Pinka. Piąty transfer 23 stycznia 2020, 20:07

23dc

Od wczoraj mam delikatne plamienia - troche szybko :(. Klinika dopiero we wtorek. Wyniki cytologi sa ok. Na szczescie mam leki do transferu - wezme na wlasna reke, wszystko po to aby zabrac naszego ostatniego mrozaka juz w lutym. To jest najlepszy dla nas termin finansowo, poniewaz konczy sie nam roczne magazynowanie mrozakow (za kazdy rok jest 400zl), wieksza czesc badan bylaby do powtorzenia w marcu dodatkowe stowki.

Takze wezme leki od 3dc estrofem zgodnie z wczesniejszym postepowaniem.

Na mutacje biore acard x1, pregna plus ktora zawiera wit D3 2000j, DHA, metafolin.

Dzisiaj mam kiepski dzien.

19dc

Dzis mialam jakiś ciężki dzień. Niby w pracy wszystko super, byłam pełna energii, wróciłam do domu i po euforii. Mąż miał minę jak srajacy kot na pustyni i jego wyraz twarzy mi się udzielił. Później dostałam opiernicz że nie okazuje mu miłości. Nie wiem czy to PMS czy jego nastroj tak bardzo mi się udzielił.

Spedzilam dziś mile popołudnie z przyjaciółką i jej córeczka. Jest boska. Trzymałam ja na rękach i to było takie super. Co prawda młoda niedawno się urodziła ale po 10 minutach bolały mnie ręce 🤦🏻‍♀️

Ten cykl chorobowo spisuje na straty. Staraliśmy się, plan był co drugi dzień i tak było, ale objawów owulacyjnych totalny brak, temperatura jak narazie na poziomie 36,22 (2 dni z rzędu). Nie jest mi smutno. Po prostu tak miało być.
Irytuje mnie jednak fakt że cały dzień nie czuje jajników, a jak o niech myślę to nagle mnie kluja. Może mam jakieś paranoje i na siłę się doszukuje.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2020, 21:16

zakochanaaw A może to pomoże? 23 stycznia 2020, 21:33

Haha Niki racja przepraszam 🤣🤣🤣
Także to nic z migdałkami, dostałam antybiotyk na 3 dni ale boje się go wziąć 😣 pytałam lekarza ale on powiedział, że raczej nie powinien zaszkodzić ale nie jest pewny w 100% i nie wiem. Ale wezmę nie chce się znów w nocy dusić z bolu ;/ trudno..

Anuśla Musisz dać życiu szansę 25 stycznia 2020, 12:43

Kochane, mam juz w brzuszku nasza Kruszyne!
Jak to wygladalo? Po przyjsciu do kliniki embriolog zaprosila nas do laboratorium. Pokazala na ekranie nasze zarodki i to jak sie dzielily przez caly tydzień. Mamy 3 ladne blastki. Jedna, ta która mam w brzuchu, zrobila juz nawet sama z siebie tzw. Hatching czy jakos tak, czyli przebiła otoczke. Czytalam o tej metodzie, w cenniku kliniki jest. A nasza Blastka juz sama go zrobiła😄 Widzielismy to i mialam gule w gardle. Wzruszenie mnie straszne ogarnelo. Embriolog tlumaczyla jak sie dzielily itd. 2 slabsze zarodeczki juz sie zdegradowaly i nie beda mrozone. Czyli na 9 pobranych komórek 3 blastki. Człowiekowi sie wydaje ze bedzie tyyle ich, a tutaj sie po prostu selekcja naturalna odbywa.
Potem mialam usg. Nie bylo skurczy macicy, ale za malo wypilam. Musialam jeszcze 2 szklanki wypic. Potem transfer. Poszlo szybko, jak przy IUI. Widzialam jak nasza Kropelka trafia do mojej macicy i dostalam tez zdjecie. Pielegniarka ubrala mi majtki lol dobrze ze jakichs barchanow nie wzielam. Potem lezalam 15 minut. Transfer robila mi inna lekarka niz mój doktor prowadzacy i odmówiła mi kategorycznie przepisania relanium. Szkoda, bo mój doktor chyba przepisuje jak ktoś prosi. A ona powiedziala ze relanium w ciazy absolutnie niedozwolony, pielegniarka kiwala glowa że kto to wymyśla takie rzeczy. Pielegniarka to pani Iwonka, taka typowa pigula, boki zrywac mozna😄😄
Nie bralam l4. Nie wiem czy dobrze czy zle. Mam prace biurowa, po pracy prowadze tez lekcje ale tylko po godzinie. W pracy sie stresuje, ale no balam się brac tego l4. W razie w, managerka bylaby zla ze zostawilam ich z bagnem, bo jedna kolezanka jest na urlopie, a drugiej umarl tata. Ja dopiero w tym miesiacu dolaczylam do zespolu i managerka sie wystarala o moje przyjście. Czuje do niej dlug wdzięczności, moze niepotrzebnie. Moze niepotrzebnie zakladam różne scenariusze, ale jak sie walczy kilka lat to sie wie, ze tutaj nic nie jest oczywiste.
Kropelko, zostań z nami!

Leki: 3x1 Utrogestan, 3x1 Duphaston, 1x1 Estrofem, 1,5 tabletki Encortonu, zastrzyki z Neoparin codziennie i dwa zastrzyki Gonapeptylu
Dorzucone od siebie za zgodą dr: acard, nospa, magnez, wit b metylowane. Nie pytalam o Scopolan, ale mąż wysłany do apteki. Ciekawe kiedy sie zaczne świecić😀😀

Koszty:
Transfer: 1300 zl. Chyba ostatnio mi policzyli 500 zl wiecej, bo normalnie transfer 1800 kosztuje.
Leki: 280 zl
Łączny koszt ivf wraz z lekami i badaniami: 10 570. Koszt bez mrozenia zarodków, bo na to przyjdzie faktura. To chyba 800 zl rocznie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 stycznia 2020, 13:07

Poniedziałek rozpoczęty dobrymi informacjami, pęcherzyk 22mm i endometrium 11,5mm. Na wydruku z wizyty mój gin napisał mi dobitne zalecenie: Należy działać !!!
Owulacja dziś lub jutro, także tak mąż wróci z pracy to bierzemy się do roboty. Zartowalam żeby wziął wolne na dzisiaj bo musi popracować z żoną w domu, a ten już zaczął pisać SMS że bierze wolne 😂😂 powiedziałam żeby się nie wygłupiał tylko normalnie szedł. Także czekam na wieczór.
Miłego tygodnia 🤗

Poziomka6 Wieczne czekanie 30 stycznia 2020, 18:11

Dziś pierwszy raz od chyba roku kupiłam test ciążowy. W ciąży nie jestem na 100%, ale jutro ma zdjęcie rtg i gdybym jednak była w ciąży to nie powinnam robic tego zdjęcia. Bezsensowne to: wiem że nie jestem w ciąży, bo nie było seksu w owulację, ale test ciązowy i tak zrobię na wszelki wypadek, bo jestem zbyt odpowiedzialna aby tego nie zrobić.

Epilog
12.10.2020 r. Na świat przyszła moja córeczka Helena 🥰

Nie wszystko odbyło się po mojej myśli, ale życie uczy mnie wciąż na nowo, ze my sobie możemy planować, a wydarzenia biegną dokładnie tak jak same chcą.

W dniu przyjęcia do szpitala na wywołanie, około 14 założono mi cewnik Foleya. Po założeniu zaczęły się dosyć mocne skurcze - najpierw leżałam na KTG, potem KTG odłączono a skurcze się nasiliły tak, ze nie mogłam wyleżeć, wiec chodziłam, kolysalam się, kręciłam biodrami - wszystko byle ta szyjka moja trochę puściła. Kiedy skurcze były już dosyć mocne położna znowu podpięła mnie pod ktg i zapis zaniosła lekarce. Lekarka postanowiła mnie zbadać i okazało się ze odchodzą wody - w takiej sytuacji wyjęli cewnik i przenieśli mnie na salę porodową. Rozwarcie 1,5 cm 😔 przez cała noc miałam regularne skurcze, które jednak nie chciały się rozkręcić. Trochę drzemałam pomiędzy skurczami bo wiedziałam ze rano dostanę oksytocynę i chciałam mieć siły żeby dać rade urodzić. Dostałam tez antybiotyk, ponieważ najprawdopodobniej właśnie w sobotę odeszły mi wody wiec istniało ryzyko zakażenia. Rano lekarze zbadali mi szyjkę i wyszło naciągane 2 cm rozwarcia 😔 Dostałam wlew z oksytocyną. Najpierw leżałam pod ktg ale później mój lekarz zezwolił żebym trochę chodziła i kołysała się na piłce, póki oksytocyna nie pójdzie z pompy pełną dawką, żeby wspomóc rozwieranie tej szyjki. W międzyczasie przyszli studenci 6 roku medycyny żebym im opowiedziała o tym jak przebiegało moje ivf. Również w międzyczasie przyszła Pani doktor, która próbowała przerwać worek owodniowy, ale niestety był za mocno opięty na główce i nie dało rady 😔 około 12 przyszedł mój lekarz, zbadał rozwarcie, które wynosiło 1,5 cm i w takiej sytuacji stwierdził, ze najlepiej by było jednak zakończyć ten poród cesarskim cięciem. Przez ponad 20 godzin porodu moja szyjka zupełnie się nie rozwierała, w pewnym momencie rozwarcie nawet zaczęło się cofać, co oznaczało obrzęk szyjki. Z bólem serca, ale zgodziłam się na tą cesarkę. Bardzo chciałam urodzić SN, bardzo mocno i pilnie się do tego przygotowywałam 😔 strasznie mi przykro, ze jednak się nie udało 😔 ale wiem ze mój lekarz nie jest chętny do cc bez potrzeby, rozmawiałam z nim później i mówił ze w zasadzie pracuję nad ta szyjka od 35 tygodnia ciąży i ona naprawdę nie zaczęłaby nagle współpracować 😔 w każdym razie 10 minut później już byłam na stole, ledwo dałam rade męża poinformować - wszystko działało się niesamowicie szybko - położne przebrały mnie w koszulkę, założyły cewnik, dostałam znieczulenie, straciłam czucie od piersi w dol... cały zabieg miałam zamknięte oczy - strasznie się bałam ze zobaczę w lampach nad stołem odbicie wnętrza własnego brzucha. Po chwili usłyszałam kwilenie i już moja córeczka była na świecie - doktor pokazał mi ją przez parawan, a potem przynieśli mi ją na chwilkę do przytulenia. Oczywiście płakałam. Byłam w jakimś totalnym szoku - wydaje mi się ze jak człowiek się nastawia ze ta cesarka będzie to inaczej do tego podchodzi - dla mnie to była trauma - nie przygotowałam się do tego psychicznie - byłam za bardzo nastawiona na poród SN a dodatkowo wszystko działo się szybko i gwałtownie, nie miałam czasu się ze wszystkim oswoić i przepracować w głowie. Malutka urodziła się o 12.25, ważyła 2990 i miała 56cm długości. Miała opuchnięte oczko z powodu ucisku gdzieś w miednicy. Ale to zeszło zaraz za parę dni. Zaraz po przewiezieniu na salę położna przyniosła mi ją i pomogła nakarmić, bo ja byłam praktycznie bezwładna. Jestem jej bardzo wdzięczna bo dzięki temu laktacja ruszyła. Potem jak mała zasnęła to wzięły ją na sale noworodkową. O północy położna przyszła pomoc mi się spionizowac i wziąć prysznic - nie było tragicznie, tylko rana bolała - nie mam takiej typowej blizny po cesarce tylko cięcie od pępka w dol - po bliźnie z poprzedniej laparotomii. Probowalam do rana jeszcze drzemać ale około 6 już poszłam po małą - podobno całą noc bardzo płakała - w ogóle pierwsze 2 dni w szpitalu bardzo płakała - chyba ta cesarka tez była dla niej wielkim szokiem. Te 4 dni które spędziłyśmy z szpitalu w ogóle pamietam jak przez mgłę - chyba byłam na oksytocynowym haju - wiem ze bardzo probowalam karmić i piersi bardzo mnie bolały - po karmieniu mała nadal ssała rączki wiec pielęgniarki kazały dokarmiać mm ale mała ksztusila się pijąc z butelki a potem wszystko zwracała. Pamietam ze bardzo mnie bolała rana i spuchły mi nogi od niewygodnej siedzącej pozycji na łóżku, a łóżko było tak wąskie że bałam się małą polozyc obok siebie. Pamietam tez ze bardzo tęskniłam za mężem i jak dowiedziałam się ze musimy zostać jeszcze jeden dzień ze względu na moje duszności to przepłakałam całą noc. Pamietam tez bezradność bo nie wiedziałam jak zajmować się malutką, jak karmić a każda położna mówiła coś innego. Naprawdę przeżyłam ciężki czas w tym szpitalu - nie ze względu na to ze szpital był do dupy, nie mam do nich jakichś większych zastrzeżeń, ale cała ta sytuacja z covidem - ze mojego męża nie mogło być przy nas, ze jeszcze wtedy byłam mocno obolała fizycznie i psychicznie po tej nagłej cesarce.
Kiedy w końcu wyszłyśmy do domu to pierwsza noc tez była ciężka - mała odblokowała się po szpitalu i po tym dopychaniu mm i zaczęła brudzić pieluchę za pieluchą. Ledwo nakarmiłam i usnęła natychmiast się przebudzala bo pielucha pełna. Chyba kilkanaście razy przebieraliśmy ją i odkładaliśmy do łóżeczka. Mąż był przerażony ze tak to wyglada a u mnie rozpoczął się baby blues, wiec cały następny dzień przepłakałam. Ciekawe ze mimo ze człowiek tak bardzo pragnie tego maleństwa to ta burza hormonów po porodzie jest niesamowicie intensywna i nie do powstrzymania. Zastanawiałam się wtedy czy moje życie będzie jeszcze kiedyś wyglądać normalnie, czy moje małżeństwo wytrzyma tą zmiane sytuacji, czy jeszcze kiedyś wyjdę na zewnatrz, i co właściwie mi nie pasowało w moim poprzednim życiu ze zdecydowałam się na dziecko? Straszne myśli, okropne uczucie, ale na szczęście to mija. Z dnia na dzien jest coraz lepiej i sytuacja się normuje. Oczywiście zdarza mi się jeszcze ryczeć ale teraz już ze wzruszenia - jak mój mąż śpiewa małej piosenki, albo jak ona śmieje się przez sen. Karmie na razie cały czas piersią, ale okropnie się boje ze coś pójdzie nie tak i będę musiała małą przestawić na butelkę. Ładnie przybiera na wadze, nawet troszkę ponad normę. Trochę się martwię bo pępuszek odpadł ale został taki strupek który podkrwawia. Miałam nadzieje ze położna środowiskowa to obejrzy ale niestety ma covida 🤷🏻‍♀️ Tak ze takie czasy niestety

Nie wiem czy to w zasadzie dobre miejsce na historie porodową, ale chciałam ją bardzo gdzieś odtworzyć, muszę jakoś ten temat przepracować a nie mam z kim o tym pogadać. Poza tym tez tak myśle ze warto napisać ze nawet jak już bierze się w ramiona to wyczekane maleństwo to nie jest tak, ze nagle wszystko układa się jak w bajce, to ze człowiek starał się o to szmat czasu i wyobrażał sobie miliony razy jak to będzie nie sprawia ze jest na to w pełni gotowy. Wiadomo ze wstajesz o 4 nad ranem z większą cierpliwością ale to nadal boli. Boisz się ze pieluch jest za mało albo za dużo chociaż dokładnie wiesz ile powinno być. Dokładnie wiesz jakie mogą być problemy przy laktacji wiec diagnozujesz je u siebie wszystkie na raz. Nie wiesz czy dziecko jest głodne czy już przekarmione. Boli Cie jak je dotykasz z czułością a ono w pierwszych dobach nie zna Twojego dotyku wiec wzdryga się i Cię odpycha rączkami. Niewiele osób o tym mówi - mnie w każdym razie nikt o tym nie powiedział, a to właśnie - w połączeniu z burzą hormonów sprawia, ze te pierwsze dni są trudne.
Za to wszyscy mówili ze jak wezmę swoje dziecko w ramiona to wszystko inne przestanie mieć znaczenie - wiem, ze każdy ma inaczej, ja kocham moją córeczkę bardzo bardzo, jest najpiękniejsza na świecie i zrobiłabym dla niej wiele, ale to nie tak, ze nagle wszystko inne przestało się liczyć. Nadal zależy mi przede wszystkim na moim małżeństwie, ale tez na fajnym spełnionym życiu, na pracy, na zdrowiu, na ładnych kwiatach w ogrodzie i wyprawach w góry jesienią.

Myśle ze na jakiś czas przestanę tutaj zamieszczać wpisy. Ten post na pewno będzie ładną klamrą - bo ostatecznie rzeczywiście wszystko się udało. Nie tak jak planowałam ale to chyba nie ma żadnego znaczenia. To nie jest miejsce na wpisy o macierzyństwie a o czym innym miałabym teraz pisać? Teraz jest ten czas który mogę i chce poświecić dla mojej córeczki.
Ale na pewno tutaj za jakiś czas wrócę, bo przecież kiedyś znowu będę staraczką - zostały nam w końcu jeszcze 4 mrozaki wiec to co było to dopiero początek ☺️


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 października 2020, 16:39

Kasia q **Nic a zdrowi ** 21 kwietnia 2021, 06:41

Dziś sobie jadę do teściowej. 😒
Dziś jak sobie włam to brzuch na le zabolał jak na miesiączkę 🙈 czyży przyjdzie wcześniej 🤷🙉

Mam wyniki, podwyższone ryzyko zespołu Downa, a dokładnie ryzyko "pośrednie" czyli 1 do 192. Ryzyko podniesione przez niskie białko Pappa (wolne Bhcg podobno dobre, ale na wydruku nie ma podanych żadnych norm ani przedziałów, więc to tylko słowa lekarza), mój wiek 36 lat i metodę zapłodnienia (o dziwo inseminacja podnosi ryzyko dużo bardziej niż IVF - dlaczego??)



wolne Bhcg 38,27 IU/I co odpowiada 1,159 MoM

PAPP-A 1,432 IU/I co odpowiada 0,388 MoM


Czy ktoś to potrafi rozszyfrować/zinterpretować? 😒




Zrobiłam rozszerzony pakiet NIFTY - wyniki za 6-10 dni.

P. na razie nic nie wie, wystarczy że ja umieram ze strachu. Powiem mu jak przyjdzie NIFTY i będzie wiadomo - wóz albo przewóz 😕




PS
Dziewczyny dzięki za pocieszające słowa! Emdar, posłałam ci zaproszenie bo chciałam podpytać o twoje badania a nie widzę wykresu ani pamiętnika 😚


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2020, 22:14


Ależ mam miły ostatni dzień I trymestru 🤦‍♀😒

No i nastał nowy 2021 rok...
Po decyzji o skorzystaniu z dawcy bardzo nie mogłam się go doczekać...
Dzis 1 dc.... I wiem, że powinniśmy już myśleć o zapisie do kliniki... Ale... No właśnie znowu to ale...... Mąż nie zaczął tego tematu od wtedy.. Od "podjęcia" tej trudnej decyzji... A ja??? Ja znowu mam w głowie milion myśli na ten temat 😐😐😐🤦‍♀️
Milion za i milion przeciw....
Wiem, że jedyna opcja dla nas jest dawca (mąż nie chce adopcji) ale ja kurcze znowu mam wątpliwości czy to będzie dobra decyzja, czy ta decyzja nie skomplikujemy sobie życia, czy mąż nie będzie patrzył na dziecko jak na obce.... Kur** a mieliśmy już sytuację wyjaśniona...

Dżasta113 Czekając na motyle 24 stycznia 2020, 07:39

14 dpo...

I na tym dniu chyba się skończy. Czuje ze dzisiaj pojawi się @, rano miałam uderzenia gorąca a prawie zawsze tak mam dzień przed albo w dniu okresu. I wydaje mi się ze na papierze widzę mały różowy ślad :(
Ta temp tez mnie dobija bo sama nie wiem co mam wpisywać. Budzę się o 5 (jak nigdy) do łazienki i wtedy temp mam niższa. Później śpię jeszcze i jak wstaje o swoim stałym czasie to jest wyższa. Wychodziłoby ze ani jedna ani druga nie jest miarodajna. Sama już nie wiem która powinna być wpisana.

Niby jestem kobietą a sama siebie nie rozumiem...

EDIT 13:30
Dostałam plamienia koło 10 wiec w sumie jutro powinno się rozkręcić. Oby, bo ostatnie moje miesiączki to więcej plamień niż normalnej krwi. A temp w końcu poprawiłam na wykresie jako „zignoruj”.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2020, 13:33

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 24 stycznia 2020, 08:50

Moni78 dziękuję Ci za ten komentarz.
Ale muszę jedną kwestię wyjaśnić.
ten pamiętnik to miejsce, gdzie przelewam myśli zazwyczaj wyrwane prosto z mojej głowy. nie opisuję wszystkiego z najdrobniejszymi szczegółami. pewnie dlatego można mnie odczytać jako myślącą tylko o sobie i swoim problemie egoistkę- ale tak nie jest. zdaję sobie sprawę, że krzywdzę męża, dlatego czasem przychodzi myśl o zwróceniu mu wolności.
nie jest też tak, że on wszystko robi - ja sprzątam, piorę i gotuję. dbam o niego jak umiem najlepiej.
znam go bardzo bardzo długo i pomogłam mu stać się takim jakim jest - pewnym siebie, przedsiębiorczym facetem.
widzę, że o mnie walczy, że chce mi pomóc, ale nie chcę żeby tonął razem ze mną.
serio tak częato piszę o pieniądzach? słabe masz rację. nie mam żalu, że to wszystko tyle kosztuje, mam żal że pomimo dobrej pracy i niezłych zarobków mnie na to nie stać. że nie ma dla mnie refundacji choćby na część świadczeń. pieniądze nigdy nie były dla mnie ważne. ale teraz są narzędziem do spełnienia marzeń - dlatego ich brak tak boli.
dziękuję jeszcze raz za to co napisałaś o moim mężu. nie chcę go stracić. to miłość mojego życia.
i napiszę to, nie on sam, ale razem zbudowaliśmy piękną chatkę w lesie - zupełnie sami- zawsze jak piszę, że mnie wywiózł do lasu, to właśnie tam. to jedyne miejsce na Ziemi gdzie odczuwam spokój.

dziękuję Wam wszystkim za słowa wsparcia. znikam na jakiś czas. pewnie pojawię się po powrocie do starań.
ściskam,
Lena.


13t+0d

Pierwszy dzień II trymestru.

Dziewczyny dzięki za wielkie wsparcie! Po waszych komentarzach, historiach i poczytaniu "internetów" jestem już dużo spokojniejsza.

Utwierdziłam się w przekonaniu, że ta zasrana PAPP-A służy głównie do ponoszenia kortyzolu u ciężarnych 🙄Nawet jeśli moje dziecko okaże się chore, to chcę wykonać badanie, po którym usłyszę "pani dziecko jest chore". Oczywiście o wiele bardziej chcę usłyszeć "pani dziecko jest zdrowe". Ale już najmniej chcę usłyszeć "pani dziecko ze sporym prawdopodobieństwem może być chore ale może być też zdrowe, a nawet jeśli będzie się wydawało zdrowe to i tak może okazać się chore" bo mniej więcej tak wygląda "wynik testu PAPP-A". Także drugi raz tego gówna nie zrobię 🙄 No way.

Co do jego skuteczności - szacuje się, że ok. 30% wyników jest fałszywie pozytywnych, kolejne 10% to wyniki fałszywie negatywne, wyniki "prawdziwe" to ok 60% - sorry mamo ginekolog (Niki dzięki za link) ale to nie jest 1 na 10 kobiet. Czułość 90%, o której mówią lekarze odnosi się tylko do wyników fałszywie negatywnych czyli przypadków, w których dziecko jest chore a test tego nie wyłapie. Wyniki fałszywie pozytywne są przemilczane. A 60% skuteczności to mniej więcej tyle, ile przy rzucie monetą.

Obliczanie ryzyka na podstawie wysokości białka Pappa, wieku i rodzaju zapłodnienia? Nawet przy dobrym USG?

Jeżeli przebywała pani ostatnio na dworze przy zimnej i wilgotnej pogodzie a dodatkowo stwierdzimy u pani obniżony poziom witaminy C w organizmie to pomimo braku objawów może mieć pani grypę... No tak to wygląda... 🙄

Paulcia i Emdar - też mam poniesione ryzyko hipotrofii i to sporo bo 1 do 78, ALE to ryzyko podniosło się tak drastycznie jak wpisali inseminację jako metodę zapłodnienia (wcześniej omyłkowo było IVF i wtedy ryzyko było jakoś 1 do 150). Jak na razie maluch jest o tydzień większy niż to wynika z OM, przepływy są prawidłowe - zupełnie się tym nie martwię jakoś (może niesłusznie). Lekarz powiedział, że w razie czego będę brała aspirynę i coś tam jeszcze i można to kontrolować. Zobaczymy co będzie.

Dokopałam się do info, że najlepiej jak wyniki w MoMach są w okolicy 1, ale norma przewiduje, że pappa powinna być powyżej 0,5 a wolne bhcg poniżej 2,5.

No i "wniosek końcowy": 1 do 192 to wciąż tylko trochę ponad 0,5 % ryzyka.

Ryzyko "podstawowe" niepowodzenia przy inseminacji wynosiło 90%, "skorygowane" dla mojego wieku, historii choroby itd - ok. 97 % 😜

Udało się.

Ryzyko poronienia w pierwszych tygodniach ok. 30%, skorygowane pewnie i 40%

Udało się.

😎

Także co będzie, to będzie.

Ale niech już przyjdzie to Nifty. I niech będzie dobre 😒

zakochanaaw A może to pomoże? 25 stycznia 2020, 09:14

Leki ostatecznie wzięłam, stwierdziłam, że jak ma być to będzie a pewnie nie będzie więc po co się męczyć... Z gardłem już coraz lepiej, już tak nie boli :)
***
Dziś mam 23dc 5dpo i od wczoraj zauważyłam u siebie mleczno rozciągliwy śluz, pierwszy raz w życiu taki mam. Zdarzały się suszę, mega kremowo też było ale tak mam pierwszy raz 🤷‍♀️
Do tego mam mega ból lędźwi i wczoraj jajniki trochę bolały a szczególnie też z którego była owualcja.
Lędźwie pewnie bolą przez to, że ciągle prawie leżę 😅
***
Wczoraj pół dnia przepłakałam a drugie pół przespałam... Przyjaciółka napisała, że urodziła, wysłała zdjęcia maluszka 😭 to dopiero 29tc 😭 maluch waży 1,4kg... Tak się boję o niego mam nadzieję, że płuca mu się szybko rozwiną, ładnie przybierze na wadze i bez innych komplikacji szybko wróci do domku 😭😭

aster Plan B. 24 stycznia 2020, 08:27

Mój mózg robi sobie ze mnie jaja 😒

Wczoraj napisałam, że jeśli zobaczę pozytywny test ciążowy, to nie uwierzę. No więc dziś zobaczyłam... Dwie wyraźne, grube, czerwone krechy. No i faktycznie, niedowierzalam. Rozważałam, czy kupić jeszcze ze 2 testy dla pewności, czy od razu jechać na betę. I potem poczułam w środku taką iskierkę nadziei która zapaliła rosnącą radość, nieopisane szczęście... chciało mi się płakać. Pomyślałam sobie, że to chyba sen....... I wtedy się obudziłam!! 😂 To było okropne, nie życzę nikomu takiego rozczarowania... chciałam spowrotem zasnąć i być w tej ciąży, ale budzik był bezlitosny.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 stycznia 2020, 08:38

20dc

PMS - mam takiego nerwa na męża, że powstrzymuje się by go nie opierdol**. Mam dość przypominania mu codziennie o tych pieprzonych tabletkach 💊. Zero własnej inicjatywy. Nigdy o nich nie pamięta a mnie to już delikatnie mówiąc "wyprowadza z równowagi".

Za miesiąc ma 30 urodziny 🎂. Na ten moment mam go tak serdecznie dość że najchętniej bym poszła do jego pokoju (śpimy osobno) i mu powiedziała że imprezę dla znajomych i rodziców ma sobie sam zorganizować bo ja palcem nie ruszę. Wiem że to by mi dało tylko chwilowa ulgę. Obawiam się jednak że rano i tak mnie zdenerwuje.
W takie dni jak ten nie mam ochoty nawet na niego patrzeć. A o co poszło? O 18 mieliśmy gości. A że mąż był śpiący to po pracy poszedł spać. Obudziłam go 5 minut przed ich przyjściem, bo facet to twarz przejmuje i jest gotowy. No i się zaczęła awantura, bo schowalam mu spodnie dresowe i on nie ma co na dupe ubrać. I wielka awantura, bo gdzie są jego spodnie?! Chwilę ich poszukałam ale on do mnie z awantura że ja mu je schowalam. No co za typ... Po cholere mi jego spodnie i w jakim celu miałabym je chować. Nie wiem czy to debilizm wrodzony, czy po prostu dopiero co wstał i był "marudny". W każdy razie skwitowalam że jest popierdolo**. No i się OBRAZIŁ. Jak goście już sobie poszli to kazał mi przeprosić. Nie ważne że skakał do mnie i wciskal mi kit że zabrałam mu spodnie. Ważne że ja go OBRAZILAM. Oczywiście tego nie zrobiłam więc stwierdził że idzie spać do drugiego pokoju.
I teraz mam 50% szans że "nasze" dziecko odziedziczy gen debilizmu po ojcu.
Odnośnie tego cyklu to raczej jest BEZOWULACYJNY, po dwóch dniach od skoku temperatura spadła tak nisko, że rano mierzylam temperaturę 2 razy, uznałam że termometr mnie oszukał. Nie czuję smutku - oczywiście na to jeszcze przyjdzie pora. Na razie króluje pms i ogólne wkur******.

PS. Sprzątając salon przed przyjściem gości zebrałam wszystkie ciuchy i wrzuciłam do kosza na pranie. Były tam jego felerne spodnie dresowe.


Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2020, 10:03

Jestem świeżo po wizycie, piszę tutaj bo się chcyba rozpłaczę. Podwójna dawka lametty spowodować spowodowała tylko jeden pęcherzyk 16mm. Endometrium cienkie jak cholera bo 6mm. Dostałam ovitrelle do wstrzyknięcia w niedzielę. W poniedziałek rano kolejna kontrola. Idę do apteki, nawet nie sprawdzam ile ten zastrzyk kosztuje... Nie chce mi się też liczyć wydatków na lekarza..

Patt1002 Czekamy na Aniołka 24 stycznia 2020, 16:15

Jestesmy po pierwszym szkoleniu rozpoznawczym ;) bylo bardzo fajnie. Od następnych zajęć zaczynają się poważne tematy.... ;)

Anuśla Musisz dać życiu szansę 24 stycznia 2020, 17:58

Dziewczęta dziękuję za troskę, jesteście kochane. To czekanie mnie dzis dobijalo, w koncu na obiad poszlam w przerwie, z kolezanka. I dzwoni embriolog! Nawet jak kolezanka widziala ze wyswietlo sie: Embriolog to majac juz 2 dzieci z pierwszych cykli nie wie za Chiny co to znaczy.
- Dzień dobry, klinika Artvimed, chcialam Pania zaprosic na jutro na transfer.
- Ufff....
To było troche jak zaproszenie na pokaz poscieli albo garnkow hehe. Ale w pozytywnym sensie, przemila kobieta. Mamy 3 ladne morulki, 2 zarodki sa slabe, nierowne i nie rokuja. Tak wiec mamy trzy zarodeczki!
Nawet nie zdawalam sobie sprawy z moich emocji, dopiero jak wrocilam do kolezanki to nie bylam w stanie pokroić nozem miesa ani trafic widelcem do buzi. Kolezanka chyba to widziala, ale przemilczala.
Jak ja usne? Jak wyczekam do bety? Jutro bede miala w sobie część Nas i juz to jest dla mnie niesamowite. Prosze o kciuki i modlitwe, za Was również modlę się codziennie!

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)