I jestem po wizycie machina ruszyła... Jak wyszłam z gabinetu to sobie myślę.. eeee ale że co? że nie robimy IUI, IVF itd. że póki co nie padły takie słowa... A ja tu taka zwarta i gotowa żeby biec do przodu aż padnę.. Ale od początku. Pani Doktor bardzo miła, kompetentna, wizyta przebiegła w luźnej atmosferze, niestety słowo "koronawirus" było odmieniane przez wiele przypadków.. Pani Doktor póki co zleciła sporo badań, część powtarzam, takich jak tsh, wit D, część z nich to u mnie nowość- ureaplasma, chlamydia, do tego: atpo, atg, toxo igg, różyczka igg, igm. 17 ohp, dhea-s, androstendion. Pani Doktor pochwaliła, że Mąż wyniki super i że jest ładnie przebadany - ciekawe czyja to zasługa ;) hihihi i stwierdziła, że suplementacja zbędna. U mnie za to zaleciła melatoninę na noc, mioinozytol, resveratrol. Plan jest taki, że dziś w 4 dc biorę 8 tabletek lametty i próbujemy z taką stymulacją owulacji (byłam i jestem dalej przerażona, bo po 2 tabletkach dziennie byłam już emocjonalnym wrakiem, a co dopiero po takiej dawce???), ale ufamy Pani Doktor i próbujemy. Tak chce zrobić z 3 cykle a później laparoskopia z histeroskopią, chyba że wyjdzie ureaplasma albo chlamydia to wcześniej laparoskopia z histeroskopią. Także czas pokaże który scenariusz się sprawdzi. Ufam ... Będzie dobrze? W końcu kiedyś musi .. Jak nie plan A to plan B albo i nawet C, bo widzę, że w głowie Pani Doktor pomysły się kłębią tylko niech ten koronawirus się skończy!!!

Jeheria No kiedy? 27 kwietnia 2020, 10:56

39+2
Nadal dwupak 😂
W środę mam mieć ktg. W nocy skurcze okresowe czasami dość silne ale po wstaniu ustają. Już nawet nie chce mi się przyspieszać porodu, co ma być to będzie. Choć już nie mogę doczekać się jak zobaczę synka 😍
Dzwoniłam do Białegostoku i jeśli poród nie zacznie się to mam przyjechać 10 maja w 41+1. Żadnych badań już nie muszę powtarzać. Clexane uniemożliwia wzięcie zzo 12 h po zastrzyku. No to odliczamy :)

Patt1002 Czekamy na Aniołka 4 listopada 2020, 12:00

Moja choroba ma swoje plusy. Nie mam za dużo siły do działania, więc większość czasu spędzam w łóżku, a co za tym idzie szukam różnych rzeczy dla dziecka. Mamy już mniej więcej wybrany wózek gondola+spacerówka, muszę jeszcze poszukać samej spacerówki, bo nie wiemy w jakim wieku będzie dzidzi... Robię to po to, by później już tylko wszystko zamówić, bo nie będzie czasu na przebieranie. Mamy łóżeczko i fotelik samochodowy... Sprawia mi przyjemność przeglądanie tego wszystkiego, a jednocześnie to takie dziwne, nie wiedząc do końca czego będziesz potrzebować.
Ciekawe czy jesteś już na świecie nasz Aniołeczku?

Gula Misja „bobas” ;) 29 września 2020, 14:41

Dobra, chciałam powrócić w wielkim stylu, ale jak wiadomo - gdzie się nie obrócisz to dupa.
Ale od początku. Po łyżeczkowaniu był bardzo ciężki czas, kompletnie sobie z tym nie radziłam. Wcześniejsze problemy zostały spotęgowane nieudaną ciążą. Zamknęłam się w sobie, nie wróciłam do pracy, depresja mnie pochłonęła. Do tego wszystkiego od najlepszej koleżanki usłyszałam „chyba za bardzo zafiksowałaś się na tę ciążę”, bo powiedziałam że nie jestem w stanie przebywać z kobietami w ciąży i małymi dziećmi, i źle reaguję na kolejne ciąże w najbliższym otoczeniu. Na domiar złego, ta sama koleżanka zaszła chwilę później w ciąże. Cykl po zabiegu ciągnął się w nieskończoność, trwał ponad 70 dni. Odpuściliśmy z mężem starania do stycznia/lutego. Próbowaliśmy jeden cykl ale się nie udało, co szczerze mówiąc przyjęłam z ulgą. Później pojawił się koronawirus. Ja wystraszona całą sytuacją i wizją wizyt u lekarza, badań a później samotnym porodem odpuściłam. Nie chciałam na razie zachodzić w ciąże. I tak minęła nam wiosna i lato.
W sierpniu stwierdziłam, że co ma być to będzie. Czas, który dałam sobie na schudnięcie niewiele dał, waga stoi. Powiedziałam sobie, że chyba lepiej zacząć się już starać, bo nauczeni doświadczeniem nie wiemy kiedy w końcu się uda. I tak w pierwszym cyklu bez zabezpieczania się, już kilka dni po owulacji, czułam że jestem w ciąży. Pomijając oczywiste objawy jak ogromny ból piersi, po prostu to czułam. Uczucie nie do podrobienia. Ok 10dpo zrobiłam test - słaba kreska. POZYTYWNY! Ale nie mogło być inaczej, przecież już wiedziałam że jestem w ciąży. Przyjęłam tę wiadomość na chłodno, mąż spanikował. Ale czekałam na rozwój wydarzeń. Objawy nie ustępowały. Aż do dzisiaj, kiedy mierząc temperaturę zobaczyłam, że ta spadła o 0,3’C. Pomyślałam, że już po wszystkim. Powiedziałam mężowi, on przyjął to równie na chłodno, co wcześniejszą informację o możliwej ciąży.
No i tak, zaczęło się plamienie. Przez chwilę było fajnie.

A ja uświadomiłam sobie, że już nigdy informacja o ciąży nie spowoduje u nas szaleńczej radości.

Jestem,czyli moja psychika wraca do normy. Gorzej, że cera też, bo pojawili mi się na buzi nowi mieszkańcy, a tak dawno ich nie było...
Ostatnie tygodnie nie były łatwe dla mnie psychicznie. Nie jakieś tam depresje, ale zdecydowanie zdarzały mi się dni z tzw. obniżonym nastrojem i poznałam co to płaczliwość. Miała dwie akcje, że ryczałam całą noc lub pół dnia, co oczywiście frustrowało mojego męża, no ale przetrwaliśmy. Robiłam wszystko co do mnie należy, uśmiechałam się do Marysi, ale nie miałam siły włączyć notebooka (nie lubię pisać na laptopie bo jakiś wielki mi się wydaje) by uzupełniać wpisy, ale przez komórkę oczywiście śledzę cały czas ovufriendową rodzinkę ;)

Nie wiem od czego zacząć...

Od kilku tygodni karminy się tylko piersią <3 Położna środowiskowa i cdl były z nas dumne, bo to jednak ni było łatwe po tej sondzie i przystawieniu do piersi dopiero w 3 miesiącu życia. Ale było warto walczyć. Ten odruch kręcenia główką oznaczający szukanie cyca i to ufne spojrzenie podczas jedzenia... bezcenne i żadna butelka tego nie zastąpi <3 (aczkolwiek zdecydowanie dostrzegam zalety butelki po 2 miesiącach tego sposobu karmienia, ale tylko czasami za tym tęsknię ;) )
Czasami mam obawy, czy Marysia się najada, no ale skoro po karmieniu nie marudzi, moczy pieluszki i trochę jednak przybiera na wadze swoim tempem, to nie jest źle. Zresztą ostatnimi czasy ma odruch wymiotny jak tylko próbuję jej włożyć butelkę do buzi, więc chyba jest ok.
Zapisałam się na kilka grup fb. Jeszcze niewiele rozumiem z tych o BLW, no ale mam czas, za to z tych o karmieniu piersią zrozumiałam m.in. że nie mam na co narzekać i że laktator nie odzwierciedla pojemności piersi.
Tyle, że Marysia ma codziennie od 16 do 20 fazę, że je cyca, usypia, ja ją odkładam, ona się po 30 sekundach budzi i chce cyca, je, usypia, ja ją odkładam, ona się budzi po 30 sekundach i daje znać, że jest głodna, więc je cyca, usypia...i tak przez 3-4h. Czasami dłużej śpi mi na rękach jak jej nie odłożę, no ale po jakimś czasie ręce mi odpadają, a pęcherz wymaga cewnika :D
Po 20. usypia ją częściej mąż a ja mam czas na zjedzenie i umycie się, chwilę relaksu. Później już śpi i budzi się tylko co 2-3h na jedzonko. Czasami akcje permanentnego jedzona ma też po 11 do południa, ale wtedy przerywam tą passę spacerkiem i jakoś dajemy radę :D <3
Właśnie się obudziła, bo już 2h minęły :)

Jestem,czyli moja psychika wraca do normy. Gorzej, że cera też, bo pojawili mi się na buzi nowi mieszkańcy, a tak dawno ich nie było...
Ostatnie tygodnie nie były łatwe dla mnie psychicznie. Nie jakieś tam depresje, ale zdecydowanie zdarzały mi się dni z tzw. obniżonym nastrojem i poznałam co to płaczliwość. Miała dwie akcje, że ryczałam całą noc lub pół dnia, co oczywiście frustrowało mojego męża, no ale przetrwaliśmy. Robiłam wszystko co do mnie należy, uśmiechałam się do Marysi, ale nie miałam siły włączyć notebooka (nie lubię pisać na laptopie bo jakiś wielki mi się wydaje) by uzupełniać wpisy, ale przez komórkę oczywiście śledzę cały czas ovufriendową rodzinkę ;)

Nie wiem od czego zacząć...

Od kilku tygodni karminy się tylko piersią <3 Położna środowiskowa i cdl były z nas dumne, bo to jednak ni było łatwe po tej sondzie i przystawieniu do piersi dopiero w 3 miesiącu życia. Ale było warto walczyć. Ten odruch kręcenia główką oznaczający szukanie cyca i to ufne spojrzenie podczas jedzenia... bezcenne i żadna butelka tego nie zastąpi <3 (aczkolwiek zdecydowanie dostrzegam zalety butelki po 2 miesiącach tego sposobu karmienia, ale tylko czasami za tym tęsknię ;) )
Czasami mam obawy, czy Marysia się najada, no ale skoro po karmieniu nie marudzi, moczy pieluszki i trochę jednak przybiera na wadze swoim tempem, to nie jest źle. Zresztą ostatnimi czasy ma odruch wymiotny jak tylko próbuję jej włożyć butelkę do buzi, więc chyba jest ok.
Zapisałam się na kilka grup fb. Jeszcze niewiele rozumiem z tych o BLW, no ale mam czas, za to z tych o karmieniu piersią zrozumiałam m.in. że nie mam na co narzekać i że laktator nie odzwierciedla pojemności piersi.
Tyle, że Marysia ma codziennie od 16 do 20 fazę, że je cyca, usypia, ja ją odkładam, ona się po 30 sekundach budzi i chce cyca, je, usypia, ja ją odkładam, ona się budzi po 30 sekundach i daje znać, że jest głodna, więc je cyca, usypia...i tak przez 3-4h. Czasami dłużej śpi mi na rękach jak jej nie odłożę, no ale po jakimś czasie ręce mi odpadają, a pęcherz wymaga cewnika :D
Po 20. usypia ją częściej mąż a ja mam czas na zjedzenie i umycie się, chwilę relaksu. Później już śpi i budzi się tylko co 2-3h na jedzonko. Czasami akcje permanentnego jedzona ma też po 11 do południa, ale wtedy przerywam tą passę spacerkiem i jakoś dajemy radę :D <3
Właśnie się obudziła, bo już 2h minęły :)

Jestem,czyli moja psychika wraca do normy. Gorzej, że cera też, bo pojawili mi się na buzi nowi mieszkańcy, a tak dawno ich nie było...
Ostatnie tygodnie nie były łatwe dla mnie psychicznie. Nie jakieś tam depresje, ale zdecydowanie zdarzały mi się dni z tzw. obniżonym nastrojem i poznałam co to płaczliwość. Miała dwie akcje, że ryczałam całą noc lub pół dnia, co oczywiście frustrowało mojego męża, no ale przetrwaliśmy. Robiłam wszystko co do mnie należy, uśmiechałam się do Marysi, ale nie miałam siły włączyć notebooka (nie lubię pisać na laptopie bo jakiś wielki mi się wydaje) by uzupełniać wpisy, ale przez komórkę oczywiście śledzę cały czas ovufriendową rodzinkę ;)

Nie wiem od czego zacząć...

Od kilku tygodni karminy się tylko piersią <3 Położna środowiskowa i cdl były z nas dumne, bo to jednak ni było łatwe po tej sondzie i przystawieniu do piersi dopiero w 3 miesiącu życia. Ale było warto walczyć. Ten odruch kręcenia główką oznaczający szukanie cyca i to ufne spojrzenie podczas jedzenia... bezcenne i żadna butelka tego nie zastąpi <3 (aczkolwiek zdecydowanie dostrzegam zalety butelki po 2 miesiącach tego sposobu karmienia, ale tylko czasami za tym tęsknię ;) )
Czasami mam obawy, czy Marysia się najada, no ale skoro po karmieniu nie marudzi, moczy pieluszki i trochę jednak przybiera na wadze swoim tempem, to nie jest źle. Zresztą ostatnimi czasy ma odruch wymiotny jak tylko próbuję jej włożyć butelkę do buzi, więc chyba jest ok.
Zapisałam się na kilka grup fb. Jeszcze niewiele rozumiem z tych o BLW, no ale mam czas, za to z tych o karmieniu piersią zrozumiałam m.in. że nie mam na co narzekać i że laktator nie odzwierciedla pojemności piersi.
Tyle, że Marysia ma codziennie od 16 do 20 fazę, że je cyca, usypia, ja ją odkładam, ona się po 30 sekundach budzi i chce cyca, je, usypia, ja ją odkładam, ona się budzi po 30 sekundach i daje znać, że jest głodna, więc je cyca, usypia...i tak przez 3-4h. Czasami dłużej śpi mi na rękach jak jej nie odłożę, no ale po jakimś czasie ręce mi odpadają, a pęcherz wymaga cewnika :D
Po 20. usypia ją częściej mąż a ja mam czas na zjedzenie i umycie się, chwilę relaksu. Później już śpi i budzi się tylko co 2-3h na jedzonko. Czasami akcje permanentnego jedzona ma też po 11 do południa, ale wtedy przerywam tą passę spacerkiem i jakoś dajemy radę :D <3
Właśnie się obudziła, bo już 2h minęły :)

Jestem,czyli moja psychika wraca do normy. Gorzej, że cera też, bo pojawili mi się na buzi nowi mieszkańcy, a tak dawno ich nie było...
Ostatnie tygodnie nie były łatwe dla mnie psychicznie. Nie jakieś tam depresje, ale zdecydowanie zdarzały mi się dni z tzw. obniżonym nastrojem i poznałam co to płaczliwość. Miała dwie akcje, że ryczałam całą noc lub pół dnia, co oczywiście frustrowało mojego męża, no ale przetrwaliśmy. Robiłam wszystko co do mnie należy, uśmiechałam się do Marysi, ale nie miałam siły włączyć notebooka (nie lubię pisać na laptopie bo jakiś wielki mi się wydaje) by uzupełniać wpisy, ale przez komórkę oczywiście śledzę cały czas ovufriendową rodzinkę ;)

Nie wiem od czego zacząć...

Od kilku tygodni karminy się tylko piersią <3 Położna środowiskowa i cdl były z nas dumne, bo to jednak ni było łatwe po tej sondzie i przystawieniu do piersi dopiero w 3 tyg. życia. Ale było warto walczyć. Ten odruch kręcenia główką oznaczający szukanie cyca i to ufne spojrzenie podczas jedzenia... bezcenne, a ile się dzieć przy tym ugada 😁 żadna butelka tego nie zastąpi <3 (aczkolwiek zdecydowanie dostrzegam zalety butelki po 2 miesiącach tego sposobu karmienia, ale tylko czasami za tym tęsknię ;) )
Czasami mam obawy, czy Marysia się najada, no ale skoro po karmieniu nie marudzi, moczy pieluszki i trochę jednak przybiera na wadze swoim tempem, to nie jest źle. Zresztą ostatnimi czasy ma odruch wymiotny jak tylko próbuję jej włożyć butelkę do buzi, więc chyba jest ok.
Zapisałam się na kilka grup fb. Jeszcze niewiele rozumiem z tych o BLW, no ale mam czas, za to z tych o karmieniu piersią zrozumiałam m.in. że nie mam na co narzekać i że laktator nie odzwierciedla pojemności piersi.
Tyle, że Marysia ma codziennie od 16 do 20 fazę, że je cyca, usypia, ja ją odkładam, ona się po 30 sekundach budzi i chce cyca, je, usypia, ja ją odkładam, ona się budzi po 30 sekundach i daje znać, że jest głodna, więc je cyca, usypia...i tak przez 3-4h. Czasami dłużej śpi mi na rękach jak jej nie odłożę, no ale po jakimś czasie ręce mi odpadają, a pęcherz wymaga cewnika :D
Po 20. usypia ją częściej mąż a ja mam czas na zjedzenie i umycie się, chwilę relaksu. Później już śpi i budzi się tylko co 2-3h na jedzonko. Czasami akcje permanentnego jedzona ma też po 11 do południa, ale wtedy przerywam tą passę spacerkiem i jakoś dajemy radę :D <3
Właśnie się obudziła, bo już 2h minęły :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 marca 2020, 08:42

Aaspyr Felietonistka 26 września 2021, 22:32

Na weekend byłam na rodzinnej imprezie. Generalnie było super, bo poszliśmy na termy i się Mega zrelaksowałam❤️ potrzebne mi to było, ale i tak czuję się wykonczona podróżą i emocjami. Jedyny taki minusik to tekst "a wy kiedy?"🙄 Moja młodsza siostra jest w ciąży i widocznie dla niektórych jest to jakiś wyznacznik. Liczyłam trochę na to, że takie pytania pojawia się najwcześniej za jakieś pół roku.🤷🏼‍♀️ Najsmieszniejsze, że jak powiedziałam wprost, że staramy się, No ale nie nastawiamy się na nic, ze względu na to że może być u nas ciężko, to ta osoba w połowie zdania przestała mnie słuchać i się odwróciła do kogoś innego xD jakby... No to po co pytasz? 🙃 Nie zamierzam się tym jednak przejmować. Zdaje sobie sprawę, że im dalej w las tym ciężej, dlatego na razie będę to olewać póki mam sily💪

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 23 marca 2020, 11:22

10dc
Dziwna sytuacja. Zazwyczaj okres mam 7-9 dni, a tym razem 4 dni okresu + 2 dni plamienia. W 7dc zaczął mnie boleć jajnik i miałam delikatne bóle na dole brzucha. Obawiam się czy coś tam nie zaczyna się dziać niedobrego. Nie mam monitoringu w tym cyklu, wszystko odwołane. Zastanawiałam się czy brać lamettę, czy nie dojdzie do przestymulowania, ale skoro biorę ją już od kilku cykli i nigdy nic się nie działo to teraz też nie powinno. Wiecie co? Dorosłam. Czuję, że moje myślenie się zmienia, nie jestem nastawiona już tylko na cel, chcę zrobić coś dla siebie, zadbać o swój samorozwój. Nasłuchałam się monologów coachów motywacyjnych i jakoś mi lepiej. Otuchy dodaje mi też forum staraniowe. Wiem, że nie jestem sama z moją niepłodnością, że są dziewczyny, które miały dużo gorsze przeżycia, a nadal walczą i się nie poddają, więc dlaczego ja mam się poddać? NIGDY! Dzisiaj 10dc, nawet nie wiem kiedy mi to zleciało. Niedługo owulacja, tak bardzo na nią czekam, a z drugiej strony boję się, że jak się uda zajść to będę miała problemy z wizytami, a ja jestem panikara jeżeli coś się będzie działo to nerwowo nie wytrzymam. Bzyki były w 6dc wieczorem i 9dc rano. Jeszcze planuję dopaść mojego dzisiaj wieczorem, jutro wieczorem i pojutrze rano :) Jestem w 100% gotowa na potomka, poczułam to 2 dni temu, tak psychicznie, tak na serio. Także ten.. dawać mi bobasa!

TRANSFER
Z 12 pobranych komórek 5 było dojrzałych. Wszystkie się zaplodniły. Do dziś (5 dzień) przetrwały 4:
2 pozostają pod obserwacją
1 zamrożona
1 była transferowana

W emocjach nie zapytałam czemu 2 pozostają pod obserwacją. Macie pomysł co to może oznaczać? Np. że są za jeszcze za słabe do zamrożenia? W poniedziałek mają dzwonić z kolejnymi newsami.
Prośba o trzymanie kciuków wciąż aktualna, jeszcze przez jakieś 14 dni 😄♥️✊

Margryy Kiedy się uda ? 24 marca 2020, 18:07

6 dc
Kalendarz pokazuje , ze ❤️ powinna być między 25-27. Mąż coś się zaziębił ale nie ma gorączki, ten miesiąc to już trzeci z profertilem ! 6 kwietnia jedziemy na badanie nasienia do Gynocentrum mam nadzieje ze ta głupia morfologia się podniesie. 18 kwietnia mam wizytę u gina z wynikami. Mam takie przemyślenia jak się wyniki poprawia będę prosiła o stymulację i obserwacje czy mam już owulke. Powiem lekarzowi ze ja już nie chce czekać ! Musimy coś działać 😜😜😅cokolwiek niech się to ruszy. Mąż ma zakaz picia alkoholu , je codziennie orzechy brazylisjkie 5 sztuk. Mam szczęście, ze kocha wszystko co kiszone to tez bardzo dobrze wpływa na kondycję żołnierzyków 😎 Ostatnio nachodzą mnie takie myśli , ze nie tylko ja mam taki problem ! Ze w tym momenci w danej sekundzie kilka kobiet może doświadczać tego co ja takiego samego uczucia i jakoś mnie to pociesza ,ze nie jestem sama. Ja na szczęście jestem zdrowa tylko mojego chłopa muszę podreperować. Ostatnio robiliśmy badania hormonów prolaktyna trochę zawyżona. Mam teraz tydzień wolnego w pracy w zw. Z koronawirusem (będzie owulka )😅opiekuńcze na dziecko sobie wzięłam. Może organizm odpocznie i się uda ❤️❤️

gosia89 udało się po 9 latach 26 października 2020, 16:28

11dc
Jutro kolejna moja IUI, 2 pecherzyki 18mm i 19mm w jednym jajniku, endometrium 9mm

Jestem przerażona cala sytuacja ktora panuje na swiecie.

Magic Niemożliwe 22 marca 2020, 13:42

Pandemia....
Patrze na wpis z grudnia i....mam łzy w oczach,jakie to moje życie było piękne,pełne obowiązków i ukochanej pracy...a teraz? Wczoraj pierwszy raz od wybuchu epidemii coronavirusa rozpłakałam się... Ale może zacznę od początku.
Wróce do świąt,które były cudne. Oczywiście miałam mnóstwo pracy,nawet zdublowałam dwie klientki-zdarza mi się to,jak mam dużo pracy-ale poradziłam sobie :D Święta spędziliśmy w domu,ale wigilię robiła E. więc musieliśmy jechać aż do nich. No nic. Jakoś to przeżyłam,tym bardziej,że nasze stosunki wcale się nie poprawiły.
Swieta minęły jak z bicza strzelił. Intensywnie . Po świętach byłam w odwiedzinach u mojej przyjaciółki-na początku grudnia urodziła drugiego synka. Sylwester też był super,bo w domu go spędziliśmy , z rodzicami, moją siostrą i Karkiem,Mankiem i Dorcią oraz dzieci. Nie doczekali do fajerwerków:D dwójka usunęła o 21.30 a Oliś godzinę później. A ja z mężem i rodziną przywitaliśmy Nowy Rok 2020, jak się teraz okazuje, najgorszy z moich snów koszmar.
Zaczęła sie ponowna gonitwa,miałam mnóstwo klientek, wracały stare, polecały mnie nowym i tak mogę poszczycić się bazą klientek,która gwarantowała mi duży zarobek, a także możliwość spędzenia czasu z rodziną. I tak dochodziły nas informację ze świata, że w Chinach panuje zabójczy wirus Coronavirus,który powoduje ostre zapalenie płuc i dużo ludzi na niego umiera. Ale póki było tp daleko,mało sie bałam. Z tygodnia na tydzień wirus zbierał żniwo, tysiące zmarłych,lecz głównie starsi ludzie,od 60rż w górę. Od lutego wirus był już byl we Włoszech.Okres ferii.Luddie wyjeżdżam i.... zaczęło się roznosić po Europie i świecie. w ostatnim tygodniu lutego juz u nas sie pojawił. mamy 22 marzec 2020 roku i ponad 500 osób zarażonych i 6 osób zmarło. Jesteśmy odcięci od normalnego życia, sklepy działają,ale na pół gwizdka. Centra handlowe, usługi i większość ludzi nie pracują. Pracują z domu. Ja nie mogę,bo jak zrobić paznokcie zdalnie.
Mamy oszczędności. Wiem,że damy radę. Ja wracam do pracy od czwartku to będzie 26.03. Nie mam wyjścia. Mój mąż ma zawieszoną firmę. Ludzie mu uciekli w obawie przed wirusem. Jestem jedynym żywicielem rodziny.
Mam nadzieję, że wróci nasze beztroskie ,jak się okazuje, życie, codzienność. Modle sie codziennie o zdrowie dla nas,rodziny i przyjaciół.

A teraz trochę o dzieciaczkach opowiem.
Lilcia. Moja córunia kochana, jest mądra, bystra i mega zdolna. Bardzo ładnie zaczyna kolorować,malować i wklejać .Zaczeła mi literować krótkie słowa jak swoje imię czy napis na matce z pepco"girls". Od nowego roku zaczęła pisać. Koślawo,ale daje radę. Uczymy się w domu,bo przedszkole i żłobek Nelcia jest zamknięty do 14.04. Staramy sie bardzo,ale wiadomo. Nie możemy za bardzo wychodzić ppza działkę. Raz byliśmy na rowerach ale nie spotkaliśmy za dużo ludzi. Za to w Suchym Lesie to był pogrom. Tylu ludzi nigdy nie widziałam. Lilcia zaczyna nosić ubrania na 122 a rozmiar buta ma 28. Waży z 17kg :)

Oli. No Oliś to jest gagatek. Jest ciężko z nim pracować. Ale Zaczął sie ubierać sam, chcemy wykorzystać ten wolny czas i tez uczymy się liczyć i literek. Zaczął prawidłowo już chwytać ołówek, kredkę czy dlugopis. Oliś jest oporny na naukę,ale w grudniu już nauczyliśmy się wypowiadać "l". Jego problemem było mówienie "jowej" a nie "lowel" Już jest ok. W przedszkolu panie są zachwycone moim Olisiem. Czekamy z utęsknieniem aż będziemy mogli znowuwyjść z domu, do przedszkola. Oliwier nosi ubrania na 110,a buty ma rozmiar 27. Powoli tez zaczyna spać w swoim łóżku! juz dwie noce sie zderzyły. Oby był to dobry początek jego zmiany! :)


Kornelcio. Oooo! ten to dopiero ma charakterek. Ale do żłobka chodził bardzo chętnie, od grudnia dostawał ode mnie syrop na odporność,bo dwa miesiące z rzędu miał antybiotyk a zielony gil był od października. Ale okazuje się,że ma alergię pokarmową. Dlatego ma gila. Poki co odstwiliśmy kakao. Ale chyba to jednak mleko bo dalej się drapie do krwi. No nic. Będziemy zmieniać mleko nq bez laktozy. Potem zobaczymy. A od kiedy dostał syrop od 14.01 niw byliśmy u lekarza. Wyszły mu już wszystkie zęby, ma komplet do 4rek. Ale.... on tak gada. Nie tam, mama tata czy dada. On napierdziela już zdaniami! bardzo często mówi, mama spójrz, mamo gdzie jesteś. Serio. jak patrze na niego i jego rozwój on idzie dwa razy szybciej jak Lilka i Oliś, ale ma mega przykład w postaci dwójki straszego rodzeństwa. Ruchowo też jest mega. Bardzo lubi swoje ciocie w żłobku, chodził już tak,ze z szatni już szedł sam! robił mi papa i tyle :) walczyliśmy długo z jego spaniem a raczej niespaniem, ale głównie jego problem to ta alergia. Ale jak dostaje leki jeat lepiej a ja podjęłam drugi etap walki z jego spaniem w swoim łóżku. Ona spał z nami najdłużej z całej trójki. Było ciężko, ale daliśmy rade i teraz-od jakiegoś tygodnia moze dwóch-śpi do 6 rano u siebie,wstaje i przychodzi do nas. Także to jest już sukces.

Ja czuje,że mój świat stanął na głowie. Od kiedy mam troje dzieci moja doba jest za krótka ;) doszła praca,którą kocham! w obecnej sytuacji bardzo mi jej brakuje. Nie samego dochodu,ale kontaktu z dziewczynami. Robienia pięknych paznocki, wzorów. Mam nadzieję, że to co sie dzieje teraz z tym wirusem szybko sie skończy ,znajda szczepionke i będziemy już spokojni.

aster Plan B. 22 marca 2020, 10:15

30 dc
Nie ważne jak bardzo odsuwam od siebie myśli o dziecku, tłumaczę sobie, że to jeszcze nie ten czas, odpuszczam... Zawsze, kiedy nadchodzi TEN dzien, wszystko wraca, a ja się rozpadam. Pragnę dziecka bardzo mocno i wiem, że mój mąż też. Tego nie da się zapomnieć.
Wczoraj test negatywny. Czekam na spóźnioną @ zajadając smutki.

Edit: przyszła. No to zaczynamy 22 cykl.


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2020, 13:46

Anakin A gdyby tak... Jeszcze raz? 22 marca 2020, 14:56

DC ch** wie ktory. Ani sladu plamienia zapowiadajacego @... Zaczynam sie serio denerwowac. Poki co siedze cicho. Skonczy sie marzec to spojrze w kalendarzyk.

zakochanaaw A może to pomoże? 22 marca 2020, 14:58

Od ostatniego wpisu trochę minęło, "odpoczywałam"
A tak na serio było okej, aż nagle jednego dnia dowiedziałam się o dwóch ciazsch bardzo bliskich mi osób i skończyło się mega załamaniem....

Już mi lepiej.

Przez pandemię plany związane ze ślubem odłożone.
Plany o iui odłożone.
Nawet szukanie nowego gina odłożone.
Jestem jakieś 2dpo i czekam.
Trochę he nadzieji sobie robię, jak zawsze.. głupia ja...


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 marca 2020, 15:00

WrednaZośka Walczę dalej 22 marca 2020, 17:45

No i zagrożenie epidemią... czyli zero transferów aż do odwołania. Wszyscy w internecie żartują że dużo się będzie dzieci rodzić po tym jak ludzie się w domu nudzą... tylko mnie to wkur***.

Cześć!
w lutym wróciłam do starań. Wszystko przebiegało pomyślnie - owulacja była, endometrium jak na mnie wyjątkowo grube. Dzisiaj dzień testu - sikany pozytywny - widoczny blady prążek. Test z krwi oblałam - 0,9 mui/ml.
to już drugi raz, kiedy test sikany wyłapuje maleńkie stężenie.
załamało mnie to kompletnie - czułam się jak w ciąży, miałam ogromne przeczucie, że się udało...

teraz z uwagi na tego okropnego wirusa starania przerwane - klinika nie prowadzi nowych stymulacji.

ech.. życie, kiedy mnie polubisz?

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)