tc: 16+0, waga 59,8 kg

Dziecko przestaje być abstrakcją. Głównie dlatego, że odkąd powiedzieliśmy wokół o ciąży - dostaję znacznie więcej smsów czy też telefonów o samopoczucie. I tak z jednej strony to szalenie miłe, a z drugiej - nie jestem przyzwyczajona do tego, żeby z własną rodziną smsować tak często!!! No bez przesady. Mężuś powiedział, żeby się nauczyć przyjmować takie wyrazy wsparcia i troski, choć to może być trudne. Staram się więc.

Dzieciaczek chyba też daje o sobie znać w zupełnie nowy sposób. Bulbie mi z brzucha. To takie dziwne bulbanie, niezwiązane z porą obiadową ani z przejedzeniem. Podobne do wypuszczania powietrza podczas pływania na basenie, ale przytłumione. Wyczytałam, że tak może być to odczuwalne.

Byłam na wizycie u okulisty, od kilku dni działo się niedobrze z moim lewym okiem. Zadzwoniłam do okulistki z duszą na ramieniu - koleżanka w zeszłym tygodniu miała bardzo duży problem ze znalezieniem okulisty, który by przyjmował. Moja na szczęście przyjmuje normalnie. Normalnie, czyli w maseczce i rękawiczkach, a poza tym normalnie.

Wada w szkłach: prawe oko -3,75, lewe oko -4,25, cylinder -0,5 na 80 stopni.
Wada w badaniu komputerowym: prawe oko -3,75, lewe oko -3,75, cylinder -0,5 na 88 stopni.

Hm. Różnica jest. Ale sprawdzamy w kosmicznych okularach wadę, która wychodzi z komputera. Kurka wodna. Nic nie widzę. Nic. Mgła totalna. 2 myli mi się z 7, a 8 z 0. Żenła. Pani doktor poprawia po swojemu, daje nowe nakładki, przekręca - "A teraz jak?" - "Lepiej!!! Co za ulga! Zdecydowanie lepiej!" - "To jest dokładnie to, co masz w swoich szkłach." - "Eee, w sensie, to co robimy?" - "Obserwujemy, być może to zawirowania pogodowe, zmiany ciśnienia odbijają się tak na delikatnej tkance oka". Pogadałyśmy o porodzie - powiedziała, że z punktu widzenia oczu - próbowałaby normalnie, ale zaprasza na wizytę w sierpniu/wrześniu, żeby mogła sprawdzić, jak się oczyska trzymają w trakcie ciąży. Zapytałam również o ewentualną, przyszłą wadę wzroku dziecka. Mężuś też niestety jest właścicielem krótkowzroczności, ma po -2,5 na każdym oku. "Dziecko będzie ją miało, prędzej czy później wada się ujawni, czy w okresie dzieciństwa, bycia nastolatkiem, czy też już jak będzie dorosłym, trzeba będzie kontrolować, bo tu nie ma pytania - czy odziedziczy, a kiedy dziedzictwo i jak silne się ujawni.". Liczyliśmy się z tym, nie jest to najgorsze, co może spotkać człowieka, niemniej - no łatwiej się żyje bez wady wzroku.

Mam też problem z pracą. Początkowe L4 nie było ciążowe, dopiero od 7/8 tc jest ciążowe. Wyczytałam, że wystarczające do uzyskania 100% pensji za to początkowe L4 jest wniosek do pracodawcy i przedstawienie zaświadczenia, że było się wtedy w ciąży. Tak też zrobiłam. No generalnie super duży problem, gdyż najpierw praca rotacyjna, kadry nie wiedzą, kto ma się tym zająć, potem praca rotacyjna w ZUSie, oni nie mogą się dodzwonić do ZUSu, no a potem telefoniczne "Absolutnie to nie jest możliwe, bo to byłaby ingerencja w treść L4" - "Uzyskam odpowiedź pisemną na mój wniosek?" - "Pani żartuje? Już Pani uzyskała odpowiedź" - "Co mam teraz zrobić?" - "Lekarz powinien sprostować L4". Jeszcze się za to nie wzięłam, ale nie mogę odpuścić, bo sytuacja jest jaka jest i każdy pieniądz, dla każdego w koronaszaleństwie się liczy. Tym bardziej, że Mężuś zwolnił już jednego pracownika i zastanawia się do kiedy prowadzić interes.

Lista marzeń po koronawirusowych:

Dzień pierwszy:
- zjeść obrzydliwie smaczną i niezdrową zapiekankę w jednym takim ulubionym miejscu;
- zjeść gofry z marmoladą i połową porcji bitej śmietany w innym takim ulubionym miejscu;
- zjeść najlepsze lody truskawkowe na świecie, z maszyny, w jeszcze innym takim ulubionym miejscu;

Dzień drugi:
- iść do parku, z kocem, książką, kapeluszem, nie czytać, lansować się z książką i liczyć liście na drzewach, szukać wiewiórek oraz słuchać marudzenia Mężusia "Chodźmy już do domu, jest mi gorąco, pyłki pylą, z nosa cieknie, ludzie dokarmiają te latające szczury (czyt. gołębie), chodźmy już do domu";

Dzień trzeci:
- pojeździć na rowerze po ulubionych ścieżkach rowerowych;

Dzień czwarty:
- iść na basen i zrobić chociaż 10 długości;

Dzień piąty:
- iść do kawiarni z kumpelkami, pośmiać się, zobaczyć ich twarze, siedzieć w ścisku a kelnerkę odesłać 3 razy, bo nie jesteśmy jeszcze gotowe do złożenia zamówienia;

Dzień szósty:
- jechać do dwóch sklepów z odzieżą dla dzieci i wybrać coś dla Dzieciaczka (znalazłam kilku producentów na miejscu, nie są sieciówkami, ceny mają różne i do dwóch chcielibyśmy pojechać i dotknąć, zobaczyć te rzeczy).

Dalszych planów brak, ale myślę, że przez jakiś czas mogłabym te kilka dni powtarzać w kółko, kolejność dowolna 😁

Z innych marzeń -wizyta u gina z Mężusiem, by mógł zobaczyć Potomka na usg :)

W przyszłym tygodniu wizyta u gina, pod koniec tygodnia zadzwonię, czy zmieniają coś w zakresie wytycznych dot. osób towarzyszących.

anemic Wielkie chcenie ... 12 maja 2020, 13:06

Czas pędzi nieubłaganie.
Powoli zaczynamy się organizować do porodu. W związku z całą pandemią nie udało nam się zamienić mieszkania na większe, więc musimy to trochę przeorganizować. Z zakupów dla Małej została już tylko apteka i przewijak. Lada dzień muszę posortować rzeczy rozmiarami i chyba juz je wypiorę i przygotuje. Obstawiam, że Mała będzie gabarytów Hani, więc szykuję tylko 54-62 ubranka.
Dla Hani już też zamówiłam ubrania na lato.
Ja czuję się dobrze, wczoraj [ierwszy raz myslałam, że już nie dam rady wrócić ze spaceru. Hanka jest miłośniczką wózka lub nosidła. Wiec raczej zazwyczaj towarzyszy nam wózek, a, że mieszkamy w gorach to wszędzie pod górkę.
Ostatnio zaszczepiłam ją na ostatnie hexamecine, 27.05 jeszcze ospa. Od 29.05 otwierają nasz żłobek, ale Hania nie pójdzie.
Mowa się zatrzymała, pojawiło się mnóstwo rożnych dzwięków, ale nowe słowa się nie pojawiają. Za to naśladuje wszystko, wszystko chce robić wspólnie, gdy sie na coś uprze, nie ma opcji żeby cos wskórać.
Pojawiło się gryzienie i szczypanie. Przy gryzieniu, próbowałam tłumaczyć, że bardzo boli, ze żabki są do gryzienia jabłka, gdy ugryzła misia, tłumaczyłam, że płacze- więc teraz idzie ugryźć misia, udaje, ze mis płacze, i zaczyna go przytulac i głaskac. Wczoraj pierwszy razprzy takim "ataku" gryzienia poszła ugryzc komodę. Czytałam, ze to próba rozładowania emocji itd, ale juz nie wiem jak reagować, nie krzyczę próbuję ją przytulić, kucam do niej, ręce opadają. Wieczrem zasypia tarmosząc mnie za włosy- i nie ma opcji innej. Inaczej drze się i skacze, podobno tak rekompensują sobie dzieci nieobecnośc mamy... hahhaha Dzisiaj w nocy nie puściła mojej głowy nawet na chwilę.
Poza tym jest rozkoszna do granic możliwości, ale jest małym urwisem, i oczywiście doskonale wie czego nie wolno, gdy to zrobi robi sobie "ty ty ty" :D
Waży 11 kg i wchodzimy w rozmiar 92
D. dalej pracuje bardzo dużo, ale to juz raczej norma.
Aha, i czekamy na Olę <3
Tak wiec juz prawie pewne, ze mama nie bedzie mogła mi pomoc po porodzie, wiec nastawiam sie juz psychicznie. Czasami sie bardzo martwie, ale wiem, ze dam rade no bo musze.

No to zaczynamy urlop :)
wyniki już spłynęły, czekam tylko na przeciwciała do konfliktu i toxo.
Mocz super,
glukoza super,
tsh super,
morfo ogólna dobra tylko mam poniesione limf% i obniżone gran% - czytałam, że tak może być od sterydów - biorę encorton. same limfocyty i granulocyty są ok, tylko te z % odbiegają.
czuję się bardzo dobrze, więc się nie przejmuję. podejrzewam drobny stan zapalny w jamie ustnej - może to jest też przyczyna?
ostatnio przy płukaniu zębów wodą z solą zapiekło mnie bardzo dziąsło.
jestem dobrej myśli ;)
miłego dnia !
Lena

Ines93 ... 12 maja 2020, 13:51

Cześć!
Dzisiaj tak trochę z weekendu...
Jak cudownie jest się rano obudzić obok ukochanej osoby... Niestety i ja i mój partner pracujemy na różne zmiany... Na przykład jak ja wstaję na 6 do pracy to jego już nie ma albo jeszcze głęboko śpi, albo śpi już po powrocie do pracy... Ostatni tydzień był trudny bo ja w końcu wróciłam do pracy i jakby nie patrzeć już mam dość... A mój ciągle pracował... Więc cały tydzień właściwie się mijaliśmy i tak w niedzielę budzę się rano i patrzę a mój piękny śpi jeszcze obok mnie... Poczułam takie cudowne ciepło na serduszku i od razu przytuliłam się do niego to było wspaniałe bo poprzedni tydzień rano przytulałam się tylko do kołdry... Mała rzecz a cieszy...

Jeśli chodzi o moje testy owulacyjne to ciągle wszystkie są negatywne ale jak już pisałam na każdym widać drugą bladą kreskę, nie wiem jak to będzie widoczne na zdjęciu ale spróbuję to tutaj wrzucić, jeszcze nie rozpracowałam forum...

https://naforum.zapodaj.net/7ec3c59a69d0.jpg.html

Pozdrawiam Ines.


Wiadomość wyedytowana przez autora 12 maja 2020, 13:52

Mam doła!!! Zamawiałam bluzki przez neta i doszło do mnie ze bardzo przytyłam 😭😭😭.
Od kiedy zaczęliśmy starania, przestałam się ograniczać, jadłam to na co miałam ochotę z myślą, że przecież jak zajdę w ciążę to i tak przytyje... A jednak ciąży nie ma a ja jestem gruba!!!! Muszę z tym skończyć... Od jutra, nieee od dziś przechodzę na dietę.... No zalamalam się dziś mierząc te bluzki bo wszystkie okazały się za ciasne 😭😭😭 pora się wziąść za siebie i nie czekać bezczynnie na ciążę, której i tak być może nigdy nie będzie. Dzisiejszy dzień jest w ogóle do dupy!!!

Turkusowa82 Dlaczego nie ja?? 12 maja 2020, 15:37

27 dc
Po wizycie w klinice mam lepszy humor. Co prawda nie robią dalej zabiegów ale okazuje się, że nie musimy powtarzać badań 😊 mam tylko zrobić przed kolejną wizyta prolaktyne, TSH i po mojej sugestii glukozę. Okazuje się, że mam pęcherzyk jeszcze 😱 z tego wszystkiego nie zapytałam jakiej wielkości, ale dr mówiła żebym się obserwowała bo możliwe że pęknie na dniach. Od piątku dwa razy dziennie mam brać duphaston przez 10 dni. Po 10 dniach tel do kliniki czy ruszają z zabiegami, jeżeli nie i dostane @ to zaczynam brać antyki zeby jak to pani dr określiła można było je w każdej chwili przerwać i rozpocząc stymulację. Chyba dobrze wszystko zrozumiałam 🙄 jeszcze mi powiedziała, że ze względu na wiek będę w pierwszej kolejności podchodziła do procedury.
Oby teraz nic nie stanęło nam na przeszkodzie 🙏🙏

Kaśik 🍀 długoooo... terminowa 🍀 14 kwietnia 2021, 18:27

Myślałam, że się z tego wyleczyłam ale nadal TO trwa - mam DZIECIOWSTRĘT 🤯
Jedyne uczucie, na które mnie stać to obojętność. Nie umiem spojrzeć na noworodka znajomej z myślą ale super bobasem, nie potrafię pobawić się z 9miesieczna córeczka znajomej z prawdziwą radością. Wcześniej się zmuszałam, twierdziłam że się sama hamuje... Ale ewidentnie coś mi się w głowie poprzestawiało i jak słyszę, że mają do nas wpaść znajomi z maluchem to zaraz robię się nerwowa. Covid itp. pozwalają mi nieraz zapoboec wizycie i udaje, że jestem przeziębiona i z obawy nie chcę nikogo zarazić - kawkę przekładamy na później...
Ale kurcze nie lubię tego u siebie... A jak mi to zostanie? Przecież nie mam gwarancji, że kiedyś będziemy mieli swoje dziecko... Nie chcę zostać ta wredna ciotką, której nie lubią dzieci 🥺

Aurora13 Zanim się poznamy 9 grudnia 2025, 15:42

Mój mały cudzie,
jestem tak daleko. Druga procedura nie udana. Wszystkie 6 zarodków zatrzymało się przed blastocystą. To było 2 miesiące temu. Wciąż przeżywam. Nie wiem co dalej...
Badanie nasienia, fragmentacja i HBA - wyszły w normie. Moje kariotypy też prawidłowe. Kariotypy starego - bez tragedii. Translokacja zrównoważona 11 %. Czekamy na wizytę i na decyzję. Właśnie zaczęłam antykoncepcję do dłuższego protokołu. Z nadzieją, że trzecia stymulacja odbędzie się początkiem stycznia, że obejdzie się bez dodatkowych badań. Z nadzieją, że lekarz nas podniesie na duchu, że nie jest tak źle. Wciąż pracujemy nad jakością moich oocytów. Siły zaczyna brakować...

pinab seedweed 14 października 2025, 14:19

https://seedweed.pl/blog/nasiona-konopi-sudanskich/

Odpowiadając na Wasze pytania:)
Ogólnie trzymam się dobrze, jestem zobojętniała na wszystko i wszystkich - taka moja barwa ochronna przed światem...ale są dni kiedy jest źle... czuję głęboki ból i rozpacz...a informacje o ciążach i dzieciach wśród rodziny i znajomych są dla mnie ciężkim tematem. Staram sobie to układać w głowie ale nie zawsze się da... przed oczami mam wizję tych szczęśliwych rodzin i porównuje do naszej małej 2 osobowej rodziny. I to boli. Bardzo boli. Czuję się wówczas bardzo nie-kobieco, jak jakiś wyrzutek społeczeństwa. A świadomość, że nigdy się może nie udać dławi mnie żywcem. Odrzucam od siebie tą myśl.
Zmieniłam lekarza - po raz ostatni. Wszystkie badania książkowe. Lekarz proponuje laparoskopię (3 w moim wypadku) w celu zdiagnozowania mojego "środka".
Poszłam dodatkowo na terapię pijawkami. Jestem po pierwszej sesji. Może one dopomogą?
Tracę siły i serce do tego wszystkiego.
In vitro nie wchodzi w grę. Adopcja? - sama nie wiem. Nie jestem gotowa.

Palaczowa Nowy rozdzial 4 października 2020, 16:35

Próbujemy i próbujemy. Zobaczymy czy dzis się uda?? Może to nie mój czas?! Wyjątkowo mam bolesność jajników w trakcie owulacji. Jak bym chciała. Ehh

Regularnie czytam artykuły i wywiady na ovu i ostatnio przeczytałam wywiad z Agnieszką Mans. Napisała ona książkę o swojej, na szczęście, wygranej walce z niepłodnością. Po przeczytaniu tego wywiadu pod wpływem emocji zamówiłam tę książkę. Mogę obiema rękoma podpisać się pod nią. W większości miałam wrażenie, że czytam o sobie... Jedna rzecz szczególnie dała mi do myślenia i sprawiła, że zaczęłam inaczej postrzegać nasz problem. Agnieszka zadawała sobie pytania dlaczego ich to spotkało. Ale w pewnym momencie zadała pytanie, dlaczego nie? Właśnie, dlaczego nie? Dlaczego my nie mielibyśmy się z tym zmagać? W swoim bliskim otoczeniu też mamy parę, która zmaga się z niepłodnością i na początku byłam pewna, że to schorzenie zdarza się tak rzadko, że statystyczne nie ma szans, że nas też to spotka. A jednak. Nie ma co rozkminiać. Jest jak jest i trzeba się z tym zmierzyć, a nie użalać się nad sobą.


Wiadomość wyedytowana przez autora 17 maja 2020, 22:37

Stefffcia88 Tu i teraz! 18 maja 2020, 23:54

Zaczęliśmy stymulację do in vitro, długo na to czekałam, ale warto było :)
Najpierw przyjmowałam estrofem przez 10 dni, a dzisiaj przyjęłam druga dawkę gonal f. Mieliśmy już jeden monitoring. W piątek czeka nas kolejny...
Już dzisiaj czułam się tak jak podczas standardowej owulacji, czuje ze jajniki nabrzmiewają, a to dopiero początek zastrzyków ;) Woda powoli zatrzymuje się w obrębie brzucha. Ciekawe jak się będę czuć i wyglądać zbliżając się do punkcji. Cera zdecydowanie się pogorszyła, ale to tez było dla mnie oczywiste..
jedyna obawa jaka pojawiła się w głowie dotyczyła tego ze pecherzyki pękną za wcześnie. Zabawne jest to ze człowiek zawsze wymyśli w swojej głowie jakaś obawę, bez nich jakos tak nijako :) cieszę się ze mam wsparcie i nie muszę tych zastrzyków robić sama - zamykam oczy i już po wszystkim.
Lekarz nastawia mnie na hiperstymulacje, zobaczymy jak silna będzie.
Muszę pamiętać aby przypomnieć się przed punkcja o embrioglue - nie zaszkodzi a może pomoc.
Będzie co ma być jak to mawiają :)

Rok + 4 dni
Zostało nam ostatnie 2 tygodnie, wkrótce do pracy. Z jednej strony chce wrócić z drugiej fajnie jest być z małym.
Choć nocki są różne. Wczoraj uśpiony został o 21 a o 22 wstał oczy zamknięte i płacz i to samo o 2 w nocy. Co my było trudno powiedzieć. Ale już do nocnych pobudek się przyzwyczaiłam. Kiedyś było mi trudno teraz nie.

Wczoraj pojechaliśmy do Łodzi do Paśnika i zakupy..

Teraz relacja u Pasnika. Niesamowite ale doktor ma doskonałą pamięć. Kiedy weszłam do gabinetu, przywitał się i po wiedział dawno Pani nie widziałem co słychać. A ostatni raz byłam przecież 2 lata temu.
Bardzo zadowolony był że mi się udało. A ja się przyznałam że zmieniłam jego zalecenia. Myślałam że mnie skrzyczy. A on powiedział że ceni takie pacjentki że słuchają własnego organizmu.
Wszystko zapisał. Dawki leków w ciąży , tc porodu. No i obejrzał świeże wyniki. I myślał nad sposobem leczenia. Stwierdził że stosunek cd4/cd8 mam lepszy niż wtedy i tak samo komórki NK. Tu wiedziałam że nie jest źle. Białko s i c dobre, homocysteina 5,6 super, insulina 7, cukier 82. Ana ujemne,
Oczywiście stanu zapalnego brak. Organizm jest tu spokojny. Za to brak ochrony zarodka Intel 10 , słaba 228 Intel 2 wysoka 69 czyli to co organizm niszczy. Stwierdził że tu powinien pomóc encorton.
Wskaźnik ifn/il10 super 0,2 jak i ostatnio. To jakieś szanse daje.
Allo mlr 0 czyli organizm zapomniał że był w ciąży a pomaga mu w tym cross match dodatni. Mój organizm jest wrogi na wszystko na obcych i męża. Więc od razu powiedział że szczepienia odpadają zapytałam się dlaczego. Powiedział że jak się zaszczepie organizm stanie się jeszcze bardziej agresywny. A tu trzeba obniżyć agresywność. Przyda się tu encorton. Zapamiętal że mój organizm lubi duże dawki leków. Stwierdził że pójdziemy podobnym schematem co ostatnio lecz wprowadzimy kilka zmian.
Pytałam się go co wybrać scratching czy wlew z accofilu. To nam wybrać to albo to. Powiedziałam jak było ostatnio więc stwierdził że możemy tym samym schematem iść choć uważa że bardziej wlew tu pomógł .
Zmiana kierunku kolejna wcześniej miałam brać encorton 10 DC z transferem ja brałam od 2 DC.
I teraz też bierzemy od 2 DC. Zaczynamy od 10mg ale będziemy zwiększać dawkę co 3 dni By 8 DC już brać 20 mg a wtedy w dniu transferu było 20 mg. Gdyby się udało zwiększamy na 25 mg jak wyniki będą dobre to do 30 mg.
Accofil ta sama dawka co ostatnio. Wcześniej dzień po transferze miałam wziasc 1 dawkę ,ja wzięłam tego samego dnia
Więc zostajemy przy tym że tego samego dnia nam brać. I dawka będzie uzależniona od leukocytów. Bo encorton jak i accofil powodują wzrost leukocytów. Ostatnio max 25 tys miałam więc idealnie. Więc może tak być i teraz. Tu będę pilnowana. I heparyna do końca ciąży jak ostatnio.
Więc dostałam zielone światło z tej strony.
Choć poprzednim razem Paśnik mi powiedział szanse są duże, tym razem próbujemy. Więc wiadomo , nie jest pewny na tym bardziej że mój organizm jest nieprzewidywalny. Doczepił się gronkowca aby on mi nie przeszkodził. Ale tu się odczułam. Więc źle nie powinno być.
Na końcu zaśmiał się że chce dzieci aby były urodzone blisko siebie. Ja stwierdziłam że chce by kolejne urodziło się 2 tygodnie po Piotrusiu 😁 Życzył mi teraz córeczki aby była parka. Choć dla mnie to jest mało ważne. Chciałabym aby się udało. A płeć nie jest ważna, choć nie ukrywam że czuje że może to byc córka. Mam takie przeczucie.
Od minionego tygodnia zaczęłam akumpukture a od dziś pić chińskie zioła. To samo co wcześniej.
Teraz tylko pytanie kiedy podchodzić do transferu. Czy styczeń czy luty. Myślę na przełomie stycznia/ lutego jak ostatnio.

Po Pasniku pojechaliśmy na zakupy. Kupiliśmy małemu czapeczkę jest idealna na jesień i na wiosnę powinna pasować.
Tunel i domek w IKEA. Ale bardziej kotu pasuje. Do tego pluszaka owczarka niemieckiego. Jaka była radość małego z prezentów.
Walka o rodzeństwo rozpoczęta.



20 dc

Temperatura trzyma się od kilku dni na poziomie 36,5, wiec prawdopodobnie kolejny cykl, który będzie trwał ponad 34 dni.

Cała sytuacja sYtuacja dookoła napięta, ale udało się nam podjąć decyzje o dalszym działaniu. Mój lekarz ograniczył się do przyjmowania ciężarnych wiec ruszamy dalej - cel Gameta - jakieś opinie?
Z nową nadzieją.


Chciałabym, żeby był już był poniedziałek.
Chcę zrobić już tą betę.
Uzbrojona w leki, czuję się spokojniejsza i gdzieś we wnętrzu tli się nadzieja. Mimo to gdzieś z tyłu głowy słyszę głos - "nie bądź głupia, jeśli do tej pory Ci się nie udało, to dlaczego ma Ci się udać teraz?". Staram się od razu odrzucać tą głupią myśl!

Przecież kiedyś w końcu musi się udać, prawda? 🙏

36+3
Bardzo bardzo dawno mnie tu nie było . U nas jak na razie wszystko dobrze i oby tak do końca. Jeszcze tylko 4 dni i ciąża donoszona i mogę rodzić🙂.Walizka już spakowana. W poniedziałek mam KTG i wizytę u lekarza na której dostanę już skierowanie do szpitala. Nie mogę uwierzyć, że dosłownie już za moment nasz największy Cud będzie z nami. Tatuś już nie może się doczekać i ja również ❤️
Czekamy Okruszku... ❤️

4dpt nie czuje kompletnie nic ! Moje myśli krążą ku porażce, jak zawsze zresztą. :(
Jesscze kilka dni...

dagmara Mój wyścig z czasem. 14 maja 2020, 08:39

Byłam wczoraj w laboratorium... Niestety, moje przygotowania nie idą zgodnie z planem...
Homocysteina spadła, ale minimalnie: z 10,30 -> 9,88. Za mały spadek jak na miesiąc brania metyli. Muszę poszukać dodatkowych dróg do obniżenia homocysteiny.
TSH mam 2,8, czyli też nie za dobrze... Gdzieś czytałam, że do zajścia w ciążę najlepiej mieć TSH <2,0.

Jeheria No kiedy? 14 maja 2020, 07:58

Mój poród:
9 maja cały dzień spędziłam w ogrodzie, przesadzałam kwiaty. Absolutnie nic nie czułam że coś się zacznie. Polegiwałam na leżaku. Zdążyłam pokłócić się z mężem...
Podczas odpoczynku przy tv ok 16 po czułam że coś mi do majtek się rozlało (podczas skurczu przepowiadającego) a jak wstałam zalało mi majtki i podłogę. To była taka przezroczysta woda ze śluzem. mąż bardzo się zestresował 😂 poszłam pod prysznic. Dopakowałam się i wyjechaliśmy z domu. Skurcze od razu były co 4-5 min. Cała drogę utrzymywała się ich częstotliwość tylko były dłuższe i mocniejsze. Na sor mąż nie mógł już wejść, pożegnaliśmy się. Zbadali mnie i poszłam na porodówkę. Podłączyli ktg. Na początku mocno nie bolało, zbadali, rozwarcie 1 cm :( zostawili mnie samą. Skurcze były takie o mocy do 100 czasu trapez ale rzadko. Bóle zaczęły się nasilać. Pozwolili wstać, odłączyli od ktg. Rozwarcie 3 cm o 22 :( Zaczęłam chodzić. Zaczęły się bóle z krzyża, kosmiczne. W skurczu przystawałam oparta o łóżko i kosz i sapałam jak piesek i czasami też krzyknęłam. Grzebień miałam. Non stop chodziłam pomiędzy skurczami. W pewnym momencie zaproponowano mi zzo. I zgodziłam się bo ból był kosmiczny. Anestezjolog przyszedł i powiedział że w przypadku brania przez tyle czasu clexane jest bardzo dużo ryzyko krwiaka w mózgu? I że on mi odradza, że mogę byc sparaliżowana od pasa w dół, że jest bardzo duża szansa, co innego jakby to był jeden zastrzyk a tu 9 miesięcy. pogadał szczerze i mimo że co parę minut była przerwa w rozmowie, patrzył jak ledwo stoję. Odmówiłam zzo. Położna zaproponowala abym poszła pod prysznic, trochę mi to pomogło, ogólnie bałam się zmieniać pozycję podczas skurczu bo nie chciałam aby było gorzej. Potem znowu ktg i kontrola szyjki. Wody dalej chlustały ze skurczami. Jest 6cm. Położna jeszcze podczas skurczu masowała i rozpychała. I tak z każdym skurczem już szło szybko. Było 9 i poczułam parcie, kazała na prawy bok się obrócić i nie przeć. Tak ze 4 skurcze polezalam, zbadała i było o 1 w nocy 10 cm. Zaczęły się ubierać, i kazały przeć, mówiłam im kiedy czuję że idzie skurcz. Ogólnie ciężko było mi wypchać Maciusia, dlatego dali mi w welflon trochę oxy w strzykawce. Podziałało i dwa skurcze parte i Maciuś był na świecie. Nacinali mi krocze z 3 razy.
Maciuś urodził się o 2 w nocy, ważył 3,5 kg 55 cm.
Szycie 45 minut. Znieczulono miejscowo krocze. Położono na piersi.
Teraz walczę o pokarm. Jest ciężko, bo Mały bardzo temperamentny. Bardzo wygłodniały. Denerwuje sie że nic nie leci. Ciężko go uspokoić jak jest głodny. Dostał mm. Ogólnie w szpitalu oni często podają mm nie mówiąc Tobie o tym :/
A skurcze macicy podczas karmienia też bolą! I to mocno. Nie wiedziałam ze tak jest.

14 maj, dzisiaj:
Jesteśmy w domku od 12 mają popołudniu. Dojechaliśmy do domu ze smoczkiem, w końcu to prawie 2h. Mały spał na szczęście. W domu jest o wiele lepiej niż w szpitalu. Maciuś jest spokojniejszy. Ładnie śpi i wybudza się na jedzonko. Lubi ciągać pierś ale konsultowałam z położną że jest popyt jest podaż. Narazie karmię z dwóch piersi bo chce rozkręcić laktację, wspomagam się metodą 7-5-3 laktatorem. Maciuś spadł z wagi w szpitalu sporo 260g. I dlatego mi proponowali mm ale ja chcę piersią karmic. Pijr też herbatkę na laktację i femaltiker. Dziś w nocy zrobił dwie kupy a tak się martwiłam że nic nie ma. Kupa już normalna, brązowa.
Kąpaliśmy go 2 razy. Maciuś strasznie płacze ale myślę że się przyzwyczai, musimy się poznać, chyba za mało wody wleliśmy. W nocy z reguły są 2 pobudki narazie ale dziś mało spałam bo tą kupę robił na raty tzn dwie i się prężył.
Ja czuję się super. Krocze się ładnie goi, już 2 dnia było dobrze, nie brałam po porodzie żadnych przeciwbólowych. Spadło 6 kg po szpitalu. Mąż dużo mi pomaga, wziął wolne w pracy. Gotuję, sprząta, razem kąpiemy, przewija i pilnuje jak chce coś zrobić. Dziś muszę zarejestrować Maciusia bo kazali po 4 dniach. Zaraz przychodzi polozna. Dziecko to zmiana życia o 360 stopni! Ale jestem szczęśliwa! Oby Maciuś był zdrowy a wszystko będzie dobrze!

Dziękuję dziewczyny za kciuki :) 😘


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 maja 2020, 07:59

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)