8+6, waga 56,9 kg.

Wiosna nadeszła. 5 dni do zmiany czasu.

W piątek byliśmy na wizycie. Wg apki był to 8+3, a z wielkości Dzieciaczka Pani Doktor stwierdziła, że 8+4 :) Tygrysek ma 2,03 cm (normalnie jak 2/3 mojego małego palca u dłoni!!!) i serce jak dzwon: 176 uderzeń na minutę :) Gdy Pani Doktor puściła go na głos na chwilę, to niespodziewanie z prawego oka popłynęła sobie łza i kątem oka dostrzegłam też iskierki radości w oczach Mężusia. Na zdjęciu Tygryska wydaje się, że widać rączki - takie malutkie przyczepy w górnej części tułowia :)

Po tych emocjach pomyślałam sobie "No chyba jesteśmy normalni!" - wcześniej ciężko mi było czuć radość, wdzięczność czy choćby uśmiechnąć się na myśl, że jestem w ciąży, że się udało. Mężuś zrzucił to na karb in vitro, że ono wypiera z romantyzmu, z zaskoczenia i może ten cudaczny spokój jest nam tak bardzo potrzebny po roller coasterze emocjonalnym.
Mogę schodzić z progesteronu, lekarz zaproponowała odstawienie crinone i pozostanie przy dupku - ale jak usłyszała historię o odbijaniu się i problemach z przyjmowaniem tabletek, stwierdziła, że odstawiamy dupka, a zostajemy przy crinone. Powiedziała, że chyba coś kombinowałam z dietą, bo morfologia delikatnie spadła i żebym zaczęła jeść "Buraki" - 😞 - "Nie lubi Pani?" - "Uwielbiam, ale aktualnie jestem na nie obrażona" - "No dobrze, zatem szpinak, jarmuż i sprawdźmy tarczycę - zdrowa, więc może Pani jeszcze jeść brokuły". Powiedziała, że do tej pory zalecała spacery po lesie, ale biorąc pod uwagę rozwój sytuacji, to nakazuje mi i Mężowi siedzenie w mieszkaniu i nie wychodzenie nigdzie. I że z tego powodu kolejna wizyta za miesiąc. Nic się nie dzieje, a w razie gdyby coś się działo - jesteśmy na telefonie, ale nie ma sensu narażać mnie na to gówno, które krąży, bo tak naprawdę nie wiadomo, jaki będzie miało wpływ u mnie. Ah, jeszcze - torbiel z poprzedniego usg - ma 5 cm, ale już się zapada i zakazała się tym przejmować. No i generalnie powiedziała, że przewiduje u nas scenariusz włoski, bo ludzie nadal chodzą po ulicach.

Mała nieprzyjemność spotkała mnie ze strony położnych. To była moja pierwsza wizyta, taka w pełni ciążowa, nie wiedziałam, jak to wygląda. Weszłam do położnych - myślałam, że na ważenie i mierzenie ciśnienia. W kolejce do położnych czekałam 20 minut, przez to lekarz czekał na mnie!!! Już byłam lekko zniecierpliwiona obsuwą, weszłam od razu na wagę. Pani Starsza pyta: "Wyniki badań poproszę!" - "Jakich badań?" - "Tych, które miała Pani zlecone na ostatniej wizycie." - "Wysłałam skan do rejestracji, otrzymałam odpowiedź, że są podpięte pod moją kartę pacjenta" - "Owszem, jeśli tak Pani powiedziano, tak zapewne jest, ale my nie mamy do nich podglądu" - "Nie jest to moją winą, a Pani wybaczy nie mam przy sobie telefonu /został u Mężusia/ ani komputera" - "No różnie pacjentki robią, czasem przychodzą do nas z komputerami, wyniki badań poproszę" - "Przed chwilą Pani powiedziałam, że ich nie mam oraz, gdzie one są /5 metrów dalej/" - "Kartę ciąży poproszę" - "Jest u Męża" - "To jest PANI DOKUMENT, PANI SIĘ NIE MOŻE Z NIM ROZSTAWAĆ" - "Mąż jest w poczekalni i to on trzyma wszystkie rzeczy" - "PANI TO MUSI MIEĆ ZAWSZE PRZY SOBIE". [Ja pierdziu, jeśli tak wygląda niewyprowadzanie ciężarnych z równowagi w klinice leczenia niepłodności, to ja dziękuję serdecznie]. Wyszłam, przyniosłam kartę ciąży. "My musimy zawsze wyniki badań wpisać do systemu i do karty ciąży, do szpitala jak Pani pojedzie, to nikt nie będzie do komórki zaglądał, tylko papier się liczy". W tym momencie młodsza położna wyszła do rejestracji po wydruk moich badań. Ponieważ i tak czekałyśmy, to pytam, czy możemy zmierzyć ciśnienie w międzyczasie - "Nie, wszystko zrobimy po kolei". No cóż, wyjaśniła się kwestia kolejek do gabinetu położonych. Pani młodsza przyniosła badania, spisały je, zmierzono mi ciśnienie - o dziwo wyszło w normie. Wyszłam bez do widzenia. O ja pier.olę.

Na szczęście już wizyta u lekarza przebiegła w super atmosferze - generalnie życzę każdemu takiego kontaktu, takiej chemii w stosunku pacjent-lekarz. Z każdej specjalności.

Powrót zajął nam znacznie więcej czasu niż normalnie. Musieliśmy zatrzymywać się 3 razy, bo bardzo źle znosiłam podróż. Pierwszy raz był spoko, woda do picia, miętusek, woda na czoło, poczekaliśmy, jedziemy dalej. Drugi raz - dłuższy postój. Guma do żucia, woda, woda na czoło, pogawędka. Trzeci raz to było - "ZJEŻDŻAJ!!!" [zjechał na parking i chce zaparkować] - "STOP! STOP! STOP!" - w międzyczasie odpięłam pas i wyszłam z samochodu, tak, jak jechałam - bez czapki, z rozwiązanymi butami, bez szalika i bez bluzy żadnej, usiadłam na krawężniku, tzw. gołą dupą, bo nie miałam kurtki przecież, a spodnie i bielizna przy takiej aurze, to trochę właśnie taka "goła dupa". Mężuś zaparkował, w tym czasie jakaś kobieta zapytała, czy może mi pomóc. Musiałam wyglądać strasznie. Odpowiedziałam tylko "Mąż zaraz...", a ona na to "W razie czego pracownicy stacji też pomogą" - kiwałam tylko głową i sobie myślałam "Jak ja niby mam przejść te 10 metrów?". Mężuś nadszedł z kurtką, czapką i szalikiem. Ubrał mnie. Zaprowadził do auta i tak sobie siedzieliśmy z otwartymi na rozstrzał drzwiami, co by mnie porządnie przewietrzyło. Pooddychałam, wypiłam herbatkę, wodę, zjadłam kanapeczkę (z przerwą na łzy spowodowane brakiem musztardy 🤦‍♀️), kilka miętusków, znowu woda. Powrót normalnych kolorków na twarz i mogliśmy jechać. Cały dzień (wizyta była z samego rana) odpoczywałam po tej podroży, załapałam dwie dwugodzinne drzemki. Cieszę się, że następna wizyta za miesiąc. Kilka dni przed jestem zapisana na prenatalne - uprzedzono nas, że jeśli sytuacja będzie się utrzymywać, to na prenatalne bez osób towarzyszących. Spoko - jak lekarz pozwoli połączę się z gabinetu z Mężusiem na telefon, żeby mógł sobie słuchać.

Trochę mogę wrócić do kuchni i gotować. Niezbyt dużo i niecodziennie, ale rosół ugotuję. Nawet makaron ostatnio robiłam domowy. W ramach ograniczania pszenicy - z mąki jaglanej. Smak - zmiana niewyczuwalna. W nabiale zaczynają dominować żółte, twarde sery. I uwaga - w ciągu trzech dni zjadłam kilka różyczek brokuła i awokado!!! No jestem przedumna, bo to taaaakie ilości warzyw, że hej!!! Mieliśmy też z Tygryskiem kilka całkiem dobrych dni, kiedy np. tylko troszkę bolał mnie brzuch, albo tylko godzinkę bolały mnie zęby/dziąsła, albo kręgosłup bolał tylko popołudniu. Takie dni zaliczam do dobrych. Udało mi się 3 noce pod rząd nie podjadać sucharków w łóżku!!! I w nocy wstaję tylko 2 razy (początkowo było to 4-5 krotnie!). Jak skończę odliczanie do zmiany czasu, zacznę odliczanie do końca pierwszego trymestru - szybciej pójdzie, a mi będzie łatwiej.

Kosmopolitka Rodzinka - marzenie 22 grudnia 2019, 22:41

25 dc
Ciagle analizuję czy możliwe jest, ze jestem w ciazy. W tym miesiącu wyjątkowo pozwoliliśmy sobie na seks bez zabezpieczeń aż do 11 dnia cyklu, mój cykl trwa zazwyczaj 31 dni. Owulacja zazwyczaj Ok 16-17 dzień. Na 3 dni przed okresem miałam plamienia. Potem plamienie w 18 dniu cyklu i teraz obserwuje raz na kilka dni różowy śluz w toalecie. Tak było mniej więcej w cyklu, w którym zaszłam w ciąże. Tylko wtedy pierwsze plamienie zgadzałoby się z okresem implantacji, a w tym cyklu jeśli to implantacją to owulacja musiałaby być o wiele wcześniej niż zazwyczaj.
Może to nie ciaza, a rozregulowane hormony? Tylko ze nigdy mi się nie zdarzało plamienie w środku cyklu. Mam powód to rozmyślań na święta🙄 czekam na okres.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2019, 22:44

s1985 walcząc 25 września 2017, 00:37

Ciąża rozpoczęta 13 listopada 2017

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 28 kwietnia 2020, 09:11

Dziewczyny, chyba zaczynają się u mnie pierwsze "dolegliwości". cieszy mnie to, bo dzięki temu mam poczucie że wszystko jest ok. od kilku dni pobolewala mnie głowa, co zdarzało mi się bardzo rzadko. Dzisiaj usiadłam do pracy od 8 i że tak powiem jeździ mi w głowie i jestem mega zmęczona, pomimo że wstałam już o 6 wyspana. Dzisiaj raczej pracuję na lajcie, uprzedzałam wczoraj szefa, że mam migrene od kilku dni i może wezmę uż, ale nie bardzo chcę wykorzystywać urlop. Wezmę się za coś prostego, co by nie narobić błędów.
ale te zawroty głowy są nawet śmieszne, wszystko jest dobrze i nagle zjazd ;)
wczoraj zastrzyk z Neoparinu bolał strasznie, ale o dziwo nie ma po nim nawet śladu :)
po Encortonie trochę mi niedobrze, ale robię pod niego dobry podkład, żeby nie zaszkodził na żołądek.
Zaliczyłam już pierwsze "cofki" jedzenia, ale bez wymiotów, więc luzik:)

czekam z niecierpliwością na telewizyte.
postanowiłam też, że jeszcze jutro zbadam bete- dla własnego spokoju.
może lekarka zleci coś jeszcze, tarczyce czy coś :) dawno nie robiłam ogólnej morfo, może też trzeba będzie zrobić.
wczoraj trochę mocniej pobolewał mnie brzuch, ale to raczej jajniki były - wzięłam magnez i przeszło :)

jakaś taka jestem spokojna. nie spinam się. co będzie to będzie, ale marzę sobie po cichu, że wszystko będzie dobrze :)

edit
już po telewizycie.
bete mam zbadać w czwartek. jak będzie ok to pierwsze usg za 10 dni :)
przychodnia odradza zażywanie encortonu z uwagi na wirusa. pozostawiła to do mojej decyzji. powiedziałam, że chce go zostawić. mam nadzieję, że nie będzie problemu z receptą na kolejne opakowania:/ jakoś się załatwi w razie jakby co :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 kwietnia 2020, 11:55

Niedziela 24 dc

I tak sobie żyję pomalutku, mijają minuty, godziny, dni. W sumie całkiem przyjemny ten grudzień. Wierzę w jego magiczny czas.

Zabieg był 1,5 tygodnia temu w środę. Doszłam do siebie po nim w ciągu 3 dni, plamienia trwały 8 dni. Teraz czysto. Przyjmuję od następnego dnia po histeroskopii estrofem w dawce 2 mg i luteine 2x2. Miesiączka powinna się pojawić w czwartek-piątek. Ciekawe te dni oczekiwania, bo... nie wyczekuje niczego innego jak miesiączki. Zastanawiam się jaka ona bedzie, czy będzie inna niż te które pamiętam? Czy zabieg i usunięcie zrostu coś w tej materii zmieniło? Póki co obserwuje siebie i swoje dolegliwości. Porównuję z poprzednimi miesiącami. Pms pojawił się jak zwykle, są bóle piersi, zwiększony apetyt też jest, ale bólu podbrzusza ani bólu krzyża nie odczuwam. Może to powodował ten zrost. Zobaczę w kolejnych miesiącach... Ale w pamięci i pamiętniku odnotowane.

W dalszym ciągu bez seksu, już miesiąc w sumie... I wiecie co? Jakoś mi bez niego jest nadzwyczaj dobrze. Mąż przed snem mnie przytula, glaszcze po głowie i plecach, uspokaja. Wyciszam się, nie myślę o tym czy nie powinniśmy dziś się kochać bo np już nie było seksu 2 czy 3 dni. Powoli dojrzewa we mnie chęć i namiętność w kierunku własnego męża. W teorii możemy się już kochać, bo wszystko się ustabilizowało, a w praktyce czekam, aż zadecyduje o tym kiedy to się wydarzy, nasz pierwotny instynkt pożądania.

Już za kilka dni gwiazdka i Święta, więc życzę sobie i mojemu mężowi aby to była Nasza ostatnia gwiazdka we dwójkę. Niech kolejna będzie już z dzieckiem albo zdejmij ze mnie o losie chęć posiadania potomstwa i natchnij innymi marzeniami. Takie moje życzenie na święta i nowy 2020 rok.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2019, 23:22

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 23 grudnia 2019, 08:19

dzisiaj obudziłam się z okropnym uczuciem. Że jeżeli jakaś mała istotka we mnie żyła, to właśnie przestała. w dwóch przypadkach to było trafione. mam nadzieję, że nie tym razem. zawsze budzi mnie wtedy straszny pisk w uszach. mówiłam o tym lekarzom, ale do tej pory żaden nic sobie z tego nie robił. czekam już tylko na jedwn wynik. zadzwonię dzisiaj do przychodni, może już na mnie czeka?

Stefffcia88 Tu i teraz! 23 grudnia 2019, 10:44

29 dc @ jeszcze brak. Pewnie się cholernica spóźni.

Z perspektywy tego cyklu wiem, ze wysoki poziom progesteronu po owulacji wpływa w moim przypadku na bolesność piersi, ciężkość nóg, poziom zmęczenia, nudności... może to bardzo zmylić, ale to niestety nie objaw ciąży.

Na przyszła owulacje zarezerwowałam już hotel :) na szczęście wypadnie w okolicach weekendu wiec można sobie pozwolić na krótki wspólny wyjazd :)

Afi 2cm. Wody tylko w jednym miejscu.
Pępowina koło szyjki dziecka.
Jedyne prawidłowe przepływy to miednicowe prawe.
Przepływy łożyskowe nieprawidłowe w 96%.
(Chyba tydzień temu jakis konował robił mi to usg. Aż się boję jaką wagę ma Malutka)
Teraz odbębniam 1h ktg, a później mam nadzieję, że złapię lekarzy by porozmawiać jakie rokowania i jakie plany, bo 7 stycznia to już chyba odpłynął w siną dal...
😰
Boże, byle Marysia była zdrowa 😔

26 grudnia ostatni wpis, o rany dłuuuugo mnie nie było. Nie mam kiedy, nawet jak chciałam to po 12 godzinach w pracy nie mam siły na nic. Podczytuje tylko moje forum, czasem sie udziele. Czytam ale czasem nie ogarniam co u kogo, pogubiłam się. Jak człowiek sam juz nie działa to wiele rzeczy zapomina łapie się na tym że już nie wiem i nie rozumiem o czym dziewczyny piszą. Za wszystkie dziewczyny trzymam kciuki, każdą porażkę przeżywam jak swoją. Radościami dzielę sie z mężem. On też się wkręcił w moje forum, pyta często co u dziewczyn. Tak bardzo bym chciała by dziewczynom się udało <3
Co u nas? Właściwie wszystko dobrze (pomijając pracę).
Nareszcie mamy komplet dokumentów do ośrodka adopcyjnego. Długo to trwało ale mamy wszystko. Chciałam poczekać do 01 lutego by dostać zaświadczenie o zarobkach. W grudniu i styczniu była dodatkowa kasa, chciałam by się wliczyła w zaświadczenie. Weekend spędziliśmy na pisaniu wniosku do ośrodka i naszych życiorysów. Ciężko jest napisać wniosek z motywacją dlaczego chcemy adoptować dziecko. Chcemy być rodzicami, co jeszcze można napisać? Pragniemy małej istoty w domu. Chcemy o nia dbać, kochać ją. Było ciężko ale się udało, oczywiście napisałam ja. Marcin tylko zaakceptował. Powiedział jednak że nie ujął by tego lepiej. To było miłe z jego strony. Wyszło mi trochę emocjonalnie. Nie wiem czy o dobrze. Pisałam prosto z serca tak jak czuje. Najgorsze było napisanie życiorysu. Ciężka sprawa ale daliśmy radę. Ja się oczywiście rozpisałam a Marcin był mniej wylewny. Planujemy jechać we wtorek i zawieść całą naszą teczkę. Oczywiście jak w pracy pozwolą mi wyjść wcześniej. Jakie planujemy nie nie nie nic nie planujemy. Po prostu jak wszystko ułoży się po mojej myśli to pojedziemy we wtorek :-) Ruszy machina do przodu - mam nadzieję.

Anuśla Musisz dać życiu szansę 30 kwietnia 2020, 07:44

7+4
Dzisiaj pierwszy raz zaliczyłam porcelane. Po 2 tygodniach mdłości musiało to w końcu nadejść. Zjadlam banana i go zwróciłam, ale nie przez banana, tylko brokula. Mam odrzut od wszystkiego, ale największym wstretem napawaja mnie brokuly. Nie wiem czemu rano, po zjedzeniu banana pomyslalam o brokule. Ledwo zdążyłam dobiec do kibla. Tak że wszystko jest bleee. Nie ma rzeczy która mi smakuje i na która mam ochotę. Nie ma nawet napoju który mi smakuje. I tu rozumiem Krasi w niecheci do polykania tabletek.
Poza tym samopoczucie w skali 1-10: -1. Rano czuje kaca giganta. Poty, slabo, kołatanie serca. Mdłości i ssanie w żołądku przez cały dzień. Nie mam siły ani medytować, ani modlić sie, ani czytać książek. Leżę więc i gapie sie w okno. Z okna mam widok na las, już zielony i bujny, więc to moja jedyna pociecha.
Wczoraj byłam u chirurga naczyniowego. Zbadał dopplerem naczyniaka. Złapał sie za głowę, że ktoś mi robił na to skleroterapie. Nie robi sie skleroterapii na naczyniakach! Chciał koniecznie znać nazwisko inteligenta, ale to było 6 lat temu, nie pamietam już. Wiem, że zapłaciłam 700 zl, a po trzecim zabiegu laskawie mnie poinformował, że to naczyniak, nie zylak i on nie pomoże...
Mam w zyle zakrzep. Nie wiadomo czy od ciąży, czy od skleroterapii, czy był już od dawna. Naczyniaka mam od 11 roku życia, więc nie wiadomo. Ponieważ mam zakrzep i inne problemy z krzepnieciem jak mutacje mthfr, pai i niedobór białka s, on proponuje zwiększenie heparyny do 60. I mam zrobić badanie d dimerow. Jeśli wyjdą więcej niż 1000 to nawet 2 zastrzyki z heparyny.
Trochę sie tego boje, że zacznę krwawic po takiej dawce. Z jednej strony naczyniak przestał bolec jak reka odjal po heparynie (działa!). Z drugiej, w zyle jest zakrzep. Zobaczymy co powie ginekolog.
Pytałam o refundacje. Powiedział, że z tym jest sytuacja przedziwna jak wszystko w naszym nfz. Clexane jest refundowany przy zakrzepach żył głębokich. Ja mam zakrzep powierzchniowych. No i jeszcze inne problemy z krzepliwoscia. Ponieważ musze brać heparyne do końca ciąży, jego zdaniem nalezy mi sie refundacja. Zobaczymy jak do tego podejdzie gin, bo może sie bedzie bał wystawic receptę z refundacja - są za to duże kary. Jeśli się bedzie bał to mam napisac podanie o refundacje do nfz, z zalaczeniem dokumentów medycznych. Ponoć większości sie zgadzaja na refundacje. Dlaczego? Nie jest to tani lek i może mnie nie być na niego stać. Przestanę go brać i konsekwencje mogą być poważne. Wtedy będę się sądzić, a sadzenie nikomu na reke nie jest. Kolejne kuriozum nfz, na listy z podaniami odpowiadaja urzednicy, którzy nie sa lekarzami. W jakim kraju my żyjemy?
Na zakończenie wizyty tak się jebłam kolanem w biurko, że dzisiaj nawet do rzygania nie mogłam kleknac. Takie to przygody.
Wizyta u gina w poniedziałek. Boje sie. Bardzo się boję. Ale przecież mam się nie bać! Jezus powtarzał: Nie bój się, tylko wierz.
No wiec wierzę, że jesteś tam Okruszku:**
Ps. Mam zagwoche zwiazana z estrofemem. W tym tygodniu zaczęłam już schodzic z 3x1 do 2x1, ale, cholera, skończy mi się w sobote. Jak wezmę 1 w sobote i 1 w niedziele to będzie ok? W poniedziałek już mam wizytę. Boję się trochę zmniejszac, bo jak się podchodzilo do crio na cyklu sztucznym to estrofem jest dla podtrzymania ciąży. Ale jedna tabletka w te czy we wte. Hmm a mozeby sie wcisnąć na wizyte w piątek? Co myślicie?
Ps 2. Właśnie odebrałam wynik badania moczu i dość liczne bakterie. Wymagany posiew. Czy mam się bać?


Wiadomość wyedytowana przez autora 30 kwietnia 2020, 08:15

Dzięki Dziewczyny. Dobrze wiedzieć, że tyle osób za nas trzymać kciuki i się modli. Coś z tego na pewno działa, bo jestem trochę zaskoczona...my nadal w dwupaku, a planów na bliskie cc też nie ma🤔

USG było rano zlecone, zupełnie z zaskoczenia i po jego wynikach byłam pewna, że nas rozpakują dziś, ew. jutro i będzie bożonarodzeniowy bobasek. Mąż też jak tylko zobaczył w systemie moje wyniki to się spiął i wyszedł w razie czego wcześniej z pracy, a tu surprise...

Panie doktor stwierdziły, że wynik usg nie zmienia naszej sytuacji 😲
Na pytanie czy Mała jest w środku bezpieczna przy prawie braku wód, to p. dr stwierdziła że tak, szczególnie w tak wysokiej ciąży, dla nich zasadnicze znaczenie ma wynik ktg, a tu na razie nic złego nie widać. Zatem nadal się obserwujemy.
Na pytanie o sterydy na płucka, to usłyszałam, że podaje się je tylko w razie realnie zagrażającego wczesnego porodu, hmm🤔 a u nas to jeszcze nawet styczeń nie jest wykluczony. Cesarki też jeszcze nie planują 🤔
Mąż później poczytawszy internety też doszedł do wniosku że to jeszcze nie koniec świata, ale jednak już żyjemy trochę jak na szpilkach.

Ufam tut. lekarzom, przede wszystkim że mają praktykę w podobnych przypadkach i wiedza co robią.
Oczywiście mam obawy, czy na prawdę Malutka ma tak dobrze w środku.
- czy jej płucka się rozwijają skoro nie ma wody, czy może je "ćwiczyć"
- czy to nie jest źle, że zasadniczo nie czuje jej ruchów? Mała delikatnie kręci się tylko jak przyciskami pelotkę od ktg - chyba nie lubi jak ją coś dociska, a że prawie nie ma wód, to może ja to dodatkowo uwiera. Poza tym praktycznie nie czuje jej ruchów, o klasycznych 10/h mogę zapomnieć.. ale ponoć na ktg ruchy widać 🤷
- czy nie będzie miała problemów z ruchami, mięśniami itp. skoro tak mało się rusza, czy ona tam prostuje nóżki, rączki, bo ja tego nie czuję 😔
- czy nie grozi jej nagle niedotlenienie?
-czy.... ciągle mam jakieś obawy. Zwariować idzie, ale komuś trzeba ufać, a ja lekarzem nie jestem 🤷

~~~
@LenaAnna - dzięki za radę! Przestrogi prof. Czajkowskiego, Twój komentarz i research męża po amerykańskich serwisach skłonił nas jednak do zmiany zdania. Faktycznie skuteczność bardzo niepewna, a metoda w sferze badań raczej. Szkoda, że żadna z kliniki tego nie zaznacza, tylko wymienia hurtem obok innych.
Nie mamy worka💰💵 więc jak mamy w coś inwestować to faktycznie uznaliśmy, że pewniejsze będzie zamrożenie komórek jajowych. Lepsze ponoć mrożenie zarodków, ale jednak zarodków nie chcę mrozić, bo primo mąż ma słabe parametry więc nie ma szans na ekstraklasę, secundo nie chcę mieć świadomości że mam mrozaczki, po które być może nie wrócę bo uda się naturalnie.
Jeszcze nie wiem jaką klinikę wybierzemy, bo leczyliśmy się w Bocianie, ale oni nie mają oncofertility w pakiecie, więc jeszcze się zastanowimy, no i jeszcze jest cień szansy, że chemii nie będzie i w ogóle nie będzie konieczności takich działań.
Mam nadzieję, że ta decyzja jest dobra. A już poza wszystkim, to nie ma konieczności zgrania cc z kriokurierem. To też taki luz psychiczny chociaż tutaj.

PS. Mąż wyczytał też że jest kilka innych metod chroniących płodność w razie chemii typu specjalne leki. Za granicą na pewno, ciekawe czy w Pl w ogóle są znane i dostępne 🤔
Mam wrażenie że nie wyjdziemy długo ze sfery zastanawiania się i wątpliwości życiowych🙈

I na koniec - Kochane życzę Wam zdrowych i spokojnych Świąt. Byście spędziły je w gronie bliskich, serdecznych Wam osób i mimo wszystko, dzięki magii świąt, na chwilę zapomniały o smutkach, troskach.
Przede wszystkim, by każdej z Was w Nowym Roku spełniło się to jedno największe marzenie 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2019, 20:38

Nina30 Kiedy nadejdziesz 23 grudnia 2019, 19:03

3 dc
Moje dwie siostry z każdym dzieckiem zaliczyły wpadkę, mi się jakoś przez tyle lat nie udało. Nie szalałam z mężem może jakoś wybitnie, ale czasami się zdarzało . Od kiedy mąż powiedział że to czas na dziecko. Zaczęłam używać pasków owulacyjnym i wspomagam się mierzeniem temperatury. Moje wykresy są dość podobne, owulacje mam w podobnym okresie czasu. Temperatura ładnie idzie do góry, ciało daje znać a test owulacyjny pokazuje piękne dwie kreski. Lecz nic z tego nie ma, temperatura idzie w dół i przychodzi @. Jak na razie nie robiłam żadnych badań, na usg Ginekolog powiedział,że wszystko wyglada ładnie i jestem zdrowa kobieta. Mam jakieś złe przeczucia, że mój mąż powinien się zbadać. Lekarza ginekolog powiedział żeby najlepiej mąż wybrał się do urologa, ale on kręci tylko nosem. Już nie chce pisać jak wyglada nasz❤️. Bo kochamy się tylko gdy mam owulacje i to co drugi dzień bo codziennie to ja go za bardzo męczę, a potem tracę ochotę na ❤️.W ogóle czuje się ostatnio gruba, bo mi się troszkę przytyło, ja wiem że mój by chciał żebym schudła i czuje,że mu się nie podobam. Może dlatego nie mam takiej ochoty. On twierdzi że wyglądam dobrze, ale przy kłótni mówi żebym się wzięła za siebie.Mam ostatnio małe załamanie, może to dlatego że już minęło 6 miesiącu od kiedy się staramy. Warto wspomnieć, że tylko ja z całej naszej bliskiej rodziny nie mam dziecka, święta spędzam u siebie w domu z mężem, ale 29 mam chrzciny na które musimy iść bo nie wypada.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2019, 19:33

zakochanaaw A może to pomoże? 23 grudnia 2019, 20:25

Dziękuję dziewczyny ❤️❤️❤️
***
Dziś mój 18dc 5dpo
Boli mnie od dwóch dni podbrzusze tak okresowo, dziś mnie ciągną jajniki a ze 3 razy przy wstaniu tak mnie pociągnęły, że kucnęłam z bólu.
I boje się siebie, boje się bo mam przeczucie, że się udało... Myślę pozytywnie i tego się boję... Że jak przyjdzie @ to się podlamie... A nie chce tego... Będę walczyć ze sobą... Podtrzymuje mnie przy duchu w razie porażki fakt, że w mojej lękowej "kosmetycznce" czeka na mnie Clostilbegyt 🙂
Dziś się swojemu pochwaliłam, że w końcu cykl, że mnie piersi nie bolą jak zawsze i popołudniu już zaczęły delikatnie boleć 🤣
Ale to od Duphastonu pewnie 😝

Łatwo jest wierzyć, kiedy wszystko się układa. Łatwo jest wierzyć, kiedy odnosimy sukcesy, kiedy zdrowie nam dopisuje.
Ważne, by trwać mimo lęku, mimo tego, że los się dziś do mnie nie uśmiecha.
Zapraszać Boga do naszych problemów, upadków i niepokoju. On po to przychodzi na świat, by nieść nam Dobrą Nowinę. I czeka. Czeka na to, byśmy otworzyli Mu serca.
Już jutro przyjdzie na Ziemię.
Do tych miejsc, które są dla nas najtrudniejsze, które najbardziej bolą...
Wielu ludzi poszukuje Boga w spokoju i zadowoleniu życia, w bezlekowosci, w uśmiechu losu, dlatego uciekają od tego, co trudne, co niepokoi, co rodzi trwogę mrożącą krew w żyłach - ale nic bardziej zawodzącego. Bóg rodzi się w tym co najtrudniejsze.

zakochanaaw A może to pomoże? 23 grudnia 2019, 16:09

Każdej kobiecie na tym forum chciałbym życzyć z okazji świąt aby spełniły się nasze najskrytsze marzenia, aby życie stało się prostsze i wszystko poukładało się po naszej myśli ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2019, 20:05

WTOREK
beta z wczoraj 9dpt wynosi... 1.
Nie zero jak zawsze tylko 1... Coś drgnelo. I co teraz? Wiem że nic nie wiem...
Jutro zrobię powtórkę i się wyjaśni czy to biochemiczna czy baaaardzo pozna implantacja... Żałuję że nie poszłam 7dpt miałabym więcej informacji ale stchorzylam...

Dziewczyny życzę Wam Spokojnych Świat. Żebyśmy przetrwały ten trudny dla nas czas... 😘

2dc.

Pięknych, ciepłych i spokojnych Świąt 🎄🎅 I jak najmniej bolesnych pytań oraz życzeń. Ja życzę przede wszystkim, żeby udało Wam się odpocząć od tego wszystkiego i cieszyć się czasem spędzonym z najbliższymi! 👫

I stało się:-) dokumenty złożone :-) cieszę się:-) Cały dzień skręcało mnie w żołądku. Rano wkurzyli mnie w pracy. Chodziłam podekscytowana. Mam nadzieję że teraz ruszy wszystko do przodu. Machina ruszyła. Teraz już bez presji niech wszystko toczy się swoim rytmem. Bez żadnego planowania. Marcin powiedział dzisiaj do mnie że może nasze maleństwo gdzieś się właśnie rodzi... poczułam ciepło na serduchu. Odkąd wyszliśmy z ośrodka czuję spakuj.

aster Plan B. 23 grudnia 2019, 22:19

Jak dobrze jest mieć kupę roboty przy organizacji świąt. Myśli krążą gdzieś między choinką, sernikiem i uszkami i nie ma czasu, by zajmować ich własnym cyklem ;)
Nie mniej jednak tli się tam iskierka nadziei, że przyszły rok przyniesie upragnione szczęście... Tego sobie i Wam z całego serca na te Święta życzę :)

Byłam wczoraj u mojego ginekologa po skierowanie na HSG. Pokazałam mu wyniki męża - morfologia 2%. Powiedział, że w tym wypadku BEZWZGLĘDNIE invitro i to jak najszybciej, póki mam swoje jajeczka, bo mam już przecież 32 lata i nie ma na co czekać. A poza tym mam mięśniaka, który jest póki co mały, a jak urośnie to będzie problem nawet zrobić invitro... Pytałam się o inseminację. Powiedział, że w tym przypadku bez sensu ją robić. Pytałam się o naturalne starania. Powiedział, że w tym przypadku tylko invitro będzie szansą. Próbowałam drążyć temat, zwyczajnie porozmawiać, a on na to, że przecież mówi jakie jest rozwiązanie, a ja o innym metodach mówię, więc mam robić co chcę... Na koniec dostałam skierowanie, ale z pisemnym zaznaczeniem, że wydane jest na życzenie pacjenta. Ciekawe, czy to ma jakieś znaczenie. Generalnie wyszłam z płaczem i płakałam przez całą drogę do domu i w domu jeszcze też. Tak płakałam, że nie mogłam mówić :( Co więcej, jak nigdy na poczekalni same ciężarne, które rozmawiały o tym w jakich pozycjach rodzić, mama pokazywała córką usg swojego nienarodzonego dziecka i mówiła, o patrz, ma taki sam nosek jak ty. Zanim przeszłam do ginekologa czekałam w kolejce do położnej, a tam jakaś kobieta miała robione KTG i przez 20 min słuchałam bicia serca dziecka... A na koniec dowiaduję się, że nie mam co liczyć na "cud" naturalnego poczęcia i muszę szybko robić invitro bo zaraz może być już za późno...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)