39 dzień.
Po niedzielnym teście jakoś nie liczę, na nic ciekawego i czekam...
I chyba to jest najgorsze. Każdy objaw rozpatruje tylko w dwóch kategoriach ciąża czy okres.
Robię się co raz bardziej nerwowa. Pierwszy dzień spóźnienia to dla mnie zawsze nadzieja, radość, a teraz po tygodniu... Co za huśtawka.
1dc zaczynamy 2 miesiąc suplementacji
Małpa przyszła jak w zegarku. W sumie i tak na nic nie liczyłam bo wiem że pierwsze 3 miesiące to czas na usprawnienie plemników. Więc nawet nie było mi bardzo przykro. Raz zapłakałam ale to z własnej głupoty bo gdzieś na insta wyświetlił mi się film z USG w 8tc. Ehhh....
O dziwo mąż grzecznie bierze wszystkie suplementy 💊, bardzo się pilnuje i jeszcze żadnej nie pominął. Jestem z niego dumna. Od razu po powrocie z pracy bieliznę rzuca do kosza i tak zostaje do rana. Telefon też zmienił miejsce z kieszeni spodni na wewnętrzna kieszeń kurtki. Oczywiście jeśli chodzi po dworze bo w domu albo trzyma nos w telefonie albo telefon na stole. Wrócił też na siłownie 💪🏻 , na razie był jakieś 5 razy ale w ciągu 2 tygodni więc systematyka jest.
Ja za to przeciwieństwo siedzę w domu i jem chrupki 🙈 od lipca bardzo męczą mnie plecy, są dni kiedy odechciewa mi się żyć przez ten ból. Udało mi się dostać prywatnie do lekarza (2tygodnie czas oczekiwania na wizytę), doktor zmacal, zrobił wywiad, zalecił RTG. Zrobiłam, następny wolny termin do ortopedy za dwa tygodnie. No KURW@!!! Chciało mi się wyć. 😢 😢 😢 Wytrwałam, plecy bolą nadal, skierowanie na rehabilitację, tam gdzie się wybieram termin na koniec października. To za miesiąc. Dostałam receptę na Nimesil. Trudno, wiem że leki nie idą w parze z dzieckiem ale jeśli ich nie wezmę to w końcu strzele sobie w łeb z bezradności. Generalnie mam lekkie zwyrodnienie (boli jakby lekkie nie było, ale ok, nie jestem lekarzem 👩🏻⚕️) w zaleceniach basen (no sorry ale ja nie cierpię basenu). Taki że mnie pacjent, niby chce rozwiązania, ale gdy mi ono nie pasuje to już mam wszystko w nosie. Jutro muszę koniecznie umówić się do ginekologa, wracam z pracy, szykuje obiad i ciągle zapominam. Dziś sobie przypomniałam o 20... 😡
Zbieram się zaraz do wanny, szybki shower 🚿 i do spania 😴. Jeszcze dwa dni pracy i wolna niedziela. Chcemy pojechać w jakieś góry 🏔 niedaleko nas. W sensie w moim przypadku to raczej górki, niewielkie wzniesienie, mąż kazał mi samej wybrać i chyba zdecyduje się na Góry Sowie - 1014m n. p. m. Idziemy z naszym prawie 10 letnim psem, rodzinna wycieczka ❤️
Wrzesień 2019 decyzja podjęta i co dalej? Tak jak wspomniałam w opisie, bałam się dlatego chciałam jak najlepiej zadbać o siebie i przyszłe dziecko. Umówiłam wizytę u ginekologa, zrobiłam cytologię, zapytałam jakie badania mam wykonać. Długo nie czekając zrobiłam morfologię, HIV, toksoplazmozę. Wyniki dobre, lekarz dał zielone światło. Zaczęłam brać kwas foliowy i lepiej się odżywiać, baa nawet na fitness chodziłam, chwilę ale chodziłam. Pierwsze próby miały być w grudniu po trzech miesiącach lepszych nawyków, suplementacji. I tu zaczyna się pewien problem... Żeby być w ciąży trzeba no wiecie - kochać się w każdym tego słowa znaczeniu. Mój M. Samiec alfa ciągle mi mówił zobaczysz to będzie " złoty strzał" wtedy jeszcze myślałam, że chodzi mu o to, że po pierwszym razie bez zabezpieczenia jego super jakość plemnikow sprawi, że będzie dzidziuś. Śmiałam się z tego. Teraz już wiem że on chyba tak mówił żeby uniknąć seksu.
Ale to wiem dziś czyli w kwietniu, a wtedy nie wiedziałam. W kolejnym wpisów chce się wam wygadać jak wyglądał pierwszy miesiąc aktywnego starania się o dziecko.
Miłego dnia dziewczyny, dbajcie o siebie 😘
23 dc 4cs
Wczoraj wieczorem próbowaliśmy z męzusiem jogi. No powiem Wam, świetna sprawa
zdałam sobie sprawę, że totalnie nie jestem rozciągnięta, jestem jak kłoda
W sumie mąż też sapał jak waleń. Do tego trening brzucha i pośladków. Dzisiaj czuje się jak paralita
. Po pracy mamy zamiar pójść na rower, a wieczorkiem kolejna joga.
21 dc/6dpo
Nastrój 6/10
Dzisiaj byłam razem z M na kontroli pooperacyjnej. Ufff... Lublin jednak jest bardzo daleko ale ten mój wspaniały człowiek obrócił te ponad 800 km bez zająknięcia. Przed wejściem do przychodni pół godziny stałam w kolejce na dworze aby zmierzyli mi temperaturę i saturacje. Ja pierdole, jak ta temperatura ma wyjść wiarygodnie jak przemarzłam na kość🤦♀️🤷♀️ kolejna głupota wdrożona przez kogoś na "górze". Na szczęście pani doktor powiedziała że wszystko jest dobrze i życzy mi żebym szybko zaszła w tą upragnioną ciążę. Pochwaliła też lekarza który mnie operował że najlepszy specjalista. Wszystko miało być najlepsze, po to zapierniczalam przez pół Polski. Niestety mój organizm miał inne zdanie i jeden jajowód uparcie się barykaduje. Boję się liczyć na ten pooperacyjny cykl. Coś czuję że jeszcze w tym miesiącu będę płakać i to nie ze szczęścia.
Po wizycie serduszkowej powiedzieliśmy rodzicom przez webcam. Mój tata sie wzruszyl. Mama w szoku. A teściowie się poplakali. Moja mama na to: a co oni tacy tkliwi, przecież mają wnuki. No hmm to chyba normalne że nam kibicowali i też się martwili, zresztą wiedzieli że planujemy ivf i nawet pomoc materialna ofiarowali. Nie przyjęliśmy jej co prawda, ale wiedzieliśmy, że mamy na kogo liczyć. No ale to cała moja mama plus tekst: no, to jesteście plodni...
Ale najlepsza była siostra męża. Jak jej pokazaliśmy zdjecie to tak zaczęła wrzeszczeć i płakać, wpadła do łazienki do męża, który bral prysznic i krzyczy do niego. Ale mieliśmy ubaw😄 Mąż już byl taki podekscytowany, że obdzwonil ciocie i kuzynów. Niepotrzebnie i za szybko, bo wczorajszy dzień pokazał, że nie mozemy być pewni dnia ani godziny. Znów zaczęłam krwawic. Na szczęście lekarz, u którego będę prowadzić ciążę miał wolny termin, pojechaliśmy od razu. Serduszko bije i maluch ma 3,5 mm. W macicy jest obszar hipoechogeniczny cokolwiek to znaczy, ze sladami krwi. Doktor tlumaczyl to tak, że zarodek przykleja się do części macicy, ale ta reszta jest ukrwiona i może krwawic. Wróciłam znów do dupka 3x2. Dostalam też skierowanie do chirurga naczyniowego w zwiazku z tym naczyniakiem.
Zastanawiam się teraz co ile będą te krwawienia i czy co dwa tygodnie bede ladowala u lekarza czy w szpitalu. W dodatku to samopoczucie fatalne, dopada mnie przygnebienie. Zjem to mi niedobrze, za chwile zaczyna mnie ssac wiec też mi niedobrze. Jezu daj mnie i Maluszkowi siły na ten pierwszy trymestr bo już nawet nie mam sil się modlic.
Ten tydzień minął pod znakiem badań kwalifikujących do IVF, zleciliśmy je prywatnie. Rozpiszę je - może komuś się przyda taka wiedza 
Wcześniej mieliśmy wykonane jedynie AMH i aktualne badania nasienia, to nam to wykreślono z listy. Bez tego byłoby pewnie jeszcze z 350-400 zł wiecej
Koszt moich to 1634 zł, a męża około 730 zł
Wykaz wykonanych badań
KREW - DIAGNOSTYKA
BADANIA DLA OBOJGA:
Karotyp 406,60 zł - uwaga czas oczekiwania to min 3 tyg, a moze byc i 6 tyg.
GRUPA KRWI 50,35 zł - czas oczekiwania do 3 dni
WR 16,15 zł
HBs (antygen) 25,65 zł
HIV (przeciwciała) 43,70 zł
HCV (przeciwciała) 43,70 zł
HBc (przeciwciala) 45,60 zł
Cytomegalia IgG 43,70 zł
Cytomegalia IgM 49,40 zł
DODATKOWE BADANIA ZLECONE TYLKO MI:
FSH 30,40 zł - koniecznie miedzy 2 a 4 dniem cyklu
LH 30,40 zł - koniecznie miedzy 2 a 4 dniem cyklu
Prolaktyna 32,30 zł
TSH 23,75 zł
Toxoplazmoza IgG 42,75 zł
Toxoplazmoza IgM 42,75 zł
Różyczka IgG 42,75 zł
Różyczka IgM 43,70 zł
Morfologia 15,20 zł
Układ krzepnięcia 13,30 zł
Elektrolity z krwi 20,90 zł
MEDFEMINA
USG piersi 120 zł (ale tylko dlatego, ze byłam jakiś czas temu ich pacjentką) - bez tego byłoby 170 zł
INVIMED
Wymazy z szyjki macicy:
Chlamydia 220 zł - czas oczekiwania do 2 tyg
Mycoplazma + Ureaplazma 95 zł
Posiew ogólny 50 zł
Cytologia 40 zł - tu też może być 2-3 tyg
Badania czystości pochwy 25 zł
To teraz czekamy na wyniki - szczegolnie kariotypu. Jak sie streszcza w 3 tyg (i nasze hodowane tam dla celow badan genetycznych komorki beda sie ladnie dzielic - bo to jest warunkiem szybko wykonanego badania), to mamy szanse na kolejna wizyte jeszcze przed rozpoczeciem nowego cyklu. Wstepnie ja zarezerwowalam, jak nie bedzie wynikos, to odwołam - trudno.
Ale nienawidze czekania
Wiadomość wyedytowana przez autora 1 października 2020, 22:47
Drogi pamiętniczku!
Dziś 11 DC zawaliłam ! Zjadłam dzisiaj paczkę chipsów. W sumie to nawet nie miałam ochoty, ale jak wzięłam jednego to już później nie mogłam się powstrzymać. Teraz wyrzut sumienia. Klasyk. Ten cykl stymulowany i to pewnie ostatni w tym roku, bo albo zajdę albo później już bez stymulacji. Epidemio idź sobie! Jak na 11 DC to objawów płodności prawie brak. Czasami pobolewa brzuch, raz na dzień widzę jakiś znikomy śluz , ale boje się bo kurde serio taka susza. W weekend pykniemy sobie jakieś winko z małżem na miły wieczór, mam nadzieję, że trochę zluzuje i ten śluz się pojawi... Od poniedziałku 15DC i taki chyba u mnie najbardziej tydzień w którym musiałabym się ogarnąć, bo w sumie i nawet do 25 dnia może się coś odezwać. W sercu jakoś czuję, że się nie uda, serio. Sama nie wiem co tak naprawdę powinnam robić, myśleć, żeby się udało. Jak narazie czuję, że bez tych monitoringów nie wiem nic. Co będę robić przez najbliższe dni ? Zapewne będę wpieprzac ananasa i podnosić nogi po stosunku jak to piszą pewne mądre grupy. No i mam nadzieję, że ten seks nie będzie taki wymuszony.
Nadziejo ogarnij mnie!
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 października 2020, 17:39
7dc
Wczorajszy dzień spędziłam na robieniu porządków w szafie z moimi ubraniami, chyba 70% ciuchów wyciągnęłam do oddania. Mąż jak to zobaczył to pytał czy będę miala się w co ubrać. Fakt ubrań mniej, ale zostały te w których rzeczywiście chodzę a nie takie (chociaż ładne), które czekają na specjalną okazję albo są w głębinach szafy i nie pamiętam, że je mam. Od ok 2 lat staram się kupować ubrania uniwersalne, które pasują do większości innych moich ubrań i tak w szafie królują biele, beze, czerń, granat, szarości i brązy. Chociaż znajdzie się jakaś jedna żółta bluzka. Jedynie sukienki na wyjścia z mężem są w kolorze soczystej czerwieni 😈 O ile z ubraniami nie mam problemu się rozstać o tyle z butami jest problem, szczególnie z tymi ulubionymi, najwygodniejszymi. Jak już sama stwierdzam, że czas się pozbyć jakiejś pary szpilek bo już nie da się ich naprawić ( zdarty obcas, albo czubki buta) to i tak odkładam je na pół roku na koniec półki i dopiero jak uda mi się kupić takie same to zniszczona para ląduje w koszu. Moja siostra zawsze czeka na te moje porządki w szafie 🤣 wczoraj była przeszczęśliwa że dostanie ode mnie dwa pudła ciuchów, z czego skorzysta ona i jej koleżanki. Oddać jakis ciuch siostrze nie mam problemu ale pożyczyć już gorzej 🤭 ja dbam o rzeczy bardzo a siostrze nie przeszkadza że sukienka po jednym założeniu nie nadaje się do niczego. 🙄
Od dwóch dni mam plamienia brązowe więc tak naprawdę ,, prawdziwego,, okresu było 5 dni, zazwyczaj jest pełne 7 a później delikatne plamienia. W sumie mogłoby już tak zostać jak jest teraz, zawsze wkurzało mnie 7 dni @, kiedy koleżanki miału 3 dni, max 5. Od dwóch dni kłuja mnie jajniki, zaczął prawy a wczoraj dołączył lewy. Nie kłują cały czas, ale tak co chwilę raz jeden raz drugi. Najważniejsze że koniec @ i można zacząć 💓😈
Miłego dnia dla wszystkich, idę podlewać trawkę. Niech już w końcu popada ( najlepiej w nocy) bo zbankrutujemy. 😉
6t + 0d
Mdłości delikatne. Zastanawiam się czemu tym razem mnie nie męczą? I chyba mam odpowiedź. W poprzednich ciążach mieszkaliśmy z teściami, którzy palili w domu. Bardzo mi to przeszkadzało, nie mogłam spać, bo ciągle czułam ten zapach, budziłam się na dźwięk zapalniczki, chodziłam zmęczona. Mieliśmy własny pokój, odizolowany, szczelnie zamknięty, oczyszczacz powietrza wstawiony, oczyszczał powietrze z dymu papierosowego, ale mój ciążowy nos nie dawał się oszukać. Na szczęście w końcu skończyliśmy remont nowego domu i mieszkamy na dwóch osobnych kondygnacjach, a teściowie palą na tarasie lub gdzieś w swoich pokojach na szarym końcu domu. W każdym razie dymu nie czuję, wysypiam się. Śpię po 10-12 h a nie po 5-7 jak w poprzednich ciążach. Może też dlatego się lepiej czuję, mam więcej energii i moje ciało już się nie buntuje, aż tak, bo po prostu czuję się dobrze? Dowiem się za równe 7 dni. Na wizycie. Jeśli dzidziuś jest cały i zdrowy to moja hipoteza może się potwierdzić 
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 kwietnia 2020, 12:03
Czy Wy tez macie taki spadek formy przez tego wirusa? Mam wrażenie, ze popadłam w jakąś depresje, moze zbyt wiele do mnie dotarło. Czuje sie fatalnie, nie umiem sie odnaleźć w domu. Chciałabym gdzieś uciec z moim mężem i tam sie zaszyc, a jednocześnie mam wyrzuty. Straszne uczucie. Nie pisze tutaj nic o szkoleniach, bo one odwołane do odwołania... Wiec czekamy cierpliwie a odwołanie odwołania 
Dokladnie tydzien temu bylam na wizycie u gin wtedy to byl 20 dc, starania naturalne, cialko zolte widoczne na usg, czyli owu byla
dopytuje lekarza czy moze ze wzgledu na wiek i na mala ilosc komorek moglabym zazywac Dhea? Mowie mu, ze czytalam w necie i czy to np mogloby mi pomoc? Lekarz z usmiechem, bo ja na kazdej wizycie wynajduje jakies rzeczy i zawsze mam pytania
Powiedzial, ze nie ma udowodnionych badan na to, ze pomaga, ale jak chcialabym to musialabym przyjmowac cykl przed stumulacja. A teraz co pan proponuje? Sprobujmy z aromkiem od 2-5 dnia cyklu, potem prosze sie zglosic na usg w 5 dniu i zobaczymy czy cos tam jest
Dzisaj jest 27 dc, wczoraj skurcze straszne i bol, zazylam magnez i nospe, pomoglo. Kurcze takie skurcze i bol mialam po transferze - nieudanym. Czlowiek to sobie tak wkreca, moze po prostu idzie okres, a ja sie martwie ze nie wiadomo co. Obiecuje sobie ze w kolejnym poscie opisze wszystkie badania co zrobilam, moze ktoras z Was mi cos podpowie, bo ja troche nie czaje tych wynikow badan, a lekarz jak mi tlumaczyl, to bylam tak zaaferowana, ze nic nie pamietam co do mnie mowil
Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia 2020, 20:12
35tc+4
10 dni, ale dzisiaj trochę mniej o samej ciąży, chociaż może właśnie bardziej...
Za dużo już nie mogę robić, więc dużo leżę i oglądam głupoty w tv... i właśnie słowo "głupoty" to słowo klucz...
Słucham o tej hodowli dzieci i nie wierzę... o tym kto będzie kochał te dzieci... ja będę kochać moje dziecko, ktoś mi zabroni?
Zastanawiam się czy ktoś naprawdę jest tak głupi? Skoro tak łatwo można mieć dziecko z hodowli, to moze czas zacząć hodować rozum? Niektórym by sie przydał przeszczep i to w trybie pilnym...
Jak można powiedzieć cos takiego tym dzieciom? Jak mozna oceniać rodziców, których jedyna "wina" jest to, ze tak bardzo pragną mieć dziecko?
Pomijając zs temat dotyczy mnie osobiście, to na logikę, takie dzieci sa nawet bardziej kochane, bo tak bardzo chciane, wywalczone ogromnym kosztem... tu nie ma przypadku...
Naprawdę matka która zachodzi w przypadkowa ciążę i nie wie z kim, kiedy, jest lepsza matką ode mnie? 😢 nawet jak pobije i zabije to dziecko z bo nigdy go nie chciała, ktoś powie ze ona kochała, a moje dziecko nadal będzie "z hodowli "?
Z jednej strony chcemy jako państwo zeby było więcej dzieci... z drugiej strony nijak państwo nie pomaga ludziom którzy tak bardzo chcą miec te dzieci... skoro od tego państwa z kartonu i tekstury nie dostałam złamanego grosza pomocy w walce o dziecko, to niech sie ode od... 😢
Gdzie było nasze cudowne państwo, jak umarło moje dziecko z naturalnej ciazy? Teraz beda mnie oceniać? Jakim k*wa prawem? Nikt nie wie, ile mnie to wszystko kosztowało... jak cholernie ciężko było podjąć decyzję o IVF... a im się wydaje, że kobiety tak łatwo podejmują takie decyzje?
Za każdym IVF idzie jakaś trudna historia, lata starań, diagnoza ze to jedyna szansa... w moim przypadku śmierć dziecka... mam takie poczucie, ze gdybym nie była wtedy w ciąży, z czasem nauczyłabym się zyc z tym ze sie nie da... ale po tym jak mała umarła nie potrafiłam sobie wyobrazić zycia bez dziecka, wypełnić tej pustki, która zabrała mi sens życia...
Czy ktos kto nie przeżył tego wszystkiego ma prawo mnie oceniać?
Dla mnie to była cholernie trudna decyzja... Boze tylko Ty wiesz jak bardzo... tylko Ty wiesz jak bardzo nie wyobrażałam sobie życia bez dziecka... ale z drugiej strony, to Ty stworzyłeś kobietę do roli matki... czy naprawdę to ze tak bardzo chciałam miec żywe dziecko to cos złego?
Czy to ze jestem np przeciwnikiem aborcji, daje mi prawo do oceniania innych? Dopóki nikt mnie nie zmusza do IVF czy aborcji uważam ze to ich sumienie... zwłaszcza ze państwo mi nie pomoże w mojej walce z niepłodnościa...
Tacy to wielcy katolicy, a juz osadzili mnie i moje dziecko...
Nie myślałam nigdy o tym, ale żyjemy w takim kraju ze nie chcę zeby moje dziecko wiedziało ze jest ze sztucznej hodowli... wystarczy ze bedzie wiedział, ze jest kochanym i tak bardzo chcianym dzieckiem ...
Trochę mi zalpost wyszedl, ale gdzieś mnie to dotknęło 😢
Boże, Ty wiesz o co Cie prosze, blagam🙏, nie pozwól zeby zycie zadrwilo z nas kolejny raz... 🙏
Błagam, niech ten cud trwa...
Boże... błagam pozwól mi zatrzymać to dziecko... 🙏🙏🙏 nie mogłam zatrzymać córeczki, błagam zostaw mi chociaż synka... 🙏🙏🙏
14dc, 1dpo
Jestem z powrotem bez dobrej nowiny, ale to nic. 27dc rozpoczęłam nowy cykl: nowe szanse, nowe nadzieje. Jestem wyjątkowo spokojna, nie przeżyłam rozczarowania. Już chyba idzie się przyzwyczaić do tej bieli na testach po 3 latach starań i człowiek nie spodziewa się niczego innego. Ale to będzie zaskoczenie jak pojawi się jakiś cień, chyba nie uwierzę.
Ostatnimi czasy bardzo wkręciłam się w duchowość i próby pełnej akceptacji siebie. Przez tyle lat straciłam pewność siebie, nie czułam się kobietą, głównie przez komentarze matki, która wmawiała mi, że może jestem jeszcze niedojrzała skoro nie udaje mi się zajść w ciążę. Staram się myśleć, że wszystkie komentarze na temat mojej osoby i ciąży są wypowiedziane w dobrej wierze i osoby, które je wypowiadają chcą dla nas dobrze. Długi czas ukrywaliśmy, że się staramy, ale męczyło mnie to psychicznie, musiałam się wygadać. Myślałam, że mi to pomoże, ale teraz czuję jeszcze większą presję, każdy czeka na nowinę, a ja już nie wiem co mogę więcej zrobić. W tym cyklu biorę metylowany kwas foliowy, wit.E, wit.D i staram się zdrowo jeść. Chciałabym pójść na monitoring, bo ostatni raz byłam w lutym, ale na tą chwilę korona dalej rządzi światem.
Byłam dzisiaj w laboratorium, zostawiłam tam 380zł. Musiałam "odświeżyć" wyniki bo coś czuję, że moja tarczyca, a raczej jej połowa (drugiej połowy nie mam), niedomaga. Zrobiłam TSH, FT3, FT4, D-dimer, Ferrytynę, Fibrynogen, Homocysteinę, Wit.B, Wit.D. Czuję się zmęczona, w pracy nie mogę się skupić, jestem nerwowa i mam suchą skórę. Może to tarczyca, a może co innego. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak tylko czekać na wyniki.
Dzisiaj mam w planach przygotować romantyczną kolację z dobrym jedzonkiem i winkiem. Nie byłam ostatnio żoną marzeń, wypadałoby się jakoś zrehabilitować w oczach męża
Niech chłop też ma coś z tego życia. W tych staraniach często myślimy egoistycznie i traktujemy partnerów jako samców zapładniaczy, nie zapominajmy, że oni też mają uczucia.
Poniedziałkowy test był negatywny, zadzwoniłam do kliniki żeby zapytać czy odstawić lekki, kazali iść na betę. "Nie znając" jeszcze wyniku odstawiłam lekki. Wynik dostałam dopiero dzisiaj rano, oczywiście negatywny. Okres już przyszedł. Najchętniej już teraz zaczęłabym stymulację ale jak mam pogodzić te wszystkie wizyty no i przede wszystkim punkcje z nową pracą
Tak naprawdę nie chce tej przerwy
Jutro ma zadzwonić moja Pani dr, mamy omówić dalsze leczenie ...
21 dc
Biorę pregna start już 8 miesiąc
Dzisiaj był dzień pt. "Nie uda się.".
Kiedyś z tym walczyłam, z tym, żeby każdego dnia nie myśleć o ciąży, "wyluzować się" i nigdy nie udawało mi się, także za każdym razem, kiedy przyłapałam się na tych myślach i towarzyszących im negatywnych emocjach (w 90 % towarzyszą mi wtedy niestety negatywne emocje) to byłam zła na samą siebie, miałam wyrzuty sumienia, że marnuję czas, marnuję energię etc. Teraz sobie pozwalam. Tak to jest podczas długich starań z przebojami (czyt. poronienia).
No więc dziś był TEN dzień (dlatego piszę
). Byłam zła, nabuzowana, wymiotować mi się chciało z nerwów, ale siedziałam cicho, nie robiłam dramatu mężowi... z czego jestem mega dumna! Poza tym miałam ochotę napisać do wszystkich koleżanek, że mi źle, że nie mogę zajść w ciążę (kilka o tym wie, kilka nie) i ogólnie takie wołanie o pomoc. NIE NAPISAŁAM. Z czego również jestem mega dumna. Nie wolno mi wtedy do nikogo pisać, nikomu się żalić. Prawda jest bowiem taka, że ludzie mają swoje problemy i i tak ci nie pomogą. No bo co? Po napisaniu do nich dostaniesz cudowny przepis na zajście w ciążę? Nie! Pożałują ciebie, powspółczują i tyle, wrócą do swoich codziennych obowiązków. Może docenią swoje rodziny - na pewno!
Także nie napisałam do nikogo, poszłam na godzinny spacer - a raczej marsz, przy okazji na zakupy. Dobrze mi to zrobiło. Teraz już wiem, że jak mnie najdzie taki dzień, wychodzę - spacer, rower, marsz, cokolwiek. I żadnego spontanicznego użalania się do znajomych, koleżanek - niestety przyjaciółki nie mam, nad czym bardzo ubolewam. Przez chwilę myślałam, że jednak mam, ale przyjaźń okazała się jednostronna, i owszem dziewczyna zaszła w ciążę i mnie to zabolało, ale pisałam, troszczyłam się, zawsze pierwsza - ona, od kiedy jest w ciąży już się do mnie nie odzywa... Doszłam do wniosku, że dopóki wiedziała o moich staraniach i mogła podpytać (bardzo często wtedy sama pisała i podpytywała o starania, suplementy itd. chociaż sama twierdziła, że się nie stara jeszcze) to byłam jej niejako potrzebna. Poza tym jej się też nie udało w 1 cs, więc miała koleżankę na równi, a w sumie to nawet w gorszej sytuacji, bo koleżanka już po poronieniu i nadal z brakiem ciąży, także nie dość, że można było podpytać o starania to jeszcze się podbudować, że nie jest się samemu, że inni mają gorzej. No a teraz, kiedy wyszło, to już ma się inne koleżanki - ciężarne - i ma się oczywiście inne tematy. Dziewczyna się do mnie nie odzywa, zero, nic, jeszcze informując mnie o swojej ciąży nie omieszkała wspomnieć jak to jest jej mnie żal i że życie jest niesprawiedliwe. Potem poinformowała, że z ciążą wszystko ok (po tym jak zapytałam kilka razy - żadne tam jednorazowe pisanie, ja się wkręcam
) i cisza. Na zasadzie "Ten etap mamy już dzięki Bogu za sobą, a ona niech się męczy dalej sama". No i po tym doświadczeniu wiem, że nie każdemu wolno mówić, pisać o swoich uczuciach. Jestem bardzo wylewną i szczerą osobą i myślałam, że inni, a przynajmniej ci z mojego otoczenia też tacy są, no to nie, nie są. Więc teraz pysk na kłódkę i jak mi źle to ruszam moją pulchną D... i wybywam. Pogoda dopisuje, zakazu na wyjścia nie ma, wiec ciao. 
Jest takie powiedzenie, że kto ma miękkie serce musi mieć twardą dupę - zgadzam się w 100 %.
Kiedy będę w ciąży?
Dużo się dzieje. Świat nagle przyspieszył. Ale po kolei.
Dokładnie przeanalizowałam mój wykres temp. i wyszło, że owulacja była 25-26dc. Co oznacza, że jestem w 4t+5d.
Umówiłam się do mojej ginki na 15.10.2020 i to będzie pierwsza wizyta (6t+5d). W kolejnym tygodniu (7t+5d) mam wizytę u gina z NFZ. Jeśli ta ciąża się uda, to będę ją prowadzić u dwóch lekarzy.
Zrobiłam kilka badan w labie i tak: mocz ok, morfologia ok, TSH 3,39 => wdrożyłam od razu Euthyrox 50, glukoza 91 (norma do 92), progesteron... 56ng/ml. Jak zobaczyłam ten progesteron, to się przeraziłam. Dlaczego taki wysoki??? Przeczytałam pół internetu i doszłam do wniosku, że jest coś nie tak. Wysoki prog może być np. przy ciąży bliźniaczej, o czym nie marzę... Druga rzecz: zaśniad groniasty. Przeczytałam, że dziewczyna miała wynik 58ng/ml i okazało się, że to zaśniad. To mi wystarczyło, żeby pół dnia przepłakać...
Przeczytałam także, że przy zaśniadzie jest wysoka beta. Nie wiem ile to jest "wysoka", ale postanowiłam sprawdzić tą moją betę... W związku z tym dwa dni później znów poczłapałam do labu. Beta wyszła 465. Znów do internetu i ... doszłam do wniosku, że ta beta "wpasowuje się" w mój wiek ciąży. Czyli może nie jest "za wysoka"? Trochę mnie to uspokoiło. Ale postanowiłam iść za ciosem i zrobić drugą betę po 48h. Chociaż mówiłam, że jej nie zrobię, bo:
- dobry przyrost bety nie jest gwarancją sukcesu (w drugiej ciąży miałam 133% i zarodek umarł),
- zły przyrost bety odbierze mi nadzieję.
Tak czy inaczej dziś zrobiłam drugą betę i będę czekać na wynik. Jak będzie dobra, to będę się cieszyć, bo w moim rozbiciu psychicznym potrzebuję choćby najmniejszych promyków nadzieji, że będzie dobrze. A jak będzie źle, to przynajmniej od razu będę wiedziała i nie będę żyła nadzieją przez kolejne dwa tygodnie do wizyty.
Wyniki będę miała o 18.00, ale przeczytam je dopiero jak mój synek pójdzie spać. Póki co na dzień dzisiejszy wiem tylko tyle, że JESTEM W CZWARTEJ CIĄŻY!
Niemalże 3 m/ce. W najbliższą niedzielę Malina po tej stronie brzucha będzie z nami 3 miesiące. Czas zapiernicza. Raczej nam się udało poznać, ma swoje pory snu, ma swoje "muszki w nosie". Jest męcząco i cudownie. Na przemian. Ogarniamy się. Chata dalej nieogarnięta, ale potrafię się już wykąpać bez niczyjej pomocy, zrobić sobie jedzonko bez niczyjej pomocy 
Mężuś spełnia się w roli Tatulka, ostatnio rzucił, że jest przy niej szczęśliwy, ale też mega zmęczony. Po czym dodał (a on przyjeżdża do domu w czwartki wieczorem, wyjeżdża w poniedziałki rano, więc trochę go nie ma, zalicza ten reset psychiczny), że musimy znaleźć jakiś klub malucha, bo zajmowanie się Maliną (1,5 godziny intensywnego zajmowania się, bez aferek i draczek, jedynie zabawianie) zabija mu szare komórki. Tak. Zabija mu szare komórki. To, co ja mam powiedzieć? Jak on chyba nigdy nie był dłużej z Maliną jak 30-45 minut. To ja już po takim okresie nie powinnam mieć mózgu. Może i zabija niektóre szare komórki, ale też inne - odpowiedzialne za wymyślanie rozrywek - się budują. Ma swoje momenty, np. jest taki grzybek mombella, niby gryzak, niby smoczek, większość dzieciaków za tym szaleje, Malinka też. Grzybek ma dwa uchwyciki. Po prysznicu wchodzę do pokoju, Malina z grzybkiem w ustach (jeden uchwycik). Do drugiego podczepiony Mężuś. Komedia. Staję, już chyba nic mnie nie zdziwi, ło co chodzi chłopie, bo nie czaję, spłukałam resztę szarych komórek z wodą i nie czaję. "O śmiech i zabawę, zobacz jak się chichra". Malina faktycznie radochę miała niezłą. Momentami mam ochotę go udusić. Jak przyjeżdża się zająć Maliną, to ja chciałabym mieć czas dla siebie - choćby w drugim pokoju. Czas na poleżenie i popatrzenie w sufit. A on co? Malina na ręce i hop, do tego samego pomieszczenia, gdzie Krąsi siedzi. 🤦♀️ Jestem w kuchni, słyszę zasuwa do kuchni, przechodzę do salonu - siup, znowu wszyscy razem w salonie jesteśmy. Wiem, że się stęsknił, że może się niepewnie czuje, że chciałby ze mną pogadać i tysiąc pewnie innych powodów. A kurka wodna w tych chwilach mam tak wielką potrzebę bycia samej. Ostatnio się złapałam na tym, że jak Malina śpi i szybko szykuję kolację lub się kąpię, to nawet wtedy nucę piosenki 🤦♀️ siła nawyku. A Mężuś, jak się nią zajmuje, to i tak często słyszę "Krąsi, podaj chusteczki", "Krąsi, gdzie są czyste myjki?", "Krąąąąąsi, o co jej może chodzić?", "Krąsiiii, pooomooooocyyyy!".
Byłam pierwszy raz na ściance wspinaczkowej. Przepraszam. Byliśmy. Zapakowaliśmy Malinę, Tatulek miał ją ogarniać, a ja tylko w razie konieczności na karmienie. Udało mi się pogadać z innymi ludźmi, udało mi się delikatnie powspinać
Po tym wysiłku fizycznym przestały mnie boleć biodra
W domu wróciłam do jogi, a od przyszłego tygodnia będę sobie raz w tygodniu na 1,5 godziny wychodziła na jogę. Nie mogę się doczekać.
Kiedyś w pracy jedna koleżanka, wówczas mama 4-latka powiedziała mi, że ona wychodzi z domu na pedicur. Dziwiłam się jej, bo lubiłam sama sobie raz na dwa tygodnie zrobić. Taka godzinka tylko dla mnie. Już rozumiem. To konieczne, jeśli chcesz mieć odrobinę świętego spokoju.
Oh i jeszcze jedno. Miałam takie wyobrażenie, że po ciąży nasze życie seksualne wróci do etapu sprzed starań. O taaakiego. Wtedy, kiedy można człowiek odpoczywa. Udało nam się może ze dwa czy trzy razy być bliżej.
10 dzień po owulacji
Rano zrobiłam test a tam jaśniutka kreska! Pokazałam mężowi, on też ją widzi.
Przyjęliśmy to na spokojnie, jestem po 2 stratach więc nie chcemy się cieszyć za wcześnie. Jutro pojadę na betę a w poniedziałek zrobię powtórkę. Coby nie było dalej, na chwilę obecną jestem w ciąży!
Edit.
Nie wiem dlaczego nie mogę dodawać nowych wpisów.
Jednak nie pojechałam na betę, nie chce się narażać na wirusa. Wczoraj koleżanka skutecznie mnie sprowadziła na ziemię pytając czy dałam sobie zastrzyk Ovitrelle. O szit... Zastrzyku.... Ja kompletnie o nim zapomnialam! Niby utrzymuje się do 10dpo, ja zrobiłam gest w 11. Miałam obawy ze mogło coś pozostać po zastrzyku. Dzisiaj 13 dzień od podania Ovitrelle a kreska dalej na teście! I to ciemniejsza niż dwa dni temu
Nie wiem czy jutro jechać na tą betę... Serio obawiam się wirusa
Wiadomość wyedytowana przez autora 23 kwietnia 2020, 13:15
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.