Dwa miesiące w nowej pracy. Na początku udało mi się odwrócić moją uwagę, skupić na czymś innym, nie myśleć tylko o jednym. W pracy wielokrotnie ktoś pytał czy mam dzieci, czy nie chce mieć dzieci. Nawet raz odpowiedziałam, że nie mam "pociągu do dzieci", że nie czuję tego czegoś, że chciałabym je mieć. Z drugiej strony boję się, że ktoś mógłby odkryć moją "tajemnicę". Boję się, że nam się nigdy nie uda. Nie wiem jak mam z tym żyć. W weekend teściowa poinformowała mnie o ciąży znajomej naszej rodziny. Jeszcze nie dawno powiedziała do mnie, że jeśli in vitro nie będzie się udawało to powinniśmy odpuścić, a teraz z taką lekkością przyszło jej poinformowanie mnie o ciąży znajomej.
Mam zostać chrzestną bratana. Ciągle zostaje zasypywana zdjęciami cudzych dzieci, na tą chwilę to dla mnie za wiele, rozsypałam się dzisiaj na kawałki 
1dc
Nowy cykl...tym razem owulacja powinna być po drożnej stronie. Wiem że to u mnie działa. Pęcherzyki pękają jak szalone. Gdyby jajowody zechciały tak pięknie pracować. Czeka mnie intensywny czas (5 dni jazdy bez trzymanki). Ten mój okres to jednak wie jak mi zjebać życie 😏
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2020, 21:16
Dzień 3.
Beta 101.28,progesteron 30.8.
Popłakałam,pogodzilam sie z najgorszym..w czwartek beta i w piątek usg. Dr kazał spokojnie czekać. Czekam.
Edit: szukałam ,dzwoniłam by skontaktować się z moim lekarzem. dorwałam go w szpitalu . Podczas rozmowy załamał mi się głos i dr to wyczul . Słychać było troskę i spokój. Taki lekarz to skarb.
Pola dzisiaj mnie doprowadziła do łez..powiedziała nam jak bardzo się cieszy,źe jesteśmy,jak bardzo nas kocha. Że jesteśmy jej serduszka i słodziaki.. jest najwspanialsza,nie do podrobienia 
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 czerwca 2020, 23:05
W piątek idę do Endokrynologa. Boję się tej wizyty.
Póki co w poniedziałek idę do labu na badania TSH, ft3, ft4, aTPO, aTRAB. Chcę być przygotowana do wizyty. Wyniki powiedzą mi, jak bardzo się bać.
Póki co, nadal liczę, że jeszcze urodzę zdrowe dziecko. W tym tygodniu szczęśliwą mamusią została koleżanka w moim wieku- to daje nadzieję 
Jak leżałam w szpitalu przy pierwszej stracie, to obok na łóżku leżała dziewczyna w 6tc. Cały czas krwawiła. Lekarze nie widzieli zarodka. Płakała. Nie miała nadzieji... Kilka dni temu urodziła zdrowego synka! 
Cieszę się ich szczęściem! I dalej walczę o swoje 
11 dpt
Beta 612
Progesteron praktycznie bez zmian.
Umówiliśmy się już na usg, za ponad tydzień ... obyś był maluszku, obyś był w macicy...
Nie zrobiłam testu, jakos mi to z głowy wypadło. Dalej nie ma @. Czuję się normalnie tylko wkurza mnie uziemienie (kwarantanna, wiadomka). Ale fakt, że nie pije alko i poi formowałam dermatologa przy wypisywaniu recepty, że "mogę być w ciąży".
Witajcie.
4 dc - 20 cykl starań.
Ciężko było przyjąć kolejną porażkę. Były łzy, była rozpacz. Zbliża się termin porodu przyjścia na Świat mojego Aniołka i ciężko to znoszę.
Unikam forum, na moje ig także wchodzę rzadko. Zajęłam głowę remontem mojego salonu fryzjerskiego. Płytki kupione. Leżą i czekają ☺️
Odebrałam wynik ANA 4...
Dodatni, typ świecenia ziarnisty, miano 1:1280.
Wyszlo SM(+)
Immunolog - 6 lipca.
Tak więc czekam na ta wizytę. Później 13 lipca u jednej z lepszych Pań ginekolog u mnie w mieście.
Aaa no i planujemy z Moim K urlop ☺️ chyba pojedziemy do Łeby. Oby wypaliło. Tak bardzo potrzebuje wytchnienia i odskoku.
Wczoraj byliśmy u mojej siostry bardzo fajnie spędziliśmy wieczór. Cieszę się że nie otworzyłam tego wyniku ANA wczoraj... Bo pewnie bym siedziała załamana. Mój K dobrze mówił abym nie otwierała.
Dzieki Ci Boże za tego człowieka że zesłałeś Go dla mnie, że jest ktoś kto potrafi się mną zaopiekować, wesprzeć, być, kochać, rozśmieszać a czasami jak trzeba to opieprzyć 😁 Miłość Mojego Życia ❣️
Ode mnie to chyba tyle.
Życzę udanego weekendu. ❤️
Dałam się namówić...
Czułam że nic z tego nie będzie, na teście pojawi się 1 kreseczka, ale dziewczyny mnie namówiły żebym spróbowała, poszłam zrobiłam iiii? Biel bielsza od wizira i ache razem wziętych...
Spodziewałam się tego
dzisiaj zaczynam brać lutke na wywołanie okresu, czekam na nowy cykl 
Plan na dzisiaj:
Wykopać ławę pod wędzarnie z mężem i przekopać kawałeczek poletka pod zielnik, farba już zrobiona aaaaa no i zrobię jeszcze pazurki 
1dc
Tamten test mnie oszukał.....a już miałam nadzieję😔😔😔
Do dupy z tym wszystkim....
Zaczynam 15 cykl starań,nigdy nie sądziłam że aż tak to będzie trudne bo przecież nigdy problemów nie było.
8lipca wiyta u lekarza
Ciekawe co zaproponuje.🤔
Urlop się kończy....pojutrze do roboty....nie chce mi się 😪😪😪😪😪
Pobiegłam do sypialni zapłakana budzić męża. On nie wiedział co się dzieje podałam test żeby sprawdził czy też to widzi, nie mógł dojść do siebie nie dowierzał. Nastała radość nie do opisania. Już nie mogliśmy zasnąć ciągle patrzyliśmy na test.
O 8.00 otwierają laboratorium więc po śniadaniu pojechaliśmy na betę i progesteron i znów czekanie czy wynik potwierdzi ciążę. O 13 wynik pojawił się na stronie internetowej laboratorium i nie chciałam spojrzeć tak się bałam, ale jest 333,15 mlU/ml 😍 i PROG 35,19 ng/ml
14 ms starań, 11 cs, 24 dc, 11 dpo
Martwie się. Ten gigantycznie wysoki prg namieszał mi w głowie. Zaczęły się potwierdzać moje przeczucia sprzed tygodnia. Dzisiaj sobie o nich przypomniałam. I ten prg je w jakiś sposób potwierdza.
Rozłożyła mnie choroba: katar, kaszel, łamanie w kościach, podwyższona temperatura. Martwię się, że to mogło przeszkodzić.
Piersi dalej bolą, ale już mniej. Wciąż są większe ale już nie tak bardzo jak były. W jajnikach i pachwinach już prawie nie ciągnie. Objawy ustają powolutku. Jedyne co to bym spała i spała. Ale to przez chorobę.
Martwie się tym, że przez to wszystko bardzo się nadtawiłam. Jedno badanie prg, które w końcu wyszło dobrze, a ja w myślach już wybierałam wózek i przewijak. Boję się, że tym razem jak spadnę to z bardzo wysokiego konia. Zupełnie wbrew sobie nastawiłam się, że zastrzyki będą jak dotyk czarodziejskiej różdżki. I teraz boje się, że jednak nie będą 😔
Jeszcze dwa dni. Dwa dni i będę wiedzieć. Niech ktoś da mi siłę, wiarę i nadzieję, że będzie dobrze. A jeśli nie, że uda mi sie to przetrwać. Jak całą resztę. 🙏🏼
"Ja naprawdę cię pragnę, mój kochany P. Głaszczę cię czule po karku, całuję twoje oczy, masuję płatki twoich uszu. Patrzę na twoją sylwetkę z taką samą przyjemnością, z jaką oglądałam Dawida w Luwrze. Niezależnie od tego, w co jesteś ubrany, widzę twoje jędrne pośladki, silne nogi i pięknie wyrzeźbione łydki. Niezależnie od tego, w jakim jesteś humorze potrafię cieszyć się kształtem twoich ramion, które nie opadają smutno, ani nie wznoszą się w napięciu. Cieszę się każdym mięśniem twoich barków i klatki piersiowej.
Piszę ci smsy jak kocham twoje oczy, gdy świdrujesz mnie nimi na wylot. Piszę ci też, jak uwielbiam twoją żuchwę, jej siłę i energię. Kiedyś jak jadłeś jabłko potrafiłam zachwycać się jej ruchem, który przypominał mi twoje namiętne pocałunki. Pamiętam, jak siedzieliśmy kiedyś obok siebie na peronie, trzymaliśmy się za ręce, czekając na pociąg. Ciepło twoich dłoni i każdy najdrobniejszy ruch mięśni i ścięgien twoich palców wprawiały mnie w drżenie - tak bardzo ciebie pragnęłam. Jak bardzo było mi obojętne, czy jesteśmy na łące w lesie, na klatce schodowej, czy w świeżo zmienionej pościeli. Nieistotne było, że kot gapi się na nas z końca pokoju, czy skarpetka wisi na żyrandolu. Ukrywaliśmy się w zakamarkach, pieściliśmy pod stołem na rodzinnych imprezach, wśród ludzi dawaliśmy sobie znaki, których nikt prócz nas nie rozumiał, spóźnialiśmy się na ważne spotkania, do pracy i śmialiśmy się z tego. Czuję twój zapach - w każdym zakamarku ciała ciut inny. Czuję twoje ciepło - wiem, na których jego fragmentach mogę spodziewać się ognia, gdy ty cały już płoniesz. Ja naprawdę cię pragnę. "
Tekst zaczerpnięty z książki "Nadzieja na nowe życie". Zmodyfikowany, bo tam wybrzmiewał w ten sposób, że to wszystko działo się kiedyś, a teraz przez starania zostało zaniedbane, zapomniane. Ja zmieniłam go na czas teraźniejszy i dopasowałam do naszych sytuacji. Bo całe szczęście - trwa niezmiennie do dziś.
Tak bardzo mi się spodobał, bo tak samo zachwycam się ciałem i osobą mojego P. Nigdy nie czytałam czegoś tak oddającego moje własne myśli, może dlatego tak to wzrusza. Zwykle mówi się o pięknym uśmiechu, cudownym spojrzeniu, gestach. Ale o mięśniach? Pośladkach mężczyzny? Łydkach? Żuchwie? Może to się wyda dziwne, ale uwielbiam w nim ten akt zaciskania jej, gdy się nad czymś zastanawia lub denerwuje. Wygląda wtedy tak męsko, nawet nieco agresywnie, silnie. Uwielbiam jego dłonie, tyle większe od moich. Gdy ciężko nam je spleść, bo moje giną w środku i palce okazują się za krótkie. Jego długie palce, gdy oplata moje ciało, gdy się kochamy. Szerokie ramiona, w których skrywam się podczas przytulania.
Musiałam ten tekst tutaj zamieścić. Żeby zawsze pamiętać, że oprócz starań o dziecko, wizyt u lekarzy, zabiegów i negatywnych testów jesteśmy jeszcze my - ze swoją seksualnością, namiętnością i miłością.
💞 5 latek Maksa, 4 mc i 2 tyg. Liwki 💞
Urodzinki synka były piękne. Rodzina, my, Maks elegancki. Jak zwykle cieszył się ze wszystkiego - Avengersowego tortu, dekoracji, balonów z helem, prezentów całej masy. Udało się zrobić trochę zdjęć, uwielbiam je potem oglądać, porównywać z tymi z poprzednich lat. ♥️
Kiedy on tak urósł ja się pytam ? 18 kg wagi, jakieś 113-114 cm wzrostu, but rozm. 27, ciuszki rozm. 116. Grupa przedszkolna - starszaki 😂 A pamiętam jak maszerował taki maluszek do przedszkola. Rozwojowo synek zna większość liter i potrafi je napisać drukowane, podpisze się,pięknie sylabizuje wyrazy, przelicza do 25-30, dodaje w zakresie 10, odejmuje w zakresie 5 na konkretach. Z samoobsługi ubiera się praktycznie sam, również w ubrania wierzchnie, czasem tylko potrzebuje pomocy przy poprawieniu skarpetek, jest samodzielny przy stole, w kąpieli , porannej toalecie, poprawi po sobie łóżko, złoży ciuszki ( po przypomnieniu) odnosi po sobie naczynia, stara się sprzątać po sobie zabawki. Pięknie zaopiekuję się siostrą, przytula ją i całuje. W jedzeniu zrobił się nieco wybredny nie chce zjadać, niektórych surówek, owoców, twarożku, płatków na mleku. A z zainteresowań uwielbia skakać, biegać, siłować się z tatą, czytać na dobranoć ulubione książki przyrodnicze, budować z LEGO, kocha Avengersów, dinozaury, robale i wojskowe pojazdy a ostatnio jest na tapecie Star Wars. Plastycznie jest mniej zainteresowany, lubi pomagać w kuchni, robić kanapki i bajki wszelkiej maści. Potrafi być słodki i przewidywalny a za chwilę nerwowy i wybuchowy jak tylko coś mu się nie uda. Istny rollercoaster emocji. Wciąż uczymy się panować nad złością, ogarniamy fochy, tłumaczymy, czasem po naście razy pewne sprawy. Staramy się utrwalać zasady, łagodzić jego bunt i spędzać z Nim choć chwilę czasu na zabawie. Mój kochany ♥️♥️♥️
Liwka w zeszłym tygodniu miała drugą turę szczepień- rota, HiB i trzecie jakieś. Przybrała do 6280 gram, długa nie wiem na ile ale czasem w niektóre ciuszki 68 ledwo wchodzi. Przekręca się na boczek, łapie na stópki, nawet je polizała. W dzień 2-3 drzemki, w nocy jedna pobudka. Je już mało piersi, głównie w nocy, więcej butli. Na spacery mało teraz chodzimy bo wiecznie pada Niedługo pomyślimy nad rozszerzaniem diety małej. Przemiela języczkiem jak tylko my jemy. Jest zainteresowana 😆☺️
Ja czuję że okres się zbliża wielkimi krokami, karmienie ustaje w podobnym czasie jak z Maksem. Czasem mnie to już męczyło, czasem chciałabym by jeszcze trwało...Po ciąży zostało mi jeszcze 8 kg, nie czuje się z tym dobrze u ciężko przy dwójce dzieci pamiętać o diecie i ćwiczeniach.
Choinka ubrana, prezenty od miesiąca kupione, zakupy przedświąteczne ogarnięte, porządki w toku, jutro barszczyk pichcę, w środę kapustę postną. Wigilia będzie rodzinna ale bez rodziców. Boją się...Smutno mi, chociaż cięszę się bo to nasza pierwsza wspólna we czworo 🥰
Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2020, 23:22
Gdy przerzuciło mnie na BBF, to jest tam zdanie do dokończenia - chcę być mamą.... (coś koło tego)
Pamiętam, że napisałam m.in. - inną niż moja mama....
Tiaaa....
Takie tam świątecznie refleksje - nigdy, ale to nigdy nie piekłam z mamą pierników🙄😳
W ogóle rzadko wpuszczała mnie do kuchni i be względu na przybywanie lat to i tak zawsze czułam się tam jak intruz. Mama prawie wszystko co mogła to robiła w nocy jak już mnie do spania wysyłała🤷♀️Stąd też kucharka że mnie żadna 😔 Poza sernikiem z torebki to jeszcze żadnego (!) ciasta nie upiekłam. Ciastek też nie😕
Dygresja - teściowa gotuje może nie fatalnie, ale w zasadzie bez przypraw, bardzo proste potrawy, podstawowe składniki. Stąd też mąż mój nie ma wysublimowanego smaku i wszystko co zrobię mu smakuje, ale no ja wiem że dużo lat nauki jeszcze przede mną.
Teraz ja jestem mamą i już wiem, że za rok na święta Marysia będzie miała swój helper i chociażbym miała robić ciasteczka i pierniki 10x dłużej to będziemy robić je razem!
A skąd mi ten wpis przyszedł....
Co prawda na święta jedziemy do moich rodziców, więc "na gotowe", ale postanowiłam zadbać o moją córeczkę i przygotować jej pierniczki i muffinki bez bmk (jaja toleruje ufff), bez miodu i bez cukru 🙃 pierwszy raz w życiu użyłam swojej stolnicy i wałka 🙈
Muffinki wyszły trochę suche ale całkiem spoko da się je jeść (muszę je ubogacić owocami) a pierniki suche i w sumie twarde (jutro będzie próba innego przepisu).
Ale czuję się dumna, czuję się mamą na pełnym etacie i na prawdę to gotowanie dla Marysi mnie cieszy 😊 A i jako że ja też bez bmk to te wypieki lepsze czy gorsze ale też dla mnie 😄🤭😏
Mąż oczywiście mówi - pierniki jak pierniki, zresztą żadnych nie lubię🙈🤣
A Marysia...i tak aż się trzęsie na widok mięska i ziemniaczków, więc jej wiele do szczęścia nie trzeba🙃😏
Rano obudziłam się z opuchniętymi oczami, już nawet zastanawiałam się jak to uzasadnię w pracy jeśli ktoś zapyta- alergia? Topie smutki w lampce czerwonego wina... Zastanawiam się jak pogodzę kolejną procedurę z nową pracą. Postanowiliśmy, że zrobimy 4 miesiące przerwy, coraz trudniej przychodzi mi to czekanie. Ta bezpłodność wypala mnie od środka, gdybym tylko wiedziała czy to się kiedyś skończy.
Biopsja wykazała zwiększoną ilość komórek nk w endometrium, będę musiała przyjmować kroplówki z intralipidu co prawdopodobnie wiążę się z częstszymi wizytami w klinice, jednak nie wierzę, że to jest przyczyną. Przed nami 5 transfer, nie sądziłam, że zajdziemy tak daleko...
Wiadomość wyedytowana przez autora 27 czerwca 2020, 20:34
Czas leci bardzo szybko, nieubłaganie.
Jeszcze pare lat temu wyobrażałam sobie moje macierzyństwo jako etap, który nadejdzie lada moment. Ten czas wciąż uczy mnie pokory, ale i nie tylko.. zdążyłam zaakceptować siebie, pokochać w sobie wiele moich wad (oczywiście nie wszystkie), zrozumieć zachowania a przede wszystkim przestać oczekiwać. Po prostu żyć.
Teraz kiedy transfer jest już w zasięgu ręki.. dziela nas od niego niecałe dwa dni zaczęłam zastanawiać się nad kolejnymi sprawami.
Przeczytałam wiele książek o świadomym rodzicielstwie, radziłam się psychologów gdyż sama nie miałam prawidłowego wzorca w domu i kiedy wydawało mi się ze mentalnie jestem gotowa na ten nowy etap i przewrót w moim życiu.. stawiam przed sobą wielki znak zapytania (?) czy aby napewno jestem na to gotowa(?)
Ostatnio w naszym życiu pojawił się szczeniaczek. Wybraliśmy dość nietypowa myśliwska rasę. Psa który z jednej strony kocha lasy, łąki i gonitwy a z drugiej jest kochanym psem rodzinnym uwielbiającym leniuchować w domu. Była to w pełni świadoma decyzja. Odwiedzaliśmy pieska u hodowcy, a kiedy pojawił się w naszym życiu już na stałe to wywrócił nasza harmonię
niby człowiek się tego spodziewa, niby wie co nastąpi ale szczerze... widzę po nas ile to nas kosztuje, ile kosztuje nas fakt ze chcemy odpowiedzialnie wychować psa. Dbać o jego ruch, socjalizację, dietę itd. Pies jest uparty, ma swój charakter.. obecnie toczymy bój o dominację i chyba to jest najbardziej uciążliwe. Oczywistym jest to ze z tak małym psiakiem wychodzi się co 2-3 h żeby uczył się załatwiać Swoje potrzeby poza domem. Często już po 4:30 jesteśmy na nogach bo nasz panicz nie może już spac:) pierwszy tydzień nas wymęczył, drugi był już trochę lepszy.. mam nadzieje ze idzie to w dobra stronę ale pojawiło się w mojej głowie pytanie czy dam radę.. a co jej transfer się uda ? Dziecko i pies?
Niby wiem, ze im więcej mam na głowie tym lepiej jestem zorganizowana, ale w tym tygodniu tego nie dowiodłam :p praca zdalna + szczeniak = praca po godzinach aby ogarnąć wszystkie moje obowiązki :p a gdzie sprzątanie, gotowanie.. niestety gotowanie musiałam odpuścić żeby mieć czas na sen :p napewno jest to kwestia przereorganizowania. Napewno ten krotki okres pokazał mi to ze potencjalne dziecko również wywróci moje życie do góry nogami, napewno w większym stopniu się zmieni. A szczerze bardzo je lubię... może to obrona przed obawa ze transfer się nie uda ? Może tak być. Może boje się porażki.
Na chwile obecna wiem ze fizycznie jestem gotowa do transferu. Wyniki są w normie. Chce jeszcze zbadać progesteron przed samym transferem. Poprosiłam lekarza o relanium. Obawiam się ze moja macica pokryta endometrioza od razu odrzuci zarodek.
Biorąc pod uwagę tez ile ostatnio mam pracy I jak jest ona stresująca, wole pójść na l4. Zbyt często i za bardzo poświęcalam się dla pracy, teraz muszę pomyśleć o sobie.
Jeśli się nie uda, chwile od wszystkiego odpocznę. Zrobimy ok trzech miesięcy przerwy do kolejnego transferu. Przede wszystkim dla naszego związku. Wspieramy się ale widzę jak na tym cierpi nasza bliskość. Już dawno nie uprawialiśmy tak namiętnego seksu... jedynie we snach
wcześniej z uwagi na przygotowania i bolesność jajników przed punkcja, później z uwagi na planowany świeży transfer i plamienie.. później gdy transfer został przełożony podjęliśmy decyzje ze lepiej jeśli wszystko się tam w środku wygoi... no i tak dorwaliśmy do dzisiaj.
Mi towarzyszy zobojętnienie do tej sytuacji. Watpie ze się uda. Wiem ze przed nami jeszcze wiele możliwych ewentualnych badań - immunologia.
Dajmy sobie czas, odpuśćmy, zadbajmy o siebie. Amen.
Nie zrobiłam testu, jakos mi to z głowy wypadło. Dalej nie ma @. Czuję się normalnie tylko wkurza mnie uziemienie (kwarantanna, wiadomka). Ale fakt, że nie pije alko i poi formowałam dermatologa przy wypisywaniu recepty, że "mogę być w ciąży".
Mamy wyniki wirusów, u mnie i małża wszystko ok, zostaje czekać na pozostałe wyniki. Badanie ANA, które sobie dorzucilam jest ujemne, na tyle co udało mi się przeczytać i zrozumieć to jest dobrze 😀
Dzisiaj przyjeżdża do mnie koleżanka z dwójką maluchów, uwielbiam jej dzieci, są takie pogodne i uśmiechnięte, mimo że małe łobuzy. Ostatnio w moim otoczeniu urodziło kilka bobaskow. Moja przyjaciółka niedawno urodziła córeczkę, ale nie jestem narazie gotowa żeby do niej jechać. Cieszę się bardzo, malutka jest śliczna ale jak widzę jej zdjęcia to chce mi się płakać 😒 przyjaciółka bardzo wierzy w nasze ivf, ostatnio mi napisała że w sierpniu będziemy świętować to, że jestem w ciąży, mam nadzieję że się to spełni. ✊🍀
U Malutkiej wszystko dobrze, rozwija się i aż miło patrzeć
Ja codziennie modle się o rodzeństwo dla Niej, nie potrafię zabić w sobie pragnienia dziecka, wiem ile mam i to nie tak, że jestem niewdzięczna, ale czuję to pragnienie i nie będę sama siebie oszukiwać, że tak nie jest.. Wymyśliłam sobie, że kwiecień/maj wracam do tej rozmowy z G. zobaczymy co powie..
Dni w okolicach terminu jaki bym miała po ostatnim transferze były dla mnie dość trudne.. Myśli uciekały do tej daty.. Ale udało się przeżyć bez łez co uznaję za sukces.. Poród w rodzinie też przeżyłam w miarę.. Covid pomógł bo sporo osób ograniczyło kontakty;)
Od dwóch dni męczy mnie ostatnia rozmowa w pracy. Ktoś najmniej odpowiedni do takich rozmów zapytał mnie w prost czy zaszłam w ciążę naturalnie czy in vitro.. Obiecałam sobie, że nie będę kłamać w tej kwestii i powiedziałam prawdę, a teraz myślę tylko o tym, że ta plotkara powie wszystkim.. A wiem, że w pracy mam kilka osób wierzących, zapatrzonych bezkrytycznie, a chyba nie mam sił z nimi walczyć..
Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2020, 17:03
7+4
Dawno nie pisałam. Dzisiaj mam czas, więc nadrabiam
Tamto plamienie na szczęście było jednorazowe. Wzięłam nospę, położyłam się do łóżka i przeszło. Byłam na wizycie u lekarza. Widziałam nasze dzieciątko z bijącym serduszkiem. Wciąż nie mogę w to uwierzyć. 02.07. jedziemy na kolejną wizytę. Jeżeli wszystko będzie dobrze to lekarz założy kartę ciąży i dokładnie zmierzy maluszka. Od paru dni znowu się trochę martwię. Do tej pory piersi mocno bolały czułam lekkie skurcze w dole brzucha, a od paru dni jakby to wszystko ustało. Piersi bolą, ale mniej, nudności brak, brzuch przestał boleć, energii mam trochę więcej. Tak jakbym przestała się czuć ciążowo. Najpierw martwiłam się, że brzuch boli, teraz martwię się czy nie boli. Czy kiedyś przyjdzie taki moment, że przestanę się martwić? Czwartkowa wizyta wszystko wyjaśni. Mam nadzieję, że kropek mocno się trzyma i rozwija.
Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.
Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.
Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.