23 dc
Śluz biały kremowy. Szyjka macicy wysoko i zamknięta trochę miękka. Wczoraj wieczorem czułam takie rozciąganie w dole brzucha przypomniało to ból mięśni po ćwiczenia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2020, 07:35
Ciąża zapowiada się całkiem inna niż poprzednia.
W pierwszej czułam się normalnie, nie wiedziałam co to mieć mdłości czy wrażliwość na zapachy. Zreszta praktycznie brzucha nie miałam, nawet sąsiedzi nie wiedzieli że byłam w ciąży. Po narodzinach Alicji mąż się wygadał i byli w wieeeeelkim szoku!
Jedynie pod koniec miałam obsesje na punkcie jedzenia szpitalnego 🤣🙈 Jak przynosili mi jeść to się aż trzęsłam a jak wypisywali do domu to nie opuściłam nigdy pokoju przed obiadem 🤣
Teraz z apetytem ciężko, nic mi nie pasuje, jak myśle co bym zjadła z lodówki to mi niedobrze.
Zawsze byłam słonecznikową wiewiórka teraz zapachu słonecznika nie znoszę. Uwielbiałam pierogi, szczególnie uszka, grzyby jadłam bardzo często teraz buuuuu.
Jem często śmieci typu kebab, mc Donald. Dziś wieczorem stwierdziłam że w końcu może zjem normalnie to mnie mąż na pizzę wyciągnął 🙈
Boje się nawet zważyć. Mam nadzieje że mi przejdzie bo w lecie będę się toczyć ..
24dc
Tego się nie spodziewałam. Cykl BEZOWULACYJNY. Temperatura tak nisko że ovu nie wyznaczył mi owulacji która powinna być tydzień temu 🤦🏻♀️
Na szczęście są rzeczy stałe, dzięki którym wiem że zmierzam w stronę @ a jest to PMS 😡. Mąż trochę na ten stan narzeka, ale wcale nie daje mu jakoś mocno popalić. Po prostu bardziej drażnią mnie nie wyniesione kubki ☕ i talerze, bałagan na blacie w kuchni, lub talerz który wylądował koło zlewu zamiast w nim. Cycki są jak flaki (zawsze po owulacji odnoszę wrażenie że są pełniejsze, lecz nie tym razem), chęci do życia jakby mniej. Wieczorami dokucza mi katar 🤧 i zatkany nos. Ciężko mi przez to zasnąć 😴
Ten cykl pomimo wielu ♥ nie zadziała, a obstawiam trzech możliwych podejrzanych, tj. :
1. Statystycznie w ciągu roku jeden/dwa cykle są bezowulacyjne i nie jest to powod do zmartwień
2. Silne leki rozkurczowe na kręgosłup przed samą owulacja
3. Dong Quai który biorę 1 cykl i brałam go od 1dc, a później się dopiero dowiedziałam, że powinnam go brać dopiero po @
Nieistotny jest dla mnie powód, tak musiało być i w pełni to akceptuje. I to co teraz powiem może być dla większości z Nas glupie/okrutne/żenujace/(wstaw co uważasz za słuszne) ale nie chciałabym rodzic w listopadzie. Z całych 12 miesięcy listopad kojarzy mi się że świętem zmarłych, robi się brzydko, lato odchodzi w niepamięć na kilka miesięcy. Każdy ma jakieś preferencje, czy to odnośnie płci dziecka czy choćby pory roku w której przyjdzie nam witać na świecie nowego członka rodziny.
I choć plany planami a życie życiem to zawsze gdzieś tam z tyłu głowy wyobrażamy sobie jakby to było. 😋
55/29
7t+6
Trzy dni temu skończyły mi się objawy ciążowe. Zanikły mdłości, bóle i ciągnięcia macicy. Został ból piersi. Organizm kobiety w ciąży to wielka zagadka. Nie wiem, czy objawy, które nagle się skończyły to normalne, czy zły zwiastun. Gdyby zanikły ok 11 tygodnia, to pewnie uznałabym to za normalne. A tak, to sama nie wiem co myśleć. Najgorsze jest to, że w poprzedniej ciąży serduszko przestało bić w tym czasie, więc mózg mimo woli produkuje czarne myśli. Do wizyty jeszcze 9 dni.
6 miesięcy i 19 dni 
Waga: 8,10 kg
Wzrost:67cm
W ten tym tygodniu rozryczałam się dwa razy... Raz w piątek bo na tvn style leciał program "In vitro - nauka czy cud" Małgorzaty Rozenek.
No ryczałam jak głupia... Program był wzruszający, a jeszcze zaczęło mi się przypominać jak my staraliśmy się o Jasia, jaką drogę przeszliśmy, ile badań zrobiliśmy i w każdym miesiącu był okres albo pieprzona jedna kreska na teście i ujemna beta.
Uderzył mnie mocno ten program.
Drugi raz rozryczałam się dziś. W sumie to przed paroma chwilami. Znajoma dała wpis, że zmarł jej dwumiesięczny Synek... Urodził się z wieloma wadami, miał uszkodzone serduszko, ale walczył dzielnie. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, ile bólu musiało znosić to Maleństwo...
Popatrzyłam na Jasia, który spokojnie śpi w swoim łóżeczku. Gdyby coś mu się stało, gdyby na coś zachorował to ja bym umarła.
Dosłownie... Ale jest z Nami i tak ma być zawsze.
W czwartek byliśmy na kolejnym szczepieniu. Pediatra jest bardzo zadowolona z Jasia, prawidłowo się rozwija i przybiera na wadze.
Od jakiegoś czasu lubi spać na boku i widać, że zapada wtedy w głębszy sen. Unosi się też do siadania, coraz lepiej mu idzie, być może niedługo mu się uda
.
Kupiliśmy mu krzesełko do karmienia, miseczki, łyżeczki i kubek treningowy do picia wody. Nawet już załapał jak się z niego pije
.
Kurczę, jest już taki duży
aż nie mogę wyjść z podziwu
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 marca 2020, 20:13
Oficjalnie jestem po pobraniu jajeczek. Wszystko odbylo sie w piatek. Nie powiem mialam troche nerwa ale poszlo sprawnie.
Zostalam przyjeta z mezem na odzial o 7.30 razem z szescioma innymi dziewczynami. Kazali nam sie przebrac, 10 razy sprawdzali nasze dane, wazyli tlumaczyli itp. Ok. 9 rano wywali facetow a nas przeniesli do wspolnej sali, gdzie po kolei nas wywolywali na zabieg. Bylam czwarta w kolejce. Dobrze, ze nas posadzili razem, bo w kupie razniej i moglysmy podzielic sie naszymi historiami. Na kazdej z nas na twarzy bagaz doswiadczen i niepowodzen, zdajac sobie sprawe, ze to nasza ostania szanse na potomstwo. Kiedy mnie wywolali o dziwo bylam spokojna. Podreptalam poslusznie za pielegniarka do pokoju gdzie sie polozylam na lozko i anestezjolog zaczal podlaczac mnie to roznych maszyn i potem pach wjezdzamy na sale operacyjna a tam 7 ludzi przesympatycznych i upewniajacych sie ze czuje sie komfortowo. Ale jak tu sie tu czuc komfortowo (smieje sie w myslach), kiedy prosza mnie zebym rozlozyla nogi, bo inaczej jajeczek nie pobierzemy
. Na szczescie po dwoch minutach juz spalam i reszta to historia. Wydaje mi sie, ze dostalam konska dawke, bo nie moglam sie dobudzic. (Ostatnim razem kiedy mialam narkoze bylam rzeska jak owieczka) Moja ulubiona pielegniarka przyszla i powiedziala mi, ze udalo im sie pobrac 18 jajeczek i mam sie spodziewac telefonu od embriologa w sobote. Jak wrocilam do domu to od razu wystartowalam do lozka i zasnelam na 6h az maz sprawdzal co jakis czas czy ze mna wszystko w porzadku. Wiem, ze czesto dziewczyny mowia, ze ten czas kiedy sie czeka na telefon z laboratorium jest bardzo stresujace, ale jezeli chodzi o mnie to podchodze do tego bardzo spokojnie. Cieszylam sie, ze wreszcie ze mnie wszystko wyciagneli i wreszcie przestane czuc sie napeczniala
(egoistka ze mnie)
Emriolog zadzwonila do nas w sobote ok poludnia i powiedziala, ze z 18 jajek zaplodnilo sie 16. Kolejny telefon bedzie w srode czyli po 5ciu dniach, zeby podac koncowa liczbe embrionow to zamrozenia. Z wyniku sie ciesze, ale podchodze to tego zadaniowo, ze kolejny etap sie zakonczyl i teraz oby jak najwiecej przetrwalo i rozwinelo sie poprawnie. Mam teraz przerwe ok 6 tygodniowa i czekam na potwierdzenie kiedy bede miec nastepna wizyte. z tego faktu stwierdzilam, ze swietuje i jem cale smieciowe jedzenie jakie jest dostepne przez nastepnych kilka dni. Musze sie zresetowac i nie moge sie doczekac az dostane @ zeby te wszystkie hormony zaczely opuszczac moje cialo.
Przed tranferem lece do Polski na 2 tygodnie (03.04-16.04) wiec wszystko sie troszke u mnie opozni,ale klinika wie ze ma to uwzlegnic.
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 marca 2020, 21:16
12 tydz. + 0 dni
3 dni temu miałam wizytę, dzidziuś ma już 5,5 cm i rozwija się dobrze. Podczas usg ruszał się jak szalony
niestety krwiak jest dalej tak duży jak był. Ani się nie wchłania ani nie ewakuuje bo nie mam plamien i szczerze to zaczynam się martwić że przez tyle tygodni nic nie drgnęło
podjęłam też decyzję że wracam do pracy (sprawa jest skomplikowana i nie chce mi się tego wszystkiego tu opisywać) , na razie jestem na urlopie ale za dwa tygodnie już ruszam. Mam nadzieję że jakoś to się wszystko dobrze ułoży.
22dc
Cholera!!! Już kończyłam się rozpisywać, to mi apkę zamknęło i wszystko skasowało! I tak rzadko piszę to teraz jeszcze to.... Już teraz wiem i będę kopiować.
Hej dziewczyny! 🙂
Dawno nie pisałam. Za bardzo wkręciłem się w OvuFriend i w apkę i ostatnio uzupełniałam swoje cykle od czerwca 2019 przed zajściem w ciążę, przez poronienie aż do teraz. A to zajęło mi trochę czasu. Chcę żeby system lepiej wychwytywał moje statystyki cykli.
Bardzo Wam dziękuję za wsparcie, miłe słowa, trzymanie kciuków i za wszelkie informacje jakie od Was otrzymuje. Jesteście nieocenione! ❤😘
Ja też cały czas jestem z Wami i trzymam kciuki za Was wszystkie! ✊
Przez pms od paru dni sprzeczki z mężem, a że dostał zwolnienie az do 20 marca to się trochę z nim pomecze w domu. Ja mam pracę home office a jemu jakiś czas temu pękła torebka stawowa i ma wielkiego guza na nadgarstku. Lek. Medycyny pracy przy badaniach nie chciała go dopuścić do pracy i musi to usunąć chirurgicznie a do tego czasu L4 bo nie można obciążać ręki. Więc będziemy sobie siedzieć w domku i dbać o siebie 😉 Apka podpowiada dietę więc staram się zwracać uwagę na to co jemy. Więc wszystkie rzeczy, pestki, daktyle, granaty, awokado, szpinaki poszły w ruch! 😅Wyciągnęłam najmocniejsze działa i przygotowuję zdrowe sałatki, koktajle z owocami, unikamy mięsa a jak już to indyk. Ale dzisiaj była taka piękna pogoda, ze poszliśmy na długi spacer i na moje ukochane zapiekanki 😀
Ostatnio pisałam, że zaczynam nowy rozdział i po @ kiedy przeszłam przez psychiczny dołek biorę się w garść i przestaję się nakręcać i analizować. Ale człowiek to jednak jest głupi i tak eh.... Odkąd zainstalowałam apkę OF 14 stycznia to nie robię nic innego jak tylko notuje, uzupełniam, oznaczam, komentuje. A przez to nieustanne notowanie analizuję, co chwilę biegam do telefonu jak coś zaobserwuje i od razu notuje, żeby czegoś nie pominąć 😅 Wiecie, bo ja taka skrupulatna jestem 😅 Z jednej strony fajnie, że notuję bo dopiero w tym miesiącu wpisuję regularnie swoją temperaturę, ale z drugiej ten detektor oznak ciąży cały czas mi tam podpowiada i sugeruje, że może być ciąża. Ja oszaleję! 😅
I teraz moje objawy eh... od grudnia co miesiąc podobne, bo biorę ten duphaston, wiec obiecałam sobie, że w tym miesiącu będę przygotowana, że to znowu nic nieznaczace objawy, które są wywołane przez ten lek. Niestety naprawdę daje on wszystkie ciążowe objawy. Ale jak widać rzeczywistość zweryfikowała moje przygotowanie. A ja siedzę, obserwuję i analizuję. Mam nadzieję, że chociaż psychiczne gdzieś tam w głębi jestem przygotowana na @ 🙂 W każdym razie podchodzę do tego na wiekszym luzie.
Cieszę się, że wpisuje regularnie tempke bo może jak zauważę spadek to nie będę biegła od razu na betę się kłuć i tracić kasę jak przez ostatnie miesiące. Śmieszne jest to, że w styczniu i w lutym bete robiłam w 10 dniu miesiąca i teraz w marcu znowu tak przypada @.
Moje objawy miedzy ovu i @ przez ostatnie kilka miesięcy, a niektóre tylko teraz:
uderzenia gorąca, obfity kremowy śluz, wzrost temperatury ok 37st., pobolewanie podbrzusza, kłujący ból przy siadaniu, zawroty głowy, mdłości, zwiększony apetyt (i to taki, że wstawałam w nocy jeść), częstomocz, większe pragnienie, wahania nastroju, pms, zmęczenie, nabrzmiałe piersi (w tym miejscu zupełnie nic jeszcze, więc pewnie się nie udało..), mega wrażliwość na zapachy (do tego stopnia, że ostatnio musiałam wyjść ze sklepu w galerii bo rozpylili jakiś zapach az mi się zrobiło słabo), w tym miesiącu doszło jeszcze silne kłucie i skurcze w podbrzuszu i takie ciągnięcie.
No więc jak widzicie cała litania już teraz wiem, że nic nie znaczących objawów, które normalnie byłyby pewniakami ciąży i stad moje zmyłki od grudnia.
Dzisiaj też miałam te wszystkie objawy.
Wiecie wczoraj moja przyjaciółka troszkę starsza ode mnie, ale zakumplowałyśmy się w pracy. Ona jest w wieku mojej mamy 46 lat 😀 Wiem, powiecie, że mam młodą mamę. Tak to prawda, czasami biorą nas za siostry albo koleżanki. Wiecie to były inne czasy. Moja mama wzięła ślub w wieku 18 lat i w wieku 19 lat ja już bylam na świecie. Patrzcie jaki paradoks... a ja teraz mam problem żeby zajść w ciążę... a mam 27 lat. Moja mama już od dawna wspominała, że może już czas.. ale wiecie jak to jest wczesniej studia i praca, potem zmiany pracy, potem ślub. Ja chciałam wszystko pokolei, a nie sądziłam, że będziemy mieli z tym problem. Jestem ostatnia w mojej rodzinie, wśród kuzynkę, która jeszcze nie ma dziecka. Ja wiem, ze nie można się oglądać na kogoś. Ale same wiecie jak to jest... wczesniej luz.. bo ja stawiałam na naukę, a teraz po poronieniu przykro mi, kiedy widzę ich cudowne córeczki (ja też marzę o pierwszej córce, może to egoistyczne, bo będę kochać cokolwiek bedzie). One nie poszły na studia tylko w wieku 21 lat wzięły się za rodzenie dzieci a są młodsze ode mnie. Mają już dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym. Ale wiem, że czas mi ucieka, ich dzieci rosną, moi rodzice chcieliby mieć już wnuka, moje młodsze rodzeństwo chciałoby mieć siostrzenicę/siostrzeńca. Wiecie jak się ucieszyli? Jak im powiedziałam, że będą ciocią i wnukami to mega szczera radość. Oni są jeszcze młodzi, brat ma 25 lat ale jeszcze szuka swojej połówki, siostra ma 18, brat 19. Siostra miałabyc chrzestną. Boże jak oni się cieszyli... potem kiedy poroniłam i pierwszy raz pojechałam do rodzinnego domu kilka dni później bo potrzebowałam wsparcia to siostra przeżywała to wszystko razem ze mną, razem plakalysmy. Nie mama... ale siostra... Myślałam, że to z mamą jestem bliżej ale ona jest twardsza więcej przeżyła więc jakoś tak lekko przez to przeszła. A my we dwie z siostrą, plakalysmy tak jak dwie czyste duszyczki, które doświadczyły pierwszy raz w życiu zla tego świata. Bo tak było.. przeżyłam w swoim życiu naprawdę wiele ale strata dziecka jest nieporownywalna. Myślę, że dla mojej dopiero wchodzącej w dorosłość siostry to też była jedna z gorszych do tej pory rzeczy, bo tak nie mogła się tego doczekać.
Ale nie o tym, bo zaczęłam o tej mojej starszej koleżance... Ona ma córkę Olę rok starszą od mojej siostry ma 19 lat, trochę nieokrzesana dziewczyna, bo z dobrego domu z dobrymi wzorcami a za nic nie chce się uczyć i już kilka lat chodzi do liceum, którego nie może skończyć, co chwila zmienia chłopaków, do górnego momentu byłam na bieżąco, ale ostatnio już się zgubiłam.
I ta koleżanka napisała mi wczoraj coś czego się nie spodziewałam. Mamy ze sobą bliski kontakt, wie przez co przechodzę i chciala mi ograniczyć cierpienia dlatego dopiero wczoraj mi wyznała. Napisała, że niedawno też miała niespodziankę, ale dla niej niemiłą... i że nie chciała mi tego mówić, bo wie że nie jestem na to gotowa... W mojej głowie milion myśli... aż po chwili kulki się zderzyły... zapytałam: Ola??... odpowiedź: Tak... zapytałam: W ciąży??. Odpowiedź: Tak... ale kochana tylko nie płacz, proszę.
Nie wiedziałam co napisać pewnie znacie to okropne uczucie na granicy złości, żalu, zazdrości... napisałam: No cóż pozostaje się tylko cieszyć. Pogratulowalam, zapytałam jak się czuje i który to tydzień. Okazało się, że 21. A więc po szybkiej analizie okazało się, że ja poroniłam na przełomie sierpnia i września a Ola zaszła w ciążę w październiku. Byłam wtedy u nich ale nie pomyślałam i nie zwróciłam uwagi. Juz teraz słyszę w głowie ich rozmowy przed moim przejazdem: Tylko nic nie mów, nie rozmawiajcie o tym, bo będzie jej przykro.
Obiecałam jej, że nie będę płakać... ale się nie udało. Płakałam później w łazience w samotności jak to do mnie dotarło. Nie chciałam, żeby ktoś widział moje łzy. Bo to straszne, że powinnam sobie cieszyć a nie płakać. Tylko Ola nie miała stałego partnera, ma chłopaka, ale Ola mieszka z rodzicami, nie planowała ciąży i wpadła. Rozumiecie?? Wpadła! I to jest straszne! Że my staraczki tyle czasu walczymy o szczęście a ktoś tam zaliczy wpadkę i już... to nie fair 😞 To boli..
I wiecie zauważyłam pewną zależność... kiedy czytam Wasze historie i dowiaduje się, że Wam się udało, albo se udało się komuś z mojego otoczenia kto się staram to jestem naprawdę szczęśliwa, szczerze szczęśliwa. A kiedy słyszę o kolejnej ciąży z mojego otoczenia, albo najgorszej o jakiejś wpadce w moim otoczeniu to się załamuje i nie potrafię przejść obok tego obojętnie. Wiem, że nie powinnam tak reagować ale przyznajcie, że Wy tak nie macie.. niestety przechodzimy przez piekło i nie da się tak w pełni cieszyć wtedy czyimś szczęściem. Dzisiaj był moment, że pękłam (przez wahania nastroju) zaczęłam płakać, mąż zapytał co się stało. A ja powiedziałam coś egoistycznego ale prawdziwego.. że ja po prostu mam już dość cieszenia się czyimś szczęściem, kiedy sama jestem nieszczęśliwa.
Myślę, że znam odpowiedź na pytanie dlaczego potrafię cieszyć się z Waszych ciąż a nie potrafię z innych. Bo Wasze historie dają nadzieje, jesteście staraczkami i ja też do nich należę i jeśli nie udaje się tak długo to wtedy jak już czytam u Was, ze się udało to bardzo się cieszę, bo wiem że i mi kiedyś się uda. A kiedy ktoś od tak z mojego otoczenia zalicza wpadkę, albo oznajmia mi, że jest w ciąży to muszę się chwile zastanowić, żeby nie powiedzieć czegoś czego będę żałować...
Od jakiegoś czasu unikam przebywania wśród ciężarnych z rodziny, bo to za bardzo boli. Dlatego tak czekam na ciążę która pozwoli na nowo mi się cieszyć.
Dobra koniec tego. Już po 1 w nocy a ja rano lecę na badania. Glukoza, insulina, tsh, prolaktyna, progesteron. Chyba tyle. Wyniki dodam jutro wieczorem ja będą.
Buziaki!
Byłam u lekarza. Wszystko szybko rośnie, nawet aż za szybko. Jutro rano robię estradiol i na podstawie wyniku zmniejsza mi dawkę. Punkcja najwcześniej w sobotę, ale raczej nie będzie w sobotę, więc nastawiam się na poniedziałek.
Chyba powiem przełożonej w pracy, że jestem w trakcie procedury. Teraz 3 dni z rzędu spóźnię się 1,5 h do pracy, bo albo badanie krwi albo wizyta. A w przyszłym tygodniu po punkcji chce wziąć zwolnienie lekarskie na chociaż 1 dzień, to po nazwie kliniki na zwolnieniu i tak od razu połapie się o co chodzi
Przepłakałam cały jeden dzień, ale potem wzięłam się w garść i pora na działanie. Mąż w przyszłym tygodniu jedzie zbadać nasienie po 3 miesiącach suplementacji, a za 2 tygodnie mamy wizytę u lekarza, który specjalizuje się w leczeniu niepłodności. Jest on z polecenia, a szukając informacji w internecie widać, że zgłaszają się do niego głównie osoby, które mają problem z niepłodnością. Mam nadzieję, że będzie miał na nas pomysł. Lekarz do którego do tej pory chodziliśmy kazał nam się dalej starać, a jak nic z tego by nie wyszło to invitro. Bierzemy to pod uwagę i na siłę nie będziemy szukać lekarza, który będzie nam obiecywał gruszki na wierzbie. Jednak przed zdecydowaniem się na ten zabieg chcemy wiedzieć, że to będzie najlepsze rozwiązanie naszego problemu. Cały czas czekam na miesiączkę. Chciałabym, żeby już było po wszystkim...
Poniedziałek 9dc / 31 cs / 3 cykl po histeroskopii
Oj poprzedni tydzień i weekend aktywnie. Kolejny kurs, usystematyzowanie wiedzy, zaczerpnięcie nowej. Cóż taki zawód - nie uczysz się, nie nadążasz? wylatujesz z rynku...Ale bardzo go lubię 
Zrobiliśmy z mężem badania. Ja hormony + p/ciała plemnikowe, mąż morfologia. Z nim to gorzej niż z dzieckiem. Bardzo boi się wszelakich badań, igieł, nawet ma opory przed wejściem do szpitala hahahaha. Przynajmniej jest prosty w obsłudze...bardzo lubi ciastka,słodycze ( na jego szczęście jest bardzo szczupły) więc obiecałam, że po badaniu pójdziemy do cukierni i dostanie wielką WZtke i dużą kawę Americano. A że w domu słodyczy nie ma zazwyczaj i "wydzielam" cukier, to dał się namówić.
Wyniki męża ogólnie ok, choć powtórzymy za 2 -3 tygodnie, bo kilka parametrów poniżej normy, głównie składowe krwi.Na kilka dni przed badaniem pił alkohol, więc najprawdopodobniej to jest wynikiem, ale jeszcze sprawdzimy.
Wyniki moje - pobranie w 3 dc
TSH 1,40
FSH 6,24 mIU/ml
LH 8,62 mIU/ml
Estradiol 39 pg/ml !!!
Progsteron 0,5 ng/ml
Prolaktyna 310 mIU/ml
P/ciała - w realizacji jeszcze
Przy estradiolu wykrzykniki. Uważam, że jest to za mało. W piątek wizyta w klinice. Obgadam sprawę z dr. A sama chyba włączę sobie estradiol 1 mg do wystąpienia owulacji. Taka dawka nie zaszkodzi i nie wpłynie na owulację, a przynajmniej nie powinna. Zresztą w czwartek, dzień przed wizytą kolejne badanie estradiolu , to będzie 13 dc.
18 dc
Lametta działa jak trzeba, tylko z opóźnieniem, doktorek stwierdził że tak się zdarza. Pęcherzyk ładnie urósł do 20mm, endometrium 8,5mm. Mam wstrzyknąć ovitrelle i działać. Także owulacja jutro lub max pojutrze. Chyba muszę się napić 😝
19tc+0
48% ciąży, 147 dni do porodu
ZACZYNAMY 20 TYDZIEŃ!

Wybraliśmy już Tobie synku imię i kupiliśmy pierwsze ciuchy, bardzo na Ciebie czekamy.
Wyraźnie czuję twoje ruchy, ale wciąż nie bardzo widzę jakikolwiek brzuch 
Przed nami ta druga połowa ciąży, ta która już jak wiem, leci szybciej 
A za nami przecudowny weekend w Karpaczu - ze śniegiem, sankami, spacerami
Bardzo się cieszę, że pojechaliśmy i że Tosia miała okazję zaznać choć trochę zimy, bo u nas śniegu w tym roku nie było w ogóle.
No, a teraz to już: WIOSNO CHODŹ! 
W nowym cyklu udaję się do bioenergoterapeutki na zabiegi akupunktury. Dzień cyklu, w którym wykonywany jest zabieg według niej nie ma znaczenia, ale mam się do niej zgłosić, gdy będę w I fazie. Zaznaczyła, że skuteczność jest 100% i nie było kobiety, która po jej zabiegach nie zaszłaby w ciążę
. Teraz jestem w II fazie cyklu i być może się udało, być może nie (stawiam na to drugie...), ale w razie gdyby się udało, to miałabym wątpliwość, czy to jej zasługa, dlatego powiedziała, żebym przyszła w kolejnym cyklu
Śmiać mi się bardzo chciało, jak to mówiła, ale grzecznie wysłuchałam i zrobię tak jak powiedziała
. Traktuję jej zapewnienia z przymrużeniem oka, jednak o akupunkturze myślałam od jakiegoś czasu. Jestem osobą bardzo wrażliwą i co za tym idzie wszystkim się przejmuję i przez to stresuję. Głowa dużo u mnie robi. Może te zabiegi pomogą mi się chociaż zrelaksować... Oprócz tego chcę zacząć regularnie chodzić do psychologa. Muszę w końcu uporządkować moje wnętrze.
20dc, 9 dni po ovitrelu
odebrałam wyniki:
FT4 0,91 norma 0,61-1,12
FT3 3,81 norma 2,5-3,9
anty-TPO 1,2 norma <9,0
anty-TG 0,1 norma <4
prolaktyna 11,7 norma 3,34-26,72
Zobaczcie jak mi spadła prolaktyna bez zadnych leków, 2 tyg temu miałam wynik 53,25
1dc
Doczekałam się
pierwszy raz w życiu tak czekałam na @
Od jutra zaczynam brać tabletki antykoncepcyjne i rano lecę na badanie z krwi
No i przyszła @... No ale to przecież było wiadome, że się pojawi...
Jej.. Jak mnie irytują zdjęcia usg wstawiane często przez moich znajomych na Facebooka 😐 rozumiem, że się cieszą i w ogóle.... No mi jest przykro jak patrzę na te szczęście, które im tak łatwo przyszło...
Jutro wizyta u androloga.... Żeby dała nam jakaś nadzieję.......
5+6, waga, 54,7 kg, spadek o 2,1 kg w porównaniu z dniem transferu.
Nie mam apetytu, jem bardziej z rozsądku, choć to może za duże słowo. Jak ktoś mi zaproponuje pizzę, zapiekanki czy hot-dogi - to tak bardzo chętnie (taaaak, właśnie tak objawia się rozsądek!). Kiwi, buraczek, marchewka, indyk? A w życiu!!! Tym kimś jest oczywiście mała Kropka, lub mały Kropek, który choć tak mały, tak bardzo daje o sobie znać.
Przykłady: "O, ale mam ochotę na buraki! Doskonały pomysł, zjem zupę i zrobię sałatkę!!! Buraki to żelazo, brawka dla Ciebie". Kupiłam 4 wielkie buraki, ugotowałam je. Z jednego zrobiłam zupę. Zupę zjadłam. Pozostałe schowałam do lodówki. Sałatkę miałam robić następnego dnia. Następnego dnia, jak tylko otworzyłam lodówkę i zobaczyłam buraki, stwierdziłam na głos, do tychże buraków "Bleee, jak można jeść coś tak obrzydliwego, nigdy więcej nie tknę buraków!". Wywaliłam je go kosza i z fochem opuściłam kuchnię. A przecież do tej pory śmiałam się, że moja krew to tylko pomidory, marchewka i buraki. Skręca mnie jak pomyślę o burakach. Ale za to kwaśne mogę jeść cały czas. I tak zawsze wolałam kwaśne od słodkiego, ale chyba nie w takich ilościach, żeby rano na śniadanie jeść kapustę kiszoną? Poczytałam - niedobory żelaza i wit. C. Słodkie - mdli mnie obrzydliwie. Do tej pory mdliło mnie po słodkim, jak np. zjadłam ćwiartkę tortu sama (lub porcję słodkiego porównywalną do ćwiartki tortu). A teraz zjadłam kilka daktyli - godzina z życia wyjęta - niesamowity ból głowy, odbijanie się i zarzekanie się, że nigdy więcej nie zjem nic słodkiego. Z napojów najchętniej wchodzi mi woda albo sok marchewkowy. A w sobotę musiał być domowy hot dog. Chodził za mną już kilka dni. Nie chciałam jeść takiego z budki, to takim rozwiązaniem zdroworozsądkowym (zdroworozsądkowy i hot dog w jednym zdaniu!!! litości!!!) wydał się hot dog domowy. Mężuś na zakupach kupił bułki do hot dogów, dobre jakościowo parówki, zamiast zwykłego sera żółtego parmezan (wapń). No i w sobotę wylądowały jako drugie śniadanie dwa hot dogi. Mniam, pycha i w ogóle. Bułeczka, parówka, ogórek kiszony, parmezan i ketchup, pycha. Szczęście!!! Oczywiście, że wcześniej wypiłam zielony koktajl ze szpinakiem i kiwi, żeby zabić wyrzuty sumienia. Nie jadłam hot dogów, hm, no z 15 lat. W czasach studenckich królował u mnie kebab (lub kebap, jak kto woli). A tu - jak mus, to mus i nie wytłumaczysz, że to cholerstwo jest niezdrowe.
Włączyła się mega wrażliwość na zapachy. Wyciągam chusteczki z kieszeni kurtki. I czuję, że pachną miętą. Zwykłe chusteczki. "Aaaa, były w tej samej kieszeni, co paczka gum". Mały test: "Hej, Mężusiu, czujesz tu gdzieś miętę?" (i podtykam mu chusteczki pod nos - "Nic, a nic, przecież one nie są zapachowe.". Kolejna kwestia: wczoraj na spacerze w parku musieliśmy poczekać na ławce, aż jedna wyperfumowana paniusia skręci, gdzieś hen daleko, bo nie byłam w stanie oddychać. Mężuś na to: "A co Ci się dzieje?" - (czerwono-blada od nieoddychania i przez zaciśnięte zęby) - "Nie mam czym oddychać, nie czujesz, jak się wypsikała!!!" - "Krąsi, ja czuję park" - "Daj spokój, przez taką ilość perfum nikt nie czuje parku!" (powiedziane niczym prawda absolutna i objawiona).
Bardzo szybko się męczę. Zastanawiam się, jakby to wyglądało jakbym przed ciążą prowadziła kanapowo-biurowy styl życia. Teraz pewnie bym leżała i musiałabym mieć podawane posiłki do łóżka. Na godzinnym spacerze (między 5000 a 6000 kroków) muszę zrobić sobie 2-3 przerwy i posiedzieć na ławeczce. W swojej naiwności przedciążowej byłam przekonana, że będę chodzić na jogę, na wiosnę, to sobie będę po parku jeździć na rowerze, w ogóle to pojedziemy w jakieś niskie góry - ale tak poza sezonem, bo po prostu urlop mnie nie będzie trzymał. Tiaaaaaaa. Głupia ja. Jak dojdę na jogę (15 minut spacerkiem), to usiądę pod salą i poczekam na koniec zajęć, akurat będę mogła zacząć trasę powrotu do domu. Rower - hahahaha, dobre sobie. Czuję jak flaczeję, czuję to, bo przecież od 8 lutego nic nie robię. Tyłek i ramiona oklapły już. Podobno ciałko wyćwiczone lepiej sobie radzi z porodem. Ciekawa jestem, w jaki kurde sposób, ja mam mieć wyćwiczone ciałko, jak mnie spacery męczą. Ehhh. Kwestia przyszłości.
Mam też kaca moralnego.
Sytuacja dawno temu. Wracam po spacerze do mieszkania. Klatka na domofony, więc raczej nikt nie wejdzie. Na klatce schodowej talerzyk i kubek - no jakby z naszego zestawu, ale nie jest to zestaw indywidualizowany, może ktoś inny na klatce taki ma. Wchodzę do mieszkania i Mężuś mi tłumaczy, że ktoś pukał. Okazało się, że Bezdomny. Poczęstował go herbatą, kanapką i 2 kawałkami ciasta. Ok, no spoko.
Sytuacja nie tak dawno temu: będąc na L4 zaraz po transferze słyszę pukanie do drzwi. "Aha, kontrola z ZUSu, myślę sobie i idę". Otwieram drzwi, a tu Bezdomny, czy go nie poczęstuję jedzeniem i kawą. Odpowiadam grzecznie, że herbatę mogę zrobić, bo kawy nie mam. "No dobrze, może być". Potem z Mężusiem ustaliliśmy, że to ten sam Bezdomny był.
W sobotę wracamy ze spaceru, na parterze znajomy zapach. Już wiem, że to będzie Bezdomny. Domyślam się, że to będzie ten sam. I że będzie pod naszymi drzwiami czekał. Dochodzę do mieszkania. Moje przypuszczenia się sprawdziły. Poprosił o jakieś jedzenie. Siedział i ewidentnie na nas czekał. Mąż odpowiedział, że nie tym razem, a ja weszłam do mieszkania i próbowałam opanować mdłości. Mam moralniaka. Z jednej strony powinniśmy mu pomóc, z drugiej strony - są od tego instytucje, a on będzie tak przychodził do mnie, szczególnie pod nieobecność Mężusia i no kurde, jak do tej pory zapachy ludzkie mi nie przeszkadzały (taka branża, człowiek musi pracować ze wszystkimi), tak tutaj - no przepraszam, nie byłam w stanie wytrzymać i ja raz na dwa tygodnie, będę mu przygotowywać posiłek? Nie, przepraszam, nie teraz. Przyznaję - jest mi cholernie wstyd z tego powodu.
Dziś byłam w kościele były dwa chrzty... A mi normalnie oczy się zaszkliły aż... Takie to piękne... Tylko czy nam będzie dane przeżywać taka chwilę jako rodziców dziecka??? Czy będziemy kiedyś mogli tak jak Ci rodzice dzisiaj przynieść nasze dziecko do świątyni żeby je ochrzcić???? Ksiądz dziś powiedział tyle pięknych słów w kierunku tych rodzin... Ze przynieśli małe dzieci... Że to najpiękniejszy dar od Boga... Że owoc ich miłości.... Ze od nich będzie zależeć jak wychowają swoje dziecko... Powiedział na prawdę wiele... Że naucza go jak się przeżegnać, naucza go modlitwy, którą zna każde dziecko do Anioła Stróża... No piękne było to kazanie.. A dla nas tak bolesne........
Dziś pojawiło się już plamienie.. Czyli za chwilkę okres... No przecież to było pewne... Przecież bez plemników się nie uda.......
Wtorek 10 dc / 31 cs
P/ ciała p/plemnikom w surowicy - wynik - ujemny.
Powinnam się cieszyć i tak w sumie jest, ale ciągle nic nie mamy.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.