Ja ok.
On niską jakość nasienia
morfologia 1%
Koncentracja poniżej normy
Ilość poniżej normy
Czekałam na urlop. Z utęsknieniem. I co? I dupcia! To znaczy urlop dostanę, ale mój mąż już nie. Wściekłam się jak nie powiem co. Bo mój urlop zapowiada się tak - wstawanie rano, dzieci, robotnicy na budowie (znaczy już teraz w domu) i ... wsio. Mogę pójść na zakupy, ugotować obiad, poprać, poprasować w sumie tyle. Fajnie, nie? Chciałam pojechać do teściowej - bo nie widziała Kamila od roku, a właściwie jego chrzcin. Myślałam, że przy okazji pozwiedzamy, może pojedziemy do zoo do Wrocławia... I cóż - z planów nici. Mam znów siedzieć na pupie w domu i właściwie tyle... Wszystkiego mi się odechciało. Serio. Bo jechać gdzieś sama - jakoś mi nie pasuje. To znaczy nie, nie sama tylko z dwójką dzieci... A i mąz oświadczył, że kiedy układali plan urlopowy nie było go, więc nie ma jak wziąć urlopu w wakacje. Ekstra nie. Kiedy leje się żar z nieba, wszyscy wysyłaja pozdrowienia znad morza, ja będę siedzieć albo w pracy albo w domu z dzieckami. Taaaa.... I była awantura. Nie tak sobie wyobrażałam moje życie - nie sądziłam, że będę frustatką, dla której szczytem marzeń będzie kilkudniowy wyjazd gdziekolwiek... Ale wiecie co - tak to wygląda ... Nie dość, że M jest domatorem, który nigdzie nie lubi jeździć (nienawidzi wręcz basenów, morza i innych atrakcji) to jeszcze nie ma urlopu wtedy kiedy ja. Czasem chciałabym - tak jak mój brat wyjechać na kilka dni z przyjaciółmi na narty (ale a nie mam przyjaciół którzy jeżdża na nartach b - mój M nie pojedzie za żadne skarby - albo po wielu negocjacjach pojedzie, ale nie będzie jeździł na nartach - bo nie umie i nie ma zamiaru się nauczyć). Nie chce mi się walczyć o wszystko - o każdy wyjazd, spacer, chwile poza domem. Ostatnio wzięliśmy Kamcia na sanki - ale w okolicy nie było, jechaliśmy więc kawałek, zahaczyliśmy o rodziców (mama chciała jechać z nami). Kamcio zadowolony - wiecie pierwszy raz jeździł na sankach, mój M stwierdził, że była to strata czasu.... I bez sensu było tyle jeździć (oczywiście ja prowadziłam - ale to szkopuł, którym i tak nikt się nie przejmuje)... I on po takim wyjeździe jest bardziej zmęczony niż przed. Teraz okazuje się, że mieliśmy mieć ponad tydzień razem urlopu - zostało nam trzy, cztery dni.... Razem - z moich 10. resztę popołudniami lub nocą mąż jest w pracy.... Wiem co myślicie - dlaczego nie spakuje się i nie ruszy się gdzies sama. Otóż to trudne - Patryk to kropka w kropkę tata - czyli będzie jończył, że gdzieś musi jechać, a z kolei samą lub tylko z Kamciem nie chce mi się (jestem osobą stadną - nie lubię być sama lub z kimś z kimś nie pogadam...) i tak jestem w sytuacji bez wyjścia. Bo urlop to nie będzie wypoczynek tylko czekanie aż wrócę do pracy... Moje plany - Ikea (mam 60 km do niej - mo że wybiorę firanki), second hand shop i w sumie tyle. Az mi się przykro robi. Co więcej mój syn starszy - jutro ma poprawę z matmy (ma między3 a 4 i musi dobrze napsiać, aby mieć 4) i sprawdzian z biologii w środę (grozi mu 1 na półrocze). I co - powiedział nam to dziś o 15, jak jechaliśmy na obiad do moich rodziców. Oczwyiście pod wpływem moich pytań - bo tak pewnie dowiedziełabym się gdyby przyszedł z kolejmą 1 i 3 z matmy na półrocze. Dwa dni był w domu - w tym czasie nawet nie zerknął do ksiązki, nic a nic się nie uczył. Jak go nie przypilnujesz - zapomnij że coś zrobi. Dziś nie przypilnowałam go - nie zjadł śniadania, zębów nie umył, psa nie wyprowadził. Dzień, dzień to samo. Jak katarynka za nim chodzę. I mam dość bycia taką mamą - dość bycia wiecznie zabieganą, sfrustrowaną, dość ciągłego narzekania i rozkazywania (umyj zęby, wyprowadź psa, posprzątaj pokój, wyrzuć śmieci, poodkurzaj, Patryk masz brudne włosy itd.). Po prostu mam dość!
Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2020, 20:14
Akcja z rodzicami opanowana. Umówiliśmy się najwcześniej na luty.
Dzisiaj zapisałam się na wizytę do endo. Ale to dopiero pod koniec lutego. Ciekawe jak wyjdzie cukier i progesteron i co będziemy robić dalej. Coś mi się wydaje, że skończymy i tak w jakiejś klinice.
A na razie... trzeba starać się opanowywać nerwy w pracy.
Znowu wieki nie pisałam. Duże dziecko - mniej czasu? A może mniej żali
żalów - jak to się piszę?
Mam wrażenie, że pracuję i zajmuję się dzieckiem naprzemiennie. Z przerwą na sen (a sen doceniam, bo to było dobro utracone). Nocki nie są idealne, ale umówmy się - jest lepiej. Nie wiem, jak przeżyłam tamten rok. Na samą myśl odechciewa mi się drugiej ciąży i jednak na chwilę obecną nie jestem przekonana. Wiele rzeczy za tym przemawia, łącznie z tym że ja bym nie ogarnęła dwójki dzieci i bardzo podziwiam mamy, które to robią.
U nas nastąpiło kilka zmian, tj poszło trochę do przodu i czuję, że dziecko mi dorasta. A stało się to w momencie, kiedy to byłam pewna, że za skurczybyka jasnego jej nie odpieluchujemy, bo choć rozumna, z premedytacją sikała pod siebie gdzie popadnie. Potem był etap sikania do nocnika i walenia kupy w majty, później na odwrót - kupna do nocnika i sikanie w majtki. Był też etap, kiedy nie chciała ani pampersa, ani nocnika - i tu szło już dostać pierdolca.
Postanowiłam, że nie będę się wkurzać i podeszłam na luzie, nawet jak 15 raz myłam podłogę, klocki, matę i co tam jeszcze. Młoda nie czując presji zaczęła trafiać do nocnika, wytrzymuje także na dworze bez sikania. Czasem nawet nie wiem kiedy zrobi kupe lub siku, znajduję tylko pełny nocnik (sama urwa sobie papier i podciera się po swojemu).
Wyprowadziła się też z naszego łóżka - po pół roku poszła spać do swojego pokoju ("pokłóciła" się z mężem o miejsce w naszym łóżku i strzeliła focha - ma charakterek).
I trzecie - odsmoczkowana. Ma przez to ból istnienia trochę. Odgapiłam od Was dziewczyny sposób na smoczkową wróżkę (tylko że załatwiłam to jako przesyłkę - Młoda spakowała smoczki a wrózka pod drzwi rzuciła paczkę z pepą i dżordżem). Czasem nieśmiało zapyta, gdzie są smoczki. Jak odpowiadam, ze wiezła wróżka dla dzidziusiów to milknie i zmienia temat, ale potrafi rządać czegoś do jedzenia.
Problemem jest to, że teraz jak nie ma tego smoczka to dużo gada przed snem, nawet 1,5 h i przypomina sobie całe życie. Nawet to, że jak byliśmy na wakacjach to nie lubiła tam jednego gościa, a może jej się podobało. Jak jej powiedziałam, że ją kocham, ale niech już idzie spać to odpowiedziała "dobra, nie będę więcej już gadać".
Zadaje mi setki pytań, typu "mamo, a jak wygląda kraina dinzaurów" albo "dlaczego auta są pokryte śniegiem" a gdzie rosną banany itp. Nieraz ma takie teksty, że zastanawiam się skąd je bierze. Ostatnio mi mówi "mamciu, nic się nie martw, wszystko dobrze, idź spokojnie pracować"
Jest słodka, wygadana, szybko się uczy. Prosi by włączyć jej bajki po angielsku. Umie już kolory. Układa puzzle - na początku nie lubiła, potem wkładała tak by się łączyły (nie zważając czy wychodzi obrazek) a teraz już potrafi całą układankę z 20-30 puzzli ułożyć sama.
Jak jest ze mną to ma mammozę, a jak jest mąż to samoobsługa.
Nie chce się ubierać jak idziemy na dwór i kosztuje mnie to dużo stresu.
Wspina się na meble, wyciąga jedzenie z lodówki, garnki. Z jedzeniem różnie, raz zje, raz nie. Potrafi mi powiedzieć, że ugotowałam brzydki i niedobry obiad. A za moment zjada wszystko z talerza. Ogólnie upomina się, kiedy jest głodna, a jak się nasyci to mówi, że pojadła i dziękuje.
A co tam u Was?
4 miesiące i 24 dni 
Jutro wybieram się do firmy, obiecałam kierownikowi, bo dzwonił do mnie w zeszłym tygodniu.
Z tejże okazji siedzę w kuchni i piekę muffinki. A niech mają, znają przecież moje dobre serduszko i zdolności pieczenia
.
Nakarmię Jasia przed samym wyjazdem, więc nie powinien marudzić Mężowi
. Pojadę może na godzinkę, wypiję herbatę i wracam.
Udało nam się wygrać z katarem 🤗. Nasivin Baby pomógł 🤗. Od razu Jaś jest radośniejszy, a ja spokojniejsza
.
Co prawda w sobotę mocno się wkurzyłam na teściową... zostawiliśmy Jasia Teściom, żeby nie ciągać go po marketach. Jak już wracaliśmy teściowa przez telefon cała szczęśliwa powiedziała, że dała Jasiowi wody na łyżeczce i był zadowolony. Ale tylko kropelkę. Nosz kurła... mówiłam 1000 razy, że Jaś do 6 miesiąca będzie dostawał tylko moje mleko, bo tak zdecydowaliśmy z Mężem i pediatrą. Ale nie, ona musiała sprawdzić jsk Jaś zareaguje.
Powiedziałam tylko ostrym tonem, że więcej mają mu nic nie dawać. Może przesadzam, bo to tylko kropelka wody. Ale dostał ją bez naszej wcześniejszej wiedzy i zgody. Musiałam zareagować, bo nastepnym razem znając moją teściową to dostałby całą łyżeczkę, a potem całą szklankę.
Rozszerzeniem diety zajmę się sama, podawaniem wody też, ale to pod koniec lutego.
Na poprawę humoru w sobotę dostałam od Męża pierścionek
. Powiedział, że to za Jasia 🤗 , za to że tak dzielnie zniosłam ciążę i cesarkę, że tak wspaniale się nim zajmuję i za to, że w ogóle jest
.
Pierścionek jest śliczny 🤗 delikatny, Mąż idealnie trafił w mój gust 😊.
W rozmiar też trafił, aż byłam w szoku. Teraz noszę rozmiar 12, pierścionek zaręczynowy miałam na 13,5. Tak, palce schudły mi o półtora rozmiaru.
Pierścionek zaręczynowy oddałam do zmniejszenia do jubilera. Będę go teraz nosić razem z obrączką.
I chudnę sobie dalej, dzisiaj na wadze 49kg. I to po świętach.
Musze wrocic na łono bbf…
Co do zlobka: Emil uczęszcza od września i… jest super! Bardzo się balam i pierwsze 2 tygodnie były srednie, ale potem już bajka. Idzie tam chętnie, awanturuje się w szatni, bo chce już biec na sale, leci do szafki i wyciąga pieluszki, by zanieść pani. Ladnie tam spi (o spaniu Emila musze zrobić osobny wpis), a co do jedzenia to… tez zasluguje na osobny wpis. Ze zlobka jestem baaardzo zadowolona, to najlepsze, co nam się przytrafilo we Wroclawiu (taaak, o Wroclawiu tez musi być osobny wpis). Jest to zlobek dla dzieci alergicznych, w ogole nie podaja tam mleka i przetworów mlecznych, jest wlasna kuchnia, a na widok tygodniowego menu leci mi slinka ;o). Miesa podaja bardzo mało, mnóstwo warzyw i owoce. Panie sa przemile, placowka fajnie wyposazona. Zyc nie umierać. Koszt miesięczny poniżej 500 pln wychodzi. Jedyny minus (i niestety jest to spory minus) dzieci w ogole nie wychodzą na podwórko…………………… Jak dla mnie – kosmos. Dla mnie nie ma zlej pogody, uważam, ze wychodzić trzeba zawsze. Ale gadałam z innymi mamami, tymi bardziej doświadczonymi, i one mi wyjasnily, ze to powszechna praktyka w zlobkach. Zaczna wychodzić około maja jak będzie cieplej. Argumenty dlaczego nie wychodzą: bo zimno, bo nie wszystkie dzieci potrafią chodzic w najmłodszej grupie (no i ? jak Emil nie potrafil chodzic to po placu zabaw na kolanach zasuwal, ale podobno wielu rodzicow ma z tym problem, ze spodenki się zdzierają), bo maluchy jeszcze przezywaja sam pobyt w zlobku i nie potrzebują dodatkowych ‘atrakcji’. Coz, tego nie komentuje już więcej, musze się dostosować. Ahh no i jeśli chodzi o zdrowie to jest super. Katar towarzyszy nam non stop ;o) ale ani razu nie było antbiotyku! Emil naprawde swietnie się trzyma, a tak mnie straszyly koleżanki, ze już po pierwszym tygodniu w zlobku będą anginy i wszystkie inne paskudztwa. Raz tylko cala rodzina zaliczyliśmy grype zoladkowa, ale dość lagodnie to przeszliśmy. Czyli so far so good.
No i mamy styczeń. Miesiąc, w którym wykonam telefon do ośrodka, podpytam co słychać... Choć czuję, że w moich uszach zabrzmi, jeszcze trochę... Nic na ten moment nie możemy powiedzieć... Wczoraj uzupełniłam bardzo dużą część księgi adoptowanego dziecka. Dzisiaj znalazłam zdjęcia, które już możemy tam zamieścić. Taka książka trochę uświadamia "Będziesz mamą!"... Do mnie to jeszcze do końca nie dociera, w końcu nie mam dziecka, nie wiem kiedy ono się pojawi, więc trochę ciężko w takiej sytuacji nazywać się mamą... Poza tym dla nas jest to już tak nieosiągalne, tak wyczekane, że aż trochę abstrakcyjne. Piękna jest ta księga... Wczoraj uzupełniłam sporo dat... Ile czasu to wszystko trwało, by dojść do tego miejsca to aż człowiek nie dowierza...
5dc
Od 4 dni biorę Estrofem i czekam na podglad jak rośnie endometrium. 13 stycznia okaże się kiedy będzie transfer. Szlag mnie trafia. Jeszcze nigdy nie byłam w takim stanie. Dni wloką się się niemiłosiernie, nie mówiąc już o godzinach, szczególnie tych w pracy. O ile w święta jeszcze jakoś udawało mi się zająć głowę czymś innym to teraz zupełnie sobie nie radzę. Mam obrzydzenie do pracy i nie chce mi się chodzić. Wszystko mnie denerwuje. Obiektywnie lubię swoją pracę ale teraz po prostu nie mogę się na niej skupić. Myśle tylko o transferze albo gorzej - o tym co będzie po transferze. Staram się nie nakręcać ale oczywiście i tak to robię 😒 odliczam dni najpierw do wizyty. Jeszcze całe 5 dni nie licząc dzisiejszego dnia a jest jeszcze przed 11! 6 nocy! Liczę ze endo już będzie ładne wtedy. I od razu umówimy się na transfer. A potem mnie czekają kolejne dni w napięciu do testowania. To się już chyba nigdy nie skończy. Co ja mam zrobić ze sobą? Jak ten czas wypełnić żeby szybciej minął? Jak skupić się na robocie a nie na wyświetlaniu w swojej głowie filmów z przyszłości? Nie umiem w to. Staram się ale jeszcze nigdy w swojej długiej i nudnej staraniowej historii nie byłam tak blisko wiec zupełnie nie potrafię zapanować nad głową. 😒
Dziś drugi dzień karmienia butelką. Mała wypiła ode mnie 10 z butli 10ml, ale położną chyba zirytowała moja nieporadność w tej materii i już sama nakarmiła Małą kolejnym 10 ml ale stwierdziła że 20 ml to jeszcze dla niej za dużo. W międzyczasie pytanie z jakiego tygodnia jest dziecko i od razu komentarz, że "no to powinna już umieć jeść" Nooooo!!! Mam ochotę krzyczeć, że ja to wiem przecież, że nie muszą mnie dobijać. Nawet w Necie nie mogę znaleźć informacji co robić jak dziecko nie umie ssać. Taaaa co do nieumiejętność obsługi cyca to jest sporo, ale żeby dziecko nie umiało ssać w ogóle???😰😰😰 No zero info o takich przypadkach. Co najwyżej wcześniaki i to do 32 tc bo dopiero wtedy wykształca się odruch ssania, a nie noworodek w sumie z 37 tc😔 Nie wiem co jest grane, co robić, jak pomocy Marysi i jak ją stąd wyciągnąć. Czuję się tak mega bezradna😰😰😰 Patrzę na nią i nie wiem nawet czy mnie słyszy. Raczej nie reaguje na głos, nie widzi za bardzo wztokiem i nie zawsze chwyta za palec, a jak już to tak delikatnie. Beznadziejna jestem bo tylko doszukuję się problemów.
Dobrze, że mąż ma inne spostrzeżenia i mówi, że jest dumny z naszej córeczki, że ładnie go łapie za palec, że mądrze jej z oczu patrzy itd.
6 lat starań nie wprowadziło mnie w taki stan jak teraz. Może to baby blues, może po prostu nas to przerasta.
Małej bardzo się ulewa i od wczoraj mamy do prania już 3 zestawy ubranek. Muszę jej kupić nowe bo nie wyrobimy w takim tempie z paniem. Poza tym chyba jednak lepiej jej w 50 niż 56.
Przebierałam dziś pierwszy raz w życiu dziecko, moje dziecko ❤️ a położna na mnie że za wolno i że wyziębi się u już ma chłodne stopki pewnie. No starałam się szybko i sprawnie ale to pierwszy raz a po drugie to wszędzie na filmikach pokazują że dziecko trzeba przebierać powoli by czuło się bezpiecznie. A ja to robię też w jej wózeczku które jest nisko i kręgosłup mnie boli (kit z tym) Malutka ma kabelki od mierzenia tętna przy nóżce, sondę w nosku, macha kończynami a body i pajaca milion napów, nie jest to dla mnie aż takie łatwe jak dla kobiet, które to robią non stop.
Nie mogę jej przytulić jak płaczę ani jak śpi, bo "się przyzwyczai i będzie płakać w nocy". Ku... to jak ja mamy nawiązać więź że swoim dzieckiem?😰😰😰
Dzisiaj mnie wypisują. Jestem przerażona jak to ogarniemy i jak mam zostawić Marysię tu samą na tyle godzin.
Boję się też relacji z mężem, bo ja jestem w rozsypce i tylko bym płakała, a on się denerwuje jak ja płaczę bo nie potrafi mnie pocieszyć i tak czasami wpadamy w błędne koło 😔
Dobrze że mam ten pamiętnik no nawet nie mam komu się wyżalić...
11tc+1
Hej!
Chyba trochę mnie nie było. Ale ten czas świąteczno noworoczny był super przez tą ilość wspólnego czasu! 
Święta spędziliśmy u mojej siostry w Niemczech i było naprawdę fajnie.
Dziś już niestety mąż w pracy, a my wracamy do rzeczywistości. 
U nas chyba wszystko dobrze
Tosia już coraz więcej chodzi, udaje nam się też od nowego roku wprowadzać zasypianie przy tacie 
A co u Bąbla, to dowiemy się za dwa tygodnie.
Aaa, jeszcze dość spontanicznie zarezerwowaliśmy wczoraj dwie noce w karpaczu na 28 lutego - 2 marca. Może jeszcze zobaczymy jakiś śnieg 
Bo u nas tej zimy póki co zero.
10t+1d / 72 DC/ 59 DPO
Wczorajsza wizyta była idealnie przecudownie wspaniała 🥰🥰🥰🥰
Maluch ma 3,55 cm, ale najcudowniejsze było to, jak się ruszał! Przeciągał, wyginał, boksował piąstkami, robił hawajski taniec cyców a nawet coś w stylu pokazu chippendalesów z "nieprzyzwoitym" wypychaniem brzucha do przodu i tyłu 😜😄😄No moja krew!!! 😎
Ma rozkoszny grubaśny brzuszek, łapeczki z widoczną koronką paluszków, nóżki ze stópkami, no wszystko! I to wszytko jest najpiękniejsze i najidealniejsze na świecie 🥰🥰🥰
Mój P był tak przejęty, że zachowywał się jak dzieciak w fabryce zabawek 😄Całe USG nagrał i od wczoraj wszyscy w kółko oglądają naszego małego "zumbistę" 😜Chyba zdobędzie platynową płytę jeszcze przed urodzeniem 😄
Tuż po wizycie P powiedział, że w chwili kiedy zobaczył to małe ciałko poczuł się jakby był to moment, na który czekał całe swoje dotychczasowe życie. No to teraz już naprawdę muszę sprowadzić tego malucha na świat 😉 Nie mogę ICH zawieźć 😜
A oto on (zawsze chciałam córeczkę, ale jakoś czuję, że to facet 😜)
![]()
Dorciu - nie przestaję ani na chwilę trzymać za ciebie kciuków! Jesteś megasilna!
Wiadomość wyedytowana przez autora 4 stycznia 2020, 11:39
Wtorek 13dc / 29 cs - 1 po histeroskopii
Dziś rano klinika-monitoring, konsultacja, omówienie histeroskopii. Nie wiem czy to wynik zabiegu ale coś mi się poprzestawiało z cyklem. Dobrze czułam, że nie czułam zbliżającej się owulacji. Nic dziwnego skoro pęcherzyki mają , na lewym jeden 12 mm, na prawym jeden 10 mm, endometrium 5 mm.... Owulacja prawdopodobnie dopiero za 5-6 dni. Strasznie późno!! Kolejna wizyta w piątek to się podejrzy.
Mamy czas 3 miesiące, potem próbujemy in vitro. Pani doktor też jest za tym. Zwłaszcza, że zrosty powstały nie wiadomo skąd, więc bardzo duże prawdopodobieństwo, że wrócą.
Zapał 50/50 średni, umiarkowany. Nie wiem co to będzie.
Znowu wieki nie pisałam. Duże dziecko - mniej czasu? A może mniej żali
żalów - jak to się piszę?
Mam wrażenie, że pracuję i zajmuję się dzieckiem naprzemiennie. Z przerwą na sen (a sen doceniam, bo to było dobro utracone). Nocki nie są idealne, ale umówmy się - jest lepiej. Nie wiem, jak przeżyłam tamten rok. Na samą myśl odechciewa mi się drugiej ciąży i jednak na chwilę obecną nie jestem przekonana. Wiele rzeczy za tym przemawia, łącznie z tym że ja bym nie ogarnęła dwójki dzieci i bardzo podziwiam mamy, które to robią.
U nas nastąpiło kilka zmian, tj poszło trochę do przodu i czuję, że dziecko mi dorasta. A stało się to w momencie, kiedy to byłam pewna, że za skurczybyka jasnego jej nie odpieluchujemy, bo choć rozumna, z premedytacją sikała pod siebie gdzie popadnie. Potem był etap sikania do nocnika i walenia kupy w majty, później na odwrót - kupna do nocnika i sikanie w majtki. Był też etap, kiedy nie chciała ani pampersa, ani nocnika - i tu szło już dostać pierdolca.
Postanowiłam, że nie będę się wkurzać i podeszłam na luzie, nawet jak 15 raz myłam podłogę, klocki, matę i co tam jeszcze. Młoda nie czując presji zaczęła trafiać do nocnika, wytrzymuje także na dworze bez sikania. Czasem nawet nie wiem kiedy zrobi kupe lub siku, znajduję tylko pełny nocnik (sama urwa sobie papier i podciera się po swojemu).
Wyprowadziła się też z naszego łóżka - po pół roku poszła spać do swojego pokoju ("pokłóciła" się z mężem o miejsce w naszym łóżku i strzeliła focha - ma charakterek).
I trzecie - odsmoczkowana. Ma przez to ból istnienia trochę. Odgapiłam od Was dziewczyny sposób na smoczkową wróżkę (tylko że załatwiłam to jako przesyłkę - Młoda spakowała smoczki a wrózka pod drzwi rzuciła paczkę z pepą i dżordżem). Czasem nieśmiało zapyta, gdzie są smoczki. Jak odpowiadam, ze wiezła wróżka dla dzidziusiów to milknie i zmienia temat, ale potrafi żądać czegoś do jedzenia.
Problemem jest to, że teraz jak nie ma tego smoczka to dużo gada przed snem, nawet 1,5 h i przypomina sobie całe życie. Nawet to, że jak byliśmy na wakacjach to nie lubiła tam jednego gościa, a morze jej się podobało. Jak jej powiedziałam, że ją kocham, ale niech już idzie spać to odpowiedziała "dobra, nie będę więcej już gadać".
Zadaje mi setki pytań, typu "mamo, a jak wygląda kraina dinzaurów" albo "dlaczego auta są pokryte śniegiem" a gdzie rosną banany itp. Nieraz ma takie teksty, że zastanawiam się skąd je bierze. Ostatnio mi mówi "mamciu, nic się nie martw, wszystko dobrze, idź spokojnie pracować"
Jest słodka, wygadana, szybko się uczy. Prosi by włączyć jej bajki po angielsku. Umie już kolory. Układa puzzle - na początku nie lubiła, potem wkładała tak by się łączyły (nie zważając czy wychodzi obrazek) a teraz już potrafi całą układankę z 20-30 puzzli ułożyć sama.
Jak jest ze mną to ma mammozę, a jak jest mąż to samoobsługa.
Nie chce się ubierać jak idziemy na dwór i kosztuje mnie to dużo stresu.
Wspina się na meble, wyciąga jedzenie z lodówki, garnki. Z jedzeniem różnie, raz zje, raz nie. Potrafi mi powiedzieć, że ugotowałam brzydki i niedobry obiad. A za moment zjada wszystko z talerza. Ogólnie upomina się, kiedy jest głodna, a jak się nasyci to mówi, że pojadła i dziękuje.
A co tam u Was?
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2020, 22:04
Następne dni potwierdziły zwężona aortę.
Nasz cel to 1200 gram by móc jechać na operacje. Narazie to spada na wadze..
Dostaje sonda moje mleko. Tak, walczę z laktatorem.
Pierwsze dni były ciężkie. Drugiej nocy miałam przypływ mleka i to była masakra, spać nie mogłam, cycki chciały eksplodować, zalałam cała piżamę i łóżko. Bo skąd miałam wiedzieć że trzeba spać w biustonoszu ? Nic nie wiem, nikt mi nie powiedział, uczę się na bierząco.
Zapotrzebowanie tlenu 21% czyli tyle co nic, bo przecież w powietrzu jest tyle.
Ale nadal pod respiratorem że względu na operacje.
Mnie wypuszczają ze szpitala 26 maja. Trzymali mnie tydzień po cesarce ale to nie hotel, teraz dojeżdżam. Mogę zostać na noc i spać na fotelu ale psychicznie i fizycznie nie dam rady, muszę chociaż w nocy odpocząć. Z tymi maszynami non stop pipczącymi nie byłoby szans na spanie.
CZERWIEC 2019
Mamy 1kg i nagle z dnia na dzień okazuje się że zmieniamy szpital. Nie ma jeszcze wymaganej wagi ale miejsce się znalazło teraz wiec jedziemy!
Nie mogę się odnaleźć.
Nowe pielęgniarki, nowe miejsce, nowe przepisy. Nie chcą podać mojemu dziecku mojego mleka bo tutaj „surowe” podają dzieciom od 1500gram i mogę się kłócić że przecież od początku je takie, jak grochem o ścianę. Dostaje pasteryzowane kogoś innego.
Ale ja nie daje za wygraną, nadwyżki mojego mleka były pasteryzowane w pierwszym szpitalu wiec lodówka, jadę je odebrać i przywożę. Oczywiście gdaczenie że jak to? Że tak nie można?!
W końcu wzięli.
Jesteśmy na oddziale reanimacji neatologicznej. Szpital typowo specjalistyczny.
Przychodzi pani kardiolog robi usg i się mnie pyta kto widział tą zwężona aortę, bo ona nic nie widzi! Mówi że przez lek przewód Botalla jest tak duży teraz że trudno stwierdzić czy jest zwężenie. I odstawia od razu lek.
Mi od razu przechodzą ciarki po plecach bo jeśli przewód się zamknie i jest zwężenie aorty to nie będzie przepływu krwi...
Następne dni potwierdziły że z aorta nic nie ma....
Za to po odstawieniu leku okazało się że mamy nadciśnienie płucne. Ten lek „tuszował” tą chorobę. Oddechowo się pogorszyło. Lekarze coraz częściej używają słowa dysplazja oskrzelowa płucna..Potrzebuje większe ilości tlenu, do tego ma ataki nadciśnienia płucnego, czy momentalnie np.przez hałas spada saturacja.
Dostaje sterydy na płucka. Lekarze twierdzą że płuca dojdą do siebie ale potrzeba czasu, dużo czasu. Maszynę z tlenkiem azotu zastępujemy lekiem. I tak po paru dniach tlen mamy z powrotem na 21%, maszyny z azotem się pozbyliśmy. Te sterydy działają cuda!!!
Schodzimy z morfiny i innych otumiaczy by móc odłączyć respirator i przejść na maskę.
Po 5 tygodniach po raz pierwszy słyszę głos mojego dziecka!! ♥️ i jest pierwsza kąpiel ♥️
LIPIEC & SIERPIEŃ
1 lipca wracamy do pierwszego szpitala. Waga 1300gram, troszke słabo.
Tamten zajmował się tylko poważnymi przypadkami.
Z maski przechodzimy szybko na wąsy.
Próbuje przystawić Alice do piersi, nic z tego.
Po rozmowie z lekarką stwierdzam że z jej problemem płucnym będzie baaaardzo ciężko, wiec zaczynam przygodę z butelką. Nadal walczę z laktatorem.
W ogóle oddechowo się pogorszyło, ale lekarze ostrzegali że tak już jest ze sterydami. Pomagają odłączyć od respiratora, później jest pogorszenie i tak mamy 40% tlenu teraz..
Pierwsze dni z butelka ? 3 wieczory pod rząd zjadła wszystko! Na dniu było gorzej bo to śpioszek i nie chciała oczu otworzyć. Co za radość! Już widzę nasza trójkę w domu!
Rozmawiamy z lekarzem. Mówi że jak najbardziej możemy już szykować w domu, że w połowie sierpnia powinna wyjść. Zaznacza jednak że możliwe że to będzie z tlenem. Na początku jestem kategorycznie na nie, później po mału zaczynam się oswajać z tą myślą.
I tu zaczynaja się schody bo jak był ładny początek z jedzeniem to już teraz nawet nie chce buzi otworzyć.
Problemem jest sonda w buzi. Lekarze nie chcą jej dać do noska bo tam ma tlen. Z buzi sondę wyrywa 4 razy dziennie... wiec automatycznie ta cześć ciała źle jej się kojarzy jak co chwile pchają jej rurkę....
Jak tylko widzi butelkę zbliżająca się do jej buzi to zamyka oczy ściska usta i udaje że śpi!
Lekarze w końcu się litują i dają zgodę na sondę w nosku.
Z wąsów przechodzimy na czysty tlen. 0.2-0.3L czyli nadal jakieś 40% tyle że to już tylko tlen bez powietrza.
Całymi dniami siedzę w szpitalu, tulimy się, opowiadam jej że jak wyjdzie to mam tyle rzeczy jej do pokazania, że pójdziemy na spacer..
Mąż przyjeżdża codziennie po pracy.
Z jedzeniem troszkę lepiej ale męczy się szybko i nie zjada ile powinna.
Ja często płacze. Ręce mi opadają. Już tak bym chciała mieć ją w domu, wszystko już gotowe. Mieliśmy wyjść do domu w sierpniu... nic z tego....
Lekarza od problemów z jedzeniem brak w tym szpitalu.
Próbuje mnóstwo butelek, smoczków, zagęszczaczy do mleka , nawet mm. W końcu dochodzę do wniosku że to nie wina mleka, nie butelki jak chce to zje.
Wagowo ładnie rośnie, w sierpniu mamy już 3 kg. Ma dwa podbródki 
Jeśli chodzi o rozwój to też super. Uwielbia słuchać muzyki. Ma karuzele z królikami, nie odrywa od niej oczu, te króliki i ona to po prostu miłość od pierwszego wejrzenia ♥️ W końcu to Alicja!
MOJA WIELKA MAŁA WOJOWNICZKA
Udalo się w 31 cyklu z clo i ovitrelle.
2 listopada 2018 zrobiłam test i pojawiły się ll kreski!! W końcu!
Pierwsze usg w 6 tc pokazało dwa pecherzyki, w jednym było serduszko, drugi był pusty i taki już pozostał.
STYCZEŃ 2019
Usg prenatalne ok, jedynie co, okazuje się że pępowina jest dwunaczyniowa, ale lekarz uspokaja że to nic takiego, czasem się zdarza. W tym samym dniu robie pappe i tu wychodzi ryzyko ZD 1:77..
Dostaje skierowanie na biopsje kosmówki. Po dwóch dniach dzwoni telefon, zdrowa dziewczynka! Z mężem płaczemy z radości. Lekarz informuje ze na mikromacierze jeszcze trzeba poczekać ale już te słowa wpadają jednym uchem i wypadają drugim, przecież nie ma ZD już będzie dobrze!
LUTY 2019
W 15 tc czyli dwa tyg później mam usg kontrolne. Idę zadowolona, oznajmiam lekarce że będzie córeczka. Lekarka przystawia sondę i zamiera.. Ja wpatruje się ekran i nic nie rozumiem ciężko cokolwiek dojrzeć, o co chodzi?!
Okazuje się że nie mam wód płodowych, jedna kieszonka ma tylko 1cm. Wymiary dziecka 2 tyg w tył..
Mój świat się wali..Lekarka nie daje już żadnych złudzeń, jest źle. Każe przyjść za tydz bo napewno serce przestanie bić w takich warunkach..
Wsiadam do metra, próbuje zatrzymać łzy żeby wszyscy się na mnie nie gapili. Wysiadam, biegnę do domu i otwieram drzwi do domu i w końcu mogę wypuścić wszystkie łzy ...
Do męża nie dzwonię, to nie wiadomość na telefon, czekam aż wróci z pracy.
Można się domyśleć jak zareagował..rozpłakał się z bezsilności i nie dowierzał że to już koniec.
Na nastepne usg ide już do szpitala. Serce bije wiec czekamy. Czekamy również na wyniki mikromacierzy z biopsji, bo najprawdopodobniej jest to choroba genetyczna.
MARZEC 2019
Tygodnie mijają, usg co 2 tyg. Serduszko bije, mała rośnie swoim tempem ale rośnie.
Lekarze proponują na każdej wizycie aborcje, informują że mam takie prawo, a ja zaczynam czuć ruchy..
Teraz już wiem że ja tej decyzji nie podejmę. Moje dziecko walczy. Będę walczyć razem z nią!
Po tylu tygodniach czekania okazuje się że było za mało materiału i mikromacierze nie wyszły.
Trzeba zrobić amniopunkcję. Nie no na serio, ile jeszcze?
Przy amniopunkcji stan wód 7mm nie ma z czego pobrać, trzeba dolać. Mała jest mało współpracująca. Żeby było śmiesznie to przytyka lekarzom wejście plecami.
KWIECIEŃ 2019
Z amniopunkcji nie znaleziono zadniej choroby genetycznej. Oczywiście lekarz mnie informuje że to wcale nie znaczy że jest zdrowa, bo te badanie ma swoje limity.
Skoro nie genetyka to najprawdopodobniej nerki nie działają. Innego wytłumaczenia nie ma. Wód nie tracę, pije po 3-4 litry wody dziennie i to nic nie daje..
Na usg lekarze dopatrują się również zwężenia aorty żeby było jeszcze bardziej strasznie.
Wagowo 30 kwietnia na usg przekracza 600 gram.
W końcu dostaje skierowanie na oddział na podanie sterydów na płuca bo takie dzieci się już ratuje 
MAJ 2019
Po podaniu sterydów wypuszczają mnie do domu. Na usg cały czas ten sam obraz przez brak wód nic nie widać, wagowo słabo, przybiera ale powinna na tym etapie mieć jeszcze raz tyle.
3 razy w tyg ma do mnie do domu przyjeżdżać pielęgniarka robić ktg. Na drugiej wizycie domowej okazuje się że jest spadek tętna i musze wrócić do szpitala. Po paru dniach mnie wypuszczają, tym razem wizyty pielęgniarki są codziennie.
Wieczorem 16 maja leżąc na kanapie czuję że „coś” ze mnie leci.. Podejrzewając że to wody jadę do szpitala. Test potwierdza moje przypuszczenia. Nim że był tylko niecały centymetr to jeszcze uciekają! Wiec znowu mnie zatrzymują.
Podczas mojego pobytu przez mój pokój przechodzi dużo lekarzy. Nikt nie daje szans na przeżycie mojemu dziecku. Bo hipotrofia, bo brak wód, bo pewnie coś z genetyka jednak, bo to pewnie nerki nie działają, a że płuca się nie rozwinęły napewno, a i ta zwężona aorta (operują dzieci powyżej 1,2kg).
A ja co jestem dobrej myśli i wierze w moja wojowniczkę to jak słyszę tych lekarzy to już nie wierze w nic..
CESARKA
30t6dz
20 maja budzę się w nocy do ubikacji z bólem @. Wyszedł ze mnie skrzep. Przestraszyłam się i od razu zawołam pielęgniarkę. Przyszła, mówi że „tak się zdarza” i idzie.
Idąc do łóżka czuje się słabo, zaczynają mnie poty oblewać, coś jest ewidentnie nie tak..
W tym momencie wchodzi położna i mówi że jednak sprawdzimy na usg i zrobimy ktg.
Na usg mój brzuch jest jak skała. Lekarka mówi że macica nie chce „puścić”.
Wstaje i każą mi iść do drugiego pomieszczenia na ktg. Wychodzę na korytarz i tu znowu oblewają mnie poty, podstawiają mi wózek i wywożą na jakaś sale.
Tam już zaczynaja mnie kłuć podawać kroplówki, zrobił się szum, podłączają ktg i po paru minutach tętno małej zaczyna spadać. Jest podejrzenie odklejenia się łożyska. Wszystko w tym momencie dzieje się szybko. Chwila i jestem już na sali gotowa do cc, jeden wdech i odlatuje ..
ALICE GABRIELLE
Budzę się na sali. Pytam od razu o córkę. Dowiaduje się tylko tyle że zabrali ja na reanimacje.
Do męża nie udało im się dodzwonić.
Rana boli. Przychodzi jakaś pielęgniarka i skacze mi po brzuchu i później patrzy czy krwawię „od spodu”. Serio? Mam ochotę ją uderzyć.
Mąż mi się znalazł. Dzwonki oczywiście miał wyłączone. Wstał rano, zobaczył że numer nieznany, ubrał się, zrobił kawę i wychodząc do pracy dopiero...odsłuchał pocztę.....eh.
Przychodzi do mnie, od razu wysyłam go do małej. Przychodzi ze zdjęciem, jejku aż nie umiem opisać pierwszego wrażenia. Taka duża się wydaje! Leży w inkubatorku pod respiratorem w zielonej czapeczce. Jej waga to 895 gramy.
WRZESIEŃ 2019
Mieliśmy być już w domu....
Jedziemy na konsultacje kardiologiczna w związku z nadciśnieniem płucnym do poprzedniego szpitala specjalistycznego. Na miejscu kardiolog stwierdza że przewód tętniczy jest nadal otwarty. Za dużo krwi ląduje w płucach, trzeba go zamknąć. Jest to zabieg szybki, wchodzą tętnica udowa, wpuszczają balonik czy jakąś sprężynkę i bach zamknięty. Wydaje się to szybkie i łatwe. Lekarz mówi o 2 dniach na oddziale..
Powrót do poprzedniego szpitala, po kilku dniach nadchodzi data zabiegu.
Jedziemy, w szpitalu wszyscy nas żegnają, bo i po tylu miesiącach wszyscy nas już znają..mówią że teraz już będzie lepiej, że po zamknięciu przewodu poprawi się oddychanie, a jak będzie lepiej oddychać to i jeść zacznie.
Jedziemy ze strachem w oczach a jednocześnie z nadzieją że w końcu będzie lepiej i wyjdziemy w końcu do domu. Mamy 3,5 kg.
I od tego momentu już nic nie było tak jak przedtem...
Wysłałam mojego króliczka na sale operacyjną, nie płakała ale chyba przeczuwała że coś się świeci. Wpatrywała się we mnie swoimi wielkimi oczkami.
I zaczęło się czekanie.. godziny mijały..coś długo to wszystko trwało, miało to być tak szybko..
Okazało się że musieli do zabiegu przy jej nadciśnieniu ją zaintubować i bardzo źle zniosła intubacje. Miała ataki nadciśnienia, w ruch poszła adrenalina. Była niestabilna i lekarze musieli przerwać interwencje. Jedynie co się udało to wpuścili kontrast i zobaczyli że przewód jest za szeroki na zamknięcie go w ten sposób i że jednak na złączeniu przewodu, aorta jest zwężona....
„Oddano” mi dziecko w stanie tragicznym, respirator 100%, od nowa tlenek azotu, 13 strzykawek z lekami...cofnęliśmy się z powrotem do maja. Moje dziecko jeszcze pare godzin temu oddychało samo, miała tylko lekki podmuch tlenu, oglądała karuzela, teraz jest otumiona lekami, jej życie podtrzymuja maszyny...a to miało być takie proste!
PAŹDZIERNIK 2019
Dalej to był tylko płacz i płacz.
Dalej ściągam mleko mimo że Alicja już nie je.
Minęły 3 długie tygodnie. Nie obyło się bez infekcji, gronkowców złocistych, antybiotyków.
W ruch poszły znowu sterydy ale już w większych i dłuższych dawkach bo nie działały już tak jak za pierwszym razem. Udało nam się zejść z tych 100% tlenu na 30%.
Wyznaczyli nam termin operacji na 11 października. Tym razem mieli ją rozcinać i zamykać przewód i naprawić aortę operacyjnie.
Jak mi szkoda tego mojego dziecka! Leży biedna pod tym respiratorem, cały czas ją tylko odsysają ze śliny i kłują. Problem butelki wydaje się teraz taki błahy ....
W operacje przyznam nie wierze. Po tym w jakim stanie wróciła z pierwszej ciężko pozytywnie myśleć..I znowu ją oddaje w ręce chirurgów szepcząc jej do ucha że jest SILNA że już tak długo walczy i da rade! Musi!
Operacja się udała!
Następne 3 tygodnie są nadal pod respiratorem. Lekarze podchodzą do niej jak do jajka, mam wrażenie że boja się ją rozintubować. Chodzę do niej codziennie, puszczam jej piosenki, śpiewam, robie spektakle z jej zabawek. Nakręciłam nawet video które uwielbiam oglądać. Śpiewam i ruszam jej zabawka-ptakiem a ona mimo morfiny i respiratora śmieje się i rusza w rytm muzyki rączkami ♥️
W końcu pod koniec miesiąca przechodzimy na maskę!
Po 5 tyg w końcu mogę wziąć na ręce moje dziecko! Tak mi tego brakowało.....
LISTOPAD 2019
Oddechowo bardzo szybko się wszystko potoczyło, aż za szybko!
W jednym tygodniu przeszliśmy z respiratora-maski-wąsów-na czysty tlen.
Przenieśli nas na oddział dla „niejadków”. Tak na to czekałam! W końcu są specjaliści którzy pomogą w jedzeniu.
Na oddział trafia z 3L tlenu, na następny dzień ma już tylko 0,1-0,2L. Idzie jak burza, nawet chcą całkiem odłączyć ją od maszyny.
Ale oddech ma bardzo ciężki, mimo że zapotrzebowanie na tlen małe to widać po klatce piersiowej że się męczy. Zmiany maszyn były za szybkie.
Przychodzi specjalistka od jedzenia..heh. Mówi że przy tym oddychaniu to ona jeść nie będzie napewno. Że dziecko najpierw wybiera oddychanie, później jedzenie.
Że sondę to ona jeszcze długo będzie mieć bo musi nadrobić kilogramy. Mam 5,5 miesiąca i 3,5 kg..no tak przez ostatni miesiąc i operacje była na kroplówkach wiec nic nie przybrała.
Mówi że trzeba dać jej jeść ile chce a reszta sondą i że muszę rozważyć wyjście do domu i z tlenem i z sonda! Sondą? Cały czas coś nam dochodzi...
Zapomniałam dodać że przez 5 tyg pod respiratorem nawet smoczka już nie chce...
Żeby było straszniej to doszło nam nadciśnienie nagle. Nadciśnienie „normalne” bo płucne nadal ma. Lekarze po operacji raz mówią że jest lepiej że ciśnienie w płucach się zmniejszyło a raz mówią że operacja nic nie zmieniła. Wszystko zależy od tego kiedy robią usg, raz jest lepiej jak gorzej. W każdym razie nadal mamy dysplazje, nadciśnienie płucne, a wyszła też stenoza jednej żyły w płucu i teraz doszło nadciśnienie..
Zmiana oddziału na reanimacje..zmiana maszyn do oddychania była za szybka. Trzeba wrócić na chwile do maski i znaleźć przyczynę nadciśnienia.
Znowu krok w tył.. z dobrych wieści po założeniu maski Alice zaczęła ssać smoczka ♥️
I tak dni mijają. Pełno badań. Usg głowy, eeg, usg nerek, tomografia, skaner, prześwietlenia, badania dna oka wszystko ok. Nadciśnienie nadal mamy. Nadal szukamy.
Znowu zmiana oddziału. Tym razem na pediatrię bo jak to lekarze mówią oprócz płuc i nadciśnienia wszystko jest dobrze. Mamy znowu zwykle noski z tlenem. Potrafi nawet przez jakiś czas oddychać sama. Do jej pokoju sprowadziłam pół domu. Mamy tapczanik do zabawy, bo przecież musi się rozwijać, bujaczek, szafa pełna ciuchów, stroje codziennie mojego króliczka ♥️
Smoczka pięknie ssie, po malutku wprowadzamy butelkę. Narazie nie jest zainteresowana jedzeniem ale to dlatego że wymiotowała ostatnio i mleko sondą idzie w malutkich ilościach ale 24h/24h wiec czekam aż zmienią „tryb” bo teraz to i głodna nie jest.
Jest już taka fajna, uśmiechnięta. Dziś położyłam ją na siebie i tak pięknie trzyma główkę 🙏🏻 Jestem taka dumna z mojego byczka ♥️
Dziś mamy 20 listopada 6 mc za nami i 4100g. W końcu zaczęła przybierać. Bawimy się cały dzień, jest cudowna !
I tego jeszcze w tym momencie nie wiedziałam ale to był już ostatni nasz dzień .....
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 stycznia 2020, 19:11
1 DZIEN BYCIA MAMA
Koło 9h wróciłam do pokoju. Godzinę później przychodzi pielęgniarka i pyta się czy chce zobaczyć córeczkę! Co za pytanie! Oczywiście tylko jak ja mam się podnieść, wszystko boli.
Pomagają mi usiąść na fotel i jedziemy piętro niżej.
Jejku ten widok! Taki maleńki aniołek w pieluszce mieszczącej się na mojej dłoni!
Mogę ją złapać za rączkę, cała jej dłoń obejmuje mojego małego palca!
Co do jej stanu zdrowia lekarze nie chcą się jeszcze wypowiadać. Nerki działają, czy ma zwężoną aortę nie wiedza jeszcze ale ma podane leki żeby nie zamknął się przewód botalla.
Wracamy do pokoju.
Popołudniem przychodzi lekarz i mówi że jest źle, że 100% tlenu nie wystarcza że jest sina..
Każe nam iść do niej się pożegnać ..
Ja jestem z natury człowiekiem który często płacze tutaj słucham lekarza i w ogóle nie dociera do mnie to co mówi, tylko mu przytakuje....nie nie to nie może się tak skończyć, nie wierze w jego słowa..
Idziemy na dół, dochodzimy do jej pokoju. Rzeczywiście zmieniła kolor, leży pod kołdrą grzejacą maszyny dzwonią, każą nam wyjść.
Stoimy na korytarzu przed pokojem podchodzi do mnie babka od laktacji i mi mówi że mam zacząć się ściągać w najbliższych godzinach, bo stracę pokarm.. serio? Moje dziecko umiera, maszyny dzwonią a ona mi o laktacji na korytarzu??
Pielęgniarka zaprowadza nas do sali dla rodziców, mówi że za chwile po nas przyjdzie.
Te minuty były wiecznością, przychodzi, prowadzi nas do drugiej sali, przechodząc widzę z daleka pokój mojego dziecka, drzwi zamknięte, światło zgaszone...
Siadamy z mężem w małym pokoiku z czerwonymi sofami i paczka chusteczek na środku stolika.
Tych chusteczek nigdy nie zapomnę. To nie wróżyło nic dobrego.
Siedzimy z mężem i czekamy na lekarza. Po raz pierwszy mąż zaczął płakać. Ten zamknięty pokój..co myśleć?
Lekarka przychodzi i zaczyna opowiadać dzień od początku, słucham i próbuje dojść to tego czy mówi w czasie teraźniejszym jeszcze czy już przeszłym..w końcu mąż nie wytrzymuje i mówi „Alice żyje czy nie?” Mówi że TAK! Boże dlaczego kobieto nie zaczynasz od tego!
Możemy iść do niej do pokoju. Jest poprawa!
(Jak się później okazało podłączyli jej maszynę z tlenkiem azotu).
Wieczorem tlen zmniejszyli ze 100% na 60%!
Nie zapomnie jak lekarka chodziła po jej pokoju i powtarzała słowo „Incroyable” czyli niewiarygodne, nie do wiary.
Tak mój majowy byczek jest silny i dzielnie walczy !
Żaden lekarz nie dawał jej szans a ona tu jest i daje radę!
Noe wiem dlaczego zapomniałam o jednej istotnej sprawie na przyszły rok 🤔 otóż od marca zaczynamy robić Poli pokoik 🤩 pokoik z biurkiem,łóżkiem. Taka przytulna oaza mojej księżniczki:)
4dc...
Ostatni zastrzyk za mna... tydzień spokoju i w czwartek zobaczyny co dalej... może poznamy datę transferu? 🤯
33dc, plamienia od 6 dni
Cały czas mam wrażenie że już zaraz przyjdzie, już zaraz się rozkręci. A ona nie przychodzi. Kupiłam sobie czerwone wino, ktore mam zamiar wypić z obrzydzeniem. Nienawidzę wina ale podobno ma pomóc. W połączeniu z gorącą kąpielą ma dać wynik w postaci miesiączki. Tak mówią internety 😅
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.