Dzisiaj razem z nadzieja umarła jakaś część mnie.
Koniec odliczania, czekania, testowania...patrząc w wyniki badań myślałam ze to sen. Morfologia 0. Nieruchome ponad 70%.
Ten rok starań był chyba dla mnie najszczęśliwszym, miałam tyle nadziei, tyle planów...
Płomyk zgasł...
24dc
Temp. nadal rośnie, ale to jeszcze nic takiego. Tak samo rosła w cyklu nieudanym, jak i tym udanym. Jednak od 3 dni jestem bardziej zmęczona niż zwykle. Czy to pierwszy objaw? Czy moja psychika produkuje sztuczne objawy, bo tak bardzo chcę, żeby były? Boję się, że mięśniak urośnie, że pojawi się inny i to wszystko wykluczy mnie z gry. Czy ja w ogóle jeszcze zdążę?
To będzie trudny rok. Jeśli się uda, znów będę przechodzić przez badania prenatalne. W zeszłym roku byłam już zapisana na pierwsze badania w szpitalu. Nie zdążyłam ich zrobić. W dniu badań, zadzwoniła do mnie Pani ze szpitala:
- Dzień dobry, była dziś Pani zapisana na badania. Czy Pani jeszcze dojedzie?
-Nie.
-To dlaczego Pani nas nie uprzedziła, że Pani nie przyjedzie??!! Dlaczego w ogóle Pani nie przyjechała??
-Bo poroniłam...
-Do widzenia!!!
Tak wyglądała rozmowa.
Zastanawiam się, czy w ludziach w XXI pozostały jeszcze jakieś ludzkie uczucia?? Czy ktoś jeszcze jest zdolny do empatii? Do zwykłego współczucia i szacunku?
Czasami mam wrażenie, że mogłabym wygrać plebiscyt na najgorszą matkę roku. Wyprowam sobie flaki, żeby fajnie spędzać z Hania czas, żeby być cierpliwa, tłumaczyć, nie denerwować się, karmić ja zdrowo, pokazywać świąt, uczyć ciekawości. Bywa ciężko, z brzuchem pod nosem, starym tyrajacym po 12 godzin, ale staram się jak mogę. I przychodzą chwilę, że puszczają mi nerwy, kiedy w południa zamiast zasypiać, skacze mi po brzuchu, albo gryzie, gdy przy wieczornym zasypianiu, po 45 minutach tarzania się po łóżku chce zasnąć trzymając moja głowa i tarmosic mi je wlosy. Wkurzam się, czasami podnoszę głos,czasami krzykne. Później płacze, gdy ona zasypia, tula mnie te małe rączki, takie ufne, a we mnie jeszcze wściekłość buduje. I płacze z bezsilności i złości na siebie.
Macie rację, najważniejsze, że Marysia przybiera na wadze, że jest zdrowa, s jek odstawię kp to zyskam jakieś 8-9h na sen i kontakt bezpośredni z dzieckiem...będą plusy...
Ale jak widzę, gry Malutka jak charakterystycznie kręci gwałtownie główką otwartym dziubkiem ewidentnie szukając cyca to mi serce pęka, że będę musiała ją tego pozbawić 😢
Wczoraj po tej rozmowie z cdl rozryczałam się najbardziej od czasów jeszcze sprzed ciąży. Mąż mnie wziął na kolana, Marysię mi położył na moich kolanach i w takiej kanapkowej konfiguracji siedzieliśmy i mnie pocieszał. Męża mam wspaniałego ♥️
Dziś dałam Marysi jej porcję 70 mojego mleka, ale marudziła po zjedzeniu, więc dałam jeszcze świeżo odciągnięte (świeże jak od dojnej krowy 🙈🙈🙈) 20ml i dopiero usnęła. Jeśli jej porcję wzrosną szybko, to szybko kp będzie hobbystyczne🤷
Marysia nie spała od 2-4 w nocy, ja razem z nią. Tyle tylko że ja marząc o śnie, a córka - o poznawaniu świata 😊 Nad ranem ja padłam, mąż przejął wszystkie funkcje okołodzieciowe ♥️ a córcia - nadal była w fazie grzecznej aktywności. Sen nadrobiła koło południa 🤗
Jutro druga wizyta położnej i wyprawa do neurologa. Mam nadzieję że tylko pro forma.
EDIT:
Aha, wczoraj w ramach pocieszeńaz powiedział mi - zobacz jakie mamy dziś problemy (czyt. brak kp to w zasadzie żaden problem), a jakie mieliśmy rok temu...
Dokładnie rok temu 28. stycznia 2019 r. napisałam na OF o tym jak życie jest niesprawiedliwe, bo właśnie przeżywaliśmy utratę drugiej ciąży. Beta pojawiła się i zniknęła, jak jakiś durny żart od losu, bo przecież właśnie byliśmy załamani diagnozą, że u mnie na ciążę nie ma ŻADNYCH szans...
Dziś dokładnie po tamtych czarnych chwilach nasza Genetyczna Kompilacja, nasza Niespodzianka śpi sobie w kokonie (z mojej poduszki ciążowej) na kanapie, a my jemy orzeszki i chipsy oglądając tv...no dobra, głównie oglądając miny jakie strzela Marysia, bo są o wiele ciekawsze niż tv😍
Moje Drogie, nie poddawajcie się. Życie daje to czego pragniemy w najlepszym dla nas czasie. Ja mam wrażenie, że właśnie dopiero teraz jestem gotowa na macierzyństwo i jest cudownie mimo braku snu😊😉
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2020, 19:56
Mam dziś zły dzień, dołek na całego...
Co chwilę łzy same spływają mi po policzkach, mam psychicznie dość....
Wczoraj dowiedziałam się o kolejnej nieplanowanej ciąży, przy zabezpieczeniu się, insulinooporności i dużej nadwadze... A jednak wpadli...
Dziś kuzynka w szpitalu czeka na wyniki badań i decyzję czy dziś będzie CC 😭
A ja dalej w tym samym jebanym miejscu...
Ta sama kuzynka, która długo po mnie stwierdziła, że zaczną się starać a za chwilę wysłała zdjęcie usg ona odlicza do porodu a ja do okresu bo jestem pewna, że przyjdzie... Jak zawsze... 😭😭
Włączyłam sobie teorie wielkiego podrywu i co? Odcinek, że Howard i Bernadet dowiedzieli się, że znów są w ciąży 😭😭
Jak mam dość... Dlaczego życie jest takie skomplikowane, niesprawiedliwe i bolesne...
Dziś 9dpo
Bolą mnie plecy i leźwie... Cycki ledwo co, sutki swędzą.
Wczoraj dwa razy wymiotowałam i bolała mnie głowa, dziś obudziłam się z bólem głowy, mdliło mnie rano ale już przeszło...
Chce żeby ten głupi okres już przyszedł żebym przestała robić sobie nadziei... Nienawidzę siebie, że mimo wszystko sobie ją robię...
Czas biegnie.. niedługo czeka mnie powrót do pracy. Przyzwyczaiłam się do zwolnienia, jest mi dobrze i wcale mi się nie nudzi.
Głos po operacji niestety dalej mam zmieniony, będę konsultować u innego foniatry. Czekam też na wynik histopatologiczny, mam nadzieję, że nie będzie niepokojący. Poza tym korzystam z czasu i działam w sprawie badań zleconych w klinice. Za mną kompletny monitoring cyklu, krzywa cukrowa. Przede mną sono hsg, kolposkopia, badania hormonów na początek cyklu i hormonów tarczycy. Po powrocie do pracy będę musiała się zwalniać u szefa, prosić o możliwość wyjścia wcześniej .. ech jak ja tego nie lubię
Nigdy nie odmówił ale sam fakt jest średnio przyjemny. Mąż jest sam sobie sterem i żeglarzem i sam sobie organizuje dzień, trochę mu tego zazdroszczę.
Za oknem po raz pierwszy tej zimy zobaczyłam śnieg, nie chce mi się ale wyjdę na krótki spacer 
Prawdopodobnie 1 dzień po owulacji, nie wiem czy była wczoraj czy przedwczoraj ale liczę od dzisiaj. Nie wiem czy gorsze jest czekanie 2 tyg od owulacji do testowania, czy od szczęśliwego testowania do wizyty u lekarza, aby potwierdzić ewentualną ciążę. Nie pozostało nic innego niż spokojnie czekać. Zrobiłam w tym cyklu wszystko co mogłam. Stymulacja letrozolem, monitoring, zastrzyk ovitrelle, drugi monitoringu. Ładny pęcherzyk, endometrium grubiutkie. Super warunki. Ale jakoś tak nic do mnie nie dociera, tak jakby starania trwały obok mnie.. no nic, narazie jedyne co mogę zrobić to czekać.
Może będzie walentynkowy prezent?
3 dc, 20 cykl starań.
Krótki był ten poprzedni cykl, 25 dni.
Powolutku żegnam się z moją comiesięczną depresją i zbieram siły do dalszej walki. Choć przyznaję, tym razem nie jest łatwo. Wczoraj wpadła do nas moja kuzynka z prawie 2-letnią córeczką (moje ulubione dziecko w rodzinie). Na skype zadzwoniła moja siostra. Dziewczyny porównywały swoje ciążowe brzuchy, obie rodzą w kwietniu... a ja siedziałam z przyklejonym uśmiechem i nie swoim dzieckiem na kolanach. W środku wyłam, chociaż twarz mi nie drgnęła...
Ale dziś postanowiłam się otrząsnąć, ruszyć z miejsca, działać. Zamierzam przygotować się do kolejnej wizyty, uporządkować wszystko, co już mamy. Przygotować pytania do nowej lekarki, nie dać się zbywac. Zamierzam wycisnąć z tego programu tyle, ile się da. W końcu nie biorę 500+, ani zwolnień lekarskich, należy mi się chociaż porządna diagnostyka za składki, które płacę.
Beznadziejna, dostałam okres, więc dzwonię do kliniki umówić się na wizytę, a tam nie ma normalnych terminów. Co ja w pracy znowu wymyślę.
Ogólnie to w pracy zaciskam zęby, gdyby nie on vitro to już szukałabym nowej. Traktują tam nas jak niewolników, ciągłe nadgodziny, już brak mi siły.
Co wymyślić, czemu znowu muszę wyjść
1 DC, nie wiem już którego. Co prawda ciesze się że dostałam🐵dziś a nie jutro bo jutro wracam po przerwie do pracy.
Fajnie było siedzieć 3 tygodnie w domu gorzej będzie jutro wrócić. Dzieci pewnie będzie pełny stan i od nowa trzeba będzie je uczyć zasad bo znając życie dla świętego spokoju rodzice pozwalali na wszystko.
Ale dam radę💪 grunt że jest praca w tych niepewnych czasach
13 dc
Kolejny monitoring. Endometrium 9,3mm po minie widziałam że gin był średnio zadowolony, ale mówiłam mu że Endo u mnie max to 10 mm w cyklu stymulowanym. Ja jestem mega zadowolona że takie duże jak na mnie jest.
Dumał nad transferem tu chciał zrobić w czwartek ale stwierdził że za wcześnie, potem że piątek ale przecież nie zrobi mi wlewu jutro
Więc stwierdził że robimy jak ustalaliśmy wlew w poniedziałek a transfer w sobotę.
W poniedziałek muszę rano jechać do kliniki i zrobić progesteron wynik musi być do 12 a u mnie w mieście pewnie koło 15-16 będzie więc nie ryzykuje
Nie wiem po co robić proga jak i tak wyjdzie niski bo rozumiem gdybym miała pęcherzyki.
No to siedzę pół dnia w Łódzi ale co tam robić rano jak tam sklepy pozamykane chyba zostanie Carrefour.
Teraz myślę czy brać L4 po transferze czy nie.
Ps..czy to nie przypadek punkcję miałam 15.01 a transfer 15.02 Zbieżność dat jak nic.
Wiadomość wyedytowana przez autora 8 lutego 2020, 20:23
Byłam na wizycie w invinmed. Mieliśmy zaczynać in vitro, ale lekarz miesza się w planie. Nie podoba mi się ta klinika, są beznadziejni. Na początku dostałam tabletki aby spr. Czy mam endometrioza. Teraz usłyszałam, że torbiel która chyba jest torbielą nie zniknęła więc muszę brać tabletki jeszcze 3 miesiące. Gdy podałam jej USG z kwietnia (moje wyniki badań które im zostawiłam zgubili) to stwierdziła, że ta torbiel już długo tam jest więc czekamy do okresu i jak nie urośnie to zaczynamy. Ostatnio mówiła to samo. Jak dla mnie to wyciąganie kasy. Refundacja do leków jest chyba tylko przy pierwszym in vitro. Jakiś nie ufam tej klinice, co z tego że jest dofinansowanie skoro pewnie przepadnie mi refundacja na leki i kolejna procedurę będę musiała sama opłacić w całości plus leki hormonalne. Nie wiem co robić czy podchodzić u nich i ryzykować stratę refundacji na leki czy brać kredyt i zrobić in vitro w lepszej klinice ale mieć dofinansowanie do in vitro
witam, po bardzo długiej przerwie.
W ciąży nadal nie jestem...
Obecnie zaczynam leczenie w klinice Invimed w Poznaniu. Mój lekarz to dr.Lewandowski
Dziś 14dc i brak pęcherzyka, prawdopodobnie owulacji nie będzie. Dla pewności mam zrobić progesteron jakoś w 23-25dc
Do tego mam zrobić AMH i TSH na kolejną wizyte przyjść z wynikami. Zapisał mi lek Lametta od 3-7dc brać i w 11-13dc kontrola. Jeśli bedzie pecherzyk dostanę zastrzyk na pęknięcie. To będzie mój pierwszy stymulowany cykl.
Od dwoch dni cmi mnie brzuch jak na okres, zwlaszcza jak sie wysikam. Oczywiscie znow mam zaparcie, boje sie pchać żeby zarodka nie wypchnac, paranoi cd. Teraz właśnie byłam sikac i rozbolaly mnie jajniki jak na okres. Powiem tak: stymulacja pikus, punkcja spoko, oczekiwanie na telefon od embriologa hardcore, ale to co sie dzieje po transferze to przechodzi ludzkie pojecie. Przynajmniej po świeżym transferze. Niedaleko nas jest dom wariatow, to mnie tam zaraz wywioza.
25dc
W sprawach cyklu-bez zmian. Temp nadal wysoka, piersi nadal bolą.
W poprzedniej ciąży zrobiłam test 29dc i wyszedł cień cienia... Uwierzyłam w ten cień i nie myliłam się, bo cztery dni później była prawdziwa kreska. Teraz nie mam żadnego testu w domu. Będę czekać na @, która mam nadzieję, że nie przyjdzie. Mój lekarz oczywiście nie byłby pocieszony, gdyby w tym cyklu się udało. Wg jego zaleceń, powinnam zaczekać jeszcze 2 miesiące! A ja myślę sobie po co?? Czekanie mi nie pomoże, a może zaszkodzić. Więc co ma być to będzie. Ale niech będzie dobrze!
Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia 2020, 09:25
Mój ginekolog nie leczy niepłodności... Przejrzał moje wyniki i wykresy temperatury i powiedział żebym zgłosiła się do kliniki leczenia niepłodności albo znalazła lekarza z doświadczeniem w PCOS i stymulacji owulacji... Poszukałam i zapisałam się na pierwszą wizytę konsultacyjną. Zobaczę co z tego będzie.
P. bardzo mnie wspiera i powiedział że pójdzie że mną do kliniki. Narazie chce zobaczyć co powie lekarz na moje wyniki i czy zaproponuje stymulację.
P. jest kochany i wspiera mnie. Wiem, że nie jest przyzwyczajony do okazywania uczuć i jest to dla niego trudne, a jednak mu się udaje.
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 stycznia 2020, 21:56
Ciąża zakończona 14 czerwca 2018
Wiadomość wyedytowana przez autora 15 czerwca 2018, 12:54
26dc 9dpo
Przede mną ciężkich kilka dni. Temperatura albo wchce mi wywinac numer stulecia albo coś jest na rzeczy. W tym tygodniu pracuję na nocne zmiany więc pomiary są o różnych porach 11:30, 12:00, 14:00.
Żyje nadzieja. Do niedzieli wszystko będzie jasne.
26+4
Jeszcze tylko 10 tygodni i 2 dni i będzie ciąża donoszona 😱 brzuszek spory, ale w sumie tylko w brzuchu tyję. Dzisiejsza waga 63,7 kg. Za dwa dni zamykam 2 trymestr. W pierwszym przytyłam 0,7 kg. W drugim 8 kg (4m-1,9 kg, 5m-3,1 kg, 6m-3 kg).
Na koniec marca chcę mieć wszystko przygotowane. Oprócz kupna rzeczy dla Małego cały czas coś do domu kupujemy. W tym tygodniu w końcu kupiliśmy kabinę walk-in i listwy przypodłogowe do pokojów na górę. Chcę jeszcze kupić rolety i dywan do sypialni i może ją pomaluje bo jest biała. Pokoik dla Małego będę robić dopiero jak będzie miał ok rok (choć już jest pomalowany i tapeta jest) i tak teraz będzie spał w Naszej sypialni.
W środę byłam na krzywej. Ciężko mój organizm zniósł. Była to zwykła bezsmakowa glukoza. Po 10 minutach od wypicia zaczęłam czuć przyspieszony puls i niepokój. Dobrze że od razu to zgłosiłam bo za sekundę już miałam mroczki. Jak mnie położyli to już nic nie widziałam na oczy, pot na czole mi wyszedł. Zbadali mi glukometrem cukier, był 140 czyli nie taki zły. Ogólnie wyniki z krwi wyszły dobre: 86-149-122. Wg glukometru po 1h było 143, po 2h 149. Ale reakcja organizmu była straszna, czułam że umieram.
Teraz 10 lutego wizyta 
Jak nie urok to sraczka i to dosłownie.. chyba się czymś strułam męczą mnie wymioty gól głowy brzucha i biegunka.. oby to nie było nic wielkiego bo szkoda mi odpuszczać ten cykl
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.