6tc+2d, krwawienie (25 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)
Nie jest dobrze, wczoraj na chwilę się uspokoiło i tylko plamiłam, dzisiaj od rana intensywność jak przy okresie. Wstałam i poprostu poleciało.. Przy takich końskich dawkach progesteronu nie powinnam krwawić.. Do tego objawy ciążowe jakby zelżały, mdłości odpuszczają, w nocy wstałam na siku tylko raz, a nie jak ostatnio minimum 3x. Krwawienie + zmniejszające się objawy, nie wróżą nic dobrego. Mąż chce jechać do szpitala, ja nie chcę. Jeżeli coś jest nie tak, to nie chcę tego usłyszeć w Wigilię.
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 grudnia 2019, 09:46
Kalejdoskop 🙈
- Wczoraj stres że jest źle, a po obchodzie okazuje się, że możemy jeszcze czekać. Uff...
- W nocy nie mogłam spać, bo wzmógł się lęk, czy na pewno Marysi jest w środku dobrze, czy nic jej nie dolega, czy nie lepiej byłoby jej już po drugiej stronie brzuszka...
- Rano na obchodzie była szefowa oddziału i mówi, że przepływy słabe, więc jesteśmy wstępnie umowieni na 30 grudnia... Ale jak to? Przecież wczoraj inne lekarki mówiły że mamy czas, że powinnyśmy dotrwać do Nowego Roku , a teraz tak nagle już w poniedziałek? 30-tego?
Głupi kalendarz, głupia ja, bo tak się nastawiłam na 2020 r. A przecież najważniejsze jest dobro Malutkiej.
Jeżeli odmówię cc, to mi zaproponują test oksytocynowy... Przynajmniej będzie namiastka naturalnego porodu😬
Wiele też zależy od ktg.
W pt. 27 grudnia będziemy pertraktować. Boże, mam nadzieję, że i lekarze i my podejmiemy dobre dla Malutkiej decyzję 😕😔
Wiadomość wyedytowana przez autora 24 grudnia 2019, 10:35
Dziewczęta w tym radosnym a jednak jak smutnym dla wielu z nas czasie, życzę nam spokoju ducha, wiary i blogoslawienstw. Modle sie za Was codziennie. Spokojnych świąt.
Drugie, wspaniałe staraczki,
Z okazji świąt życzę wam spełnienia pragnień. Abyście kolejne święta spędziły w powiększonym gronie.
Parę miesięcy temu dostałam od koleżanki bluzkę na urodziny. Elegancka, luźna... Stwierdziłam, że idealnie pod święta! Będę mogła pomieścić w niej okrągły, ciążowy brzuch. Dzisiaj popłakałam się, gdy znalazłam ta bluzkę w szafie. Nie tak miało być.
36+4
Co prawda nie tak wyobrażałam sobie święta ale dla mojej małej Robie wszystko.
Od niedzieli siedze w szpitalu, poki co do 27 grudnia.
W niedziele wieczorem pojechalam na ip z mokra wkladka, myslalam ze to saczace sie wody, na szczescie nie. Ale podczas robienia ktg, gdy przekrecilam sie na lewy bok, nagle na kilka sekund zaniklo tętno ktore bardzo szybko wróciło. No ale zdążyłam przejechac orzez porodowke - 2,5h ktg, bylo idealne, wiec prawdopodobnie mala musiala sie gdzies przesunąć. Pozniej polozyli mnie na patologie ciąży no i tak juz tu leżę. Szyjka krótka, ale bez przesady, rozwarcie jest ale nieduże. No ale lekarz chcial mnie zostawic chociaz zaznaczył ze moge sie wypisac na wlasne żądanie - ale nawet mi to przez myśl nie przeszło.. Zostaje do 3go. Dostaje nospe i luteine, jakos probuja ja jeszcze zatrzymac w brzuszku, aczkolwiek nospa i luteina to max mowia ze nic więcej nie beda robic bo w tym czasie mozna juz rodzic. Wierze ze moja mała poczeka jednak do tego 3go stycznia i da mi sie stawic do szpitala do mojej Pani doktor na cc. Chociaz staram sie w razie wu nastawic na cc jesscze w grudniu bo nigdy nic nie wiadomo.. Chcialabym miec ja przy sobie, ale tez chce zeby byla cala i zdrowa 🤞🤞✊✊ mała wazy juz ok 2900g.
Takze święta z mężem w szpitalu, a moje małe piesi samo w domu ( tak mi jej szkoda
)
Niech ten czas leci, a ty maleństwo rośnij zdrowe i prawidłowo!!🤞🤞✊✊ Wierzę, że będzie dobrze!!! 🤞🤞✊✊
8 wrzesień 2017
Mój prywatny czarny piątek. To właśnie dziś miałam zostać mamą. Łzy już mi uciekają od kilku dni. Wszystko wraca a tym samym, wzrasta niepokój o obecne maleństwo w brzuszku.Dziś myślami wspominam nie tylko swojego aniołka, ale również aniołka sióstr i wszystkie aniołki oraz mamy, które tęsknią za swoimi utraconymi maluszkami. W niebie jest już porządna brygada naszych pociech, niech się już więcej nie powiększa.
Mój Skarbie mama nigdy nie zapomni :*
TO MIAŁ BYĆ DZIEŃ JAK KAŻDY INNY
W sumie to nie wiem jak mam opisać ten dzień, bo pewnych rzeczy po prostu nie da się opisać słowami.
Dzień zaczynam jak zwykle.
6h30 telefon do szpitala jak minęła noc. Tradycyjnie ładnie spała jak zawsze.
Po telefonie przerwa na ściągnięcie pokarmu i jeszcze mała drzemka.
W ten dzień jest jeszcze u mnie mama. Przyjechała do nas na dwa tygodnie. Jutro już ma wracać. W planach są jeszcze poranne zakupy przed jej wyjazdem. W sklepie natykam się na smoczek „Sophie la girafe” Jakie cudo ♥️ Calutki z naturalnego kauczuku, cały nawet z zewnątrz! Odrazu go biorę Alicja napewno go pokocha!
W międzyczasie dzwonię jeszcze raz do szpitala.
Robimy szybki obiad i jedziemy do szpitala. Wiozę jej jeszcze lektor cd bo na nowym oddziale nie ma a ona tak lubi muzykę, ciuszki na zmianę, ściągnięte mleko i TEN smoczek.
Wchodząc do szpitala dzwoni mój telefon. Odbieram, po drugiej stronie lekarz pyta gdzie jestem, mówi że Alice „źle się poczuła” i przenieśli ją na reanimacje. Spotykamy się na korytarzu, prowadzi nas do sali by porozmawiać.
Wchodzę z mamą. Dowiaduje się że pielęgniarka po moim telefonie weszła do pokoju Alice i była sina, że próbowali zwiększyć tlen, dali jej maskę, nic to nie dało i musieli ją zaintubować...Słucham tego,nieeeeee nieee nie znowu respirator, jej płuca nie znoszą intubacji....
W międzyczasie mąż mi się dobija na telefon bo do niego też dzwonili.
Więcej lekarka nie wie, proponuje że zaprowadzi nas na odział reanimacyjny i tam na bierząco lekarze będą nas informować.
Następne spotkanie z lekarzem. Tu już oprócz słowa respirator dochodzi możliwe niedotlenienie mózgu..narządów..zatrzymało jej się serduszko kilka razy..
Pyta o męża czy może przyjechać.
Słucham ale w sumie to do mnie nie dociera, bo przecież już tyle przeszliśmy, już nie raz było źle, przecież z tego wyjdzie jak zawsze! Jaki mózg! Napewno jest wszystko dobrze!
Lekarz wraca do Alicji. Mówi że niedługo będę mogła do niej iść.
Dzwonię do męża, radzę mu żeby jednak przyjechał.
I czekamy...mamie próbuje przetłumaczyć rozmowę, choć bez znajomosci języka i tak wie że nie jest dobrze...
I czekamy...Boże ile to trwa?!
Nie wytrzymuje idę na korytarz może kogoś spotkam..i spotykam znajomą lekarkę..Pytam jak moja córka a ona przez pierwsze sekundy się tylko na mnie patrzy, nie wie co powiedzieć, w końcu wydusza z siebie że bardzo się martwią, że jest źle... Boże przecież ja jej smoczek przyniosłam, miała go wypróbować..tak się cieszyłam...(co za pierwsza myśl!)
W końcu możemy iść do pokoju.
Leży moja córeczka w łóżeczku, barierki spuszczone, rurka od respiratora w buzi, nie wiem czemu w sumie, może było łatwiej, szybciej?
Pełno maszyn znowu, grzeje ją kołdra elektryczna, kończyny ma sine, czujnik od saturacji ma przy uchu, na kończynach nie łapie, oczy lekko uchylone, zero kontaktu, brzuszek wielki napuchnięty, przód głowy ogolony, temperatura ciała 31 stopni....widok nie do opisania. Zreszta nikt nie chciałby widzieć swojego dziecka na miejscu mojego.
Przychodzi mąż.
Było zebranie lekarzy. Proszą nas na rozmowę.
Siadamy lekarzy 4, 3 pielęgniarki.
Próbuje dojść do tego co się stało, przecież wczoraj się bawiliśmy, cieszyłam się jak ładnie trzyma główkę.
Jak to możliwe? Co się stało w tym pokoju? Dlaczego była sina? Jak tak po prostu leżąc w łóżeczku można zsinieć? Czy pielęgniarka przyszła na czas? Dlaczego mnie tam nie było?!!!!
Teoria jest taka że miała atak nadciśnienia...tyle że ona robiła je tylko i wyłącznie jak była zaintubowana, bo walczyła z rurą w gardle, tak nigdy!
Mamy tych lekarzy na przeciwko siebie z grobową miną.
Też są zaskoczeni tą całą sytuacją, nikt się tego nie spodziewał.
Słowa które padają, to serce słabe, organy i mózg już nie działają..
Słuchamy.. mąż się nie odzywa ja w sumie też, nie wiem co powiedzieć. Jedynie co mi przychodzi na myśli to „To znaczy że co? że to już koniec?”
Przecież w domu wszystko gotowe, łóżeczko stoi jaki koniec?!
Tak to było pytanie retoryczne, to już jest koniec...
Wychodzimy z pokoju, mąż ledwie idzie, oparł się o mnie, ja jeszcze próbuje się trzymać, chyba jeszcze to wszystko do mnie nie dociera.
W pokoju mama czeka na nas z nadzieja w oczach...nadziei już nie ma.
Prosimy o księdza. Dostaje chrzest.
I teraz przyszedł czas by się pożegnać 😭
Wychodzimy na chwile. Po powrocie do pokoju Alice jest ubrana w ciuszki i leży na dużym dorosłym łóżku.
(Nie wiem czy dobrze że ja to wszystko pisze o tej godzinie spać nie będę mogła.. )
Kładziemy się z mężem obok niej, przytulamy, łzy lecą strumieniami.
Patrzę na monitor akcja serca spada.. mamy 50...60..30...0... i znowu 50,70 i tak w kółko. Lekarka każe mi się nie patrzeć w ten monitor że ona mi powie KIEDY ale i jak się patrzę...i po kilku minutach .................nie ma już nic......
Jest 18h35
To miał być dzień jak każdy inny...
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2020, 23:59
26dc
Nie będę pisala nic o cyklu, bo nie taki mam zamiar.
Miałam dzisiaj nad ranem dziwny sen. W tym snie byłam na święta u rodzicow. Zostałam w nim "złamana" przez rodzeństwo.
Tak złamana... przez jedną rzecz, prezent od męża, która przyszla na adres rodziców izostała otwarta p[rzez siostrę, choć zaadresowanebyło na mnie.
Zniszczyłam to co stanęło mi na drodze - jakies rzeczy, co ją zdenerwowało. Krzyczałam, wszystko z siebie wyrzuciłam.
Chciałam , aby się poczuła tak jak ja. I zrobiłam tak. Wykrzyczałam co zrobili mi, że zostawili nie oglądając ani nie patrząc na nikogo, jak zrobili ze mnie wręcz więźnia bo byłam skazana na opieke / czułam wręcz odpowiedzialność za babcie. Bo jak nie ja to kto?! Wygarnęłam wszystko co mnie dusiło, (łzy same mi płynęły) przez co przechodzę w związku z chorobami, co mnie tłamsiło od dawna.
A ona tylko patrzyła ,a na koniec popłakała się bo chciałą wręcz uciec, a ja ją osaczyłam. Siedziała na krześle , a ja jej nie puściłam. Ona była jedna, lecz czułam jakbym na ich wszystkich krzyczała, ze to co zrobili jest pełne egoizmu, materializmu, braku empatii- w sumie zadnego uczucia z ich strony !
Zaraz to minęło, bo obudziłam się, i choć krótki sen to dobrze się poczułam. Nie widuje nikogo z nich , czasami jedynie mijamy się raz na rok gdzies pod domem , nie patrząc na siebie. 0 kontaktu,0 zainteresowanie z ich strony.
Wszystkim życzę Wesołych Świąt i oby nadchodzący rok skończył się nie tylko II kreskami , ale i małym cudem na rękach 
Za pół godziny zacznie się Pasterka... W tym roku będzie mnie i Malutką reprezentował mąż (hmm...za rok chyba też 😉). Dziwne święta. Ja w szpitalnej sali, mąż sam w mieszkaniu, nasza tradycyjna wigilia bez nas jakieś 350 km stąd.
Rozkleiłam się tylko na moment gdy schowani są szpitalną choinka przełamaliśmy się z mezem opłatkiem. Już prawie we troje...
Nie chcę żeby mnie ktokolwiek źle zrozumiał, ale te Święta mimo barszczu instant w kubku zamiast barszczu z uszkami, mimo placków ziemniaczanych z mikrofali zamiast pierogów, mimo humusa zamiast kapusty z grzybami, mimo sałatki warzywnej z Lisnera zamiast tradycyjnej, mimo ryby parowanej i ryby w galarecie zamiast smażonego karpia i mimo zbyt słodkiego niedającego się pić suszu zamiast ulubionego suszu mojej mamy, mimo szpitalnej sali zamiast rodzinnej jadalni i kolęd Mazowsza w tle...mimo wszystko były mniej (w zasadzie w ogóle) depresyjne niż 5 poprzednich świat podczas których tylko marzyłam by już minęły. Mam nadzieję, że takie święta już są tylko przeszłością.
... prawie - zaczynam się bać czy Malutka będzie zdrowa, czy dojdę do siebie po cc, czy sobie poradzę z obsługą Małego Ludka,
czy Marysia mnie polubi, czy będę ją kochać za to że po prostu jest, czy będę dla niej dobrą matką ... Czyżby pre baby blues?🙄
To już tuż tuż 🤗😬😮☺️ nie mogę uwierzyć...
Edit: pamiętnik Wilgi, wpis z 19 grudnia 2019 - o in vitro i spowiedzi. Zapisuję, bo być może kiedyś będę potrzebowała wrócić do tego wpisu, by podjąć właściwe decyzje. No i polecam wierzącym członkom Kk. myślącym o in vitro.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 grudnia 2019, 13:20
14 tydzień 5 dzień
Dziś wizyta u gin. Mam stresa.... w nocy śniły mi się koszmary i co chwile się budziłam. Eh... jako ciężarówka ciągle żyję w strachu o maluszka. Zrobiłam badania, wyglądają dość dobrze, ale ginka oceni.
Dziś nie było wymiotów ale dzień się jeszcze nie skończy....dalej jestem wrażliwa na zapachy, a od wczoraj mam ból głowy. Bardzo rzadko miewam bóle głowy, a ten jest taki podobny jak ma zawitać do mnie przeziębienie...Zobaczymy, oby nie.Profilaktycznie uruchomiłam cytrynkę, herbatkę i syropek malinowy. Ubieram się ciepło tzn odpowiednio do pogody.
34+2
Wskaźnik pulsacji tetnicy pępowinowej dziś wyszedł dobrze (54 centyl), wskaźnik pulsacji tetnicy mózgu 3 centyl, najwazniejszy parametr wskaźnik mózgowo pępkowy MCA/PI jest na 8 centylu. Jeszcze czekamy.
Następna wizyta 3 kwietnia, dowiem się ile Maciuś waży i zobaczymy co dalej, to będzie 35+6. Czekam z niecierpliwością... To będą długie 11 dni...
5t1d
zgodnie z moja aplikacja wg. ostatniej miesiączki zaczął się 6 tydzień (5t1d)
od rana ból i zawroty głowy, mdłości. ledwo zjadłam jogurt- jadłam go po łyżeczce przez 2 h.
cudne to
jestem spokojniejsza jak widzę, że objawy sugerują, że wszystko jest ok 
13 dc
Chyba to mamy !!!
Dzisiaj dwie tłuste kreseczki na teście owulacyjnym, przez cały dzień ( 3 testy )
dzisiaj i jutro trzeba podziałać i za jakieś 10-11 dni pierwszy test ciążowy, oby równie fajny jak te owulacyjne 
Nowy dzień. Pół nieprzespanej nocy i 1000 kłębiących się myśli. Rozmowa z ukochanym i jest! Mamy to
jako kobieta lubiąca porządek i zorganizowanie, obmyśliliśmy plan dzialania.
Projekt bobas:
1. 3 miesiące obserwacji (temperatura, śluz, położenie szyjki i różne objawy)
2. Wizyta u lekarza z 3 miesięcznymi obserwacjami iii?
3. Stosujemy się do zaleceń lekarza...
Plan prosty ale zawsze to jakiś postęp. 25dc czekamy na @ i zaczynamy realizację projektu. W między czasie padło postanowienie ćwiczenia jogi tak więc odpalam TV i zabieram się za ćwiczenia
na pewno nie zaszkodzi, a może ciałko ładnie się wyrzeźbi? Zobaczymy...
SRODA
Beta 0.
Myślę że to była biochemiczna. 7dpt mogło być ok 5. A potem spadło.
Nie wiem co teraz tak naprawdę. Nie spodziewałam się takiego obrotu sytuacji. Nie mamy zarodków... Dlaczego? Co z tym zrobić? Nie sądziłam że ta procedura się szybciej skończy niż się zaczęła 😥
Co dalej?
5 dc
Dziewczyny życzę wam wiele szczęśliwych chwil w tym nadchodzącym rok, żeby wszystko układało się tak jak zaplanujecie.
Święta spędzamy z mężem sami w domu. Jakoś chyba nawet nie mamy ochoty pojechać do naszych rodzin, nie utrzymujemy z nimi dobrych relacji. Na dodatek każdy będzie się zaraz wypytywać kiedy dziecko, ile my mamy lat,że nie ma się nad czym zastanawiać. Na dodatek dla jednych ważne są tylko pieniądze , dla drugich własna duma. Nie mam zamiaru ja co roku udawać znowu że wszystko jest ok, jak każdy kopie pod każdym doły a tylko ładnie się uśmiecha. Bardzo mi dziś smutno, ale takie jest życie. Za wiele lat wszyscy nam mieli za nic, musiało się to wreszcie skończyć.
Jeśli chodzi o staranie, dajemy sobie spokój ze staraniami ( nie będziemy się zabezpieczać, ale też się jakoś za bardzo starać ) warto troszkę odpocząć i już tak nie cisnąć. Porozmawiałam z mężem tylko żeby wybrał się w najbliższym czasie zbadać plemniki, żebyśmy na przyszłość wiedzieli na czym stoimy.
Mam do was prośbę, napiszcie mi u jakiego lekarza się robi takie badanie i jak to wyglada ? Byłam bym wam bardzo wdzięczna.
Wiadomość wyedytowana przez autora 25 grudnia 2019, 22:50
5dc.
Święta minęły zadziwiająco dobrze 😛 Nie było uporczywych życzeń ani ciekawskich pytań o potomstwo. Gdzieś oczywiście przewinął się temat, ale w żaden sposób nie było to nachalne albo złośliwe. Albo po prostu my podeszliśmy do tego z dystansem 😉
Wracając do tematu starań mam dwa pytania:
1) [do dziewczyn, które miały inseminację na stymulowanym cyklu:] Czy były u Was wyraźne wskazania do zastosowania stymulacji lekami czy była ona przeprowadzona jedynie po to, aby zwiększyć prawdopodobieństwo powodzenia?
2) Czy macie do polecenia kliniki/lekarzy ginekologów w wawie, którzy szukają przyczyny i zlecają badania zamiast kierować od razu na inseminację albo in vitro? (Mam na myśli lekarzy skupiających się na badaniu kobiety, mąż jest pod "obserwacją" androloga).
29dc
Mąż przyjechał
z opłatkiem w ręku życzyliśmy sobie oboje fasolki w nowym roku 🥰 myślę, że od teraz koniec z zabezpieczaniem się przed ciążą. Dziś dostałam nieco mocniejszych plamień, powiedziałam mężowi, ze chyba miesiączka się jednak zbliża. Opowiedziałam mu o plamieniach, ze do tej pory zdarzyło mi się to jedyny raz dokładnie 2 lata temu, kiedy zaszłam w ciążę i to stąd moje przypuszczenia. Przyznałam, ze od kiedy zaczęłam o tym myśleć, zaczęłam w sumie mieć nadzieję, ze to jednak ciąża i okazało się, ze mąż tez 
Także dzis jest 29 dc, plamienia prawie codziennie widoczne jedynie przy korzystaniu z toalety, dzis nieco mocniejsze. Zazwyczaj miesiączkę poprzedzają u mnie plamienia, wiec zaczekam do piątku, jeśli jej nie będę miała, kupię test ciążowy.
Jesli nie jestem w ciazy, to nic. Przecież nawet nie planowaliśmy. Od teraz koniec z prezerwatywami i tak ich nie lubiliśmy, ale nie miałam ochoty na pigułki. Będziemy uprawiać seks jak do tej pory, kiedy mamy ochotę. Bez parcia, ze trzeba co dwa dni, ze w dni płodne to lepiej codziennie by nic nie przegapić. Jeśli uda nam się za miesiąc, za dwa, za rok... będzie dobrze
chociaż mam nadzieje, ze w przed końcem przyszłego roku będę w ciazy
Odwiedzili mnie rodzice i najadłam się jak wygłodniały prosiaczek - sałatka warzywna mamusi, smażony karp😋, chlebek made in tatuś i cicho świąteczne. A i prawdziwy gęsty kwaśny zur góralski mniam☺️ Leżę i czekam aż strawię, bo moj żołądek dawno nie trawił takich pyszności. Ostatnio tylko lekkostrawna dieta wątrobowa 🤢🤮
Mama nadal podpytuje mnie o imię wnuczki. Nie trafiła jeszcze ani razu (jak trafi to też nie powiem🤐) Był też mój brat i zgadł za 2 razem, nie mam pojęcia jak trafił😏 ale wysłał mi swoje domysły na Messenger więc mama nadal nie wie i mam nadzieję, że się braciszek nie wygada😊🤫
Spotkałam w holu męża znajomej ze szkoły rodzenia. Synek urodził się w 36 tc. Makrosomia albo wielowodzie. W każdym razie mama była "za duża". Trafił na OIOM noworodkowy bo ma problemy oddechowe i go podłączyli pod respirator. Zrobiło mi się przykro z jego powodu, ale jeszcze bardziej przestraszyłam się, że nas chcą rozpakować w 36w2d... Nieeee, boję się że to wcześnie i Malutka powinna jeszcze posiedzieć w brzuszku. Dzisiaj lekarka dyżurna mówiła, że ktg jest ok, więc może wywalczymy jeszcze te kilka dni.
Po screatchingu nie miałam plamien, byłam w szoku jedynie co to bolał mnie brzuch.
Kolejnego dnia i wczoraj pojawiło się beżowe plamienie.
Dziś wstaje to plamienie jest koloru ciemnego.
I teraz dumam czy to pozostałości screatchingu czy to @ się rozkręca.
Wczoraj wzięłam ostatni próg to teoretycznie @ powinna przyjść w środę lub czwartek.
Co tu jest grane. Dobrze że mam dziś USG to może czegoś się dowiem.
A może to przez torbiel hmmmmm
Czuję że skończę z tabletkami anty i może byłoby to rozsądne podejście. Bo jedno jest pewne tak czy siak rozpocznę w styczniu albo początek albo koniec.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.