zakochanaaw A może to pomoże? 27 grudnia 2019, 08:07

Dziękuję dziewczyny ❤️
Kurcze od kilku dni mam problem ze spaniem... Cały dzień senna jestem kładę się spać a od ok. 4 rano co chwilę się budzę i zmuszam do spania bo czuje się już wyspana... A wiem, że jakbym wstała to później bardzo szybko bym padła... Eh.. 😐
Dziś od 4 mdłości mnie męczą delikatnie, nie wiem dlaczego... Nie chce sobie wmawiać, że to napewno ciąża bo jest przecież za wcześnie na coś takiego...
Ale wczoraj jak ściągnęłam stanik mój się zdziwił jak bardzo mi piersi urosły i że strasznie widać na nich żyłki a szczególnie przez sutki żyły widać, masakra... Ogólnie noszę rozmiar 85D, ale ostatnio kupiłam sobie stanik i z jednej strony sutka mi było widać 🤣 więc poszłam kupić 85E i cieszyłam się, że jest idealny a teraz jest za mały 🤣🤣 chyba powiedzenie "oby poszło w cycki" się u mnie sprawdziło 🤣🤣🤣

16 grudnia byłam u ginekologa. Dostałam skierowanie do szpitala z objawami hiperki. Po zgłoszeniu się do szpitala uzgodniłam z ordynatorem, że jednak nie wymagam hospitalizacji... w końcu tydzień zdychałam ale już czułam się lepiej więc jeśli miałam najgorsze za sobą to po co? Na dziś jest lepiej. Jestem już po okresie więc z jajnikami już powinno być dobrze.
Dostałam zestaw leków: antybiotyk doksycyklina + globulki dopochwowe i czopki distreptaza.
Oba leki nie mogły być przyjmowane z lekami przeciwzakrzepowymi, a ja jeszcze kłułam się neoparinem (dobrze, że przeczytałam ulotkę). Po skończeniu zastrzyków, odczekałam 3 dni i wzięłam czopek distreptazy. Z dnia nadzień coraz gorzej... akurat na święta. W nocy wybudzał mnie ból pomiędzy odbytem a pochwą... boli tak w środku jakby jakiś skurcz... wypróżnienie to łzy i istne cierpienie ale później jest lepiej... Wzięłam 3 czopki i zrezygnowałam. Boli ale mniej. Całe święta siedziałam z lekarzem gogle i czytałam o szczelinie odbytu i przetoce... jejku żeby to jednak były tylko jakieś hemoroidy... Nie wiem o co chodzi ale oba schorzenia, które pasują mi objawowo leczy się właśnie distreptazą po której ja czułam się gorzej.
Nie wiem co to się tam narobiło... pierwsze bóle tego typu miałam po laparoskopii, bolało ale przeszło, a teraz znowu po punkcji jeszcze bardziej niż po laparo... jak zaczęło przechodzić to po tych czopkach wróciło na nowo. Seks nie istnieje. Ja cierpię. Nie wiem czy to zbieg okoliczności czy co ale to nie jest normalne. Święta i urlopy lekarzy też nie sprzyjają leczeniu... Pierwszego proktologa mam dopiero na 07. 01 i to tego z najgorszymi opiniami. Do lepszych wcale nie idzie się dodzwonić lub nie mają grafiku na nowy rok. Jeszcze do tego wszystkiego zaczęła mi się jakaś swędziawka na dole... Boże... zlituj się błagam...

Jak z osoby szczęśliwej i zdrowej, aktywnej seksualnie stałam się wrakiem i cieniem samej siebie... a właśnie sama to sobie zrobiłam podejmując decyzję o chęci założenia rodziny. Zabija mnie to... mój wrodzony instynkt macierzyński mnie zabija, powoduje ból i cierpienie. To była chyba najgorsza decyzja w moim życiu. Decyzja, że chce zostać matką.

<3 19 tygodni i 3 dni <3

No i po Świętach :).
Jaś nadostawał zabawek i leżaczek do którego musi się przyzwyczaic :). Jakoś przeżyliśmy, w sumie to dla nas Święta skończyły się w pierwszy dzień świąt, gdy wieczorkiem wróciliśmy do domu od mojej Mamy. Wracając zajechaliśmy jeszcze do rodziny Męża z zaproszeniami na chrzciny i w sumie już wszyscy są zaproszeni.
Wczoraj mieliśmy leniwy dzionek, dużo przytulania, spania.

Niestety od soboty walczymy z katarem. To prawda, że siłę dziecka poznaje się dopiero w momencie odciagania kataru :D.
Ja też byłam chora, co rok mam problem z zatokami. Na szczęście i Jaś i ja powoli dochodzimy do siebie.
W przyszłym tygodniu podjedziemy do pediatry, żeby go osłuchała czy katar nie spowodował zapalenia gardła albo coś.

Ten nasz Maluch jest już taki kontaktowy 🥰. Bardzo lubi z nami rozmawiać, głaszcze nas po policzkach, dużo się śmieje 🥰.
Bardzo ładnie bawi się zabawkami i już normalnie je chwyta, pozbył się małpiego chwytu.
Czasem uda mu się samemu usnąć w łóżeczku, jednak najbardziej lubi wtulić się we mnie i zasnąć w moich ramionach 🥰.

O 5 rano ktg skakało 107-113, więc się zestresowałam😟
Kolejne ktg o 9 i nikt nie mówi żebym się odłączyła... W końcu pytam położnej dlaczego, a ona informuje mnie radośnie, że mam stały zapis - ktg 24/h...
No to ja panika i w ryk. Tel. do męża a ten mówi, że spokojnie, żebym poczekała na lekarza, no to mnie tylko wkurzył, bo uznałam, że za mało się nami przejmuje. Później mi wyjaśnił, że chciał mnie uspokoić, ale średnio mu wyszło...

Na obchodzie pani dr powiedziała, że dali mi jeszcze w Święta luz, ale już jest wysoka ciąża i że bezpieczniejszy jest stały zapis i stąd ta zmiana, a ktg na razie ok. Ufff.
Plan cięcia na 30 stycznia, ale najpierw 30 zrobimy usg, sprawdzimy przepływy i jak się nie pogorszą, a ktg będzie ok to może pozwolą nam przeczekać do 2 lub 3 stycznia...

Z nowości l okazało się, że cały czas źle miałam termin porodu wyznaczany - na 25 stycznia, a powinien być na 27 st. (Wg BBF też 25 st.). Stąd ciąża de facto jest 2 dni młodsza i donoszona nie 4 a 6 stycznia. Czyli Malutka tak czy siak urodzi się przed terminem ciąży donoszonej 😔

Przejrzałam chyba wszystkie dostępne kalkulatory ciąży i 8/10 wskazuje na 27 stycznia, przy czym jeden z nich mimo terminu na 27 stycznia określa że jestem w 35w6d, a nie jak twierdzą u mnie w szpitalu 35w4d... Ja wiem, że to tylko dwa dni dla ludzkości, ale aż 2 dni dla Małego Ludka w brzuszku 😔

W Święta rozmawiałam z mężem że w sumie nie miałabym nic przeciwko stałemu zapisowi na ostatnie dni, byle nas przetrzymali na Nowy Rok...

Teraz ktg wygląda ładnie, tylko tyłek już mnie boli od leżenia w jednej pozycji a to dopiero 3h leżenia 🙈

Marzena1988 Czekamy na CUD ... 26 grudnia 2019, 13:45

Starania od października 2013roku. Przez ten czas przewinęliśmy się przez 5 lekarzy, klinikę, setki badań, faszerowanie lekami(czasem miałam wrażenie, że eksperymentują na mnie a nóż coś jej pomoże 😁). I teraz 23 grudnia beta wyniosła po pierwszej inseminacji 16,79. Jutro powtórka bety, zobaczymy co z tego wyjdzie 🤗...


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 grudnia 2019, 13:47

zakochanaaw A może to pomoże? 28 grudnia 2019, 20:30

Jutro chyba zatestuje tym testem czułości 10, strasznie się boję ale myślę, że będzie negatyw.
Ogólnie... Jeśli ciąży nie będzie to zacznę się serio zastanawiać czy ja nie mam coś z głową... Nagle mam jakieś objawy ala ciążowe...
Temperatura wysoko, szyjki nie mogę dosięgnąć i ogólnie jest tam mega miękko i jakby ciaśniej nie wiem, libido mi spadło, mdli mnie... Dziś mi szwagierka powiedziała, że jakoś inaczej wyglądam i że moje oczy bardzo błyszczą... Więc mój organizm robi sobie ze mnie ostro jaja 🤣🤣🤣

6tc+5d (28 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)

Dzięki Dziewczyny za słowa otuchy, trzymam się nawet nieźle, to głównie zasługa mojej najlepszej na świecie lekarki prowadzącej.

Niestety miałam dziś wątpliwą przyjemność obcowania z państwową służbą zdrowia (muszę to z siebie wyrzucić bo wybuchnę) i powiem szczerze, że 1,5 h oczekiwania (a byłam druga w kolejce), było najprzyjemniejszym momentem wizyty. Lekarz oczywiście zakwestionował wszystkie leki na immunologie (ale tego się akurat spodziewałam), miał też pomysł odnośnie brania Utrogestanu i Estrofemu, powiedział że odstawimy leki w 8 tc, zasugerowałam że zgodnie z zaleceniami kliniki ivf mam brać je do 12 tc, stwierdził że nie ma takiej potrzeby i mam odstawić leki w 8 tc. Zapytałam czy w takim razie dostanę skierowanie na badnie progesteronu i estradiolu (w końcu warto skontrolować czy organizm coś produkuje kiedy się to odstawiła, zwłaszcza że jestem na cyklu sztucznym), na co lekarz stwierdził, że nie ma takiej potrzeby. Zadałam zatem pytanie na jakiej podstawie leki maja być odstawione, w odpowiedzi usłyszałam "bo w invimedzie tak robimy". Serio?! 🤦‍♀️ Stwierdziłam, że siedzi przede mną kołek, a dalsza rozmowa nie ma sensu. Być może ma rację, być może można odstawić leki szybciej, ALE nie na podstawie "widzimisie", a argument "bo tak robimy" to nie jest żaden argument, to traktowanie pacjenta jak debila. Usg to była kolejna porażka, nawet nie będę opisywać bo sam na koniec sam stwierdził, że się mógł pomylić w pomiarze. 🤦‍♀️ Najważniejsze, że widziałam bijące serduszko i dostałam co chciałam czyli skierowanie na prenatalne. Miła pani po wizycie zmierzyła, mi ciśnienie "o podwyższone trochę", byłam zaskoczona, że tylko trochę, bo wyszłam z gabinetu na takim wkurwie jakiego dawno nie miałam.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2019, 19:06

24.12 przez cc w 35tc przyszedł na świat Aleksander 1790gram 46cm i 9 punktów Apgar <3


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 grudnia 2019, 21:27

Marzena1988 Czekamy na CUD ... 27 grudnia 2019, 17:52

Dzisiejsza beta 177,6 jestem troszkę spokojniejsza 😁

Święta z ponadrocznym dzieckiem mogę zaliczyć do "łatwiejszych" niż tych sprzed roku, z niemowlakiem (kiedy to nie dało się przewidzieć pory i długości drzemek, Młoda była przestymulowana ilością bodźców).
Śmiem twierdzić, że to co było przebodźcowaniem, w tym roku było atrakcją - choinki, u każdego inna, lampki, światełka, dekoracje (o zgrozo). Dużo dzieci.
Z choinką nie mieliśmy większych problemów - nauczyliśmy ją, że choinka jest "cacy", więc podchodzi i głaszcze. Mamy też drugą, mniejszą, na którą mówi "maaa" (zamiast mała).
Zaliczyliśmy dwie wigilie (gromadne, nie kameralne) i każdy dzień świąt gdzie indziej. Dużo wrażeń. Do tego idą piątki (kilka nocy przed świętami to był maraton pobudek, a ja byłam zła, niewyspana i kłótliwa, czy też podatna na konflikty z mężem, kilka raz popłakałam się z bezsilności, np. gdy na wymytą białą kuchnię Młoda wysypała przyprawę do piernika, bo jak się okazało nauczyła się otwierać ciężkie szuflady w kuchni).
No ale wracając do świąt, po do pierwszym dniu w nocy były histerie, krzyczała przez sen "nie, nie chce", budziła się co chwilę, a finalnie wstała o 4, mąż poszedł się z nią pobawić do 7 bo ja już za bardzo nie kontaktowałam. To było po wizycie u teściów. Pozostałe noce spoko, dziecko spało do 9-10. Jak Mąż opowiedział rodzicom o zajściu, to stwierdzili, że to nasza wina bo tak sobie nauczyliśmy dziecko.
Nie chcę być tendencyjnie złośliwa, ale to może przez moje emocje... niby stłumione w środku, ale kilka razy miałam podniesione ciśnienie: m.in. gdy teściowa podała wbrew mojej woli dziecku szampana picolo, albo pokazywała jak malować oczy drewnianym patyczkiem (nietrudno się domyślić, że w wykonaniu małego dziecko prędzej dojdzie do wybicia oka). Może i nie chce źle, ale czasem chyba brakuje jej refleksji.
Zauważyłam, że kiedy jestem wyluzowana np. podczas spotkań u mojej rodziny, to dziecko bawi się, biega, śmieje, tańczy. Aha no i je - chce próbować ze stołu różnych rzeczy. Np. zajada się pomidorami i winogronem (owoce kocha, jak widzi banana to jest awantura). Kilka raz chwyciła ciasto - to jej dałam trochę spróbować, bo uważam za szczyt hipokryzji rodziców jedzących słodycze (na imprezie) a zabraniajacych tego dziecku. Dzieci nie są głupie. Prawdą jest, że zjadła tego trochę i zostawiła, wróciła do owoców. Gdybym zabroniła i gderała, jej chęć by wzrosła, w przyszłości pewnie obżerałaby się po kryjomu (oj jak dobrze znam te sytuacje z mojej pracy - rodzice po kryjomu jedzą słodycze, w nadziei że ich dzieci ominie słabość do słodyczy).
Generalnie apetyt ma dobry, chociaż nie chce jeść wszystkiego. Z Wigilii jadła barszcz, rybę (na którą mówi PLUM :)), makaron łazanki, fasolę. Czasem w porze kolacji je tylko trochę, jak poje owoców to nie chce chleba - nie wmuszam.
I tutaj spotykam zabójcze spojrzenia matek, nie sądziłam, że to może budzić aż takie emocje - starsze pokolenia się dziwią, jak to dziecko tak samo chętnie je, a inni doszukują się drugiego dna.

Widzę, że ludzi drażni to co postrzegają jako wierzchołek góry lodowej - efekt cieżkiej pracy. Np. dom, praca - tak, jakby samo się zrobiło, przyszło, dostało - nie wiem.

Z życzeń to najczęściej słyszałam "drugiego dziecka" i "koniecznie chłopca". Bo przecież dwójka musi być. Parka. Koniecznie. Niektórzy dodają "żebyście nie mieli lepiej, niż my"
Trochę mnie smuci, że w naszym społeczeństwie nadal chłopcy mają większą wartość, niż dziewczynki.

Co do Młodej poszerzyła zasób słów m.in. o "sama". Teraz wszystko chce robić SAMA. Myć zęby, nasypywać mi kawę do kubka, nawet myć się (odgania mnie rękami i naśladuje moje ruchy). Czasem powtarza słowa: czekaj, chodź tu, gdzie, jeść, myć, zbój.
Wchodzi na pomocnik kuchenny i rząda banana. albo MAN (mandarynka)

Cykle mi się skróciły do 24 dni. Nie wiem, czy coś sobie nie pochrzaniliśmy z przytulankami w tym miesiącu...

Strzeliłam wywód.

4 cykl starań, 13 dzień cyklu
Na razie brak oznak płodności (zazwyczaj podejrzewam owulację w okolicy 17-18 dnia, ostatnio długości cykli waha się w okolicach 29 dni). W zeszłym miesiącu byłam w 18 dniu u ginekologa, ale nic się nie dowiedziałąm :P W jednym jajniku pecherzyki były małe, a drugi jajnik zaplatal sie gdzieś za jelitami i nie było go widać. Pani doktor stwierdziła, że prawdopodobnie owulacja już była, bo gdzieś tam migało jej coś co wyglądało jak ciałko żółte, ale coś czułam, ze nie jest przekonana.
W tym m-cu znów chce pójść, chciałabym to nałożyć na moje obserwacje i analizy Ovufriend. W tym cylu umowiłam się na poniedziałek 15 dzień cyklu i do innego lekarza. (tez może być późno, ale nie było za bardzo wyboru w tym świątecznym okresie). Ciekawa jestem, czy tym razem dowiem się czegoś ciekawego. :)

Mąż sam z siebie zarzeka sie, ze po Nowym Roku pojdzie sie zbadac, nawet z ciekawości. Ale nie chce zebym sie w to za bardzo wtracała, chce sobie to załatwić sam, wiec poki co czekam. Stara sie dbac o siebie, cwiczy, lyka jakies suplementy, niestety ma prace siedzaca i stresujaca. Cieszy mnie ta postawa i mam nadzieje, ze to nie są to tylko obietnice bez pokrycia ;)

Oczywiście zewsząd jakieś nowe informacje o ciążach i pytania, teść oczywiście też nie wytrzymał i musiał się "dopytać" w trakcie świąt jaki status, choć nasza decyzja była mu komunikowana 3 miesiące temu. Strasznie jest wścibski, choć podobno to z miłości :D a ogólne komentarze nie pozwalają się go pozbyć. Mama i tesciowa na szczęście daja nam spokój. Dowiedzieliśmy się przy okazji, że sporo osób z naszej rodziny też miało jakieś problemy (ciążę biochemiczną, poronienie, inseminację czy in vitro). To my postrzegaliśmy wiekszosc z nich jako mega plodnych i takich, których problemy omineły. Tym bardziej troszkę się boimy, ale staramy się pozytywnie mysleć.

Natchniona 3 ciazą Rozenek :D przeczytalam jej książkę o In Vitro. Polecam. Jednocześnie wiemy z mężem, ze jak się naturalne starania będą przedłużać, uderzamy do kliniki. Ale na razie staramy się zająć "życiem". Myśli o staraniach są dość natrętne i wracają jak bumerang, ale staram się od nich odrywać i koncentrować na innych aspektach życia.



Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2019, 18:09

Sobota 3 dc / 29 cs - 1 cykl po histeroskopii

Miesiączka przyszła punktualnie. W czwartek rano delikatne plamienie, a już wieczorem żywa czerwona krew. Kompletnie bez dolegliwości bólowych, nic zero. Co prawda jakoś nigdy na nie nie narzekałam, ale pierwszy dzień miesiączki zawsze był odczuwalny. Czasem wymagało to podania leku a czasem bez. Niemniej jednak ból jakich był, a tu... Nic. Super :)

Zaczynam nowy cykl. W tym będziemy się starać. Zobaczymy. Oczywiście że mam nadzieję, że blizna była przyczyną braku ciąży, ale czy to może być takie proste? Jakoś wątpię w swoje szczęście, ale jak zwykle, jak co miesiąc, podnosimy z mężem rękawice i walczymy. Zrobimy co się da.
7 stycznia wizyta w klinice, a w kolejnym tygodniu postaram się spotkać z lekarzem który robił zabieg na konsultacji i usg pozabiegowym. Liczę na dobre wieści w postaci braku odnowienia się blizny.

Święta minęły szybko, nawet dość przyjemnie. Niedługo sylwester, nic nie planujemy większego. Zostaniemy z mężem w domu na kanapie z netflixem 😉

Kosmopolitka Rodzinka - marzenie 28 grudnia 2019, 22:17

3dc? 4dc?
A wiec ciazy nie ma. Było lekkie rozczarowanie, potem nawet się popukałam w głowę, jak mogłam uwierzyć, ze zaszłam w ciążę, to musiałaby być dobra wpadka. Nawet test ciążowy sobie kupiłam, mimo ze praktycznie miesiączka się zaczęła.
Pozostaje jednak pewien niepokój. Skad te plamienia od 18dc? Nigdy tak nie miałam. Muszę umówić się do ginekologa. Moja ginekolozka, która prowadziła ciąże, odeszła na emeryturę. Poleciła mi inną, mam nadzieje, ze przyjmie mnie po roku od odejścia poprzedniej. Tam gdzie mieszkam ciężko znaleźć specjalistę.

Nie rozmawialiśmy z mężem na temat starań. Kiedyś ustaliliśmy, ze zaczynamy kiedy nasz syn skończy 2 lata, czyli pod Koniec wakacji letnich. Jednak mysle, ze przestaniemy się już zabezpieczać, skoro zaistniała taka sytuacja, dzięki której przekonaliśmy się, ze jesteśmy gotowi. Muszę się tylko bardziej postarać o znalezienie pracy.

Zresztą... to są moje przemyślenia i wiem, ze nie będę nimi zaprzątała głowy męża w najbliższym czasie. Dzis wieczorem dowiedzieliśmy się, ze jego młodszy brat ma guza mózgu. Czekamy na wyniki badan. Jest ciężko. Jesteśmy jeszcze w Polsce. Jest mi tak przykro, widzę ten strach w oczach męża, staram się go pocieszyć, ale tak naprawdę nie mozemy nic zrobić poza czekaniem na wiadomości od rodziny. Dziś moje „problemy” wydają się być kpiną.

zakochanaaw A może to pomoże? 29 grudnia 2019, 07:48

Dobra.. test zrobiony - negatywny
Zrobiłam go o 7:40, a o 4:40 byłam siku i test zrobiłam po seksie 🙈
Ale temperatura nie pozostawia mi złudzeń, spadła, jutro też pewnie spanie a później gwałtowny spadek i potop... Tak myślę.. szkoda może innym razem 🥺🥺

atwysz Niecierpliwi z bezsilności 18 listopada 2020, 10:30

1 dc. 34 cs.
Przyszła małpa po 30 dniach... ostatnio jakoś się wydłużyły, nie wiem dlaczego. Wczoraj się ważyłam, trochę się załamałam, przez rok +7 na plusie 😭 diety nic nie działają, odżywiam się zdrowo, 4 posiłki dziennie, praca fizyczna, do tego również ćwiczę, wiadomo, że nie codziennie, ale w weekendy zawsze... ostatnio przy badaniach wyszła IO, więc to pewnie dlatego. Szczerze mówiąc mam już dość tego wszystkiego. Jutro wybieram się rano zrobić badania hormonalne z początku cyklu, w poniedziałek wizyta u ginekologa. Wczoraj zamówiłam zioła ojca sroki na niepłodność, zaszkodzić nie zaszkodzą, a może trochę pomogą... mam jeszcze miovelię, zapytam ginekologa czy stosować czy nie. A może wy stosowałyście i chcecie podzielić się efektami o jednym i drugim? :)

Pozdrawiam w ten deszczowy i pochmurny dzień...
Oby ten cykl był szczęśliwy w kropkę 👶

Edit: jeszcze kapsułki wiesiołka i maca :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 listopada 2020, 10:42

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 29 grudnia 2019, 10:35

nie zrobiłam dzisiaj testu. lekarka kazała jutro, to będzie jutro. ale chyba nie będzie, bo zaczełam lekko plamić. na razie było i minęło, ale i brzuch okresowo raz zabolał. chociaż tyle, że jak w zegarku by ten okres był. i zdążę się z nią zobaczyć przed jej urlopem.

wyjazd bardzo mnie zaskoczył. bardzo pozytywnie. nastroje z goła inne niż się spodziewałam. ludzie fantastyczni.
odkrywamy fantastyczną rodzinę, o której istnieniu nie mieliśmy pojęcia.

generalnie jest mi przykro, ale się nie daję. zaproponuje powrót do encortonu. może nie przytyję tyle co ostatnio? teraz chudnę cały czas. jest niższa waga wyjściowa jak wtedy.
liczę na ten 2020. że coś się odmieni w końcu.

upatrzyłam sobie też immunologa do którego jutro się umówię. to jakiś profesor, więc pewnie troszkę poczekam.
może on pomoże?


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 grudnia 2019, 10:44

8dc.

Wymyśliłam sobie, że zacznę mierzyć temperaturę w tym miesiącu- oczywiście w święta o tym zapomniałam, ale "regularnie od wczoraj" mierzę 😂
Byłam też wczoraj u ginekologa w związku z infekcją. Nie omieszkałam przy okazji podpytać czy specjalizuje się w niepłodności i czy może podpowie mi jakieś badania, bo w klinice kierują od razu na inseminację nie pytając nawet o zdanie 😛 Zauważyła, że brakuje mi jeszcze badania progesteronu 7dpo, także jest plan na ten cykl. Coś się dzieje ;)

A Wy jak tam? Postanowienia noworoczne już przygotowane? Ja spróbuję ograniczyć albo i całkowicie zredukować cukier, może zmiana diety uczyni cuda? 😉

24dc 7dpo

Kolejny cykl na stracenie. Humor mi siadł po całości, zbyt wiele porażek za nami. Kolejny pewnie przyniesie to samo.
Ten cykl różni się od poprzednich tym że czuję lekki ból piersi, mam wrażenie jakby były takie ciężkie. Ale to tylko jak idę spać i po całym dniu zdejmuje biustonosz.
Dodatkowo temperatura skacze jak głupia. No i w porównaniu do poprzedniego cyklu jest bardzo niska. Z jednej strony myślę sobie że mam to w nosie i przestaje mierzyć, a z drugiej nie potrafię przestać tego robić.
Maz od 3 dni chory, mnie na razie nie złapalo, ale mam wrażenie że na sylwestra będę zdychac. W sumie i tak zostajemy w domu. Planujemy wieczór z winem. Myślałam by zrobić test w razie czego, no ale 9dpo i tak nic nie wyjdzie.

Nie były to dobre święta...nie był to dobry czas.
Kolejny rok minął a w nas nadal wiele bólu i żalu, który ściska gardło.
We wigilię brat męża obwieścił wszystkim wesołą nowinę...TAK - zostanie ojcem. Wiwatom nie było końca. Tylko my staliśmy jak "idioci" nie wiedząc jak się nawet zachować. Siostra męża też w ciąży z 3 dzieckiem.
Mąż ma 5 rodzeństwa - każdy ma dzieci. My nie. Czujemy się wyobcowani, a całe święta łzy napływały nam do oczu i dławiły w gardle. Nawet mąż się ugiął... przerósł go ciężar.
Nie chce słyszeć, nie chce widzieć....chce się odciąć od wszystkiego...chcę zacząć ZNOWU ŻYĆ !

Dziękuję za wszystkie życzenia świąteczne! I przepraszam, że sama ich nie wysłałam. Ze 2 tygodnie temu zaczęło się u mnie zapalenie krtani i przez ostatni tydzień próbowałam to zwalczyć, doszedł niestety kaszel i mocny katar, gorączka w nocy. Jeden z niewielu okresów w życiu, kiedy z Mężusiem jesteśmy non stop i niestety upłynął on na chorowaniu :/

Bardzo spokojnie przeżyłam Święta. W porównaniu z ubiegłym rokiem, kiedy to po prostu w trakcie życzeń płakałam ("ze wzruszenia, że wszyscy jesteśmy razem"), to teraz było bardzo spokojnie. Nie taki udawany spokój, a taka pełnia. I co więcej, większość osób powstrzymała się od życzenia mi czy Mężusiowi dziecka. I to było przemiłe, przeurocze, bo nawet widać było, że nie muszą się gryźć w język. Przeudane Święta, naprawdę. Mogłabym nie chorować tak, miałabym więcej sił i chęci na rozkoszowanie się Mężusiem, ale nic to. No i kolejna ważna sprawa: nie ma we mnie już pytania "Dlaczego ja?". No, a czemu miałby to być ktoś inny? Wiadomo, że nie jestem mięczakiem, poradzę sobie. Poradzimy sobie.

Aktualnie 24 dc, 16 dpo. Wiem, że franca za rogiem, nawet nie niszczę testu. Nie ma sensu. Tempki nie mierzę, odkąd się rozchorowałam, stwierdziłam, że też może wyjść zaburzona. Jutro umawiam nas na wizytę startową w klinice i z kolejnym cyklem zaczynamy kłucie (zaskoczę się? zaskoczę nas? oby!).

Zbadałam sobie poziom wit. D3, B12 i kwasu foliowego. Wit. D3: 50 jednostek (idealnie!!! i szybko skoczyła z tego marnego poziomu 30), B12 ostatnio badałam ponad rok temu przed suplementacją i było około 390, teraz 852 (wartości prawidłowe 180 - 914), kwas foliowy badany ponad rok temu był około 15 jednostek, teraz po suplementacji aktywną formą 12,9 jednostek (norma od 3,90 - 20,50). Zwiększam sobie dawkę kwasu foliowego, to już z forum o profesor Jerzak wyczytałam.

Korzystając z okazji życzę Wszystkim nam spełnienia naszego wspólnego marzenia, ale także tych pozostałych wpływających na nasze samopoczucie i ogólny komfort życia, obfitości Łask Bożych i poczucia spokoju czerpanego z tych Świąt. Dobrego czasu dla siebie, dla związku, dla rodziny (każda z nas, nie będąc matką - ma przecież taką i nie możemy o tym zapominać). Szczęśliwego Nowego Roku!

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)