, że nie musi mi tłumaczyć np. tego, czym są limfocyty żerne. Taki komplement. Chyba jednak wolałabym trójkę dzieci i możliwość narzekania na to, jak one brudzą i krzyczą i nie dają spokoju niż wiedzieć, czym są limfocyty żerne.

Na wizycie powiedziałam jej o metforminie i że dostałam na mutację PAI 1. Nie skomentowała, tylko powiedziała, że gdybym miała IO lub PCOS to z pewnością dostałabym metforminę w wyższej dawce. I że nie ma doniesień na temat tego, żeby w ciąży szkodziła, że pojawia się coraz więcej publikacji na jej temat. I też, że łatwiej jest ją przepisać komuś z tytułem "profesora" przed nazwiskiem, niż zwykłemu lekarzowi, który ZAWSZE w przypadku niepowodzenia będzie się zastanawiał, czy to czasem nie z uwagi na metę. Zapytała o dalszy schemat leczenia przez prof. Jerzak, gdyż ma z nią czasem do czynienia i chce widzieć cały schemat, jak go dopasowała do mnie. No i stwierdziła, że jednak prograf i accofil są wyjątkowo silnymi immonostymulantami i że ona sama nie widzi tu takiej potrzeby. I że my jednak mieliśmy problem z jakością zarodka, że u mnie na wszystkich monitoringach endo ładnie rosło i w ogóle, ona nie widzi problemu z receptywnością endo, a raczej z jakością zarodka. Ona jeśli już dałaby mi sterydy po transferze.

Pogadaliśmy o IO Mężusia, powiedziała, że ona nie miała takiego przypadku. Że raczej nie ma badań na ten temat (no, ale są tu laski, których partnerzy mieli w innych klinikach badania glukozy i insuliny). Opowiedziała, że byli kiedyś na konferencji andrologicznej, że może warto byłoby skupić się na mężczyźnie jednak, a kobiecie dać trochę odpocząć w trakcie procedury, na co pan androlog powiedział, że jak są plemniki w nasieniu to dobrze, jak nie ma - nakłuć jądra i też dobrze i zostawić pana w spokoju, gdyż może się przestraszyć i mieć potem zaburzenia wzwodu. Ale powiedziała, że dla niej to logiczne, że skoro IO ma tak duży wpływ na kobiecą płodność i zaburza pracę jajników, to przecież jądra są odpowiednikami jajników i to też może mieć niebagatelny wpływ na męską płodność. Powiedziała, że wobec tego, najlepiej byłoby spróbować podejścia po 3 m-cach przyjmowania mety przez Mężusia. Czyli po 24 stycznia 2020 roku. Na pytanie: czy ta metformina może poprawić skuteczność plemników - Nie wiem, bo przecież u Pana chromatyna jest ok, przy punkcji uzyskaliśmy ich naprawdę niezłą ilość, super morfologię, naprawdę nie wiem, ale niech Pan walczy, im lepsze nasienie, tym lepiej.

W zakresie skróconych cykli powiedziała, żeby póki co traktować to jak naturę, a zacząć się martwić po 3.takim krótkim i wtedy prosi o kontakt. No i powiedziała, że zamiast atosibanu, accofilu i intralipidu, to ona zastosowałaby wlew z lacopilu (jeśli dobrze pamiętam i nie przekręciłam nazwy). Ucieszyła się z nasze akupunktury, powiedziała, że akupunktura ma " ekstra dobre efekty". O propozycji menopuru powiedziała, że u mnie to jest nieodpowiedzialne - ładnie zareagowałam, miałam 12 pęcherzyków przy estradiolu 3000 jednostek, czyli na pęcherzyk przypadało 250 jednostek estradiolu. Akuratnie. No i z tego 10 było dojrzałych. A menopur u mnie z pewnością wywoła hiperkę. I że menopur podaje się pacjentkom starszym lub takim, które mają problem z produkcją estradiolu, ze słabo rosnącym endometrium, a u mnie ona takiej potrzeby nie widzi.
Powiedziała jeszcze, że rodzaj leku do stymulacji nie wpływa na jakość komórek, że styl życia, to i owszem, ale rodzaj leku niekoniecznie. Że to jednak jest strzelanie w ciemno - "Poprzednio przy dawce 150 jednostek bemfoli uzyskaliśmy 2 komórki, to teraz musimy zmienić, to może damy menopur 450 jednostek".

Pamiętnik powinien mieć motto "Wiem, że nic nie wiem".

Nie wiem, czy poczekamy do stycznia. Wiem, że styczeń tuż tuż. A ja już nie chcę czekać. Chcę już i teraz! W tym miejscu serdeczne pozdrowienia dla Esperanzy i Mojejnadziei, które czekają i są wzorem cierpliwości dla mnie :)

Krycha Potrzeba pisania 31 października 2019, 22:40

Jutro wizyta ze sciaganiem szwow i planowaniem, co dalej. Nie wiem, czy to z podswiadomego stresu, ale cos mi zablokowalo zoladek. Zjadlam dzis tylko trzy kanapki, galaretke i salatke z kurczakiem, w sumie chyba nawet nie tysiac kilokalorii. Ale rewolucja w jelitach okrutna nastapila, zupelnie bezpodstawnie, bo chleb zytni byl, a salatke robilam sama z czterech skladnikow: kurczak, salata, ananas, majonez. Nawet nie solilam! Bol w toalecie jak zwykle sie pojawil, a musialam tam zagladac dosc czesto. Ja wiem, ze mi tego jelita nie rozplatywano z tym jajowodem, praktycznie nie ruszono nic. Caly zabieg poszedl juz w niepamiec, nic nie boli, blizny ledwo widoczne. Jedynie odparzylam sobie wokol pepka skore, bo plaster na sucho dzis sciagnelam. Zawsze robilam to wieczorem pod prysznicem i naklejalam nowy, ktory nosilam caly nastepny dzien. A dzis stwierdzilam rano, ze juz mi plaster nie potrzebny, zerwalam na sucho i mam za swoje.
Krwawienie ustalo praktycznie po trzech dniach, jakies tam epizody z plamieniem po dwojeczce tylko potem byly. Przedwczoraj zalalo mnie plodnym sluzem w ilosciach hurtowych. Warunki tak jakby luksusowe do zachodzenia w ciaze, tylko oczywiscie prokreacja sie nie odbyla. Ogolnie nie jest zle, tylko ta gehenna w toalecie troche humor psuje. Coz, oby do nastepnego zabiegu, celem naprawienia tego balaganu w srodku. Poczatkowy entuzjazm w sprawie usuwania jajowodu mi opadl, zaczynaja sie watpliwosci typu, a co z hormonami, jak zredukowanie o polowe liczby jajnikow wplynie na gospodarke hormonalna? Pytanie pozostaje otwarte na jutro dla doktora.

zakochanaaw A może to pomoże? 20 listopada 2019, 18:43

Test owulacyjny pozytywny! Cudownie :)

W zetknięciu z lekarzami czuję się zagubiona jak dziecko we mgle...
Pierwszy lekarz do którego chodziłam od lat (prywatnie) zlecił nam zrobienie amh i badanie nasienia. Następnym krokiem byłoby skierowanie mnie na drożność. Po tym jak przedstawiłam mu wyniki męża umył ręce i powiedział, że mamy iść od razu do in victy... o skierowaniu na drożność już nic nie mówił. Powiedział, że "muszę sama zdecydować, kiedy chcę ją mieć". W międzyczasie byliśmy u androloga, też prywatnie. Zalecił nam wykonanie kompleksowych badań nasienia i powiedział, że mam zrobić tą drożność. Idę do ginekologa na nfz (nie była to moja pierwsza wizyta). Idę z infekcją intymną i przy okazji mówię o naszym problemie i zamierzam prosić o skierowanie na drożność. On powiedział, że robienie drożności jest bez sensu i że mamy iśc do in victy zrobić dna plemników i w zależności od wyników mamy robić inseminację lub in vitro... jeżeli chromatyna plemnikowa wyjdzie poniżej 15% to dopiero wtedy drożność, a jeżeli powyżej 15% badanie drożności byłoby bez sensu, od razu robiłby in vitro. Czytam Wasze historie i uważam, że drożność w naszym przypadku byłaby dobrym pomysłem. Dużo dziewczyn zaszło w ciążę po wykonaniu tego zabiegu. Nie wspomnę, że gdy wspomniałam o infekcji , nawet mnie nie obejrzał tylko od razu przepisał globulki! W gabinecie spędziłam dosłownie 7 minut.
Niestety mieszkam w małym mieście i nie mam dostępu do lepszych przychodni, a ten lekarz również przyjmuje w invikcie w większym mieście. Nie czuję wsparcia i chęci pomocy od lekarzy. Może gdybym chodziła do niego prywatnie to by inaczej mówił, ale z kolei mój pierwszy lekarz, do którego chodziłam prywatnie też umył ręce :( czy wy też musicie się zmierzyć w takim podejściem lekarzy do leczenia? Nie dość, że jest nam ciężko w tej walce, to jeszcze lekarze sprawiają, że ta walka jest jeszcze cięższa. Oczywiście, mogłabym wszystko robić prywatnie i byłoby super, ale niestety nie mamy na to pieniędzy... Próbuję jak najwięcej rzeczy załatwić na nfz, ale zderzam się wtedy z murem :(

Krycha Potrzeba pisania 1 listopada 2019, 14:25

Ten doktorek jest niesamowity. Nic, ze kazal czekac na siebie godzine, w koncu szef, to moze. To, co mi powiedzial, zabrzmialo miliard razy mniej strasznie niz sobie przez tydzien wkrecalam. Otoz ten jajowod jest do odratowania. Istnieje mozliwosc "odklejenia" operacyjnie, on osobiscie nie potrafi, ale da skierowanie do szpitala. Mam sobie tylko termin wybrac, jego zdaniem przed swietami lepiej nie, bo to chaotyczny czas i ktos moze byc na urlopie albo sie spieszyc, poza tym organizm potrzebuje przerwy po zabiegu. Siedze i mysle intensywnie, kiedy sie na ten stol klasc. W styczniu moze wypasc wyjazd do Polski. Z kolei teraz i tak juz tydzien na zwolnieniu jestem, musze isc do pracy i jakies pieniadze zarobic przed kolejna nieobecnoscia. A kazdy miesiac czekania, to dodatkowy miesiac z bolem i ryzyko brania zwolnienia na dzien czy dwa w razie okresu. Tak zle i tak niedobrze. Dzis raczej zadnej decyzji nie podejme. Grunt, ze jestem do naprawienia. Ale taki drobiazg jeszcze, czyli zrosty w zatoce Douglasa, od 2014 albo i dluzej tam sobie urzeduja. Przeciez to dziala jak wkladka antykoncepcyjna! Inseminacja, in vitro, natura, to wszystko nie mialo prawa sie udac. Moge sie bzykac na potege, nie bedzie z tego ciazy chocby nie wiem co. O tym doktor nic nie mowil, ale jak juz beda kroic, to moze i nimi sie zajma w szpitalu, trzeba tylko operatorowi podpowiedziec.
Pozostaje drobny niesmak, ze mimo tych zrostow, klinika w 2015 na dwie proby nas naciagnela. Mogli chociaz po wszyszkim wspomoc konskimi dawkami progesteronu, a nie leciec sztanca. Tego nie cofne, ale wiele sie wyjasnilo. Nieplodnosc idiopatyczna to tym razem znaczy endometrioza w zatoce Douglasa i teratozoozpermia.

anemic Wielkie chcenie ... 2 listopada 2019, 13:20

W srode miałyśmy szczepienie. Pielegniarka pomylila karty.
Szczepienie bylo odroczone, w ubiegłym tygodniu zadzwonilam do pielegniarki z pytaniem o termin, kazała dzwonic we.wtorek do rejestracji bo jej przez tydzien nie bedzie. Dziewczyny wiec mnie zapisały. W środę na szczepieniu mowi lekarka,ze szczepimy bexero, pytam woec dlaczeko nie najpierw odre, a ona mi,ze bylysmy szczepione 8,08. Zapalila mi sie lampka bo w sierpniu nie mialysmy szczepien. Prosze wiec o sprawdzenie karty, a tam okazuje sie,ze to Hanna, ale inna, starsza od mojej. Nogi mi soe ugiely. Lekarka probowala bronic pielegniarku,ze ja zadzwonilam w ostatniej chwili i,ze na recepcje. No rzeczywiście argument. Kazalam sobie od teraz wpisywac w książkę oprocz terminu, co za szczepienie. Hania wazy 9700, ok.76 cm

przedszkolanka:) Pamiętnik przedszkolanki. 2 listopada 2019, 07:44

Czas zabiegany pędzi,ciągle brak czasu. Ale nadrabiam co pamiętam ;)

Mamy 5 tygodni juz🥰🥰
Oluś waży 3750g💪💪 wszystko jest dobrze, mamy tylko alergię na krowie więc welcome to mleko kozie😁 13.11 mamy szczepienie...

Pogoda nam się zepsuła,ostatnie dni jesteśmy w domu. Wczoraj Oluś spał w wózku sporo i wieczorem budował (wciąż nie potrafię to przeorganizowac by spał te 3h jak na początku. Rytmu wciąż nie mamy,bo Oluś aktualnie łóżeczka nie lubi,zasypia tylko w hustawce lub w wózku. W nocy śpi z nami ostatnio ,dlatego je przeżyliśmy:D teraz odsypia wczorajszy wieczór haha ;D O,właśnie się budzi :D

Ja czułam wczoraj katar ale na szczęście nie mam póki co i obym nie miała! Ósemka dopiero zaczyna coś odpuszczać bardzo pomału.
Ja ćwiczę,mąż mi zniósł rowerek bym mogła się spocic haha. Jeszcze 1.5 tygodnia i Choda wraca :D
W wolnych chwilach też szyję,mam wene :D może w grudniu skuszę się na zamówienia jakieś ale zobaczymy bo nie chce się spinac i stresować później.

Póki co tyle,bo nie pamiętam już;p
Edit: kolek nie mamy!;) mamy za to świadome uśmiechy <3 Oluś chyba jest po skoku bo jest bardzo ciekawy,rozgląda się ,łapie w rączki np.smoka ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 listopada 2019, 08:19

anemic Wielkie chcenie ... 19 lutego 2018, 19:36

Dzisiaj mieliśmy badania prenatalne. Wszystko super.
W sumie to nie chce mi się opisywać wszystkiego. Wyniki Pappa będą w piątek. Też zrobili mi na NFZ. w piątek też mam wizytę u lekarki prowadzącej.
Aaaa - prawdopodobnie dziewczynka.

inaa Mama,Tata i ...? 3 grudnia 2018, 16:54

Oh .. dawno nie pisałam bo u nas kolorowo nie było...
Oczywiście cc się udała - Jagódka jest już z nami ponad 2 tygodnie.

Ciężko było - hormony, depresja, kompletny przewrót życia.
Z laktacją nie wyszło - w sumie wyszło, ale położna wybiła mnie w najgorszym momencie i ... stwierdziłam, że to p***.

Moje dziecko jest ogólnie cudowne <3. Tylko ja zepsuta byłam. Teraz powoli do siebie dochodzę.
Malutka to cały tatuś, nie ma nic po mnie hehe. Jest grzeczniutka , śpi i je ... tylko wieczorkiem ma jakieś 2 godzinki czuwania ... Ja natomiast jestem leniwa.. leże, nawet obiadu mi sie nie chce robić. Boże... codziennie boli mnie głowa, może zespół popunkcyjny?

Chciałabym tylko porządzić tak jak kiedyś, wyjść na jakieś zakupy we 3 ? Niby już byliśmy ale ja cała spięta zeby mała nie zaczeła płakać i te zakupy to 15 minut trwają :( . Spacer odpada bo ... smog taki huhuhu


Beta 603,9

przyrost 178 %

dobrze? 😳

Paulina Nessa Pamiętnik Nessy 3 listopada 2019, 11:44

?? Dc

Nie liczę dni. Oczywiście wiem mniej więcej w którym momencie cyklu jestem bo o tym zapomnieć nie idzie skoro przez ostatnie 2 lata ciągle na to patrzyłam.
2 lata.. od odstawienia anty, chociaż starania na poważnie (u mnie liczę je od momentu mierzenia temp i pierwszych badań hormonów) to 1,5 roku.. czas leci nieublagalnie. Przez ostatni czas mniej zajmowałam głowę rozmyślaniem o lekarzach, badaniach, ciąży a teraz im bliżej tej wizyty tym bardziej ta myśl krąży mi po głowie.
Nie mogę się jej doczekać ale zarazem boje się bardzo. Boje się, że nic nie ustalimy (a musze mieć plan działania żeby jakoś funkcjonować). Boje się obciążenia finansowego (oczywiście jak bardzo jest potrzebna gotowka to nic nie idzie tak jak powinno). Boje się tych badań przed procedura i całej procedury. Nie wiem jak ogarnę nowa prace z urlopami na wizyty a chorobowe z kliniki nie wchodzi w grę. No i przede wszystkim boje się, że to wszystko nie zakończy się tak jak byśmy chcieli.

Eh dziś mam jeden z tych depresyjnych dni.. może to ta pogoda a może po prostu zaczynam swirowac :/

fotures Nadzieja 17 listopada 2020, 21:22

Ciąża zakończona 16 listopada 2020


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 listopada 2020, 21:25

Kaśik 🍀 długoooo... terminowa 🍀 1 grudnia 2020, 20:10

32 DC
22 vs
Rocznica starań - 2 lata

Mimo "ustatkowania" myśli i pogodzenia się z długotrwałym brakiem ciąży czuję dziś, że jestem chyba w najgorszym z momentów w staraniach...
W zeszłym roku przeżywałam każdy okres, każdą minutę spóźnienia. Dziś monotonnie otwieram aplikacje, żeby wpisywać objawy, przeczucia, czytać posty... Dziś monotonnie robię testy w które chyba przestaje wierzyć.

I czuje się cholernie winna, czuje złość na siebie, czuje ból męża... A w moich marzeniach ciężko mi już wyobrazić sobie nasze dzieci, dziecko albo chociaż ciążę

Znajomi też już przestali nam życzyć powodzenia, teraz życzą nam dalekich podróży.

Tak, jest mi dziś cholernie źle.

29+3
Jak zwykle "człowiek mądry po szkodzie" chociaż nie wiem czy pasuje to stwierdzenie tutaj. Chociaż... Oczywiście mając świadomość, że zawsze winogron mi raczej "szkodził" na jelita, na sam wieczór poprzedniego dnia nażarłam się winogrona.
Nie wiele myśląc ogarnęłam się i poszłam się położyć, nagle poczułam taki ból brzucha - tak się wystraszyłam że myślałam, że już mam się szykować na IP. No ale coś mnie wzięło i poszłam do ubikacji.. poczułam całkowitą poprawę - wychodzi na to że to jelita - oby !! Bo naprawdę tak strasznie się zestresowałam, od razu sprawdziłam detektorem co u malutkiej, serduszko pięknie biło!! Rośnij zdrowa mój maluszku !! 🤞🤞✊✊
Do wizyty zostały 3 dni... Oby było wszystko z Tobą dobrze zostało nam lekko ponad 2 miesiące Twojego pobytu u mnie w brzuszku, a później się widzimy <3 :)

Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊


Wiadomość wyedytowana przez autora 4 listopada 2019, 01:25

22+0tc
Dziś zaczęliśmy 23 tc. AFP wyszło bardzo dobrze. 24 października mieliśmy połówkowe. 400 g zdrowego chłopczyka :) Szymcia , Szymonka, mojego syneczka. Kopie i robi dyskotekę w brzuchu ;) wczoraj miał chwilę gorszy dzień, tak jak i ja. Myslalam że chwyta mnie choroba... była mega osłabiona... I mały też mało się ruszał. Bałam się. Ale dzisiaj nadrabia:) wczoraj się wyspał i dziś szaleństwo:)

Dostaliśmy dwa wielkie wory ciuszków dla naszego chłopczyka. :) Cieszymy się ogromnie bo nie mieliśmy nic na chłopca;) kupiłam rożek, mamy wózek, lozeczko dostawne... powoli się szykujemy na przyjście na świat naszego wymarzonego dzieciątka💙 boję się o niego każdego dnia. Czekam już aż będzie z nami, cały i zdrowy...

Teraz mam zagwostkę... rodzić w Toruniu czy w Chełmży... są tu jakieś Torunianki ? :) doradzą ? Może ktoraś z Was rodziła, ma porównanie... ?

8.11 kolejna wizyta u dr Kipigrocha. Pewnie Szymcio ma już ponad pół kilo ;) oby rósł nadal tak zdrowo ;))
Trzymam kciuki za Was dziewczyny.... żebyście zobaczyly w końcu dwie kreski na teście i były w takim szoku jak ja :) tak z zaskoczenia:) dobrej nocy;)

Pinka. Piąty transfer 17 listopada 2019, 12:54

Chyba juz po "wszystkim". Krwawienie i bole ustapily. Nie wiem jak to mozliwe, ale chyba zaczynam akceptowac nasz stan bezdzietnosci. Nie placze juz po katach, nie rozmyslam za wiele. Byc moze oszukuje sama siebie, zyje pod przykrywka.. niedlugo swieta czas kiedy mialy sie urodzic blizniaczki i zarazem czas rodzin. Jak to wytrzymam?

Wczoraj po imprezie,moj małż w stanie nietrzezwosci ze lzami w oczach powiedzial, ze nasze dziecko byloby silne-po nas. Dogłebnie mnie to poruszylo, caly czas myslalam ze walcze o swoje dziecko. A to nieprawda, walcze o dziecko dla siebie i meza.

W poniedzialek ide do podobno bardzo dobregi lekarza, zobaczymy czy sie oczyscilam calkowicie. Byc moze tez cos nam doradzi?

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)