64 dc 9 tc

Jak ja się bałam jechać na USG. W końcu stwierdziłam niech się dzieje Wola Boża.
Gin pierwsze zapytał się o samopoczucie i czy zakładamy już książeczkę ciąży. Ja mu mówię nie mam żadnych dolegliwości. To stwierdził że pierw USG potem książeczka.
USG wykazało że maluszek żyje ma się dobrze wg lekarza jest silny.
Ma 2,39 serduszko bije. I odpowiada swojej dacie.
Ale co złego mam wielkiego krwiaka.
Nie wiadomo skąd się wziął ale jest zagrożeniem.
Dostałam zalecenia dużo odpoczywać, nic nie dźwigać i też nie leżeć nom stop plackiem bo to też nie dobre.
Mogę pracować w domku a po pracy leżeć. W razie krwawienia mam jechać do niego. Tak to USG 14.04 wcześniej bo chce sprawdzić co z krwiakiem.
Dostałam skierowanie na NFZ na badania prenetralne jadę na nie 20.04
Do tego gin kazal mi odstawić encorton bo są takie zalecenia od Państwa. Ja mu mówię że paśnik mi kazał brać aby nie poronić. A tym bardziej że siedzę w domu.. zapytał się do kiedy będę brać ja mu mówię do 12 tyg więc już niedługo. Czyli miesiąc.
Na grzybicę dostałam czopki pinaficum czy jakos tak
Ale dziś widzę poprawę po lactovaginal i provag biorę 2*2 więc nie będę brać prochów.

Myślę od czego jest ten krwiak.
Choć mój zaufany gin 2 tyg temu widział małe place krwiaka czyżby tak szybko urosły a teraz co zrobić aby się wchłonęły.
Postanowiłam popracować do 22 kwietnia. Chyba że będę krwawić wtedy pójdę szybciej.
Ale nie będę się przemęczać.
Mąż mi zrobił leżankę koło komputera. Rozkładany tarasowy fotel. Jak nie będzie co robić będę leżeć i klikać myszka że jestem obecna w pracy. Tym bardziej że przez epidemię jest mniej pracy.
Dźwiganie co ha ostatnio dźwiglam. Napewno kota który waży 5 kg a tu tabletkę dać a tu na kolanka. Więc od jutra jak chce na kolanka to niech sam wskoczy , tabletka będzie w karmie.
A tu garnki z zupka a tu z ziemniaczkami się dzwiglo. Koniec z gotowaniem..Robię wolne od tego
Do 0,5 kg będę tylko brać np kubek z wodą itd
A dziś zaczął mnie bardzo bolć brzuch po tym super wieściach. To pewnie nerwy.
Myślę teraz czy czasem nie zmnjejszyc acardu ze 150 na 75. Może to przez to.

Najgorsze jak ja wytrzymam w łóżku.
W weekend przeleżałam, teraz leżę i mam dość. Od jutra praca zdalna więc trochę pracy i odpoczynku może wtedy będzie mi się lepiej leżeć.
Planowałam wypady godzinne aby cukier zbijać a będę musiała wychodzić na 15 min spacerki aby się dotlenić.


monnkej Mama Teosia i🤰Rity 20 kwietnia 2021, 11:31

Wczoraj 8dpo test biały, dzisiaj widzę już na teście 10 mlU cień. Czy to może być prawda? A może po prostu zalałam ten test i moje oczy chcą to widzieć. Cudem powstrzymałam się przed podjechaniem do laboratorium... jutro wszystko się okaże. Boje się, ze jedyne co zobaczę jutro to jedna mocna kreska...


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 kwietnia 2021, 11:32

Postanowiłam dalej pisać.
Moje życie to jedna wielka huśtawka nastrojów. Jak zapomnę, że się staramy, to jest ok, sobie żyję. I nagle przychodzi ta myśl - a co jak nigdy nie zajdziesz w ciążę? W tym cyklu na pewno się nie uda! - i takie tam...
Wpadłam już w taką obsesję, że sprawdzam na FB kto jest w ciąży, a kto nie... heh... albo obstawiam, kto za chwilkę będzie w ciąży.

Po poronieniu to będzie teraz już 5 cs. 1 cs to był ten oszukany cykl z dwiema kreskami - prawdopodobnie bezowulacyjny...potem 2 cykle, gdzie się spinaliśmy jak szlag, żeby zajść i co? I dupa. W kolejnym cyklu olałam i kuźwa przegapiłam owulacje - zajebiście! Teraz stawiam na seks co dwa dni - codziennie męczy, co dwa dni jest tak ok, że dam radę, tym bardziej, że siedzę teraz w domu, więc możemy w każdej chwili :D

Ogólnie czuję się chujowo, coś mi wyskoczyło na twarzy, jakieś uczulenie czy coś, nie wiem. Przytyłam, ale jak zaczęłam biegać to potem miałam dwa dni zakwasy i czułam się jak na kacu, więc jeżdżę rowerem... ale też tak o... próbuję z jogą. Próbuję wszystkiego, ale w nic się tak naprawdę nie wkręciłam. Może serio muszę po prostu zapomnieć o tej ciąży, dzieciach, brzuchach i żyć! Beczenie raz na dwa tygodnie raczej nie pomoże mi w zajściu w ciąże... żarcie chipsów i czekolady raczej też nie.

Wczoraj beczałam jak głupia cały dzień. I nie, nie jestem przed miesiączką - jestem przed owulacją, więc powinnam być pełna nadziei, no ale...te wszystkie brzuszki na FB mnie doprowadzają do płaczu. Poza tym kompletnie nie wiem, jak mam się bzykać, żeby zajść. Moje cykle są takie długie - 35 dni!!! A ostatni trwał nawet 43 dni... eh...

Badania porobione, hormony ok, nasienie ok, w środku ok - mój nawet usg jąder zrobił i ok. To więc co??? Gdzie to dziecko???!!!

Moja Pani Doktor to faktycznie anioł! Na drugiej wizycie kiedy juz moj stres opadł to udało mi sie to odkryć!
A po monitoringu - mamy 4 pecherzyki, małe ale dajemy im szanse do piątku kiedy to kolejny monitoring! Poki co mam zadbać o endometrium (5 mm) takze czerwone winko, morele, a na śniadanko jajeczko i awokado. Jak jeszcze cos kojarzycie to podrzućcie pomysły. Mamy plany z Panią Doktor i nie damy sie temu wirusowi!

Hedgehog Pamiętnik jeżyka 35+ 31 marca 2020, 10:08

Lada dzień mija 18 miesięcy. Niedawno polubił i nauczył się układać puzzle z dziurką czuczu. Umiie też dopasować klasyczne puzzle z dwóch elementów ale technicznie nie potrafi ich połączyć, więc tylko wskazuje a ja łącze lub pomagam mu manipulować puzzlem.
Dużo bawi się w chowanego. Dokładniej mówiąc chowa przedmioty i pokazuje gest nie ma. A ja muszę szukać. Śmieszy go gdy "nie umiem"i znaleźć. Zazwyczaj chowa coś kilka razy pod rząd w tym samym miejscu. Prawdę mówiąc już mi bokiem wyszła ta zabawa.

Kocha kaczuszki, pieski i ptaszki. Oraz niezmiennie auta. Zwłaszcza koła.
Głaszcze mnie kiedy płaczę. Nie żebym jakoś regularnie płakała przy dziecku ale czasem ogarnia mnie taka bezsilność że....
Coraz fajniej bawi się autkami, trzeba będzie pomyśleć o wykładzinie w drogi. Książeczki poszły w odstawkę. Coś tam czasem oglądnie ale ogólnie to ma je w nosie. Spodobało mu się Duplo ale na razie bardziej figurki i zwierzątka niż budowanie. Rozumie że klocki można łączyć ( w końcu uklada megablocks) ale sprawia mu to trudność.

Hitem jest przelewanie wody. Jeśli fascynacja utrzyma się do wakacji to chyba bedzie mi się aż nudzić tak siedzieć obok i nic nie robic haha

AZS ostatnio nasilone. Obstawiam reakcje alergiczna na kakao/czekoladę. Oprócz tego klasyczne kurz i roztocza chyba go podrażniają. No tak AZS i alergia lubi iść z astma w parze eh . Dostaliśmy lek na alergię i ściągnęłam zasłony . Myślę jak tu zaaranżować podwójne okno balkonowe żeby nie było "łyso" ale nie zestaw firanka i zasłona. Narazie jest pusto i znając trwałość prowizorki to pewnie długo tak zostanie zwłaszcza że krawcowe nie szyją teraz.

Ostatnio słabiej je. Nie wiem czy to kwestia rozwojowa czy po prostu chodzi o trzy zęby które właśnie się przebily i brną dciągnieo przodu.

Często podchodzi do mnie bierze moją rękę i ciągnie kiedy mam mu towarzyszyć w zabawie lub iść z nim do drugiego pokoju. Czyli przez większość dnia. Ciężko usiąść sobie nawet na 5 min.

Z okna w kuchni widać budowę nowej drogi. Tak, spędzam w tym oknie dluuuugie chwile z młodym na rękach żeby lepiej widział.

Za to na spacerze nie ma szans aby podał rękę. Póki co są kaptury za które mogę go trzymać żeby nie uciekł ale boje się lata . Serio. Boję się. Bo on strasznie ucieka a chodzić chce tylko po drodze a za Chiny po chodniku. Wózek oczywiście coraz mniej atrakcyjny.

Spać nie chce niezależnie od poziomu zneczenia. Jęczy, ledwo na oczy patrzy ale zapytany czy idziemy aaaaa kręci głową. Usypianiu towarzyszy nam początkowo wrzask, pisk, placz, wyrywanie się. Potem się wycisza i usypia.

Ogólnie był bardzo wymagającym niemowlakiem, potem był okres lepszy a nawet dobry, a teraz znowu robi się mega ciężko.

Mowa idzie do przodu w bardzo żółwim tempie jeżeli dalej tak to będzie wyglądało to pewnie czeka nas logopeda. W tym miesiącu w zasadzie żadnego nowego słowa. W prawdzie już ucieszyłam się na jedzie i liść. Ale to był chyba przypadek,.bo więcej nie powtórzył.

Zakupiłam ostatnio różową książka jak mówić do maluchów i będę chciała do niej przysiąść bo są rzeczy z którymi nie potrafię sobie poradzić na przykład uciekanie na spacerze. Przeraźliwy pisk wrzask jako wyraz nawet najmniejszego sprzeciwu. Choć nie wiem czy mi pomoże bo myślę że sedno problemu leży w niskim poziomie komunikacji. A to powoduje frustracje.

kiedyś mówiłam że na 18 miesięcy zacznę odpieluchowanie a nawet nie mam nocnika i nie wiem czy w ogóle podejmę próbę w to lato. Pielucha to jednak wygoda. Zresztą ja nie widzę u niego gotowości - ponownie komunikacja.

Nadal nie ma swojego pokoiku. Śpi kątem u nas nadal z barierkami bo rzuca się po łóżeczku strasznie. Jedna pobudka na mleko. Zabawki w salonie przyprawiają o ból głowy. Niestety mój kamikaze nie jest gotowy na własną przestrzeń. Ma szalone pomysły i muszę go mieć na oku cały czas.


Wiadomość wyedytowana przez autora 31 marca 2020, 10:18

ladySiSi Nadzieja umiera ostatnia 31 marca 2020, 12:27

18dc, 7dpo
Niestety moje piersi zrobiły mnie w konia i dzisiaj już ich nie czuję, ale wiem, że szansa i tak jest. Nie nastawiam się na nic bo wiem, że kiedyś na pewno zajdę w ciążę, może to będzie teraz, a może za miesiąc/dwa, nie poddaję się!
Wczoraj zadzwoniła do mnie jakaś Pani na telefon służbowy i mówi: "pani jest mamą Janka? wysłałam do pani wiadomość na librusie, ale widzę, że pani nie odczytała..." szybko ją wyprowadziłam z błędu choć w duszy się zaśmiałam, że to może jakiś znak od losu. Opowiedziałam tę historię mojemu, a on mówi, że nawet podoba mu się imię JAN. Mi też się podoba, ale mam wybrane inne. W ogóle to mam wybrane kilka imion dla chłopców, a dla dziewczynki się waham i mało które mi się podobają. Odkąd zaczęliśmy się starać mam dziwne uczucie, że pierwszego urodzę syna. Fajnie będzie za kilka lat, jak już będę mamą, wrócić się do tych wspomnień.
Wkręciłam się w mówienie do brzucha i swojej macicy. Nie robię tego zbyt często, ale czasem mnie coś natchnie. Dzisiaj, jak myłam zęby szczoteczką elektryczną to zabolał mnie brzuch na dole i tak mnie ciągnęło jakiś czas. Pomyślałam, że pewnie dzidzia szuka miejsca na zagnieżdżenie i mówię do niej: "Nie bój się, mamusia tylko zęby myje. Jak już się urodzisz to cię nauczę, nauczę cię wszystkiego, pokażę ci cały świat". Po tym momentalnie przestało boleć :D

Wczoraj były wyniki kariotypu męża ☹️☹️☹️☹️
Kariotyp nieprawidłowy, dodatkowy chromosom X, zespół klinefeltera 😪😪😪😪 nie wiem co dalej 😪😪😪😪
Wczoraj powiedział, że jakby wiedział, że tak jest to by się że mną nie ożenił, bo tylko mi życie zmarnował i że tacy jak on nie powinni się rodzić w ogóle 😪😪😪😪😪
Wyć mi się chce niemiłosiernie 😪😪😪😪😪😪

zuzelka wydawało się to takie proste 31 marca 2020, 18:00

Dziś 7tydz 2dzień wg mojej aplikacji w telefonie. Wizytę serduszkową mam po jutrze.
Od jakiś dwóch tygodni mam mdłości i ciągnie mnie na wymioty ale dopiero dziś pierwszy raz zwymiotowałam.
A tak mnie wszystko wkurza !!! Wrrr...
Poza tym okazało się że moje zwolnienie będzie wyliczane z ostatnich 12 miesięcy pracy wiec finanse nie będą zbyt kolorowe :( póki co jakoś wszystko pod górkę ...

Marysia dziś zaczyna 4 miesiąc z wagą 3930g wzrost nieznany. Mam nadzieję że trochę urosła bo ubranka 56 nadal pasują i nadal za szerokie. Moja kochana mini Kropka ❤️

Jest cudownym grzecznym dzieckiem. Nie wiem co to płaczliwe dziecko. Awantura jest tylko podczas wyjmowania z kąpieli (ratunku! Rodzice mnie torturują, no dramat 🙈), bo sama kąpiel to chillout 🙃 czasami też płacze gdy nagle sobie przypomni, że jest głodna, no ale tu cyc załatwia sprawę 😊

Nie wiem też co to kolki, przeżyliśmy tylko w styczniu jeden atak, ani co to odparzenia pieluszkowe, czy potówki.
Za to przekopałam odmęty Internetu co do problemów z cerą niemowlęcą. Początkowo zapowiadało się na zwykły trądzik niemowlęcy. Tak powiedział pediatra D. i kazał nam stosować kąpiel z nadmanganianu potasu, a buzię przemywać wodą. Marysia miała czerwone plamki na główce i buzi. Zasadniczo rutynowe postępowanie. Z czasem główka nadal była czerwona, ale policzki stawały się coraz bardziej szorstkie i czerwone jakby ktoś jej przyłożył żelazko do buzi😟 Było coraz gorzej. Podczas szczepienia inna pediatra R. (wolę tego pierwszego pediatrę D., no ale ta R. akurat obsługuje zdrowe dzieci i szczepionki) powiedziała że trądzik, a policzki są takie od pocierania (Marysia jak tylko ją nosiłam na rękach tarła o mnie policzkami - pewnie ją swędziały) więc mam smarować je Linomagiem. Zrobiłam to tylko raz, bo nie było poprawy. Ech, w końcu wyczytałam na jakiejś grupie o Bephantenie Sensiderm. Trzy dni i wszystko zbladło, poprawiło się, w końcu prawie znikło 💪mama znachor diagnosta, niech żyją grupy na FB💪 Prawie, bo nadal dzień niesmarowania powoduje nawrót. Czasami zmieniam na krem z Dermediki no ale Bephanten wymiata. Aha i nauczyłam się robić kąpiel z krochmalu. Mączka ziemniaczana jest dobra na wszystko!
Gorzej, że tylko łagodzę objawy, a nadal nie wiem co dolega Marysi. Może to skaza białkowa (odstawiłam nabiał, od jutra będę znowu piła mleko i zobaczymy czy coś się znowu pogorszy), czy AZS - to chyba bardziej bo na to jest m.in. Dermedika, a może jeszcze coś innego🤔 Problem jest tylko na buzi, więc nie ułatwia to diagnozy, ale też całe szczęście że reszta ciałka ok .Z nikąd pomocy, więc mam nadzieję że nie przedawkuję Bephantenu, zaraza minie i udamy się do dermatologa, alergologa i całej rzeszy innych specjalistów, którzy nam przepadają 🙁
Ach, nawet nie wiem kiedy zeszły Marysi czerwone plamki z główki, bo zaatakowała nas ciemieniucha 🙄 Najpierw Baby Cup, oliwka, potem Ziajka i Olejuszka... na szczęście coś z tego pomogło. Też fakt, że szybko zareagowałam, nie było tego za dużo i już wychodzimy na prostą, tylko jeszcze suche skórki są gdzieniegdzie.
To tyle z dermatologii.
Acha, sama mam cerę nadal super. Zastanawiam się czy nie dlatego, że nie ładuje na nią żadnych fluidów, pudrów itp. tylko krem. Hmmm, może to jeszcze hormony po ciąży, a może wystarczy dać skórze oddychać ;)

fotures Nadzieja 10 listopada 2020, 09:20

39+1
3 dni w szpitalu, jedna próba wywołania- nieskuteczna, 3cm rozwarcia i wypis do domu. Wody się odnowiły i są w normie, na poród mam czekać w domu. Nie chca dalej indukować bo boja się ze skończy się cesarka- plus za podejście :) Kontrola 20 jak nie urodzę, chociaż wróżą ze potrwa to 2/3 dni ale jakoś nie do końca wierze w to ;)

Nea Zostawić po sobie ślad 1 kwietnia 2020, 14:51

4 dc
Wczoraj zakończyliśmy kwarantannę.Dzwonili z sanepidu i oficjalne pismo przyszło jakby ktoś miał wątpliwości.Bajzel tam jest nieziemski osob nie kogą znaleść i adres tez nie wiem skąd taki jest.Przynajmniej jedno z głowy.Wszystko w zawieszeniu.Dzis byliśmy w lab mąż krew oddawał do badania kariotypow bo poprzednia próbka bezwartościowa była.Teraz czekanie na wynik.W klinice wizyt nie ma ale to i tak nic by nie dało.

Niepogodzona To był bardzo Trudny czas 1 kwietnia 2020, 08:41

Ostatnie kilka dni było całkiem dobrze. Otrząsnęłam się trochę.
Ale dzisiaj jest dzień szczególny. Kwiecień jest miesiącem szczególnym.

Na dzisiaj miałabym termin porodu z drugiej ciąży - mojego międzystaraniowego Cudu.
To będzie dla mnie smutny i ciężki dzień.

Kwiecień cały taki będzie - w zeszłym roku w kwietniu pierwszy raz udało mi się zajść w ciążę. Pierwszy raz też w kwietniu ciążę straciłam. Chcę "uczcić" tylko tę pierwszą rocznicę tych wydarzeń. Tylko w tym roku. To będzie koniec mojej żałoby.
Koniec rozpamiętywania i snucia domysłów z serii "co by było gdyby". Koniec pewnego, bardzo bolesnego etapu życia. Początek czegoś lepszego.

Choć często zadaję sobie pytanie, czy jeszcze kiedyś się uda. To gdzieś głęboko tli się jeszcze we mnie iskierka nadziei. Choć byłam przekonana, że zgasła kompletnie muszę ją rozpalić. Bo jak ja przestanę wierzyć, to kto będzie wierzył za mnie? kto pchnie mnie do działania? Mojej głowy nikt za mnie nie opanuje, nie ogarnie. Muszę sama sobie pomóc.
Nie wiem jak zakończy się ta cała przygoda. Nie wiem jak rozwinie się dalej akcja. Nie wiem też, czy czekają mnie kolejne dramaty. Ale chcę kur#a wierzyć w ten pieprz#@y happy end i żyli długo i szczęśliwie...

Mam dzisiaj gorszy dzień. Znajoma z maleństwem wychodzi dzisiaj do domu. Widziałam się z jej mamą, opowiadała mi o wnuku. Rozumiem jej radość ale tak strasznie mi przykro i smutno że ja nigdy nie doświadczyłam tego że wyszłam z dzieckiem do domu..że maleństwo spało spokojnie z swoim łóżeczku..tak cholernie mi dzisiaj smutno :( wierzę..z całego serca wierzę że Bóg się nad nami zlituje ale czy napewno? Dzisiaj mam dzień zwątpienia we wszystko..w sprawiedliwość Bożą, w to że będzie mi dane być ziemską matką...może rzeczywiście moim przeznaczeniem jest być tą wybrakowaną? Niedogną posiadania dziecka? Może to właśnie mój dom ma być już zawsze smutny i pusty?
Boże dlaczego to właśnie ja? :(

Środa 11dc / 32 cs - 4 po histeroskopii

1 kwiecień - wizyta w klinice, wieści kwalifikujące się do tych złych i to nie jest wcale Prima Aprilis ☹️

--> mój organizm zwariował i postanowił ze mnie zadrwić. Na stymulacji letrozolem 1x1 w prawym jajniku wyhodował 5 pęcherzyków w tym 4 o zbliżonej wielkości między 13,5 a 14,5 mm. Stymulowana byłam około rok temu 7 razy i nigdy dosłownie za żadnym razem nie było więcej jak 2 a w większości jednak 1 pęcherzyk ( tak jak mam naturalnie).

Dostaliśmy zakaz współżycia.

--> endometrium fatalne i tu żadnego zaskoczenia akurat nie ma. Ma 5 mm.

Od dziś dopochwowo estrofem.

Postanowienie końcowe : w piątek wizyta. Oczekujemy wyciszenia jajnika prawego do 1-2 dojrzałych pęcherzyków + zwiększenie endometrium do chociaż tych 7 a najlepiej 8 mm.

Kurcze na prawdę mam wrażenie, że przez te 2 lata odkąd leczę się w klinikach, to moje pieniążki idą w błoto. Jasne pewne badania wniosły wiedzę, zabieg histeroskopowy jak się okazało też był potrzebny, ale efektów ciągle nie ma, a na dodatek pojawiają się nowe problemy. I weź tu bądź kobieto optymistycznie nastawiona do życia i świata. Staram się, mimo wszystko staram...


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 kwietnia 2020, 14:20

atwysz Niecierpliwi z bezsilności 10 listopada 2020, 11:18

Jednak nie będzie wizyty u ginekologa, tzn sama wizyta mogłaby się odbyć, ale nie wiem czy jest sens. Nie zrobiłam wczoraj progesteronu (ah, ta praca....).
Powiedzcie czy jest sens jechać do ginekologa bez tego badania?
W sobotę planuje zrobić profilaktycznie trójkę tarczycową, Wit d3 i kwas foliowy bo na początku roku miałam niedobry.
Polecacie ewentualnie jakieś badania, które mogę wykonać przed wizytą?

Wera Nasze początki 1 kwietnia 2020, 13:40

Obecnie 28 dc
Jutro pewnie jak co miesiąc powitam miesiączka. Piersi wrażliwe na dotyk. Śluz kremowy biały.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 kwietnia 2020, 22:51

Leksa Ile jeszcze ? :( 19 grudnia 2020, 21:57

32 dc 12 cykl starań

Testy negatywne, a ja tracę nadzieje na ten cud, którym jest ciąża :( brak sił na cokolwiek .

20tc+3d, waga +4kg
(Acard, Neoparin, Encorton, wit C, wit D, Metafolin, Metylowana B12, Aspargin)

Dziękuję za wszystkie dobre słowa, jestem pewna, że cała ta dobroć wróci do Was 😊

Ludzie nie przestają mnie zadziwiać i niestety nie w pozytywnym tego slowa znaczeniu, tym razem na tapetę wchodzi "reakcja na info o ciąży". Jesteśmy po połówkowych, więc jak ktoś dzwoni i pyta co u nas to odpowiadamy zgodnie ze stanem faktycznym, że powiększamy rodzinę. Co zabawne kiedy się starasz o dziecko często otoczenie dorzuca do pieca, ludzie nieproszeni wściubiają nos w nieswoje sprawy, dają "złote rady" choć nie mają pojęcia o problemie płodności, ranią. Okazuje się, że kiedy zachodzisz w ciążę nie jest lepiej. Dobre rady zmieniają się w nawet nie wiem jak to nazwać.. "no teraz to dopiero zobaczycie", "życie wam się skończy", "wyśpijcie się na zapas" itd. Nagle na palcach jednej ręki mogę policzyć znajomych, którzy nie jęczą jak to bardzo jest im źle w roli rodziców. aaaa i jeszcze tak jak napisała Martt95 straszenie porodem. Serio?! Co zabawne grupa jęczących to ta sama grupa od złotych rad i braku wyczucia. Tak oto odkryłam nowy typ człowieka "rodzic", ale taki rodzic i taki człowiek, z którym niewiele chce mieć wspólnego. Wcześniej tłumaczyłam takie zachowania tym, że trudno zrozumieć komuś sytuację, w której się nie znalazł, ale to? W końcu zrozumiałam, że są ludzie, którzy zawsze będą narzekać, zawsze będą wtrącać się w cudze życia, bo z własnego nie są zadowoleni. Trzeba się od takich trzymać z daleka bo "na każde rozwiązanie, znajdą problem". Na szczęście w naszym przypadku są to dalsi znajomi i nie będziemy za nimi tęsknić, bo dłużej słuchać pierdół się nie da, więc adieu.

Wyrzuciłam z siebie wywód i jakoś mi lżej, ech..

Wracając do miłych rzeczy, zaprzyjaźniłam się z poduszką w kształcie litery C, coś czuję że zostanie moją ulubioną kumpelką i będziemy nierozłączne 😁 Kupiłam też książkę o porodzie, aby poznać jego fizjologie, móc się jakoś przygotować na to co jest zupełnie nieprzewidywalne, myślę że nastawienie i głowa to połowa sukcesu w trakcie porodu - zobaczymy czy słusznie. Zakupy związane z ciąża nadal budzą duże emocje, być może dlatego, że nie ma ich zbyt dużo, ale z każdej rzeczy cieszę się jak dziecko. Otulona podusią usiadłam wygodnie, otworzyłam książkę, zanim zaczęłam czytać mój wzrok zatrzymał się jeszcze na chwilę, aby nacieszyć się widokiem.. Poduszka ciążowa, książka o porodzie, gilgający od środka brzuch i to dzieje się naprawdę! Rety, to nie jest sen! To najpiękniejsza na świecie rzeczywistość 💛 Jest tak spokojnie, cudownie i błogo, zabieram się za czytanie, a trzy strony później płaczę jak bóbr.. i bynajmniej nie dlatego, że trafiłam na jakiś mega wzruszajacy fragment 🙊🙉🙈

Jest bosko! Aaaaa zamknęli nam szkołę rodzenia, zanim jeszcze zaczęły się zajęcia. . Ale to nic, damy radę 😊


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 kwietnia 2020, 05:34

Księgowa Pamiętnik, by nie zapomnieć 14 czerwca 2024, 13:36

13+0

Nie sądziłam, ze taki wpis kiedykolwiek tu powstanie.
Jestem szczęśliwa, ale też zaskoczona, przerażona, niepewna..

Wiedziałam i zawsze wierzyłam, ze cuda sie zdarzają, ze życie jest przewrotne i niespodziewane, ale ze aż tak? Ze trafi na mnie?

Nie jestem w stanie napisać tu nic mądrego, moze przyjdzie jeszcze na to pora. Poki co, wiem jedno - jestem w ciąży i spodziewam sie trzeciego dziecka ❤️ rosnij okruszku!

Długo nie pisałam... Na jakiś czas kompletnie odpuściłam ten portal, bo potrzebowałam się zdystansować od starań. Byłam dzisiaj u mojego lekarza, który potwierdził, że w ostatnim cyklu miałam ciążę biochemiczną :( Wolałabym nie robić tej bety ani testów i wtedy myślałabym, że to tylko bolesna miesiączka, która trochę się spóźniła. Z drugiej strony jest we mnie nadzieja, że w końcu coś ruszyło, że jak raz się udało, to może niedługo uda się w pełni. W tym cyklu odpuściliśmy starania. Nie było żadnego maratonu seksu pod tytułem "majstrujemy dzieciaczka" ;) Jakiś cień szansy na ciążę jednak jest, bo kochaliśmy się jak się później okazało dzień przed owulacją. Ale to był jeden spontaniczny raz w czasie dni płodnych, więc nie liczę na cud.


Wiadomość wyedytowana przez autora 1 kwietnia 2020, 15:00

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)