Następne dni potwierdziły zwężona aortę.
Nasz cel to 1200 gram by móc jechać na operacje. Narazie to spada na wadze..
Dostaje sonda moje mleko. Tak, walczę z laktatorem.
Pierwsze dni były ciężkie. Drugiej nocy miałam przypływ mleka i to była masakra, spać nie mogłam, cycki chciały eksplodować, zalałam cała piżamę i łóżko. Bo skąd miałam wiedzieć że trzeba spać w biustonoszu ? Nic nie wiem, nikt mi nie powiedział, uczę się na bierząco.
Zapotrzebowanie tlenu 21% czyli tyle co nic, bo przecież w powietrzu jest tyle.
Ale nadal pod respiratorem że względu na operacje.
Mnie wypuszczają ze szpitala 26 maja. Trzymali mnie tydzień po cesarce ale to nie hotel, teraz dojeżdżam. Mogę zostać na noc i spać na fotelu ale psychicznie i fizycznie nie dam rady, muszę chociaż w nocy odpocząć. Z tymi maszynami non stop pipczącymi nie byłoby szans na spanie.

CZERWIEC 2019

Mamy 1kg i nagle z dnia na dzień okazuje się że zmieniamy szpital. Nie ma jeszcze wymaganej wagi ale miejsce się znalazło teraz wiec jedziemy!
Nie mogę się odnaleźć.
Nowe pielęgniarki, nowe miejsce, nowe przepisy. Nie chcą podać mojemu dziecku mojego mleka bo tutaj „surowe” podają dzieciom od 1500gram i mogę się kłócić że przecież od początku je takie, jak grochem o ścianę. Dostaje pasteryzowane kogoś innego.
Ale ja nie daje za wygraną, nadwyżki mojego mleka były pasteryzowane w pierwszym szpitalu wiec lodówka, jadę je odebrać i przywożę. Oczywiście gdaczenie że jak to? Że tak nie można?!
W końcu wzięli.
Jesteśmy na oddziale reanimacji neatologicznej. Szpital typowo specjalistyczny.
Przychodzi pani kardiolog robi usg i się mnie pyta kto widział tą zwężona aortę, bo ona nic nie widzi! Mówi że przez lek przewód Botalla jest tak duży teraz że trudno stwierdzić czy jest zwężenie. I odstawia od razu lek.
Mi od razu przechodzą ciarki po plecach bo jeśli przewód się zamknie i jest zwężenie aorty to nie będzie przepływu krwi...
Następne dni potwierdziły że z aorta nic nie ma....
Za to po odstawieniu leku okazało się że mamy nadciśnienie płucne. Ten lek „tuszował” tą chorobę. Oddechowo się pogorszyło. Lekarze coraz częściej używają słowa dysplazja oskrzelowa płucna..Potrzebuje większe ilości tlenu, do tego ma ataki nadciśnienia płucnego, czy momentalnie np.przez hałas spada saturacja.
Dostaje sterydy na płucka. Lekarze twierdzą że płuca dojdą do siebie ale potrzeba czasu, dużo czasu. Maszynę z tlenkiem azotu zastępujemy lekiem. I tak po paru dniach tlen mamy z powrotem na 21%, maszyny z azotem się pozbyliśmy. Te sterydy działają cuda!!!
Schodzimy z morfiny i innych otumiaczy by móc odłączyć respirator i przejść na maskę.
Po 5 tygodniach po raz pierwszy słyszę głos mojego dziecka!! ♥️ i jest pierwsza kąpiel ♥️


LIPIEC & SIERPIEŃ

1 lipca wracamy do pierwszego szpitala. Waga 1300gram, troszke słabo.
Tamten zajmował się tylko poważnymi przypadkami.
Z maski przechodzimy szybko na wąsy.
Próbuje przystawić Alice do piersi, nic z tego.
Po rozmowie z lekarką stwierdzam że z jej problemem płucnym będzie baaaardzo ciężko, wiec zaczynam przygodę z butelką. Nadal walczę z laktatorem.
W ogóle oddechowo się pogorszyło, ale lekarze ostrzegali że tak już jest ze sterydami. Pomagają odłączyć od respiratora, później jest pogorszenie i tak mamy 40% tlenu teraz..
Pierwsze dni z butelka ? 3 wieczory pod rząd zjadła wszystko! Na dniu było gorzej bo to śpioszek i nie chciała oczu otworzyć. Co za radość! Już widzę nasza trójkę w domu!
Rozmawiamy z lekarzem. Mówi że jak najbardziej możemy już szykować w domu, że w połowie sierpnia powinna wyjść. Zaznacza jednak że możliwe że to będzie z tlenem. Na początku jestem kategorycznie na nie, później po mału zaczynam się oswajać z tą myślą.
I tu zaczynaja się schody bo jak był ładny początek z jedzeniem to już teraz nawet nie chce buzi otworzyć.
Problemem jest sonda w buzi. Lekarze nie chcą jej dać do noska bo tam ma tlen. Z buzi sondę wyrywa 4 razy dziennie... wiec automatycznie ta cześć ciała źle jej się kojarzy jak co chwile pchają jej rurkę....
Jak tylko widzi butelkę zbliżająca się do jej buzi to zamyka oczy ściska usta i udaje że śpi!
Lekarze w końcu się litują i dają zgodę na sondę w nosku.
Z wąsów przechodzimy na czysty tlen. 0.2-0.3L czyli nadal jakieś 40% tyle że to już tylko tlen bez powietrza.
Całymi dniami siedzę w szpitalu, tulimy się, opowiadam jej że jak wyjdzie to mam tyle rzeczy jej do pokazania, że pójdziemy na spacer..
Mąż przyjeżdża codziennie po pracy.
Z jedzeniem troszkę lepiej ale męczy się szybko i nie zjada ile powinna.
Ja często płacze. Ręce mi opadają. Już tak bym chciała mieć ją w domu, wszystko już gotowe. Mieliśmy wyjść do domu w sierpniu... nic z tego....
Lekarza od problemów z jedzeniem brak w tym szpitalu.
Próbuje mnóstwo butelek, smoczków, zagęszczaczy do mleka , nawet mm. W końcu dochodzę do wniosku że to nie wina mleka, nie butelki jak chce to zje.
Wagowo ładnie rośnie, w sierpniu mamy już 3 kg. Ma dwa podbródki :D
Jeśli chodzi o rozwój to też super. Uwielbia słuchać muzyki. Ma karuzele z królikami, nie odrywa od niej oczu, te króliki i ona to po prostu miłość od pierwszego wejrzenia ♥️ W końcu to Alicja!

MOJA WIELKA MAŁA WOJOWNICZKA

Udalo się w 31 cyklu z clo i ovitrelle.
2 listopada 2018 zrobiłam test i pojawiły się ll kreski!! W końcu!
Pierwsze usg w 6 tc pokazało dwa pecherzyki, w jednym było serduszko, drugi był pusty i taki już pozostał.

STYCZEŃ 2019
Usg prenatalne ok, jedynie co, okazuje się że pępowina jest dwunaczyniowa, ale lekarz uspokaja że to nic takiego, czasem się zdarza. W tym samym dniu robie pappe i tu wychodzi ryzyko ZD 1:77..
Dostaje skierowanie na biopsje kosmówki. Po dwóch dniach dzwoni telefon, zdrowa dziewczynka! Z mężem płaczemy z radości. Lekarz informuje ze na mikromacierze jeszcze trzeba poczekać ale już te słowa wpadają jednym uchem i wypadają drugim, przecież nie ma ZD już będzie dobrze!

LUTY 2019
W 15 tc czyli dwa tyg później mam usg kontrolne. Idę zadowolona, oznajmiam lekarce że będzie córeczka. Lekarka przystawia sondę i zamiera.. Ja wpatruje się ekran i nic nie rozumiem ciężko cokolwiek dojrzeć, o co chodzi?!
Okazuje się że nie mam wód płodowych, jedna kieszonka ma tylko 1cm. Wymiary dziecka 2 tyg w tył..
Mój świat się wali..Lekarka nie daje już żadnych złudzeń, jest źle. Każe przyjść za tydz bo napewno serce przestanie bić w takich warunkach..
Wsiadam do metra, próbuje zatrzymać łzy żeby wszyscy się na mnie nie gapili. Wysiadam, biegnę do domu i otwieram drzwi do domu i w końcu mogę wypuścić wszystkie łzy ...
Do męża nie dzwonię, to nie wiadomość na telefon, czekam aż wróci z pracy.
Można się domyśleć jak zareagował..rozpłakał się z bezsilności i nie dowierzał że to już koniec.

Na nastepne usg ide już do szpitala. Serce bije wiec czekamy. Czekamy również na wyniki mikromacierzy z biopsji, bo najprawdopodobniej jest to choroba genetyczna.

MARZEC 2019
Tygodnie mijają, usg co 2 tyg. Serduszko bije, mała rośnie swoim tempem ale rośnie.
Lekarze proponują na każdej wizycie aborcje, informują że mam takie prawo, a ja zaczynam czuć ruchy..
Teraz już wiem że ja tej decyzji nie podejmę. Moje dziecko walczy. Będę walczyć razem z nią!

Po tylu tygodniach czekania okazuje się że było za mało materiału i mikromacierze nie wyszły.
Trzeba zrobić amniopunkcję. Nie no na serio, ile jeszcze?
Przy amniopunkcji stan wód 7mm nie ma z czego pobrać, trzeba dolać. Mała jest mało współpracująca. Żeby było śmiesznie to przytyka lekarzom wejście plecami.


KWIECIEŃ 2019

Z amniopunkcji nie znaleziono zadniej choroby genetycznej. Oczywiście lekarz mnie informuje że to wcale nie znaczy że jest zdrowa, bo te badanie ma swoje limity.
Skoro nie genetyka to najprawdopodobniej nerki nie działają. Innego wytłumaczenia nie ma. Wód nie tracę, pije po 3-4 litry wody dziennie i to nic nie daje..
Na usg lekarze dopatrują się również zwężenia aorty żeby było jeszcze bardziej strasznie.
Wagowo 30 kwietnia na usg przekracza 600 gram.
W końcu dostaje skierowanie na oddział na podanie sterydów na płuca bo takie dzieci się już ratuje :)


MAJ 2019

Po podaniu sterydów wypuszczają mnie do domu. Na usg cały czas ten sam obraz przez brak wód nic nie widać, wagowo słabo, przybiera ale powinna na tym etapie mieć jeszcze raz tyle.
3 razy w tyg ma do mnie do domu przyjeżdżać pielęgniarka robić ktg. Na drugiej wizycie domowej okazuje się że jest spadek tętna i musze wrócić do szpitala. Po paru dniach mnie wypuszczają, tym razem wizyty pielęgniarki są codziennie.
Wieczorem 16 maja leżąc na kanapie czuję że „coś” ze mnie leci.. Podejrzewając że to wody jadę do szpitala. Test potwierdza moje przypuszczenia. Nim że był tylko niecały centymetr to jeszcze uciekają! Wiec znowu mnie zatrzymują.
Podczas mojego pobytu przez mój pokój przechodzi dużo lekarzy. Nikt nie daje szans na przeżycie mojemu dziecku. Bo hipotrofia, bo brak wód, bo pewnie coś z genetyka jednak, bo to pewnie nerki nie działają, a że płuca się nie rozwinęły napewno, a i ta zwężona aorta (operują dzieci powyżej 1,2kg).
A ja co jestem dobrej myśli i wierze w moja wojowniczkę to jak słyszę tych lekarzy to już nie wierze w nic..

CESARKA
30t6dz
20 maja budzę się w nocy do ubikacji z bólem @. Wyszedł ze mnie skrzep. Przestraszyłam się i od razu zawołam pielęgniarkę. Przyszła, mówi że „tak się zdarza” i idzie.
Idąc do łóżka czuje się słabo, zaczynają mnie poty oblewać, coś jest ewidentnie nie tak..
W tym momencie wchodzi położna i mówi że jednak sprawdzimy na usg i zrobimy ktg.
Na usg mój brzuch jest jak skała. Lekarka mówi że macica nie chce „puścić”.
Wstaje i każą mi iść do drugiego pomieszczenia na ktg. Wychodzę na korytarz i tu znowu oblewają mnie poty, podstawiają mi wózek i wywożą na jakaś sale.
Tam już zaczynaja mnie kłuć podawać kroplówki, zrobił się szum, podłączają ktg i po paru minutach tętno małej zaczyna spadać. Jest podejrzenie odklejenia się łożyska. Wszystko w tym momencie dzieje się szybko. Chwila i jestem już na sali gotowa do cc, jeden wdech i odlatuje ..


ALICE GABRIELLE

Budzę się na sali. Pytam od razu o córkę. Dowiaduje się tylko tyle że zabrali ja na reanimacje.
Do męża nie udało im się dodzwonić.

Rana boli. Przychodzi jakaś pielęgniarka i skacze mi po brzuchu i później patrzy czy krwawię „od spodu”. Serio? Mam ochotę ją uderzyć.
Mąż mi się znalazł. Dzwonki oczywiście miał wyłączone. Wstał rano, zobaczył że numer nieznany, ubrał się, zrobił kawę i wychodząc do pracy dopiero...odsłuchał pocztę.....eh.
Przychodzi do mnie, od razu wysyłam go do małej. Przychodzi ze zdjęciem, jejku aż nie umiem opisać pierwszego wrażenia. Taka duża się wydaje! Leży w inkubatorku pod respiratorem w zielonej czapeczce. Jej waga to 895 gramy.

WRZESIEŃ 2019

Mieliśmy być już w domu....
Jedziemy na konsultacje kardiologiczna w związku z nadciśnieniem płucnym do poprzedniego szpitala specjalistycznego. Na miejscu kardiolog stwierdza że przewód tętniczy jest nadal otwarty. Za dużo krwi ląduje w płucach, trzeba go zamknąć. Jest to zabieg szybki, wchodzą tętnica udowa, wpuszczają balonik czy jakąś sprężynkę i bach zamknięty. Wydaje się to szybkie i łatwe. Lekarz mówi o 2 dniach na oddziale..
Powrót do poprzedniego szpitala, po kilku dniach nadchodzi data zabiegu.
Jedziemy, w szpitalu wszyscy nas żegnają, bo i po tylu miesiącach wszyscy nas już znają..mówią że teraz już będzie lepiej, że po zamknięciu przewodu poprawi się oddychanie, a jak będzie lepiej oddychać to i jeść zacznie.
Jedziemy ze strachem w oczach a jednocześnie z nadzieją że w końcu będzie lepiej i wyjdziemy w końcu do domu. Mamy 3,5 kg.

I od tego momentu już nic nie było tak jak przedtem...

Wysłałam mojego króliczka na sale operacyjną, nie płakała ale chyba przeczuwała że coś się świeci. Wpatrywała się we mnie swoimi wielkimi oczkami.
I zaczęło się czekanie.. godziny mijały..coś długo to wszystko trwało, miało to być tak szybko..
Okazało się że musieli do zabiegu przy jej nadciśnieniu ją zaintubować i bardzo źle zniosła intubacje. Miała ataki nadciśnienia, w ruch poszła adrenalina. Była niestabilna i lekarze musieli przerwać interwencje. Jedynie co się udało to wpuścili kontrast i zobaczyli że przewód jest za szeroki na zamknięcie go w ten sposób i że jednak na złączeniu przewodu, aorta jest zwężona....
„Oddano” mi dziecko w stanie tragicznym, respirator 100%, od nowa tlenek azotu, 13 strzykawek z lekami...cofnęliśmy się z powrotem do maja. Moje dziecko jeszcze pare godzin temu oddychało samo, miała tylko lekki podmuch tlenu, oglądała karuzela, teraz jest otumiona lekami, jej życie podtrzymuja maszyny...a to miało być takie proste!


PAŹDZIERNIK 2019

Dalej to był tylko płacz i płacz.
Dalej ściągam mleko mimo że Alicja już nie je.
Minęły 3 długie tygodnie. Nie obyło się bez infekcji, gronkowców złocistych, antybiotyków.
W ruch poszły znowu sterydy ale już w większych i dłuższych dawkach bo nie działały już tak jak za pierwszym razem. Udało nam się zejść z tych 100% tlenu na 30%.
Wyznaczyli nam termin operacji na 11 października. Tym razem mieli ją rozcinać i zamykać przewód i naprawić aortę operacyjnie.
Jak mi szkoda tego mojego dziecka! Leży biedna pod tym respiratorem, cały czas ją tylko odsysają ze śliny i kłują. Problem butelki wydaje się teraz taki błahy ....
W operacje przyznam nie wierze. Po tym w jakim stanie wróciła z pierwszej ciężko pozytywnie myśleć..I znowu ją oddaje w ręce chirurgów szepcząc jej do ucha że jest SILNA że już tak długo walczy i da rade! Musi!

Operacja się udała!
Następne 3 tygodnie są nadal pod respiratorem. Lekarze podchodzą do niej jak do jajka, mam wrażenie że boja się ją rozintubować. Chodzę do niej codziennie, puszczam jej piosenki, śpiewam, robie spektakle z jej zabawek. Nakręciłam nawet video które uwielbiam oglądać. Śpiewam i ruszam jej zabawka-ptakiem a ona mimo morfiny i respiratora śmieje się i rusza w rytm muzyki rączkami ♥️
W końcu pod koniec miesiąca przechodzimy na maskę!
Po 5 tyg w końcu mogę wziąć na ręce moje dziecko! Tak mi tego brakowało.....


LISTOPAD 2019

Oddechowo bardzo szybko się wszystko potoczyło, aż za szybko!
W jednym tygodniu przeszliśmy z respiratora-maski-wąsów-na czysty tlen.
Przenieśli nas na oddział dla „niejadków”. Tak na to czekałam! W końcu są specjaliści którzy pomogą w jedzeniu.
Na oddział trafia z 3L tlenu, na następny dzień ma już tylko 0,1-0,2L. Idzie jak burza, nawet chcą całkiem odłączyć ją od maszyny.
Ale oddech ma bardzo ciężki, mimo że zapotrzebowanie na tlen małe to widać po klatce piersiowej że się męczy. Zmiany maszyn były za szybkie.

Przychodzi specjalistka od jedzenia..heh. Mówi że przy tym oddychaniu to ona jeść nie będzie napewno. Że dziecko najpierw wybiera oddychanie, później jedzenie.
Że sondę to ona jeszcze długo będzie mieć bo musi nadrobić kilogramy. Mam 5,5 miesiąca i 3,5 kg..no tak przez ostatni miesiąc i operacje była na kroplówkach wiec nic nie przybrała.
Mówi że trzeba dać jej jeść ile chce a reszta sondą i że muszę rozważyć wyjście do domu i z tlenem i z sonda! Sondą? Cały czas coś nam dochodzi...
Zapomniałam dodać że przez 5 tyg pod respiratorem nawet smoczka już nie chce...

Żeby było straszniej to doszło nam nadciśnienie nagle. Nadciśnienie „normalne” bo płucne nadal ma. Lekarze po operacji raz mówią że jest lepiej że ciśnienie w płucach się zmniejszyło a raz mówią że operacja nic nie zmieniła. Wszystko zależy od tego kiedy robią usg, raz jest lepiej jak gorzej. W każdym razie nadal mamy dysplazje, nadciśnienie płucne, a wyszła też stenoza jednej żyły w płucu i teraz doszło nadciśnienie..

Zmiana oddziału na reanimacje..zmiana maszyn do oddychania była za szybka. Trzeba wrócić na chwile do maski i znaleźć przyczynę nadciśnienia.
Znowu krok w tył.. z dobrych wieści po założeniu maski Alice zaczęła ssać smoczka ♥️

I tak dni mijają. Pełno badań. Usg głowy, eeg, usg nerek, tomografia, skaner, prześwietlenia, badania dna oka wszystko ok. Nadciśnienie nadal mamy. Nadal szukamy.
Znowu zmiana oddziału. Tym razem na pediatrię bo jak to lekarze mówią oprócz płuc i nadciśnienia wszystko jest dobrze. Mamy znowu zwykle noski z tlenem. Potrafi nawet przez jakiś czas oddychać sama. Do jej pokoju sprowadziłam pół domu. Mamy tapczanik do zabawy, bo przecież musi się rozwijać, bujaczek, szafa pełna ciuchów, stroje codziennie mojego króliczka ♥️
Smoczka pięknie ssie, po malutku wprowadzamy butelkę. Narazie nie jest zainteresowana jedzeniem ale to dlatego że wymiotowała ostatnio i mleko sondą idzie w malutkich ilościach ale 24h/24h wiec czekam aż zmienią „tryb” bo teraz to i głodna nie jest.

Jest już taka fajna, uśmiechnięta. Dziś położyłam ją na siebie i tak pięknie trzyma główkę 🙏🏻 Jestem taka dumna z mojego byczka ♥️
Dziś mamy 20 listopada 6 mc za nami i 4100g. W końcu zaczęła przybierać. Bawimy się cały dzień, jest cudowna !

I tego jeszcze w tym momencie nie wiedziałam ale to był już ostatni nasz dzień .....


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2020, 19:11

1 DZIEN BYCIA MAMA

Koło 9h wróciłam do pokoju. Godzinę później przychodzi pielęgniarka i pyta się czy chce zobaczyć córeczkę! Co za pytanie! Oczywiście tylko jak ja mam się podnieść, wszystko boli.
Pomagają mi usiąść na fotel i jedziemy piętro niżej.
Jejku ten widok! Taki maleńki aniołek w pieluszce mieszczącej się na mojej dłoni!
Mogę ją złapać za rączkę, cała jej dłoń obejmuje mojego małego palca!
Co do jej stanu zdrowia lekarze nie chcą się jeszcze wypowiadać. Nerki działają, czy ma zwężoną aortę nie wiedza jeszcze ale ma podane leki żeby nie zamknął się przewód botalla.
Wracamy do pokoju.
Popołudniem przychodzi lekarz i mówi że jest źle, że 100% tlenu nie wystarcza że jest sina..
Każe nam iść do niej się pożegnać ..
Ja jestem z natury człowiekiem który często płacze tutaj słucham lekarza i w ogóle nie dociera do mnie to co mówi, tylko mu przytakuje....nie nie to nie może się tak skończyć, nie wierze w jego słowa..

Idziemy na dół, dochodzimy do jej pokoju. Rzeczywiście zmieniła kolor, leży pod kołdrą grzejacą maszyny dzwonią, każą nam wyjść.
Stoimy na korytarzu przed pokojem podchodzi do mnie babka od laktacji i mi mówi że mam zacząć się ściągać w najbliższych godzinach, bo stracę pokarm.. serio? Moje dziecko umiera, maszyny dzwonią a ona mi o laktacji na korytarzu??

Pielęgniarka zaprowadza nas do sali dla rodziców, mówi że za chwile po nas przyjdzie.
Te minuty były wiecznością, przychodzi, prowadzi nas do drugiej sali, przechodząc widzę z daleka pokój mojego dziecka, drzwi zamknięte, światło zgaszone...
Siadamy z mężem w małym pokoiku z czerwonymi sofami i paczka chusteczek na środku stolika.
Tych chusteczek nigdy nie zapomnę. To nie wróżyło nic dobrego.
Siedzimy z mężem i czekamy na lekarza. Po raz pierwszy mąż zaczął płakać. Ten zamknięty pokój..co myśleć?
Lekarka przychodzi i zaczyna opowiadać dzień od początku, słucham i próbuje dojść to tego czy mówi w czasie teraźniejszym jeszcze czy już przeszłym..w końcu mąż nie wytrzymuje i mówi „Alice żyje czy nie?” Mówi że TAK! Boże dlaczego kobieto nie zaczynasz od tego!

Możemy iść do niej do pokoju. Jest poprawa!
(Jak się później okazało podłączyli jej maszynę z tlenkiem azotu).
Wieczorem tlen zmniejszyli ze 100% na 60%!
Nie zapomnie jak lekarka chodziła po jej pokoju i powtarzała słowo „Incroyable” czyli niewiarygodne, nie do wiary.
Tak mój majowy byczek jest silny i dzielnie walczy !
Żaden lekarz nie dawał jej szans a ona tu jest i daje radę!

Noe wiem dlaczego zapomniałam o jednej istotnej sprawie na przyszły rok 🤔 otóż od marca zaczynamy robić Poli pokoik 🤩 pokoik z biurkiem,łóżkiem. Taka przytulna oaza mojej księżniczki:)

4dc...
Ostatni zastrzyk za mna... tydzień spokoju i w czwartek zobaczyny co dalej... może poznamy datę transferu? 🤯

33dc, plamienia od 6 dni
Cały czas mam wrażenie że już zaraz przyjdzie, już zaraz się rozkręci. A ona nie przychodzi. Kupiłam sobie czerwone wino, ktore mam zamiar wypić z obrzydzeniem. Nienawidzę wina ale podobno ma pomóc. W połączeniu z gorącą kąpielą ma dać wynik w postaci miesiączki. Tak mówią internety 😅

8tc+3d pokrwawiam (40 dpt)
(Estrofem, Utrogestan, Acard, Neoparin, Encorton, Medargin, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12)

Cały czas pokrwawiam, różnica jest taka, że już nie jeżdżę na usg po każdym krwawieniu, czekam na jutrzejszą wizytę. Póki co mdłości uniemożliwiają jakiekolwiek zbliżone do normalnego funkcjonowanie, miałam rano jechać do poradni, ale nie dałam rady, nie jestem w stanie wstać, leżę zwinięta w kłębek w łóżku. Od kilku dni z zegarkiem w ręku podjeżdżający po gardło pawik budzi mnie o 5 rano, wstaje aby coś zjeść i wracam do łóżka oszukując się, że posiłek pomógł. Wolałabym się normalnie zwymiotować raz na jakiś czas, a nie 24h na dobę czuć jak jedzenie podjeżdża pod migdałki i wraca do żołądka, ale cóż takie uroki ciąży. Niech mnie ktoś obudzi w II trymestrze 🤦‍♀️


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2020, 09:55

39dc

Cykl mi się przedłużył. Nie wiem czemu. Żadnych leków nie brałam. Żadnego duphastonu czy też luteiny.
Podroby mnie bolą dłuższy czas, kiedy wręcz co ranek bądź przy większym bólu zaczyna mnie boleć jest zagladanie wręcz czy może już dostałam @. Od czasu do czasu mam śluz i nie wiem w sumie czemu, może jakaś infekcja czy co. Mam również BETADINE i dzisiaj zaaplikuje na wszelkie W! A nie zaszkodzi bo jak coś złapałam to mi wybije, że tak nazwę.
Nie chce również brać luteiny na wywołanie, pozostawić chce to naturze.

Dzisiaj całe oszczędności na kolejną procedurę in vitro pożyczyłem. 😔 Ale na szczęście oddane będą tak do połowy marca. Jak liczyłam to i tak jak cytologie zrobię w połowie stycznia to z wynikami pójdę do lekarza na początku lutego. Także doczekam do wypłaty. A i tak na pewno w lutym jak dostanę zielone światło to będę musiała wyniki zrobic😊. Czego nie robi się dla rodziny w potrzebie, a głupota byłoby, aby pozyczali kasę w banku, skoro ja miałam większą kwotę odlozona.
Także od jutra żyje z mężem na jego rachunek.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2020, 18:56

21 DC nie liczyłam na żadną owulację no bo jak bez leków?!
Test owu niby pozytywny z wieczora .. wiadomo że to nic nie znaczy pęcherzyk może być ale niewiadomo czy pęknie... Na monitoring w tym cyklu raczej nie dam rady iść .. ale może coś wykombinuje 😏
Liczę na szczęście.
Od maja wracam do stymulacji 🤗✊
Kiedyś będzie pięknie.

WTOREK
Dzis transfer 😊
Zrobiliśmy awanture w klinice.
Przed punkcja umawialam sie z moim lekarzem, że mrozimy 3 zarodki w 3 dobie ale on jeszcze zobaczy jakiej jakosci beda te zarodki i w razie czego zamrozi tylko te dobre. I tyle czasu myslalam jak mogl zamrozic 7c i 6c...? Czy one spełniają kryterium pt: "dobre"? Nie wytrzymalismy z mężem, poszło na noże. Co sie okazalo? Szanowny Pan Dr nie rozmawiał nawet z embriologiem tylko w ciemno zlecil mrozenie!!! 🤬 Super i ja mam za to płacić. Rewelacyjne podejście kliniki. Ale bylismy tak wkurzeni, że Doktor sie zreflektowal i sie okazalo że nagle mozna rozmrozic wszystkie zarodki, podac jeden a te dwa slabiaki hodowac do 5 doby. Pomimo tego, ze wczesniej taka opcja nie wchodziła w gre. Czy w naszym kraju, zeby cos zalatwic zawsze trzeba z mordą? 😖

Anuśla Musisz dać życiu szansę 7 stycznia 2020, 19:09

Wpis mial być radosny: zaczynamy stymulacje, juhu. Ale nie bedzie, bo lekarz odmówił stymulacji przy moim wyniku usg piersi. Myślałam że spadne z fotela. Sa liczne torbiele, ale najwieksza to 1.3, babka od usg mowila, ze lekarz raczej mnie dopuści. No ale okazalo sie, ze dopisała medycznym jezykiem: podejrzane. I dlatego doktor odmowil. Tlumacze mu, że ona wiedziala, ze ja przed procedura, ze kazala w lutym na kontrolę juz w ciąży przyjść. Doktor na to jak to w ciąży, a jak tfu tfu cos tam wyjdzie to w ciazy nie mozna mnie leczyć. Stanelo na tym ze mam przyjsc jutro o 12:30 na usg piersi do kliniki. Mam 22 dc, więc ta torbiel bedzie jeszcze wieksza. No cóż, jesli ivf ma być odwołane to niech bedzie, niech sie dzieje wola nieba. Wtedy przyjdzie mi poczekac 2 miesiące na kolejne usg. Ale dostalam już recepte, w razie jakby jutro bylo dobrze. 150 j ovaleap, tylko rano. Usg w 6-7dc. Doktor wysmial moje pytanie o nutridrinki i zakazal zwiekszania dawki acardu, bo mi punkcji nie zrobia. Pozostaje wiec przy 75.
Dodatkowo mam problem natury moralnej. Przeszlam do nowego zespolu, szefowa sie cieszy, ma plany wobec mnie a ja na ivf sie szykuje, troche mi glupio. Jednak nie moge nie robić nic i czekać na dziecko. Musze żyć również obok nieplodnosci. I wymyslac historyjki dlaczego zwalniam sie w.srodku dnia do lekarza...
Z pozytywnych rzeczy kupilam czarne kozaki na obcasie, mąż mi nie daje spokoju, polecam sex w kozakach hehe


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2020, 19:09

tc: 35+1, waga 66 kg.

Byłam na wizycie. Pierwsze KTG. Serce jej tak szybko biło, że zastanawiałam się, czy nie za szybko, tylko takich "buch, buch, buch". Jakieś tam mikro skurcze się zapisały, dziecinie lenistwo się włączyło i się nie chciała za bardzo ruszać. Szyjka zamknięta, 3 cm. Wymaz w kierunku GBS pobrany, wyniki w poniedziałek. Z usg wychodzi, że Malinka osiągnęła wiek 36+0. Wizja cc bez możliwości kangurowania Malinki przez Mężusia mnie przeraża. Niestety nie znalazłam szpitala, w którym możliwe byłoby kangurowanie po cc przez ojca dziecka - przynajmniej w naszym województwie. Niby taki problem, to nie problem, wiem. Dlatego codziennie sobie rozmawiamy, że we trójkę uzgodniliśmy sn, i że Tatuś chce zobaczyć Malinkę, w związku z tym poród sn jest tym wskazanym, żeby ładnie sobie siedziała do terminu i jednocześnie nie rosła zbyt dużo. Oczywiście jest też opcja szpitala prywatnego, w którym ojciec dziecka może nawet nocować, ale chyba to za duży koszt. Rozważaliśmy opcję szpitala prywatnego przez chwilę i jednak wolimy tą kasę przeznaczyć na jakieś inne cele.

Zaczęłam pakować torbę - na razie rzeczy potrzebne wywalam na stół i potem będę układać w torbie. Natomiast Mężuś z uwagi na to, że nikt nie wie, jak to będzie podczas porodu (koronawirus), to po prysznicu, zamiast koszulki zakłada na tors pieluszkę tetrową. W zasadzie różne pieluszki tetrowe, żeby złapały jego zapach i jego bakterie. Może to głupie, ale tak pomyśleliśmy, że warto, żeby od początku miała prowizoryczny kontakt z ojcem.

Kolejne potrawy na połóg przygotowane, czyli 3 słoiki zupy tajskiej zapasteryzowane i pojemnik hummusu. Jeszcze mi został smalec wegański do zrobienia z przygotowań kulinarnych.

Aktualizacja brzuszkowa:
https://naforum.zapodaj.net/f6ab16b9db8c.jpg.html


10t+4d

Dziś trochę smutno bo luby wczoraj wyjechał, musiał wracać "do roboty" i pewnie zobaczymy się dopiero w Walentynki 😒 Ginka odradza mi podróżowanie, nawet w drugim trymestrze, nie przy moich przypadłościach i stopniu "wyczekania" ciąży 🙄 Także cały ciężar naszego dotychczasowego życia w walizce spoczywa teraz na P.

Ech szczęśliwi w swej nieświadomości ci, którzy marzą o romantycznym życiu "w drodze" 😄W ciągu ostatnich 6 lat przeprowadziliśmy się w różne części Europy 9 razy dodatkowo połowę każdego roku spędzając w kolejnych dłuższych i krótszych rozjazdach poza kontynentem. Cały ten z dupy śmierdzący "romantyzm" zawdzięczamy chorej pracy P. Rzucają nim z miejsca w miejsce, tam gdzie akurat trzeba komuś ratować skórę, albo łatać fakapy nieporadnych pociotków, małych księciów nepotyzmu 🤦‍♀

Luby strasznie przygnębiony, że musiał nas zostawić, że będzie przeżywał ciążę "na odległość" itp. Ech...

Mamy plan jak się z tych sideł oswobodzić, ale ta "niespodziewana" ciąża (tak tak, można zajść niespodziewanie po 6 latach starań i IUI 😄 ) trochę nam skomplikowała logistykę. Ale nie byłabym mną gdybym miała się poddać albo odpuścić. O nie! Do ostatniego tchu, hasta la muerte, póki w żyłach krąży krew! 😜

Niech mi tylko przejdą te zasrane mdłości i wracam do walki. Mam do zorganizowania spore przedsięwzięcie, którego kulminacyjny moment wypadnie między moim 9 miesiącem a porodem... 🤦‍♀😄Proszę trzymajcie za mnie kciuki, bo bardzo będę tego potrzebowała. A naprawdę chciałabym móc wreszcie rozpakować gdzieś walizkę i powiedzieć głośno, że to jest teraz NASZ DOM. Uff.

CAŁEJ TRÓJKI 🥰

Sandra02 Mam dość.. 24 lutego 2021, 21:53

No i muszę brać dabletki na depresję...
Dziś 22 dc a ja zaczęłam plamić 😳

UWAGA dziś będzie wpis religijno-duchowy wiec jeżeli ktoś się nie odnajduje w takich tematach to serdecznie nie polecam czytać - ale bardzo chce się tym podzielić bo myśle ze rzadko się czyta o takich przypadkach jaki mnie spotkał a to ważny głos.

Aha i będzie długo.

Wczoraj byłam u spowiedzi - zwykle chodzę regularnie, jestem praktykującą katoliczką. Tym bardziej chciałam się wyspowiadać przed świetami - opuściłam raz niedzielną msze świętą i nie mogłam przystępować do Komunii. Rozmawialiśmy wcześniej z mężem i uzgodniliśmy ze nie będziemy się spowiadać z przystąpienia do IVF - uznajemy to za sposób podjęcia leczenia. Jednocześnie wiedziałam jakie jest stanowisko instytucji kościoła w tej sprawie i wiedziałam ze uznaje IVF za grzech ciężki. Decyzja o podjęciu procedury nie była dla mnie łatwa - nie ze względu na moje moralne wątpliwości ale na konieczność sprzeciwienia się głosowi kościoła któremu - jakby nie było - również chciałabym dochować wierności.
Skoro uzgodniliśmy ze nie będziemy się z tego spowiadać to szlam do spowiedzi z takim założeniem - jednak jadąc już na spowiedź i potem również stojąc w kolejce - poczułam silne wewnętrzne przynaglenie żeby jednak wyznać w konfesjonale przystąpienie do procedury. Mimo tego ze wiedziałam ze prawdopodobnie spotkam się z ostracyzmem, mogę być nawet wyrzucona z konfesjonału, a w najlepszym razie dostanę pewnie reprymendę i będę zmuszona podjąć dyskusje ze spowiednikiem (dużo się naczytałam w Internetach jak to wyglada). Mimo wszystko postanowiłam znieść mężnie to co mnie spotka, ponieść konsekwencje swojego wyboru, poprosiłam tylko w modlitwie: Boże proszę daj mi się spotkać z Twoim miłosierdziem - chce to powierzyć Tobie, bo to Tobie się spowiadam a nie spowiednikowi. Cała się trzęsłam ze zdenerwowania. Kiedy uklękłam w konfesjonale było mi gorąco. Na samym końcu, po wyznaniu wszystkich grzechów powiedziałam ze jeszcze chciałabym wyznać najtrudniejsze - ze końcem listopada przystąpiliśmy z mężem do procedury in vitro, a spowiednik na to:
- A uważasz to za grzech?
- Nie wiem, wiem ze kościół uważa...
- Ale ja się nie pytam co kościół uważa, ja wiem co kościół uważa, ja pytam Ciebie czy uważasz to za grzech, bo jeżeli nie to proszę nie spowiadaj się z tego.
- .... (zamurowało mnie z wrażenia, nie wiedziałam co powiedzieć)
- Pamiętaj żeby zawsze kierować się swoim osadem, swoim sumieniem, to co mówi Kościół może być dla nas wskazówką moralną ale ostatecznie musisz rozważyć w swoim sumieniu, nie trzymać się kurczowo zasad ustalonych przez Kościół bo to jest klerykalizm a przed tym ostrzega Papież Franciszek. Każda sytuacja jest inna i każda wymaga osobnego podejścia, tym bardziej jeżeli Twoja decyzja była przemyślana i przemodlona.
- W mojej ocenie moralnej to nie grzech, to po prostu leczenie....
- To dobrze to w takim razie nie spowiadaj się z tego. Chrystus przyszedł dać nam wolność i możliwość postępowania w zgodzie z własnym sumieniem. To faryzeusze chcieli ślepego posłuszeństwa prawu, nie Chrystus. Bezwzględne wypełnianie prawa jest faryzejskie bo zawsze na pierwszym miejscu musi być człowiek. Kościół dziś myśli tak, jutro inaczej. Kiedyś kościół zakazywał transplantacji. Popatrz tez na podejście innych kościołów katolickich. Spróbuj w sytuacji w której jesteś również odnaleźć wole Bożą, jego łaskę dla Ciebie, przecież on również kieruje rękami lekarzy, wiec gdyby tylko udało Wam się w tej procedurze mieć dziecko to trzeba się cieszyć i być Bogu bardzo za to wdzięcznym.....
Po prostu mnie zamurowało jak to wszystko usłyszałam. W najśmielszymi oczekiwaniach nie spodziewałam się usłyszeć takich słów w konfesjonale. Takich słów pełnych miłości i akceptacji dla moich wyborów, zaufania ze moje serce wie co robić. Byłam bardzo bardzo wzruszona. Podziękowałam serdecznie ojcu za spowiedź ale naprawdę jestem przekonana ze w tym konfesjonale spotkałam samego Pana. Nigdy jeszcze nie doświadczyłam spowiedzi tak pełnej miłości, nawet sam sposób w jaki ojciec do mnie mówił - nie był mentorski był po prostu serdeczny.

Strasznie jestem wdzięczna za tą spowiedź - bo wiem ze to wielka łaska - nie każdemu jest dane trafić na takiego spowiednika. Większość ludzi idąc do konfesjonału z IVF spotyka się z niezrozumieniem, czasem agresją, często ze złością, faryzejstwem czy klerykalizmem jak nazwał to ojciec. Dlatego chciałam się tym podzielić, napisać o tym bo wiem ze tych złych historii jest w necie dużo dużo więcej. I wiem ze dla większości moje problemy i rozterki są obce ale być może jest ktoś dla kogo ten wpis będzie jakimś wsparciem, wskazówką? Ja bym chyba chciała trafić na takie zdanie w kosciele wtedy kiedy rozważałam przystąpienie do procedury, byłam wtedy po długim leczeniu naprotechnologicznym które nie przynosiło żadnego rezultatu i zaczęłam powoli przyjmować trudną prawdę że naturalnie się nie uda. Biłam się wtedy bardzo z myślami, i IVF było dla mnie trudną decyzją ale takie wsparcie jak otrzymałam teraz w konfesjonale na pewno oszczędziło by mi miesięcy obwiniania się, pretensji do siebie samej, poczucia wykluczenia z kościoła i odrzucenia przez Boga.

W takim Kościele chcę być!

07 STYCZEŃ - 351 dzień wspólnego życia

Wszystkim czytającym WSPANIAŁEGO ROKU!!!

W grudniu po raz pierwszy otrzymaliśmy paczki w pracy. Mąż bardzo to przeżył. Zawsze przychodził zdołowany z pracy, że po raz kolejny ktoś głośno powiedział , że nie ma dziecka. Tym razem było inaczej, szczęście na jego twarzy, widok super. Tym razem to on mógł wszystkim powiedzieć MAM DZIECKO, paczka mi się należy ;-)
U męża w pracy odbyło się spotkanie z Mikołajem, poszliśmy. Było super, wiele atrakcji dla dzieci, nawet dla maluszków. Bawiliśmy się przednio :-D Adam nie mógł się trochę odnaleźć. Dużo dzieci, dorosłych, głośno. Skorzystaliśmy z przygotowanych atrakcji i nie męcząc Adama po 2 godzinach wróciliśmy do domu. Pierwsze Mikołajki odhaczone :-D

Przygotowania do świąt w naszym domu ograniczyły się do wystroju mieszkania. Nie sprzątaliśmy i nie gotowaliśmy za bardzo. Chcieliśmy zadbać o atmosferę Świąt. Ubieraliśmy z synem choinkę było cudownie. Tata rozwieszał w całym domu lampki i różnego rodzaju świecące ozdoby. Adam bardzo przeżywa wszystkie elementy świąteczne. Na spacerze zauważy każdą najmniejszą ozdobę świąteczną, wszystkie musimy skomentować. Ubieraliśmy też choinkę u dziadków, tam niestety nie obyło się bez strat 3 bombki poszły do kosza ;-) Same Święta, Wigilia były magiczne głośne, radosne, szczęśliwe. Pełne zabawy. Mina Adama jak zobaczył pod choinką prezenty BEZCENNA :-D Marcin się wzruszył tak jak dziadkowie. Ja natomiast czułam spokój i harmonię, ogromne szczęście patrząc na radosną buzię Adama. Prezentów dostał mnóstwo, jednak po powrocie do domu najlepszą zabawką okazały się wytłaczanki do jajek :-D :-D :-D
Święta Święta i po, trochę boję się reakcji syna na chowanie ozdób i rozbieranie choinki ;-D

Sylwestra spędziliśmy sami w domu. Mieliśmy obawy jak Adam zareaguje na fajerwerki. Nie potrzebnie spał w najlepsze, westchną tylko i przekręcił się na drugi bok :-D :-D :-D

02 stycznia minął rok od telefonu z informacją, że Adam się odnalazł. Dzień pełen refleksji i wspomnień. Emocje z przed roku wróciły. Różnica, mam syna przy sobie >3 >3 >3 KOCHAM KOCHAM KOCHAM

Byliśmy dzisiaj na naszym drugim USG 💜💜💜💜
Jest bijące serduszko 💜💜💜💜
Nasz Kochany Sezamek mierzy 1,07 cm 💜💜💜💜

Kosmówkę mam centralnie na środku przedniej ściany macicy 😂 i się ciągnie przez prawie cała jej długość idealnie przez środek 😂😂😂
Także jeżeli chodzi o przesądy dotyczące położenia kosmówki, a płci Dziedzica, to jesteśmy w kropce 😂

Okazało się przy okazji, że mam małego krwiaczka i delikatnie mi się odkleja kosmówka z jednej strony, ale powolutku się wchłania 💜

Ciąża według CRL jest młodsza o 4 dni w porównaniu do terminu z ostatniej miesiączki i to mnie martwi...
14dc miałam 2 pęcherzyki na obydwu jajnikach - 24 i 22 mm... miały lada moment pęknąć... więc skąd to opóźnienie? 😞

Kolejna wizyta 24.01 💜 w dalszym ciągu nie mam założonej karty ciąży 😞

5.12 Progesteron 7dpo - 22,360 ng/ml 🍀🍀🍀
09.12 Beta HCG 11dpo - 36,3 mlU/ml 🍀🍀🍀
11.12 Beta HCG 13dpo - 112,2 mlU/ml 🍀🍀🍀
14.12 Beta HCG 16dpo - 460,5 mlU/ml 🍀🍀🍀
17.12 Beta HCG 19dpo - 1367,0 mlU/ml 🍀🍀🍀
19.12 Beta HCG 21dpo - 2696,0 mlU/ml 🍀🍀🍀
19.12 Progesteron 46,960 ng/ml 🍀🍀🍀
20.12 USG widoczny pęcherzyk ciążowy 💜

46cb21023e06b7f8.jpg


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca 2020, 22:29

JUŻ BEZ KRÓLICZKA

Podsumowując stwierdzam że troszkę smutno opisałam te wszystkie miesiące. Fakt że były one ciężkie, ale były też momenty szczęścia.
Spędziliśmy razem 186 dni i tych dobrych momentów było też dużo, przytulanek, zabaw, całusów, kąpieli, strzelających kup po odpięciu pampersa 😅 eh była tak piękna i nie odrywała od nas wzroku, lekarze zawsze powtarzali że patrzy się na nas jak zaczarowana.. i ta jej karuzela z królikami ! Miłość od pierwszego wejrzenia ♥️
Mam nadzieje że w tym jej króciutkim życiu mimo wszystko była szczęśliwa.

Patrząc teraz na te jej 6 mc życia gdzie z dnia na dzień miało być lepiej, stwierdzam że znaczącej poprawy nigdy nie było.
Lekarze cały czas nam powtarzali że potrzeba czasu dla płuc ale że będzie poprawa, że płuca będą rosnąć razem z nią.
Z 895 gramów urosła do 4100 i szczerze? Znaczącej poprawy nie było.
Oczywiście były tygodnie, że praktycznie oddychała sama, saturacje miała na 100% a były i takie że nagle następnego dnia potrzebowała więcej tlenu i saturacja robiła cały dzień yoyo. Z nadciśnieniem płucnym było to samo. Przed operacją było duże, po- zmniejszyło się, lekarze byli zadowoleni, a na następnym badaniu już było znowu wysokie..
Chyba muszę się pogodzić z tym że moje dziecko było chore i tak musiało się to wszystko skończyć. Jakby nie było już od 15tc nie miała wód a miała tylko 100gram!
Najgorsze w tym wszystkim jest to że ona tak dzielnie walczyła, miała tyle siły w sobie już od tych kilku gram, gdybym tylko miała choć trochę więcej wód mogłaby żyć. Niesprawiedliwe to wszystko że ta istotka z tak wielką wolą życia musi odejść 😭

Po ciąży miałam robione badania, Alicja też miała badania genetyczne.
Wychodzi na to że to wina łożyska była, wyszło że nie takie, jakieś obwodowe..które zdążą się na 1-3% ciąż..ma się to szczęście, dlaczego jeszcze w totka nie wygrałam z takimi procentami?!
Zgodziliśmy się na sekcje. Mimo że najprawdopodobniej to był atak nadciśnienia - które robiła tylko i wyłącznie jak była podpięta do respiratora tak nigdy - są to tylko przypuszczenia. Mam nadzieje że znajdziemy przyczynę i poznamy prawdę.


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2020, 12:28

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)