16dc
A to ci zaskoczenie u gina. Mam nowy pecherzyk 14mm,okazało się że ten poniedziałkowy zaniknął. Za to endometrium zrobiło się dużo grubsze. Gin stwierdził, że nowy pecherzyk rośnie prawidłowo, endometrium ładnie się zgrubiło. Już nie jest jednolinijne a trójlinijne. Chciałby mnie widziec w poniedziałek jeszcze raz, żeby zobaczyć co się z nim stanie. Jak wydam kolejne 150 zł to chyba wyjdę z siebie. Powiedział też, mlże niektóre niektóre kobiety mimo stymulacji mają późne owulacje. Nie wiem czy iść do niego... nie chce tych starań


18t+2d

Podobno 150 dni do porodu 😜

Znacie jakieś fajne poradniki "dla dziadków"? Chciałabym sprezentować takowy mojej mamie, ale trochę się obawiam wyboru "na ślepo". Po ostatnich aferach z "instrukcjami tresury chłostą" w naszych księgarniach, wolę zachować ostrożność 🙄

Chciałabym jakiejś fajnej książeczki opartej na założeniach rodzicielstwa bliskości ale bez fundamentalizmów, niereligijnej, pozbawionej stereotypów, że niby z babcią to tylko gotowanie i szydełkowanie a z dziadkiem majsterkowanie... 😒 Da się tak? Znacie jakieś tytuły?



Z frontu ciążowego - wciąż nie czuję ruchów, a przynajmniej wydaje mi się że czuję tylko jelita. W zeszłym tygodniu miałam bardzo nieprzyjemny atak jakiegoś takiego "skurczopodobnego" bólu w dole brzucha, już nawet prawie prawie dzwoniłam do ginki, ale w końcu obyłam się Nospą... Generalnie znowu zaczęłam się martwić i zadręczać czarnymi myślami, ale staram się zaprzątać umysł czymś innym i to ignorować. Zwariować można. W przyszłym tygodniu mam listę upierdliwych badań w labie, krzywą cukrową i inne takie "nasiadówki", a na początku kolejnego tygodnia wizyta u mojej ginki i dzień później połówkowe prenatalne... Uch chyba jakoś dotrwam 🙄

Niech już się ten mały łotr zacznie wreszcie ruszać i kopać bo doprowadzi matkę do nerwicy w końcu! Chyba będzie z niego typ kanapowo-intelektualny 😄Nie jakaś tam piłka czy jogging. Ulubiony sport to filozofowanie przy winku 😜Nie będę udawać, że nie wiem po kim to ma... No siła genów, co zrobić.... 🤦‍♀😄

Iza_Malarka Zaczynamy! 4 marca 2020, 00:29

I zaczęłam nowy cykl.
W tym postanowiłam suplementowac olej z wiesiołka, dzięki komentarzom (za które bardzo dziękuje! ❤️) zaczęłam czytać różne artykuły o tym oleju i nie zaszkodzi a może pomoc wiec czemu by nie 🤷🏻‍♀️

Akurat tak się złożyło ze w tym cyklu mój mąż jest poza domem w związku z delegacjami, a u mnie wiele się dzieje (studia, nowe projekty w pracy, rozwód rodziców) na codzień nie mam czasu myśleć o ciąży.
Te myśli najczęściej nachodzą mnie wieczorem, ale są pozytywne!

Bardzo żałuje ze wspólny wyjazd do lizbony się nie udał. Mój mąż pojechał tam sam - wyjazd służbowy, widząc te piękne zdjęcia bardzo chciałabym tam być, ale mam ogromna nadzieje ze niedługo to nadrobimy!

atwysz Niecierpliwi z bezsilności 3 listopada 2020, 15:04

Dziś dzień deszczowy, pochmurny, do niczego... tak samo jak mój nastrój. Wczoraj na domiar złego padł mi samochód przy powrocie z pracy... dzisiaj burzliwie z mężem, właśnie z powodu auta. Szukamy nowego, ale nic nie ma... przynajmniej nie myślę o mojej "owulacji niewidce" niby jest ale nie ma...
Macie jakieś pomysły na to? Dlaczego odczuwam jej objawy (podwyższona temp, ból jajników), ale testy wychodzą negatywne, śluzu właściwie też nie ma... właściwie to żadnego śluzu nie mam :/

Syla87 Projekt dziecko - zrealizowany 😉 13 kwietnia 2021, 11:45

24dc

Jutro moje urodziny. Ciekawe czy w piątek los będzie złośliwy po raz kolejny?!

Nea Zostawić po sobie ślad 20 lutego 2020, 14:55

34 dc
Nadal nic. Pierwszy raz od tak dawna czekam na @ I nie mogę się doczekać.Zalamuje mnie to coraz bardziej.Przez ostatnie kilka dni czas mi szybko leciał.Byl u mnie na kilka dni siostrzeniec 8 lat. Pomysłów co nie miara tyle rzeczy.Codziennie zestaw startowy - napisz mi działania do rozwiązania no i kaligrafii też trochę zrobię.Zlozylismy wóz bojowy z lego tor wyścigowy puzzle i sama już nie wiem co.Smiali się z niego jak się pakowal czy trzeba przyczepke przypiąć.Udalo się bez.Najlepsza zabawa i tak była w kuchni razem robiliśmy sałatkę.Odkad pamiętam zawsze mówił że będzie kucharzem lodziarka i ciastkarka.Lodziarka robi lody A ciastkarka rozdaje słodycze 😝 nigdy bym na to nie wpadła.Teraz powrót do rzeczywistości.

13 dpt 33 dc

Beta przyrasta tak jakby chciała po swojemu
11 dc. 286
13 dc 446
Znowu mały przyrost tym razem 56 %
Wcześniej 58%

Kontaktowałam się z ginekologiem. Stwierdził że jak nie mam boli ani plamien to teraz nic się nie zrobi.
Na USG za szybko bo tylko zobaczy się czy jest pęcherzyk prawidłowy.
Immuno odpisał tylko że leki nam nadal brać
Dzwoniłam do mojej embriolog kazała się przyrostami nie przejmować może mój organizm produkuje wolno betę. Wg niej na ten dzień beta jest ok. Kazała powtórzyć w poniedziałek jak będzie rosła w tych samych granicach to nam się nie przejmować i czekać na USG bo tylko ono wyjaśni wszystko na tym etapie. Teraz ważne że rośnie.

Znajoma mi doradziła aby jechać do innego ginekologa który na dobry sprzęt i sprawdzić czy pęcherzyk jest dobrze usytuowany. W poniedziałek beta a we wtorek jak będzie ok , I nie wiem co robić. Bo u mojego gina wizyta dopiero 12 Marca.
Wczoraj jakos się uspokoiłam, zostawiłam dziecko w rękach Boga. Bo ja nic już nie zrobię.

Ale widać że maluch jest bardzo silny, walczy mimo wszystko. Cos czuję że ta beta taka jest przez immuno, mam bardzo agresywny układ on atakuje wszystko co nie swoje, więc pewnie maluszka chce zwalczyć, ale on się nie daje.
Zauważyłam że spadły mi Limfocyty były przy 1 badaniu około 14 teraz już tylko 9 wzrosły neutrofile które dbają o zarodek. Więc odporność mi siada stad 2 dni temu bóle gardła itd.
Mam nadzieję że wkoncu mój organizm się podda a wtedy beta ruszy z kopyta.
Bo czuję że tu jest problem przyrostu bety.
Dziękuję wam za wsparcie i modlitwę to dużo dla mnie znaczy ❤️❤️❤️

Poziomka6 Wieczne czekanie 5 marca 2020, 08:34

Dziś na szczęście nie pobierali już krwi. Kolejne dopiero w sobotę. Dwa dni luzu. Punkcja we wtorek. Jest ok. 10 pęcherzyków. Teraz zastanawiam się czy brać zwolnienie po punkcji, chyba wezmę dwa dni.
Jak będę zarodki to podadzą mi je w przyszły piątek i nie wiem czy brać zwolnienie lekarskie czy iść do pracy. A jeśli brać to na ile?

Dzięki dziewczyny 😊💚

Wzięłam wasze sugestie do serca. Mąż już mi kupił dzisiaj Koenzym q10 z Wit. E.
Choliny nigdzie nie ma w aptekach ale nic jak znajdę to kupię. Więc od dzisiaj zaczęłam brać ten koenzym. Może zacznę od 1tab. dziennie a potem przejdę na dwie.
Nie zapytałam też gino czy mam od dzisiaj zmienić dupka na luteinę ale zmieniłam. I wieczorem poszła pierwsza tabletka dopochwowo 100 mg. Trochę przeskok z 10mg dupka. I tak zostało mi tylko 2 dni brania tego dupka więc już sobie od dzisiaj wieczorem zmieniłam na luteinę.
Jesli źle robię to dajcie znać.

Tak myślę o tym monitoringu. Dostałam jedno skierowanie na jedno USG. Chodzę do LuxMed bo mam pakiet. Chyba można samemu dokupić USG żeby zrobić dokładnie ten monitoring przez 3 wizyty. Ciekawe jaki to koszt... no nic zobaczę może uda mi się jeszcze od innego gino dostać skierowanie.
Dzięki wielkie ❤

Tak z wagą też macie rację. Ja przy 60 kg czułam się już ociezala, choć nadal byłam szczupła. Jestem chyba ciężkiej kości. Ale czułam się niekomfortowo. Najlepiej dla mnie tak między 56-57 kg. Wtedy tak w sam raz. Więc jeszcze z 1kg dobrze byłoby przytyć.
Chociaż to ciekawe ale zawsze słyszę od ludzi, że to zimą się tyje a latem chudnie. Ja mam zupełnie odwrotnie. Zimą nie mam na nic ochoty, nie chcę mi się jeść i mało jem. Za to latem jem bardzo dużo. Nie lubię takiej wiosennej i jesiennej chandry może to dlatego tak organizm reaguje. Za to latem czuje się jak ryba w wodzie 😊
Zresztą już Wam pisałam, że ja to jestem dziwny przypadek. Każdy lekarz się dziwi, że wszystko u mnie działa odwrotnie. Bo i leki działają odwrotnie niż powinny i przy niedoczynności powinnam tyć a ja chudnę. Przy insulinoopornosci też nie tyłam. Ciekawy przypadek.
Mam nadzieje, że nie na tyle żebym miała problemy z zajściem w ciążę. Już mam ale obym nie miała większych... ostatnia nadzieja w AMH. Jeśli wyjdzie źle to tylko klinika... a to kosztuje... i pieniążki i dużo stresu.
Wiadomo, że dam wszystkie pieniądze żeby mieć dziecko ale nie zdawałam sobie sprawy że może być aż tak. Zbieramy z mężem na mieszkanie a tutaj miały dojść jeszcze takie koszty... 😞 nie wiem czy nas będzie stać na to wszystko. I tyle stresu 😞
Na razie nie dopuszczam do siebie tej myśli. Bo ludziom udaje się zajść w ciążę naturalnie po wielu próbach, po wielu miesiącach. Może trzeba czasu. Moze mój organizm się zablokował, bo jest taka pogoda taka chandra, tyle wirusów. Od wielu osób słyszę, że organizm sam wie najlepiej kiedy jest czas na ciążę. Może jak będzie lato to wtedy się odblokuje i mój organizm będzie gotowy nie będę się jeszcze nastawiać na tę klinikę. Dam nam szansę naturalnie, mamy czas. No do cholery mam jeszcze 26 lat, dopiero za parę miesięcy 27, nie jest to możliwe żebym wykorzystała całą rezerwę komórkową... chcę bardzo w to wierzyć... Tym bardziej, że nie należę do osób, które szybko zaczęły dojrzewać. Ja dojrzewalam późno. W wieku 15,5 roku miałam dopiero pierwszą miesiączkę, więc tak myślę, że to też może oznaczać, że nie zdążyłam wyczerpać wszystkich komórek 😞
Wszyscy lekarze mówili spokojnie ma Pani czas jest Pani młoda. A dzisiaj taka informacja mnie zawaliła z nóg, że jednak może być inaczej.
Skonsultuję ten mój niski prog z innym gino i zobacze co powie i czy jest się czym martwić. Staramy się dopiero 4 miesiące. Moze nie trzeba mnie "straszyć"od razu kliniką.

Dziękuję Wam dziewczyny za wszystko... ❤
Ja wierzę, że uda się naturalnie. Wracam do sił, do badań i na spokojnie w końcu się uda.

P.S. Jak znajdę chwilę opiszę Wam tę historię, że cuda się zdarzają 😊 Jest nadzieja dla wszystkich.

Poziomka6 Wieczne czekanie 1 marca 2020, 20:11

Zaczęłam symulacje do in vitro. Na razie 3 dzień i jest ok. Czasem coś w brzuchu zakłuje i tyle. Oby dalej też było do zniesienia.

27 dc

Temperatura rośnie więc owu postanowilo wyznaczyć mi owulacje. Wg aplikacji miała miejsce 23 dc czyli zaliczyłam 6 dniowe spóźnienie. Serduszek w tamtym terminie nie było, ten cykl ma rzekomo trwać 36 dni więc bardzo długo.

Pozostaje mi cierpliwie czekać do przyjścia @, a w marcu bardziej się przyłożę do robienia testów owulacyjnych. Z jednej strony niby nie jest mi smutno, a z drugiej mam lekki niedosyt że zmarnowaliśmy ten cykl.

Ostatnio mój mąż stwierdził że on chciałby jeszcze w tym roku zostać ojcem. Szanse są jednak niskie, bo albo się uda w marcu, albo o dziecku z rocznika 2020 możemy zapomnieć. Wcześniej to bardziej ja czułam parcie na zostanie mama, on po prostu chciał ale nie z takim zaangażowaniem jak ja. Teraz to on ma parcie, a jak planuje różne atrakcje które czekają mnie w tym roku. Może lot na parolotni, Survival Race, park rozrywki Energylandia (jeździmy co 2 lata). Dla takich atrakcji ciąża nie jest wskazana.

Rocznica!

Mija dziś rok od jednego z najszczesliwych dni w życiu. Rok temu zobaczyłam pozytywny wynik testu który dawał największą nadzieję na szczęśliwe zakończenie. I tak po roku mam wspaniałego synka który dokładnie dziś kończy 4 miesiące! Ale się super poskładało.
Nawet nie mogłabym przypuszczać rok temu tak w ciągu minionego roku zmieni się moje życie.
Największa rzeczą z którą musiałam się zmierzyć i dalej się zmagam jest to że cały czas martwię się o syneczka. Wiadomo to nie jest paniczny lek jakby coś miało się mu lada moment stać. Ale zamartwianie się czy sobie pojadl. Czy się wyspal. Czy nie za zimno czy nie za gorąco. Czy kichnął bo kichnął czy go coś nabiera. Ale też czy znajdzie dobra żonę. Czy będzie szczęśliwy. I czy nie wybuchnie wojna.
Kolejna rzeczą którą się nauczyłam że nic nie można zaplanować w 100 procentach. Że praktycznie nic nie można zaplanować bo Niuniu może miec całkiem inne plany. Oczywiscie nie będę dużo narzekać bo jest generalnie grzecznym dzieckiem i nie mamy już z nim większych problemów. Jednak nauczyłam się że każdy plan może nie wypalić. A czasem można się bardzo pozytywnie zaskoczyć że plany idą lepiej niż się marzyło.
Niuniu przesypia praktycznie całe noce. Budzę się do niego czasem kilka razy ale to żeby smoczka dać albo pogłaskać ale już się w nocy nie karmimy i nie powiem bo odżyłam od tego czasu. Lubi spacerki więc jak tylko pogoda to idziemy a on to lubi więc to mnie cieszy.
Cieszy mnie też że mąż wszystko robi koło niego. Ok tylko ja mu odkurzam nosek bo do tego coś nie chce się przekonać.
Minusem to moje KP. W ciąży planowałam że będę karmić rok. Hahaha. Jak się synuś urodził to stwierdziłam że tak pół roku. A teraz walczymy o każdy dzień. Dokładnie miesiąc temu zaczęły się schody. Nagle potrzebne były częstsze dokarmiania mm. A teraz to już tylko rano karmię tylko piersią. Ubolewam nad tym. Wiek że to moja wina bo mogłam więcej czasu poświęcić na tą walkę o pokarm. Jednak wygoda że mogę go zostawić z każdym i jest jedzienis ile mu potrzeba jest ogromna. Że wiem ile zjadł i nie martwię się czy jest pojedzony. I jest teraz bardziej spokojny i lepiej śpi. Je już w miarę o regularnych porach więc z tym planowaniem dnia jest coraz lepiej. Tyle że już potrzeba więcej uwagi mu poświęcać. Ale te rozumne oczka i ten uśmiech rekompensuje wszystko. Innymi słowy nigdy nie byliśmy szczęśliwsi.

No i po wizycie w szpitalu. Myślałam że powrót do tego miejsca będzie ciężki, ale jakoś przetrwałam.
I co tu pisać, wyć mi się chce 😭😭😭 Głowa mi pęka..
Ogólnie sprawa jej nagłego ataku nie została wyjaśniona. W tym momencie dostawała jeść sondą, czy ją brzuszek bolał, „coś” spowodowało atak ciśnienia płucnego? Nie wiadomo. Pielęgniarka weszła do pokoju bo zapchała jej się sonda, zmieniła rurkę, podłączyła z powrotem. Za pare minut wróciła i ogłosiła alarm bo Alice płakała i miała siny kolor, reszta wiadoma, podkręcenie tlenu, w końcu intubacja, bez skutku ...nie zdołali jej pomóc.
Dowiedziałam się mimo wszystko istotnej rzeczy. Biopsja płuc wykazała płuca wielkości płuc płodu, czyli małe, niewykształcone. Pęcherzyków płucnych bardzo malutko. Lekarka porównała je do wielkości boiska, zdrowe płuca maja pęcherzyków płucnych wielkości boiska, jej pecherzyki były wielkości tylko pola karnego...z takimi płucami miałaby wielkie problemy w jedzeniu -które już zreszta miała- nie miałaby siły chodzić, normalnie funkcjonować, reasumując to była kwestia czasu, z takimi płucami żyć NIE można .... ta walka była już przegrana na początku 😭😭😭 Ten dzień, czy następny, czy za tydzień, czy za miesiąc..by umarła.
Męczyła mnie również jedna rzecz. W dniu jej śmierci jak już mąż dotarł do szpitala, po rozmowie z lekarzami, po chrzcie, po ubraniu, po przeniesieniu jej na dorosłe łóżko, w momencie kiedy się położyliśmy obok niej jej serduszko zaczęło się zatrzymywać i po chwili odeszła.
Rozmawiałam o tym z mężem dlaczego akurat w „tym momencie” tak się zaczęło dziać. Stwierdził że pewnie lekarze zatrzymali leki i dlatego tak się stało.
Dziś zadałam to pytanie lekarce która z nami była w tym momencie i powiedziała że absolutnie nic nie było ruszane, nie maja prawa nic zatrzymywać bez naszej zgody... czyli wychodzi na to że nasz króliczek czekał na ten moment kiedy się się obok niej położymy i przytulimy i wtedy mogła odejść...

Brakuje mi Ciebie moja mała wojowniczko, mimo Twojej wielkiej siły, miesięcy stoczonych bitw o życie, Twoja walka była nierówna, skazana od początku na klęske... Ale warto było walczyć!

Wera Nasze początki 12 lipca 2020, 07:33

23 dc
Śluz biały kremowy. Szyjka macicy wysoko i zamknięta trochę miękka. Wczoraj wieczorem czułam takie rozciąganie w dole brzucha przypomniało to ból mięśni po ćwiczenia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2020, 07:35

Ciąża zapowiada się całkiem inna niż poprzednia.
W pierwszej czułam się normalnie, nie wiedziałam co to mieć mdłości czy wrażliwość na zapachy. Zreszta praktycznie brzucha nie miałam, nawet sąsiedzi nie wiedzieli że byłam w ciąży. Po narodzinach Alicji mąż się wygadał i byli w wieeeeelkim szoku!
Jedynie pod koniec miałam obsesje na punkcie jedzenia szpitalnego 🤣🙈 Jak przynosili mi jeść to się aż trzęsłam a jak wypisywali do domu to nie opuściłam nigdy pokoju przed obiadem 🤣
Teraz z apetytem ciężko, nic mi nie pasuje, jak myśle co bym zjadła z lodówki to mi niedobrze.
Zawsze byłam słonecznikową wiewiórka teraz zapachu słonecznika nie znoszę. Uwielbiałam pierogi, szczególnie uszka, grzyby jadłam bardzo często teraz buuuuu.
Jem często śmieci typu kebab, mc Donald. Dziś wieczorem stwierdziłam że w końcu może zjem normalnie to mnie mąż na pizzę wyciągnął 🙈
Boje się nawet zważyć. Mam nadzieje że mi przejdzie bo w lecie będę się toczyć ..

24dc

Tego się nie spodziewałam. Cykl BEZOWULACYJNY. Temperatura tak nisko że ovu nie wyznaczył mi owulacji która powinna być tydzień temu 🤦🏻‍♀️

Na szczęście są rzeczy stałe, dzięki którym wiem że zmierzam w stronę @ a jest to PMS 😡. Mąż trochę na ten stan narzeka, ale wcale nie daje mu jakoś mocno popalić. Po prostu bardziej drażnią mnie nie wyniesione kubki ☕ i talerze, bałagan na blacie w kuchni, lub talerz który wylądował koło zlewu zamiast w nim. Cycki są jak flaki (zawsze po owulacji odnoszę wrażenie że są pełniejsze, lecz nie tym razem), chęci do życia jakby mniej. Wieczorami dokucza mi katar 🤧 i zatkany nos. Ciężko mi przez to zasnąć 😴

Ten cykl pomimo wielu ♥ nie zadziała, a obstawiam trzech możliwych podejrzanych, tj. :
1. Statystycznie w ciągu roku jeden/dwa cykle są bezowulacyjne i nie jest to powod do zmartwień
2. Silne leki rozkurczowe na kręgosłup przed samą owulacja
3. Dong Quai który biorę 1 cykl i brałam go od 1dc, a później się dopiero dowiedziałam, że powinnam go brać dopiero po @

Nieistotny jest dla mnie powód, tak musiało być i w pełni to akceptuje. I to co teraz powiem może być dla większości z Nas glupie/okrutne/żenujace/(wstaw co uważasz za słuszne) ale nie chciałabym rodzic w listopadzie. Z całych 12 miesięcy listopad kojarzy mi się że świętem zmarłych, robi się brzydko, lato odchodzi w niepamięć na kilka miesięcy. Każdy ma jakieś preferencje, czy to odnośnie płci dziecka czy choćby pory roku w której przyjdzie nam witać na świecie nowego członka rodziny.

I choć plany planami a życie życiem to zawsze gdzieś tam z tyłu głowy wyobrażamy sobie jakby to było. 😋

dagmara Mój wyścig z czasem. 29 lutego 2020, 09:39

55/29
7t+6
Trzy dni temu skończyły mi się objawy ciążowe. Zanikły mdłości, bóle i ciągnięcia macicy. Został ból piersi. Organizm kobiety w ciąży to wielka zagadka. Nie wiem, czy objawy, które nagle się skończyły to normalne, czy zły zwiastun. Gdyby zanikły ok 11 tygodnia, to pewnie uznałabym to za normalne. A tak, to sama nie wiem co myśleć. Najgorsze jest to, że w poprzedniej ciąży serduszko przestało bić w tym czasie, więc mózg mimo woli produkuje czarne myśli. Do wizyty jeszcze 9 dni.

<3 6 miesięcy i 19 dni <3

Waga: 8,10 kg
Wzrost:67cm

W ten tym tygodniu rozryczałam się dwa razy... Raz w piątek bo na tvn style leciał program "In vitro - nauka czy cud" Małgorzaty Rozenek.
No ryczałam jak głupia... Program był wzruszający, a jeszcze zaczęło mi się przypominać jak my staraliśmy się o Jasia, jaką drogę przeszliśmy, ile badań zrobiliśmy i w każdym miesiącu był okres albo pieprzona jedna kreska na teście i ujemna beta.
Uderzył mnie mocno ten program.

Drugi raz rozryczałam się dziś. W sumie to przed paroma chwilami. Znajoma dała wpis, że zmarł jej dwumiesięczny Synek... Urodził się z wieloma wadami, miał uszkodzone serduszko, ale walczył dzielnie. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, ile bólu musiało znosić to Maleństwo...
Popatrzyłam na Jasia, który spokojnie śpi w swoim łóżeczku. Gdyby coś mu się stało, gdyby na coś zachorował to ja bym umarła.
Dosłownie... Ale jest z Nami i tak ma być zawsze.


W czwartek byliśmy na kolejnym szczepieniu. Pediatra jest bardzo zadowolona z Jasia, prawidłowo się rozwija i przybiera na wadze.
Od jakiegoś czasu lubi spać na boku i widać, że zapada wtedy w głębszy sen. Unosi się też do siadania, coraz lepiej mu idzie, być może niedługo mu się uda :).
Kupiliśmy mu krzesełko do karmienia, miseczki, łyżeczki i kubek treningowy do picia wody. Nawet już załapał jak się z niego pije :).

Kurczę, jest już taki duży :) aż nie mogę wyjść z podziwu :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 marca 2020, 20:13

Oficjalnie jestem po pobraniu jajeczek. Wszystko odbylo sie w piatek. Nie powiem mialam troche nerwa ale poszlo sprawnie.
Zostalam przyjeta z mezem na odzial o 7.30 razem z szescioma innymi dziewczynami. Kazali nam sie przebrac, 10 razy sprawdzali nasze dane, wazyli tlumaczyli itp. Ok. 9 rano wywali facetow a nas przeniesli do wspolnej sali, gdzie po kolei nas wywolywali na zabieg. Bylam czwarta w kolejce. Dobrze, ze nas posadzili razem, bo w kupie razniej i moglysmy podzielic sie naszymi historiami. Na kazdej z nas na twarzy bagaz doswiadczen i niepowodzen, zdajac sobie sprawe, ze to nasza ostania szanse na potomstwo. Kiedy mnie wywolali o dziwo bylam spokojna. Podreptalam poslusznie za pielegniarka do pokoju gdzie sie polozylam na lozko i anestezjolog zaczal podlaczac mnie to roznych maszyn i potem pach wjezdzamy na sale operacyjna a tam 7 ludzi przesympatycznych i upewniajacych sie ze czuje sie komfortowo. Ale jak tu sie tu czuc komfortowo (smieje sie w myslach), kiedy prosza mnie zebym rozlozyla nogi, bo inaczej jajeczek nie pobierzemy :). Na szczescie po dwoch minutach juz spalam i reszta to historia. Wydaje mi sie, ze dostalam konska dawke, bo nie moglam sie dobudzic. (Ostatnim razem kiedy mialam narkoze bylam rzeska jak owieczka) Moja ulubiona pielegniarka przyszla i powiedziala mi, ze udalo im sie pobrac 18 jajeczek i mam sie spodziewac telefonu od embriologa w sobote. Jak wrocilam do domu to od razu wystartowalam do lozka i zasnelam na 6h az maz sprawdzal co jakis czas czy ze mna wszystko w porzadku. Wiem, ze czesto dziewczyny mowia, ze ten czas kiedy sie czeka na telefon z laboratorium jest bardzo stresujace, ale jezeli chodzi o mnie to podchodze do tego bardzo spokojnie. Cieszylam sie, ze wreszcie ze mnie wszystko wyciagneli i wreszcie przestane czuc sie napeczniala :) (egoistka ze mnie)
Emriolog zadzwonila do nas w sobote ok poludnia i powiedziala, ze z 18 jajek zaplodnilo sie 16. Kolejny telefon bedzie w srode czyli po 5ciu dniach, zeby podac koncowa liczbe embrionow to zamrozenia. Z wyniku sie ciesze, ale podchodze to tego zadaniowo, ze kolejny etap sie zakonczyl i teraz oby jak najwiecej przetrwalo i rozwinelo sie poprawnie. Mam teraz przerwe ok 6 tygodniowa i czekam na potwierdzenie kiedy bede miec nastepna wizyte. z tego faktu stwierdzilam, ze swietuje i jem cale smieciowe jedzenie jakie jest dostepne przez nastepnych kilka dni. Musze sie zresetowac i nie moge sie doczekac az dostane @ zeby te wszystkie hormony zaczely opuszczac moje cialo.
Przed tranferem lece do Polski na 2 tygodnie (03.04-16.04) wiec wszystko sie troszke u mnie opozni,ale klinika wie ze ma to uwzlegnic.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 marca 2020, 21:16

12 tydz. + 0 dni

3 dni temu miałam wizytę, dzidziuś ma już 5,5 cm i rozwija się dobrze. Podczas usg ruszał się jak szalony :D niestety krwiak jest dalej tak duży jak był. Ani się nie wchłania ani nie ewakuuje bo nie mam plamien i szczerze to zaczynam się martwić że przez tyle tygodni nic nie drgnęło :/ podjęłam też decyzję że wracam do pracy (sprawa jest skomplikowana i nie chce mi się tego wszystkiego tu opisywać) , na razie jestem na urlopie ale za dwa tygodnie już ruszam. Mam nadzieję że jakoś to się wszystko dobrze ułoży.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)