Dzięki Dziewczyny. Dobrze wiedzieć, że tyle osób za nas trzymać kciuki i się modli. Coś z tego na pewno działa, bo jestem trochę zaskoczona...my nadal w dwupaku, a planów na bliskie cc też nie ma🤔

USG było rano zlecone, zupełnie z zaskoczenia i po jego wynikach byłam pewna, że nas rozpakują dziś, ew. jutro i będzie bożonarodzeniowy bobasek. Mąż też jak tylko zobaczył w systemie moje wyniki to się spiął i wyszedł w razie czego wcześniej z pracy, a tu surprise...

Panie doktor stwierdziły, że wynik usg nie zmienia naszej sytuacji 😲
Na pytanie czy Mała jest w środku bezpieczna przy prawie braku wód, to p. dr stwierdziła że tak, szczególnie w tak wysokiej ciąży, dla nich zasadnicze znaczenie ma wynik ktg, a tu na razie nic złego nie widać. Zatem nadal się obserwujemy.
Na pytanie o sterydy na płucka, to usłyszałam, że podaje się je tylko w razie realnie zagrażającego wczesnego porodu, hmm🤔 a u nas to jeszcze nawet styczeń nie jest wykluczony. Cesarki też jeszcze nie planują 🤔
Mąż później poczytawszy internety też doszedł do wniosku że to jeszcze nie koniec świata, ale jednak już żyjemy trochę jak na szpilkach.

Ufam tut. lekarzom, przede wszystkim że mają praktykę w podobnych przypadkach i wiedza co robią.
Oczywiście mam obawy, czy na prawdę Malutka ma tak dobrze w środku.
- czy jej płucka się rozwijają skoro nie ma wody, czy może je "ćwiczyć"
- czy to nie jest źle, że zasadniczo nie czuje jej ruchów? Mała delikatnie kręci się tylko jak przyciskami pelotkę od ktg - chyba nie lubi jak ją coś dociska, a że prawie nie ma wód, to może ja to dodatkowo uwiera. Poza tym praktycznie nie czuje jej ruchów, o klasycznych 10/h mogę zapomnieć.. ale ponoć na ktg ruchy widać 🤷
- czy nie będzie miała problemów z ruchami, mięśniami itp. skoro tak mało się rusza, czy ona tam prostuje nóżki, rączki, bo ja tego nie czuję 😔
- czy nie grozi jej nagle niedotlenienie?
-czy.... ciągle mam jakieś obawy. Zwariować idzie, ale komuś trzeba ufać, a ja lekarzem nie jestem 🤷

~~~
@LenaAnna - dzięki za radę! Przestrogi prof. Czajkowskiego, Twój komentarz i research męża po amerykańskich serwisach skłonił nas jednak do zmiany zdania. Faktycznie skuteczność bardzo niepewna, a metoda w sferze badań raczej. Szkoda, że żadna z kliniki tego nie zaznacza, tylko wymienia hurtem obok innych.
Nie mamy worka💰💵 więc jak mamy w coś inwestować to faktycznie uznaliśmy, że pewniejsze będzie zamrożenie komórek jajowych. Lepsze ponoć mrożenie zarodków, ale jednak zarodków nie chcę mrozić, bo primo mąż ma słabe parametry więc nie ma szans na ekstraklasę, secundo nie chcę mieć świadomości że mam mrozaczki, po które być może nie wrócę bo uda się naturalnie.
Jeszcze nie wiem jaką klinikę wybierzemy, bo leczyliśmy się w Bocianie, ale oni nie mają oncofertility w pakiecie, więc jeszcze się zastanowimy, no i jeszcze jest cień szansy, że chemii nie będzie i w ogóle nie będzie konieczności takich działań.
Mam nadzieję, że ta decyzja jest dobra. A już poza wszystkim, to nie ma konieczności zgrania cc z kriokurierem. To też taki luz psychiczny chociaż tutaj.

PS. Mąż wyczytał też że jest kilka innych metod chroniących płodność w razie chemii typu specjalne leki. Za granicą na pewno, ciekawe czy w Pl w ogóle są znane i dostępne 🤔
Mam wrażenie że nie wyjdziemy długo ze sfery zastanawiania się i wątpliwości życiowych🙈

I na koniec - Kochane życzę Wam zdrowych i spokojnych Świąt. Byście spędziły je w gronie bliskich, serdecznych Wam osób i mimo wszystko, dzięki magii świąt, na chwilę zapomniały o smutkach, troskach.
Przede wszystkim, by każdej z Was w Nowym Roku spełniło się to jedno największe marzenie 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2019, 20:38

Nina30 Kiedy nadejdziesz 23 grudnia 2019, 19:03

3 dc
Moje dwie siostry z każdym dzieckiem zaliczyły wpadkę, mi się jakoś przez tyle lat nie udało. Nie szalałam z mężem może jakoś wybitnie, ale czasami się zdarzało . Od kiedy mąż powiedział że to czas na dziecko. Zaczęłam używać pasków owulacyjnym i wspomagam się mierzeniem temperatury. Moje wykresy są dość podobne, owulacje mam w podobnym okresie czasu. Temperatura ładnie idzie do góry, ciało daje znać a test owulacyjny pokazuje piękne dwie kreski. Lecz nic z tego nie ma, temperatura idzie w dół i przychodzi @. Jak na razie nie robiłam żadnych badań, na usg Ginekolog powiedział,że wszystko wyglada ładnie i jestem zdrowa kobieta. Mam jakieś złe przeczucia, że mój mąż powinien się zbadać. Lekarza ginekolog powiedział żeby najlepiej mąż wybrał się do urologa, ale on kręci tylko nosem. Już nie chce pisać jak wyglada nasz❤️. Bo kochamy się tylko gdy mam owulacje i to co drugi dzień bo codziennie to ja go za bardzo męczę, a potem tracę ochotę na ❤️.W ogóle czuje się ostatnio gruba, bo mi się troszkę przytyło, ja wiem że mój by chciał żebym schudła i czuje,że mu się nie podobam. Może dlatego nie mam takiej ochoty. On twierdzi że wyglądam dobrze, ale przy kłótni mówi żebym się wzięła za siebie.Mam ostatnio małe załamanie, może to dlatego że już minęło 6 miesiącu od kiedy się staramy. Warto wspomnieć, że tylko ja z całej naszej bliskiej rodziny nie mam dziecka, święta spędzam u siebie w domu z mężem, ale 29 mam chrzciny na które musimy iść bo nie wypada.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2019, 19:33

zakochanaaw A może to pomoże? 23 grudnia 2019, 20:25

Dziękuję dziewczyny ❤️❤️❤️
***
Dziś mój 18dc 5dpo
Boli mnie od dwóch dni podbrzusze tak okresowo, dziś mnie ciągną jajniki a ze 3 razy przy wstaniu tak mnie pociągnęły, że kucnęłam z bólu.
I boje się siebie, boje się bo mam przeczucie, że się udało... Myślę pozytywnie i tego się boję... Że jak przyjdzie @ to się podlamie... A nie chce tego... Będę walczyć ze sobą... Podtrzymuje mnie przy duchu w razie porażki fakt, że w mojej lękowej "kosmetycznce" czeka na mnie Clostilbegyt 🙂
Dziś się swojemu pochwaliłam, że w końcu cykl, że mnie piersi nie bolą jak zawsze i popołudniu już zaczęły delikatnie boleć 🤣
Ale to od Duphastonu pewnie 😝

Łatwo jest wierzyć, kiedy wszystko się układa. Łatwo jest wierzyć, kiedy odnosimy sukcesy, kiedy zdrowie nam dopisuje.
Ważne, by trwać mimo lęku, mimo tego, że los się dziś do mnie nie uśmiecha.
Zapraszać Boga do naszych problemów, upadków i niepokoju. On po to przychodzi na świat, by nieść nam Dobrą Nowinę. I czeka. Czeka na to, byśmy otworzyli Mu serca.
Już jutro przyjdzie na Ziemię.
Do tych miejsc, które są dla nas najtrudniejsze, które najbardziej bolą...
Wielu ludzi poszukuje Boga w spokoju i zadowoleniu życia, w bezlekowosci, w uśmiechu losu, dlatego uciekają od tego, co trudne, co niepokoi, co rodzi trwogę mrożącą krew w żyłach - ale nic bardziej zawodzącego. Bóg rodzi się w tym co najtrudniejsze.

zakochanaaw A może to pomoże? 23 grudnia 2019, 16:09

Każdej kobiecie na tym forum chciałbym życzyć z okazji świąt aby spełniły się nasze najskrytsze marzenia, aby życie stało się prostsze i wszystko poukładało się po naszej myśli ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2019, 20:05

WTOREK
beta z wczoraj 9dpt wynosi... 1.
Nie zero jak zawsze tylko 1... Coś drgnelo. I co teraz? Wiem że nic nie wiem...
Jutro zrobię powtórkę i się wyjaśni czy to biochemiczna czy baaaardzo pozna implantacja... Żałuję że nie poszłam 7dpt miałabym więcej informacji ale stchorzylam...

Dziewczyny życzę Wam Spokojnych Świat. Żebyśmy przetrwały ten trudny dla nas czas... 😘

2dc.

Pięknych, ciepłych i spokojnych Świąt 🎄🎅 I jak najmniej bolesnych pytań oraz życzeń. Ja życzę przede wszystkim, żeby udało Wam się odpocząć od tego wszystkiego i cieszyć się czasem spędzonym z najbliższymi! 👫

I stało się:-) dokumenty złożone :-) cieszę się:-) Cały dzień skręcało mnie w żołądku. Rano wkurzyli mnie w pracy. Chodziłam podekscytowana. Mam nadzieję że teraz ruszy wszystko do przodu. Machina ruszyła. Teraz już bez presji niech wszystko toczy się swoim rytmem. Bez żadnego planowania. Marcin powiedział dzisiaj do mnie że może nasze maleństwo gdzieś się właśnie rodzi... poczułam ciepło na serduchu. Odkąd wyszliśmy z ośrodka czuję spakuj.

aster Plan B. 23 grudnia 2019, 22:19

Jak dobrze jest mieć kupę roboty przy organizacji świąt. Myśli krążą gdzieś między choinką, sernikiem i uszkami i nie ma czasu, by zajmować ich własnym cyklem ;)
Nie mniej jednak tli się tam iskierka nadziei, że przyszły rok przyniesie upragnione szczęście... Tego sobie i Wam z całego serca na te Święta życzę :)

Byłam wczoraj u mojego ginekologa po skierowanie na HSG. Pokazałam mu wyniki męża - morfologia 2%. Powiedział, że w tym wypadku BEZWZGLĘDNIE invitro i to jak najszybciej, póki mam swoje jajeczka, bo mam już przecież 32 lata i nie ma na co czekać. A poza tym mam mięśniaka, który jest póki co mały, a jak urośnie to będzie problem nawet zrobić invitro... Pytałam się o inseminację. Powiedział, że w tym przypadku bez sensu ją robić. Pytałam się o naturalne starania. Powiedział, że w tym przypadku tylko invitro będzie szansą. Próbowałam drążyć temat, zwyczajnie porozmawiać, a on na to, że przecież mówi jakie jest rozwiązanie, a ja o innym metodach mówię, więc mam robić co chcę... Na koniec dostałam skierowanie, ale z pisemnym zaznaczeniem, że wydane jest na życzenie pacjenta. Ciekawe, czy to ma jakieś znaczenie. Generalnie wyszłam z płaczem i płakałam przez całą drogę do domu i w domu jeszcze też. Tak płakałam, że nie mogłam mówić :( Co więcej, jak nigdy na poczekalni same ciężarne, które rozmawiały o tym w jakich pozycjach rodzić, mama pokazywała córką usg swojego nienarodzonego dziecka i mówiła, o patrz, ma taki sam nosek jak ty. Zanim przeszłam do ginekologa czekałam w kolejce do położnej, a tam jakaś kobieta miała robione KTG i przez 20 min słuchałam bicia serca dziecka... A na koniec dowiaduję się, że nie mam co liczyć na "cud" naturalnego poczęcia i muszę szybko robić invitro bo zaraz może być już za późno...

6tc+2d, krwawienie (25 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)

Nie jest dobrze, wczoraj na chwilę się uspokoiło i tylko plamiłam, dzisiaj od rana intensywność jak przy okresie. Wstałam i poprostu poleciało.. Przy takich końskich dawkach progesteronu nie powinnam krwawić.. Do tego objawy ciążowe jakby zelżały, mdłości odpuszczają, w nocy wstałam na siku tylko raz, a nie jak ostatnio minimum 3x. Krwawienie + zmniejszające się objawy, nie wróżą nic dobrego. Mąż chce jechać do szpitala, ja nie chcę. Jeżeli coś jest nie tak, to nie chcę tego usłyszeć w Wigilię.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 grudnia 2019, 09:46

Kalejdoskop 🙈
- Wczoraj stres że jest źle, a po obchodzie okazuje się, że możemy jeszcze czekać. Uff...
- W nocy nie mogłam spać, bo wzmógł się lęk, czy na pewno Marysi jest w środku dobrze, czy nic jej nie dolega, czy nie lepiej byłoby jej już po drugiej stronie brzuszka...
- Rano na obchodzie była szefowa oddziału i mówi, że przepływy słabe, więc jesteśmy wstępnie umowieni na 30 grudnia... Ale jak to? Przecież wczoraj inne lekarki mówiły że mamy czas, że powinnyśmy dotrwać do Nowego Roku , a teraz tak nagle już w poniedziałek? 30-tego?

Głupi kalendarz, głupia ja, bo tak się nastawiłam na 2020 r. A przecież najważniejsze jest dobro Malutkiej.
Jeżeli odmówię cc, to mi zaproponują test oksytocynowy... Przynajmniej będzie namiastka naturalnego porodu😬
Wiele też zależy od ktg.

W pt. 27 grudnia będziemy pertraktować. Boże, mam nadzieję, że i lekarze i my podejmiemy dobre dla Malutkiej decyzję 😕😔


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 grudnia 2019, 10:35

Anuśla Musisz dać życiu szansę 24 grudnia 2019, 09:30

Dziewczęta w tym radosnym a jednak jak smutnym dla wielu z nas czasie, życzę nam spokoju ducha, wiary i blogoslawienstw. Modle sie za Was codziennie. Spokojnych świąt.

Drugie, wspaniałe staraczki,
Z okazji świąt życzę wam spełnienia pragnień. Abyście kolejne święta spędziły w powiększonym gronie.

Parę miesięcy temu dostałam od koleżanki bluzkę na urodziny. Elegancka, luźna... Stwierdziłam, że idealnie pod święta! Będę mogła pomieścić w niej okrągły, ciążowy brzuch. Dzisiaj popłakałam się, gdy znalazłam ta bluzkę w szafie. Nie tak miało być.

36+4
Co prawda nie tak wyobrażałam sobie święta ale dla mojej małej Robie wszystko.
Od niedzieli siedze w szpitalu, poki co do 27 grudnia.
W niedziele wieczorem pojechalam na ip z mokra wkladka, myslalam ze to saczace sie wody, na szczescie nie. Ale podczas robienia ktg, gdy przekrecilam sie na lewy bok, nagle na kilka sekund zaniklo tętno ktore bardzo szybko wróciło. No ale zdążyłam przejechac orzez porodowke - 2,5h ktg, bylo idealne, wiec prawdopodobnie mala musiala sie gdzies przesunąć. Pozniej polozyli mnie na patologie ciąży no i tak juz tu leżę. Szyjka krótka, ale bez przesady, rozwarcie jest ale nieduże. No ale lekarz chcial mnie zostawic chociaz zaznaczył ze moge sie wypisac na wlasne żądanie - ale nawet mi to przez myśl nie przeszło.. Zostaje do 3go. Dostaje nospe i luteine, jakos probuja ja jeszcze zatrzymac w brzuszku, aczkolwiek nospa i luteina to max mowia ze nic więcej nie beda robic bo w tym czasie mozna juz rodzic. Wierze ze moja mała poczeka jednak do tego 3go stycznia i da mi sie stawic do szpitala do mojej Pani doktor na cc. Chociaz staram sie w razie wu nastawic na cc jesscze w grudniu bo nigdy nic nie wiadomo.. Chcialabym miec ja przy sobie, ale tez chce zeby byla cala i zdrowa 🤞🤞✊✊ mała wazy juz ok 2900g.
Takze święta z mężem w szpitalu, a moje małe piesi samo w domu ( tak mi jej szkoda :()

Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊

ladypower Ładowanie Bąbla:) 8 września 2017, 12:21

8 wrzesień 2017

Mój prywatny czarny piątek. To właśnie dziś miałam zostać mamą. Łzy już mi uciekają od kilku dni. Wszystko wraca a tym samym, wzrasta niepokój o obecne maleństwo w brzuszku.Dziś myślami wspominam nie tylko swojego aniołka, ale również aniołka sióstr i wszystkie aniołki oraz mamy, które tęsknią za swoimi utraconymi maluszkami. W niebie jest już porządna brygada naszych pociech, niech się już więcej nie powiększa.

Mój Skarbie mama nigdy nie zapomni :*

TO MIAŁ BYĆ DZIEŃ JAK KAŻDY INNY

W sumie to nie wiem jak mam opisać ten dzień, bo pewnych rzeczy po prostu nie da się opisać słowami.

Dzień zaczynam jak zwykle.
6h30 telefon do szpitala jak minęła noc. Tradycyjnie ładnie spała jak zawsze.
Po telefonie przerwa na ściągnięcie pokarmu i jeszcze mała drzemka.

W ten dzień jest jeszcze u mnie mama. Przyjechała do nas na dwa tygodnie. Jutro już ma wracać. W planach są jeszcze poranne zakupy przed jej wyjazdem. W sklepie natykam się na smoczek „Sophie la girafe” Jakie cudo ♥️ Calutki z naturalnego kauczuku, cały nawet z zewnątrz! Odrazu go biorę Alicja napewno go pokocha!
W międzyczasie dzwonię jeszcze raz do szpitala.
Robimy szybki obiad i jedziemy do szpitala. Wiozę jej jeszcze lektor cd bo na nowym oddziale nie ma a ona tak lubi muzykę, ciuszki na zmianę, ściągnięte mleko i TEN smoczek.

Wchodząc do szpitala dzwoni mój telefon. Odbieram, po drugiej stronie lekarz pyta gdzie jestem, mówi że Alice „źle się poczuła” i przenieśli ją na reanimacje. Spotykamy się na korytarzu, prowadzi nas do sali by porozmawiać.
Wchodzę z mamą. Dowiaduje się że pielęgniarka po moim telefonie weszła do pokoju Alice i była sina, że próbowali zwiększyć tlen, dali jej maskę, nic to nie dało i musieli ją zaintubować...Słucham tego,nieeeeee nieee nie znowu respirator, jej płuca nie znoszą intubacji....
W międzyczasie mąż mi się dobija na telefon bo do niego też dzwonili.
Więcej lekarka nie wie, proponuje że zaprowadzi nas na odział reanimacyjny i tam na bierząco lekarze będą nas informować.
Następne spotkanie z lekarzem. Tu już oprócz słowa respirator dochodzi możliwe niedotlenienie mózgu..narządów..zatrzymało jej się serduszko kilka razy..
Pyta o męża czy może przyjechać.
Słucham ale w sumie to do mnie nie dociera, bo przecież już tyle przeszliśmy, już nie raz było źle, przecież z tego wyjdzie jak zawsze! Jaki mózg! Napewno jest wszystko dobrze!
Lekarz wraca do Alicji. Mówi że niedługo będę mogła do niej iść.
Dzwonię do męża, radzę mu żeby jednak przyjechał.

I czekamy...mamie próbuje przetłumaczyć rozmowę, choć bez znajomosci języka i tak wie że nie jest dobrze...
I czekamy...Boże ile to trwa?!
Nie wytrzymuje idę na korytarz może kogoś spotkam..i spotykam znajomą lekarkę..Pytam jak moja córka a ona przez pierwsze sekundy się tylko na mnie patrzy, nie wie co powiedzieć, w końcu wydusza z siebie że bardzo się martwią, że jest źle... Boże przecież ja jej smoczek przyniosłam, miała go wypróbować..tak się cieszyłam...(co za pierwsza myśl!)

W końcu możemy iść do pokoju.
Leży moja córeczka w łóżeczku, barierki spuszczone, rurka od respiratora w buzi, nie wiem czemu w sumie, może było łatwiej, szybciej?
Pełno maszyn znowu, grzeje ją kołdra elektryczna, kończyny ma sine, czujnik od saturacji ma przy uchu, na kończynach nie łapie, oczy lekko uchylone, zero kontaktu, brzuszek wielki napuchnięty, przód głowy ogolony, temperatura ciała 31 stopni....widok nie do opisania. Zreszta nikt nie chciałby widzieć swojego dziecka na miejscu mojego.
Przychodzi mąż.

Było zebranie lekarzy. Proszą nas na rozmowę.
Siadamy lekarzy 4, 3 pielęgniarki.
Próbuje dojść do tego co się stało, przecież wczoraj się bawiliśmy, cieszyłam się jak ładnie trzyma główkę.
Jak to możliwe? Co się stało w tym pokoju? Dlaczego była sina? Jak tak po prostu leżąc w łóżeczku można zsinieć? Czy pielęgniarka przyszła na czas? Dlaczego mnie tam nie było?!!!!
Teoria jest taka że miała atak nadciśnienia...tyle że ona robiła je tylko i wyłącznie jak była zaintubowana, bo walczyła z rurą w gardle, tak nigdy!
Mamy tych lekarzy na przeciwko siebie z grobową miną.
Też są zaskoczeni tą całą sytuacją, nikt się tego nie spodziewał.
Słowa które padają, to serce słabe, organy i mózg już nie działają..
Słuchamy.. mąż się nie odzywa ja w sumie też, nie wiem co powiedzieć. Jedynie co mi przychodzi na myśli to „To znaczy że co? że to już koniec?”
Przecież w domu wszystko gotowe, łóżeczko stoi jaki koniec?!
Tak to było pytanie retoryczne, to już jest koniec...
Wychodzimy z pokoju, mąż ledwie idzie, oparł się o mnie, ja jeszcze próbuje się trzymać, chyba jeszcze to wszystko do mnie nie dociera.
W pokoju mama czeka na nas z nadzieja w oczach...nadziei już nie ma.

Prosimy o księdza. Dostaje chrzest.

I teraz przyszedł czas by się pożegnać 😭

Wychodzimy na chwile. Po powrocie do pokoju Alice jest ubrana w ciuszki i leży na dużym dorosłym łóżku.

(Nie wiem czy dobrze że ja to wszystko pisze o tej godzinie spać nie będę mogła.. )

Kładziemy się z mężem obok niej, przytulamy, łzy lecą strumieniami.
Patrzę na monitor akcja serca spada.. mamy 50...60..30...0... i znowu 50,70 i tak w kółko. Lekarka każe mi się nie patrzeć w ten monitor że ona mi powie KIEDY ale i jak się patrzę...i po kilku minutach .................nie ma już nic......
Jest 18h35
To miał być dzień jak każdy inny...


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2020, 23:59

26dc

Nie będę pisala nic o cyklu, bo nie taki mam zamiar.
Miałam dzisiaj nad ranem dziwny sen. W tym snie byłam na święta u rodzicow. Zostałam w nim "złamana" przez rodzeństwo.
Tak złamana... przez jedną rzecz, prezent od męża, która przyszla na adres rodziców izostała otwarta p[rzez siostrę, choć zaadresowanebyło na mnie.
Zniszczyłam to co stanęło mi na drodze - jakies rzeczy, co ją zdenerwowało. Krzyczałam, wszystko z siebie wyrzuciłam.
Chciałam , aby się poczuła tak jak ja. I zrobiłam tak. Wykrzyczałam co zrobili mi, że zostawili nie oglądając ani nie patrząc na nikogo, jak zrobili ze mnie wręcz więźnia bo byłam skazana na opieke / czułam wręcz odpowiedzialność za babcie. Bo jak nie ja to kto?! Wygarnęłam wszystko co mnie dusiło, (łzy same mi płynęły) przez co przechodzę w związku z chorobami, co mnie tłamsiło od dawna.
A ona tylko patrzyła ,a na koniec popłakała się bo chciałą wręcz uciec, a ja ją osaczyłam. Siedziała na krześle , a ja jej nie puściłam. Ona była jedna, lecz czułam jakbym na ich wszystkich krzyczała, ze to co zrobili jest pełne egoizmu, materializmu, braku empatii- w sumie zadnego uczucia z ich strony !
Zaraz to minęło, bo obudziłam się, i choć krótki sen to dobrze się poczułam. Nie widuje nikogo z nich , czasami jedynie mijamy się raz na rok gdzies pod domem , nie patrząc na siebie. 0 kontaktu,0 zainteresowanie z ich strony.

Wszystkim życzę Wesołych Świąt i oby nadchodzący rok skończył się nie tylko II kreskami , ale i małym cudem na rękach :)

Za pół godziny zacznie się Pasterka... W tym roku będzie mnie i Malutką reprezentował mąż (hmm...za rok chyba też 😉). Dziwne święta. Ja w szpitalnej sali, mąż sam w mieszkaniu, nasza tradycyjna wigilia bez nas jakieś 350 km stąd.

Rozkleiłam się tylko na moment gdy schowani są szpitalną choinka przełamaliśmy się z mezem opłatkiem. Już prawie we troje...

Nie chcę żeby mnie ktokolwiek źle zrozumiał, ale te Święta mimo barszczu instant w kubku zamiast barszczu z uszkami, mimo placków ziemniaczanych z mikrofali zamiast pierogów, mimo humusa zamiast kapusty z grzybami, mimo sałatki warzywnej z Lisnera zamiast tradycyjnej, mimo ryby parowanej i ryby w galarecie zamiast smażonego karpia i mimo zbyt słodkiego niedającego się pić suszu zamiast ulubionego suszu mojej mamy, mimo szpitalnej sali zamiast rodzinnej jadalni i kolęd Mazowsza w tle...mimo wszystko były mniej (w zasadzie w ogóle) depresyjne niż 5 poprzednich świat podczas których tylko marzyłam by już minęły. Mam nadzieję, że takie święta już są tylko przeszłością.

... prawie - zaczynam się bać czy Malutka będzie zdrowa, czy dojdę do siebie po cc, czy sobie poradzę z obsługą Małego Ludka,
czy Marysia mnie polubi, czy będę ją kochać za to że po prostu jest, czy będę dla niej dobrą matką ... Czyżby pre baby blues?🙄

To już tuż tuż 🤗😬😮☺️ nie mogę uwierzyć...

Edit: pamiętnik Wilgi, wpis z 19 grudnia 2019 - o in vitro i spowiedzi. Zapisuję, bo być może kiedyś będę potrzebowała wrócić do tego wpisu, by podjąć właściwe decyzje. No i polecam wierzącym członkom Kk. myślącym o in vitro.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 grudnia 2019, 13:20

ladypower Ładowanie Bąbla:) 15 września 2017, 13:48

14 tydzień 5 dzień

Dziś wizyta u gin. Mam stresa.... w nocy śniły mi się koszmary i co chwile się budziłam. Eh... jako ciężarówka ciągle żyję w strachu o maluszka. Zrobiłam badania, wyglądają dość dobrze, ale ginka oceni.

Dziś nie było wymiotów ale dzień się jeszcze nie skończy....dalej jestem wrażliwa na zapachy, a od wczoraj mam ból głowy. Bardzo rzadko miewam bóle głowy, a ten jest taki podobny jak ma zawitać do mnie przeziębienie...Zobaczymy, oby nie.Profilaktycznie uruchomiłam cytrynkę, herbatkę i syropek malinowy. Ubieram się ciepło tzn odpowiednio do pogody.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)