13 ms starań, 11 cs, 11 dc

Monit. Gonal ladnie zadzialal.
Endo 9 mm.
Prawy jajnik pecherzyk 18 i 16 mm.
Lewy jajnik pecherzyk 15, 13 i 12 mm.

Pięć pecherzykow 😍 tak wiele to jeszce nigdy nie miałam. Moim szczytem były 3 pęcherzyki z czego 2 dojrzałe na pierwszym cyklu z clo. Jutro zastrzyk z ovitrelle. W czwartek kontrola czy pękło. Wyczuwam potrzebe dwoch zastrzyków z ovi ale to się okaże.

Plan na jutro:
Obronić się na 5
Pojechać na wywczas
Pójść na masaż
Zrobić zastrzyk
Bzyki 😂

Zmykam się uczyć. Kończę tą farsę na uczelni i lecimy z tematem. Nie czuje zupełnie tego cyklu. Nie wierze w niego. Ale jak już wydałam na zastrzyki ponad 600 zł to będę walczyć do końca. Najwyżej lecimy z kolejnym. I kolejnym. I kolejnym... dzisiaj nie zamierzam być w złym nastroju.


Wiadomość wyedytowana przez autora 28 września 2020, 16:09

Patt1002 Czekamy na Aniołka 3 listopada 2020, 13:02

Rozchorowałam się... Pierwszy tydzień walczyłam, wszedł antybiotyk, było lepiej i znów mnie zaczęło rozkładać... Chwilę lepiej i od wczoraj wieczora znowu... Zwariować można :/
Ale nie o tym :D
Przyszło mi zamówienie dla naszego aniołeczka! Mamy album taki miękki dla dziecka. To taki pluszowy album, do którego włożymy nasze zdjęcie, by dać w prezencie dzidzi (jeśli będzie większa niż niemowlaczek) aby oglądała i oswajała się z nami. No i mamy też księgę adoptowanego dziecka. Jest super! Uzupełniamy wszystko od momentu myśli o adopcji przez poznanie dziecka, adopcję, pierwszy wspólny rok. Jest tak słodka! <3 Chociaż tyle z przygotowań :)

1 dc / 45 cs

W tym cyklu kriotransfer 3 - Naszego ostatniego zarodka - zamrożony w trzeciej dobie klasa 6B.

Będzie to szalony transfer. W sumie to w pędzie... Poprzednie dwa były spokojne, na luzie z dużymi terminowymi luzami. Drugi był także z kroplówką Atosiban.

Ustalono:
-> Kroplówka intralipid na ok. 3 dni przed transferem
-> transfer
Brak Atosibanu z powodu braku czasu.

Jak ma się udać to się po prostu uda. Tyle.

zakochanaaw A może to pomoże? 5 marca 2020, 11:05

1dc
Odpuszczam ten cykl, odpuszczam psychicznie, odpuszczam mierzenie temperatury.
Kochać się będziemy jak będzie ochota, leki oczywiście wszystkie będę brać, clo także ale po pół tabletki. Chciałam go nie brać ale mój się nie zgodził bo powiedział, że jak zaczęłam to mam brać żeby nie zaburzać już hormonalki. Okej co mi szkodzi.
O 2 w nocy obudził mnie okropny ból brzucha, później koło 7 to samo, wzięłam leki poszłam siku i dostałam @.
Teraz ból jest znośny, mdli mnie tylko i przed chwilą się popłakałam mojemu że boję się że nigdy nie dam mu dziecka.
Przytulił mnie i powiedział, że w weekend siądziemy i zdecydujemy się na datę ślubu. Mój nalega na 20.06 i zgodził się na moją wersje ślubu czyli cywilny i uroczysty obiad z tortem i kawą, bez imprezy, kameralnie.
Powiedział, że jak do ślubu nie znajdę w ciążę to chce naprawdę poszukać typowo u specjalisty od niepłodności pomocy, może w końcu jakaś klinika choć nie wiem czemu jakoś nie chce do kliniki ja 🙄
Zobaczymy jak to będzie.

Co prawda dziś 1 DC ale acard pomaga, od jakiegoś czasu męczyły mnie straszne skrzepy a jak na razie "piękny" okres, zero skrzepów.

19 dpt 39 dc
5+3
W poniedziałek poszłam zrobić betę. Poszłam. zniechęcona i pogodzona z losem. W weekend umierałam. Było mi bardzo słabo pocilam się jedząc zupę.
Miałam problem wejść po schodach serce waliło jak.oszalale. więc weekend spędziłam w łóżku bo tylko.tu się czułam dobrze.
W niedzielę jak.poczytalam o.pustym.jaju o.zlych przyrostach bety byłam chora bardziej.
Stwierdziłam trudno po prostu nie są mi dane dzieci.
Postanowiłam zaplanować urlop w lipcu w górach... Tak odpocznę i się zregeneruje i.podjde do crio.w.pazdzierniku. Więc nastawiłam się na porażkę.
Jaka.byla.moja.mina kiedy odebrałam wynik.bety
16 dpt 1446. Szok.
Immuno stwierdził że jest dobrze że beta już powinna rosnąć.. Ale ja.to.ja w strachu.
Dumałam długo i stwierdziłam że jak będę robić morfologie to zrobię ostatni raz betę
19 dpt 3893
Chyba jest ok
USG mam.za tydzień i tak się boję.
Bo wiem.ze w każdej chwili może .byc koniec. Od poniedziałku do środy walczylam z grzybica na szczęście znikła.
Za to odporność wzrosła to chyba źle.
Kiedy przestanę się bać -- nie wiem.
Nawet nie czuje się w ciąży nic.mi.nie dolega, nie mam bóli niczego.
Do pracy grzecznie chodzę nie jest źle. O L4 nie myślę nie chcę by ktoś wiedział.
Jak wychodzę na badanie krwi mowie tym.ktorzy ze mną pracują że mam.zle.wyniki morfologi i się leczę a innym.na korytarzu że idę do.biedronki bo zapomniałam kanapki. Ale 2 razy w tygodniu zapominam.hmmmm podejrzane.
Do tego.schudlam przed transferem.53 dziś na wadze 49 w ubraniach.
Taka.wage to.mialam.podczas ślubu.
Może to.nerwy a może biegunka codziennie rano mnie czyści.
Ale.to.pewnie od leków ile tego mam.
Brzuch masakra siniaki co się dziwić jak 3 zastrzyki dziennie. Niedługo zrosty będą. Ale.nie.ma co.marudzic trzeba iść do.przodu. Co ma być to będzie, nie mamy wpływu na niektóre rzeczy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca 2020, 11:24

Nea Zostawić po sobie ślad 5 marca 2020, 21:28

10 dc
Tak Krąsi wiem ze wynik jest imponujący u mojego męża.Biorac pod uwagę wcześniejszy wynik to jest kosmos pod każdym względem.Ja zdaje sobie sprawę ze to ja jestem tym kiepskim ogniwem w tej układance.
Dziś byliśmy na kontroli.Nie było mojego prowadzącego tylko inny lekarz w zastępstwie.Zanim badanie wywiad i komentarz ze nie rozumie dlaczego doktor ....zalecił IUI przy takich wynikach.No cóż tez nie wiem.Jak to określił nie widzi szans na powodzenie ale w czasie oczekiwania na wyniki badań kariotypow można zrobić.Efekt wizyty jeden pęcherzyk po lewej stronie prawa jak zwykle nic o wielkości 18,5mm endo graniczne 7mm.Dzis o 22 ovitrelle i w sobotę o 8 rano IUI.Nie wiem tylko po.

9+4 tc
Samopoczucie: 🤢🤮😴

2 tygodnie chorobowego minęły jak z bicza strzelił. Dużo leżałam, trochę czytałam, rozpieszczałam męża (i siebie) domowymi obiadkami. Nie łaziłam na zakupy bo leżałam i koronawirus a poza tym Panie Położne wystawiając L4 mnie nastraszyły ze ZUS bardzo kontroluje. Dobrze ze dostałam to zwolnienie - minęły 2 najgorsze tygodnie podczas których miałam straszne mdłości i wymioty. I tak nie dałabym rady chodzić do pracy. Teraz mdłości już trochę zelżały, ale nadal czuje się bardzo zmęczona. Plamien przez ostatnie 2 tygodnie nie było wiec dziś triumfalnie wróciłam do pracy- myśle ze nikt nie wierzył ze wrócę łącznie z moją szefową, ale oszczędzam się dziś w pracy i tak sobie myśle ze gdybym się czuła mocno zmęczona to pójdę jeszcze na pare dni chorobowego żeby odpocząć. Dzisiaj po pracy jak wróciłam tak po prostu padłam, jak nigdy nie tobie drzemek w ciągu dnia tak po prostu wzięłam i zasnęłam 😴
Na wczorajszej wizycie miałam usg przez brzuch - było widać dzidziusia całego ślicznie z rączkami i nóżkami, z wielką mądrą główką. Ma teraz 2,59 cm i rośnie idealnie tyle ile powinien. Ruszał się i brykał jak szalony, wyginał cały swój maleńki kręgosłupik 😍 jak mała rybka 🐟 ciagle myśle ze to jeszcze wcześnie - dopiero 10 tydzień i powinnam zachować większą rezerwę bo jeszcze różnie może być, ale już okropnie moje maleństwo pokochałam, nic nie poradzę.
Dostałam skierowanie na test podwójny, na NFZ na szczęście, miałam się umówić dzisiaj, ale przez ten powrót do pracy zupełnie zapomniałam. Mam nadzieje ze jutro nie zapomnę i będą jeszcze miejsca, mam iść za półtora do dwóch tygodni. A następną wizytę u położnika mam 1 kwietnia. Tak ze co 2 tygodnie powinnam widzieć maluszka na usg.
Ginekolog prowadzący powiedział ze ze względu na laparotomie które przeszłam w dzieciństwie lepiej by było żebym urodziła siłami natury. Jak dla mnie oki- jeżeli nie będzie wskazań do cesarki to mogę rodzic SN, nie przeszkadza mi to. Ale moja mama nie może tego przeżyć. Cały czas mnie namawia żebym dała lekarzowi łapówkę żeby mi zrobił cesarkę. Bo to powinno być ogarnięte, mam być w komforcie, mam się nie zmęczyć, jak coś to ona mi załatwi. Mówię jej ze mamo jeszcze daleko do tego, nie myślmy o tym, przecież dziecko się może różnie ułożyć, różnie może być, ale mama nie chce dać za wygraną. Nie mówiliśmy rodzicom ze mamy jeszcze 4 zarodki wiec ten poród SN byłby tez dużo bardziej korzystny ze względu na następne ciąże. Jakoś będę musiała przetrwać mamy wtrącanie - mogłam się z reszta tego spodziewać- między innymi tez z tego względu nie mówiłam moim rodzicom o leczeniu- mama zawsze wie wszystko najlepiej i musi mieć wszystko przedyskutowane z cała resztą rodziny. Trzeba się uzbroić w cierpliwość bo następne lata z pewnością będą pod tym względem trudne.
Aha jeszcze z innych Niusów to tsh mi skoczyło 😔 i to dosyć znacznie, mam zwiększyć dawkę euthyroxu i zbadać na natepną wizytę.

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 6 marca 2020, 12:44

Anemic jeszcze do wakacji w domu. Zleci... Choć wydaje się tak długo, a pewność siebie przez to siedzenie tak leży że nie wiem jak sobie poradzę. Już dwa lata nie mówię po ang.... A ang to moje narzędzie pracy. Chodzi do żłobka około tygodnia w miesiącu. Reszta to choroba i okres zdrowienia. Niestety to taka trochę norma. Większość dzieci ma podobną frekwencję z tego co pytałam sasiadek i opiekunek w żłobku. Choć zdarzają się wyjątki.

Myślę że już wkrótce będzie sezon na rowerki i grabki do piasku :) oraz na przelewanie wody na balkonie . Trzeba przeczekać ten okres i jakoś zająć dziecko garnkiem i trzepaczką. A po lecie to już całe spektrum nowości Duplo, puzzle, tory wyścigowe


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2020, 12:48

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 6 marca 2020, 13:54

Moll widzę już poprawę w chorowaniu. Wirusy już nie łapią go tak mocno. Już lżej przechodzi oskrzela. Ostatnie dwa razy to nawet bez obturacji. Uff bo obturacja jest okropna!!! Szybciej dochodzi do siebie. No i idzie ciepełko więc powinno być lepiej. Nawet jeśli pracując nie będę mogła z każdym katarkiem zatrzymać go w domu. Ale tak, będę jedyna osoba biorąca L4. Między innymi dlatego uparłam się na ten żłobek. Wiedziałam że tak może być w pierwszym roku. i wiedziałam że pierwszy rok w żłobku plus praca plus tylko ja biorę zwolnienie to bardzo trudna sytuacja. Mam nadzieję że dzięki temu kolejna jesień zima będa lepsza. Chodź z reguły to pierwsze 2 lata są najgorsze.

Anemic ja nie płacę kiedy dziecko jest nieobecne. Płace tylko za dni (godziny) która faktycznie był w żłobku. No chyba że zapomnę zgłosić nieobecnośći do 7:00 ;) to wtedy i tak muszę zapłacić za wyżywienie bo nie zdążą odwołać cateringu.
Poza tym tak jak pisałam wyżej idzie ciepełko. Będzie mniej wirusów to ci może córa nie będzie chorować :*


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 marca 2020, 13:55

miska122 Tęcza po burzy :) 28 września 2020, 17:54

Nie chce mi się liczyć nawet który cykl itp...

Jestem w dość podłym nastroju. Chociaż podły to złe słowo. Jestem najzwyczajniej znerwicowana. Załamaliśmy się wynikami fragmentacji DNA plemników - 38%. Mój mąż przez 2 dni był ścianą nie do przebicia. W dodatku był przerażony badaniem wymazu z cewki moczowej, który był w zaleceniach, ale bez słowa się zapisał. Stwierdziłam, że odwołamy to badanie. Nic go nie boli, nie piecze, oprócz mnie nie miał żadnej partnerki seksualnej, więc nic też nie mógł podłapać. Jeśli posiew nasienia wyjdzie ok, to daje mu święty spokój. Dla mnie cewnikowanie było najgorszym co mnie spotkało w szpitalu, więc oszczędzę mu tego.
Czuję się totalnie załamana. Myślę o in vitro, ale nie stać nas teraz (zgadnijcie w czyim mieście przez 8 lat dofinansowywali, ale akurat w tym przestali?). Mój mąż jest na nie. Czuję, że nie mam siły z nim walczyć. Nie wiem jak się to skończy jeśli nie uda nam się naturalnie. Słuchałam dzisiaj podcastu Kliniki Płodności, a one, że przyszedł do nich facet ze złą fragmentacją (38%!!) i przez dietę spadło mu do 18 i chwilę później jego partnerka była w zdrowej ciąży i urodziła zdrowe dziecko. Ale czy ja w to wierzę?
Nawet nie wiem czy chciałabym zajść w ciążę, skoro jest duże ryzyko, że znowu straciłabym ją. Czuję jakbym była zawieszona w czasoprzestrzeni. Czekam na ten wynik posiewu, który powinien już być, jutro umawiamy się na kariotypy i dzwonimy umówić eMka do androloga. Daje nam 3 miesiące na suplach i zobaczymy co z tego będzie. Pocieszam się, że 2 razy zaszłam już w ciążę (druga tylko 3 miesiące po pierwszej). Może akurat ma gorsze nasienie, ale uda się poprawić? Czort wie.
W nocy śniło mi się, że przyszły złe wyniki i obudziłam się przerażona. Niech już ten rok się skończy.

19dc/4dpo
Nastrój 9/10
Czuję się bardzo dobrze, nastrój też mam świetny😊
Zastanawia mnie jedno. Dlaczego w swoim życiu muszę tak bardzo o wszystko walczyć? Jestem naprawdę dobrym, empatycznym człowiekiem. Nic nie przyszło mi łatwo. Czy to dlatego, że mam takiego wspaniałego męża? Wyczerpałam już mój limit szczęścia? 🤷‍♀️

Kurczę, minęło znowu trochę czasu.
Trochę chorowałyśmy - w sumie to z miesiąc ciągiem katar, chyba każdy rodzaj - najpierw spływająco do gardła (był suchy kaszel), potem lało jej się z nosa jak niagara tak, że momentami wypływało ustami aż w końcu katar zgęstniał i baj baj, odszedł mam nadzieję w niepamięć. Bo noce były kiepskie, czasem zasnęłam dopiero o 5... bo kaszel, odciąganie, zakrapianie. Osłuchowo na szczęście była czysta.

Odniosę się do waszych komentarzy.
Anemic, nie odpieluchowujemy jeszcze, nie wiem czy czekam aż się ociepli, czy jeszcze troszkę zmądrzeje. Chociaż umowie powiedzieć, że ma mokro albo kupę. Czasem komentuje np. kupka mała.

Nie zawsze mam anielską cierpliwość. Kilka razy krzyknęłam, z bezsilności (zwłaszcza po nieprzespanych nocach) a potem miałam wyrzutu sumienia. Wiem skąd to się bierze - z przemęczenia, nadmiaru wszystkiego. Dzieci choć kochane i słodkie potrafią też wystawić naszą cierpliwość na próbę.
No ale potem patrzy mi w oczy, a ja pytam: "co chcesz?" i odpowiada "mamę" i zakłada mi ręce na szyje. I wszystko przechodzi.

Teraz jest mi trochę łatwiej, bo bawi się sama, głownie klockami duplo - wszędzie je przynosi, jak ja coś robię w kuchni to przychodzi do mnie i bawi się. W restauracji to samo, jak chcemy by siedziała chociaż te 15-20 minut to klocki pomagają.


Byliśmy parę dni w górach i odpoczęłam. Młoda od tego czasu przesypia noce bez cycka (jak się obudzi w nocy to biorę ją do łóżka, jak czuje mnie/męża nogą to śpi dalej). Więc od tygodnia śpię w miarę i czuję znaczącą poprawę komfortu życia. Bo niedawno jeszcze zastanawiałam się, czy jakiejś depresji nie mam.
Niemniej wyjazd dobrze robi też dziecku. Młodej podobała się papugrania a w niej najbardziej żółw, które robił kupy jak owczarek niemiecki. Serio.
Kocha książki. Odkryliśmy ulicę czereśniową i "Rok w lesie" - nie ma tam tekstu tylko barwne ilustracje, dziecko obserwuje losy bohaterów i opisuje własnymi słowami co widzi. I to poszerzyło słownictwo, bo nauczyła się mówić: kura, lisek, bażant, miś, szop, żółw, rybka, dzik, bonka (biedornka:D) i jak pytam, co widzi to odpowiada: szopa, bażanta - odmienia zazwyczaj poprawnie, ale są takie perełki jak "mamusi i tatausi". Biega za mężem i krzyczy" tatausiu"
I mówi na głos co myśli. Np. na jadalni (podczas wyjazdu) komentowała gości: przyszli, poszli, kawę itp.
Ostatnio przyjechał monter wyregulować drzwi, porozkładał narzędzia i trochę nabałaganił to podeszła do niego i powiedziała "bałagan, masssakra!"
No to tyle.




gosia89 udało się po 9 latach 6 marca 2020, 15:21

24dc, 13 dni po ovitrelu

rano test negatywny, biel wizira, z objawów to ból piersi i sutków, czasem ból brzucha jak na @
Przyszły wyniki na P-ciała p/antygenom jajnika wynik ujemny. Jutro powtórka testu...

Długie starania wzloty i upadki

Chcę to napisać od dłuższego czasu, ale nie mam na to sił.. I chyba nie chciałam tego napisać, zobaczyć na ekranie..

Podeszliśmy do transferu naszego ostatniego (jedynego) zarodka 14.01.. Cykl rozpoczął się 24.12 (piękna data napawała mnie nadzieją) i niestety się nie udało:( 25.01 i 27.01 beta 0,1..

Załamałam się bardzo.. Przed transferem obiecałam G., że nie będziemy już próbować, że jak los da drugie dziecko to fajnie, jeżeli nie to mamy jedną ukochana iskierkę.. A teraz czuje ogromny brak, co chwila płaczę i nie mogę się z tym pogodzić.. Żyjemy obok siebie i w ogóle się nie rozumiemy.. Nie wiem czy będę w stanie zabić w sobie to pragnienie.. Marzę o rodzeństwie dla mojego dziecka bo wiem, że rodzeństwo to ogromny skarb.. Dla G. największym problemem jest bariera finansowa.. Mam na to jakiś plan.. Zobaczymy czy jak się powiedzie to uda mi się wtedy go namówić.. Wydaje mi się, że to że G. nie chce się już starać wpędza mnie w jakiś stan nerwowy.. Czuję się rozbita, płaczliwa, mam nerwobóle, moje myśli uciekają mi tylko w ten temat.. Mój organizm zwariował, mam złe wyniki krwi, pierwszy cykl po transferze był z ciągłymi plamieniami, kolejna miesiączka 12 dni i plamienia.. Chyba powinnam iść do ginekologa:(

Na domiar złego w najbliższej rodzinie jest ciąża, będzie Maleństwo, które będzie 2 tygodnie młodsze niż byłoby nasze gdyby się udało.. Nie wiem jak przeżyję każdą imprezę rodzinną patrząc na rosnący brzuch..

małaU piszę, bo czuję, że zwariuję 8 września 2018, 09:42

29, 30 tydzień
Mam mnóstwo energii.. Jak szaleje z rozwagą to brzuszek miękki :-D remontowo, ogarniająco - sprzątający czas:-D

31 tydzień
Prawie cały przespałam.. Pogoda łaskawsza, upały ustały a ja się słabiej czuję niż wcześniej :'(

poza tym to kobiecie nie dogodzisz.. Wcześniej martwiłam się że przytyłam 9kg i mi ciężko.. A teraz przez 3 tygodnie waga cały czas waha się w okolicach 9kg i zaczęłam się martwić o hipotrofie płotu.. Zwłaszcza że ostatnio Pani profesor mówiła że Malutka jest idealna wg ostatniej miesiączki a nie wg transferu.. I że musimy obserwować czy rośnie.. Nie wpadałam w panikę.. Tłumaczyłam sobie że póki czuję Małą Wiercipiętkę to jest dobrze.. Na szczęście mieliśmy na początku 32 tygodnia prenatalne i Mała ma ponad 1800g i wszystko w porządku..

Plany na 32 tydzień
Dostałam ciuszki od znajomych, muszę je posegregować rozmiarami, wyprać i popracować.. Planujemy też kupić fotelik:-D

6+3, waga 56,2 kg

Byliśmy na pierwszej wizycie u gina. Jest serduszko :) Gin powiedział, że nie będzie go mierzył, żeby nie przegrzać Dzieciaka, ale super migało na ekranie :) Gin wyliczyła datę porodu na 30 października. Wielkość odpowiada 6+2. Pytam, czy liczy po transferze - "Nie, po wielkości Dziecka". Dziecko, ten mały Rządziciel, co każe mi wstawać i jeść np. parówki w sosie pomidorowym (danie z dzieciństwa) albo 11 kanapek z twarożkiem ze szczypiorkiem (jedna z niewielu rzeczy, która wchodzi to twarożek ze szczypiorkiem), ma aktualnie 0,51 cm CRL. Generalnie chyba ok. Oczywiście najpierw się przestraszyłam, bo było widać taką czarną dziurę na usg. I sobie pomyślałam - aha - pusty pęcherzyk, na pewno pusty pęcherzyk. Od wczoraj złapałam takiego stracha, ale Mężuś stwierdził, że poczytał o tym i że owszem nudności może powodować, ale zmiany w apetycie już nie. Wytłumaczyła mi, że ta czarna dziura to pęcherzyk ciążowy, a taka biała plamka w nim to Zarodek, a taka mini migająca kropka w białej plamce to serduszko. Czyli wszystko ok. No i znów - nie było łez radości, okrzyków szczęścia, nie wiem, może my wypaczeni jesteśmy, czy coś. Tylko u Mężusia widziałam takie powiększone kurze łapki od śmiechu. Nie chciał podejść do ekranu (ostatecznie podszedł na zaproszenie gina). Pytam go potem dlaczego - "No wiesz, myślałem, że będziesz miła przez brzuch, a jak masz tą pałkę wielką w sobie, to niekomfortowo się czuję" :)
Gin wypytał o piersi - mówię więc, że raz są bardziej wrażliwe raz mniej - a ona na to: "Czy urosły?" - "Moim zdaniem nie, w ocenie Męża - tak" - "Zaufam zatem Mężowi" :)
Powiedziałam o braku apetytu, utracie wagi, rzucaniu się na fast foody, mdłościach i jednoczesnym wilczym apetycie, niechęci do zieleniny ("Oh, to rozumiem"), o częstym wstawaniu, spuchniętych kostkach, awersji do ciepła. Skwitowała to tak "Zmieni się jeszcze kilka razy, każdy trymestr jest inny".
Zapytałam o wzmożoną higienę - ma być normalna.
Zapytałam o możliwość picia kawy "Tu zawsze mam problem, bo w trakcie moich ciąż piłam tylko kawę i wodę, po herbacie strasznie wymiotowałam i nie byłam w stanie pić herbaty, więc piłam kawę, więc myślę, że jak się Pani napije - ale nie takiej >>siekiery<< to nic się nie stanie. Zioła również mogę pić, poza rumiankiem, rumianek uczula.

Dalej mam zalecony crinone 1x1, duphaston 2x1, clexane 0,4, mam nie suplementować żelaza ani witaminy B12 (choć odrzuca mnie od mięsa), bo w chwili obecnej wyniki są bardzo ładne. Powiedziała, że mniej więcej do 12 tc chciałaby mnie widywać, a potem mnie może wypuścić, gdzieś bliżej domu. Ona pracuje w szpitalu, gdzie nie mają oddziału położniczego i w przychodni też nie prowadzą ciąż. Także rodzenie w miejscu, gdzie ona pracuje odpada. Powiedziała, że rozejrzy się za "kumatym" lekarzem dla mnie, gdzieś w naszej okolicy. Aaaa, no i na usg te takie obowiązkowe i tak mnie będzie odsyłać, bo "To musi robić ktoś, kto w zasadzie tylko to robi i tylko tym się zajmuje".

Porozmawiałyśmy też o heparynie. Pierwsza kwestia: mogę robić, gdzie mi się podoba, niby w brzuch najwygodniej, bo można łatwo złapać fałdkę "ale Pani fałdek nie ma". Druga kwestia: dzień lub dwa dni temu znalazłam wpisy o najnowszych rekomendacjach Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego odnośnie mutacji MTFHR. Bez względu na to, czy ma się mutacje MTHFR 677 czy MTHFR 1298, bez względu na to czy występują w wersji hetero/homo - najnowsze zalecenia są takie, żeby nie przyjmować heparyny i nie zlecać heparyny. Niektóre kobiety odstawiały to, nic się nie dzieje. Tylko u mnie w rodzinie - mama po udarze, siostra po wylewie. I tak sobie pomyślałam, może nawet jak ktoś ma taki sam zestaw mutacji jak mój, to jego mutacje oddziałują na niego inaczej - lżej. A np.u mnie będą one działały ciężej. I nie zdecydowałabym się jednak na odstawienie heparyny. Mój lekarz powiedziała, że zna te zalecenia i zna wiele przypadków ciąż, gdzie z heparyną udało się donosić, a poprzednie bez heparyny - nie. I że zostajemy przy heparynie.

Mamy założoną kartę ciąży 😊 głupia rzecz, a cieszy :)

Badanie szyjki: "tu jest długo, długo, długo". Oczywiście - zapomniałam zapytać, co to znaczy. A na karcie mam wpisane ocena szyjki macicy 3/0.

Kolejna wizyta za 2 tygodnie. Mam zrobić badanie moczu, morfologię, TSH, toksoplazmozę, TSH, FT4, przeciwciała odpornościowe. Oboje z Mężem mamy grupę krwi A Rh-. Mimo wszystko mamy weryfikować poziom przeciwciał.

Z mniej fajnych informacji: mam torbiel na jajniku. Zapytałam lekarza, czy mam się czym przejmować - "nie". No i potem otworzyłam internet "może zamienić się w zmianę nowotworową, może doprowadzić do poronienia, może doprowadzić do porodu przedwczesnego". I zamknęłam internet. I nie otwieram go już na dupnych stronach. Lekarz powiedział, że nie ma się czym przejmować, to nie ma się czym przejmować. Z uwagi na torbiel nie możemy się sobą rozkoszować, czekamy więc. Zresztą - szczerze - zapomniałam czym jest libido. Chodzę niewyspana od częstego wstawania do toalety, albo ze schizowaną psychą, bo mdli mnie od rana, albo po prostu wściekła, że nie ma nic, co mogłabym zjeść (oczywiście lodówka pełna). Mam ogólnie ważniejsze sprawy na głowie niż libido. Pierwsza - oby Dzieciaczek był zdrowy. Druga - oby mnie nie mdliło. Trzecia - jeść normalnie (zielenina też jest w porządku). Czwarta - przespać, tak choćby co drugą noc 8 godzin bez przerwy.

Dziś przed wizytą zrobiłam badanie stężenia białka PAI oraz antygen HPA (od hematologa) - wyniki za około 10-12 dni roboczych. A cały dzień generalnie upłynął mi na mega apetycie i jednoczesnym odbijaniu się. Po wizycie musieliśmy pospacerować pół godziny żwawym tempem, żeby mi przeszło.

Trzymam kciuki dalej za Wszystkich!

Piątek 13 dc / 31 cs - 3 cykl po histeroskopii

Dziś wizyta w laboratorium - pobranie krwi na estradiol - wynik 326, czyli mamy jeden dobry jakościowo, dojrzały pęcherzyk.

Dodatkowo spotkanie w klinice z Panią dr. Podsumownie:
* jest pęcherzyk,
* endometrium w okolicy 8 mm
* śluzowka jakościowo zdecydowanie lepsza niż przed histeroskopią
* nie ma ovitrelle, jakieś problemy, więc 1 raz dostałam Pregnyl
* na badania genetyczne nie ma wskazań, ale jak bardzo chcemy to możemy wykonać.

Po pregnylu czuje się koszmarnie. Rozbita, bóle mięśni i stawów. Jeśli będzie wybór to następnym razem będę jednak za ovitrelle.

Esperanza - mąż HBA ma 95%, dna też zbadane. Generalnie wyniki w porządku. U mnie ANA zrobione - ujemne. Myślałam o NK, ale to już chyba cały immunofenotyp wtedy. Nie wiem kiedy wykonam. Zbieram się ale coś mi nie wychodzi 😉

Z Panią dr poruszyłam temat co dalej ze mną, że ja już jestem zrezygnowana, że nic nie działa, że nadal występują plamienia. W sumie to i Ona powoli traci nadzieję. Mówi że ten cykl 3 po histeroskopii jest ostatnim. Później już chyba rozpoczniemy in vitro. Problem w tym że skoro nie znamy przyczyny niepłodności to skuteczość in vitro jest niższa. Nie wiem jak to będzie.

16tc+4d
(Acard, Neoparin, Encorton, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin)

Kubełek KFC o 18 nie jest dobrym pomyslem, w ogóle jedzenie po 18 powoduje ostatnio, że brzuch dokucza do późnej nocy. Powrócił również mój ulubiony nocny częstomocz, nawet Małż się zaczyna zastanawiać jak to jest możliwe, że co godzinę odprawiam dotoaletowy spacering 🤷‍♀️. Niech mi ktoś powie, że teraz mam czas, aby się wyspać, bo po porodzie będę wstawać do dziecka to dokonam mordu.. jakie wyspać? Już nawet nie pamiętam co to jest faza snu głębokiego, ale i tak jest super! 🤩

Samopoczucie coraz lepsze, mam coraz więcej siły do działania, tylko muszę obudzić do życia mięśnie, które przez 4 miesiące głównie leżały.

Brzuch zaczyna się uwidaczniać i przerzuciłam się na portki ciążowe, żeby nie cisnąć dziecia, rety jak dziwnie.. Moje pierwsze portki ciążowe 💛 czasami staje przed lustrem patrzę na brzuch i nadal nie dowierzam.. To naprawdę niesamowite, że tam w środku produkuje się dziecko, a tak nie wiele brakowało, abyśmy się poddali..


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 marca 2020, 09:08

atwysz Niecierpliwi z bezsilności 4 listopada 2020, 07:47

Miałam dzisiaj sen, byłam w ciąży. Był tak realistyczny, że chwilę po przebudzeniu byłam pewna, że to prawda. Wypukły brzuszek, większe piersi... nawet test ciążowy w ramce wisiał pięknie oprawiony :) ah... ból głowy i ogólne zmęczenie do tego deszcz sprowadził mnie na ziemię :( do tego chyba przeziębiłam pęcherz, w nocy obudził mnie ból i parcie, prawie godzinę spędziłam w łazience :/ furagina w każdym razie poszła w ruch. Kiedy ten pech się odwróci...

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)